Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/

Rekomendowane odpowiedzi

W książce T. Grzybkowskiej, Gdańsk, Wrocław 2000 ma s. 61 jest fotografia strony tytułowej aktu z 1736 r.: "Nowo-Rewidowana ORDYNACYA MAGISTRATU MIASTA GDAŃSKA. Według ktorey, przedzonym złotem i srebrem HANDLUJĄCI KUPCY y CI, KTORZY ZŁOTY Y SREBRNY DROT CIĄGNĄ Y PŁASZCZĄ sprawować śię maią".

 

Na pewno użycie języka polskiego przy publikacji tego typu aktu było czymś wyjątkowym w zasadniczo niemieckojęzycznym Gdańsku  (na co zresztą zwraca uwagę autorka tej książki). Jakie reguły decydowały o oficjalnym użyciu języka polskiego w ówczesnym Gdańsku?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wypada sprawdzić czy taki dokument nie został wystawiony też w języku niemieckim, jak i: kto był jego wystawcą? Jaki był udział polskiego elementu etnicznego w tym ciele, który go wystawił?

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wedle mojej oceny - udział osób polskojęzycznych (to znaczy, dla których językiem ojczystym był polski, bo większą czy mniejszą znajomość tego języka mogli oczywiście posiadać, trudno też mówić o typowej etniczności ówczesnych gdańszczan w dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia) w ówczesnych władzach Gdańska był praktycznie zerowy.

 

Ba, wśród wykwalifikowanych rzemieślników musiało być ich bardzo mało. Nie wiem, jak tam ze złotnikami i kupcami handlującymi złotem, ale niedawno czytałem: J. Pałubicki,  Malarze gdańscy. Malarze, szklarze, rysownicy i rytownicy w okresie nowożytnym w gdańskich materiałach archiwalnych, Tom 1 i 2, Gdańsk 2009. To iście benedyktyńskie dzieło. Wśród chyba z 800 nazwisk, polskie, czy zbliżone do polskich można policzyć może na palcach dwóch rąk. Wśród gigantycznej liczby archiwalnych dokumentów przejrzanych przez tego autora nie widziałem chyba ani jednego w języku polskim (tylko niemiecki, może czasem łacina).

 

Nie przekopywałem ani internetu, ani archiwaliów, ale ten akt naprawdę zastanowił. Zastanawia mnie, dlaczego akurat złotnicy i handlujący złotem? Podobny akt skierowany do flisaków (fakt, że chyba niezbyt wielu z nich potrafiło czytać) - miałby już większy sens.  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ciekawostka w sprawie ówczesnej etniczności. Dla imć Paska mieszkańcy Gdańska to jednak po prostu Niemcy - inna sprawa, że czasami niezbyt poczuwający się do związków ze Sacrum Romanum Imperium Nationis Germanicae i dławionymi przez Telekiego innymi Niemcami;). Fakt, że królowi polskiemu też się dostało (wytłuszczenia w tekście - Bruno W.):

 

