Jump to content

secesjonista

Administrator
  • Content count

    26,637
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by secesjonista

  1. Kto sprowadził Krzyżaków do Polski?

    Nikt czegoś takiego nie stwierdził. A skąd to wie ZaKrólaOlbrachta możemy poznać źródło?
  2. Francuskie tajne służby - Travaux Ruraux

    A wcześniej był to rok 1947? I do dziś nie wie euklides o kim mowa? To o kim mamy dyskutować? Wątpić może sobie euklides do woli zwłaszcza, że to powątpiewanie obnaża jego nieznajomość faktów. Mieliśmy zatem we Francji placówki określane jako: Glaïeul, Dahlia - jak dla speca euklidesa są to nazwy z botaniki czy nie? Co do sytuacji w Marsylii. czy zauważył eklides że wskutek bezkrytycznego czytania jednej książki myli kilka osób? Dać dowody? Bo w narracji euklidesa mamy fikcyjne nazwiska/pseudonimy i aliasy... których on sam nie potrafi przypisać do realnych postaci, ale uważa że jest posiadaczem wiedzy niedostępnej innym. A w rzeczywistości jest posiadaczem dość ograniczonego zasobu wiedzy, którego sam nie potrafi roszyfrować. Zatem by uporządkować dyskusję: kto stał na początku na czele TR w Marsylii, kto go zmieniła i dlaczego?
  3. Życie w okopach

    A to zależy gdzie został trafiony i jaki był efekt tego trafienia. Nie sądzę by żołnierze specjalnie wystawiali się na strzał bez gwarancji, że nie będzie on śmiertelny, zatem raczej nie jest to określenie dla jakiegoś zachowania. Natomiast "strzał ojczyźniany" to taki strzał, który dawał taką kontuzję (ranę), która uprawniała do powrotu do domu bądź przynajmniej dawała nadzieję na rekonwalescencję trwającą dłuższy czas. Nie wiem jak w oryginale, ale w języku niemieckim można by to oddać przez termin: "Heimatpaß" - dosłownie "paszport domowy" (czyli: paszport do domu), w tłumaczeniach anglojęzycznych często pojawia się termin: "blighty" (np. w tłumaczeniu Briana Murdocha, A H Wheena), w tłumaczeniu tego ostatniego brzmi to tak: "Müller explains that he has a flesh wound in his thigh; a good blighty", w tłumaczeniu Stefana Napiórkowskiego mamy: "Muller orzeka, iż ma on postrzał górnego uda, niezły paszport powrotny do domu", przy czym trzeba zauważyć, iż nie wystawiał się on specjalnie by zostać trafionym.
  4. Obozy jenieckie

    W przypadku Monarchii Austro-Węgierskiej, państwo to weszło do wojny z pięcioma dużymi obozami przewidzianymi na kilka tysięcy więźniów, gdy na przykład w obozie Knittelfeld (w Styrii) w połowie grudnia 1914 r. w ciągu jedenastu dni liczba jeńców wzrosła z 600 do 1900! Szacunki liczby więźniów są dość rozpięte: "The total numbers given by World War I POW administrators and later scholars, howeever, differ widely. While k. u. k. military offices talked of some 1.3 million POWs they registered, later estimates arrived at between 1.86 million and 2.3 million POWs in captivity in the Habsburg Monarchy in the course of World War I". /H. Moritz "The Treatment of Prisoners of War in Austria-Hungary 1914/15: The Historiography of Prisoners of War in the Late Habsburg Empire", w: "1914: Austria-Hungary, the Origins, nad the First Year of Worls War I", Contemporary Austrian Studies Vol. 23, eds. G. Bischof, F. Karlhofer, guest ed. S.R. Williamson, Jr., New Orleans 2014, s. 237-238/ Przy czym utrudnieniem w oszacowaniu liczby jeńców jest praktyka jaka miała miejsce w Monarchii gdzie wielu jeńców nie było w ogóle rejestrowanych: "... the information office for POWs of the 'Jaoint Central Evidence Bureau' of the Austrian and Hungarian Red Cross estimated in April 1916 that 160,000 enemy prisoners had not been properly registered in the previous two years due to the deficiencies in 'POW Registration Affairs'. In spite of attempts to harmonize the registration process, these deficiencies could not be entirely correct in 1917/1918. MAny enemy prisoners of war were kept by the army behind front line and forced to do various job; as a result they never showed up in any central registration". /tamże s. 238/ Pomijając kwestię zwierzątek, to w sumie nie ma w tym nic dziwnego i nie dotyczyło to jedynie Cesarstwa Niemieckiego. Na ogół oficerom przysługiwało zwolnienie z pracy, pensja od kraju który go przetrzymywał, możliwość zatrudnienia ordynansa. Specjalne traktowanie oficerów wynikało z odpowiednich umów jak i zwyczaju. W Austro-Węgrzech początkowo więziono oficerów w hotelach i prywatnych kwaterach. /szerz: V. Moritz "Zwischen allen Fronten. Die russischen Kriegsgefangenen in Österreich im Spannungsfeld von Nutzen und Bedrohung (1914-1921)"/ Alon Rachamimov ("POws and the Great War: Captivity on the Eastern Front") szacował liczbę więźniów austro-węgierskich na 2,77 miliona, a ogólnie - 8,5 miliona Europejczyków miało trafić wówczas do obozów jenieckich. Przeszło 325 000 niemieckich jeńców miał Brytyjski Korpus Ekspedycyjny (por. B.K. Feltman "Prisoners of War on the Western Front, 1914-1918", "War in History", Vol. 17, No. 4, November 2010, s. 436). Podobne, jak Rachamimov, globalne wielkości podaje Gerald H. Davis: "During the first world war between 7,000,000 nad 8,500,000 persons from all nations were captured over 420,000 by the French, almost 525,000 by the British and something in that range by the Italians, 1,500,000 by the Russians, 1,700,000 by the Germans, and nearly 2,000,000 by the Austrians". /tegoż "Prisoners of War in Twentieth-Century War Economies", "Journal of Contemporary History", Vol. 12, No. 4, October 1977, s. 624/
  5. Szwajcaria podczas I wojny swiatowej

