Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Albinos

Problemy dnia codziennego żołnierzy konspiracji

Recommended Posts

Ależ oczywiście, że dawne sorty były szeroko wykorzystywane, także i przerobione mundury powszechne były pośród rzeszy cywilów.

W sumie to chodziło nie tyle o oryginalne oficerki (oczywiście najbardziej pożądane), a głównie o fason:

"... ale w każdym razie (:moda) na solidne, ciepłe, grube, długie buty".

Edited by secesjonista

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
Ja okupacją niezbyt się interesuję, zwłaszcza konspiracją.

Jak na kogoś niezbyt interesującego się okupacją, a zwłaszcza konspiracją, to secesjonista i tak wie całkiem sporo :) Jedyne co mi w tym wszystkim nie pasuje, to właśnie określenie "powszechny proceder". Ale to już nie ma chyba o co się spierać, bo żeby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba by przeprowadzić bardzo szczegółową kwerendę, tak materiału fotograficznego jak i pisanego.

Wojskowi chodzili pochyleni, jakby całe życie spędzili za biurkiem. Cywile - jak kij połknął".

A to jak widać, różne mieli doświadczenia ludzie zaangażowani w konspirację:

Różni byli też ludzie. Inaczej podchodził do pracy element oficerski zawodowy, inaczej "wolny cywil". Były tu duże trudności uzgodnienia ich wspólnego postępowania. Pewna mentalność zawodowa wymagała pewnych form zewnętrznych, pewnej uzewnętrznionej postawy karnej (zewnętrznej karności). Wielu oficerów nie mogłem odzwyczaić, by przy przywitaniu nie stawali na baczność, nie trzaskali butami, nie trzymali rąk na szwach. Jeśli to jeszcze robili w pokoju, to nic, ale te przyzwyczajenia tak daleko sięgały, że przy spotkaniach ulicznych tak postępowali, pokazując od razu, jak na dłoni, swój zawód. Inna sprawa, że nie mogli oni pozbyć się szybko tej "tresury" i sylwetka żołnierza-zawodowca od razu odcinała się na tle innych żołnierzy Polski Podziemnej.

Za: J. R. Rybicki, Notatki szefa warszawskiego KeDywu, Warszawa 2003, s. 199.

A miał dr Rybicki kontakt z wieloma osobami w podziemiu.

Dlatego wydaje mi się, że można było "załatwić" na rynku "oficerki" w dobrym stanie, za niewielkie pieniądze.

Pytanie tylko ciekawy, czy ci, którzy posiadali takie oficerki, chcieli się ich pozbywać. Druga rzecz, co rozumiemy przez "niewielkie pieniądze", szczególnie w sytuacji, gdy trzeba było zadbać o wiele innych potrzeb.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ad Albinos:

Pytanie tylko ciekawy, czy ci, którzy posiadali takie oficerki, chcieli się ich pozbywać. Druga rzecz, co rozumiemy przez "niewielkie pieniądze", szczególnie w sytuacji, gdy trzeba było zadbać o wiele innych potrzeb.

Nie musieli - wiele składów i magazynów było okradanych.

Niewielkie pieniądze?

1942 rok Radom:

przy zarobkach urzędnika zarządu gminy 250 zł, posterunkowego 190 zł, cenie chleba 7 zł, 1 kg ziemniaków 1, 50 zł, a 1 kg słoniny 38 zł to

skórzane buty kosztowały 450 zł

Dla damskich w Warszawie:

w 1940 r. półbuty damskie kosztowały ok. 80 zł

zaś w 1943 r. już 2000 zł.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1234   
To nie do końca tak, akcje podejmowano i to czasem energiczne po tam jak wsypy miały podłoże w pijackich pogwarkach, KWC postanowiło zabrać się za bimbrownictwo. Po zakończeniu takiej akcji gdy zreferowano, że zniszczono około 2 000 bimbrowni, padła propozycja by sukces uczcić wyjściem... na jednego głębszego - ot okupacyjna rzeczywistość.

