Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Furiusz

Pasterstwo i transhumancja

Recommended Posts

Furiusz   

Tak jak w tytule. Zastanawia mnie modelowe (choć oczywiście ujęcie bardziej historyczne też nie będzie złe) ujęcie początków pasterstwa i transhumancji, rozwój tegoż sposobu gospodarowania, zastosowanie etc. Temat jest szeroki chronologicznie i terytorialnie, zapraszam więc do dyskusji. Zapewne wrzucę coś niedługo bardziej treściwego

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

Może kilka słów wyjaśnienia o co mi chodzi.

Absolutnie nie chce tworzyć tu jednego modelu uwzględniającego czy umożliwiającego zastosowanie do wszystkich przypadków i rodzajów pasterstwa, koczownictwa czy transhumancji bo jest tego zwyczajnie zbyt dużo i taki model nie ma prawa funkcjonować. Zbyt dużo jest tu zmiennych - choćby geograficznych by starać się ujednolicić całość zagadnienia do jednego modelu. Już samo zagadnienie różnic między koczownictwem wertykalnym a horyzontalnym byłoby bardzo ciekawe i bardzo trudne do ujednolicenia, zwłaszcza, że czasem - jak w przypadku Qashqaiów czy Bahtiari ciężko byłoby rozróżnić te dwie formy.

temat jest też niezwykle szeroki zatem daje pole do popisu różnym dziedzinom - archeologii i historii ale nie tylko tej starożytnej ale i współczesnej - jak w ciągu wieków różne państwa radziły sobie z problemem kontroli koczowników, ochrony granic etc. Tu byłyby chyba najbardziej ciekawe takie państwa jak Rosja i Turcja i Iran ale też współczesny Izrael, Francja czy państwa Afryki Północnej, być może Bavarsky zechce coś od siebie dorzucić.

Przydatna i to wybitnie byłaby wiedza etnograficzna, antropologiczna, nieco mniej lingwistyczna, religioznawcza ale i wiele wiele innych - myślę nie ma sensu tego wszystkiego wymieniać.

zatem przy całej szerokości tematu jeszcze raz zachęcam do pisywania.

Jest też cały szereg ciekawych problemów związany z tematyką koczownictwa - ot choćby taki, że jak twierdzi Spooner /Towards a generative model of nomadism [w:] Anthropological Quarterly z.3 1971, p.198-210/ w zasadzie nigdy, poza jakimiś wyjątkowymi sytuacjami, nie mamy do czynienia z koczownictwem czystym - a więc takim w którym ludność koczownicza krąży cały czas, jednocześnie nie wchodząc w interakcję z ludnością osiadłą rolniczą. nasi nomadzi potrzebowali sprzedać nadwyżki swoich produktów, zakupić produkty których sami nie byli w stanie wytworzyć (choćby zboże) etc etc a pozbawieni tej możliwości zwyczajnie owe nadwyżki tracą nie mogąc ich zbyt dużo z sobą zabierać. Skoro tak to warto się zastanowić jak radzili sobie koczownicy w przypadku sytuacji która mieliśmy za panowania dynastii Sewerów w Północnej Afryce a którą opisuje T. Kotula / U źródeł afrykańskiego separatyzmu w III w.n.e., Wrocław 1961, p. 20-27 / - gdzie mówi o wypychaniu na pustynie i de facto odcinaniu do zaplecza rolniczego, plemion pasterskich północnoafrykańskich, przy pomocy systemów fortyfikacji rzymskich. Jeśli tak to nasi koczownicy nie tylko opuścić musieli łatwiejsze tereny (co musiało odbić się na wielkości stad, bo na tych gorszych terenach ciężej byłoby im utrzymać tej samej wielkości stada, co na terenach korzystniejszych klimatycznie) a także musieliby mieć problem ze zbytem swoich towarów - to z kolei mogło rodzić niezadowolenie a więc i walki.