    lll Cóż, traktaty międzynarodowe, postanowienia kongresowe obowiązują jedynie do momentu jak któraś ze stron nie zadecyduje o ich złamaniu. W myśl tej idealistycznej koncepcji zaproponowanej przez colomana Belgia nie powinna być zaatakowana przez żadną ze stron, rzeczywistość była zdecydowanie inna. Choć nikt nie zaatakował Szwajcarii to przecież istniały takie plany, choć nigdy nie wyszły poza ramy dość teoretycznych i ogólnych przymiarek. W połowie 1915 r. Niemcy rozważali dywersyjny atak na twierdzę Belfort, m.in. via terytorium Szwajcarii, koncepcję tę pogrzebała ofensywa Aliantów w rejonie Artois i w Szampanii. W tym samym czasie Francuzi przygotowali tzw. Plan "H" mający na celu ominięcie frontu poprzez Szwajcarię. Francuzi zrezygnowali z tego planu m.in. dlatego, że; podobnie jak redbaron; wątpiono w możliwość sprawnego i szybkiego transportu wojsk przez Jurę co pozbawiłoby tę operację niezbędnego elementu zaskoczenia a dałoby niemieckiej armii okazję do kontruderzenia. Podobnie strona włoska; przed decyzją o przystąpieniu do Ententy; przygotowała kilka szkiców operacyjnych ataku na Szwajcarię, te pomysły nie zyskały jednak akceptacji czynników politycznych stron Trójprzymierza. /szerz. o tych planach: H.R. Fuhrer, M. Olsansky "Die „Südumfassung“. Zur Rolle der Schweiz im Schlieffen ‐ und im Moltkeplan", w: "Der Schlieffenplan. Analysen und Dokumente" Hg. H. Ehlert, M. Epkenhans, G.P. Gross, H.R; Fuhrer "Die Schweizer Armee im Ersten Weltkrieg: Bedrohung, Landesverteidigung und Landesbefestigung"/ Z drugiej strony, w Szwajcarskich władzach politycznych jak i w najwyższym dowództwie wojskowym liczebną przewagę miały osoby skłaniające się ku popieraniu strony niemieckiej, a cała Szwajcaria podzielona była w swych sympatiach. We efekcie istniały naciski na Radę Federalną by przy zachowaniu neutralności podejmować decyzje korzystne dla jednej ze stron tego konfliktu. Po włoskiej decyzji z 23 maja 1915 r. w Szwajcarii nastąpiło pogłębienie problemów gospodarczych i pojawiły się głosy, według których wyjściem mogło by być przystąpienie do wojny. Poprzez Sociéte Suisse de Surveillance Economique założone przez Ententę zaczęto wywierać naciski na rząd szwajcarski na korzystne dla tej strony ukierunkowanie handlu, zwłaszcza w zakresie surowców, druga strona też podjęła podobne kroki poprzez ustanowienie Powiernika (Treuhandstelle) w Zurychu. Przy czym sytuacja na morzach i "otoczenie" Szwajcarii sprawiło, że SSS miało znacząco lepszą pozycję przez co mogło narzucać kontrolę nad eksportem szwajcarskim. /o związkach polityki szwajcarskiej z ekonomią tego kraju w tym czasie: H.R. Ehrbar "Schweizerische Militärpolitik im Ersten Weltkrieg: Die militärischen Beziehungen zu Frankreich vor dem Hintergrund der schweizerischen Aussen‐ und Wirtschaftspolitik 1914‐1918"/ Wykorzystując okoliczności; postawiony w 1914 r. przez Zgromadzenie Federalne (Bundesversammlung) na czele armii; generał Ulrich Wille; nie ukrywający szczególnie mocno swych proniemieckich sympatii;; przedstawił plan (Säbelrasslerbrief) przystąpienia przez Szwajcarię do wojny. Postawę tego generała dobrze charakteryzuje tzw. "sprawa pułkowników" (Oberstenaffäre) z przełomu 115/16, gdy wypłynęła informacja, że dwóch pułkowników szwajcarskich przekazywało attaché wojskowym państw Centralnych materiały ze Sztabu Generalnego. Wille nie uważał by ich postępowanie było szkodliwe i nazywał je "nietaktownością" (w liście z 11 stycznia 1916 r. do prezydenta Konfederacji, pełniącego zarazem funkcję szefa Departamentu Obrony - Camille'a Decopetta), dopiero naciski opinii publicznej jak i ze strony państw Ententy spowodowały postawienie pułkowników przed sądem, co znamienne - obaj zostali uniewinnieni, ukarani zostali za pomocą środków dyscyplinujących (20 dni aresztu) i zostali zwolnieni ze swych dotychczasowych stanowiskach. Warto zauważyć, że występujący na procesie generalny szef sztabu bronił obu oskarżonych wskazując, iż ich działania były konsekwencją m.in. blokady gospodarczej Aliantów, która miała naruszać neutralność Szwajcarii. /szerzej o postawie i planie tego generała: H.C. Röthlisberger "Der politische Standort von Ulrich Wille"; o aferze: J. Schoch "Die Oberstenaffäre: Eine innenpolitische Krise 1915/1916"/ W listopadzie 191 r. Alianci znów zaczęli obawiać się ataku niemieckiego poprzez Szwajcarię, sytuacja militarna w Rumunii sprawiła, że opinia publiczna w Szwajcarii zaczęła się obawiać takiego ataku uznając, że Niemcy będą mogli zgromadzić większe zasoby na froncie zachodnim, atmosferę dodatkowo podsycały liczne artykuły w prasie szwajcarskiej i francuskiej (por. M. Mittler "Der Weg zum Ersten Weltkrieg: Wie neutral war die Schweiz"). Przy czym pojawiały się głosy, że w tej sytuacji może dojść do prewencyjnego wejścia wojsk francuskich. Choć władze polityczne Szwajcarii jak i dowództwo armii starały się dementować tego typu pogłoski, to same nie były wolne od od tego typu podejrzeń. Gdy armia francuska zaczęła przesuwać swe jednostki wzdłuż szwajcarskiej granicy (pod koniec grudnia 1916 r.) wywołało to w szwajcarskim dowództwie niepokój, na szwajcarskie zapytania strona francuska odpowiedziała, że są to jednostki udające się na wypoczynek (co nie było prawdą). I choć strona szwajcarska przyjęła te wyjaśnienia to jednak na wszelki wypadek zmobilizowała dwie dodatkowe dywizje na początku 1917 roku. Z literatury: H.A. Schmitt "Netural Europe between War and Revolution 1917-1923" A. Stovall "Switzerland and the World War" G.A. Chevallaz "The Challenge of Neutrality: Diplomacy and the Defense of Switzerland" R.R. Probst "'Good Offices' in the Light of Swiss International Practice and Experience" D.D. Driscoll "Anglo-Swiss relations, 1914-1918: With special reference to the Allied blockade of the Central Powers" H.K. Meier "Friendship under Stress. U.S.-Swiss Relations 1900-1950" R. Rosfeld, T. Straumann "Der vergessene Wirtschaftskrieg. Schweizer Unternehmen im Wirtschaftskrieg" M. Mittler "Der Weg Zum Ersten Weltkrieg - Wie Neutral War Die Schweiz: Kleinstaat und Europäischer Imperialismus" H. Rapold "Der Schweizerische Generalstab: Zeit der Bewährung? Die Eproche um den Ersten Weltkrieg 1907‐1924" W. Gautschi "Der Landsstreik 1918" "14/18. Die Schweiz und der Grosse Krieg" eds. R. Rossfeld, T. Buomberger, P. Kury J. Rucht et al."Geschichte der Schweiz während des Weltkrieges 1914‐1918, politisch, wirtschaftlich und kulturell" F. Weber "Wirtschaftsdiplomatie im Totalen Krieg: die Swiss Mission in den USA 1917", "Jahrbuch für Wirtschaftsgeschichte", 56 (2), Wyd. De Gruyter 2015 D. Sprecher "Generalstabschef Theophil Sprecher von Bernegg: Seine militärisch‐politische Leistung unter besonderer Berückichtigung der Neutralität" G. Kreis "Insel der unsicheren Geborgenheit: die Schweiz in den Kriegsjahren 1914-1918".
  6. W opozycji do opinii wyrażonej przez janceta: Edward Ousellin wykłada język francuski i prowadzi zajęcia z kulturoznawstwa, badacz kultury głównie Francji, autor m.in. "La France : histoire, société, culture", "Comment peut-on être Européen? : conceptions of Europe in French literature"; w swym artykule poświęconym motywowi Wielkiej Wojny w komiksowej twórczości Jacquesa Tardiego (m.in. "C'était la guerre des tranchées", "Putain de querre !") wyraził całkiem inną opinię. Uważał, że poprzez literaturę i film nieludzkość tego konfliktu na trwałe wryła się w historyczną pamięć europejską, a zwłaszcza w pamięć francuską. "À travers la littérature et le cinéma, le nouveau seuil d’inhumanité de la guerre des tranchées a durablement marqué la mémoire historique européenne, et sans doute tout particulièrement française. C’est sur le territoire français, longtemps ravagé, que se perpétua cette forme quasi-souterraine de la guerre, dans des tranchées s’apparentant à des fosses communes, que les hommes ne partageaient qu’avec des rats et des poux". /tegoż "Une boucherie pour rien : la Grande Guerre dans les bandes dessinées de Jacques Tardi", "Belphégor", Littérature Populaire et Culture Médiatique, [En Ligne], 14, 2016, b.p./ Przy okazji wzmiankuje on twórczości kilku pisarzy, pada tam nazwisko: Jules Romains (właśc.: Louis Henri Jean Farigoule), był on autorem; nieco rozwlekłej - 27 tomów; powieści rzeki "Ludzie dobrej woli" (oryg. "Les Hommes de bonne volonté") pisanej na przestrzeni od 1932 do 1946 roku. W skład tego cyklu bezpośrednio o pierwszej wojnie traktowały tomy "Prélude à Verdun" i "Verdun" (tomy: 15 i 17) obejmujące lata 191-1919, autor znany był z ukazywania realistycznych scen codzienności okopowej żołnierzy. W kolejnym tomie pt. "Vorge contre Quinette"; obejmującym rok 1919; (w wydaniu amerykańskim rozdział ten nosi całkiem trafny tytuł: "Aftermath" - "Następstwa") autor napisał o ciężarze śmierci (zmarłych) który rośnie szybciej niż duma zwycięzców i zwycięstwie które rośnie ale nie dogania już śmierci (zmarłych): "le poids des morts grandit plus vite que la fierté des vainqueurs. Le tas de morts monte plus vite que le trophée. La victoire a beau grandir, elle ne réussit plus à rattraper les morts", fragment z frazy trafił nawet do Larousse'a przy opisie terminów: "mort, morte" i "victoire". Maurice Genevoix brał udział w walkach o o drogę Calonne (Tranchée de Calonne), gdzie zginął pisarz francuski Henri-Alban Fournier a po drugiej stronie ranny został Ernst Jünger, oraz w bojach o grzbiet Éparges (dla Niemców było to - Die Kämpfe um die Combres-Höhe). Ciężko ranny przeszedł długotrwałą rekonwalescencję, wskutek odniesionych ran nigdy nie odzyskał władzy w lewej ręce. Na początku wojny prowadził nieco chaotyczny dziennik, pomimo namawiania nie zgadzał się by przelać swe wspomnienia i doświadczenia na papier. Ostatecznie uległ jednak namowom Paula Dupuy'a, jednego ze swych dawnych nauczycieli, w efekcie czego od 1916 do 1921 r. wydał pięć opowieści: "Sous Verdun", "Nuits de guerre", "Au seuil des guitounes", "La Boue" i "Les Éparges". Cykl jednak bardziej znany jest z redakcji z 1949 r. gdy został wydany w jednym zbiorze pod tytułem "Ceux de 14" (gruntownie przerobionym, z ostateczną inną ilością opowiadań niż w początkowym cykli). Autor ten zyskał uznanie za pieczołowitość w ustalaniu faktów jak i za realizm okopowej i wojennej rzeczywistości. "Doceniła" to cenzura - dwa pierwsze opowiadania zostały pocięte przez cenzurę, uznano iż zawarte tam opisy mogą wywołać panikę. Docenił to i Jean Norton Cru autor "Témoins : essai d’analyse et de critique des souvenirs de combattants édités en français de 1915 à 1928" (Paris, Les Etincelles, 1929, w roku następnym wydano mocno skróconą wersję pt. "Du Témoins") eseju będącego próbą opracowania kwestii realizmu, fikcji i legend zawartych w literaturze francuskiej poświęconej Wielkiej Wojnie. Norton Cru - sam odsłużył pełne pięć lat, początkowo w szeregach Régiment d'infanterie territoriale, potem w armii rezerwowej (brał udział m.in. w zmaganiach pod Verdun w czerwcu 1916 r. i styczniu 1917 r.), następnie jako instruktor i tłumacz. Norton Cru zaczął analizować literaturę poświęconą temu konfliktowi, ostatecznie w swym obszernym eseju (pierwotna wersja liczyła 727 stron) zajął się ok. 304 różnymi książkami napisanymi przez 252 autorów. Żadne z wydawnictw do których się zwrócił nie chciało wydać tej książki w oryginalnej wersji, a autorowi sugerowano by złagodził swój osąd w stosunku do wielu autorów; zwłaszcza tych uznanych, jak: Henri Barbusse (skrytykowany zarówno za fragmenty z "Le Feu" jak i "Les Enchaiments"), Jacques Péricard (za: "Face à face", "Ceux de Verdun", "Debout les morts !") czy Roland Dorgelès (za: "Les croix de bois" i "Le cabaret de la Belle Femme"). Ostatecznie autor wydał tę publikację własnym sumptem. Przy całej złożoności problematyki i subiektywności ocen autora tego eseju była to pierwsza tak obszerna próba; we francuskich opracowaniach historyczno-literackich; krytycznej analizy realizmu w literaturze wojennej, przy czym Norton Cru szczególną uwagę przywiązywał do relacji wojennych szeregowych żołnierzy - co też było pewną nowością, gdyż wcześniej obraz konfliktów militarnych bardziej był znany z relacji wyższego dowództwa. Tenże Norton Cru wyróżniał właśnie cykl jaki stworzył Genevoix, nazywa go "dobrym świadkiem", zauważa, iż prawdziwy obraz wojny najczęściej uwidacznia się w dziennikach (przez co rozumie różne jego formy wymieniając: "carnet de route", "carnet intime", "notes", "journal de campagne") i trudno znaleźć go w literaturze wojennej, z tego schematu wyłamuje się właśnie Genevoix. Norton Cru podaje też ciekawą dysproporcję pomiędzy przywoływaniem literatury, którą uznał za niewiarygodną w porównaniu do tej którą uznał za realistyczną i oddającą prawdziwy obraz wojny i żołnierzy. Posłużył się tu przykładem Georgesa Veauxa "(autora "En suivant nos soldats de l'Ouest" z 1917 r.) często cytowanego (89 razy) w monumentalnym opracowaniu generała Barthélemy'ego-Edmonda Palata (14 tomów "Grande guerre sur le front occidental") w odróżnieniu od "dobrych" autorów cytowanych raptem: raz , trzy czy pięć razy; "Les dates sont un obstacle à l'invention, un rappel à la probité. Si elles n'ont pas toujours empêché les récits mensongers elles ont pas donné à l'ensemble des journaux une honnêteté moyenne qui dépasse celle des souvenirs et des romans. En revanche les dates n'obligent pas le journal à la sécheresse des éphémérides, elles ne nuisent pas a la valeur littéraire. Cela est si vrai que, pour trouver les livres de guerre de la plus grande valeur esthétique, il faut les chercher parmi les journaux: ceux de Lintier [chodzi o książki Paula Lintiera: "Ma pièce" z 1916 r., "Le tube" z 1917 r. - secesjonista] , Genevoix, Cazin [Paula Cazina "L'humaniste à la querre" z 1920 r. secesjonista] (...) Les bons témoins Kimpflin [Georgesa Kimpflina "La premier souffe" z 1920 r. - sec.], Genevoix, Delvert [Capt. Delverta "L'erreur du 16 avril " z 1917 r., "Histoire d'une compagnie" z 1918 r., "Les opérations de la 1e Armée dans les Flandres" z 1921 r.] sont cités une, trois et cinq fois par Palat, mais le témoin Veaux, abondant, héroïque, légendaire et fort suspect, est cité 89 fois...". /tegoż "Du témoignage", Collect. "Les documents bleus" numéro 30, [Paris] Librairie Gallimard 1930, s. 74, s. 43/ Warto zauważyć, że większość autorów docenionych przez Nortona Cru nie doczekała się polskich przekładów, stąd mamy nieco zaburzony obraz literatury francuskiej dotyczącej Wielkiej Wojny.