Zauważmy fakt, że czasami organizacje dawały glejt na prowadzenie tej działalności osobom, któe nie miały innej mozliwości zarobku /spacyfikowani, inwalidzi/

Kontyngenty były, lecz sam fakt istnienia "czarnego rynku" i możliwości kupienia "u chłopa" sugeruje, że zarządzenia były sobie a życie biegło sobie

Co nie oznacza wysokiej produkcji na wsi i pławienia się tam w nadwyżkach żywności, ale szereg działań mających na celu oszukanie okupanta.

Dodajmy do tego fakt, ze złapany chłop na procederze handlu niekolczykowanym towarem był szczęściarzem, jeżeli musiał zapłacić karę. Zazwyczaj był to jakis obóz, a jak Niemcy byli wkurzeni, to i czapa.

Przekupywanie urzędników by można było kilkakrotnie dostarczać to samo ziarno, fałszywe kolczykowanie, co najdziwniejsze Niemcy przyjmowali do wiadomości kwity rekwizycyjne partyzantów, stąd proceder rekwirowania np. dwóch sztuk trzody, a wystawianie kwitu na więcej.

Nie wiem, widziałem bechowskie kwity nakazujące właśnie nie rekwirowanie żywca od chłopów, ale po zdaniu na spęd, bo chłopi i tak muszą oddawać zwierzęta.

A, należałoby zauważyć, że chłopi praktycznie utracili swoje krowy, bo ich prawa ograniczały się do żywienia bydła i oddawania mleka i przetworów.

Dużą rolę odegrała akcja niszczenia dokumentacji kontyngentowej.

A, to fakt.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ad 1234:

Nie wiem, widziałem bechowskie kwity nakazujące właśnie nie rekwirowanie żywca od chłopów, ale po zdaniu na spęd, bo chłopi i tak muszą oddawać zwierzęta.

A, należałoby zauważyć, że chłopi praktycznie utracili swoje krowy, bo ich prawa ograniczały się do żywienia bydła i oddawania mleka i przetworów.

No, ale ja wiem. :)

Oczywiście, że starano się robić to w momencie o którym mówisz, było wiele przypadków "odbijania" kontyngentów.

"6 października 1943 na kolei Kocmyszyn-Cżyżyny zatrzymano pociąg i wypuszczono bydło kontyngentowe wiezione do Niemiec. Na linii Warszawa-Siedlce otwarto wagony ze zbożem kontyngentowym..."

Praktykowano jednak i takie działania o jakich ja pisałem.

Ale zbaczamy z tematu.

Edited by secesjonista

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
Nie musieli - wiele składów i magazynów było okradanych.

Mowa o kradzieży pojedynczych sztuk, czy masowym wybieraniu interesującego towaru?

skórzane buty kosztowały 450 zł

Czyli nie tak znowu mało. A tutaj to, o czym już parokrotnie pisałem, czyli problemy szeregowych członków konspiracji z porządnym ubraniem:

