Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
lotherlohan

Ciekawostki ze starożytnej Grecji

Recommended Posts

fodele   

Systemy zbiorników łączone podziemnymi tunelami, doprowadzające wodę z okolicznych gór akwedukty, bardzo duża liczba studni i fontann odkryta została przez archeologów w wielu miejscach starożytnych Aten. W okresie archaicznym i klasycznym nie było greckiego miasta bez systemu rozprowadzania wody, cystern i fontann. Jak się okazuje istniały też prawa przewidujące wykorzystanie tych wszystkich dobrodziejstw przez społeczeństwo.

Ograniczone opady deszczu w rejonie Attyki nauczyły mieszkańców eksploatacji zasobów wody pochodzącej z pobliskich oraz najbardziej odległych źródeł. W czasach starożytnych mimo jej stosunkowej dostępności zarządzano wodą w racjonalny sposób. Same Ateny zasilane były przez Kifissos i Ilissos będące rzekami sezonowymi oraz strumień Eridanos , który płynął wartko tylko po ulewnych deszczach. Woda spływała do Aten także ze źródeł „Klepsydra” i „Kalliroe”. Ich zasoby jednak nie wystarczały, więc Ateńczycy wykorzystywali zbiorniki wód powierzchniowych i podziemnych, sprowadzając także wodę z odległych wzgórz otaczających stolicę. A że robili to sprawnie świadczy fakt, że od czasów Solona każdy dom ateński posiadał własną studnię. Na terenie samej Agory ateńskiej odkopano dotąd aż 400 studni!

Prawa Solona ściśle określały warunki głębokości wykopu i odległość między ujęciami wody oraz podejmowanych środków ostrożności w celu uniknięcia ewentualnego celowego zatrucia wody. Powoływana była nawet specjalna komisja dbająca o ścisłe przestrzeganie tych praw. Zarządzanie zasobami wodnymi ujęte jest również w rozporządzeniach późniejszych prawodawców, którzy wydają się być szczególnie uczuleni na odprowadzanie ścieków i magazynowanie wody na Agorze. Zapisy prawne przewidywały też upiększanie otoczenia punktów ujęcia wody. Zasilane źródlaną wodą fontanny miały być otoczone pięknymi budynkami i przyozdobione soczystą roślinnością. Także świątynie powinny posiadać dostęp do wody, co umożliwiało podlewanie świętych gajów.

Brak wystarczającej ilości wody Attyka odczuła dopiero w połowie IV wieku p.n.e. Doprowadziło to do tego, że Ateńczycy większą uwagę zaczęli zwracać na rzeki podziemne i magazynowanie deszczówki. W celu wydobycia wody na powierzchnię budowano pompy hydrauliczne, do czego niezbędna była specjalistyczna wiedza, którą - jak wykazują odkrycia archeologów - mieszkańcy Attyki posiadali już co najmniej od VI w.p.n.e. Budowali liczne podziemne zbiorniki połączone między sobą skomplikowanym systemem rur. Zbiorniki dostarczały wodę do mycia i wodę pitną, pompowaną do oddzielnych studzien. Jeden z takich projektów odkryto na wschodnim zboczu Agoreos Kolonou, gdzie znajduje się świątynia Hefajstosa, a inny znaleziony został jeszcze przez Dörpfelda (w latach 1892-1898) na północnym zboczu Areopagu.

Budowa wielkich akweduktów była na ogół dziełem tyranów (Polikrates na Samos, Lygdames na Naxos, Pizystratydzi w Atenach). Część wodociągu z okresu Pizystratydów odkryto w 1995 roku w trakcie budowy stacji metra w centrum Aten (przy al. Królowej Zofii). Rurociąg ten doprowadzał do Aten wodę ze źródeł Ilissos ze zboczy Hymettosu.

Jedną z najważniejszych i najpiękniejszych budowli starożytnej Agory był budynek mieszczący fontannę, również z okresu Pizystratydów, zwaną Enneakrounos – tryskającą dziewięcioma strumieniami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

Trzydziesta druga metopa (jedna z 92) zdobi północną stronę Akropolu nieustannie od czasów starożytnych. Jako jedyna nie została ona zniszczona przez ikonoklastów, gdy ci skuwając relief dłutem maniakalnie znęcali się nad twarzami czy genitaliami wyobrażonych na płaskorzeźbach Partenonu postaci. Stało się tak tylko i wyłącznie z tego względu, iż sposób ukazania bogiń Hebe i Hery (lub Ateny przed siedząca na skale boginią Temidą – M.L. Bernhard) został zinterpretowany przez chrześcijan jako scena Zwiastowania.

W tych dniach metopa ma być zdjęta z Partenonu w celu przeniesienia jej do Muzeum Akropolu i zabezpieczenia przed zniszczeniem. Zastąpi ją kopia.