  7. W temacie "Verdun" wywiązała się dyskusja o tym czy i ewentualnie dlaczego francuska literatura o pierwszej wojnie światowej odbiega tej stworzonej w innych krajach: Co do filmów, to fakt, że jeślibym miał wymienić jakiś nieamerykański film z okresu międzywojennego, to przychodzą mi do głowy wyłącznie filmy radzieckie, no i polskie, ale te ostatnie raczej nie ze względu ma ich ogromną wartość artystyczną. No ale z tych amerykańskich kojarzę też niemal wyłącznie komedie, więc chyba nie ma to nic do rzeczy. Dominacja filmu amerykańskiego jest faktem, ale to nie jest tak, że Hollywood i nic więcej. Ja kojarzę wiele filmów brytyjskich i francuskich (przed określeniem "kino anglosaskie" będę się bronił, bo brytyjskie jest bliższe francuskiemu, niż amerykańskiemu). I z filmów europejskich dobrze znam, jako ikonę tamtej wojny, sylwetkę żołnierza w mundurze khaki ze śmiesznym stalowym talerzem na głowie, jako ikonę The Great War, ale sylwetkę żołnierza w szarobłękitnym stroju i w hełmie z charakterystycznym grzebieniem kojarzę tylko z opracowań popularnonaukowych. Odrębnym problemem jest bardzo skromna literatura popularnonaukowa i naukowa na temat tamtej wojny w języku polskim, choćby i tłumaczeń. W odpowiedzi secesjonista napisał: Opisywali, może to nie były dzieła, które koniecznie powinny się znaleźć w takim kanonie, ale były to dzieła znaczące, czy to ze względu na ujęcie tematu czy walory artystyczne. Wreszcie Roger Martin du Gard dostał Nobla (za 1937 r.) za swą wielotomową sagę o rodzinie Thibault, w tym cyklu pierwsza wojna światowa i jej realia stanowią główną oś fabuły, w noblowskim uzasadnieniu podano: "for the artistic power and truth with which he has depicted human conflict as well as some fundamental aspects of contemporary life in his novel-cycle 'Les Thibault'" (wyd. polskie "Dzieje jednego rodu Les Thibault. Szary zeszyt" T. I, 1926). Powszechnym uznaniem cieszyła się książka Rolanda Dorgelèsa "Les croix de bois" (wyd. pol. "Krzyże drewniane" 1929), która uzyskała Prix Femina w 1919 r. Dla wielu jedną z bardziej znaczących opowieści o pierwszej wojnie światowej jest Henriego Barbusse'a "Le Feu: journal d'une escouade" z 1916 r. (wyd. pol. "Ogień: pamiętnik oddziału w okopach" 1919), nagrodzoną tę powieść w 1916 r. Nagrodą Goncourtów. W 1919 r. pośród dziesięciu najlepszych powieści o Wielkiej Wojnie wymienia się Georgesa Duhamela "Civilisation" z 1918 r., która również w roku swego pierwszego wydania została uhonorowana Nagrodą Goncourtów, uznaniem cieszyła się też inna jego powieść "Vie des martyrs" z 1917 r., (wyd. pol. "Żywoty męczenników" 1922) w której zawarł swe doświadczenia frontowego chirurga. Wypada wspomnieć Jeana Giono "Le Grand Troupeau" z 1931 r. (wyd. pol. "Wielka trzoda" 1936), gdzie jak w tytule żołnierze przedstawieni są jak bydło a wojna to w istocie wielka rzeźnia. Był też André Pézard i jego "Nous autres à Vauquois: 1915-1916" z 1918 r., które Jean-Norton Cru uznał nie tylko za jedno z najważniejszych świadectw tej wojny ale jednocześnie za arcydzieło literackie. Co istotne badacz ten (autor m.in. opracowań: "Témoins. Essai d’analyse et de critique des souvenirs de combattants édités en français de 1915 à 1928", "Du témoignage"), znany był z bardzo krytycznego nastawienia do powieści wojennych nazywając je "fałszywym gatunkiem". Przywołał tu jancet między innymi postać Camusa, autor ten; jeśli się nie mylę; bezpośrednio nie sięgał po tematykę Wielkiej Wojny. W niedokończonej i wydanej pośmiertnie powieści " " (wyd. pol. "Pierwszy człowiek" 1995) ukazuje on dzieje rodziny Cormerych, pod którą jak łatwo zgadnąć kryje się rodzina Camusów (nazwisko fikcyjnej rodziny zostało zapożyczone od babki pisarzy). Główny bohater Jacques próbuje zebrać wspomnienia o swym ojcu, który poległ podczas pierwszej wojny światowej. O wojnie Jacques dowiaduje się za sprawą opowiadań nauczyciela - Bernarda, weterana tego konfliktu i czytania fragmentów powieści. Jaką to książkę "wkłada" Camus w ręce naszego bohatera? Była to właśnie wymieniona powyżej powieść "Krzyże drewniane". I jeszcze taka ciekawostka... "Na Zachodzie bez zmian" jest dziś zapewne najbardziej znaną powieścią o Wielkiej Wojnie, przez długi czas w nauce obowiązywał pogląd, że było tak też w dwudziestoleciu międzywojennym. W 2008 r. wydano zbiorowe opracowanie "Die Autoren und Bücher der deutsch sprachigen Literatur zum 1. Weltkrieg 1914–1939. Ein bio–bibliographisches Handbuch", jest to rodzaj leksykonu starający się zebrać całość wydanej do 1939 r. literatury związanej z opisami przeżyć wojennych, zarówno tych z okopów jak i z "frontu" cywilnego. Jednym z autorów jest Thomas F. Schneider, w świetle jego badań okazało się, że wówczas najpopularniejszą wówczas pozycją była książka "Der rote Kampfflieger" Manfreda von Richthofena. I chyba można mu zaufać, wreszcie to dyrektor Erich Maria Remarque-Friedenszentrums.
  8. Taki drobiazg z żałobnej żeglugi władczyni... często pojawia się historyjka jak to to Edward VII wszedł na pokład jachtu i spytał kapitana dlaczego flaga na maszcie (British Royal Standard) jest opuszczona do połowy, skonfundowany nieznajomością protokołu przez władcę kapitan miał odpowiedzieć, że to z powodu śmierci królowej, na to Edward miał odrzec: "ale król żyje" i nakazał podniesienie flagi. Można upatrywać w tym zdarzeniu pewnej impertynencji nowego władcy, braku poszanowania dla żałoby, kwestia jednak nie jest tak jednoznaczna. Problemem jest miejsce tego zdarzenia, czy miało to miejsce na pokładzie HMY "Alberta", HMY "Victoria" czy HMY "Albert", a tu badacze nie są zgodni, choć przeważają głosy że miało mieć miejsce na jednym z jachtów przewożących Edwarda (np. J. Ridley "Bertie: A Life of Edward VII") . Gdyby miało to mieć miejsce na pokładzie pierwszego jachtu; przewożącego ciało zmarłej; król raczej nie miałby racji, w przypadku dwóch pozostałych, na pokładach których wracał król - miałby ją. Na ogół podaje się, że "Alberta" płynęła z opuszczoną flagą - na znak żałoby po przewożonej królowej, zaś pozostałe dwa jachty z flagą na topie - jako przewożące osobę Jej Królewskiej Mości. "At Trinity Pier, the cortege came to a hall alonside the royal yacht Alberta. Watched by the royal mourners, the coffin was carried on board and placed on a crimson platform under an awning on the stern deck. At each corner an officer stood at attention. Above, the royal standard hung at half mast. A small group of aides, among them Harriet Phipps, accompaniedthe coffin while the royal family were taken in steam launches to the Victoria and Albert, which was anchord a liitle off shore...". /T. Renall "The Last Days of Glory: The Death of Queen Victoria", New York 2001, b.p. ed. elektron./ Trudno nie odnieść wrażenia, że cała sytuacja mogła wyniknąć z długoletniości panowania Wiktorii, wskutek czego nieco zatarła się wiedza o funkcji Royal Standard, którą poczęto traktować jako symbol (osobisty) królowej i jej rodziny. Tak mogłoby się zdawać nam laikom, to oczywiście znany obraz André Brouilleta "Une leçon clinique à la Salpêtrière" pokazujący wykład prof. Jeana-Martina Charcota dotyczący histerii, gdzie pacjentką jest "Blanche" Marie Wittman (skądinąd przez pewien czas kochanka tegoż profesora i przyjaciółka Marii Curie-Skłodowskiej). Wykłady z ta pacjentką były dość głośne, uczęszczali na nie późniejsze tuzy neurologii, jak: Józef Babiński, Gilbert Ballet czy Maurice Debove. /opis wykładów z jej udziałem odnajdziemy w: [D.-M.] Bourneville, P. Regnard "Iconographie photographique de la Salpêtrière", a P.O. Enquist zaproponował w beletrystycznej formie historię jej namiętności i choroby w "Blanche i Marie", oryg. "Boken om Blanche och Marie"/ Tymczasem czego to nie odnajdą na tym obrazie niektóre badaczki (jak i badacze), ja np. patrząc na suknię pacjentki uznałbym, że pacjentce będącej w histerii, wstrząsanej epileptycznymi konwulsjami zsunęły się nieco z ramion suknia, tymczasem Agnieszka Gromkowska-Melosik uważa, że jest to kobieta ubrana jak szansonistka, co oczywiście ma skierować naszą uwagę na erotyczny podtekst tej sceny. Zgromadzeni tam medycy nie tylko przypatrują się pewnemu przypadkowi medycznemu ale: uosabiają "władzę męskości nad ciałem i tożsamością kobiety". Jak mi się zdaję autorka nieszczególnie zagłębiała się w świat wiktoriańskich szansonistek i przedstawień burleskowych, można tam było zobaczyć znacznie bardziej roznegliżowane kobiety przy których ta pacjentka jest wzorem skromności i surowości ubioru. /tejże "Kobieta epoki wiktoriańskiej: Tożsamość, ciało i medykalizacja", Kraków 2013, s. 26/ Dla porównania: /grafika za stroną: victorian-era.org/ /grafika za stroną: i.etsystatic.com/ /grafika za strona: ic.pics.livejournal.com/ Na obrazie widać okna, okna jak okna, ale gdzieżby tam, dla przywołanej autorki mamy: "dwa niezwykle impresywne, ogromne okna, przez które wpada światło. Światło to symbolicznie zdaje się oddzielać tę scenę od mroku wiktoriańskiej sypialni, w której - jak wierzono nie mogło być miejsca na kobiecą namiętność i ekscytację...", szczerze mówiąc ja nie widzę w nich nic "impresywnego" a całość rozważań autorki uważam za zbyt daleko idące. Podobnie jak przywołane przez autorkę uwagi Alaina Corbina: "'Perskie oko', porozumiewawczy uśmiech histeryczki proponują patologiczny obraz kobiecego uwodzicielstwa. Mężczyźni staną teraz przed wielką pokusą utożsamiania przejawów tej choroby z delirium orgazmu czy też prowokacyjnym zachowaniem ulicznic". /tamże s. 27; cyt za. A. Crobin "Kulisy" w: "Historia życia prywatnego", t. 4, red. M. Perrot, Wrocław - Warszawa - Kraków 1999, s. 604/ Konia z rzędem temu, który zobaczy jak to na tym obrazie Wittman puszcza perskie oko... Na urodziny, królowa podarowała Albertowi obraz "Florinda" jaki namalował Franz Xaver Winterhalter, obraz daleki od wiktoriańskiej surowości obyczajowej: www.metmuseum.org/art/collection/search/437944.
  9. Artykuł o tyle ciekawy, że w większości opracowań co do kwestii greckiego (a za nimi i rzymskiego) podejścia do efektów obrzezania i odkrytego żołędzia autorzy ograniczali się do stwierdzeń bardzo ogólnych, typu: uważali taką ingerencję w ciało za barbarzyństwo, odkryty żołądź uważany był za coś brzydkiego, wulgarnego, powód do docinków. F. Hodges zaprezentował niejako źródło takiej postawy estetycznej, i nie tylko estetycznej. Zabieg, wedle większości badaczy był częsty ale nie przybrał powszechnej tendencji: "During the Second Temple Period, when this phenomenon appears to have increased as a result of acculturation to Hellenism, uncircumcised Jews provoked some discussion, but nevertheless remained a rather anomalous minority". /M.R. Niehoff "Circumcsion as a Marker of Identity: Philo, Origen and the Rabbis on Gen 17: 1-14", "Jewish Studies Quarterly", Mohr Siebeck GmbH & Co. KG, Vol. 10, No. 2, 2003, s. 89/ Wskazanie na korzyści z asymilacji: "It is important, when considering the polemical posture of Jubilees toward nudity, also to consider the complex associations thet the public display of the uncovered figure held in the second century B.C.E., an era of intensive assimilation. Public nudity, always undsirable, became a sign of an even more undesirable Hellenizing. Jubilees opposed all intimacy with gentiles, as is clear in 22:16 and 25:5, and vehemently condemned the practice of revesing the circumcision-epispasmos. The author envisioned the display of the body as the beginning of an apostaty that ends with the abandonment of the convenant of circumcision. There is a certain logic to the polemical position, for the Jew who would succeed among the Greeks would have to affiliate himself with the gymnasium; and if he were to practice there like the Greeks, his circumcision would immediately mark him as non-Greek, a barbarian". /M. Poliakoff "They Should Cover their Shame: Attitudes Toward Nudity in Greco-Roman Judaism", "Notes in the History of Art", University of Chicago Press on behalf of the Bard Graduate Center, Vol. 12, No. 2, "Essays on Nudity in Antiquity in Memory of Otto Brendel", Winter 1993, s. 58/ Powtórzenie informacji o praktyce minimalizowania samego obrzezania: "Others found ways of maintaining the practice of circumcision, while at the same time doing their best to hide or conceal it, either by performing an operation called epispasm, in which the foreskin was restored, or by cutting off such a small piece of the foreskin that it would be difficult to notice the cut". /K.S. Paroschi "Faith and New Life in Christ: The Problem of Circumcision in Galatians 5:2-6", Master's Theses. 120., Andrews University, 2018, s. 46/ Przy czym niektórzy badacze sądzą, że forma obrzezania zwana priah (w której o wiele trudniej było odwrócić efekty obrzezania) pojawiła się dopiero właśnie w okresie hellenistycznym w reakcji na praktyki epispasmos. Tak przy okazji, wedle jednego z objaśnień z Talmudu, to Adam miał być pierwszym, który dokonał takiego "wstecznego" zabiegu...
  10. 21 10 1805 r. - Trafalgar

