Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Albinos

Desant kanałowy na Plac Bankowy - czy mógł się udać?

Recommended Posts

xyxy   
Oddział Torpedy

1.Torpeda-Kazimierz Jackowski

2.Wrzos-Edward Bandyra

3.Łatka-Tadeusz Bartosiewicz

4.Mundek-Edmund Buraczyński

5.Żmudzki-Bonifacy Dłużniewski

6.Łuk-Kazimierz Gabara

7.Okrój-Tadeusz Gołębiowski

8.Horski-Zenon Jackowski

9.Ryszard-Zygmunt Jatczak

10.Ania-Anna Kakiet

11.Ząb-Jerzy Kiełczewski

12.Gabryś-Jan Kurpiński

13.Piorun-Józef Nyc

14.Tygrys-Bogdan Ostrowski

15.Łata-Jan Romańczyk

16.Ruta-Dnionizy Rutkowski

17.Ryk-Tadeusz Sikorski

18.Elik-Eligiusz Stypa

19.Franuś-Franciszek Świerczewski

20.Krysia-Krystyna Trzaska

21.Sowa-Zbigniew Wojterkowski

22.Ptak-Stanisław Wronka

23.Hrabia-Antoni Wójcicki

24.Kamiński-Jan Pęczkowski

25.Marek-Marian Ławacz

26.Sułkowski-Juliusz Jaworski- Niedzwiedzie

27.Orkan-Mieczysław Nitecki

28.Sławka-Wiesława Wójcicka-Reiff

29.Kolejarz-NN

30.Wujcio-NN

Nie widze wciąż żyjącego Tadeusza Gabrysiaka ps. Kubiński, o którym wspominałem gdzieś wyżej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Jakiś czas temu pisałem o tym, jakie faktycznie straty desant mógł ponieść: https://forum.historia.org.pl/topic/3498-desant-kanalowy-na-plac-bankowy-czy-mogl-sie-udac/page__view__findpost__p__150845

Podczas samej akcji życie na pewno straciło dwóch żołnierzy - "Cedro" i "Winnicki" - a później jeszcze zmarł "Dąb". Ostatni wywiad z Generałem Ścibor-Rylskim wprowadza tutaj jednak małe zamieszanie:

Widział pan bardzo dużo. Jako żołnierz Batalionu "Czata 49" w Zgrupowaniu "Radosław" przeszedł pan z nim cały szlak bojowy od Woli, przez Muranów, Stare Miasto, Czerniaków, Mokotów, do Śródmieścia.

- Próbowaliśmy jeszcze przebić się kanałami ze Starego Miasta na plac Bankowy. Ja prowadziłem ten desant. Akcja skończyła się tragicznie. Zginęła cała drużyna oprócz dwóch żołnierzy. Taka jest wojna, byliśmy żołnierzami. Walczyliśmy, wykonywaliśmy rozkazy. Co innego ludność cywilna. Ona była bezbronna.

Za: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,8975151,Dyplom_dla_generala__przeprosil_za_cierpienia_w_1944.html [dostęp na: 21.01.2011 r.]

Drobna pomyłka +/- 1-2 ludzi, to rzecz do przyjęcia. Ale skąd ta drużyna (czyżby chodziło o ludzi por. Byczkowskiego?). Dość zastanawiające.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przebiłem się, ale jeszcze nie przetrawiłem.

Mały kamyczek, nie do samego desantu, ale do przygotowania. Polecam wspomnienia pchor. "Antka" - Kazimierz Sheybal zamieszczone w "Pluton Pancerny w Powstaniu Warszawskim" strony 226 i 227 wydania pierwszego.

Niestety pan geodeta dostarczył mi mapy do projektowania :angry: i muszę wziąść dziekankę. :)

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
Mały kamyczek, nie do samego desantu, ale do przygotowania. Polecam wspomnienia pchor. "Antka" - Kazimierz Sheybal zamieszczone w "Pluton Pancerny w Powstaniu Warszawskim" strony 226 i 227 wydania pierwszego.