Edited by fodele

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

Graffiti starożytnych Greków wniosło sporo w dzisiejszą wiedzę o ich zwyczajach „rozrywkowych” i nie tylko.

Na samym budynku Partenonu doliczono się łącznie 37 wyrytych wszelkiego rodzaju rysunków, wśród których dominują przedstawienia statków. Jest też 50 gier planszowych podobnych do dzisiejszego trik traka czy warcab. Schematy wyryte zostały na schodach i podłodze świątyni. Ich istnienie zidentyfikowano dopiero w trakcie ostatnich prac restauratorskich. Zwrócono uwagę, że gracze ze względów klimatycznych unikali strony północnej, po której to znaleziono zaledwie jedną grę. Zdecydowanie preferowano południową i zachodnią stronę Partenonu - między kolumnadą a ścianą nawy skrzydła zachodniego wyryto aż 20 gier. Większość z nich to gry zręcznościowe, a tylko trzy strategiczne rozgrywane za pomocą pionków.

Przypadkowe napisy sprzed lat są też cennym źródłem informacji o czasach głodu, trzęsieniach ziemi, powodziach...

Pierwszymi, którzy docenili znaczenie tych „profanacji” byli XVIII-wieczni podróżnicy. Ale dopiero grecki archeolog Kyriakos Pittakis (1798-1863), wraz z rosyjskim archimandrytą Antoninem, zdecydowali się na katalogowanie napisów i rozpatrywanie ich jako źródeł historycznych.

Na wewnętrznych stronach kolumn zachodniej strony Partenonu, na wysokości 8 m czytać można przepięknie wykaligrafowane nazwiska zmarłych biskupów, mnichów, diakonów z czasów, kiedy świątynia była kościołem Matki Boskiej (XIII wiek). Znajdują się tam też teksty religijne, psalmy, hymny, modlitwy z tego samego okresu.

To dzięki wyrytemu przez anonimową osobę napisowi na kolumnach Hefajstionu wiemy o wielkim pożarze, jaki nawiedził Ateny podczas okupacji tureckiej (1591) i straszliwej pladze, która doprowadziła do śmierci "tysiąca ludzi" w 1554 roku. W tym samym miejscu i czasie jakiś Ateńczyk poczuł się w obowiązku podzielić się z przyszłymi pokoleniami ściśle strzeżoną tajemnicą o odbieraniu chrześcijanom dzieci w celu ich islamizowania. Z kolei na marmurach Olimpejonu ktoś uwiecznił informację o zwyczaju wieszania chrześcijan przez władze tureckie. Inny widząc jak decyzją niejakiego Tzistarakisa (1791), Turcy mielą na proch kolumny tegoż przybytku wykorzystując materiał do budowy meczetu, zdecydował się „odnotować” fakt na ścianach tej największej świątyni greckiej.

Jedną z atrakcji świątyni Posejdona w Sounio jest możliwość zobaczenia wyrytego w starożytnym kamieniu okrąglutko-kulfoniastego podpisu wielkiego filhellena - Lorda Byrona. Od dawna nikt nie traktuje tego barbarzyńskiego wszak czynu jako zło ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

Rok temu po raz pierwszy przeanalizowano zawartość pigułek przepisywanych przez starożytnych lekarzy greckich. Zadania podjęli się naukowcy amerykańscy. Możliwość badań dało odkrycie wraku statku starożytnego zatopionego przed dwoma tysiącami lat u wybrzeży Toskanii. Statek, który zatonął w 130 pne, przewoził szklane wyroby syryjskie oraz greckie pigułki, których większość na szczęście nie zamokła.

Medykamenty odkryte zostały wprawdzie aż 20 lat temu, jednak ich analiza stała się możliwa dopiero teraz. Amerykanie potwierdzili dane zawarte w pismach takich lekarzy jak Pedanios Dioskurydes i Galen.

Badania DNA wykazały, że wszystkie pigułki były mieszaniną co najmniej dziesięciu różnych ekstraktów roślinnych. Zawierały seler, marchew, rzodkiewkę, dziką cebulę, żołędzie, kapustę, lucernę, krwawnik itp. Dopatrzono się także hibiskusa, który prawdopodobnie pochodził z Azji Wschodniej, Indii czy Etiopii. Zaskoczeniem dla botaników było odkrycie wśród składników pigułek słonecznika. Do tej pory sądzono, że nie był on znany w Europie przed odkryciem Ameryki. Jeśli więc odkrycie zostanie potwierdzone, trzeba będzie skorygować historię heliotropów.

Botanicy badający skład starożytnych farmaceutyków zamierzają rozwiązać kontrowersje, jakie narosły wokół wartości terapeutycznej starożytnych przepisów, sprawdzić czy za ich pomocą rzeczywiście można leczyć choroby. W odległych czasach rolą krwawnika było zatrzymanie krwawienia z rany. Marchew, w opinii Dioskurydesa, miała być panaceum na wiele problemów zdrowotnych. Twierdził on, że spożywana profilaktycznie chroni np. przed gadami, jak również przed poronieniami.

