Skocz do zawartości

jancet

Użytkownicy
  • Zawartość

    2,795
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez jancet

  1. Wojna Krążownicza na oceanach

    Ja się trochę pogubiłem. Przypomnij mi, ile statków z owego konwoju "Admiral Scheer" był zatopił przed i po zatopieniu "Jervis Bay".
  2. "Wielki Brat" na Litwie, Łotwie czy Estonii

    Spróbuję się ustosunkować, najlepiej, jak potrafię, zważywszy na swe skromne możliwości turysty. Kraje nadbałtyckie odwiedziłem dwa razy - w 2016 i 2019 roku. Na Litwie łącznie spędziłem 10 noclegów, na Łotwie - 17, w Estonii - 10. Przejechaliśmy jakieś 3-4 tysiące km dróg w tych krajach. Czyli tyle, co nic. Twierdzę, że nieźle znam Słowację i Węgry, ale w każdym z tych krajów spędziłem ponad 100 noclegów, poza tym poznałem język słowacki, a i węgierski na tyle, że udało mi się tak dźwięcznie zamówić piwo, iż zostałem wzięty za rodaka. Ale nie na tyle, by pogadać o postrzeganiu sąsiedztwa Wielkiego Brata. Co do języków litewskiego, łotewskiego i estońskiego nie znam ich wcale. No, może parę słów kojarzę, odróżniam np. kwas chlebowy od piwa. Pogadać o "postrzeganiu" mógłbym co najwyżej z tymi, którzy nawiązaliby rozmowę po rosyjsku, ale byłaby to próba głęboko niereprezentatywna. Więc takich informacji nie udzielę. Natomiast z Estonii pamiętam, że tereny po byłych jednostkach, poligonach czy instalacjach wojennych są atrakcją turystyczną. Podobnie jak pomnik poległych żołnierzy radzieckich. Turystów z Rosji w tym kraju dużo. Natomiast na żadne miejsce, w którym obowiązywałyby jakieś przepustki, a tym bardziej na zamkniętą zonę się nie natknąłem. Nie przypominam sobie nikogo, kto po ulicy paradowałby w wojskowym mundurze. Nie widziałem żadnego myśliwca, a jakbym nawet widział, to wątpię, żebym odróżnił MIG od F-16. Jak to leci z prędkością ponaddźwiękową, to albo czas obserwacji jest krótki (zanim się to usłyszy, to się nie da widzieć), albo odległość bardzo duża. Ale podkreślam - w żadnym kraju "pribaltiki" nie widziałem samolotu, co do którego podejrzewałbym, że jest wojskowy. Natomiast w Rydze jest port wojskowy, dobrze widoczny z jednego mostu. Stało tam kilka szarych okrętów, raczej jakieś tam patrolowce, nic dużego. Nie, nic, absolutnie niczego takiego nie zaobserwowałem. Natomiast nutkę nostalgii za utraconym wschodem - tak. Szczególnie w w Halach Targowych w Rydze. "Prawdziwe rosyjskie pielmeni", "prawdziwe orzechy i suszone owoce z Uzbekistanu", "wypieki wg oryginalnych gruzińskich receptur" etc.
  3. Wojna Krążownicza na oceanach

    Panie Kolego, 6 km od ich pierwotnego położenia. Jakoś tak mniemam, że obrońca konwoju znajdował się w odległości kilku kilometrów od ochranianych statków. A niemiecki okręt ostrzeliwał go z takiej odległości, z jakiej mógł skutecznie strzelać. W momencie nawiązania walki ogniowej statki konwoju były poza zasięgiem ognia napastnika. Tym bardziej w 23 minuty później.
  4. To mój drugi wyjazd do "pribaltiki". Poprzedni był 3 lata temu. Teraz zacząłem od Wilna. Chyba szkoda marnować miejsca na forum na opisywanie zabytków. Republika Zarzecza jawi mi się trochę jako chwyt marketingowy, mający na celu ożywienie tej dzielnicy, czyli żebym coś tam wydał. Wydałem. Gdyby nie polityka antyalkoholowa aktualnego lidera partii rządzącej - wydał bym więcej. Potem Estonia - jej południowo-wschodni zakątek. Takie ichnie pojezierze. Jak się kupuje bilety do obiektów zabytkowych, to się pytają, skąd przyśliśmy. PL budzi sympatyczne zdziwienie. Ogólnie tam cudzoziemców brak, a co dopiero z Polski, która nawet nie graniczy z żadnym z sąsiadów Estonii. Natomiast na wyspie Saarema rodaków sporo. Twierdza w Kuresaare imponująca. Podobnie jak wydmy i przylądki. Przepięknie. Potem Ryga. Zważywszy na moje problemy z poruszaniem się - to jest miasto na mój rozmiar. Ale i tym sprawnym polecam. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie byłem w tak imprezowym miejscu. Na koniec Birštonias, czyli Birsztany. Niby uzdrowisko, ale tak naprawdę raczej letnisko. Fajne. Przepiękne bulwary wzdłuż Niemna.
  5. Wojna Krążownicza na oceanach

