Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
bavarsky

Historia rozwoju systemów operacyjnych

Recommended Posts

bavarsky   

Świetna książka.

Jak pisze Feynman: "Pewien niegłupi facet, Stanley Frankel, wpadł na pomysł,że można do tego użyć maszyn IBM. Firma IBM robiła maszyny liczące dla celów rachunkowości, np tzw tabulatory do sumowania czy mnożarki, do których wkładało się kartę, a one brały dwie liczby z karty i przemnażały je przez siebie."

Karty perforowane Holleritha, które stosowano do katalogowania osób w obozach koncentracyjnych począwszy od lat 30’tych a skończywszy na 1945 roku, oraz maszyny umożliwiające przerabianie danych tj. podawania wyników biorąc pod uwagę klasyfikację cech statystycznych; tj. podział na stałe i zmienne - pierwsze dzielą się na rzeczowe, czasowe czy przestrzenne, natomiast zmienne dzielą się na mierzalne [ilościowe – skokowe [dyskretne] oraz ciągłe] jak również niemierzalne [jakościowe].

Karta perforowana odegrała w tym względzie witalną rolę „kustosza” ludzkiej poniewierki. Koncept tejże możemy spotkać do dzisiaj chociażby w postaci kuponów totalizatora sportowego, gdzie zakreślając długopisem czy ołówkiem krateczkę, wybieramy w ten sposób przypisaną jej konkretną liczbę – informujemy w ten sposób komputer o dokonaniu wyboru.

Identyczna analogia występowała w kartach Holleritha, z tą różnicą iż zamiast zakreślania „kratki”, wybijało się w tym miejscu otwór odpowiednim dziurkaczem.

Informacje jakie zapisywano w ten sposób na temat KAŻDEGO przybyłego do obozu więźnia obejmowały m.in. płeć, narodowość, datę urodzenia, status rodzinny, ilość dzieci, powód zesłania do obozu, charakterystykę fizyczną czy zawód. Szesnaście zakodowanych w ten sposób kategorii więźniów było ułożonych w kolumnach 3 i 4, w zależności od otworu w tych kolumnach, wybita w tychże dziurka oznaczała konkretną zmienną, np. 3 oznaczała że więzień jest homoseksualistą, 9 anty-społeczny, 12 Cyganem, a 8 Żydem.

Naturalnie by zapanować nad tym wszystkim Nagłówek karty stanowił numer identyfikacyjny więźnia, taki sam jaki miał wytatuowany na ręce osadzony.

Kolejno w kolumnie 34 odnotowywano zmieniający się status więźnia, tj. karty takowe po pierwszym wygenerowaniu podlegały zmianom w postaci odnotowywania np. powodów przeniesienia do innego obozu np. celem dalszej pracy, czy też rodzaju zgonu: śmierć z przyczyn naturalnych była odnotowywana wybitą dziurką w miejscu cyfry 3, egzekucję oznaczano 4, samobójstwo 5. Wybita cyfra 6 oznaczała „specjalne traktowanie” tj. zgładzenie w komorze gazowej, czy poprzez powieszenie/strzał z broni palnej, 7 – ucieczkę więźnia.

Dane te były powielane i przesyłane do Departamentu Statystyki mieszczącego się w Oranienburgu w Ekonomicznym i Administracyjnym Głównym Biurze SS.

Tam dokonywano rozbioru tych danych wykonując klasyczne pomiary cech statystycznych, stosując skale: nominalną, porządkową, przedziałową [tj. interwałową] czy ilorazową [stosunkową].

Jak to wyglądało w praktyce?

Choćby podając w zestawieniach miesięcznych iż w Grudniu roku 1944 w obozie Bergen-Belsen zanotowano ok. 20 tys. śmierci zarejestrowanych jeńców; tj. ze średnią 50 na dzień. Ta średnia również była odnotowywana na stosownych kartach.