Aż sam się sobie dziwię, że wcześniej nie zająłem się tym fragmentem, a faktycznie ciekawy i wart uwagi... Czas więc nadrobić (korzystam z drugiego wydania):

Początkowo szliśmy kanałami pod Miodową i Krakowskim Przedmieściem, następnie skręciliśmy w już nie tak wygodne odgałęzienie pod Trębacką, gdzie trzeba było iść w postawie skulonej. Trasa nie przedstawiała trudności, włazy były pozamykane, a "Henio" jak zwykle prowadził nieomylnie i zawsze wiedział dokładnie, gdzie się znajdujemy. Po pewnym czasie byliśmy już pod Senatorską, a więc pod terenem opanowanym przez Niemców, i zbliżaliśmy się bez żadnych przygód do celu.

Za: A. Wyganowska-Eriksson, Pluton pancerny batalionu "Zośka" w Powstaniu Warszawskim, Gdańsk 2010, s. 217.

Tutaj zaskakuje mnie informacja o przechodzeniu pod Trębacką. Dotychczas byłem pewien, że są dwie wersje trasy w stronę placu Bankowego:

- plac Krasińskich - Miodowa - Krakowskie Przedmieście - Królewska - Wierzbowa - Senatorska - plac Bankowy

- plac Krasińskich - Miodowa - Krakowskie Przedmieście - Królewska - Marszałkowska - Graniczna - Żabia - plac Bankowy

Tymczasem tutaj "Antek" pisze o Trębackiej. Jeśli ktoś z grupy idącej wtedy z "Antkiem" miał prowadzić desant - o czym sam "Antek" pisał - to dlaczego szli trasą, której nie ma w żadnej z relacji uczestników akcji? Bo było krócej, a oni i tak wiedzieliby którędy iść? Ale z drugiej strony, gdyby trasa była dobra, to dlaczego potem desant tamtędy nie poszedł? Trębacka w opisach dotyczących trasy pojawia się tylko raz. Niżyński w swojej monografii "Miotły" podał, że oddział już po wycofaniu się zatrzymał się u zbiegu Trębackiej z Krakowskim Przedmieściem (z kolei relacje "Jędrasa" i "Ewy" przekonują, że oddział zatrzymał się u zbiegu Królewskiej i Krakowskiego Przedmieścia). Tak więc fragment ten dostarcza kolejnych pytań, odpowiedzi zaś żadnych - przynajmniej z mojego punktu widzenia.

Zameldowaliśmy mjr. "Sośnie" wynik rozpoznania i wysunęliśmy sugestię, że oddziałowi desantowemu najwygodniej będzie bezpośrednio po wyjściu z włazu wykonać skok do zniszczonego gmachu Ministerstwa Skarbu i tam usadowić się, traktując to miejsce jako bazę wypadową do dalszych działań.

Za: tamże.

Tutaj dość zastanawiające jest to, czy dowództwo desantu dostało informacje o tym na odprawie u "Wachnowskiego", czy też jednak zarzucono ten pomysł.

Co do reszty opisu, to warto chyba zwrócić uwagę na to, że autor relacji nie wspomniał nic na temat namiotów. Jest natomiast wzmianka o widocznej obecności Niemców. Ilu ich tam miało być według przeprowadzających rozpoznanie? Trudno stwierdzić na podstawie tych wspomnień. Z kolei "Motyl" w relacji, która znajduje się w zbiorach AHM zaznaczył, że na odprawie powiedziano im, że Niemców jest niewielu na placu. Kiedy "Witold" chciał sam sprawdzić jak to wygląda miało dojść do sprzeczki między nim a "Wachnowskim". I teraz pytanie, czy faktycznie Niemców było niewielu kiedy przeprowadzano rozpoznanie, czy jednak dowództwo Grupy "Północ" świadomie zataiło informacje o liczebności wroga na placu?

Warto też zwrócić uwagę na fragmenty wspomnień K. Scheybala, gdzie opisywał te swoiste podchody z Niemcami w okolicach Dworca Gdańskiego. Tam "Antek" stwierdził, że to właśnie pomysł wykonania większej akcji w tamtym rejonie poprzez desant kanałowy przyczynił się do powstania planu akcji desantu na plac Bankowy. Ale przecież identyczny pomysł istniał już podczas walk na Stawkach, kiedy to też "Czata" miała uderzyć za linie niemieckie w rejonie placu Parysowskiego. Tak więc widać, że kanały użyte do akcji bojowej gdzieś tam krążyły w pomysłach.

Przebiłem się, ale jeszcze nie przetrawiłem.