    Nigdzie nie stwierdziłem by w bitwie pod Trafalgarem chodziło o sardynki, nie za bardzo wiem do czego zatem nawiązuje euklides. Natomiast bilans tej bitwy miał akurat pewne konsekwencje dla nieszczęsnych sardynek w oleju czy occie.
  11. Kaiser

    Tak przy okazji przywołanej "pozytywnej" oceny Golo Manna, zastępca szefa sztabu Alfred von Waldersee miał wyrazić pochlebną opinię o osobie cesarza, choć pobrzmiewa w niej na koniec pewna ambiwalencja: "cesarz posiada czarującą uprzejmość i zdobywa serca wszędzie gdzie przybywa i niedługo pozostaje" (za: M. Szerer "Książę Bülow..."). Bülow w swych wspomnieniach podał jak to dwukrotnie kanclerz Hohenlohe miał się go pytać o stan umysłu cesarza: "Als ich diesen Brief las, begriff ich, daß Fürst Hohenlohe schon zweimal, seitdem ich ihm als Minister des Äußeren zur Seite getreten war, ruhing und mit Ernst die Frage an mich gerichtet hatte, ob ich Wilhelm II. für einen geistig ganz normalen Menschen hielte. Er habe, meinte der alte Fürst, schon einmal in seinem Leben das Unglück gehabt, erster Minister eines Souveräns zu sein, der in geistige Umnachtung verfallen wäre". /tegoż "Denkwürdigkeiten", T. 1 " Vom Staatssekretariat bis...", s. 139-140/ A jak inni współcześni oceniali stan umysłu władcy?
  12. Podróż Magellana dookoła świata: 1519-1522