Mimo tych nastrojów coraz dotkliwiej dawały o sobie znać warunki codziennego życia, a była to już przecież piąta ciężka zima okupacyjna. Z troską i niepokojem patrzyliśmy na pogarszanie się warunków materialnego bytowania wśród dużej części naszych podwładnych. Wielu z nich nie pracowało, ale nawet dla tych, którzy trudnili się jakąś pracą, sprawa wyżywienia ograniczała się do głodowych przydziałów kartkowych, a konieczność reparacji obuwia- nie mówiąc już o kupnie odzieży- urastała do rangi problemu. Wysyłaliśmy alarmujące meldunki do dowództwa, prosiliśmy o pomoc w czasie osobistych spotkań z kpt. "Andrzejem", a nawet prosiliśmy go o ciche błogosławieństwo na przeprowadzenie rekwizycji dóbr doczesnych w jakiejś fabryczce produkującej obuwie, odzież i bieliznę dla Niemców. Naturalnie zezwolenia na tego rodzaju "skok" nie otrzymaliśmy, ale wkrótce po Nowym Roku "Honorata" zaczęła znosić ba wyznaczone punkty odbioru paczki z prawdziwymi, jak na ówczesne warunki, skarbami. Otrzymaliśmy do podziału miedzy najbardziej potrzebujących kilka par butów i spodni, kilka marynarek, kurtek tramwajarskich oraz trochę ciepłej bielizny, szalików i rękawiczek. Nie było tego tak dużo, by zaspokoić wszystkie potrzeby, ale wystarczało an choć częściowe załatanie największych dziur w wyekwipowaniu naszego oddziału, a tym samym na zmniejszenie strachu przed paraliżującym ręce i nogi mrozem, śniegiem czy błotem. Tego rodzaju sytuacja nie była bolączką wyłącznie naszego "Kolegium B". Oddziały biorące udział w grudniowych akcjach na "Urlaubzugi" z całą jaskrawością wyciągnęły na światło dzienne fakt, że poza uzbrojeniem nie mniej ważnym elementem walki są dobre nieprzemakalne buty i chroniąca przed zimnem odzież. Pod tym względem sytuacja w tych oddziałach była wręcz rozpaczliwa. Prawie połowa ludzie nie miała zimowych palt czy ciepłych jesionek, a większość wychodziła na akcje w podartych i zniszczonych półbucikach, które po jednym marszu rozpadały się w kawałki. Poza tym brak odpowiedniego odżywiania sprawił, że część ludzi kondycyjnie nie wytrzymała trudów nawet niezbyt forsownego kilkugodzinnego marszu w ciężkich zimowych warunkach.

H. Witkowski, L. Witkowski, KeDywiacy, Warszawa 1973, s. 266-267.

I jeszcze to:

Żołnierze nasi nie otrzymywali nic; nie byli oni zajęci cały dzień, pracowali, a tylko na wypady chodzili. Jedynie pewna grupa, tzw. oddział dyspozycyjny, brała subwencje na to, by ci, którzy nie pracowali, a stale byli w pogotowiu, mieli z czego żyć. Niektórzy oficerowie, łączniczki mieli stałe etaty, by mogli cały swój czas poświęcić pracy podziemnej, byli oni zawsze zajęci- rano i po południu- co nie dały się połączyć z prawdziwą pracą; musiały im już wystarczyć lipne, mniej lub więcej odpowiednie papiery. Niestety, tylko kilkanaście etatów miał do swojej dyspozycji Kedyw [Okręgu Warszawa]. Na akcje dostawał pewną sumę, za którą zakupywało się chleb i tłuszcz, bo [żołnierze w] te noce leśne potrzebowali trochę większej ilości kalorii. Tu specjalny intendent albo sam zakupywał większą ilość, albo grupki kupowały dla siebie według odpowiedniego rozdzielnika.

Istniała pomoc pośmiertna, tzn. fundusz zapomogowy dla rodzin po poległych. Były to jednak wyjątkowo nikłe sumy. Była wśród nas pewna samopomoc, a raczej organizowano wśród bogatszych członków pewne zbiórki, ci znowu dawali "chody" do innych. Tu "Burza" i "Grom" pomogli nieco, tu huta jakaś szklana dała kawę, cukier itp. Czasami na święta udało się nad wydostać trochę więcej żywności; roznosiły ja łączniczki częściami na punkty, a tam już dany szef swej grupce odpowiednio przydzielał.

Tu dostałem trochę bielizny, skarpet, rękawiczek; raz od "Montera" dostałem nieco kurtek dla swych chłopców, lecz nie bardzo to się podobało, bo mógł taki "transport" podpaść pod gestapo i ludzie w takich kurtkach (a były to zwykle ściągnięte z jakiegoś przydziału) mogli być zaaresztowani. Każdy wolał dostać trochę grosza i sam zakrzątnąć się koło przyodziewku. Brak było ciepłej bielizny, kożuchów. Ogólnie biorąc była bieda. A przyodziewek niszczył się mocno. Każda akcja bojowa rwała, niszczyła spodnie, płaszcze- a z butów dziury przeglądały (zwłaszcza przy znanej jakości skóry niemieckiej). Była to ujemna strona naszej pracy i trzeba się przyznać, że nasza pomoc była minimalna, choć nigdy nie słyszałem narzekań, próśb itp.