Bywa, iż zioła i leki przedstawiane w pismach Galena i Dioskurydesa, traktowane są jako wymysły szarlatańskie, bądź uważane za co najmniej nieskuteczne. Naukowcy chcą przeprowadzić dokładne pomiary proporcji stosowanych przez starożytnych lekarzy, mając nadzieję, że antyczne specyfiki otworzą nowe możliwości badań farmakologicznych.

Analiza amerykańskiego zespołu badawczego zaprezentowana została w 2010 roku na 4. Międzynarodowym Sympozjum Archeologii Biomolekularnej w Kopenhadze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Amica   

Na jednej z poprzednich stron wspomniano o psach. Pies miał też walczyć wśród hoplitów podczas bitwy pod Maratonem. Przybył wraz swym wiernym panem na pole walki gdzie też dzielnie walczył z najeżdżcą. Legendę tę zawarł Klaudiusz Aelian w De Natura Animalium (7, 38)Miał się opierać na malowidle przedstawiającym bitwę na Stoa Poilkile gdzie owa scena została przedstawiona

Jeśli już jesteśmy przy Maratonie to warto wspomnieć o pierwszym biegu maratońskim. Nie wiadomo, kto był pierwszym, który go przebiegł (Filipides czy Filipiades). Nie wiadomo też dokładnie jaki nosił dystans bowiem nigdy nie zmierzono odległości jaką miał przebyć ów legendarny ateński posłaniec. Skąd się więc wzięła odległość 42 km i 195 m? Odpowiedź znajdziemy w pocz. XX wieku. kiedy wskrzeszono na nowo ideę olimpiady. Podczas pierwszych igrzysk nie troszczono się za bardzo o oszacowanie długości owego biegu. Dopiero Anglicy zmierzyli rzecz dokładnie. Trasa biegu maratońskiego podczas Olimpiady w Londynie w 1908 wiodąca od zamku w Windsorze do stadionu White City liczyła sobie właśnie 42 km i 195 m. Taki jest odtąd dystans obowiązujący regulaminowo.

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

Chcesz poznać swoją przyszłość? Zapytać o zdrowie, szczęście, powodzenie w uczuciach czy biznesie? Odpowie Ci na to współczesna Pytia delficka!!!

Pod warunkiem, że wejdzesz na stronę: www.delphi.gr i weźmiesz udział w zabawie, jaką władze gminy Delfy zachęcają do wirtualnego (i nie tylko!) poznawania wyroczni Apollina.

Miłej zabawy :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

jaskiniapana.jpg

Święte wzgórze Akropolu ma wiele jaskiń. Ale po jego północno-zachodniej stronie jest miejsce szczególne – mała jaskinia poświęcona bożkowi, któremu Ateńczycy wiele zawdzięczali. Jaskinia Pana! Greckiego boga opiekującego się lasami i polami, patronującego pasterzom i pilnującego pasących się trzód. Półkozła, cudownego grajka, niezmordowanego kochanka zainteresowanego płcią wszelką, skutecznego lekarza. Długo by wymieniać …

Ten syn Hermesa, urodzony przecież gdzieś wśród lasów Arkadii, nie zawsze czczony był w samym sercu Aten. Powód dla którego mała świątynia Pana znajdowała się pod Akropolem wyjaśnia Herodot. Opowiadał on, że kariera Pana w Atenach związana jest bezpośrednio z bitwą pod Maratonem. Potrzebujący pomocy Ateńczycy wysłali gońca Feidippidesa do Sparty z prośbą o wsparcie militarne. Sparta jednak odmówiła Ateńczyków pomocy z powodu trwających właśnie ceremonii religijnych. Feidippides wracał ze złą wieścią. Spotkał jednak na swojej drodze Pana, który widząc jego niepokój zaproponował, że pomoże Ateńczykom odeprzeć atak Persów. I słowa dotrzymał. Pojawił się na polu bitwy i zaczął krzyczeć przeraźliwie powtarzając wciąż swoje imię. Persowie byli tak przerażeni, że uciekli w popłochu (panicznym nota bene), a Ateńczycy w efekcie wygrali bitwę.

Po zwyciężonej walce w 490 rpne Ateńczycy wybrali jedną z jaskiń Akropolu, by tam czcić bożka, który wsparł ich w złym czasie. W specjalnie w tym celu wykonanych skalnych niszach składali Panowi ofiary: naczynka, smakołyki w postaci drobnych wypieków z miodem i mlekiem, ceramiczne figurki etc.