To jeden z przykładów takich bardzo interesujących tematów, inny to pytanie o początki zjawiska koczowniczego pasterstwa - czy mamy do czynienia z dostosowaniem się ludności do zmieniających się (na gorsze) warunków klimatycznych - co jest motywem często powtarzającym się? Czy może jest to stricte ekonomicznie ugruntowane - to znaczy coraz bardziej intensywnie zajmująca się uprawą roli ludność osiadła szybko ekspandująca demograficznie wymagała ilości produktów odzwierzęcych dużo większych niż była w stanie dostarczyć ekstensywna hodowla przydomowa (zwłaszcza w warunkach sztucznego nawadniania gdzie zwiększenie się presji demograficznej byłoby rekompensowane przede wszystkim objęciem pod uprawę nowych terenów), w związku z czym część ludności wyspecjalizowała się w hodowli zwierząt i ta ludność została w końcu wypchnięta poza teren objęty irygacją, by dostarczyć paszy zwierzętom zaczęła ona wędrować. Co jeśli to ucisk ekonomiczny wczesnych organizmów państwowych zmusił część ludności do porzucenia osiadłego trybu życia i do zaczęcia koczowniczego, cięższego do kontrolowania dla struktur państwowych a więc mniej cierpiącego ucisk fiskalny? Ile jest jeszcze możliwości i czy te modelowe podejścia maja w ogóle sens?

Jeszcze jedna kwestia - wojowniczość koczowników. Czy w ogóle można mówić o większej wojowniczości koczowników czy jest to po prostu kwestia lepszego dostępu do broni - z przyczyn oczywistych - obrony stad przed drapieżnikami?

Pytań i problemów jest oczywiście znacznie więcej, postaram się do czasu do czasu napisać coś ciekawego.

Na koniec jeszcze raz zapraszam do dyskusji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

Przypomnę tylko kilka tekstów z tematu o Dilmun, a więc pierwszy / E. Olijdam, Towards a more Balance assessment of the land use on Bahrain during the City II period [w:] Proceedings of the Seminar for Arabian Studies t.30 2000, p. 157-163 / wskazuje na to, ze w diecie miejscowej ludności dary Ceres nie odgrywały aż tak istotnej roli jak np w społecznościach mezopotamskich. Autor uważa, że zboże stanowiło tu w dużej mierze pasze dla zwierząt - głownie kóz i owiec.

Koresponduje to z pewną zmianą patrzenia na głowne towary importowane z Mezopotamii przez Dilmun / D.T. Potts, Rethinking some Aspects of Trade in the Arabian Gulf [w:] World archaeology t.24 z.3 1993, p.423-440 ? chociaż jakiś import zboża wchodzi w grę.

Mimo to mamy na wyspie koczowników, zapewne pasterzy / P. B. Cornwall, Two letters from Dilmun [w:] Journal of Cuneiform Studies t6, z.4 1952, p. 137-145 /.

Teraz tak jeśli gromadzi się zapasy zboża dla swojej trzody to raczej nie jest się koczownikiem, tak z definicji, bo oznacza to wznoszenie stałych obiektów, których w dodatku trzeba stale pilnować - przed szkodnikami ale i innymi ludźmi czy dzikimi zwierzętami. Taka dość wyspecjalizowana hodowla mogła stanowić w pewien sposób konkurencję dla koczowników. Chyba dość ciekawa sytuacja.

Dośc ciekawie wyglądają też badania na temat początków pasterstwa na Negewie / T.E. Levy, The Emergence of Specialized Pastoralism in the Southern Levant [w:] World Archaeology t.15 z.1 1983, p.15 -36/ autor opiera się tu o badania powierzchniowe przeprowadzone w rejonie północnej części pustyni Negew. Dochodzi do wniosku, że dopiero w okresie chalkolitu, gdy notujemy znaczący wzrost ilości stanowisk (z 11 do 57) można mówić o początkach pasterstwa jako wyspecjalizowanej formy organizacji ekonomicznej. Wskazuje on przy tym na to, ze ok 60% stanowisk uznano za osady stałe, pozostałe 40% to osady sezonowe. Te drugie położone są zazwyczaj dalej od źródeł wody (ponad 2 km) a ich odległość od letnich pastwisk (na podstawie analogii współczesnych uznano, że jest to rejon równin w okolicach wybrzeży ale jeszcze w ramach pustyni Negew) i od siebie na wzajem wskazują, ze dla przejścia na owe pastwiska niezbędna była wyodrębniona grupa zajmująca się właśnie tym elementem. Autor uważa, ze wzrastająca presja demograficzna, przy ograniczonej ilości uprawnej ziemi (choć i tak areał ziemi uprawnej był wtedy najpewniej większy niż ma to miejsce obecnie), wymusił odsunięcie stad na obrzeża upraw. Jednocześnie odległość od osad była na tyle duża, że wracania ze stadami do nich stało się nieopłacalne. Dalej przebywanie na tych skrajach sprawiało, ze by nie zniszczyć bezpowrotnie pastwisk, pasterze musieli przepędzać stada z miejsca na miejsce. Jednocześnie musiała istnieć silna presja na ochronę upraw i walka ze szkodami jakie mogły czynić zwierzęta - ten zestaw doprowadził do wyłonienia się wyspecjalizowanej grupy zajmującej się tymi stadami i wędrującej z nimi.

