Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
harry

Jena i Auerstaedt 1806 - S. Leśniewski

Recommended Posts

harry   

Tytuł: Jena i Auerstaedt 1806

Autor: Sławomir Leśniewski

Wydawnictwo: Bellona

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 233

ISBN: 978-83-11-11996-3

Chociaż od pojawienia się książki na rynku minęło sporo czasu, a nikt na tym forum (poza niewielkimi aluzjami bavarskiego) dotychczas nie skomentował tej pozycji, a myślę że warto.

Zacznijmy od tego co mi się w tym HB-ku podoba - tematyka. Mimo, że klęska armii pruskiej i następujący po tym rozkład państwa były dla historii Polski znaczącym faktem, wiedza na temat jednego z najbardziej spektakularnych zwycięstw Napoleona słabo przebija się do świadomości przeciętnego zjadacza historii. Chwała panu Leśniewskiemu, że zajął się tymi bitwami.

Co mi się nie podoba- cała reszta. Powiedzieć, że ta książka się autorowi nie udała, to mało. Bardzo mi przykro, bo autora ceniłem i czułem do niego spory sentyment, a od Marengo 1800, wydanego ponad 20 lat temu zaczęła się moja fascynacja epoką napoleońską. Czytając zapowiedzi wydawnicze, spodziewałem się dostać do ręki porządną pozycję, a zestawienie tytułów rozdziałów podsycało moją ciekawość. Srodze się zawiodłem. Ten HB-ek jest gniotem, którego, ze względu na nieciekawą gramaturę papieru nie można nawet użyć do celów higienicznych.

Fragment książki opisujący siły głównego oponenta Napoleona czyli armii pruskiej wymaga specjalnego potraktowania i osobnego wpisu więc na razie pozostawię to curiosum bez komentarza.

Słabością książki jest dobór źródeł wyłącznie francuskich i polskich, oraz trochę literatury anglojęzycznej. Pan Leśniewski we wstępie wprawdzie zauważa, że Lettow-Vorbeck popełnił pracę, na temat wojny 1806/7 ale próżno w tekście znaleźć odniesienie do tej pozycji. Co ciekawe nie zauważa, że w bibliografii umieścił również Hoepfnera, którego monografia jest absolutną podstawą do badań historii tej wojny. Podobnych kwiatków jest więcej, np. Clausewitz wymieniony jest we wstępie jako autor pamiętników(!), a tekście odniesienia są tylko do “O wojnie”, von der Goltz wymieniony jest jako autor “Jena to Eylau” opisujący działania od listopada 1806, a przecież ten sam autor napisał “Von Rossbach bis Jena” gdzie sensowny rozdział o przedmiotowej Jenie jest.

Opis obu, niezwykle barwnych i pełnych ciekawych epizodów bitew, jest toporny i bez polotu. Brak tam jakichkolwiek relacji z “pierwszej ręki” w związku z czym jest nudny jak książka telefoniczna. Trudno się z niego zorientować, czemu w ogóle Francuzi te bitwy wygrali. Opiera się prawie wyłącznie na Thiersie i Kukielu i zajmuje raptem 42 strony czyli 20% objętości książki. Dziwne to, bo autor skarży się na rygorystyczne rozmiary wydawnictwa HB, a prawie pół książki przeznacza na działania wojenne po obu bitwach, a częściowo nawet się powtarza, kiedy omawia udział jednostek polskich w kampanii 1806/07.

Cechą, która całkowicie deprecjonuje tę pozycję w kategorii książek historycznych są liczne wpadki, pomyłki, zaniechania i fantazje autora.

Panu Leśniewskiemu mylą się daty (bitwa pod Valmy – s.28), karabiny (pruski wz. 1805 z Nothardtem – s.43 ) oraz mnożą angielskie okręty na Bałtyku (polskie oddziały miały zdobyć drugą, po Dauntless, angielską korwetę pod Gdańskiem – s 190-191). A są to tylko pomyłki, które wychwyciłem po pobieżnej lekturze, bez sięgania do literatury.

Załączone na końcu książki OdB jest po prostu niechlujne, podobnie z nazwami pułków pruskich i saskich w tekście, część pułków jest wymieniana w postaci oryginalnej, część spolszczonej a część w wersji anglojęzycznej (Guard Grenadier Battalion!). Trudno się w tym wszystkim rozeznać.