Jaskinia Pana mogła też być miejscem kojarzącym się Ateńczykom z nieodpartą popędem płciowy jej głównego lokatora, toteż nic dziwnego, że Arystofanes tu właśnie postanowił umiejscowić scenę z komedii „Lizystrata”, gdzie Cinesias próbuje zaciągnąć do łoża swoją żonę Myrrhine. Bez powodzenia zresztą, jako że ta ślubowała abstynencję seksualną aż do chwili przerwania wojny!

W czasach, kiedy religię starożytnych Greków zastąpiło chrześcijaństwo prawie wszystkie starożytne świątynie przekształcono w kościoły. To samo spotkało jaskinię Pana. Od tej pory czczoną tu postacią miał być św Atanazy. Jednak w trakcie długiego panowania tureckiego kult Atanazego został zapomniany… Kiedy więc w XIX wieku bawiące się w jaskini dzieci z sąsiedztwa odkryły wyblakły fresk, nikt nie mógł go rozpoznać, gdyż nikt nie pamiętał którego z świętych przedstawia. Dlatego zdecydowano się przemianować jaskinię na świątynię tych, którzy najchętniej w niej przebywali - okolicznych uliczników i łobuzów wszelkich. Powstała świątynia św. Alaniarisa! Greckie słowo „αλάνης”oznacza włóczęgę, chuligana. Ponieważ oficjalnie taki święty nie istniał, jego dzień postanowiono obchodzić w Wielki Piątek. Przychodzono pod jaskinię ze świecami i wyprawiano ucztę jedząc i pijąc. Ta nie do końca mile widziana tradycja obowiązywała po rok 1930, kiedy to wejście do jaskini ostatecznie zamknięto.

Zakończono tym samym jednocześnie i kult Alaniarisa i Pana – sympatycznych hultajów współczesności i starożytności...

Edited by fodele

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

Wiem, wiem! Ciekawostka nie do końca starożytna... Ale nie wiedziałam gdzie to umieścić :( A zakładanie kolejnego tematu byłoby przesadą!

delfy.jpg

Kto choć raz odwiedził starożytne Delfy na pewno często wraca tam wspomnieniami. Przywołuje niesamowite widoki i atmosferę miejsca, które powróciło z niebytu za sprawą… SUŁTANEK!

Starożytna historia Delf do momentu ich zamknięcia w 394 roku (na rozkaz Teodozjusza Wielkiego) była bardzo skomplikowana, ale ich dzieje współczesne wcale nie są mniej złożone. Już w 1436 r. Delfy zwróciły uwagę europejskiego podróżnika Ciriaco de 'Pizzicolli (znanego też jako Kyriakos z Ancony), którego bystre oko wyłowiło pod osadą wiejską zniszczony upływem czasu antyczny teatr. Nikt się tym jednak wówczas specjalnie nie zainteresował, toteż jeszcze początkiem XIX wieku jedno z największych greckich sanktuariów starożytnych dosłownie zakopane było pod tonami ziemi. A na dodatek dokładnie nad ruinami całego kompleksu świątynnego stało kilkadziesiąt zamieszkałych wiejskich domów.

Sanktuarium delfickie położone było bowiem pięknie, ale nieszczęśliwie. Przez tysiąclecia narażone było na lawiny skalne, ulewy i inne zjawiska pogodowe. Wart wspomnieć, że tylko w ciągu ostatnich stu lat doszło tu do co najmniej czterech wielkich katastrof naturalnych: wielkie trzęsienie ziemi w 1870, lawina skalna w 1905, lawina błotna w 1935 i ponownie duża lawina skalna w 1980.

W czasach nowożytnych po raz pierwszy zwrócił uwagę na Delfy pierwszy prezydent niepodległej Grecji – Joannis Kapodistrias, który wysłał pod wzgórze Parnasu niemieckiego architekta E. Laurenta w celu przebadania ruin. W 1841 roku Aleksander Rizos Ragavis ponownie dojrzał w Delfach teatr, chociaż skała, na której się znajdował „cała pokryta była domami", a dziesięć lat później potwierdziły to notatki G. Flauberta.

Od tej chwili o Delfach zrobiło się głośno. O prowadzenie wykopalisk archeologicznych w tak ważnym miejscu dopominali się u Greków przede wszystkim Niemcy i Francuzi. Oczywiście Grecy chcieli samodzielnie wydobyć na światło dzienne święty przybytek Apollina, ale najpierw trzeba było usunąć wioskę! Jej ludność wprawdzie i tak zamierzała wyprowadzić się po trzęsieniu ziemi z 1870 roku, jednak na tak szeroko zakrojoną akcję młodego greckiego państwa jeszcze stać nie było.

