Jump to content

secesjonista

Administrator
  • Content count

    26,202
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by secesjonista

  1. Wybuchy w Siewieromorsku - obecny stan wiedzy

    Otóż to zawierzenie nie miało żadnego "aspektu atomowego", to że ktoś mu takowy przypisuje jest mocno naciąganą interpretacją. Warto takim samozwańczym interpretatorom myśli i intencji papieskich zadać pytanie: co takiego nastąpiło po Zawierzeniu z października 1942 r., z lipca 1952 r., z maja 1982 r. czy października 1983 roku? A jaki to historyk wskazywał związek pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami?
  2. Najbardziej spektakularne akcje II WŚ

    Chyba najobszerniej o tym napisano u Jacka Greene'a w "The Black Prince And The Sea Devils: The Story Of Valerio Borghese And The Elite Units Of The Decima Mas" i w "The Royal Navy and the Mediterranean" (Vol .I "September 1939 - October 1940") pod redakcją Davida Browna. Tak skrótowo, włoski okręt podwodny "Iride" w Zatoce Bomba testował wówczas czy przeprowadzał jakieś próby z ludzkimi torpedami, których miał cztery na pokładzie. Pech chciał, że został "przyłapany" podczas przebywania na dość płytkich wodach. "... unable to dive due to the shallow (15m-deep) water, 'Iride' exchanged fire with the aircraft, taking casualties before one aircraft fired a torpedo that struck the submarine. 'Iride' sank immediately". /J. Prenatt, M. Stille "Axis Midget Submarines: 1939–45", Osprey Publishing 2014, b.p., ed. elektron./ "The submarine Iride sailed to the Gulf of Bomba in Libya and met there a torpedo boat bringing four SLCs. British aircraft foiled this operation when a flight of three Swordfish from HMS Eagle sank Iride on 21 August, just after it had fastened the SLCs to its deck and was about to conduct a test dive preliminary to departing for Alexandria (the SLCs could not withstand water pressure at depths greater than thirty meters). However, the survivors, who included X MAS personnel, were eventually able to recover the SLCs (as well as seven trapped crewmen) from the wreck, which had settled on the bottom at a depth of fifteen meters" /V.P. O'Hara, E. Cernushi "Frogmen against a Fleet: The Italian Attack onAlexandria 18/19 December 1941", "Naval War College Review", Vol. 68, No. 3 Summer 2015, Article 8, s. 4/ "On August 22, 1940, in preparation for a human torpedo attack on the Gulf of Bomba (Cyranaica, Libya) with four human torpedoes when three Fairey Swordfish torpedo bombers off the aircraft carrier HMS Eagle hit the submarine in shallow water. Few crew members were rescued with the support of the human torpedo operators, but most were killed in the sinking". /E.J. Emering "Decima Flottiglia MAS","JOMSA", Journal of the Orders nad Medals Society of America, Vol. 62, No. 3, May-June 2011, s. 28, przyp. 5/
  3. Najbardziej spektakularne akcje II WŚ