    Sorry, ale dlaczego nie. W 23 minuty statek o prędkości 8 węzłów przepływał prawie 6 km. Nawet gdyby wszystkie statki znajdowały się w chwili ataku w jednym miejscu, to i tak po 23 minutach mogłyby się rozproszyć w kole o promieniu ponad 6 km. Pewnie najbliższy dogoniłby w kilka minut, ale pozostałe oddaliłyby się o kolejny kilometr czy dwa. A jaka była pogoda, widoczność?
  6. Przyczyny i skutki I wojny światowej

    Chyba się nie zrozumieliśmy. To, że państwo austro-węgierskie nie zdołało uchronić następcy tronu przed zamachem nacjonalistycznej grupki serbskich terrorystów mogło być traktowane przez inne separatystyczne organizacje jako dowód słabości monarchii. Tej słabości monarchia okazać nie mogła (czy też bardzo nie chciała), stąd - jeśli już skuteczność zamachu stała się faktem - monarchia dążyła za wszelką cenę do ukarania sprawców i inspiratorów. Musiała pokazać, że pomimo to nadal jest potęgą. Wystawny pogrzeb dowodziłby czegoś zupełnie przeciwnego - że sama CuK monarchia sobie z problemem nie daje rady i odwołuje się do opinii publicznej. A ta była zdecydowanie nacjonalistyczna. 50 lat wcześniej czy 50 lat później argument, że mamy rację mógłby być skuteczny. Ale w 1914 roku CuK musiało wykazać się nie racją, ale mocą. Nota bene owo ultimatum jakoś bardzo okrutne nie było. Zaprzestanie anty austro-węgierskiej propagandy to raczej żądanie miękkie, z dość twardych można wymienić rozwiązanie pewnej redakcji, aresztowanie 2 oficerów (można ich było aresztować, a za tydzień zwolnić) oraz dopuszczenie CuK funkcjonariuszy do śledztwa przeciw zamachowcom. Żadnych żądań terytorialnych czy militarnych.
  7. Na ile ja znam język angielski to sformułowanie common sense można przekładać jako zdrowy rozsądek, choć precyzyjniej byłoby wspólne zrozumienie, pojmowanie - no ale to raczej po polskiemu. Generalnie raczej wspierałbym pogląd, że lepiej tłumaczyć bezpośrednio z oryginału, a nie z tłumaczeń na inny język. Nawet jeśli to język francuski . Tłumaczenie słów common sense jako wspólny kierunek wydaje mi się absolutnie błędne. Przecież każdy wie, że wspólny kierunek po angielsku to общее направление.
  8. Przykro mi. W każdym razie mam nadzieję, że zgodzisz się ze mną, iż nigdy nie stwierdziłem, że ZSRR nie było wrogiem demokracji. Takiego poglądu nigdy nie wygłosiłem, więc uzasadniać nie będę.
  9. Negacja Holokaustu

