Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Albinos

Okupacja na wesoło

Recommended Posts

Jako, że Albinos wszczął tematyczną krucjatę o dziejach naszych cennych zbiorach, jak i o ludziach kultury w okresie okupacji, to na kanwie takich wątków przypomniał mi się wierszyk.

W ciężkich chwilach pracownicy Biblioteki Narodowej powtarzali sobie cicho wierszyk:

Raz się zjawił pewien szwab,

Zwał się, dajmy na to, Abb*.

I powiada do nas: bitte,

Oto wasz komisarz Witte**.

Teraz mówi nam ten szwab,

Będzie Staatsbibliothek Ab-

teilung Zwei*** na długie lata

Zu Befehl zdobywcy świata.

No, i odtąd już hereb

Praca idzie aby Ab.

Wierszyk, jak widać tyczy się początków organizacji warszawskiej Biblioteki Państwowej.

* - w lipcu 1940 r. powołano przy UGG w Krakowie Hauptverwaltung der Bibliotheken. któremu podporządkowano wszystkie biblioteki w GG, na czele jej Zarządu stanął dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej w Berlinie dr Gustaw Abb

** - dr Wilhelm Witte (slawista z BU we Wrocławiu) został wyznaczony początkowo na komisarycznego kierownika bibliotek w okręgu warszawskim

*** - twórcą wierszyka był bibliotekarz Biblioteki Uniwersyteckiej Tadeusz Jaroszewski, stąd pracownicy "narodowej" wstawili do utworu słówko "Zwei"

Edited by secesjonista

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na Bismarcka srebrną trumnę,

Na Hitlera czoło dumne,

Na wszystkich Niemców na świecie

tylko nie na deskę przecie...

Szzczepcio o Tońcio wędrują przez ulice Lwowa.

- Wiesz - mówi Tońko - Niemcy doskonale bałakają po polsku.

Ty wariat - mówi Szczepcie - ta gdzie oni umieją...

Na to Tońko zwraca się do dwóch przechodzących Niemców i mówi:

- Te, szkopy, pocałujcie nas w d...

- Was?- odpowiadają Niemcy.

- Pewnie, że nas. A widzisz, że zrozumiał - Triumfuje Tońko.

Weź Hitlera ciemne włosy,

I Goeringa tłusty brzuch,

Dodaj niski wzrost Goebbelsa,

Puść to wszystko razem w ruch:

Co wyjdzie z tej brunatnej masy?

Szczytny typ nordyckiej rasy!

"Moskit" 1943 r.

Kto ty jesteś - Volksdeutsch cwany,

Jaki znak twój? - Krzyż złamany.

Kto cię stworzył? - Zawierucha.

Co cię czeka? - Gałąź sucha"

"Demokrata" 1943 r.

Na Szucha gdzie dobrane grono

Codziennie zgrywa się w kasynie,

Masz szanse duże: przegrasz honor,

A wygrasz znak do herbu: świnię!

"Nowy Dzień" nr 362

W okresie gdy usuwano pomnik Kilińskiego, na murach pojawił się napis:

"Jasiu nie daj się, podaj się za volksdeutscha"

"W odwet za zniszczenie pomnika Kilińskiego zarządzam przedłużenie zimy o 6 tygodni"

(-) Mikołaj Kopernik, astronom

/z materiałów w różnych numerach pisma "Nieśmiertelnik. Miesięcznik poświęcony pamięci Bohaterów Armii Krajowej"/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż to nie anegdota acz tak to brzmi (stąd umieściłem to w tym temacie):

Przykład trącący o absurd, mimo swego tragizmu...

przed sądem w Płocku stanęła Zofia Czechoń - zarzut względem niej obejmował zachowanie... jej psa.

Ów pomimo założonego kagańca, ośmielił się odszczeknąć i odgryźć (?) psu oberinspektora Richarda Kunata.

Wyrok - 1000 marek z zamianą na trzy miesiące aresztu.

W uzasadnieniu wyroku stwierdzono:

"oskarżona niewątpliwie wychowała swego psa w duchu nienawiści do wszystkiego co niemieckie".

/"Demokrata" nr 68/

W tramwajach warszawskich nowy "Ordnung" znów:

W przedziale dla Niemców jest miejsce dla psów.

Hejże złoto do złota idź że sobie idź...

Ludzie z ludźmi, psy z psami - tak już musi być.

/"Demokrata" nr 40, 24 IX 1943 r./

Kult dla Führera w Rzeszy coraz bardziej znać -

były miasta - a dzisiaj "Adolf-Hitlerplatz.

/tamże/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiem czy "na wesoło"... chyba, że przez skojarzenia z nieudanymi próbami oficera Gestapo (E. Karewicz) zaprotokołowania nazwiska: Grzegorza Brzęczyszczykiewicza.