    A czy te wyliczenia uwzględniają maszynę prowadzoną przez A. Morforda (z obserwatorem M. Greenem), która chyba wystartowała ale w akcji ostatecznie nie wzięła udziału? W tabelce zamieszczonej w książce Angusa Kostama, przedstawiającej samoloty "drugiej fali" przy ich maszynie (L5Q) odnotowano "Mission aborted". "The first seven Swordfish roared into the air successfully, but the eight aircraft got into diffuculties. L5F, crewed by Clifford and Going began moving forward, but then the chocks were remowed from the ninth plane at its rear - L5Q, crewed by morford and Green. When Captain Boyd and Commander Robertson were updated, they decided that Morford and Greene should take off as planned. By contrast, L5F would be taken back to the hangar for repairs - a crushing blow for Clifford and Going. Meanwhile the other six Swordfish had formedup around the wave leader in L5A, five miles ahead of the carrier. Hale waited to see what happening to his last two aircraft. Finally, at 9.45 pm, L5Q raced up to join them, and a signal lamp from Robertson on 'Illustratious' gave the order "Carry On'.That was it - the second wave was on its way. Twenty minutes later another aircraft had to pull out. Morford and Greene, flaying L5Q, the last remaining bomber, suddenly felt a jolt. It was one of the straps holding their long-range fuel tank in place (...) Still, they now had no option but to turn back, as they did not have enough fuel for the return trip to Taranto. So, they turned aroiund, and flew back to 'Illustrious'. As they approached, a barrage of anti-aircraft fire greeted them, until Green fired a recognition signal, and they were able to land safely. That meant Hale's wave now consisted of just seven planes. He watched L5Q stall, but was unable to help. The remaining Swordfish continued on their way". /tegoż "Taranto 1940: The Fleet Air Arm’s precursor to Pearl Harbor", 2015, s. 69-70/
  4. W sumie całkiem możliwe, jedno to zalecenia a drugie to praktyka. Pewnie w unikatach i duplikatach parafialnych ksiąg starano się by zapisy z podwójną datacją były, w przypadku odpisów nie zawsze tego dochowywano. Ten który ustaliły wspomniane stany ewangelickie Rzeszy (: Corpus Evangelicorum) w 1699 roku i który nazwały Verbesserter Kalender. Można się oczywiście zastanawiać czy określenie: "czwarty typ kalendarza" jest najwłaściwsze, zważywszy że w myśl tych ustaleń uzyskano kalendarz który ujednolicił datację z kalendarzem gregoriańskim a jedyną znaczącą różnicą było to, że inaczej wyznaczano datę Wielkanocy. W myśl propozycji Erharda Weigla zrezygnowano z używania tablic paschalnych a oparto się na obserwacjach astronomicznych równonocy wiosennej i pierwszej wiosennej pełni Księżyca. "W tym duchu w dniu 23 września 1699 roku (3 października nowego stylu) w Ratyzbonie ewangelickie stany Rzeszy wydały Conclusum Corporis Evangelicorum dotyczące poprawienia kalendarza. W konkluzji mowa była o tym, że w 1700 roku bezpośrednio po 18 lutego nastąpić ma 1 marca, w efekcie czego usuwano 11 dni różnicy między obydwoma kalendarzami (luty 1700 r. w kalendarzu juliańskim był miesiącem przestępnym). Ponieważ wśród „wyrzuconych” dni znalazło się święto Macieja Apostoła (24 lutego), w 1700 roku postanowiono przenieść je na 18 lutego. Kolejna decyzja zawarta w konkluzji dotyczyła ustalania daty Wielkanocy, która w nowym kalendarzu miała być wyliczana – tak jak chciał tego Weigel – na podstawie bezpośrednich obserwacji astronomicznych („wie ehemals zu Zeiten des Concilii Niceani beschehen”), a nie według schematów stosowanych w kalendarzu gregoriańskim. W ten sposób stany ewangelickie starały się stworzyć wrażenie, że wprowadzają inny, nowy kalendarz, a nie kalendarz gregoriański. Z tego powodu w Conclusum nadawały nowemu kalendarzowi nazwę Verbesserter Kalender, sugerując, że jest on tylko poprawionym kalendarzem juliańskim, a nie „papieskim” kalendarzem gregoriańskim. Podkreślały również, że kalendarz ten wprowadzony został z niezależnej woli stanów i mocy ich świeckiej i duchownej władzy, broniąc się w ten sposób przed zarzutami o podporządkowywanie się rozporządzeniom papieskim. Decyzje stanów opublikowane miały zostać we wszystkich protestanckich krajach Rzeszy w ostatnią niedzielę przed Adwentem 1699 roku (tzn. 26.11.1699 r.)". /A. Gutt "Wprowadzenie kalendarza gregoriańskiego...", s. 72/