Załączone mapy to skandal, ale skandal do którego wydawnictwo raczyło nas przyzwyczaić. :angry:

Seria Historyczne Bitwy Bellony, skierowana jest głównie do przeciętnego czytelnika, który pragnie się zainteresować jakimś konfliktem zbrojnym, gdzie w sposób przystępny dostanie garść informacji, w związku z czym trudno oczekiwać od takiej pozycji wiele. Jednak książka, w której każdy fakt trzeba sprawdzać w literaturze czy źródłach to nie literatura historyczna a beletrystyka, której bliżej do Trylogii Husyckiej Sapkowskiego niż zeszytów Ospreya. Jak ktoś się przymierza do zakupu, bo naiwnie myśli że się czegoś dowie to szczerze odradzam. Szkoda czasu i pieniędzy.

Edited by harry

Share this post


Link to post
Share on other sites
harry   

Nie mam pojęcia. Dla mnie to autor doskonałego Marengo 1800, dobrego Wagram 1809 i beznadziejnej Jeny i Auerstaedt 1806.

Share this post


Link to post
Share on other sites
harry   

Również Hetmani Rzeczpospolitej i Jan Zamoyski. Hetman i polityk. Do tej pory autor raczej niezłych pozycji.

Tak, ale tym razem zabrakło rzetelności i... umiejętności.

Share this post


Link to post
Share on other sites
adam1234   
Nie mam pojęcia. Dla mnie to autor doskonałego Marengo 1800, dobrego Wagram 1809 i beznadziejnej Jeny i Auerstaedt 1806.

Uważam, że wzmiankowana książka nie odstaje poziomem od pozostałych pozycji autora, a radykalne stwierdzenia harrego biorą się z racji jego zainteresowania poruszanym tematem.

Braki w bibliografii, które wymieniłeś nie dyskwalifikują w mojej opinii książki, gdyż jest ona popularno-naukowa. Oczywiście, lepiej więcej, niż mniej, ale jednak zachowajmy pewien umiar i nie ferujmy tak radykalnych opinii. Tym bardziej, że uznałeś Marengo 1800 za świetne, gdzie autor wprost pisze, że "Wielka dysproporcja między źródłami francuskimi i austriackimi na temat kampanii 1800 r. oraz podobna sytuacja wśród dostępnych opracowań nie mogła pozostać bez wpływu na przyjęty przez autora sposób relacjonowania następujących po sobie wydarzeń", a chwilę potem czytamy: "Ta pewna <<nierównoprawność>> - niefałszująca jednak w niczym prawdziwości obrazu kampanii i bitwy - ma jeszcze jedno, tym razem historyczne, uzasadnienie. Osobowość Napoleona Bonaparte, twórcy oddzielnej epoki w dziejach Europy, daje bez wątpienia prawo do wyeksponowania głównie jego działań politycznych i militarnych, jako tych, które w konsekwencji wpłynęły na przyszłość całego kontynentu" (Warszawa 2010, s. 10-11). Co więcej, sam opis bitwy to od 10 do 14 % objętości całej książki, więc nie rozumiem Twojego oburzenia na 20 % w Jenie.... Zresztą nie wydaje mi się, żeby ten stosunek był lepszy w Wagram..., ponieważ w opisy bitew włączone jest dodatkowo starcie nad rzeką Raab.

Odnośnie zarzutów na czym oparł swą pracę Leśniewski to mijają się one z prawdą, gdyż większa część przypisów nie pochodzi od wzmiankowanych Thiersa i Kukiela, tylko od autorów anglojęzycznych, przynajmniej w rozdziale opisującym bitwę, aczkolwiek zgadzam się, że nie jest on napisany w jakiś rozsądny sposób. Zresztą, Thiers i Kukiel stanowią kręgosłupy wszystkich prac Leśniewskiego, co jest nawet widoczniejsze w Marengo... niż w Jenie..., stąd też nie rozumiem skąd tak skrajnie odmienna opinia o tych dwóch książkach? Powód widzę tylko jeden, na Prusach po prostu znasz się doskonale, zapewne wiele lepiej od autora i stąd Twoje oczekiwania były dużo większe. Niemniej, nie potępiaj w czambuł. Tym bardziej, że znalazłeś trzy nieścisłości, z czego jedna jest zupełnie nieistotna. Wierzę, że stać Cię na więcej, ale jak na razie nie zaprezentowałeś krytyki, która uprawniałaby do użycia książki, jako papieru toaletowego.