Niestety pan geodeta dostarczył mi mapy do projektowania :angry: i muszę wziąść dziekankę. :)

Z niecierpliwością czekam w takim razie na przetrawienie i chwilę wolnego czasu :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Był już tutaj wspominany wątek zagubienia się części oddziału, którą to poprowadził w końcu do Śródmieścia "Mały". W relacji Eugeniusza Jagodzińskiego "Kubusia" jest kawałek poświęcony właśnie temu epizodowi. Warto przytoczyć, zważywszy na to, że ten fragment desantu kanałowego jest praktycznie nieznany i bardzo często pomijany [b. Nowożycki, "Czata 49". Relacje i wspomnienia żołnierzy batalionu Armii Krajowej w zasobie Archiwum Akt Nowych, Warszawa 2011, s. 92-93; wspomnienia spisane w roku 1980]:

Do kanału wchodziliśmy już po ciemku - ludzi było ze sto osób lub ponad. Ja byłem blisko porucznika "Małego", za mną było jeszcze ze dwudziestu ludzi. W kanale byli też "Patek", "Ireneusz" i "Orzeł".

Dopiero, gdy weszliśmy do kanału, dowiedzieliśmy się jakie zadanie mamy do wykonania. Była linka, sznurek do trzymania się, aby nie pogubić w ciemnościach. Linka albo się zerwała lub ktoś puścił ją, bo było co dźwigać w rękach, szliśmy więc dość długo luzem aż w pewnym momencie doszliśmy do rozwidlenia w kanale. Okazało się, że zbłądziliśmy, nie było przewodnika (poszedł na czele desantu). Poszliśmy dalej, wreszcie doszliśmy do Nowego Światu przy Wareckiej. Właz był zamknięty, ale na górze słychać było polskie głosy. "Mały" wyprowadził nas - znaliśmy wszyscy zadanie, więc kazał nam milczeć, a sam pobiegł do jakiegoś dowództwa. Było na około dwudziestu kilku ludzi. Po jakimś czasie podporucznik "Mały" wrócił i mówi: "słuchajcie, mamy wrócić na Stare Miasto". Konsternacja. Nie uśmiechało się to nam. W końcu w jakiś sposób zostaliśmy skierowani do "Adrii". Tam była woda do mycia w wannach. Myliśmy się w jednej wodzie ale jakoś doprowadziliśmy się do porządku. Oczyściliśmy buty. Dostaliśmy chleb z marmoladą i stamtąd - nadal na rozkaz bez ujawniania naszego celu - skierowani na kwaterę przy ulicy Złotej (za Marszałkowską), po północnej stronie ulicy, na parterze budynku. Byliśmy tam ze dwa dni. Do oddziału przyszła żona "Małego".