Gen. Oswald Pohl, twórca terminu „Zagłady przez pracę”, miał dostarczane statystyki przez wydział D II, Głównego Biura SS, które przerabiało informacje ze wszystkich obozów koncentracyjnych; a informacje o które im chodziło [cechy fizyczne, wiek, zawód skazanego] pozyskiwali z kart perforowanych Holleritha – dzięki temu gdy było zapotrzebowanie na 3 tys. robotników w jakimś miejscu Rzeszy, wystarczyło wygenerować za pomocą maszyny analogowej [tutaj mógłbym się rozpisać na temat szczegółów i rodzajów tych maszyn] wydruk zawierający żądane cechy osób np. tylko mężczyzn w przedziale wieku 17-40 lat, których zawody mieszczą się w przedziale od ślusarza po murarza. Najlepsze jest jednak przed nami. Co jeżeli po przerobieniu kart z obozu A, powyższy warunek spełniało tylko 500 osób? Otóż reszta tj. 2500 była dokładana z katalogów innych obozów; przy czym chcąc np. ograniczyć czas transportu tychże osób generowano listing tylko podług obozów znajdujących się w określonym promieniu od miejsca docelowego pracy tej grupy mężczyzn. Tzn. wyłączano obozy odległe, gdzie stosunek korzyści do spalonego paliwa, był niekorzystny względem tego drugiego, tj. nie ekonomiczny.

Dlatego też reasumując. Obroty tyloma zmiennymi w tak rozbudowanym systemie zagłady i pracy niewolniczej które obejmowały praktycznie każdego kto trafił na listy ewidencyjne obozów stanowiło podstawę do efektywnego zarządzania zasobami ludzkimi.

Decydującym w tym względzie czynnikiem była szybkość przerabiania tych danych. Bez maszyn IBM’a/Dehomag systemu Hollerith, nie byłoby to możliwe w takiej skali.

Nie chcę przez to stwierdzić iż powyższej „mechanizacji” zawdzięczamy skalę zbrodni; a jedynie to iż zbrodnia ta miała tak wyrafinowany i szczególny charakter.

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

Z jakiego powodu?

secesjonista

Mślałem o wprowadzeniu kilku korekt w tekście. Ale w sumie jak teraz patrzę to nie widzę takiej konieczności.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli zostawiam: gdyby zaszła jednak konieczność edytowania pewnych fragmentów: proszę wskazać co mam zmienić poprzez P.W. z chęcią poprawię.

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

Fragment z książki Stanisława Lema pt. Śledztwo; której premiera miała miejsce w roku 1959:

"— Czy to prawda, że prorokował pan, w sposób nieodparty, zagładę? — pytał zniżając

głos Gregory. — To dla mnie bardzo ważne, proszę pana. Pan wie, jak ludzie zniekształcają

i przekręcają wszystko, każda sprawę, każdą rzecz. Czy mógłby mi pan powiedzieć,

jak to było?

— Po co to panu?

— Chciałbym się dowiedzieć, jeszcze dokładniej się dowiedzieć, kim pan jest.

— To taka stara historia — ze zniechęceniem raz jeszcze powiedział Sciss, który

przez cały prawie czas zerkał z góry na tańczących. W dole panowała teraz czerwień,

oblewająca nagie ramiona kobiet. — Nie, nie chodziło o zagładę. Naprawdę chce pan,

żebym to opowiedział?

— Naprawdę.

— Taki pan ciekaw? To było mniej więcej w czterdziestym szóstym. Zaczął się wyścig

atomowy. Wiedziałem, że kiedy zostanie osiągnięta granica — mam na myśli maksimum

siły niszczącej — rozpocznie się rozwój środków przenoszących bombę... To znaczy

rakiet. Musi wreszcie i tu dojść do stanu granicznego, to znaczy: obie strony mają

rakiety z wodorowymi głowicami, istnieje też pewien dobrze umieszczony pulpit, ze

sławetnym guzikiem. Kiedy się go na ciśnie, rakiety ruszają.

Po jakichś dwudziestu minutach następuje koniec świata, obustronny

— finis mundi ambilateralis...