Pomimo tego, co napisałem wcale nie uważam, że jest to książka bardzo dobra. Osobiście najbardziej razi mnie zakres tematyczny, a więc kolejny raz opisanie wojny 1807 roku, a oddzielnie jeszcze udziału Polaków - po co, skoro to książka o Jenie? Niemniej nie uważam też, żeby była całkowicie bezwartościowa, gdyż dwa rozdziały uważam za dosyć interesujące -> http://www.historycy.org/index.php?showtopic=77919&view=findpost&p=871888

Edited by adam1234

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

Ubytki w literaturze są właśnie bardzo Poważne Adamie. "Brak jest Foucarta (którego pracę Autor nazywa opracowaniem!), Bonnala, Lettow-Vorbeck chyba w ogóle nie jest cytowany odnośnie Jeny i Auerstedt." [cyt. za Scharfschütze [w:] napoleon.org.pl]

Wprawdzie subiektywnego Bonnala Pan Leśniewski mógłby sobie darować tak czy siak, wszak tenże oparł się w dużej mierze na Foucarcie, z którego dopiero Bressonnet wyciągną konstruktywne wnioski :)

Co więcej, w opisie działań bojowych pod Auerstedt wojsk Davouta, próżno szukać odwołań do głównego opracowania źródłowego tyczącego III korpusu tj. Campagnes du III corps, Paris 1896, za którym to pośrednictwem możemy dowiedzieć się m.in. tego co już pani profesor Maria Joanna Turos raczyła przedstawić tyle że za pomocą Martiniena, iż 13 regiment "...infanterie legere..." którego dowódcą był pułkownik Guyordet, w początkach kampanii dnia 5 października liczył 1507 bagnetów, a po zakończeniu bitwy... [choć tutaj odwołałbym się do Foucarta ;) ]... tyle a tyle. Natomiast dodać tylko można iż dowódca 13 "lekkiego" został ranny, podobnie jak pułkownik Nicolas dowódca 61 liniowego, czy wspomnieć o czterech szefach banów w tym z 13-tki tj. Theveneta...

Równie wiele ciekawych informacji zawarł w swoich pismach m.in. generał Dupont, które zestawił Titeux w początkach XX stulecia tj. "Le marechal Bernadotte et la manoevre d'Jana"...

Cóż te braki dostrzega się w tym tekście, powodując zatarcie się tzw. "smaczków".

Edited by bavarsky

Share this post


Link to post
Share on other sites
harry   

Widzę Adamie, że zamiast bronić książki, co do której jak widzę mamy przynajmniej częściowo podobne zdanie, zająłeś się krytyką mojej krytyki. Masz do tego prawo, tak samo jak ja do mojej opinii, która bynajmniej nie jest wynikiem zbyt wielu oczekiwań. Pisząc to co pisałem, chciałem sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego można tę pozycję polecić jako książkę popularnonaukową komuś mało obytemu z tematyką. Niestety nie znajduję ku temu podstaw.

Braki w bibliografii, które wymieniłeś nie dyskwalifikują w mojej opinii książki, gdyż jest ona popularno-naukowa.

Tu próbujesz mi wmówić coś czego nie napisałem, bo stwierdziłem tylko, że jest to "słabością" tej książki i dalej tę tezę podtrzymuję. Nie wierze, że można napisać dobrą książkę o Jenie nie sięgając do monografii Hopfnera lub Vorbeck-Lettova, a w ostateczności do książek von der Goltza.