W zbiorze relacji i wspomnień przygotowanym przez B. Nowożyckiego jest jeszcze kilka materiałów dt. desantu kanałowego. Stopniowo będę starał się je tutaj dorzucać, wyławiając z nich te co ważniejsze i ciekawsze elementy. Już teraz znalazłem kilka interesujących fragmentów, które niestety więcej komplikują, niż wyjaśniają...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Na początek relacja Zdzisława Zołocińskiego "Piotra", który najprawdopodobniej razem z "Motylem" pełnił funkcję dowódcy akcji. Ale właśnie, w jego własnej relacji jest wzmianka na temat tego, kto został wybrany do dowodzenia jeszcze podczas odprawy z udziałem "Radosława" i "Witolda". Najpierw "Piotr" podał, że do prowadzenia grupy wybrano "Motyla", a po chwili dodał: Dowództwo zostaje powierzone mnie ("Piotrowi"). Wobec tego co oznaczało to prowadzenie grupy przez Z. Ścibor-Rylskiego? Pierwsze skojarzenie dość oczywiste, "Motyl" miał iść na początku. Ale kawałek dalej sam "Piotr" podaje, że na początku szedł on. Więc o co chodzi? Tutaj warto jeszcze nadmienić, że w swojej relacji sam major "Witold" przyznał, że po odprawie u "Wachnowskiego" zameldował, że on nie podejmie się wykonania tego zadania. Poruszaliśmy już w tym temacie wątek tego, dlaczego sam "Witold" nie prowadził desantu, i jeśli wierzyć majorowi Runge, to chodziło o jego osobiste stanowisko. Być może faktycznie podczas odprawy pokłócił się z "Wachnowskim" o to rozpoznanie, które jak się później okazało, faktycznie dostarczyło informacji, które były w momencie przeprowadzania akcji nieaktualne. Ale wracając do relacji "Piotra"... W kwestii przewodnika. Wcześniej w tym temacie pojawiały się wątpliwości, kto prowadził. Harcerz czy pracownik kanałów? Według relacji "Piotra" przewodnikiem był niejaki "Wodołaz", 18-letni harcerz, w opisie "Piotra" krępy, dobrej ruszy, który rzekomo kanały te zna. Jednak zanim weszli wedle słów "Piotra" mieli oddać całą ciężką broń "Janowi" z "Brody", który miał prowadzić szturm na powierzchni. Skoro taki był rozkaz, to skąd te trzy kaemy, które grupa desantowa miała przy sobie? Zostawiono im je, czy też sami ukryli? Co do namiotów, bo też pojawiały się wcześniej wątpliwości, czy na placu Bankowym można było rozbić namioty. Według "Piotra" znajdowały się one na skwerze, czyli teoretycznie na podłożu, gdzie powinno dać się rozbić namiot. Jeśli chodzi o czas marszu, to "Piotr" podał około 2 godzin. Wydaje się to jednak mało możliwe. Musieliby iść z naprawdę bardzo dobrym tempem. Natomiast w przypadku opisu samej walki, to relacja jest bardzo podobna do pozostałych. Wyszli, napatoczył się jakiś Niemiec, zaczęła się strzelanina, wychodzili kolejni, Niemcy rzucali granaty, ktoś spadł z góry na dół... Straty w akcji podał Z. Zołociński na trzech ludzi (choć dodał też, że według innych relacji nawet siedem osób miało zginąć wówczas), co wydaje się być całkiem bliskie prawdy (w relacjach regularnie pojawia się informacja, że zginęli na placu "Cedro" i "Winnicki", chyba nikt inny nie jest wspominany wtedy).

Kilka ciekawych szczegółów, w tym jeden bardzo interesujący, podał w swojej relacji Edmund Welke "Mułek", znajdujący się podczas akcji w plutonie "Cedry". Według tego co napisał, żołnierze o celu swojego zadania zostali poinformowani dopiero pod placem Bankowym. Kłóci się to jednak z cytowaną w poprzednim wpisie relacją "Kubusia", według słów którego po tym, jak zagubiona grupa trafiła do Śródmieścia por. "Mały" miał zakazać im mówienia czegokolwiek na temat ich celu. Czyli co, "Mały" zdążył powiedzieć im o wszystkim kiedy szli już w stronę Wareckiej, a reszta dowiedziała się dopiero pod placem Bankowym? O ile druga część jest możliwa, o tyle nie sądzę, aby "Mały" mówił im cokolwiek po tym, jak już się zgubili. Musieli wiedzieć wcześniej, o co chodzi. Ale idziemy dalej. Według relacji "Mułka" na plac Bankowy wyszedł także "Motyl". Jest to chyba pierwsza relacja, gdzie znajduję informację na ten temat. Sam Z. Ścibor-Rylski nie wspominał nigdy o tym. Tak więc poważnie wątpię w to, czy wychodził. Szczególnie, że był przecież ranny w rękę już wchodząc do kanału (kiedy szedł na odprawę, gdzie omawiano sprawę desantu, wybuchł koło niego pocisk, którego odłamek ranił go w rękę). Na plac trzeba było wychodzić w miarę sprawnie, a ze swoją nie do końca sprawną ręką tylko spowalniałby wychodzenie reszty. Już po wydostaniu się na górę czołgali się do jednego wybranego miejsca. Od włazu ciągnąć się przez to miał mokry ślad, który w świetle księżyca zobaczył Niemiec, który wszczął alarm. Ale jak to dokładnie wyglądało z tym Niemcem według "Mułka". Otóż kiedy zobaczyli, że ten przygląda się temu śladowi, próbowali go jakoś złapać, tak aby nie narazić się na dekonspirację. Coś jednak nie wyszło, i ktoś oddał strzał. Wtedy ten Niemiec krzyknął "pany, pomyłujte!" (sic!), a potem zaczął uciekać. Kolejna kula już go dosięgła. Czy Niemiec krzyczałby "Pany, pomyłujte!"? Poważnie w to wątpię. W takim razie skoro nie Niemiec, to kto tam mógł wtedy być? Dalej już opis nie sprawia wrażenia szczególnie "odkrywczego". Po tym, jak zaczęła się strzelanina pobiegli w jakieś ruiny (koło jakiejś knajpy - jakiej?). W pewnym momencie "Mułka" miał zawołać "Cedro". Kiedy E. Welke dopadł do swojego dowódcy ten już nie żył. Dalej fontanna, powrót do kanału...