Moim zdaniem dość ciekawa koncepcja.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

Może mało ciekawy pod względem zawartości merytorycznej ale interesujący z innego punktu - J.G. Nandris, The Stina and the Katun: Foundation of a Research Design in European Highland Zone. Ethnoarchaeology [w:] World Archaeology t.17 z.2 1985, p.256-268 . To tak naprawdę zapowiedź spodziewanych wyników, jakie ma dać obserwacja grup ludności zajmujących się pasterstwem i prowadzących koczowniczy tryb życia (bądź też bardziej transhumancyjny). Tytułowe Stina i Katun to typy obozowisk. A ciekawostką jest to, ze autor zahacza o lud zwany Gorole/Gorale w Tatrach w Polsce ;). Projekt wyglądał na bardzo ciekawy i już pewnie dawno zakończony, ciekaw jestem jego wyników.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

Może dwa nowe teksty rzucające ciekawe światło na dyskusję.

Pierwszy jest o półwyspie iberyjskim / M.J. Walker, Laying a Mega-Myth: Dolmens and Drovers in Prehistoric Spain [w:] World Archaeology t.15 z.1 1983, p. 37-50 /

Bardzo fajny tekst który w zamierzeniach autora miał chyba stanowić polemikę z tradycyjnymi koncepcjami dotyczącymi gospodarki społeczeństw megalitycznych półwyspu a nie do końca wyszedł. Zaczyna bowiem autor od ciekawej konstatacji, ze w zasadzie wszystkie nasze przypuszczenia co do istnienia na półwyspie, w czasach rzymskich i wcześniej długodystansowej transhumancji opierają się na ekstrapolowaniu tego co wiemy o XII i XIII wiecznej gospodarce m.in. Kastylii. Dla czasów wcześniejszych nie mamy danych co do istnienia takiej praktyki, choćby Kolumella nic o tym nie wspomina. Co oczywiście nie oznacza, że głębiej w interiorze jakieś lokalne społeczności nie stosowały gospodarki opartej o sezonowy przepęd zwierząt. Streszcza następnie argumentację zwolenników tezy o tym, że budowniczowie grobowców megalitycznych a przynajmniej ich część stosowała taką gospodarkę - a ogranicza się to w zasadzie do występowania odpowiednich grobowców na wysokościach nienadających się pod rolnictwo ale na pastwisko już tak. Walker słusznie zauważa, że jest to argument dość wątpliwy bo grobowce takie występują i na innych terenach, gdzie raczej o gospodarce transhumancyjnej mowy być nie powinno. Autor też pyta o rolę owiec w gospodarce ówczesnych społeczeństw konkludując, że na ten temat niewiele wiemy (trochę się zmieniło dziś możemy powiedzieć o dość wysokiej roli konia w tych społecznościach). Ciekawa jest też przesłanka megalitów z pogranicza południowego dzisiejszej Hiszpanii i Portugalii - brak jest tu (albo było, sytuacja mogła się zmienić przez 30 lat dość dramatycznie) osad stałych, za to jest sporo grobowców megalitycznych. Może to wskazywać m.in. na nasza transhumancję ale nie musi. Tekst ciekawy, choć moim zdaniem nie do końca obalający tradycyjne poglądy - warto mimo wszystko zawsze pamiętać o tym by w poszukiwaniu koczowników nie interpretować zbyt pobieżnie i tendencyjnie danych