Tym bardziej, że uznałeś Marengo 1800 za świetne, gdzie autor wprost pisze, że "Wielka dysproporcja między źródłami francuskimi i austriackimi na temat kampanii 1800 r. oraz podobna sytuacja wśród dostępnych opracowań nie mogła pozostać bez wpływu na przyjęty przez autora sposób relacjonowania następujących po sobie wydarzeń",

Nie bardzo wiem, co do ma do Jeny, gdyż w tym przypadku dysproporcja jest... w drugą stronę. Dla Francuzów, łatwe zwycięstwo i upokorzenie Prus było tylko preludium do starcia z Rosjanami, dla Prusaków to była trauma, więc ilość literatury pamiętnikarskiej, bezpośrednich relacji, raportów i opracowań jest wielokrotnie liczniejsza. A jak to wygląda w bibliografii? Na 11 tekstów źródłowych bezpośrednio do bitwy odnosi się jeden (francuskie wydanie Clausewitz'a, w ogóle nie wykorzystane w książce) dwa to szerokie wybory korespondencji i pism Napoleona, a 8 to... wspomnienia żołnierzy polskich, którzy nie brali udziału w bitwie! Więc faktycznie należało zachować jakiś umiar.

Masz jednak raję pisząc

większa część przypisów nie pochodzi od wzmiankowanych Thiersa i Kukiela, tylko od autorów anglojęzycznych, przynajmniej w rozdziale opisującym bitwę
, gdyż Kukiel i Thiers królują w rozdziale wcześniejszym, a w rozdziałach Jena i Auerstaedt- Chandler i Hourtoulle. Moja pomyłka.
Co więcej, sam opis bitwy to od 10 do 14 % objętości całej książki, więc nie rozumiem Twojego oburzenia na 20 % w Jenie...

Nie chciałbym aby nasza dyskusja przerodziła się w porównanie obu książek, ale odpowiem: w Marengo sam, faktycznie dość krótki opis bitwy, jest ukoronowaniem całego, doskonale moim zdaniem udokumentowanego ciągu zdarzeń które doprowadziło do starcia. Jest to całkowicie uzasadnione, bo wyniku i skutków bitwy [Marengo] nie da się zrozumieć, bez wcześniejszego zapoznania się z kampanią roku 1799, odbudową wojska, blefem Armii Odwodowej, przemarszu przez Alpy. W Jenie, wszystko jest odwrotnie. W sumie nie bardzo wiadomo dlaczego doszło do wojny (wielokrotnie powtarzana fraza 'histeria wojenna' mnie nie przekonuje), nie wiadomo dlaczego doszło do bitwy, nie wiadomo dlaczego był taki a nie inny wynik starcia (tu słabe jest szczególnie Auerstaedt), a potem mamy 3/4 książki o skutkach bitwy. I to wszystko w warunkach rygorystycznego przestrzegania objętości pozycji!

Niemniej, nie potępiaj w czambuł. Tym bardziej, że znalazłeś trzy nieścisłości, z czego jedna jest zupełnie nieistotna.

A jaka liczba błędów i nieścisłości jest już istotna? Popatrzmy sobie na s.189. i poczytajmy co autor pisze o Tczewie: “...Dąbrowski zdecydował się zdobyć pokrzyżacką twierdzę bronioną przez 650 żołnierzy majora Rotha, wspieranych przez oddziały sformowane z mieszczan. Decydujący szturm nastąpił 22 lutego.” A jak było naprawdę? Major nazywał się Both, obrońców było mniej niż 600, a szturm miał miejsce 23 lutego. Wydaje mi się, że trzy “nieścisłości” w dwóch zdaniach to nieco za dużo. Nie mam zamiaru na forum wymieniać wszystkich błędów i robić publicznej korekty, za którą nikt mi nie zapłaci. I nie rób mi proszę zarzutu z tego, że krytykuję to na czym się znam. W części dotyczącej opisu Armii Pruskiej, który w książce jest kompletną porażką, jeszcze nawet nie zacząłem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
adam1234   

W moim poprzednim poście starałem się wykazać, że Jena... nie jest zbyt dobrą książką z racji na fakt, iż znacznie łatwiej znaleźć specjalistę od kampanii pruskiej niż od Marengo. I założę się, że gdybyś zajmował się armią austriacką ok. 1800 roku to Twoja opinia o Marengo byłaby podobna.