Otóż Niemcy i tej sfery nie pozostawili bez nadzoru, miałem w ręku berlińskie wydanie "Wie spreche ich mit meinen polnischen Landarbeitern?". W książce są trzy kolumny; po niemiecku, polsku, i zapis fonetyczny polskiej wymowy.

Ciekawe, że gros to zakazy i nakazy mamy zatem (by przytoczyc jedną stronę)

Muschitsche na tschas pschyjschtsch!

To jest schle

To muschisch lepjej srobitsch

Widschalesch?

Srob to jeschtsche ras!

Ty leniwtsche

Bondschtsche pilnij!

Srobtsche to poschondnje!

Nie schmjejtsche schen!

Nie wadschtsche schen

Nie stujtsche!

Jesteschtsche jusch gotowi?

Ile jeschtsche matsche?

Dschischaj bendschtsche godschinen dluschej robili

Share this post


Link to post
Share on other sites

W jednym z obozów jenieckich Niemiec odkrył w baraku mapę na której polscy jeńcy małymi chorągiewkami zaznaczali linię frontu.

Niemiec rozgląda się na boki i zwraca się do jednego z kawalerzystów z pytaniem:

- A kto przesuwa te chorągiewki?

Ten nie podnosząc głowy znad czytanej książki, rzucił:

- Eisenhower

/zasłyszane w materiale wspomnieniowym na TVP Historia/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wspominając swe młodzieńcze lata doby okupacji, Bogdan Cichecki przytacza taki dowcip krążący w społeczeństwie:

"Stoi na warcie własowiec z karabinem, ubrany w niemiecki mundur, jednak skośne oczy zdradzają jego narodowość.

Podchodzi mały chłopiec i długo obserwuje, jak też ten nowy Niemiec wygląda. W końcu zdenerwowany własowiec mówi:

>> Nu szto, maładiec, nie widieł ty Giermanca<<?".

/tegoż: "Z Kalisza do Krakowa. Wspomnienia z lat 1939-1945" Warszawa 2009, s. 46/

Edited by secesjonista

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Jako że późna już jest pora czas na bajkę. A nawet dwie bajki. Na początek bajka o grzecznych Niemcach [s. Jankowski, Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie, t. II, Warszawa 1980, s. 10 - "Agaton" cytuje tutaj fragment wspomnień płka Kazimierza Iranka-Osmeckiego "Hellera"]:

Do zastępcy dowódcy AK dotarła wiadomość drogą konspiracyjną, że z terenu okręgu lubelskiego przybył do Warszawy obywatel ziemski, który ma ważne wiadomości do zakomunikowania. Podczas przesłuchania opowiedział on, że opodal stacji kolejowej Rejowiec, a jego sąsiedztwie, miało miejsce dziwne zjawisko. Na gospodarstwo jego sąsiada spadł samolot. Po katastrofie nastąpił wybuch, który zniszczył część budynków. [...] Ciał załogi nie znaleziono w szczątkach samolotu.

W parę godzin później Niemcy przyjechali samochodami na miejsce wypadku i pozbierali wszelkie pozostałości do najdrobniejszych drucików. Najdziwniejszy był jednak fakt dotąd w postępowaniu Niemców nie spotykany [...] nie tylko przepraszali właściciela gospodarstwa za wyrządzoną szkodę, lecz od razu na miejscu wypłacili mu odszkodowanie za poniesione straty. Radzili ponadto, by nie opowiadał nikomu o katastrofie. Ten to właśnie fakt niespotykanie grzecznego zachowania się Niemców zwrócił uwagę mieszkańców i wzbudził podejrzenie.

I jak dodaje później już sam "Agaton":

Ta informacja, przekazana przez przypadkowego obserwatora Polaka, była meldunkiem o drugim wystrzeleniu torpedy powietrznej V-2, dokonanym 17 stycznia 1944 roku z poligonu Blizna-Pustków.

Bajka druga - o tym, jak to biurokracja wychodzi czasem bokiem [tamże, s. 31]:

Dokumenty fikcyjne - a mimo to bardzo przydatne. Ogromna ilość wymaganych dokumentów, mających utrudnić nam poruszanie się, a Niemcom ułatwić kontrolę, obróciła się w rezultacie przeciw okupantom. Powstała papierkowa dżungla, w której - zwłaszcza pod koniec okupacji - przestali się orientować nawet Niemcy. Tajność i związana z nią anonimowość instytucji wojskowych i urzędów, używających enigmatycznych pieczęci "Dienststelle Feldpost No...", działających na obszarze wielu podbitych krajów, a do tego jeszcze zmieniających miejsce pobytu, nasunęła nam pomysł bezczelnego bluffu. Postanowiliśmy stworzyć fikcyjne instytucje posługujące się fikcyjnymi dokumentami. Bluff zmieniał reguły gry. Fałszywe dokumenty awansowały. Niczego nie potrzebowały naśladować i - co ważniejsze - z niczym nie można ich było porównać. Były technicznie bezbłędne. Drukowane na papierach z wodnym znakiem (kradzionych) na podkładzie barwnych giloszów, numerowane. Z nienagannymi pieczęciami i podpisami. Wszystko "geheim" - "tajne" lub co najmniej "dienstlich" do "użytku służbowego". Wszystko było "autentyczne". Tylko instytucji nie było. Przy niemieckim szacunku dla dokumentów i pieczęci - szafa grała znakomicie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak zwany "szmuglerski walczyk" ("...Teraz jest wojna/Kto handluje, ten żyje...")

w różnej wersji krążył po okupowanych ulicach polskich miast dostarczając chwilowej rozrywki.