Drugi to tekst dotyczący pewnego terenu w centralnym Zagrosie / K. Abdi, G. Nokandeh, A.Azadi, F. Biglari, D. farmani, M. Mashkouri, Tuwah Khoshkeh a Middle Chalcolithic mobile pastoralist camp-site in the Islamabad Plain, West Central Zagros Mountain, Iran [w:] Iran t.40 2002, p. 43-74 / - cały artykuł jest dość spory więc mój skrót będzie iście drakoński - w porównaniu do okresu późnego neolitu notuje się w omawianym rejonie znaczący wzrost osad - z 11 do 57 (dane na podstawie badań powierzchniowych) z czego nie wszystkie zostały zakwalifikowane jako osady stałe - za takie uznano tylko te w których widoczne były konstrukcje budowlane. W Chalkolicie powstaje tu też wyraźne centrum w postaci największej - 3 ha osady w Chogha Gavaneh, gdzie odkryto przedmioty wskazujące na to, że istniały tu jakieś formy administracyjne (chodzi konkretnie o tokeny). Tuwah Khoshkeh to zdecydowanie mniejsze stanowisko położone w dolinie o tej samej nazwie, dolinie górskiej do dziś odwiedzanej przez nomadycznych pasterzy. Przeprowadzono tu niewielkie badania wykopaliskowe, poza pewnymi reliktami konstrukcji kamiennych (zagrody na zwierzęta? obstawy namiotów? - ze względu na stale badań trudno powiedzieć), całkiem sporo ceramiki - ok 80 kg w tym ceramika tzw stołowa, lepszej jakości malowana, pochodząca z terenów czasem całkiem odległych bo m.in. z rejonu Suzy. Wskazuje to na mobilność tej populacji, co ma być jedną z przesłanek za koczowniczym lub transhumancyjnym modelem gospodarki ludności tego stanowiska. Kolejnym dowodem mają być narzędzia kamienne wykonane m.in. z materiałów nie występujących na miejscu. Trzecim i najciekawszym jest struktura stada. Otóż z ok 750 kości udało się zidentyfikować ok 50% i zdecydowaną większość tworzą kości małych przeżuwaczy - owcy i kozy, z pewnym dodatkiem bydła i zwierząt dzikich - jeleń i gazela i pojedyncze kości psów. Ciekawa jest struktura stada bo wskazuje ona na typową hodowlę pod mięso - najwięcej kości należało do zwierząt w wieku od 6 do 12 miesięcy i nieco tylko mniej w wieku od 0 do 6 miesięcy, pozostałe kategorie wiekowe były znacznie słabiej reprezentowane. wskazuje to na dość wyspecjalizowany model hodowli. Porównanie do współczesnych danych etnograficznych co do ekonomiki koczowników niekoniecznie mogą być właściwe bo tu istotną rolę odgrywa presja rynku. Porównano więc do materiałów z Chogha Gavaneh i wyszło, że w tej osadzie będącej centrum - jest znacznie więcej zwierząt w przedziale wiekowym 6-10 lat (choć nadal najliczniejsza jest kategoria 6-12 miesięcy), co wskazuje na bardziej różnorodne wykorzystanie tych zwierząt. Zsumowano to i wyszło, ze mamy nomadów koczowników - ze względu na wyspecjalizowaną hodowle (typowo mięsną), ze względu na dużą mobilność grupy (różnorodna ceramika) i ze względu na ulokowanie osady w miejscu dość dogodnym dla koczowniczych pasterzy (na bazie materiałów etnograficznych). Ja mam jedną zasadniczą wątpliwość. To co rekonstruują archeozoolodzy (w tym przypadku pani Mashkouri) to jedynie umownie stado. Tak naprawdę na uformowanie się zbioru kostnego wpływa kilka stad kilu rolników, aktywność religijna, produkcyjna etc. Dla przykładu wymóg religijny składania ofiar danemu bóstwu wyłącznie z młodych zwierząt może znacząco zaburzyć nasza rekonstrukcję - to jest naprawdę istotne przy badaniu stanowisk takich jak Chogha Gavaneh. W tym przypadku mamy najpewniej do czynienia z dwoma typami gospodarki owiec na tym stanowisku - jednym typowo mięsnym (być może dodatkowo "wspartym" przez handel z Tuwah Khoshkeh) i drugą eksploatacją tzw drugorzędnych elementów odzwierzęcych - mleka i wełny. Może to być efektem tego, że mamy tu do czynienia z opozycją wyspecjalizowani pasterze - osiadła ludność rolna a może to wynikać z tego, że Chogha Gavaneh to po prostu największe stanowisko w rejonie a więc i najwięcej ludzi a zatem największa różnorodność zajęć gospodarczych. Podobnie jest z ceramiką.