Jeszcze słowo o brakach w bibliografii - nie bronię autora, ale też nie wymagam, żeby wykorzystał wszystko to, o czym pisze bavarsky, gdyż jest to pozycja popularno-naukowa. Tym bardziej, że jestem przekonany, że wykorzystując nawet to, czym dysponował autor dałoby się stworzyć książkę o niebo lepszą - i tutaj znowu wracam do kwestii fatalnej koncepcji pracy. Dla mnie to jest problem, a nie fakt, że nie napisał o jakichś rannych pułkownkach. Aczkolwiek nie usprawiedliwiam w tym miejscu błędów, których autor się dopuścił, no może z wyjątkiem tego Valmy.

To podsumowując, wszyscy uważamy, że to nie jest udana pozycja, tylko że ja upatruję jej słabości w konstrukcji, a Wy zarówno w konstrukcji, jak i doborze bibliografii. Oczywiście, lepiej, żeby była większa, jednak ja uznaję ją za wystarczającą. Zapewne bierze się to też z tego, że posiadam od Was dalece mniejszą wiedzę, więc i nasze oczekiwania się różnią. I myślę, że możemy zakopać nasz topór nomen omen wojenny.

Edited by adam1234

Share this post


Link to post
Share on other sites
harry   

Skoro rozprawiliśmy się już ( w miarę zgodnie :) ) z grzechami książki. Porozmawiajmy teraz o zarzutach większego kalibru - zbrodni, a zbrodnią jest to co autor napisał o Armii Pruskiej. Paradoksalnie, najszybszym sposobem poprawy książki jest jej odchudzenie o około 20% czyli.... fizyczne wyrwanie stron od 27 do 48. Trudno na tych stronach znaleźć coś co nie było by błędem, przekłamaniem albo mitem.

O ile jestem wstanie zgodzić się z Adamem że wykorzystując nawet to, czym dysponował autor dałoby się stworzyć książkę o niebo lepszą, ale wyłącznie w części dotyczącej samego boju. W części dotyczącej opisu siły i organizacji Prusaków, widać wyraźnie braki w literaturze. Jest jasne, że autor nie włada niemieckim, w związku z czym nie sięgnął po fundamentalne opracowania Jany'ego ani Kling'a, tym samym nie mógł sięgnąć do pruskich źródeł (pytanie ogólne czy w ogóle można napisać prace o armii pruskiej nie czytając po niemiecku?). Trudniej zrozumieć, czemu nie oparł się na całkiem dobrych pracach w języku angielskim Rawkinsa i Hafschroedrea, czy Nafzigera a niestety brak jakiekolwiek rozeznania w pruskiej wojskowości przełomu XVIII i XIX wieku widać wyraźnie. Autor, opisując Pruską Armię, zastosował kuriozalną metodę, odczytując literalnie opinie Summervilla i Fullera, o pruskim konserwatyzmie, opisuje armię ... Fryderyka Wielkiego, ignorując fakt, że jednak pomiędzy wojną siedmioletnią a kampanią 1806/07 minęło pół wieku. Tym samym wpadł w swoją własną pułapkę a czytelnikowi zaserwował zlepek informacji i opinii z różnych epok i różnej (częściowo bezwartościowych) jakości.

Autorowi zabrakło rzetelności. Na s. 36 pisze: "przedstawienie schematu organizacyjnego piechoty pruskiej nie jest sprawą łatwą", co w języki zrozumiałym dla wszystkich ma znaczyć: "nie mam o tym pojęcia i nic mnie to nie interesuje". To prawda. Autor w myli sprawy tak oczywiste jak pułk, który był jednostką administracyjną i batalion, który był jednostką taktyczną. W wyniku tego nie zgadzają mu się stany osobowe pułków podane przez Chandlera i te podane przez Malickiego (por. przypis 1. s 38)!

Ma s. 37 pan Leśniewski pisząc że bataliony muszkieterskie składały się z czterech kompanii, podczas gdy składały się z pięciu kompanii a bataliony grenadierskie składały się z dwu kompanii, podczas gdy faktycznie składały się z czterech kompanii (po dwie kompanie z dwu pułków), a dalej sam już chyba nie wie co pisze bo czytamy tam że grenadierzy nosili "granatowe kurtki", a parę zdań dalej że żołnierzy wyróżniały "różnokolorowe surduty" :o , ale czego się spodziewać, skoro autor dalej stwierdza (s. 44), że krój mundurów pamiętał wojny siedmioletnie, podczas gdy od 1756 roku były dwie reformy mundurowe, które całkowicie zmieniały krój mundurów, oraz nakrycia głowy.