    Dlaczego zaraz sfingowane (za SJP sfingować = świadomie sfałszować lub upozorować coś). Dlaczego uważasz, że człowiek, któremu udało się ujść wówczas ze śmiertelnej opresji, po wielu latach pisząc wspomnienia po prostu nie pomylił daty czy miejsca zdarzenia? A zarazem jego przebieg opisał zgodnie z prawdą. Jakiś czas temu czytałem wspomnienia, zgodnie z którymi autor podczas bitwy pod Wawrem w 1831 roku został pojmany do niewoli przez rosyjskich dragonów. Zupełnie niemożliwe, bo pod Wawrem nie było rosyjskich dragonów. Jednak na tej podstawie nie będę dowodził, iż nieprawdą jest, że został pojmany do niewoli. Wracając do Holocaustu - oczywiście istnieje grono osób, które każde badanie, w wyniku którego okaże się, że cierpienia Żydów były mniejsze, niż dotychczas przypuszczano, okrzyknie przejawem antysemityzmu. Podobnie jak istnieje grono osób, które każde badanie, w wyniku którego okaże się, że udział Polaków w zadawaniu tego cierpienia był większy, niż dotychczas przypuszczano, okrzyknie przejawem antypolskiej nagonki. Mam nadzieję, że zgadzamy się w tym, że obie te postawy z rzetelnością i wiarygodnością nie mają nic wspólnego.
  10. Nie ma sprawy. Ale gdyby ktoś miał pogląd na ile można poruszać tematy drażliwe na wykładach z pozornie niedrażliwej materii zarządzania - a jest takich tematów wiele, to też zapraszam.
  11. Kłamstwo jest brzydkie, Secesjonisto. Szczególnie, gdy niesie pozór prawdy. Faktycznie, napisałem takie zdanie, ale w dziale "Historia alternatywna". Przeniesienie fragmentu wypowiedzi z historii alternatywnej do działu w historii prawdziwej jest naprawdę grubą manipulacją, w zasadzie - kłamstwem. Tym bardziej, że Secesjonista zacytował tezę, ale pominął założenie. A założenie było takie, że ZSRR po zakończeniu II wojny światowej nie przeszkadza w powstaniu demokratycznych, niezależnych od siebie państw o orientacji prozachodniej w Europie Środkowej i na Bałkanach. Gdyby ZSRR tak postąpiło, to faktycznie - trudno by było w tym państwie dostrzegać wroga demokracji. No ale postąpiło zupełnie inaczej i dlatego - realnie było wrogiem demokracji. I nigdy nie twierdziłem inaczej.
  12. Negacja Holokaustu

    Oczywiście, tego nie napisał Secesjonista, ani nawet nie Bryśka, to tylko treść zadanego ponoć uczniom pytania. I przykład, jak totalnie bez sensu można je formułować. Bo "wiele" to znaczy ile? W zasadzie to więcej niż jedna. To zależy od rzetelności i wiarygodności badania.
  13. Przyczyny i skutki I wojny światowej