Sciss uśmiechnął się. Kelner przyniósł wino, odkorkował flaszkę, nalał kilka kropel

do kieliszka Gregory’ego, który skosztował, przepłukał usta i skinął głową.

Kelner nalał im do pełna i odszedł.

— Takie było pańskie zdanie w czterdziestym szóstym roku? — spytał Gregory przypijając

do Scissa. Ten końcem języka spróbował rubinowego płynu, pociągnął ostrożnie,

potem prawie duszkiem wychylił wino, odetchnął i z pewnym zdziwieniem czy zmieszaniem

postawił kieliszek na stole.

— Nie, to były tylko przesłanki. Wyścig, raz zapoczątkowany, nie może ustać, rozumie

pan? Musi trwać. Gdy jedna strona wymyśla grube działo, druga odpowiada jeszcze

grubszym pancerzem. Granicą tego ciągu jest tylko starcie, wojna. Ponieważ w tej

sytuacji oznacza ona finis mundi; wyścig musi iść dalej. Raz nadane przyspieszenie wysiłków

bierze ludzi w niewolę. Musi zatem nastąpić dalsze doskonalenie narzędzi walki.

Jednakże narzędzia te osiągnęły granicę. Co pozostaje? Mózgi. Mózgi dowodzących.

Ludzkich mózgów perfekcjonować niepodobna, trzeba zatem przejść i tu na mechanizację.

Następne stadium to automatyczny sztab główny, czyli elektronowe maszyny

strategiczne. I tu powstaje bardzo ciekawy problem, a właściwie dwa problemy. McCatt

zwrócił mi na to uwagę. Po pierwsze: czy istnieje granica rozwoju takich mózgów?

One są podobne do urządzeń zdolnych grać w szachy. Urządzenie, które może przewidywać

ruchy przeciwnika na dziesięć posunięć naprzód, wygra zawsze z takim, które przewiduje

te ruchy tylko na osiem czy dziewięć naprzód. Im bardziej dalekosiężne przewidywanie,

tym większy musi być mózg. To jedno.

Sciss mówił coraz szybciej. Gregory’emu zdawało się, że zapomniał już o wszystkim,

nawet o tym, do kogo mówi. Nalał wina. Sciss bawił się kieliszkiem przesuwając go po

obrusie. W pewnej chwili kieliszek przechylił się niebezpiecznie. Sciss natychmiast podniósł

go i wypił znów duszkiem. Na dole płonęły żółte reflektory, mandoliny zawodziły

hawajską piosenkę.

Budowanie coraz większych urządzeń do rozważań strategicznych oznacza, czy

się tego chce, czy nie — konieczność zwiększenia ilości faktów, jaką ładuje się w taki

mózg. To z kolei oznacza rosnące panowanie tych urządzeń nad zbiorowymi procesami

w społeczeństwie. Mózg może uznać, że ten sławetny guzik należy umieścić inaczej.

Albo że trzeba zmienić krój mundurów piechoty. Czy też, że trzeba zwiększyć produkcję

pewnego gatunku stali, i zażąda na to kredytów. Jeżeli się taki mózg zbudowało,

to trzeba go słuchać. Jeżeli jakiś parlament zacznie debatować nad tym, czy przyznać te

kredyty, nastąpi zwłoka. Tymczasem druga strona może iść już dalej. Likwidacja decyzji

typu parlamentarnego stanie się po pewnym czasie nieunikniona. Kontrola ludzi nad

decyzjami mózgu zmniejsza się, w miarę jak koncentruje on w sobie coraz więcej wiedzy.

Czy mówię jasno? Po dwu stronach oceanu powstają dwa rosnące mózgi. Jakie jest

najpierwsze żądanie takiego mózgu, gdy przychodzi zrobić we wciąż trwającym wyścigu

następny krok?

— Zwiększenie jego kompetencji — półgłosem powiedział Gregory. Spod przymrużonych

powiek obserwował Scissa, którego policzki pokryły się czerwonymi plamami.

