Skocz do zawartości

secesjonista

Administrator
  • Zawartość

    26,675
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Posty dodane przez secesjonista


  1. Qrosawa zapomniał dodać, że kaligrafia dotarła do Japonii z Chin, i choć Japończycy nadali jej swój indywidualny kształt, to za największego mistrza Shodō, uznaje się w Japonii - Chińczyka Wang Xizhi.

    Dla zainteresowanych kaligrafią japońską, polecam pracę pani Anny Zalewskiej próbującej zgłębić sztukę kaligrafii pod kierunkiem mistrzyni Inagaki Shōen: "Kaligrafia japońska. Trzy traktaty o drodze pisma".

    I takie pytanie: czym różniła się kaligrafia więźnia od kaligrafii trawiastej?


  2. Starając się zgłębić (na razie z marnym skutkiem) pewne elementy dawnej estetyki japońskiej, tak by móc zrozumieć wyodrębnienie się hokku z haikai no renga i jak na końcu mamy haiku, natrafiłem na koncepcję "iki". Japoński filozof - Shuzo Kuki poświęcił jej swój esej zatytułowany "Istota iki" z 1926 roku. Iki nie znajduje odpowiednika w naszej kulturze, jednym z jej elementów jest: "hardość", która została objaśniona takim powiedzeniem:

    "Nie jest cnotą posiadanie pieniędzy po nocnej hulance".

    Ciekawe, kto z naszego kręgu kulturowego wpadłby na pomysł "ożenienia" hardości z hulanką?


  3. Dziś pożegnałem: Ryszarda Lwie Serce, Ryśka, El Samolubo Ryszarda, kota co mi towarzyszył przez dziesięć lat. Dwa miesiące próbowałem reanimować jego nerkę i wątrobę - nie udało się. Smutek zapadł w mym domu.


  4. Cóż, wielu z tu piszących - to amatorzy, gdzie im tam do krakus57 - który ma całkiem inny status. Czytają głównie opracowania, a jak nie są leniwi to starają się skonfrontować poznane informacje i wyciągnąć jakieś; ułomne oczywiście; wnioski. Vissegard wpis swój popełnił w połowie czerwca 2008 roku. Będąc absolutnym amatorem w zakresie wojskowości, przyjąłbym, że pierwszy popularnonaukowy tekst weryfikujący (: w dół) zdobycze polskich okrętów podwodnych - to dopiero kwiecień tegoż samego roku. Mam tu na myśli artykuł na łamach "Morze. Statki i Okręty" duetu Andrzeja S. Bartelskiego i Rafała M. Kaczmarka pt. "Polskiej wojny podwodnej ciąg dalszy" (nr 4 (76), kwiecień 2008, s. 30-38).

    Niestety krakus57 poskąpił nam źródeł swej informacji: "ORP Dzik : : 7920 BRT + uszkodzony 8257 BRT ( powrócił do służby )", zapewne jest to dla większości tak oczywiste, że nie uznał za stosowne by je wskazać. A szkoda, bo w tabeli z rzeczonego artykułu mamy dla "Dzika":

    "Zatopione:

    - frachtowiec Goggiam - 1994 BRT

    - frachtowiec Nikolaus - 6486 BRT

    - prom desantowy F 420 C - 155 t

    - prom desantowy SF 172? - 130 t

    - prom desantowy SF 176? - 130 t

    - kuter - Agios Andreas Pi-2119 - ok. 40 BRT

    - szkuner Eleni My-200 - 90 BRT

    - kuter rybacki Agia Markella Chi-436 - ok. 40 BRT

    Łącznie: 8570 BRT + 415 t + ok. 80 BRT

    Uszkodzone:

    - zbiornikowiec Carnaro - 8257 BRT".

    /tamże, s. 34/

    To moglibyśmy się dowiedzieć skąd te: "7920 BRT"?


  5. Historię można opowiadać na rożne sposoby, np. poprzez zapachy (por. uwagi Marka S.R. Jennera w "Follow Your Nose? Smell, Smelling and Their Histories", "AHR", 116, 2011, nr 2), można i poprzez barwy. Przy większości badań ludzi z kręgu tzw. kultury Zachodu (Europa i USA) najbardziej ulubionym kolorem jest: niebieski. Zapewne, niejeden "Nordyk", szczęśliwy posiadacz błękitnych oczu, snuje dywagacje o swych rasowych praprzodkach, widząc się dziedzicem starożytnych Rzymian. Gdyby jednak bardziej poszperał, mógłby się zdziwić:

    "W Rzymie niebieski ubiór jest w pogardzie, uchodzi za ekscentryczny (zwłaszcza w Republice i na początku Cesarstwa) lub też jest oznaką żałoby. Często zresztą ten kolor – niewdzięczny, gdy jasny, niepokojący, gdy ciemny, kojarzy się ze śmiercią i piekłem. Niebieskie oczy to niemal wada fizyczna: u kobiet świadectwo rozwiązłej natury, u mężczyzn – oznaka zniewieściałości, barbarzyńska i śmieszna cecha".