    Raczej masz rację. Emocje wzięły górę nad rozsądkiem. No może z wyjątkiem Austro-Węgier. To był dość szczególny konglomerat narodowości, przy czym mniejszości stanowiły większość (już licząc razem Niemców i Madziarów), a wśród nich byli bądź Słowianie (Czesi, Polacy, Ukraińcy i Rusini, Słowacy, Chorwaci, Serbowie i Słowińcy), bądź prawosławni (Ukraińcy i Rusini, Rumuni, Serbowie), bądź jedno i drugie. Jedni i drudzy dość naturalnie ciążyli ku Rosji (no z wyjątkiem Polaków). Więc akurat w ich przypadku polityka "nie oddamy ani guzika" była jedyną możliwą. No a arcyksiążę to całkiem duży guzik.
  14. No właśnie, Secesjonisto. Mają problem z określeniem, czy bydlę, którego kość widzą, było kudłate, czy łysawe, stąd ich wątpliwości, czy było kozą, czy owcą. Mając kompletny szkielet pewnie by dali radę, ale trudno liczyć na taki fart. Częściej mają obgryzione kości.
  15. Ad 1. Prowadzenie wykładu "opartego na cytacie" w zakresie nauk o zarządzaniu uważam za oszukiwanie studentów. Oparciem dla wykładu powinna być znajomość literatury przedmiotu i praktyki gospodarczej, a nie cytaty. Ad 2. Gdyby Payne w swej książce wprost sformułował taką myśl, to nie miałbym dylematu. On jednak użył tylko sformułowania "usługi osobiste" - odrębne od ubezpieczeń, służby zdrowia, usług specjalistycznych, związanych z wypoczynkiem, rekreacją i hotelarstwem, a także edukacją. Gdy ktoś z grona słuchaczy poprosił o uściślenie terminu "usługi osobiste" miałem wątpliwość, czy oprócz sprzątania, gotowania, prania, opieki nad dzieckiem czy osobą starszą, powinienem wymienić usługi seksualne. Merytorycznie tak, bo usługi takie istnieją, mają charakter osobisty i jest prowadzony usług tych marketing. Ależ skąd, jancet użył prawidłowej, tylko secesjonista przekręcił. Na żadnej pracy Paine'a się nie opierałem, co więcej - żadnej nie czytałem, nie znam i do wczoraj nie wiedziałem, że ktoś taki żył. Miałem na myśli pracę Adriana Payne'a, której tytuł w polskim wydaniu jest zbieżny z nazwą prowadzonego wykładu - "Marketing usług". Tytuł brytyjskiego oryginału to "The Essence of Services Marketing", copyright 1994. Polskie wydanie ukazało się nakładem Polskiego Wydawnictwa Ekonomicznego w Warszawie w 1997. Komentowane stwierdzenie znajduje się w tym wydaniu na s. 25. Oczywiście. Ale to Payne, a nie Paine, i w XX wieku, a nie w XVIII.
  16. To raczej nie ten wątek, ale nie mam uprawnień do przenoszenia postów. W latach 45-50 doszło do fundamentalnej zmiany, gdyż społeczność międzynarodowa, z inspiracji mocarstw zachodnich, stworzyła takie akty, jak Karta Narodów Zjednoczonych, Powszechna deklaracja praw człowieka czy Europejska Konwencja Praw Człowieka. Co oczywiście nie sprawiło, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, od razu wszystkie prawa człowieka były respektowane we wszystkich krajach, które te akty uznały. Przytoczone przez Ciebie przykłady wojen, choćby i krwawych, mają się natomiast do praw człowieka i zbrodni ludobójstwa nijak. Z praw człowieka nie wynika zakaz prowadzenia wojen. Skoro ja mam prawo do życia, to mogę bronić tego prawa, zabijając innego człowieka, który zamierza mnie życia pozbawić, jeśli nie mogę powstrzymać go w inny sposób. I to prawo jednostki przenosi się na społeczeństwa. Nie wiem, dlaczego mam traktować udział mocarstw zachodnich w wojnie domowej w Korei jako wojnę kolonialną czy postkolonialną. O ile wiem Korea nie była kolonią żadnego z nich. Chętnie też się dowiem, które z mocarstw zachodnich walczyło w Kongo i Angoli. A także jakich to zbrodni ludobójstwa dopuszczały się mocarstwa zachodnie w wymienionych wojnach?
  17. W 1945 roku jednak dość radykalnie zmieniło się podejście mocarstw zachodnich do praw człowieka, zbrodni ludobójstwa etc. Środkowa Europa to jednak nie Ameryka Środkowa. Nie sądzę, by tu poparcie mocarstw zachodnich było bezwarunkowe. Gdyby Polska zrezygnowała z samoograniczania się w działaniach przeciw UPA lub postawiły na "wyrżnięcie Ukraińców" mocarstwa zachodnie zapewne pozostawiły ją samą wobec ZSRR. Przecież nie byłoby "żelaznej kurtyny od Szczecina do Triestu" Tu jednak mam spore wątpliwości. W wizji alternatywnej, którą samowolnie nakreśliłem, ale chyba się jej w tym wątku trzymamy, nie ma niepodległej Litwy. Granica między Wilnem a Kownem jest jedynie granicą między Rzeczpospolitą Polską o Litewską Socjalistyczną Republiką Radziecką. Na Wileńszczyźnie mamy dużo Białorusinów i Polaków, Litwinów zrzadka i raczej nie spodziewałbym się tu poważnej partyzantki litewskiej. Wręcz przeciwnie, raczej spodziewałbym się cichego wspomagania szaulisów przez polskie służby w ich walce przeciw władzy radzieckiej. Wątek wydzielony z tematu: "Gdyby w Jałcie Polska trafiła pod wpływy Aliantów?" secesjonista
  18. Koła dyliżansów