Były potrzebne częste zmiany ubrania, zwłaszcza czapek i płaszczy, dla "niepoznaki"- jak mówiono= i dla zmiany wobec ewentualnego obserwatora. Sylwetka inna- to ważna sprawa dla tropionego. Im więcej ubrań, płaszczy, tym większe bezpieczeństwo.

Za: J. R. Rybicki, Notatki szefa warszawskiego KeDywu, Warszawa 2003, s. 195-196.

I fragment raportu Tadeusza Jaegermanna, d-cy DB-19 (Mokotów), z akcji na niemiecką policję z dnia 19 kwietnia '44:

Marsz w jedną stronę ok. 10 km. Zauważyłem bardzo niski poziom fizyczny ludzi. Przy powrocie w szybkim tempie (zależało mi na szybkim opuszczeniu zabudowań) ludzie byli bladzi i niezdatni do poważniejszej akcji.

Ludzie nie mają butów do marszu większego. Kilku z konieczności wzięło pantofle, mimo że kazałem przewidywać marsz ok. 40 km. (w wypadku niemożności powrotu koleją).

Za: T. Jaegermann, J. Pietrzykowski, Mokotowski Oddział KeDywu Okręgu Warszawa Armii Krajowej, oprac. H. Rybicka, Warszawa 1997, s. 110.

We wspomnieniach dra Rybickiego mieliśmy wzmianki nt. ubrań i tego jak zdobywano je dla oddziałów. Podobnie było z jedzeniem, o czym informacje znajdujemy z miesięcznych sprawozdaniach KeDywu OW AK. I tak np. 8 maja '44 DB składu F. (Rejon IV - Otwock, d-ca ppor. rez. Zygmunt Migdalski "ZZ") w składzie 1+5 przejął 280 kg masła, które było wiezione z mleczarni w Otwocku do niemieckiego sklepu rozdzielczego w Warszawie. Z tego 28 kg zostało rozdzielone między najbiedniejszych żołnierzy oddziału, resztę sprzedano, a pieniądze trafiły do kasy. Z kolei 22 czerwca '44 oddział DB składu Ł. (Rejon VIII - Łomianki, d-ca ppor. Marian Grobelny "Macher", poległ dwa dni później w zasadzce, którą gestapo i policja niemiecka zorganizowały pod Sierakowem) w składzie 1+15 zajął w mleczarni w Julianowie 150 litrów mleka i 20 kg masła, które to zostało rozdane rodzinom i żołnierzom DB. O tym, jak dużym problemem dla żołnierzy warszawskiego KeDywu było zdobycie pożywienia, dobrze świadczy wspomnienie "Andrzeja" o "Majewskim", który choć był komendantem grupy wolskiej OD "A", ciągle chodził głodny, a i swojej rodziny nie miał czym nakarmić [J. R. Rybicki, Notatki..., s. 101-102].

Share this post


Link to post
Share on other sites

Warto nadmienić, że cena wyrobów skórzanych była tak wysoka ze względu na to, że był zakaz prowadzenia handlu wyrobami skórzanymi.

Atoli nie wiem czy tyczyło się to tylko tego typu przedmiotów jak buty itp. galanteria, bo przecież chyba nie wszystkich wyrobów rymarskich?

Mowa o kradzieży pojedynczych sztuk, czy masowym wybieraniu interesującego towaru?

O obu typach "penetracji zasobów".

Co przy inwencji Polaków nie powinno dziwić, wreszcie polscy jeńcy jadący na wschód w trakcie postojów potrafili rozbierać na opał elementy stacji kolejowych, czy pozyskiwać słupy telegraficzne.

Edited by secesjonista

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Wracając jeszcze na chwilę do wątku obuwia noszonego przez młodych konspiratorów. Fragment notatki (najprawdopodobniej wywiadu AK), jaka znajduje się w zbiorach Archiwum Józefa R. Rybickiego (pisana z datą 15 września 1943 r., podpisu "autora" brak):

(...)