    /M. Pastoureau "Niebieski. Historia koloru", Warszawa 2013, s. 34/

    Agata Strządała w swym artykule "Pojęcie rasy w bioetyce afroamerykańskiej" ("Tematy z Szewskiej", Rasa, nr 3 (13), 2014), zauważa, iż dla starożytnej Grecji czy Rzymu, kolor niebieski był kolorem marginalnym. Podobnie miało być we wczesnym średniowieczu. Przypomina też, że w łacinie i językach romańskich nie było początkowo specyficznych określeń na ten kolor. Michel Pastoureau podaje:

    "I tak we francuskim – tak samo zresztą jak we włoskim i hiszpańskim – najbardziej popularne słowa na określenie koloru niebieskiego pochodzą nie z łaciny, lecz z niemieckiego i z arabskiego: bleu (blau) i azur (lazaward)".

    /tamże, s. 33/

    O ile marginalizację można w pewien sposób objaśnić, stroną finansową i praktyczną, o czym co nieco było w temacie forum.historia.org.pl - "Barwniki w historii":

    Czemu; to pytanie do znawców; przez tak długi czas unikano stosowania, z tytułu uważania barwnika niebieskiego/błękitnego za niedostępny dla malarzy powszechnie, w wiekach średnich... mnie się obiła interpretacja finansowa, ale warto posłuchać znawców tematyki.

    i

    secesjonista: błękity - które mogą być mieszane z cementem [pigmenty cementowe, na bazie kobaltu] do tej pory uchodzą za jedne z mniej trwałych. Z tego powodu część firm ich nie robi, lub nie daje takich gwarancji jak na inne. Koszt zaś ich uzyskania jest wysoki. Wiadomo, że pigmenty organiczne są dużo mniej trwałem od nieorganicznych, co jak podejrzewam, oznacza, że niebieskie pigmenty były także bardzo nietrwałe. Twoja interpretacje [lub to co się o "uszy obiło"] może być bardzo słuszna.

    pozdr

    i

    Secsjonisto, błagam, nie nazywaj mnie ekspertem. :)

    Rzeczywiście teoria, o której wspomniałeś Secesjonisto, jest najpowszechniejsza i do niej bym się skłaniał.

    Już od czasów starożytnych kolor niebieski był pożądany niemal jak złoto. :) Błękit egipski znany już 2500 lat B.Ch. był niewarygodnie drogi. Ten barwnik był wyjątkowo popularny w antycznym Rzymie. Drugim źródłem "produkcji" niebieskiego barwnika był sproszkowany lapis-lazuli, który przez wieki był dostępny tylko w dość odległym dla Europejczyków Afganistanie.

    W końcu nastała epoka średniowiecza. Błękit egipski stracił na popularności i nie był już w użyciu. Średniowieczni artyści byli więc skazani na afgański lapis-lazuli, który był wówczas bardzo drogi. Oczywiście mogli używać jego zamiennika pigmentu z azurytu (o ile chcieli by niebieska barwa stała się za niedługo zielona ;) o czym wspominałeś drogi Secesjonisto :) ).

    Zauważmy, że jeszcze na renesansowych obrazach artyści często starali się unikać barwy niebieskiej, niebo na obrazach często bywało zachmurzone, szare.

    O ile pamiętam we Włoszech w XV stuleciu barwnik niebieski był przeciętnie 10-13 razy droższy od innych.

    Oczywiście nie można było wiecznie niebieskiej barwy unikać. :clap: Dlatego tez artyści często używali taniego i "zieleniejącego" azurytu po czym nanosili nań cieniutką warstwę bardzo drogiej ultramaryny.

    Tak więc także skłaniałbym się do finansowej teorii. Sytuacja zmieniła się dopiero gdy pojawił się błękit pruski.

    Jako ciekawostkę podam, że na freskach zdobiących wnętrze klasztoru w Voronet nie szczędzono niebieskiej barwy. :D

    Q

    To jak objaśnić te negatywne konotacje niebieskiego u dawnych Rzymian i Greków?

    Jak to się u tych nacji zmieniało i kiedy?