Na koniec jeszcze kilka wyjątków z relacji Jana Jerzego Koźniewskiego "Konrada", podczas desantu znajdującego się w plutonie "Jędrasa". W przypadku tej relacji chodzi o samo miejsce wyjścia desantu [b. Nowożycki, "Czata 49". Relacje i wspomnienia żołnierzy batalionu Armii Krajowej w zasobie Archiwum Akt Nowych, Warszawa 2011, s. 124]:

Było dobrze po północy. Zaczęliśmy wychodzić z włazu, który mieścił się pomiędzy obecnie stojącym pomnikiem Feliksa Dzierżyńskiego i hotelem Saskim. Wówczas przed hotelem znajdowała się jeszcze ubikacja publiczna, w formie okrąglaka i kilka krzaków zieleni.

Właz kanałowy "Konrad" umieścił po drugiej stronie placu względem tego, który zazwyczaj przyjmuje się jako ten, którym desant wychodził (ten u wylotu Senatorskiej, przy pałacu Błękitnym). Ale już np. zgadza się obecność w relacji tej publicznej toalety. Nie pamiętam teraz dokładnie w których relacjach wcześniej się ona pojawiała (chyba "Motyl" wspominał o niej), ale jej obecność w innych relacjach jest faktem. Pytanie teraz, czy "Konrad" właściwie zlokalizował ten punkt, czy też pomylił jego położenie? Dalej pisał, że czołgał się w stronę hotelu Saskiego (kamienica Kosseckiej, znana także jako kamienica Janasza vel Janascha), spod którego Niemcy mieli otworzyć ogień do Powstańców. Sam "Konrad" miał otworzyć ogień do kaemu znajdującego się u wylotu Żabiej (ulica położona wówczas między kamienicą Kosseckiej a pałacem Błękitnym). Drugi kaem miał znajdować się przy ulicy Przeskok. Problem tutaj jest taki, że ulica Przeskok jest położona w kompletnie innej części Warszawy, a konkretnie przy dzisiejszym placu Powstańców Warszawy. Niedaleko placu Bankowego (ale też ulica ta nie dochodziła do niego), była ulica Przejazd, natomiast przy samym placu Bankowym ulica Przechodnia. I tak się teraz zastanawiam, czy chodziło o Przejazd, czy o Przechodnią? Za tą pierwszą przemawia dalsza część relacji, w której J. J. Koźniewski wspominał o tym, że kaemy blokowały drogę odskoku do Ogrodu Saskiego. Położenie ulic wskazuje na to, że kaemy właśnie przy Żabiej i niedaleko Przejazdu blokowałyby dojście od włazu do Ogrodu Saskiego. Ale to przy założeniu, że "Konrad" poprawnie wskazał położenie włazu, a tutaj jednak można mieć poważne wątpliwości. Zdecydowanie więcej przemawia za tym u wylotu Senatorskiej. I w takim układzie kaemy przy Żabiej i Przechodniej jak najbardziej mogły utrudniać dojście do Ogrodu Saskiego, choć teoretycznie mogła być jakaś droga przez ruiny pałacu Błękitnego...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Sprawa przewodnika, który zaprowadził oddział na miejsce akcji, przewijała się tutaj już parokrotnie, ale bez szukania jego nazwiska. Tymczasem teraz znalazłem coś takiego: http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Dawid_Goldman

W nocy 30/31 sierpnia poprowadził desant kanałowy por. "Piotra" z batalionu "Czata 49".

Potrafi ktoś to zweryfikować? Podlewski pisał w swoim opisie desantu o harcerzu świetnie znającym kanały. Tutaj mamy kogoś, kto faktycznie świetnie znał kanały... i był z batalionu harcerskiego ("Zośki"), więc być może stąd wzięło się postrzeganie go jako harcerza.