I tu właśnie główną rolę zaczęła odgrywać polityka zagraniczna i dyplomacja. Kartą przetargową w tych subtelnych posunięciach stały się peloponeskie rodzynki! Prowadzono wiele rozmów. Ostatecznie na mocy umowy podpisanej w 1891 r., francuski parlament zobowiązał się do importu greckich rodzynek w zamian za przyznanie Francuskiej Szkole Archeologicznej prawa do prowadzenia wykopalisk w Delfach. Zatwierdził też wypłatę ogromnej na tamte czasy sumy 500.000 złotych franków na poczet wywłaszczenia wsi i przyszłych prac archeologicznych. Był to dobry interes: Grecy zyskali chętnie odwiedzane miejsce archeologiczne, a i sułtanki pięknie się sprzedawały.

Warto o tym pamiętać podczas zwiedzania Delf czy w trakcie pieczenia świątecznych keksów ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

skarbiec.jpg

Założona w 369 r.p.n.e. przez Epaminondasa Messini - największe i najlepiej zachowane hellenistyczne miasto w Grecji, przetrzymywało w swoim skarbcu nie tylko kosztowności, ale też wstydliwe tajemnice.

Okryty na Agorze miejskiej skarbiec miejski zrobił na archeologach wielkie wrażenie. Jest to podziemna szczelnie zamknięta i bardzo dobrze zabezpieczona konstrukcja. Przechowywano w niej sztaby złota i srebra, wszelkie kosztowności, monety z cennych kruszców, wojenne trofea i nadwyżki wynikające ze zbioru podatków. Nie ma wątpliwości, że ciemne pomieszczenie było skarbcem miejskim i nie przynależało do żadnej z miejskich świątyń.

By absolutnie zabezpieczyć zawartość skarbca, kwadratowy otwór wejściowy szczelnie zamknięto za pomocą ogromnej kamiennej pokrywy ważącej 1,5 tony. W celu otworzenia miejskiego sejfu trzeba było użyć rodzaju dźwigu chwytającego żelazne ogniwo znajdujące się na wierzchu płyty zabezpieczającej.

Ta unikalna konstrukcja oprócz wartości archeologicznej ma też znaczną wartość historyczną, Odnosi się bowiem bezpośrednio do dramatycznego końca wielkiego przywódcy Związku Achajskiego - Filopojmena z Megalopolis, który przeszedł do historii jako "ostatni z Greków", gdyż mówi się, iż po jego śmierci nikt godny na terenie Hellady już się nie narodził.

Filopojmen był charyzmatycznym liderem achajskim, któremu udało się zjednoczyć niemal cały Peloponez. Jednakże dowodzący miastem Messini Deinokratos i jego zwolennicy zbuntowali się przeciwko Filopojmenowi mającemu wówczas już 70 lat. Mimo wieku starzec postanowił rozprawić się z rebeliantami. W trakcie bitwy Deinokratosowi udało się jednak schwytać Filopojmena, którego kazał uwięzić w najbezpieczniejszym miejscu polis – w skarbcu. Mocno schorowanego przywódcę Symmachii Achajskiej zmuszono do wypicia trucizny (183/2 p.n.e.). Przerost ambicji Deinokratosa zakończony nieuzasadnionym i barbarzyńskim aktem oznaczał koniec autonomii i siły politycznej Messini. Rozwścieczeni wiadomością o śmierci swojego przywódcy Achajowie zmusili miasto do bezwarunkowego poddania się. Deinokratos popełnił samobójstwo, natomiast jego współpracownicy zostali aresztowani i skazani na żałosną śmierć przez ukamienowanie. Wyrok na nich wykonał tłum ludzi, którzy przyszli na uroczystości pogrzebowe swego ukochanego przywódcy Filopojmena w Megalopolis. Dodajmy, iż honor sprowadzenia do ojczyzny zwłok „ostatniego z Greków” przypadł młodemu wówczas historykowi Polibiuszowi.

Sami Messińczycy nie byli w stanie zaakceptować tragicznej śmierci jaka dokonała się w skarbcu ich miasta. Piękna konstrukcja znajdująca się w samym sercu polis straciła swoje pierwotne znaczenie i została opuszczona. Od tej pory zamiast kosztowności i łupów mieszkańcy Messinii do wnętrza „skarbca” wrzucali wyryte na ołowianych tabliczkach „katares” (przekleństwa), żeby zrzucić z siebie zły urok i poczucie winy, które wciąż ich prześladowało. Wybrali też inny przedziwny sposób, dzięki któremu zamierzali odpokutować wielki grzech i przywrócić miastu utracony honor – swoim dzieciom nadawali imię niesprawiedliwie zamordowanego przywódcy Symmachii Achajskiej! Świadczy o tym spis efebów z 70 r.n.e. znaleziony na stadionie miejskim Messini, w którym imię "Filopojmen" występuje nader często.

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

pella.jpg

Z naturalnych względów ważną rolę w życiu starożytnych Greków pełniła otaczająca ich zewsząd natura. Ludzie starali się ją ujarzmić, wykorzystać czerpiąc z niej jak najwięcej, nie tylko w sensie materialnym, ale również duchowym. W stosunkach z przyrodą obowiązywały niepisane zasady, których naruszenie powodowało wykluczenie lub ograniczenie uczestnictwa jednostki w życiu społecznym. Warto przyjrzeć się podejściu Hellenów do tak ważnej czynności jak polowanie.