Przyzwyczailiśmy się do niej, traktując ją jako swojski wytwór. A proweniencja jest nader

egzotyczna: meksykańsko-andaluzyjska.

Co ciekawsze nie byłoby pewnie tej piosenki gdyby nie pewna niemiecka firma.

Otóż kompozycja to niezwykle popularna meksykańska piosenka z XIX wieku "Cielito lindo", dzieło

Quirina Mendozy y Cortésa, początkowy wers zaś autor wziął ze starej hiszpańskiej piosenki pt.

"Sierra Morena".

A skąd niemiecka firma?

Melodia trafiła do nas za sprawą występującej dla firmy Telefunken chilijskiej śpiewaczki Rosity

Serrano, gwiazdy popularnego filmu "Bel Ami".

Ot jak dziwne plotą się losy, nawet piosenek...

/za: J. Eisler "Zakazane piosenki", "pamięć.pl" nr 6/2012/

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Wspominałem wczoraj w innym wątku o tym epizodzie z konspiracyjnej działalności Kazimierza Leskiego "Bradla". Otóż na zakończenie swojej działalności pod przykrywką niejakiego generała von Hallmanna "Bradl" postanowił podjąć współpracę z niemieckim VII sztabem działającym we Francji. Wcześniej współpracował z nim już przez jakiś czas. Tym razem jednak miał podjąć się zadania szczególnego. Oto jak opisał to Stanisław Jankowski "Agaton" (w jego opisie historia ta jest chyba ciut lepiej opisana, "Bradl" w swoich wspomnieniach jednak dość rozciąga całą historię) [s. Jankowski, Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie, t. II, Warszawa 1980, s. 122-123]:

Był koniec 1942 roku. Niemcy w pośpiechu przystępowali do fortyfikowania wybrzeży Atlantyku. Cóż więc bardziej naturalnego, jak propozycja generała von Hallmanna, który gotów jest służyć im swym doświadczeniami z budowy fortyfikacji na wschodzie. ("Bradl" - inżynier, mógł się tego podjąć.) Zdawał sobie sprawę, że jest postacią łatwą do sprawdzenia, choćby przez dogadanie się oficerów z paryskiego sztabu z kimś z frontu wschodniego. Liczył jednak, że znający go od kilku miesięcy spece z VII Sztabu nie będą zajmowali się sprawdzaniem jego osobowości. A front wschodni jest daleko.

"Dzięcioł" zaakceptował plan. Ryzyko było duże, ale stawka: możliwość rozpoznania umocnień niemieckich nad Atlantykiem - warta tego. Pertraktacje trwały długo. Rozumowanie "Bradla" okazało się trafne. Wykonał i to zadanie.

A zaliczkę 500 DM, którą otrzymał od Niemców - oczywiście na rachunek jego macierzystej jednostki na wschodzie - w wyniku "dobrej współpracy z VII Sztabem" i przedłużającego się z konieczności jego pobytu w Paryżu uważa za jeden z najlepszych swoich kawałów.

Wspólnie z "Dzięciołem" uznali, że "Bradl" pieniądze te zarobił jak najbardziej uczciwie, w efekcie czego zatrzymał je dla siebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O ówczesnym humorze:

S. Dzikowski "Niemiec wyszydzony", Warszawa 1946

L. Straszewicz "Śmiech w kajdanach", Wrocław 1946

M. Ruth-Buczkowski "Warszawski dowcip[ w walce 1939-1944", Warszawa 1947

Z. Jastrzębski "Posłuchajcie ludzie... (Warszawski folklor w czasie wojny)", "Literatura Ludowa" 1967/1968, nr 4-6

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tadeusz Banachiewicz, profesor astronomii na Uniwersytecie Jagiellońskim i dyrektor tamtejszego obserwatorium astronomicznego, w ramach Sonderaktion Krakau trafił do obozu Sachsenhausen. A jednak potrafił odnaleźć pewne pozytywne aspekty tego osadzenia. Pod datą 24 lutego 1940 r. odnotował:

"Źle było w S. [sachsenhausen], ale nie było tam Żony - kłótnicy, która życie zatruwa".

/za: J. Mietelski, "Uwagi czytelnika 'Not codziennych' Tadeusza Banachiewicza", "Prac Historii Nauki PAU", T.10, 2010/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.