    Ja tak bez żadnego trybu, w dodatku raczej o "innych tego typu pojazdach", głównie wozach taborowych, choć podejrzewam, że w dyliżansach było podobnie. No i raczej o Europie. I nie podam źródeł. Na wozach taborowych, jaszczach amunicyjnych itp. zwykle wożono koło zapasowe. Sądzę, że na dyliżansach czasem też. Nigdy jednak nie słyszałem o wożeniu podnośników. Były takie, i owszem, ale w wojsku w służbach naprawczych. Stacje pocztowe w Europie Wschodniej na ogół były tak z grubsza co 30 wiorst, czyli cca 30 km. Tam zawsze był zespół rzemieślników, którzy mogli naprawić dyliżans. A co do tych "10-12 mil, czy nawet 15" to o jakie mile chodzi? Bo były różne, różniste...
  19. A skąd to - dla mnie nader absurdalne - założenie ?
  20. To kolejny ciekawy temat w historii alternatywnej, o ile wydarzenia sprzed mniej niż 30 lat już są historią. Jeśli założysz taki wątek, chętnie napiszę, co myślę na ten temat. Wracając do lat 40-ych. Zaraz się dowiemy, że mocarstwa o trzech różnych modelach demokracji pokonały mocarstwo o innym modelu demokracji - nazistowskim, sprzymierzone z państwami o faszystowskim modelu demokracji. W latach 40. i wcześniej nie istniały systemy, w których wszyscy dorośli mieszkańcy terytoriów, zajmowanych przez dane państwo cieszyli się pełnią swobód demokratycznych i praw politycznych oraz ekonomicznych. Mimo wszystko w systemie radzieckim nikt się to pełnią cieszyć nie mógł. Nawet przynależność do partii, zasługi dla niej i głoszenie pełnego poparcia dla jej działań nie chroniło przed gułagiem czy uśmierceniem. No a teraz wróćmy do tematu. Tak, trzeba o tym pamiętać. Walka z UPA wcale nie była łatwa dla państwa polskiego, choć można tu mówić o pewnych samoograniczeniach, które wojsko polskie na siebie nakładało. Ale na poziomie politycznym zgodność celów z ZSRR była pełna, a Czechosłowacja była w miarę bierna, w każdym razie nie miała ani celu, ani możliwości wspierania UPA. W wariancie "granicy ryskiej" lub jakiejś pośredniej, gdzieś nad Strypą i Styrem, cicha, choć znaczna pomoc NKWD dla oddziałów UPA, działających na terenie państwa polskiego byłaby bardzo prawdopodobna. Trudno też jednoznacznie orzec jak zachowa się Czechosłowacja - dużo zależy od wyników naszych sporów o Zaolzie, Kysuce, Orawę, Jaworzynę, "łopatę" itd., a także od tego, czy Zakarpacie przypadłoby Węgrom, czy Czechosłowacji. Choć trudno mi uwierzyć w UPA, zdobywającą Warszawę, to wieloletnią wojnę domową mielibyśmy jak w banku.
  21. ??? A jaki typ demokracji propagowali w krajach bratnich? Odnoszę wrażenie, że jesteśmy w dziale "Historia alternatywna" i rozważamy sytuację, w Polska nie dostaje się pod supremację ZSRR, bo Armia Czerwona na koniec wojny zajmuje pozycje gdzieś między Dnieprem a Bugiem, a decydujący cios Niemcom zadają alianci zachodni. W tym wariancie ZSRR nie miałby bezpośredniego wpływu na typ demokracji w Polsce, Rumunii, Czechosłowacji etc. A jaki typ by propagował - dalibóg nie wiem, ale propagowanie jakiegoś typu demokracji nie jest samo z siebie wrogie demokracji. A kiedy to: mało? Powiedzmy, że "mało" to znaczy, że nie są na tym terenie najliczniejszą narodowością. Sądzę, że Komarowi chodziło o to, że gdyby (wciąż jesteśmy w historii alternatywnej) tak się stało, że to państwa demokratyczne pokonały Hitlera, a ich wojska przekroczyły Dniestr, Bug i Niemen, to przebieg zachodniej granicy Polski (a także Rumunii) należałoby ustalić w drodze plebiscytu. W rzeczywistości na terenach opanowanych przez Armię Czerwoną granice określano w inny sposób, to wszyscy wiemy. Ciekawe, że gdyby jednak do takiej sytuacji doszło, że Ukraińcy, Białorusini i Litwini mieli by wybór pomiędzy demokratyczną Polską a Ukraińską, Białoruską i Litewską Socjalistyczną Republiką Radziecką, mogliby głosować za Polską pomimo rozbieżnych narodowych interesów.
  22. W porównaniu z poprzednią fantasmagorią granicę przesunąłeś nieco na wschód, choć nie aż tak odważnie, by w polskim posiadaniu znalazło się stanisławowskie zagłębie naftowe (którego złoża i tak były na wyczerpaniu) i ważny węzeł kolejowy Baranowicze. Dlaczego akurat ta granica miałaby być bardziej prawdopodobna od poprzedniej, przy ogólnym założeniu, zupełnie nieprawdopodobnym, bo fałszywym, że podczas konferencji jałtańskiej Armia Czerwona walczy nad Dnieprem, a nie nad Wisłą - dalibóg nie wiem. I poprzednia, i ostatnia spełnia ogólne założenie - gdzieś pomiędzy linią Curzona (rozumianą jako dzisiejsza wschodnia granica Polski, bez wdawania się w detale) a wschodnią granicą wg pokoju ryskiego. W przypadku, gdyby powojenna Polska miała pozostać w obozie wrogim ZSRR układ granicy, wg którego Wilno i Lwów pozostają w granicach Polski, mógł być korzystny dla Stalina. Ponieważ Litewska Socjalistyczna Republika Radziecka i Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka mogłyby wysuwać pretensje do tych ziem, zgodnie z zasadą samostawienia narodów. Całkiem zasadnie. Zapewne miałoby to wpływ na opinię publiczną w krajach zachodnich, wraz z USA. Tak jak w 39 roku nie chciano umierać za Gdańsk, tak powiedzmy dwadzieścia lat później społeczeństwa zachodu nie będę chcieć umierać za Wilno i Lwów. Tym bardziej, że trudno by było w ZSRR dostrzegać bezwarunkowo wroga demokracji. To raczej Polska nim będzie, upierając się przy posiadaniu terenów, na których Polaków mało. Gdyby jednak stało się inaczej i doszłoby do wojny "O Wilno i Lwów" gdzieś tak pod koniec lat 50-ych, kiedy oba bloki dysponowały bronią jądrową, ale ich przywódcy nie do końca zdawali sobie sprawę z konsekwencji jej użycia, to dziś nie mielibyśmy żadnej Polski, żadnej Francji itd., tylko jakieś napromieniowane Bikini. Dobrze, że w Jałcie ustalono to, co ustalono.
  23. Koła dyliżansów