Mimo wszystko całość argumentacji wydaje mi się dość dobrze wskazuje, że możemy mieć tu do czynienia z jakąś formą pozostałości po obozowisku pasterskim.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

Może post nr 6 poświęcić na bardziej teoretyczne rozważania?

W zasadzie co to jest pasterstwo nomadyczne/koczownicze i transhumancja (zwłaszcza dalekosiężna)? Pomijając nieścisłości, różne zdania i definicje, coś co łączy oba te terminy to przede wszystkim wyspecjalizowane pasterstwo. Do tego należy dodać, że jest to forma ekstensywna. Wykorzystuje się rozległe obszary, przy niewielkich nakładach własnych bo np zamiast zbierać paszę na zimę etc po prostu przepędza się stada na nowe tereny. To dość ważne, bo przykład Dilmunu o którym tu już pisałem wskazuje na to, że wyspecjalizowane pasterstwo niekoniecznie musi oznaczać koczownictwo czy transhumancję.

Jak pokazuje przykład Tuwah Khoshkeh nie zawsze musi to być specjalizacja najbardziej oczywista - czyli oparta o drugorzędne produkty zwierzęce takie jak mleko (a w zasadzie przetwory z niego) i wełnę, najbardziej oczywistą bo w ten sposób najłatwiej pomnożyć swój kapitał a więc stado - hodując zwierzęta głownie na mięso kapitał w postaci owego stada pomnażamy znacznie wolniej. Tu mogły zasadniczo wpływać trzy czynniki - warunki naturalne, wymogi rynku i możliwości produkcyjne. W warunkach naturalnych chodzi o to, ze one w sposób naturalny mogły ograniczać wielkość stada, to znaczy żyjemy i wędrujemy po takich miejscach gdzie tej trawy jest zwyczajnie mało, w związku z tym sami musimy ograniczać wielkość stada tak by móc je w ogóle w takich a nie innych warunkach utrzymać. Więcej więc zwierząt zabijamy i sprzedajemy ich mięso (lub sami zjadamy). Potrzeby rynku też są dość oczywiste - no bo jeśli na rynku jest dużo przetworów mlecznych (pochodzących np od hodowanych przez rolników krów), to nasi wyspecjalizowani pasterze mogą mieć problem ze zbytem swoich produktów a wymiana towarowa z ludami osiadłymi jest im raczej niezbędna. Należałoby zatem przestawić swoją produkcję na np mięso bądź wełnę. W trzecim punkcie chodzi o długość laktacji zwierząt i wielkość tejże a ta jak się wydaje zmieniała się w czasie, początkowo więc produkcja masła i serów mogła być zbyt mała by móc zaspokoić zarówno potrzeby samych pasterzy jak i wytworzyć nadwyżkę niezbędną dla handlu. Stąd mogłaby zaistnieć większa produkcja mięsna. Tu w grę wchodzi też istnienie odpowiednich ras zwierząt hodowlanych.

Teraz tak - teoretycznie można badać to na zasadzie materiału archeozoologicznego i próbować wskazywać, że dane stanowisko stosowało model pasterstwa/hodowli bardziej wyspecjalizowany, zwłaszcza w porównaniu do większych stanowisk stałych. W praktyce nie da się, jak starałem się to wskazać we wcześniejszym poście. Bo to mniejsze stanowisko niekoniecznie musi być stanowiskiem koczowniczym ale może równie dobrze być wyraźnie sprofilowaną gospodarczo osadą ale osadą stałą, a miejscowe pasterstwo było pasterstwem przydomowym. Stąd konieczność patrzenia na całe zagadnienie lokowania obozowisk koczowniczych w szerszym kontekście, tak jak zrobiono to w przypadku Tuwah Khoshkeh.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

Taki krótki wpis o tym jak najstarsze cywilizacje opisywały ludy koczownicze - mowa tu o zaślubinach boga Martu - czyli boga pasterskiego ludu o tej samej nazwie. Oto co inni bogowie mówią o Martu:

To mieszkaniec namiotu, pod wichrem i deszczem ...

z bronią w ręku uczynił góry miejscem swego zamieszkania,

kłótliwy, zwraca się (wciąż) przeciw (różnym) krajom...

je nie gotowane mięso,

nie posiada za życia domu,

a kiedy umrze- nie będzie pogrzebany,

... dlaczego chcesz poślubić Martu?