    Faktycznie, nie wiem skąd mi się przypętała myśl o tym powrocie "Santiago".
  13. Na wstępie swego artykułu Claire Fredj i Jean-Chritophe Fichou zauważają, że więcej marynarzy ginęło z powodu chorób niż w wyniku samej walki. Podają szacunki dotyczące floty angielskiej (przy czym uważają że podobnie było we flocie francuskiej) i pokazują jak zmieniała się statystyka umieralności z powodu chorób: "La première cause de mortalité sur les vaisseaux royaux demeure la maladie et non le combat. En Grande-Bretagne, mais les chiffres valent certainement pour la France, on compte un décès annuel par maladie pour 12 marins embarqués en 1778 (8,7 %) ; en 1810, un mort pour 30 marins (3,3 %) et en 1845, seulement un mort pour 72 hommes (1,3 %)". /tychże "La sardine à l’huile et son adoption par les militaires français", "Revue historique des Armées", n°258, (1) 2010; b.p. ed. elektron.; tekst dostępny na stronie: journals.openedition.org/ Sam artykuł opisuje długą drogę jaką odbyła armia francuska (jak i flota) do szerszego zaakceptowania pożytków z puszkowanej żywności konserwowanej metodą Nicolasa Apperta. Przy czym jest to przykład jak trudno było przełamać mentalność najwyższych rangą dowódców (podobnie jak we flocie angielskiej), choć większość eksperymentów z produktami konserwowanymi prze apertyzację była bardzo obiecująca, to dowództwo wciąż nie decydowało się na większe instytucjonalne zakupy, a same konserwy na ogół były rezerwowane dla chorych marynarzy. I dwie takie ciekawostki... oto według raportu jaki przedstawił cesarzowi marszałek Jean-Baptiste P. Vaillant, francuska armia na Wschodzie w konserwy miała zaopatrywać się głównie u... Brytyjczyków: "Les fournisseurs de ces viandes préparées sont français mais surtout anglais. Le rapport que le ministre de la Guerre, le maréchal Vaillant, transmet à l’Empereur à la fin du conflit établit ainsi qu’« à l’exception de faibles quantités fabriquées en France par M. de Lignac [viande comprimée] et par M. Appert [bœuf avec bouillon], presque tout le reste a été confectionné en Grande-Bretagne. Dans la quantité de3 053 700 kg de conserves de bœuf sont compris 404 000 kg de viande en poudres, représentant à peu près 600 000 rations»". /tamże; cyt. za: "Rapport à l’Empereur, par le maréchal ministre de la Guerre, sur l’ensemble des mesures administratives auxquelles a donné lieu la guerre d’Orient", Paris, Imprimerie impériale, 1856/ I druga ciekawostka dotycząca niejednoznaczności słowa: "confiture", otóż można było ją wykonać z tytułowej sardynki: "Grimod de la Reynière, avocat gastronome 19, dans son Almanach des Gourmands l’affirme : « On donne en Bretagne le nom de confitures aux diverses préparations imaginées pour maintenir les sardines dans toute leur fraîcheur pendant un temps considérable. Ces confitures sont de trois espèces: au beurre, au vinaigre et à l’huile. Les sardines ainsi préparées, renfermées dans des boîtes en fer blanc soudées, peuvent voyager sans risque (…) pour ouvrir ces boîtes plates, de forme carrée, il fallait un fer à souder bien rouge. »". /tamże/
  14. 21 10 1805 r. - Trafalgar

    Jakież tam: fizyczne unicestwienie... Tak przy okazji całkiem innych poszukiwań natrafiłem na ciekawą opinię co do skutków tej bitwy wyrażoną przez dwójkę francuskich autorów, oto flota francuska pod Trafalgarem doświadczyła pewnych niepowodzeń (pewnych problemów) i w konsekwencji tych niepowodzeń nie miała możliwości odbywania dłuższych rejsów (w oryg.: "la flotte française connaît quelques déboires à Trafalgar si bien qu’elle n’a plus l’occasion d’effectuer de longs voyages après sa fâcheuse déconvenue"). /C. Fredj, J.-C. Fichou "La sardine à l’huile et son adoption par les militaires français", "Revue historique des Armées", n°258, (1) 2010/
  15. Tego typu praktyki jak najbardziej istniały, a pisma żydowskie często ganiły tych którzy poddawali się tego typu zabiegom. Stąd w Talmudzie napomnienie, że nawet Jom Kipur nie znosi "grzechu" spowodowanego tym zabiegiem. W Pirkei Avot (jednym z traktatów Miszny) stwierdzono, że ten kto dokonał takiego zabiegu unieważnia przymierze Abrahama przez co nie będzie miał udziału w życiu po śmierci. Przy czym zjawisko musiało być częste gdyż toczyły się spory rabiniczne w tej kwestii, np. czy poddany takiemu zabiegowi powinien być ponownie obrzezany. Jeśli ktoś uważnie studiował Biblię to i w niej natrafi na ślady tej praktyki, w 1. Księdze Machabejskiej mamy: "Niektórzy zaś spomiędzy ludu zapalili się do tej sprawy i udali się do króla, a on dał im władzę, żeby wprowadzili pogańskie obyczaje. W Jerozolimie więc wybudowali gimnazjum według pogańskich zwyczajów. Pozbyli się też znaku obrzezania i odpadli od świętego przymierza. Sprzęgli się też z poganami i zaprzedali się [im], aby robić to, co złe" (za Biblią Tysiąclecia dostępną na stronie biblia.deon.pl, księga w tłum. ks. F. Gryglewicza). Wspomina o tym i św. Paweł w swym liście do Koryntian (1 Kor 7, 18), tłumacząc że obrzezanie nie jest już konieczne stwierdza jednak by ci którzy już są obrzezani nie usuwali śladów tego zabiegu: "Jeśli ktoś został powołany jako obrzezany, niech nie pozbywa się znaku obrzezania; jeśli zaś ktoś został powołany jako nieobrzezany, niech się nie poddaje obrzezaniu" (w tłum. ks. K. Romaniuka). Rzecz może nie tyle w modzie a w uczestnictwie w życiu społecznym, obrzezanie wykluczało Żydów z jego wielu aspektów, np. nie zgadzano się na udział osób obrzezanych w zawodach sportowych. Trudno było Żydom uczestniczyć w dyskusjach w łaźniach czy gimnazjonach gdy było się obrzezanym, co wykluczało ich z części życia kulturalnego a i politycznego. Czasami zabieg miał przynieść korzyści, w Aleksandrii Żydzi nie mogli ubiegać się o obywatelstwo, przedstawiciele innych nacji którzy chcieli uzyskać taki status musieli przejść szkolenie w ephebaionie, a tam uczestniczyć w zajęciach nago. Zatem jak Żyd chciał jednak zostać obywatelem tego miasta musiał coś zrobić z widocznym efektem obrzezania. Sam zabieg nazywano epispasmos (grec. επισπασμοσ, hebr. maszszuk), z punktu widzenia medycznego istniało kilka sposobów ukrycia obrzezania i niekoniecznie musiało chodzić o transplantację, w sumie robiono to samo co w przypadku zbyt krótkiego lub nie w pełni wykształconego napletka. "Males who wished to conceal an exposed glans had several options. Dioscorides, a first century C.E. physician to Nero's troops and master of herbal lore, helped those who, though not circumcised, had a defectively short foreskin. He suggested applying thapsia, an herb that causes swelling.2 this would not work, Dioscorides recognized for those who were circumcised. Soranus, author of a second-century C.E. medical text, prescribed a different method for correcting defectively short foreskins in infants: The baby's nurse should pull the foreskin forward over the glans and tie it with a thread. "For if gradually stretched and continuously drawn forward, it easily stretches and assumes its normal length an covers the glans and becomes accustomed to keep the natural good shape." A simple surgical procedure called infibulation, was another option for a defectively short foreskin. A surgeon would pierce the foreskin to receive a light wooden pin called a fibula. With the fibula inserted the foreskin was held neatly closed. Infibulation was supposed to improved the voice and health of adolescent boys, but Celsus, the author of a medical text from the first century C.E., doubts the therapeutic value of infibulation for this purpose. Infibulation could also be used by those who had been circumcised. Some circumcised Jews concealed their circumcision by drawing the skin around the penis forward and securing it with a fibula—or with twine. Martial, the Roman poet, ridiculed an infibulated Jewish slave and derided another Jew whose fibula fell out at the bath. The Cadillac of correctives, however, was clearly epispasm: "If the glans is bare and the man wishes for the look of things to have it covered, that can be done," Celsus assured his readers. It was a variation of an operation recommended for congenitally short foreskins. For congenitally short foreskins, the surgeon would tie forward the foreskin, Soranus recommended, and cut the sheath of skin around the penis just in front of the pubic bone. When the wound healed, the surgeon would remove the twine. Epispasm on a circumcised penis required a somewhat more difficult operation: The surgeon would cut around the glans freeing the sheath of skin surrounding the shaft of the penis, pull the skin forward and dress the wound carefully so that the skin would reattach to the glans leaving a foreskin. At a time before effective anesthesia, a man inclined to try this procedure had Celsus' assurance that it was "not so very painful."". /R.G. Hall "Epispasm. Circumcision in Reverse", "Bible Review", August 1992/ Przy czym autor podaje też inną strategię, rodzice dzieci które miały być poddane obrzezaniu umawiały się by taki zabieg był ledwie widoczny (co było niezgodne z Talmudem), tak na zasadzie panu Bogu świeczkę (to znaczy skórkę) a diabłu...
  16. Francuskie tajne służby - Travaux Ruraux