Jeśli już o nakryciach głowy mowa, uśmiałem się jak norka czytając ,że w 1806 roku muszkieterzy nosili dwuklapowe kapelusze (kaszkiety) a mało pod stół nie padłem czytając o smokach na czakach fizylierów (s. 37)a tak autor interpretuje pruskiego orła :lol:.

O uzbrojeniu już wspominałem, ale warto zauważyć, że autor mnoży byty i pisze oczywiste niedorzeczności (s43/44). W użyciu już dawno nie było karabinów M1750, w powszechnym użyciu były karabiny M1787, nie było czegoś takiego jak karabin M1805, a w M1801 (Nothardta) uzbrojono jedynie 3 pułki inspekcji berlińskiej. W bateriach artylerii polowej widzi 7 i 10 funtowe moździerze, chociaż takich nie było, a o takim wagomiarze były ale ... haubice.

No i jeszcze garść bzdur: s. 47 - "jedyną formą postojów były biwaki" - otóż nieprawda, wystarczy poczytać literaturę źródłową albo... von der Goltza, na którego się powołujemy, czytanie nie boli

s. 46 - "taktyka walki nie uległa zmianie od czasów wojny siedmioletniej" - uległa i to znacznie patrz wyżej.

s. 39 - "elitę lekkiej piechoty stanowili tzw. Schutzen" - stanowili elitę ale... muszkieterów i grenadierów, o czym autor wspomina wcześniej (nie czytał co pisze?).

s. 42 - "umundurowanie artylerii pieszej się nie różniło. Czarne kurtki, kapelusze i buty oraz ciemnozielone kamizelki" - różniło się i to bardzo i skąd te czarne kurtki?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo podoba mi się opinia/recenzja kolegi harry'ego - takich konkretów ze świecą szukać na forach. Osobiście nie należę do fanów Leśniewskiego - fakt, kiedyś Marengo czy Wagram robiły wrażenie - ale dziś AD 2011 taką książeczkę to już może napisać chyba każdy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

Kolga Scharfschütze podaje iż Leśniewski myli się pisząc iż to:

Prusacy walczyli w głębokich szeregach pod Vierzehnheilligen i byli masakrowani (tego określenia Autor używa dość często) ogniem francuskim, że Grawert atakował z z wysuniętą prawą flanką, a było akurat odwrotnie, etc, etc.

[w:]napoleon.org.pl

Byli naturalnie rozłożeni en battaille od Isserstedt przez Vierzehnheilligen a kończąc na Krippendorf.

Mapa załączona przeze mnie poniżej przedstawia sytuację około 10 z rana. Widać wyraźnie rozłożenie Grawerta.

1 baon 34 Ligne, oraz bataillon d’elite wraz z 17 Legere trzymał francuską prawą flankę.

dscf007401.th.jpg

[w:] Bressonnet P., Etudes tactiques sur la campagne de 1806 (Saalfeld, Iena, Auerstedt), Chapelot, 1909.

Podczas gdy dywizja Saint-Hilaire zaangażowana była na północ od lasów Closewitzer i Zwaitzener, V korpus kontynuował natarcie w stronę formacji Tauentziena, w ogólnej osi marszu na Krippendorf.

Edited by bavarsky

Share this post


Link to post
Share on other sites
harry   

Kolga Scharfschütze nie jest bez winy, jeśli chodzi o stan wiedzy p. Leśniewskiego :rolleyes:.

Na s. 19 Wielkiej Armii Napoleona na Śląsku Malicki użył dość niefortunnego zdania, że piechota pruska w 1806 składała się z 59 pułków liniowych, 29 baonów grenadierów i 24 baonów fizylierów, co potem Leśniewski bezkrytycznie przepisał. Problem w tym, że wśród tych pułków piechoty liniowej były dwa składające się wyłącznie z grenadierów, a pozostałe 57 posiadały tylko kompanie grenadierskie, łączone w bataliony grenadierskie w czasie wojny. Tego mechanizmu już Leśniewski nie rozumie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.