Oprócz dostarczenia pożywienia (a co za tym idzie możliwości przeżycia) miało ono spełniać rolę edukacyjną dla młodzieży, podtrzymywać sprawność fizyczną dorosłych mężczyzn, dawać poczucie wolności i niezależności.

Ksenofont w „Podręczniku łowiectwa” podkreślał, że polowanie wychowuje młodych ludzi. Daje doskonałe warunki do kształtowania ciała i ducha, wyostrzenia zmysłów niezbędnych w walce (nie tylko ze dzikim zwierzęciem). Przyczynia się do nauki działania w zorganizowanej grupie. Historyk wzywał młodych ludzi, by nie gardzili polowaniem, ale traktowali je jako trening umiejętności właściwego używania myśli, słowa i czynu. Według Ksenofonta, polowanie jest zajęciem niebezpiecznym, ale niezbędnym i ekscytującym. Dobrze przeprowadzone było aktem heroicznym, a uczestniczący w nim mężczyźni podnosili swoje walory intelektualne, pielęgnowali poczucie solidarności i umiejętność współpracy przygotowując się tym samym do wojny, która przecież w każdej chwili mogła ich zaskoczyć.

Motyw polowania często pojawia się w sztuce minojskiej i mykeńskiej, jest głównym wątkiem wielu akcji opisanych w dziełach Homera. Ta wszechobecność odzwierciedla zainteresowanie i entuzjazm wszystkich klas społeczeństwa greckiego, jakim cieszyło się myślistwo. Nie bez powodu w mitologii greckiej kształceniem bardzo dobrych myśliwych zajmował się sam centaur Chiron, słynący też z umiejętności medycznych Powszechność polowania i szacunek dla dzikiej przyrody przejawia się właśnie w mnogości mitów związanych z łowiectwem. Nie ma chyba herosa, który nie byłby dobrym (bądź wyśmienitym!) myśliwym.

Bogini łowów – Artemida – cieszyła się olbrzymią sympatią starożytnych Greków, o czym świadczy ilość stawianych jej świątyń, czy osad, którym patronowała. Nie zapominajmy jednak, że Artemida polując kierowała się zasadami i tego samego wymagała od śmiertelników zapuszczających się do jej królestwa.. Artemida, bogini pamiętliwa, surowa i okrutna, ranione przez pomyłkę małe zwierzęta opatrywała, leczyła i oswajała! Powszechną pogardą nakazywała karać tych, którzy nie szanowali natury postępując w sposób niezgodny z ówczesną etyką myśliwską. Z niechęcią w świecie starożytnym patrzono na tych, którzy polowali na młode zwierzęta, gdyż były one pod ścisła opieką bogini!!! Także każda forma oszustwa, w celu schwytania lub zabicia dzikiego zwierzęcia (zasadzki, sieci) była powszechnie potępiana.

Najprawdopodobniej jednak w starożytności dopuszczano się łamania zasad łowiectwa. Świadczą o tym słowa Platona, który w „Prawach” ubolewa nad stosowaniem łatwych sposobów chwytania zwierząt z zastosowaniem sieci i pułapek. Filozof uważał, że takie metody w żaden sposób nie przyczyniają się ani do ćwiczenia ciała, ani nie udoskonalają umysłu. Człowiek, który zabił zwierzynę w tak niegodny sposób nie jest w stanie właściwie odczuć satysfakcji z polowania, ani szacunku dla zdobyczy. Zdaniem Platona tylko trudność nadaje wartość polowaniu. Pisał on w swoim dziele, że powinno się wprowadzić odpowiednie przepisy dotyczące polowań.

Również Iulius Polluks (autor „Onomasticonu”) w II w.n.e. podkreśla, że polowanie weryfikuje umiejętności psychiczne i fizyczne człowieka. Tak więc pięć wieków po Ksenofoncie i Platonie podejście starożytnych do polowania nadal było niezmienne.

Z kolei Athenaeus (II-IIIwiek naszej ery) daje przykład separacji społecznej, twierdząc, iż Macedończycy nie pozwalali leżeć podczas sympozjonów mężczyznom, którzy nie upolowali dzika bez użycia sieci. Sieć sprawiała, że polowanie stawało się bezpieczniejsze dla myśliwego, ale stawiało go w złym świetle, gdyż nie sprawdzał siły i kunsztu łowieckiego, jakim powinien wykazać się mężczyzna. Innym przykładem „kary” jest fakt, że spartańscy chłopcy nie mogli uczestniczyć w biesiadzie na cześć Artemidy, dopóki nie wzięli udziału w wypadzie łowieckim.