    Nie słyszałem, by stacje pocztowe dzielono na te dwie kategorie. Chyba w każdej można było i zmienić konie, i przenocować, a także zreperować co nieco. No i zjeść i wypić. Jednak podzielam przekonanie Euklidesa, że konie zmieniano częściej, niż raz dziennie.
  24. Nowy kalendarz

    Co do czterobrygadówki - masz rację. W istocie była to trzybrygadówka. Wątpię, żeby było sprzeczne z kodeksem. To nie była sytuacja nadzwyczajna, tylko kampania cukrownicza. Cukrownie działały w ruchu ciągłym co najwyżej od połowy września do połowy stycznia i pracownicy sezonowi (do których formalnie się zaliczałem) pracowali w opisanym przeze mnie systemie. Pracownicy etatowi (technolog zmianowy, majster) - chyba w jakimś innym, bo inaczej znałbym tylko jedną ekipę, a znałem wszystkie trzy. Część pracowników sezonowych wolała pracę na dwie zmiany - 12 godzin w pracy, 12 godzin odpoczynku i tak przez 4 miesiące. Da się żyć. Nadgodziny sumiennie wypłacano. W cukrowni w 1983 roku zarabiałem 16 - 17 tysięcy złotych miesięcznie. Do tego darmowe zakwaterowanie i całkiem solidny posiłek regeneracyjny, no i możliwość robienia zakupów w zakładowym bufecie. Gdy w 1985 roku skończyłem studia i jako mgr inż. znalazłem pracę asystenta-stażysty w Zakładzie Spirytusu i Drożdży Instytutu Przemysłu Fermentacyjnego na dzień dobry dostałem 8,5 tys., po miesiącu - 9,5 tys., a po trzech przeszedłem na asystenta za 10,5 tys. zł. Z tym, że 8,5 tys. z 85 roku było - przy ówczesnej inflacji - warte 6,4 tys. z 83 roku. Więc po studiach zarabiałem 1/3 tego, co w trakcie studiów jako robotnik wykwalifikowany. Słowo "weekend" znałem wówczas jedynie z lekcji angielskiego.
  25. Nowy kalendarz

    Co nie oznacza kresu prób podobnej organizacji pracy. Ja doświadczyłem w 1982 czy 83 "czterobygadówki". System ten plegał na tym, że przez pierwsze 10 dni pracowałeś od 7:00 do 15:00, potem (znaczy 10. dnia) miałeś 8 godzin wolnego i przez kolejne 10 dni byłeś w robocie od 23:00 do 7:00, znów 20. dnia 8 godzin wolnego i kolejne 10 dni od 15:00 do 23:00. No ale potem wakacje - schodziłeś ze zmiany 30 dnia o 23:00, a potem cała następna doba wolna i do roboty dopiero następnego dnia na 7:00. Czyli 32 godziny wolne raz na miesiąc. Mieszkaliśmy we trzech w jednym pokoju - jeden był w robocie, drugi się szykował, trzeci spał.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.