/za: K. Łyczkowska, K. Szarzyńska, Mitologia Mezopotamii, Warszawa 1981, s.123/

Co ciekawe bóg stad i pasterzy Dumuzi w sumie pokazany jest całkiem sympatycznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

No dobra głupie pytanie, czym handlowali koczownicy? Odpowiedź prosta - mięso, skóry, wełna, mleko i jego przetwory, tkaniny/dywany. Ok ale to na bliska odległość a co gdy mamy do czynienia z wymianą na duże odległości i to spora w skali? Tacy Sarmaci z rejonu samaro-uralskiego handlowali z greckimi koloniami nadczarnomorskimi - albo raczej w ich pochówkach odkrywane są przedmioty takiej proweniencji. Pytanie, co oni mogli handlować na taką odległość?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

A nie mogli handlować również nieswoimi wytworami ?

Edited by Tomasz N

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

Masz na myśli mieszkających bliżej koczowników którzy by handlowali z tymi położonymi dalej towarami Greckimi? Niby mogliby - tylko że czym? Kupowaliby wełnę? Przecież mieli swoje stada, mleko? To samo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No niekoniecznie Furiuszu: tylko wełna i mięso. Łańcuch pośrednictwa mógł sprawić, że poprzez kolejne wymiany pomiędzy koczownikami, do greckich kolonii docierały towary z nader odległych terenów. Koczownikom powiedzmy ze wschodnich krańców nie opłacało się docierać do samych kolonii, byłoby to zapewne nieekonomiczne i zaburzało rytm życia pasterskiego. Atoli właśnie dzięki pośrednictwu innych plemion dany towar mógł wreszcie dotrzeć do koczowników bytujących w bezpośredniej bliskości owych kolonii.

No i jest pytanie czy koczownicy w ogóle prowadzili handel na dużą skalę?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   
No niekoniecznie Furiuszu: tylko wełna i mięso. Łańcuch pośrednictwa mógł sprawić, że poprzez kolejne wymiany pomiędzy koczownikami, do greckich kolonii docierały towary z nader odległych terenów.

No ok ja to rozumiem. Tylko co by wymieniano? Koczownik z koczownikiem? To jest ten problem.

No i jest pytanie czy koczownicy w ogóle prowadzili handel na dużą skalę?

I tak i nie. Z ludami osiadłymi bytującymi na bliskiej odległości tak - wełna, nić, materiały, mięso, skóry. Prędzej czy później robiło się tego za dużo i prędzej czy później koczownik potrzebował też produktów rolnika - zboża, mąki, lepszego rękodzieła etc.

Natomiast większy, bardziej zorganizowany i dalekosiężny handel to nie - bo jak sam zwróciłeś uwagę - zaburza to rytm, życia koczowników.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja raczej myślę nie o przypadkowym handlu, gdzie ostateczny konsument (przytoczone kolonie greckie) akurat "trafił" u pobliskich koczowników luksusowy bądź rzadki towar, tylko o świadomych handlu. Powiedzmy (czysto hipotetycznie) gdzieś daleko mamy koczowników w pobliżu których jest społeczność wytwarzająca jedwab, hen daleko na innych rubieżach mamy koczowników co to są blisko społeczności wytwarzającej inny produkt. Mniej lub bardziej przypadkowo dochodzi do transakcji w łańcuchu, i wszyscy widzą, że jest to opłacalne. Jeździć tak daleko nie ma sensu ale działać za pośrednictwem innych to i owszem. O ile nie prowadzili handlu na większą skalę, to jedyne co przychodzi do głowy to dobra rzadkie, a więc opłacalne, nawet gdy ich obrót (w sztukach) nie jest zbyt duży.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