    A jak to wyglądało u innych starożytnych cywilizacji?


  6. W kwietniu 1969 r. w domu Sherri Cavan (późniejszej autorki m.in. "Twentieth Century Gothic: America's Nixon" czy "Hippies of the Haight") zebrała się grupa osób z UC Berkeley, zainteresowanych dorobkiem tzw. szkoły chicagowskiej. Nie tworząc jakiegoś programu, skupieni w tym nieformalnym ciele badacze mieli wspólne podejście do pragmatyzmu. Zwłaszcza rozumianego jako metoda badawcza. Mottem grupy było: "everywhere, see everything, overhear everyone".

    A skąd tu Sherlock Holmes?

    Jak pamiętamy, detektyw ów nader często korzystał z usług uliczników z Baker Street pod wodzą Wigginsa, nazywanych właśnie "Irregulars", którzy mieli dlań "widzieć wszystko".

    /za: Ł. Marciniak "Teorie pracujące. Pragmatyzm w ujęciu badaczy z grupy Chicago School Irregulars", "Przegląd Socjologii Jakościowej", T. XI, nr 1 (6), 2015/


  7. Istniały tak zwane opłaty uczniowskie, w pismach Ministerstwa Oświaty czy kuratoriów na ogół nie rozróżniano (co do nazewnictwa) pomiędzy np. szkołami prowadzonymi przez zakony a np. szkołami miejskimi czy powiatowymi. Najczęściej używano właśnie terminu: "prywatne", rzadziej: "samorządowe". Ten bałagan terminologiczny zmniejszył się nieco po 1961 r., po uchwaleniu ustawy "o rozwoju systemu oświaty i wychowania". Z dzisiejszej perspektywy szkoły tego typu nazwalibyśmy: niepublicznymi.

    Kilka artykułów o szkolnictwie prywatnym (zakonnym) w PRL można znaleźć w:

    "Przemiany w naukach o wychowaniu - idee, koncepcje, rzeczywistość edukacyjna: II konferencja naukowa z cyklu: Przemiany edukacyjne w Polsce i na świecie a modele wychowania" pod red. W. Korzeniewskiej.


  8. Skoro Furiusz utyskiwał na polski rynek, to warto przypomnieć "Pierwszą Brygadę", steampunkową serię komiksową. Takie komiksowe vademecum lektur szkolnych, pośród postaci występujących (bądź przewidzianych w kolejnych numerach) mamy: Piłsudskiego, Stasia i Nel, jest i wierny Kali, Borowieckiego, doktora Judyma, Skłodowską, Dzierżyńskiego, Antka...

    A choć rzecz powstała na długo przed rokiem 2016, to mamy i "współczesne" smaczki, czyli tajemnicze akta w szafie Wokulskiego. :B):


  9. Około 1839 r. Irinyi János zakłada fabrykę zapałek, które jak zrozumiałem już niewiele różnią się od tych współczesnych, potem pomysł ten odkupuje od niego Rómer István - zbijając na tym pokaźną fortunę. Cztery, pięć lat później, produkt ten jest już "na poziomie" sznurowadeł sprzedawanych na ulicy. To mnie się zdaje, że nie było jakichś szczególnych reakcji na widok palącego się drewienka.

    A w "Korrespondencie Handlowym, Przemysłowym i Rolniczym" z października 1849 roku, można przeczytać:

    "Nikomu nie jest już tajno, z czego się robią zapałki; widać to z rozszerzonej fabrykacji; czemużby niekorzystać z tego aby się na potrzebę domową niemi zaopatrzyć".

    /"Przepis do robienia zapałek z siarką i bez siarki", tamże, nr. 75, s. 2/


  10. Nie sądzę by ów wynalazek wzbudzał szczególną ekscytację, łatwo było ją skojarzyć z prymitywnymi metodami uzyskiwania płomienia (: pocieranie). Początek XIX wieku to przecież również pojawienie się zapalniczki pneumatycznej, a jeszcze na przełomie XVIII i XIX w. pojawiać się zaczęły zapalniczki chemiczne.

    Czy rzeczywiście była to połowa XIX wieku?

    Zastanawia mnie łatwość i szybkość adaptacji tego pomysłu w literaturze, "Den Lille Pige med Svovlstikkerne" wydano przecież już w 1845 roku, a pośród ewentualnych inspiracji wskazuje się dzieło Johana Thomasa Lundbye'a z 1843 roku.

    "Lucifers" Samuela Jonesa to chyba koniec lat dwudziestych bądź początek trzydziestych?

×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.