Na dole nastała nagła cisza, potem wybuchnęły oklaski. Kobiecy głos śpiewał. Młody

chłopiec w smokingu ustawił obok ich stolika drugi, mniejszy, kelnerzy przynieśli tace

pełną srebrnych kołpaków. Pojawiły się ogrzane starannie talerze, serwety, nakrycia.

— Nie — odpowiedział Sciss. — Pierwsze jest żądanie zwiększenia jego samego — to

znaczy rozbudowy mózgu! Tamto jest pochodne.

— Jednym słowem, przewiduje pan, że ziemia stanie się szachownicą, a my — pionkami,

którymi będą rozgrywać wiekuistą partie dwaj mechaniczni gracze?

Duma jaśniała na twarzy Scissa.

— Tak. Tylko ja nie przewiduję. Wyciągam jedynie wnioski. Pierwszy etap procesu

przygotowawczego ma się już ku końcowi i przyspieszenie rośnie. To brzmi wszystko

nieprawdopodobnie, wiem. Ale to jest proszę pana. To jest!

— Tak... — mruknął Gregory. Pochylił się nad talerzem. — A... w związku z tym

— co pan wtedy proponował?

— Porozumienie za wszelką cenę. Jakkolwiek to osobliwie brzmi, zagłada wydaje mi

się, mimo wszystko, mniejszym złem niż ta partia szachów. Wyciągnąłem tylko wnioski.

Nie mam złudzeń. To fatalne — nie mieć złudzeń, wie pan? — powiedział i nalał sobie

wina. Niechętnie, niemal z przymusem, ale pił, i to coraz więcej. Gregory nie musiał się

już troszczyć o kieliszki. Orkiestra na dole znowu zagrała. Obok ich stolika przechodziła

para, smagły mężczyzna z cienkim wąsikiem, sine smugi zarostu podkreślały bladość

jego twarzy. Dziewczyna, bardzo młoda, miała na nagich ramionach biały szal ze złotą

nitką, koloru jej włosów. Sciss patrzał za odchodzącą, odprowadzał ją wzrokiem, wargi

wykrzywiał — mu grymas. Odsunął talerz, przymknął oczy i ukrył ręce pod obrusem.

Gregory’emu wydawało się, że liczy sobie tętno."

Edited by bavarsky

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

Richard Miller, to legenda w środowisku. Obecnie nadzoruje port systemu Plan 9 pod platformę OpenBSD [host] czy też NetBSD [xen-host].

Francisco Ballesteros, który napisał rzeczowe opracowanie dotyczące programowania w 9.tce, wyraźnie zaznaczył: "One word of caution, if you know UNIX, Plan 9 is not UNIX, you should forget what you assume about UNIX while using this system."

A mimo to twórcy tego systemu określali go mianem: "More UNIX than the UNIXes themselves" - notabene przez stwierdzenie -twórcy- mam na myśli zespół z Bell Labs, wliczając w to niektóre pomysły co do w/w systemu, autorstwa Dennisa Ritchie.

Dla zainteresowanych, system można pobrać za darmo, zgrać obraz na płytkę i zainstalować bądź uruchomić na swoim PC: http://plan9.bell-labs.com/plan9/

Ludzie, myślą że jak wszystko co działa na powłoce sh [a w zasadzie nowej odmianie bash] tj. Bourna to zrazu jest to system operacyjny..

Faktem jest że przez powłokę Bourne'a, która to była następczynią powłoki stworzonej dla systemu serii 7 UNIX'a przez Kena Thompsona, najczęściej komunikujemy się z jądrem/softem, co nie oznacza że jądro jest jądrem UNIX'a, tj. systemu chronionego prawami autorskimi, nie objętego GNU/GPL.

Plan 9 dla odmiany, "chodzi" moim zdaniem na lepiej zorganizowanej od sh'a powłoce rc, która to z kolei również jest całkiem bliska "UNIX'owym" odpowiednikom, jako że pierwotnie działała na systemach wersji 10.