  5. Wszystko co w kwestii ziemstw napisał euklides, to: "Nie wiem czy nie należałoby się cofnąć do lat 1860-tych, czyli do powstania Ziemstw i prób reform Loris-Melikowa"."Rządy Loris-Melikow objął faktycznie w lutym 1880 roku i nie trwały one co prawda długo ale był to przełom w dziejach Rosji. Oczywiście to nie on powołał do życia ziemstwa ale on chciał rozszerzyć ich uprawnienia... Wszystko to zostało przekreślone 1 marca 1881 roku kiedy to na cara dokonano udanego zamachu akurat wówczas kiedy car (dokładnie tego dnia) miał zatwierdzić Zgromadzenie Doradcze wybrane przez ziemstwa... Zamiast rozszerzenia uprawnień ziemstw narzucono im z góry naczelnika który pilnował żeby nikt tam się nie wychylał", "Według mnie początek terroryzmu to lata 1860-te, ma to związek niewątpliwie z powstaniem ziemstw, które zaczęto tworzyć w 1864 roku". Na pewno wszystkiego tego nie napisał euklides na podstawie wspomnień wielkiego księcia, jak że w "Byłem wielkim..." ten nic nie napisał o reformach z 1864 roku, nic nie napisał o rozszerzeniu uprawnień dla Łoris-Mielikowa, nic nie napisał o Zgromadzeniu Doradczym i wreszcie nic nie napisał o terroryzmie mającym związek z powstaniem ziemstw. Faktycznie, Aleksander Michajłowicz napisał o wprowadzeniu w 1882 r. naczelników ziemstw. Tyle, że na podstawie jego relacji o tym urzędzie nie można było napisać, że naczelnicy mieli pilnować "żeby nikt tam się nie wychylał". W jego objaśnieniu było to potrzebne wypełnienie luki w poprzednich reformach uwłaszczeniowych, a nowa regulacja miała być elementem "nowej epoki dla chłopów" (s. 56). Autor uczciwie podaje, że rosyjska opinia publiczna widziała w naczelnikach urzędowych szpiegów. Tyle, że opinia publiczna ujęta jest u niego w cudzysłów, pokazuje zatem w ten sposób, że nie zgadza się z takim osądem. Aleksander Michajłowicz jak najbardziej pochwalnie wyraża się o nowych naczelnikach, ich przymiotach i o tym jak to chłopi byli zadowoleni z ich pracy. Ja się niemal wzruszyłem kiedy czytałem jego słowa o urzędnikach akredytowanych przy "Ich Wielmożnościach - Chłopach", o naczelnikach muszących taktownie postępować z chłopami, o tym jak to wykazywali troskę i przychylność i o tym jak to dziesięć tysięcy chłopów jednogłośnie wyraziło swe poparcie dla tych urzędników i ich pracy. "W dodatku zadania nowych urzędników okazały się niezmiernie trudne: oprócz wielkiej wiedzy i doświadczenia funkcja naczelnika ziemstw wymagała od nowo powołanych wielkiego taktu, a nawet zdolności dyplomatycznych. Krok za krokiem musieli oni zdobywać sobie zaufanie chłopów. Cesarz Aleksander III z wielkim zainteresowaniem obserwował postęp swoich wysłanników akredytowanych przy 'Ich Wielmożnościach - Chłopach'. Ostatecznym celem zamierzonej reformy było zwiększenie areału ziemi stanowiącej własność chłopską (...) wprowadzenie instytucji naczelników ziemstw miało dla ludności wiejskiej Rosji istotne znaczenie, czego najlepszym dowodem była wrogość okazywana reformie przez kręgi rewolucyjne. Rozmawiając z delegacją chłopów podczas uroczystości koronacyjnych w maju 1883 roku w Moskwie, car prosił ich, by otwarcie przedstawili swoją opinię o wprowadzeniu stanowiska naczelników ziemstw. W skład tej delegacji wchodziło ponad dziesięć tysięcy chłopów ze wszystkich krańców nieobjętej ziemi rosyjskiej. I oto zarówno starzy, jak i młodzi - wszyscy jednogłośnie opowiedzieli się po stronie nowych carskich urzędników, którzy odnosili się do ludności wiejskiej z wielką troską i przychylnością, przy czym chłopi prosili nawet, by funkcje sądowe naczelników zostały w miarę możliwości rozszerzone". /Aleksander Michajłowicz Romanow "Byłem wielkim księciem", Białystok 2004, s. 56-57/ Pozostawiam innym ocenę: co sensownego można napisać o ziemstwach i reformach ich ustroju na podstawie tak przedstawionych wspomnień wielkiego księcia. Jak dla mnie to wiele można napisać o "ślepocie" wielkiego księcia, o tym, że w pięćdziesiąt lat po tych wydarzeniach nie potrafi napisać nic treściwego poza panegirycznymi tekstami, jakby żywcem wyjętymi ze sztambucha egzaltowanej pensjonarki.