    Fakt. Super wywiad i kontrwywiad francuski, wcale nie szkolony przez Brytyjczyków nic nie wiedział o akcji w Afryce i o zajęciu terytorium nieokupowanego. Tylko dlaczego niby był taki: super? Czyli jak Francuzów (z Vichy) Brytyjczycy o czymś nie powiadomili to ci o niczym nie wiedzieli, a ponoć byli tak świetni... A szkoda, bo to dyrektywa o budowie wału atlantyckiego dalece późniejsza od powstania TR, zatem wywody euklidesa cokolwiek mijają się z chronologią zdarzeń. Ale chyba mu to nie przeszkadza? Nie od dziś przyzwyczaił nas euklides do ignorowania faktów i wymyślania w ich miejsce własnych "teorii". A zna kogoś euklides kto również by tak twierdził? Tyle że nikt się nie czepia pana P. Norda który jednoznacznie stwierdził, że w swej książce posługiwał się wymyśloną nazwą, czepiamy się euklidesa - który co i rusz wymyśla jak to istniała Agencja Nieruchomości. Wpierw miała poprzedzać TR, w miarę rozwoju dyskusji miała być już tak na prawdę tym samym co TR przy czym nazwa TR nie istniała. Trwanie w uporze jak i nie przyjmowanie do wiadomości dość powszechnie znanych faktów - wydają się być cokolwiek zadziwiającą postawą. Choć ja to rozumiem, jak ktoś uważa się za eksperta od spraw wywiadu i kontrwywiadu; a zwłaszcza francuskiego; trudno mu przełknąć informację, że dał się nabrać. Nie zamieścił, proszę nie kłamać albo zacytować go słowo w słowo w wersji oryginalnej. Wciąż nie dowiedziałem się kim był Bardin, widać euklides też tego nie wie ale wie że mylnie utożsamiano go z inną osobą. Przy czym euklides nie wie kto utożsamiał jak i nie wie kim była ta druga osoba. Jak dla mnie ta uwaga o utożsamianiu to efekt niewiedzy i w rzeczywistości euklides nie zna opracowania w którym coś takiego nastąpiło. To on sam nie wie kto jest kto i to udowadnia. Problem wygląda dla mnie tak... z praktyki forum wiemy, że euklides ma zadziwiająco bezkrytyczny stosunek do źródeł francuskojęzycznych i apologetyki wszystkiego co francuskie. Przy czym zna książki kilku autorów francuskich, których traktuje jak Mojżesza objawiającego Dekalog, stąd przekonywał nas, że francuskie powieści historyczne należy traktować inaczej niż polskie czy angielskie, czyli jako równoważne z opracowaniami historycznymi. Stąd powieści i opowiadania szpiegowskie pana P. Norda traktował jak prace historyczne, przy czym na początku dyskusji nawet nie wiedział , że to była beletrystyka. "Mes Camerades..." jest relacją członka służb francuskich w czasie drugiej wojny światowej, relacją bardzo cenną acz niepozbawioną błędów, a to już z pewnej awersji autora do badań archiwów jak i z faktu, że to głównie relacja na podstawie wspomnień. Z pewnych względów ów autor zdecydował się nie ujawniać z nazwy jaką to organizację m.in. opisuje, jak i zdecydował się by nie podawać prawdziwych personaliów osób jeszcze żyjących lub tych którzy mogli być powiązani z już powojenną działalnością wywiadowczą czy kontrwywiadowczą. W pewną zachowawczość autora wchodziły też względy polityczne, wreszcie służba którą opisywał po wojnie była w ogniu krytyki. Jak tu pisać o sukcesach kontrwywiadu w wyłapywaniu i śledzeniu agentów brytyjskich i gaullistowskich w czasach gdy pośród zwycięzców był gen. Ch. de Gaulle. Przy takim traktowaniu jednego z głównych źródeł euklidesa czyli pana P. Norda mamy zadziwiającą sytuację. Oto euklides przeczytał książkę gdzie ów autor posługiwał się fikcyjną nazwą dla tajnego kontrwywiadu francuskiego. Wpierw euklides twierdził, że taka organizacja o takiej nazwie istniała. Po moich uwagach zmodyfikował swą wypowiedź i twierdził, że istniała tylko na początku przed TR. Po czym znów zaczął twierdzić że nie istniało TR tylko Agencja Nieruchomości, źródeł tej wiedzy nie zna - są to jego przemyślenia. W historiografii francuskiej nie występuje taka Agencja, ale co tam - euklides ma własne przemyślenia związane z Wałem Atlantyckim. A to że TR powstało zanim powstała myśl o tych umocnieniach - tym gorzej dla faktów. W efekcie czytania bezkrytycznego francuskich autorów i niechęci do sprawdzenia zapisanych tam informacji mieliśmy : " kpt. Ledroit de Regle", i tu euklides nas oszukuje, bo dopiero po moich uwagach stwierdził, że to fikcyjne personalia, a z jego wcześniejszych wpisów nic na to nie wskazuje. Cała strategia jego narracji polega na kolejnych modyfikacjach własnych wypowiedzi tam gdzie już nie da się utrzymywać własnych stwierdzeń. Przy czym euklides objaśnienia jakie napisali inni traktuje jako własne odkrycia. Mogę zrozumieć że euklidesa że nie potrafi napisać czegoś poprawnie w języku polskim, ale żeby osoba uznająca się za znawcę języka francuskiego i ogólnie języków romańskich nie potrafiła poprawnie napisać nazwy tej placówki - to dziwne. Kolejny przypadek epidemii klawiatury? Jakby tak mógł euklides nam odpowiedzieć na kilka drobnych pytań, tak punkt po punkcie by uszeregować stan wiedzy: 1. Gdzie P. Nord napisał że istniała Agencja Nieruchomości w "Mes Camerades..." i poznamy ów cytat z jego książki o istnieniu tego niemieckiego dokumentu? 2. Jaki inny francuski historyk napisał o rzeczywistym istnieniu kontrwywiadowczej organizacji o takim mianie - Agencja Nieruchomości? 3. Kim był "P" i kim był B.? 4. Kto ich utożsamiał, tak z podaniem tytułu i cytatu? 5. Kto stał na czele placówki TR i później Jeune TR w Marsylii? 6. Kto twierdził, że Ernst Dunker był szefem Gestapo w Marsylii?
  17. Unia florencka

    No to nie za bardzo zna euklides historię cesarstwa skoro uważa, że zawsze byli sprzymierzeńcami, a ta postać została przywołana w kontekście postaci Jana V, proszę czytać ze zrozumieniem. Regułą jest, że euklides nie sprawdza to co napisali autorzy francuscy. Dobra metoda w utwierdzaniu siebie samego, że zawsze ma się rację, zła - w kontekście badania przeszłości. I jest to żałośnie miałkie objaśnienie z dwóch względów. Myli euklides genezę z okolicznościami podpisania, i co więcej - nie znając genezy wiąże akt unii z kłopotami papieża Eugeniusza, gdy fakty wskazują iż miało to związek z sytuacją cesarstwa przed jego papiestwem. Wręcz odwrotnie, w wielu tematach euklides wypowiadał się ,że Konstantynopol nie miał znaczenia. Jak euklides uważa, że można było cesarza przekupić za 1/7 towarów jednej galery kupieckiej to już jego sprawa, ja bym jednak sprawdził dlaczego tak tanio można było jego kupić, ale skoro francuski autor tak napisał; a przynajmniej tak twierdzi euklides - bo nie zaprezentował żadnego cytatu; to już wszystko jasne. Jak wiadomo istnieje żelazna zasada w naukach historycznych: to co napisał Francuz w zasadzie nie może być kwestionowane, a to co napisał autor francuski, którego czytał euklides należy traktować jako prawdę objawioną. Przy czym nieistotnym jest, że euklides często przyłapywany jest na przypisywaniu tym autorom stwierdzeń których nigdy nie napisali. A co to ma do lat 1422-1434, czyli: genezy? Ile w połowie XV wieku wynosił budżet cesarstwa bizantyjskiego mógłby nam podać euklides?
  18. Kaiser

    Jeśli szukać w nim "krwi Romanowów" to prostsza droga prowadzi nie poprzez najstarszą córkę królowej Wielkiej Brytanii, tylko poprzez małżeństwa w linii miecza. Mamy zatem małżeństwo Piotr III i Katarzyna II, z tego związku mamy Pawła I który pojmuje za małżonkę Zofię Dorotę księżniczkę wirtemberską (Marię Fiodorowną), ich córka - Maria wchodzi w związek z Karlem Friedrichem księciem Sachsen-Weimar-Eisenach, a z tego związku mamy księżniczkę Augustę Marię Katarzynę małżonkę cesarza Wilhelma I.
  19. Kto sprowadził Krzyżaków do Polski?