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

Dotarła do mnie właśnie książka z dedykacją, autorstwa Bernda Ullmanna, pt. AN/FSQ-7 - the computer that shaped the Cold War.

System składał się z 60,000 lamp elektronowych, ważył przeszło 250 ton [per komputer] zużywał 3 megawaty energii i wykonywał ok. 75k operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę. [Dla porównania 16 bitowe mikroprocesory NXP zainstalowane we współczesnych kartach sim, mają per rdzeń 200k tranzystorów i wykonują ok. 500k obliczeń na sekundę].

Koszt tego systemu wynosił w latach 50'tych XX wieku 10 miliardów $ czyli ok. 88 miliardów dzisiejszych.

Edited by bavarsky

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

puffy55.gif

Polecam wykład Ingo Schwarze:

Slajdy:

http://www.openbsd.org/papers/bsdcan14-mandoc.pdf

Schwarze@, stara się od lat trzymać poziom 'man pages' tj. dokumentów tyczących każdej części systemu [tj. programów, poleceń itp.] OpenBSD - dystrybucja ta posiada poza wieloma innymi walorami; najlepiej opracowaną w świecie systemów Unixo podobnych - dokumentację.

Jest to m.in. kopalnia wiedzy na temat całego systemu; oraz np. poznania historii rozwoju programów np. who:

$ man who

WHO(1) OpenBSD Reference Manual WHO(1)

NAME

who - display who is logged in

SYNOPSIS

who [-HmqTu] [file]

who am i

DESCRIPTION

The who utility displays a list of all users currently logged on, showing

for each user the login name, tty name, the date and time of login, and

hostname if not local.

The options are as follows:

-H Write column headings above the regular output.

-m Only print information about the current terminal. This is the

POSIX way of saying who am i.

-q (Quick.) List only the names and the number of users currently

logged on. When this option is used, all other options are

ignored.

-T Print a character after the user name indicating the state of the

terminal line: `+' if the terminal is writable; `-' if it is not;

and `?' if a bad line is encountered.

-u Print the idle time for each user.

am I Returns the invoker's real user name.

file By default, who gathers information from the file /var/run/utmp.

An alternate file may be specified which is usually /var/log/wtmp

(or /var/log/wtmp.[0-6] depending on site policy as wtmp can grow

quite large and daily versions may or may not be kept around

after compression by ac(8)). The wtmp file contains a record of

every login, logout, crash, shutdown and date change since wtmp

was last truncated or created.

If /var/log/wtmp is being used as the file, the user name may be empty or

one of the special characters `|', `}', and `~'. Logouts produce an

output line without any user name. For more information on the special

characters, see utmp(5).

FILES

/var/run/utmp

/var/log/wtmp

/var/log/wtmp.[0-6]

EXIT STATUS

The who utility exits 0 on success, and >0 if an error occurs.

SEE ALSO

last(1), mesg(1), users(1), w(1), getuid(2), utmp(5)

STANDARDS

The who utility is compliant with the IEEE Std 1003.1-2008 (``POSIX.1'')

specification.

HISTORY

A who utility appeared in Version 3 AT&T UNIX.

OpenBSD 5.4 September 3, 2010 OpenBSD 5.4

Edited by bavarsky

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

Czy ktoś chciałby odbyć interaktywny kurs poruszania się po systemie Unix tj. w oparciu o powłokę ksh na systemie NetBSD? :]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Całkowity OT , szczere wyrazy uznania wobec Bawarskygo ,ja nic z tego tematu nie rozumiem :unsure: , i ciesze się ze w kwestiach techniki są ludzie dużo mądrzejsi niż ja , inaczej skończylibyśmy jako gatunek na epoce pary . :blink:

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

2750f1.jpg

http://www.linuxjournal.com/article/2750

Patrick Volkerding - osoba dzięki której zawdzięczam pasję odkrywania pokrętnych ścieżek 'magicznego ogrodu' w postaci jego systemu Slackware --> http://www.slackware.com/index.html