W tym biogramie jest też informacja, że wyprowadził później grupę Powstańców do Śródmieścia. Tylko pytanie, jaką grupę? Czy desant, czy może inną? Jeśli nie desant, to oznaczałoby to, że wrócił na Stare Miasto. W relacjach dt. walk na placu Bankowym przewodnik pojawia się jako ten, który miał wyjść z bronią w ręku. Nawet to on miał zacząć całą walkę. Więc odejść od oddziału musiałby w takim wypadku już po wykonaniu odwrotu. A nie ma o tym żadnej wzmianki. Wiadomo, że na Stare Miasto wrócił ppor. Jerzy Zabłocki "Igor". O ile pamiętam, to za drugim powrotem, kiedy reszta oddziału skierowała się w stronę Śródmieścia, "Igor" wziął kogoś ze sobą. Niestety nie kojarzę kompletnie kto to był. I kolejna sprawa, według Podlewskiego Goldman faktycznie był z oddziałem po odskoku (czy może raczej "harcerz-przewodnik"), i to ranny. Tak czy inaczej znowu więcej pytań niż odpowiedzi...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wg Anny Wyganowskiej-Eriksson "Gutek" - Dawid Goldman tylko doprowadzil oddział do miejsca desantu.

...'Po dłuższej chwili dochodzi uszu zbliżający się szum wody. Jakaś grupa ludzi idzie w naszym kierunku, i to dość szybko. Wraca "Heniek", ustawia mnie z zapaloną świeczką pod studzienką, sam z drugiej strony zagradza przejście. Okazuje się, że to "Gutek" prowadzi oddział, który będzie wychodził. Migają idący pośpiesznie żołnierze. To oddział "Czaty" por. "Piotra", na czele idzie ppor. "Cedro". Przeszli..."Gutek" wraca na Starówkę. Chwilę nasłuchujemy. Nie upłynęło dziesięć minut, kiedy ciszę nocną rozdarł terkot karabinów maszynowych".["Pluton Pancerny w Powstaniu Warszawskim" str.253 wyd. I]

"...por. "Wacek" wydał rozkaz zejścia do kanału dla Plutonu Pancernego. Przewodnikiem był "Gutek". W Śródmieściu oddział zakwaterowano przy ul. Złotej...Por. "Rawicz" wysłał ekipę kanalarzy w skladzie: "Gutek", "Heniek", "Jordan" i "Żbik" - z powrotem na Stare Miasto celem przeprowadzenia do Śródmieścia ppłk. "Radosława" i pozostałych oddziałów zgrupowania. Zadanie zostało wykonane." [str. 259]

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Z tym fragmentem Wyganowskiej-Eriksson jest jednak pewien problem. Według tego opisu w kolumnie było zaledwie czterdzieści osób, a to przecież nawet nie jest połowa składu całego desantu (no dobra, jak odliczymy grupę "Małego", która zgubiła się, to może wyjdzie ta połowa). No i jednak trudno jednoznacznie na podstawie tego stwierdzić, kiedy konkretnie Goldman miał wrócić na Starówkę. Wspomnienia były pisane po latach, a wiemy, jak to w takich sytuacjach bywa. Może bliżej prawdy był więc Podlewski, który swój opis sporządzał stosunkowo niedługo po opisywanych wydarzeniach.

Tak się jednak zastanawiam... A może "Ania" faktycznie widziała zaledwie czterdziestu ludzi? W relacjach pojawiają się dwie różne trasy prowadzące do placu Bankowego. Może oni zwyczajnie rozdzielili się na wysokości placu Piłsudskiego, i część poszła pod placem Teatralnym, a część w stronę Granicznej i Żabiej przechodząc pod Marszałkowską? Co prawda nikt nawet nie wspomina o czymś takim, ale jak inaczej wytłumaczyć, że te dwie trasy regularnie zmieniają się w najróżniejszych wspomnieniach? Gdyby tak było, to wtedy obie grupy musiałyby mieć swojego przewodnika. I wtedy faktycznie mogłoby być tak, że "Gutek" doprowadził swoją grupę do placu Bankowego i wrócił zanim cokolwiek się zaczęło na powierzchni, a drugi przewodnik wyszedł na powierzchnię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli "Ania" w rzeczywistości widziała "Piotra" i "Cedrę" to znaczy , że "Gutek" prowadził grupę, która wyszła na powierzchnię i ewentualny drugi przewodnik już by pewnie wyjść nie zdołał.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

No to w takim razie skąd u Podlewskiego ten przewodnik-harcerz na powierzchni? Bo jeśli to był Goldman, to znaczy że "Ania" pomyliła się pisząc, że tylko odprowadził desant pod plac Bankowy. Na razie mamy słowo przeciw słowu, a biorąc pod uwagę to kiedy co było pisane, to jakoś bardziej wierzę Podlewskiemu... Tym bardziej, że o przewodniku na powierzchni pisał też m.in. Stachowiak.

ewentualny drugi przewodnik już by pewnie wyjść nie zdołał.