    Mnie się zdaje; i jest to tylko domniemanie; że autorowi bardziej chodziło (choć tego nie wyraził explicite) o to: kto jako pierwszy sprowadził ten zakon na nasze ziemie. Przy formalnym rozpatrywaniu tej kwestii, nadania Henryka Brodatego wyprzedzałoby taką samą decyzję Konrada Mazowieckiego, jak i podjęcie wiążących umów - podpisanych przez tego ostatniego. Oczywiście jest to tylko ciekawostka podobna do sporu kto: wynalazł telefon, niezależnie kto wpadł na ten pomysł pierwszy największe znaczenie w rozwoju techniki miały działania Aleksandra Bella. Co do tego co można wykładać w szkołach - jak najbardziej się zgadzam, choć sądzę iż takie drobiazgi to raczej powinny być przeznaczone dla kół historycznych.
  20. Francuskie tajne służby - Travaux Ruraux

    Cóż, co tam zauważył euklides to jego sprawa, choć zauważył nietrafnie. Ja oparłem się na początku m.in. na kilku artykułach napisanych przez członków TR takich jak, jej szef - P. Paillole, Roger Morange, czy Jean-Claude Petermann (od 1937 r. zastępca szefa kontrwywiadu S.C.R.). Bardzo fajnie, że był bohaterem książki tylko czy euklides wie czy jest to prawdziwe nazwisko czy nie? Wie kim był ów Bardin czy nie? Pragnę zauważyć, że nie jest to temat o zawartości jednej książki jaką przeczytał euklides. Jak rozróżnia fikcyjne personalia w tej książce od tych prawdziwych skoro nie uznał za stosowne "zastanowić się". To tak trudno odkryć kto był tym szefem tajnego kontrwywiadu? Czyli przeczytał euklides książkę traktującą min. o kontrwywiadzie, wypowiada się w temacie poświęconym jednej z takich służb kontrwywiadowczych - i nie wie kto był szefem takiej służby a nawet się nad tym nie zastanawiał?! Zasmucające... Ale skoro euklides nie wie kim był "P" to jak może wiedzieć, że są tacy którzy utożsamiają go z osobą o nazwisku/lub pseudonimie - Bardin? I dowiemy się wreszcie kto tak utożsamiał czy euklides kolejny raz nie potrafi wskazać źródła swych uwag? A jakoś wcześniej tego euklides nie zauważył, no to kto w rzeczywistości stał na czele marsylskiej placówki Starego TR i kto go zastąpił po reorganizacji? Innymi słowy - Francuzi nie przewidzieli wejścia Niemców do strefy nieokupowanej bo Amerykanie i Brytyjczycy nie powiedzieli im, że będąc lądować w Afryce. Dobre. A tak w ogóle to Francuzi wygraliby drugą wojnę światową znacznie szybciej gdyby im w tym nie przeszkadzali Amerykanie i Brytyjczycy. W "teoriach" euklidesa jak Francuzi coś zrobili porządnie i skutecznie - to wynika to z tego że to Francuzi, jak coś im poszło nie tak - to oczywiście wina innych. Siatki francuskie wpadają - wina brytyjskiego szkolenia, przy czym euklides wymyśla sobie na jakiej to książce byli szkoleni. Wpadają siatki gdyż Francuzi byli zaskoczeni wkroczeniem Niemców - wina Aliantów, że nie poinformowali ich o swych działaniach w Afryce. Przy czym są to wciąż ci sami Francuzi, którzy mieli tworzyć jeden z najlepszych wywiadów i kontrwywiadów... Czyli historycy się mylą, myli się szef Travaux Ruraux, mylą się członkowie tej organizacji, a nie myli się euklides bo sobie tak wysnuł, nawet wbrew autorowi na którego książce się opiera. To o czym tu dyskutować? A gdzie upubliczniono ten dokument, nie będzie problemem dla euklidesa wskazania źródła tej wiedzy. Jak zwykle euklidesowi nic nie przeszkadza w jego wywodach chronologia wydarzeń, zatem ta Agencja Nieruchomości miała poprzedzać TR, a wszystko to miało miejsce zanim Hitler wydał dyrektywę nr 40. Innymi słowy Francuzi antycypowali... dzięki euklidesowi zbliżamy się bardziej do klimatów "Zmienników" niż do metod typowych dla forów historycznych.
  21. Francuskie tajne służby - Travaux Ruraux

    Muszę zmartwić euklidesa ale jego wiedza jest mocno szczątkowa, TR - dla poszczególnych placówek posługiwało się głownie numerami a potem nazwami botanicznymi (głównie kwiatów), a tajemnica do rozszyfrowania jest prosta: nie istniał kapitan "Ledroit de Regle" ani siatka "Regle". Przecież to tak łatwo sprawdzić... Nie istniał "sharfuhrer" Delage" - tylko Ernst Dunker alias Delage i nie miał takiego stopnia gdy przybył do Marsylii. Nie był szefem Gestapo w tym mieście. Skąd to wszystko bierze euklides? A ci niektórzy to kto? Zadałem proste pytanie a objaśnienia euklidesa nic nie objaśniają, przecież to proste: - kim według euklidesa był ów "P" - kim według euklidesa był ów Bardin? Tyle, że ja nie napisałem o lądowaniu w Afryce, może euklides przeczyta z większa uwagą do czego się odnosiłem? Ale to już zostało objaśnione, tyle że przeze mnie a nie euklidesa. Pytanie brzmi: skąd euklides wie, że istniała Agence Immobiliere przed TR? Bo tak napisał. A żaden historyk, z tych których przejrzałem nic o tym nie wie.
  22. Unia florencka