"Wszyscy tedy katolickiej religiej ludzie byli i są kont[enci] z tej króla, pana naszego, rezolucyjej, oprócz luteran[ów] i kalwinów, bo oni tę wojnę za swoję mieli i Pana Boga prosili, żeby Turcy zwyciężyli, mówiąc, że to in rem ich, (mówią) ujmując się za opressyją Tekielego i wszystkich dysydentów. Byłem wtenczas we Gdańsku; to Pana Boga proszono po zborach, żeby dał zwycięstwo Turkom nad cesarzem. Jak tam już z gazetów cokolwiek doczytali się, że się Tekielemu poszczęściło, że tam gdzie na podjeździe udławił kilku Niemców, to zaraz tryumfy, zaraz gratiarum actiones: „Oh, Her Got! Oh, liber Got]!” Obrazy Tekielego na koniu, armatnego, przedawano; awizy drukowane, ci którzy przedaw[ali], zaraz je i śpiewali. Idę raz, a jeden śpiewa; podpiełem trochę i pytam, co to takiego śpiewa, że go tak z pilnością słuchają? Powiedziano, że to nowiny o panu Tekielem, jako cesarza szczęśliwie zwycięża. Usłyszawszy ów, co je śpiewał, że się o to pytam, pokaże mi po niemiecku pisane: „Ja, Mospan, kupić, kupić!” Pytam: „Co za nie? ” Odpowie: „Grosz” Dałem mu. A szło za mną chłopów kupa do gospody, com im miał dawać piniąd[ze]. Był jeden frant i mówię mu: „Miły bracie, będziesz mi[ał] tynfa, utrzyże zadek tą kartą”. Chłop z wielką ochotą spuścił spodnie, golusieńką panewkę wytarł owymi awizami i cisnął do Motławy]. Niemcy, Niemki poczęli mruczeć, szemrać, a jam poszedł. Katolicy zaś i ci, co z okrętów na to patrzali, okrutnie się śmiali. Kiedym to zaś powiedał katolikom mieszczanom, także dominikanom, jezuitom, to mówili: „Szczęście, że na Waści tumult nie był, bo tu oni Tekielego ledwie nie boskim wenerują honorem”.

Rajono mi konie kupić na Nowych Ogrodach u kupca (tam to ku Oliwie to przedmieście zowią Nowe Ogrody). Poszedłem tedy tam w niedzielę na odwieczerzu w ten czas, kiedy wszystek prawie lud ze Gdańska wychodzi i wyjeżdża na spacyjery. Idąc od tamtego kupca nazad już, deszcz począł padać. Więc żem w pogodę wyszedł, nie wzięli mi opończy; wstąpiłem do austeryjej, chcąc przeczekać ów deszcz. Owi też spacyjernicy, gdzie kto mógł, to uciekał pod dach; wpadło ich tedy kilka i do owej izby, gdzie ja siedziałem, posiedli u stołów i poczęli sobie o wojnie dyszkurować. Jam tam tego nie rozumiał, mało co, niektóre tylko słowa; ale zaś powiedał ten, o którym piszę. A deszcz wielki leje i woda rynsztokami jako rzeki płynie. Patrząc oknem na owę wodę, rzecze jeden: „Ej, dajże Boże, żeby tam pod Wiedniem katolicka krew takimi strumieniami płynęła jak ta woda”. Rzecze drugi: „Nadzieja w Bogu”. A jeden Niemiec — osobno od nich siedział — ściśnie ramionami, wywróci oczy w niebo i obejrzy się na mnie, nic nie rzekł, tylko [głową potrząsał]. Ja to widzę, ale nie wiem, na co to on czyni, i owych też słów nie rozumiem, co oni wymówili; nie pytam go też, bo człowieka nie znam i konfidencyjej do niego nie mam. Aż oni znowu mówią na króla te słowa: „Ale ten świnia karmna, po co on tam poszedł? Co tam po nim było? Bodajże tam obadwa z cesarzem doczekali kajdankami brzękać!” A tymczasem ów, co osobno siedział, już nie mógł wytrzymać, bo katolik. Był to Niemiec, ale nie Gdańszczanin, z któregoś pruskiego miasta; fakturowaniem się bawił przy kupcach. Ozwie się do nich nie po niemiecku, ale żebym ja zrozumiał, po polsku i mówi te słowa: „Rozumiałem, że siedzę z chrześcijanami, a ja siedzę z poganami; rozumiałem, że z ludźmi, ale widzę z bestyjami; a godzi się to takie zbrodnie mówić? Bodaj was zabito!” A oni do szpad; on tylko trzcinkę miał. Chciał go jeden uderzyć płazem, czyli też ciąć: zastawił mu się laską; obraził go trochę. Zawoła ów na mnie: „Mospanie, przeciwko królowi to mówią”. Ja do szable, Niemcy z izby. Trudno już było za nimi wypadać [do] Gdańsk[a]".

 

Powyższy tekst przytoczony za: Jan Chryzostom Pasek, Pamiętniki, tekst ze strony internetowej: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pamietniki.html 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×