Tajny radca Go. Hoering mówi, że młodzież, która chodzi w długich butach, uważana jest przez Go. za żołnierzy podchorążówek. Przy lada okazji jest aresztowana i terroryzowana, by wydobyć z niej wiadomości org.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ponieważ wcześniej dotknęliśmy tematu jak zalecenia miały się do rzeczywistości; tu akurat głównie w kwestii butów; dodajmy kamyczek do tych wspomnień.

Problemem był alkohol, a ściślej wypływająca z jego spożycia nadmierna fanfaronada ...

Oto dwa przykłady ludzi, każdy zaangażowany na jakimś poziomie w konspirację - od akcji ukrywania cennych zbiorów sztuki i kultury do przechowywania broni i likwidacji Niemców.

Wszyscy ci ludzi mogli nader łatwo wpaść wskutek swych poczynań po alkoholu.

"Na Starym Mieście od początku 1944 r. życie stawało się coraz bardziej ożywione i coraz otwarciej przeciwniemieckie. Z pracowników Muzeum Narodowego mieszkali w tym co my domu Bolesław Krzysztosiak w pokoju nad bramą i Kazimierz Małaczewski z rodziną. obaj ludzie zaufani, ale nie zawsze ostrożni, zwłaszcza gdy wzmocnili się alkoholem.Kiedyś w tym stanie wyszli na Rynek wyśpiewując pieśni patriotyczne i grożąc, że <my mamy coś na Niemców> Krzysztosiak, człowiek potężnej siły, czynnie wielokrotnie uczestniczył w likwidowaniu Niemców, którzy zaplątali się na Stare Miasto W swym pokoju przechowywał odbieraną broń".

/S. Lorentz "W Muzeum i gdzie indziej", w: "Walka o dobra kultury Warszawa 1939-1945" red. S. Lorentz, T. I, Warszawa 1970, s. 50/

Marian Toporowski wspominał, że założył się z Czesławem Miłoszem o pewną ilość alkoholu, a wątkiem zakładu było: kiedy Niemcy zaatakują ZSRR (ten pierwszy wykazywał, że przed czerwcem 1941 r.).

Zakład "skonsumowano" na Mokotowie, gdzie alkohol przygotował pewien lekarz, z racji pomyłki czy szczodrobliwości tworząc napitek o mocy minimum 75%.

Efekty były potężne...

"Wyszliśmy od lekarza na krótko przed godziną policyjną z takim poczuciem wolności, że prowokując naprzód stojące samotnie na przystanku przy Poławskiej Gestapowca, a później udzielając naszej euforii wniebowziętemu tramwajowi, Miłosz śpiewał na całe gardło Międzynarodówkę po rosyjsku, a ja - fałszowałem Marsyliankę. Miłosz wysiadł wcześniej (...) ja musiałem sę przesiąść na placu Krasińskich o tramwaju jadącego przez getto na Żoliborz i wtedy dopiero wybuchła grubsza awantura z Niemcami. Jako pamiątka pozostał mi do dziś rozłupany krąg szyjny od maluczko a śmiertelnego ciosu jednego z dwóch przeciwników (...)

A swoją drogą warto było widzieć przestraszonego w tej pustce już wyludnionej ulicy gestapowca, kiedy z lewej strony wygrażał mu baryton Miłosza:

Eto budiet poslednij i reszitielnyj boj...

a z prawej smagały go marszowe dźwięki:

Contre nous de la tyrannie,

l'étendard sanglant est levé".

/M. Toporowski "Strop. Wspomnienie warszawskie"/

Podle powyższych zdarzeń niemal niewinnym zdaje się być zachowanie znanego varsavianisty, kustosza Muzeum Dawnej Warszawy - Antoniego Wieczorkiewicza...

Ten - pomimo napomnień swych kolegów, że gdy działa w konspiracji musi powstrzymywać się od zachowań zwracających na jego postawę uwagi ludzi postronnych, co dzień otwierał okno i tubalnym głosem zwracał się do zebranej tam dzieciarni by któryś z nich poszedł po "Nowy Kurier Warszawski" tymi słowami:

"Kupcie mi tego szmatławca".

:lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Zdecydowanie warto w tym temacie zapoznać się z:

Bohaterowie "Kamieni na szaniec" w świetle dokumentów, oprac. Strzembosz T., Warszawa1994, 2007, ss. 251.

Profesor Strzembosz (jego żona była siostrą "Alka" Dawidowskiego) wykonał absolutnie fantastyczną pracę. Zbiór listów bohaterów najsłynniejszego dzieła A. Kamińskiego. Pisali w nich tak o sprawach organizacji, jak i swoich codziennych problemach. Bez wątpienia pozycja o dużej wartości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sergiusz Piasecki w ksiazce "Dla honoru organizacji" ukazuje funkcjonowanie wilenskiego ZWZ i AK niejako "od podszewki" ,a obejmujacy okres sowieckiej,litewskiej i niemieckiej okupacji(do 1943 roku).Spotykamy wiec czolowe osobistosci tamtejszej konspiracji marznace zima w jesionkach.Szefa komorki likwidacyjnej,a wiec swego rodzaju sekcji elitarnej,po prostu przymierajacego glodem czy chodzacego w zniszczonych kompletnie butach.Mamy tez kobiety w konspiracji pracujace szantazowane przez najzwyklejszy margines spoleczny.Chodzi o zony oficerow o ktorych statusie spolecznym donoszono sowieckim wladzom.

Problemy rozwiazywano rozmaicie.Najszybciej radzono sobie z szantazystami,tych latwo bylo skutecznie postraszyc,zazwyczaj przy zastosowaniu drobnej przemocy.Ciekawie rozwiazywano niby banalny,a bolesny przeciez problem ubraniowy.Sekcja legalizacyjna,czyli specjalisci od falszowania dokumentow,podrabiala litewskie kwity na ubrania.Dzialala specjalna litewska instytucja zajmujaca sie dystrybucja towarow zrabowanych Zydom i niejednokrotnie Polakom, wsrod wlasnych ziomkow.Dystrybucja odbywala sie za posrednictwem urzedow pracy i odplatnie,z tym ze ceny byly wielokrotnie nizsze od rynkowych.

Odpowiednie kwity podobno byly podrobione dosc nieudolnie,ale wystarczajaco dobrze,aby uchronic od mrozu np.samego zastepce dowodcy Wilenskiego Okregu AK.Czesc tak zdobytych ubran sprzedawano uzyskujac pieniadze po prostu na przezycie.

Bieda byla powszechna,konspiratorzy poruszali sie calymi dniami pieszo po duzym przeciez miescie,a czesto wspominanym luksusem byl kiepski tyton czy najzwyklejszy bimber.Niewiele romantyzmu,ciagle zmeczenie i brak srodkow do skromnego bodaj zycia.Obraz ogolnie dosc przygnebiajacy.

Ciekawym sposobem zdobycia funduszow bylo wykradzenie z niemieckiej wystawy antysemickiej cennych ksiazek.Akcja odbyla sie na zlecenie zainteresowanej drukami osoby,ktora oferowala za te pozycje naprawde znaczna kwote pieniedzy.Niestety zleceniodawca pozostal anonimowy.

Edited by Mariusz 70

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Wspominał coś Piasecki o tym, jak zarabiali żołnierze konspiracji? Chodzi mi głównie o dowódców...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niestety nie.Choc moze niezupelnie.Np.jeden z przywodcow wilenskiego AK-Zygmunt Andruszkiewicz,pracowal w litewskim urzedzie,co uwazano za legalizacje zapewniajaca wysoki stopien bezpieczenstwa.Nieslusznie jak sie okazalo.Po aresztowaniu przez gestapo,Piasecki wlamal sie do urzedu i oczyszczal jego biurko z kompromitujacych dokumentow.Jako ciekawostke warto dodac,ze znajdowaly sie tam m.in.memorialy Jozefa Mackiewicza z Katynia.