    Zacznijmy do kwestii najprostszej a przecież często bardzo ważnej - pieniędzy. Summa summarum - wedle euklidesa cesarza bizantyjskiego przekonano (czy może : przekupiono?) za 6000 florenów. Przy czym euklides w swej arytmetyce "zgubił" gdzieś trzy tysiące florenów. No ale trzeba by spróbować sobie uzmysłowić jak duża to była kwota w tych czasach. No to porównajmy... Spójrzmy zatem jakimi sumami operowano pośród ówczesnych władców, oto np. papież wpłacił na konto genueńskiego bankiera Antonio Pessagno, jednego z finansistów obsługujących angielskiego władcę, 160 000 florenów (i nie była to jednorazowa pożyczka). W 1337 r. Edward III wystawia promesę, poprzez księcia Hainault, na sumę 100 000 florenów dla swych germańskich sojuszników. Po śmierci Władysława I, króla Neapolu, wrogowie z kurii papieskiej względem bankierskiej rodziny Albertich przekonali papieża by ten zażądał natychmiastowego zwrotu pożyczki, w ciągu tygodnia rodzina Albertich zwróciła 80 0000 florenów. Podatek od wina w Rzymie (jaki we Florencji) przynosił ok. 60 000 florenów a podatek portowy ok. 90 000, w 1483 r. Taddeo Gaddi wraz ze wspólnikami z tytułu dzierżawy w Rzymie podatku bachalarius (caelibe tributum) miał wyciągać teoretycznie 10 000 florenów, na mocy wyroku bolońskiego sądu kupieckiego kupiec Neri Tornaquinci (żaden Krezus) przybywa do Krakowa (1410 r.) by odzyskać zainwestowane na tym rynku pieniądze w wysokości 13 405 florenów. Michael - syn Giovaniego z Matteo robiący interesy z polską szlachtą oszacował dla Catastro nieodzyskane długi na polskim rynku na 4000 florenów, jego brat Antonio zainwestował we Wrocławiu 12 000 florenów. Pomiędzy 1372 a 1375 r. bankier Gaultero Bardi zabezpiecza swe stare długi, dzięki czemu dwóch londyńskich kupców Richard Lyons i John Pyel udzielają pożyczkę angielskiej koronie na kwotę 78 000 florenów. Na początku XV w. debet komun: Piza i Luca wynosił... 5 000 000 florenów, i uznawano że jest to bezpieczne zadłużenie! Majątek Republiki florenckiej na początku XV wieku szacowano na 17 400 000 florenów. W 1421 r. wpływa do portu londyńskiego wenecka galera z luksusowymi towarami (przyprawy, aksamit, jedwab, adamaszek), całość towarów wyceniono na ok. 44 500 florenów. Innymi słowy, przychylność cesarza bizantyjskiego można było kupić za równowartość 1/7 towarów jednej galery kupieckiej... jak dla mnie to żart. Ciekawi mnie źródło na którym opierał się ów autor przy tym rozdzieleniu tych kwot. Czyli: skąd wiemy, że cesarz przeznaczył akurat 6000 na przekupienie greckiego kleru. Pomyślmy sobie kogo trzeba było przekupić. Opozycja wobec unii była we wszystkich kościołach wschodnich, zatem trzeba było przekupić co ważniejszych hierarchów z kościoła greckiego w cesarstwie bizantyjskim a także z koptyjskiego, syryjskiego, ormiańskiego, chaldejskiego, bośniackiego, maronitów z Cypru. Ilu trzeba było przekupić? Przyjmijmy, że trzech, wychodzi na to, że hierarchów danego kościoła można było przekupić za jakieś 285 florenów. Innymi słowy, przychylność duchownego danego kościoła można było kupić za równowartość jedenastu wołów (w 1390 r. w Senese w Monte Oliveto Maggiore, za okazałego wołu płacono 25 florenów). Tanio wychodziło. /dane finansowe za: G.A. Holmes "Florentine Merchants in England, 1346-1436", "The Economic History Review" New Ser., Vol. 13, No. 2; M. Prestwich "Early Fourteenth-Century Exchanges Rates", "THR", New Ser., Vol. 32, No. 4; J. Munro "The Consumption of Spices and Their Costs in Late-Medieval and Early-Modern Europe: Luxuries or Necessities?", A lecture delivered to the Canadian Perspectives Committee, Senior Alumni Association, University of Toronto, at University College, 8 November 1988; G. Clark "Animals and Animal Products in Medieval Italy: A Discussion of Archaeological and Historical Methodology" "Papers of the British School at Rome", Vol. 57, 1989; P. Malanima "The Italian Renaissance Economy (1250-1600)", "Europe in the Late Middle Ages: Patterns of Economic Growth and Crisis", Internatinal Conference at Villa La Pietra, Florence, May 10th-12th 2008/ Otóż ten traktat zawarty około 1435 r. to w zasadzie nic innego jak postanowienia soboru bazylejskiego z sesji 19 odbytej 7 września 1434 roku, przedstawiciele greckiego kościoła nalegali by zawarte wówczas ustalenia potwierdził swym podpisem również papież Eugeniusz IV. To o tyle istotne, że przybycie greckiej delegacji ustalono zanim jeszcze Gabriele Condulmaro stał się Eugeniuszem IV (i na długo przed ogłoszeniem "Dum onus universalis gregis" i "Nuper siquidem cupientesna"). Zatem nie można upatrywać genezy unii w kłopotach papieża Eugeniusza. Można zauważyć, iż w myśl tych ustaleń nie było mowy o wysyłaniu czterech galer, chyba niedokładnie euklides coś przeczytał. Najciekawsze jest to, że pierwszy odnotowany postulat greckich ambasadorów dotyczył by spotkanie miało miejsce... w Konstantynopolu. W takim przypadku kościół wschodni miałby się zebrać na własny koszt. "Ambaxiatores ʃereniʃʃimi domini imperatoris Græcorum, & domini Patriarche Conʃtantinopolitani, videlicet dominus Demetrius protonoʃstarius, Palæologus Mæotides, venerabilis Iʃidorus Abbas monaʃterii (...) convenientes cum dominis deputatis facri Concilli, primo expoʃuerunt, quod ʃi Eccleʃiæ occidentali placeret, ut hæc Synodus Conʃtantinopoli celebraretur, Eccleʃia orientalis propriis expenʃis ibidem conveniret, nec operteret, ut Eccleʃia occidentalis Prælatis orientalis aliquas expenʃas faceret". /J.D. Mansi "Sacrorum Conciliorum. Nova, et Amplissima Collectio...", Venetiis MDCCLXXXVIII, szp. 93/ Gdyby zatem łacinnicy przyjęli tę propozycję, cesarz nie otrzymałby żadnych pieniędzy, jak widać greccy duchowni jakoś nieszczególnie chcieli się wzbogacić na "trudnej sytuacji" Eugeniusza IV. Przy czym w 1434 czy 1435 roku papież ten nie był jeszcze w jakiejś szczególnie trudnej sytuacji, to nastąpiło dopiero po 25 sesji z 7 maja 1437 roku. Za to cesarz bizantyjski jak najbardziej był w trudnej sytuacji od początku swych rządów. Co więcej, kontynuował on w swej polityce zagranicznej strategię Jana V. Strategię polegającą na powiązaniu unii kościołów z materialną i militarną pomocą przeciwko Serbom (chwilowo zastopowanych w czasach Jana V przez Stefana Urosza IV Duszana) i państwu ottomańskiemu. Pierwszy dyplomatyczny kontakt Jana V z papiestwem to list (z 1335 r.) do Innocentego VI. List który nas powinien szczególnie zainteresować, jako że w nim cesarz wyłuszczył detalicznie plan połączenia unią obu kościołów, zaczyna się on słowami: "Imperator Ioannes Palaelogus, ut impetret auxilia a papa Innocentio VI., iurat se obtemperaturum, daturum operam uniendis ecclesiis, obsidem Romam missurum filuim suum primogenitum Manuelem etc." (całość w: "Monumenta Spectantia ad Unionem Ecclesiarum Graecae et Romanae" edit. A. Theiner, F. Miklosisch, Vindobonae 1872, s. 29). Jana VIII pierwszy kontakt z papieżem to list (z 1422 r.) do Marcina V, będący odpowiedzią na dyplomatyczne rozmowy prowadzone w Konstantynopolu przez legata papieskiego Antonia de Massę (który zresztą zawoził ów list do papieża), rozmowy dotyczące unii kościołów. Jan VIII wyrusza w swą pierwszą misję dyplomatyczną w Europie - na Węgry (1423-1424), a o czym wtedy rozmawia? Ano m.in. o unii kościołów, na osiem lat przed wstąpieniem na Piotrowy stolec przez Eugeniusza IV. Pomiędzy 1425 a przed 1429 r. cesarz podejmuję znów kwestię unii i przygotowań do ekumenicznego soboru (najprawdopodobniej wysłannikiem był Jan Bladynteros). W 1426 r. podejmuje kolejny kontakt z papieżem Marcinem V w sprawie soboru, Benedetto Fulcho jest jego pośrednikiem z Zygmuntem, królem Węgier, temat - unia kościołów, w 1430 r. odnotowano kolejne kontakty z papieżem w sprawie soboru, w 1430 r. wysyła w tej sprawie Markosa Iagaresa i Makariosa Makresa. /o kontaktach dyplomatycznych co do soboru ekumenicznego i unii: F. Thiriet "Régestes des délibérations du Sénat de Venise concernant la Romanie", 3 vols. Paris/ Hague, 1958-61; A. Argyroiu "Macaire Makrès et la polemique contre l'Islam : édition princeps de l'éloge de Macaire Makrès et de ses deux œuvres anti-islamiques, précédée d'une étude critique", Vaticano 1986; D. Zakythinos "Le Despotat grec de Morée", London, 1975; G. Sphrantez "Cronicon" ed. R. Maisano, Rome 1990; E. Cecconi "Studi storici sul concilio di Firenze", Florence 1869; G. Mercati "Notizie di Procoro e Demetrio Cidone , Manuele Caleca e Teodoro Meliteniota ed altri appunti per la storia della teologia e della letteratura bizantina del secolo XIV", Vatican 1931; V. Laurent "Les préliminaires du concile de Florence: les neuf articles du pape Martin V et la réponse inédite du patriarche de Constantinople Joseph II (Octobre 1422)", "Revue des études byzantines", Année 1962, Tome 20; J. Gill "Council of Florence", Cambridge 1958/ To nie bardzo mogę pojąć jak to geneza unii florenckiej tkwić miała w trudnej sytuacji papieża Eugeniusza IV?
  23. Kto sprowadził Krzyżaków do Polski?

    A jak ma się rozwijać? Nigdzie takie twierdzenie nie pojawia się. Cel sprowadzenia nijak się ma do samego faktu sprowadzenia. A mnie się wydaje, że w rzeczywistości temat jest inny...
  24. Parabellum P'08 Luger

    Długie Lugery (z czarną kaburą) były również używane w marynarce, na ogół wówczas na kaburze widniała kotwica a nad nią litera "M" (oznaczająca aprobatę marynarki), taki egzemplarz można zobaczyć w piśmie poświęconym broni "Interessengemeinschaft Liberales Waffenrecht in Österreich" (2/18), w artykule Hermanna Geriga "Die Parabellum - Pistole". Z artykułu można się dowiedzieć, że istniała praktyka przefarbowania brązowych kabur na czarne, ale nie podano w jakich wojskach czy formacjach. Zakupiony długi Luger to ten o lufie: 150 mm czy 200 mm? Ogólnie, na mocy postanowienia z 3 czerwca 1913 r. (zatwierdzonego przez cesarza 2 lipca) "Lange Pistole 08" miał być przeznaczony dla artylerii polowej i lotników.
  25. Kto sprowadził Krzyżaków do Polski?

    Dla kogo jednoznaczny dla tego jednoznaczny, liczyć należy od: rozmów o sprowadzeniu, podpisania umowy, nadań czy od faktycznego przybycia? Przy uwzględnieniu jednego z tych zdarzeń w przypadku Konrada Mazowieckiego mielibyśmy np. datację sprowadzenia: 1226, 1228 lub 1230 lub 1231. Henryk Brodaty nadał Krzyżakom wieś Łasusice (vel Łasusino) z ujazdem w 1222 r., czy jak chcą niektórzy badacze ujazd Łasusino. Dopiero jednak w 1235 r. Herman Balk podjął pierwszą decyzję co organizacji tego nadania i wystawił przywilej kapelanowi dworu książęcego w Namysłowie Idziemu (Egidius) zlecający mu lokację na prawie niemieckim Bądlowic i Łasusina. No to niech nam ZaKrólaOlbrachta odpowie: kto był pierwszy? Zdanie nie jest dziwne i jest jak najbardziej prawdziwe.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.