Także antyczna ceramika, rzeźba czy malarstwo naścienne dają nam informacje o podejściu starożytnych mieszkańców Hellady do polowania. Charakterystyczne jest na przykład, że myśliwi greccy nigdy nie byli przedstawiani jako polujący z rydwanów, co z kolei było normą w sztuce Wschodu (Persowie, Asyryjczycy Egipcjanie). Grecy rzadko ukazywani byli nawet jako jeźdźcy. Na ogół polują samodzielnie bądź w grupie, czasami korzystając z pomocy psów. Władcom podczas polowania również nie towarzyszyła asysta.

Co z tych zacnych zwyczajów i reguł przetrwało do naszych czasów…? <_<

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

peploforos1.jpgpeploforos2.jpgpeploforos3.jpg

Do koloru do wyboru

Nie wiadomo skąd wziął się mit o eleganckiej bieli rzeźb starożytnych. Ciężko go wytłumaczyć, gdyż badania nad kolorami stosowanymi w antyku prowadzone były już w XIX wieku. Z uwagą przyglądano się wtedy zabarwieniom zachowanym na posągach archaicznych i klasycznych, które odkopywano na poszczególnych stanowiskach archeologicznych. A zaraz po tym, jak zabytki te ujrzały światło dzienne zachowane kolory były przecież w dużo lepszym stanie!

Dziś doskonale wiemy, że rzeźby były malowane i to w dodatku na dosyć żywe kolory, przyzwyczajeni jesteśmy do myśli o „jaskrawym” Partenonie. W sali rzeźb archaicznych Muzeum Akropolu można na własne oczy przekonać się jak przed tysiącami lat mogły wyglądać greckie posągi. W pięknie oświetlonych salach muzeum wyeksponowane są co lepiej zachowane dzieła. Resztki barw zachowały się na marmurowych rzeźbach archaicznych - głównie Kor (dziewcząt). Bez wysiłku można zauważyć, że włosy „Kory w Peplosie” mają kolor czerwony, że chiton „Kory z Chios” był zielony, a granatowy barwnik sprawiał, że broda potwora z tympanonu archaicznego Partenonu wydawała się kruczoczarna. Oczywiście dzisiaj zachowane barwy zdecydowanie różnią się od tego jak wyglądały one pierwotnie. Tak naprawdę włosy "Kory w peplosie" były bowiem brązowe, a piękny przyodziewek dziewczyny z Chios miał kolor jasnoniebieski.

Pracownicy naukowi zaprezentowali wyniki wieloletnich badań prowadzonych na całym świecie. W ich efekcie można przekonać się jak rzeczywiście wyglądały antyczne posągi. Obok skromnego oryginału „Kory w peplosie” stoi jej pstrokato umalowana koleżanka...

Podstawowe kolory stosowane przez Hellenów, to biały, czerwony, czarny i wszelkie odcienie ochry. Pitagorejczycy uważali, że są to barwy związane z kosmogonią i symbolizują cztery żywioły: powietrze, wodę, ogień i ziemię.

Kolory miały dla starożytnych znaczenie symboliczne. Np. głowy bogów zawsze zdobiły gęste blond pukle promieniujące w słońcu energią i siłą, wojownicy i atleci mieli ciemną skórę uosabiającą męstwo, dziewczęta zaś charakteryzowała biała cera utożsamiana z niewinnością i młodością. Poza tym, obok podstawowych kolorów, używany był błękit egipski i cyjan.

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

Nieczęsto prześwietla się szczątki starożytne. Na ogół nie ma ku temu powodów… Ale dla wojownika greckiego z IV w.p.n.e. zrobiono wyjątek gdyż zanosiło się na niespodziankę. Za zgodą greckich służb archeologicznych szczątki starożytnego żołnierza przewieziono do Adelphi Uniwersity, żeby sprawdzić jakim cudem człowiek ten zdołał przeżyć mimo poważnego urazu ciała, którego doznał podczas walki.

Grot z brązu przebił kość łokciową lewej ręki wojownika i utkwił w niej pozostając w jego ciele aż do śmierci. Zdaniem dzisiejszych radiologów starożytni lekarze nie zdecydowali się usunąć grotu, gdyż mogłoby to spowodować powiększenie szkód w ranie człowieka. Nie mogli widzieć gołym okiem tego, co widać na zdjęciach rentgenowskich, ale zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji znając budowę tego typu broni. Określa się, iż wojownik żył z grotem w kości mniej więcej przez 4 lata – od wieku lat 58 do 62 roku życia, kiedy to zmarł. Prawdopodobnie przez cały ten okres odczuwał ból przypominający ten towarzyszący uszkodzeniu nadgarstka. O tym, że mimo wszystko przetrwał zadecydował fakt, iż zapewniono mu odpowiednią opiekę, a ranę utrzymywano w czystości.