No tak tylko, że taki handel lepiej i skutecznie prowadzi się przez istniejące, stałe, organizmy państwowe, stąd też szlak jedwabny prowadził terenami bardziej na południe. Koczownicy są pod tym względem zbyt niestabilni - bo i jak się umówić na odbiór towaru, gdzie w którym miejscu i kiedy dokładnie? Wędrówki koczowników są ograniczone przez zjawiska naturalne - w tym roku susza to musimy szybciej się przemieszczać niż rok temu. W przyszłym wilgotno to możemy sobie pozwolić zostać tu dłużej. Co jak jedno plemię drugie przepędzi? teoretycznie miałoby to sens, ale chyba tylko w teorii, po prostu zbyt mało stabilna jest to struktura. Tak przynajmniej mi się wydaje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No ok ja to rozumiem. Tylko co by wymieniano? Koczownik z koczownikiem? To jest ten problem.

Kobiety.

Wbrew pozorom to może być dość poważne źródło przepływu towarów. Mamy, a to wiano, a to wykupne. U koczowników małżeństwo oznacza przepływ ogromnej ilości towarów zwykle. Notabene kobiety , jak wiemy z życia codziennego zapewne, są też doskonałą siłą napędową podaży ;)

No tak tylko, że taki handel lepiej i skutecznie prowadzi się przez istniejące, stałe, organizmy państwowe, stąd też szlak jedwabny prowadził terenami bardziej na południe.

Problem jest w czymś innym chyba. Chcąc handlować należy uzyskać pozwolenie. Tak samo jest jeśli chcemy przejść z towarem przez teren jakiegoś plemienia. Oznacza to konieczność ofiarowania prezentów. Jeśli nie możemy liczyć na zbyt zyskowne transakcje to lepiej nadłożyć drogi.

Oczywiście wspomniana w poście wyżej struktura jest stabilna. Z ich punktu widzenia. Dla kupca rzeczywiście ruchliwość potencjalnych odbiorców stanowi pewien problem. Problem dużo żywotniejszy stanowi czy w ogóle będą mieli zamiar handlować, czy też raczej zrobić "kęsim" i wziąć towar za darmo. Plemiona koczownicze, pasterskie znane są w różnych przekazach z częstej skłonności do takiego podejścia. Krótko jeszcze o Beduinach.Sporo towarów trafiało do nich w zamian za "ochronę" jaką zapewniali fellachom - Arabom Osiadłym. Czyli kolejne źródło.

Co do wspomnianej parę postów wcześniej wojowniczości to wydaje mi się, że wynika ona z bardziej ruchliwego trybu życia (pod pewnymi warunkami). Pod kilkoma względami. Po pierwsze w spotkaniach z innymi plemionami/szczepami niektóre spory trzeba załatwiać "od ręki". Ponieważ następne spotkanie może być za rok. Po drugie w stepie nie ma punktu oparcia. Albo się walczy albo umiera. Nie ma murów za którymi można przetrwać najazd. Po trzecie najniebezpieczniejsze dla stad nie są zwierzęta ale inne Homo sapiens. Po czwarte pasterze zawsze mieli i mają jakiś uraz do rolników. Zwykle traktują ich z góry i nie mają oporów przed napaściami. W stosunkach wewnętrznych wcale nie są jakoś szczególnie agresywni.

Warto też zwrócić uwagę na ludy niepasterskie prowadzące koczowniczy tryb życia. Żeby miec porównanie. Plemię Raji z Nepalu na przykład. Zbieracze miodu i handlarze produktami pszczelimi. Żadnej agresji. Aborygeni - myśliwi, zbieracze.Wyjątkowo pokojowi. Dalej - Cyganie w Europie. To samo. Handlarze, a nie najeźdźcy. Czyli oprócz mobilności warunkiem wojowniczości wydaje się być pasterstwo właśnie.

Aha, a czy wszystkie ludy koczownicze , koczowniczo- pasterskie musiały wcześniej pędzić kiedykolwiek osiadły tryb życia? Pytanie do zastanowienia, bo odniosłem wrażenie z poprzednich postów, że takie jest założenie.

Edited by Villemann

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.