A dlaczego?

Share this post


Link to post
Share on other sites

A po co? No chyba, że miał peem, w co wątpie.

Poczytałem sobie wyd. III "Przemarszu przez piekło" i nie natrafiłem żeby harcerz-przewodnik wyszedł na powierzchnię. Oprócz tego..."a ów harcerz-przewodnik jest ranny."

St. Podlewskiego czytało się fajnie (z wypiekami na twarzy) ale dawno. Tak swoją drogą "Przemarsz przez piekło" i "Rapsodia żoliborska" wydania pierwsze to prawie inne książki.

P.S. Na stronie 498 "Przemarszu" jest coś takiego:

"- Dobijcie mnie! Dobijcie mnie...- wołał.

Któryś z chłopcow Śnicy podbiegł do niego. Gluchy trask... i jęk ustał.

Tak zginął ostatni z trzech ocalałych żołnierzy z kompanii >Giewonta<"

Czyżby...A nie przypadkiem z "Kolegium A"? O tym z "Giewonta" pisze por. "Jerzy", że zginął "bez jęku niemal". Czyli jakby dwóch w jednym.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
A po co? No chyba, że miał peem, w co wątpie.

Ha, i tutaj dochodzimy do podstawowego problemu, którego nijak dotąd nie udało się rozstrzygnąć. Czy ci, którzy wyszli na powierzchnię, przez cały desant mieli ze sobą peemy, czy jedynie przekazano im je już pod samym placem Bankowym. Bo tutaj są dwie wersje. Jak rozmawiałem z Panią Haliną Jędrzejewską "Sławką", która brała udział w desancie, to ona np. była zdania, że ze względu na ciasnotę kanału jedynie broń przekazano do przodu. W takiej sytuacji jeśli przewodnik znalazłby się z przodu to nawet jeśli nie miał broni mógł ją otrzymać. I jeśli kojarzę z relacji, to ów przewodnik miał otrzymać pistolet. Z kolei Pan Roman Staniewski "Kwiatkowski" (udziału w desancie nie brał, ale jako historyk "Miotły" tematem zajmował się wiele lat) przekonywał mnie, że nic takiego miejsca mieć nie mogło. Komu wierzyć?

Poczytałem sobie wyd. III "Przemarszu przez piekło" i nie natrafiłem żeby harcerz-przewodnik wyszedł na powierzchnię. Oprócz tego..."a ów harcerz-przewodnik jest ranny."

A gdzie mógł zostać ranny? Nie ma wzmianki o tym, że był ranny wcześniej, a w kanale mógł się co najwyżej potłuc. Dla mnie to jest dość jednoznaczne stwierdzenie.

St. Podlewskiego czytało się fajnie (z wypiekami na twarzy) ale dawno.

Dla mnie Podlewski to absolutna podstawa dla kogoś, kto interesuje się Powstaniem. Tak wymownych opisów (poza wspomnieniami), nie znajdzie się nigdzie.

P.S. Na stronie 498 "Przemarszu" jest coś takiego:

Przebicie górą ma swój oddzielny temat, tutaj już nie mieszajmy go ;)

PS I nie Kolegium "A", ale Oddział Dyspozycyjny "A" bądź pluton "Śnicy" ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

PS I nie Kolegium "A", ale Oddział Dyspozycyjny "A" bądź pluton "Śnicy"

Ha! Takiej reakcji się spodziewałem. :D

Jeśli chodzi o Stanisława Podlewskiego to posłużę się cytatem:

"Wielokrotnie jednak zamieszczał opisywane zdarzenia >in extenso<, bez zweryfikowania ich z dokumentami bądz innymi wspomnieniami. Zbeletryzował ponadto narrację, urozmaicając opisywane fakty. Miało to w jego zamyśle stworzyć odpowiednią dramaturgię książki. Powstała zatem dobrze napisana praca popularna, której ustalenia w wielu fragmentach odbiegają jednak od rzeczywistego przebiegu wydarzeń." ["Żoliborz 1944" str.6]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.