Szczątki greckiego wojownika zostały znalezione w grobowcu odkrytym w połowie lat 80-tych dwudziestego wieku w północnej Grecji. Jak uważają eksperci wojownik został ranny w czasie panowania Filipa II , ojca Aleksandra Wielkiego.

Po zakończeniu badań szkielet powróci do Muzeum Archeologicznego w Kavala.

Należy nadmienić, że pochodzący z Krety prof. Anagnostis Agelarakis zajmujący się omawianym szkieletem ma na swoim koncie już wiele podobnych badań, w tym identyfikację czaszki pochodzącej z VII w.p.n.e. O tyle szczególną, że wykazała pierwszą odkrytą na terenie Grecji operację chirurgiczną głowy zakończoną sukcesem (odkrycie z Abdery w Tracji). Obecnie współpracuje przy wykopaliskach starożytnej Eleutherny na Krecie analizując tamtejsze pochówki.

Szkic twarzy wojownika:

6qoq.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

W trakcie relacji z Olimpiady chcąc nie chcąc co jakiś czas słyszy się o dyskwalifikacjach z racji korzystania z niedozwolonych środków, czy o sytuacjach, kiedy zawodnicy pozbawiani są medali, gdyż właśnie odkryto, że kiedyś przekroczyli granice etyki sportowej.

Okazuje się, że doping w sporcie wcale nie jest wynalazkiem naszych czasów. Podnoszenie „wydajności” podczas zawodów było także zwyczajem starożytnych i nie wszędzie było źle widziane.

Badania archeologiczne w zachodniej Azji Mniejszej, a zwłaszcza w Magnezji, wykazują, że tutaj sportowcy posuwali się do zażywania środków dopingujących i że na tym obszarze antycznej Grecji było to wręcz akceptowane.

Z badań przeprowadzonych na lokalnym starożytnym stadionie wynika, że substancja jakiej wtedy używano to głównie mandragora. Starożytni doskonale znali hipnotyczne, przeciwbólowe i uspokajające działanie tej rośliny. Wiedzieli też, że podana w większych ilościach jest środkiem pobudzającym. Zdawali sobie również sprawę z tego, że przedawkowanie jest niebezpieczne i może doprowadzić do śmierci. Czegóż się jednak nie robi dla zwycięstwa i chwały!

Okazuje się, że „producenci” tego specyfiku nie byli zaliczani do ludzi niewykształconych, krótko mówiąc „ciemnych”. Przeciwnie – cieszyli się powszechnym szacunkiem! Przecież musieli wykazać się sporą umiejętnością w podawaniu odpowiedniej dozy mandragory, żeby nie przedobrzyć ;) To właśnie oni mieli miejsca dla publiczności w pierwszych rzędach, na dodatek specjalnie podpisane słowem „μανδραγόρειτοι” (mandragoriti). Wskazuje to, iż doping nie był przestępstwem, a ludzie, którzy potrafili sprawić, że atleta uzyskiwał szczególne wyniki nie tylko dzięki własnym wysiłkom byli cenieni i wyróżniani.

Stadion w Magnezji mógł pomieścić 40 tys. widzów. Zwyciężający w zawodach mężczyźni nagradzani byli przynależnym im symbolicznym wieńcem z liści palmowych bądź przyodziewkiem. Mówią o tym reliefy na marmurowych tablicach.

Inaczej sprawy się miały na terenie Grecji właściwej. Tutaj podczas igrzysk panhelleńskich nie dopuszczano do stosowania dopingu. Zawodnicy zmuszeni byli do ścisłego przestrzegania określonej diety i zasady fair play. Żeby nie było jednak aż tak „różowo” :rolleyes: - dopuszczano się stosowania strychniny! Atleta przyłapany dwa razy na jej używaniu nie był wprawdzie karany, ale jeżeli tego typu występek powtarzał się po raz trzeci narażał się na utratę palmy zwycięstwa.

Nie jestem tylko pewna czy można mu to było udowodnić po kilku latach... Tu chyba jednak uzyskaliśmy postęp!

Share this post


Link to post
Share on other sites
fodele   

Dawno, dawno temu zanim wymyślono monety posługiwano się handlem wymiennym. Następnie w niektórych terenach starożytnej Hellady wymierną wartość uzyskała broń. A zwłaszcza groty! Na przełomie VII i VI w.p.n.e. groty-monety o zaokrąglonych krawędziach używane były w handlu. Owa gładkość świadczyła o tym, iż przedmioty te zatraciły charakter wojenny. Groty-monety powszechne były na terenie czarnomorskich kolonii Hellenów takich jak Olbia, Kerkinityda, Berezań. Trochę później w tychże rejonach kształt ostrza zastąpiony został wizerunkiem ryby albo nawet wdzięcznym delfinem. Dało to wyraz pozycji jaką w tamtejszym społeczeństwie i jego gospodarce odgrywało morze i pochodzące z niego produkty.

:)

38085fddc29e3098med.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.