Sa wprawdzie jakies pretensje dolow organizacyjnych,ze niby straszliwe dolary z Londynu itp.plotki,ale we wspomnieniach tych legendarnych bogactw nie widac absolutnie.Wrecz przeciwnie, autor najbardziej pozytywnie wspomina wysoko postawione osoby,zyjace niezwykle skromnie i naprawde ciezko w konspiracji pracujace.Identyfikacja poszczegolnych osob tez jest bardzo utrudnona.Nazwiska sa pozmieniane z tego wzgledu,ze ksiazka byla publikowana na emigracji,a jej bohaterowie czy ich rodziny znajdowali sie niejednokrotnie na terenach zajetych przez CCCP.Ostroznosc zrozumiala sama w sobie.

Acha...sam Piasecki w okresie pracy w konspiracji utrzymywal sie z:

-lowienia ryb

-zbierania grzybow

-pracy w folwarku

-pozowania do aktow w Akademii Wilenskiej(okupacja sowiecka)

-drobnego handlu

-poslugiwania sie sfalszowanymi talonami odzierzowymi

Jedyne zapomogi o jakich wspomina to sporadycznie otrzymywane od organizacji papierosy,samogon i dwa talony odziezowe.

Edited by Mariusz 70

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostrożności nigdy za wiele...

w warsztatach Miejskich Zakładów Sanitarnych w Warszawie gdzie zajmowano się samochodami zatrudnionych było wiele osób mniej

lub bardziej związanych z konspiracja. Kiedy warsztatami kierował majster Marceli Mer w czasie przerwy obiadowej dość swobodnie

omawiano sytuację na frontach, za sprawą zdobytych informacji radiowych z radia ukrytego w dawnej spalarni śmieci. Czytano też

przynoszone pisma konspiracyjne.

Zdarzyło się tak, że jeden ze ślusarzy (Stanisław Stalski) zachorował i przewieziono go karetką do szpitala.

Wielkie zdziwienie i konsternacja nastąpiły w warsztatach, kiedy wparowała tam żona tego pracownika żądajac przeniesienia męża do

niemieckiego szpitala gdzie dopiero będzie miał zapewnioną odpowiednia opiekę.

Małżonką była - wachmajsterka z Pawiaka Wanda Stalska.

Nie wiadomo czemu Stalski nie wspominał ((jak się zdaje) swej żonie o rzeczach dziejących się w warsztacie...

/za: J. Majkowski "W Sanitarnej Służbie Warszawy pod okupacją", w: "Okupacja i medycyna" T. IV 1963-1978, Warszawa 1979/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mowa o kradzieży pojedynczych sztuk, czy masowym wybieraniu interesującego towaru?

(...)

Jedną z tego typu akcji przeprowadzono celem zdobycia w 1942 r. dużych zapasów materiałów wełnianych ze składów fabrycznych "Leszczkowa" przy ul. Wierzbowej:

"... celem szycia z nich mundurów dla żołnierzy konspiracji. Zakłady leszczkowskie pracujące dla okupantów wyrabiały m.in. szewiot o typie samodziałowym, nadający się szczególnie dla jednostek polskich sił zbrojnych. Materiał ten składowano przy ul. Wierzbowej. Inicjatorem akcji i dowódcą jednostki, która ubrana w mundury Wehrmachtu zdobyła omawiany szewiot, był krawiec Piotr Majchrzak, plutonowy oddziałów AK, zaprzyjaźniony z Krawczykiem (sierżantem w stanie spoczynku). Część mundurów dla jednostek partyzanckich szyto w zakładzie Krawczyka, większość - poza Warszawą".

/B. Sikorski "Rzemiosło Warszawy w latach 1939-1945", "Warszawa lat wojny i okupacji 1939-1944" T. XIII, z. 4, Warszawa 1975,s. 40/

By zapoznać się (z całkiem nierealnymi) cenami urzędowymi na obuwie i ubrania, zapraszam tu:

forum.historia.org.pl - " Rzemiosło warszawskie organizacja, cechy, branże, szkolnictwo"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.