Obecny świat dystrybucji w oparciu o jądro Linuxa zawiera ich tyle że aż głowa boli; sami obaczcie na DistroWatch: http://distrowatch.com

Jedne to syf, inne są podporządkowane 'systemd', jeszcze inne działają według niejasnych przepisów [ubuntu]; Slackware - jest natomiast najstarszą dalej rozwijaną dystrybucją GNU/Linuxa, która ma wszystko od A do Z poukładane jak należy. Czytelne skrypty; dokumentacja i opisy prowadzone wzorowo; rozruch podług /etc/rc.d/ ; wszystko stabilne ; z rzadka trzeba kompilować jądro na nowo żeby naprawić jakiś problem z kompatybilnością sprzętu.

Ja przynajmniej mam tak; że jak przechodzę ze środowiska OpenBSD czy NetBSD na jakąś dystrybucję Linuxa, to nie wiem gdzie co jest -znaczy domyślam się, niemniej intuicyjnie szukam plików np. konfiguracyjnych w miejscach w których normalnie się znajdują w poukładanych i metodycznie uporządkowanych systemach z rodziny xBSD... w systemach opartych o Linux to jest często dowolność i Autorska fantazja. W Slacku natomiast wszystko jest gdzie potrzeba.

Slackware wydawany średnio raz na rok, nie goni jak inne meta-dystrybucje typu Arch Linux za nowościami; raczej stara się trzymać zasady nowe nie znaczy lepsze.

Dedykowany jest też do osób które chcą poznawać systemy typu Unix; wymaga od Usera lektury 'man pages'; nauki programowania 'shella'; zasad którymi rządzą się protokoły np. sieciowe.

Jak byłem mały Slacku i NetBSD stanowiły dla mnie szkołę życia. Tylko te bowiem systemy udało mi się uruchomić na moim 'demonie szybkości'.

Przez pierwsze 4 lata posiadania PC'ta nie używałem środowiska X [tj. okienek jak w Windowsie], a jedynie jechałem na tmuxie. Niemniej pamiętam do dzisiaj moje pierwsze wypieki na twarzy jak tato zakupił mi w pakiet Internetu za 50 zł [do klasycznego modemu]; i jak łączyłem się z sdf.lonestar.org, którego serwer znajdował się po drugiej stronie Atlantyku :]

Edited by bavarsky

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

Dotarła do mnie właśnie książka z dedykacją, autorstwa Bernda Ullmanna, pt. AN/FSQ-7 - the computer that shaped the Cold War.

System składał się z 60,000 lamp elektronowych, ważył przeszło 250 ton [per komputer] zużywał 3 megawaty energii i wykonywał ok. 75k operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę. [Dla porównania 16 bitowe mikroprocesory NXP zainstalowane we współczesnych kartach sim, mają per rdzeń 200k tranzystorów i wykonują ok. 500k obliczeń na sekundę].

Koszt tego systemu wynosił w latach 50'tych XX wieku 10 miliardów $ czyli ok. 88 miliardów dzisiejszych.

Do powyższej rozprawy dołączyła książka, autorstwa Atsushi Akery - Calculating a Natural World. Scientist, Engineers, and Computers During the Rise of U.S. Cold War Research.

Po przerobieniu ok. 60 stron, mogę stwierdzić że jest to praca która pomaga poukładać rozproszone elementy w jeden czytelny stos; z tego co widzę nie jest przeładowana masą elementów 'cięższych' tj. czyta się ją w dość wartki sposób; narracja jak i treść może spodobać się np. socjologicznej stronie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

George Stiblitz - BTL1

Konrad Zuse - Z3

John V. Atanasoff - ABC

Aiken Howard - ASCC

J. Presper Eckert - ENIAC, EDVAC, UNIVAC

John Mauckly - ENIAC, EDVAC, UNIVAC

Maurice Wilkes - EDSAC

John von Neumann - IAS

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.