  6. Po przyjemnościach świątecznego stołu człowiek jest ociężały (również umysłowo) stąd może źle myślę, ja zrozumiałem to tak, że ojciec janceta urodził się 21 marca licząc według kalendarza gregoriańskiego. To skąd ten kwiecień? Tylko po co miał liczyć? W dokumentach powinna być przecież podwójna datacja, którą zaczęto stosować już na przełomie 1867/68 roku. Ja już się pogubiłem... jeśli polski urzędnik uznał, że 21 marca to data zapisana według starego stylu (juliańskiego) obowiązującego dawniej w Rosji to aby otrzymać odpowiednik w datacji gregoriańskiej to chyba powinien dodać a nie odjąć?? "Korzystając z materiałów, należy pamiętać, że różnica pomiędzy kalendarzem juliańskim i gregoriańskim wynosiła w wieku XIX 12 dni, a w wieku XX – 13 (np. 2.02.1888 według kalendarza juliańskiego to 14.02.1888 według kalendarza gregoriańskiego, 2.02.1903 kalendarza juliańskiego to 15.02.1903 kalendarza gregoriańskiego)". /A. Kulecka "Wstęp", w: "Urzędnicy Królestwa Polskiego (1815-1915). Materiały do biogramów. Wpisy z bazy danych" red. A. Kulecka, Warszawa 2019, s. 8/ O zamieszaniu kalendarzowym w Szwecji: "Najbardziej nieodpowiedzialnie reformę wprowadzano w innym protestanckim kraju, Szwecji. W obawie przed niepokojami społecznymi postanowiono, by od 1700 r. co 4 lata rezygnować tylko z jednego dnia przestępnego, co miało po 40 latach doprowadzić do zgodności z kalendarzem gregoriańskim. Usunięcie dnia przez administracyjne niedopatrzenie miało miejsce tylko raz. W efekcie Szwecja nie miała już kalendarza juliańskiego, ale nie zdołała też wprowadzić kalendarza gregoriańskiego. Wobec nieudolnie przeprowadzanej reformy w 1712 r. przywrócono kalendarz juliański, a dla uzyskania zgodności luty tego roku miał w Szwecji 30 (!) dni. I dopiero w 1753 r. uznano kalendarz gregoriański (po 17 lutego nastąpił 1 marca)". /J. Matuszewski "Wpływ prawa na czas i czasu na prawo", "Białostockie Studia Prawnicze", z. 7, 2010, s. 16-17/ "Szwecja nie zgodziła się na przyłączenie do Conclusum Corporis Evangelicorum16. Stanowisko Szwecji wynikało głównie z faktu, że odrzucone zostały jej propozycje – sformułowane przez uppsalskiego profesora matematyki i teologii, Johannesa Bilberga – przesłane do ewangelickich stanów Rzeszy w sierpniu 1699 roku. Dotyczyły one sposobu usunięcia nadmiaru 11 dni w stosunku do kalendarza gregoriańskiego, sposobu liczenia daty Wielkanocy oraz zmiany metody skracania średniej długości roku kalendarzowego. Nie wchodząc w szczegóły szwedzkich dezyderatów, podać można jednak, że Szwedzi życzyli sobie, by usunięcie 11 dni następowało stopniowo. Mianowicie, w 1700 roku proponowano usunąć dzień przestępny w lutym oraz cały tydzień w listopadzie, a pozostałe trzy dni różnicy – w kolejnych latach przestępnych (1704, 1708, 1712). W piśmie oznajmiano także, że w razie braku porozumienia – a do niego ostatecznie nie doszło – Szwecja wyrażała co prawda zgodę, aby rok 1700 był dla wszystkich (a zatem także dla niej) rokiem zwykłym, ale nie akceptowała planu, by usunąć więcej dni. Dzięki temu różnica między kalendarzem stosowanym w Szwecji a kalendarzem gregoriańskim miała nadal wynosić okrągłe 10 dni. I rzeczywiście, w listopadzie 1699 roku król szwedzki Karol XII wprowadził tę decyzję w życie, tworząc tym samym czwarty typ kalendarza używanego równocześnie w chrześcijańskiej Europie. Ten unikatowy, szwedzki sposób liczenia czasu stosowany był do 1712 roku. Pismem z 23 stycznia 1711 roku Karol XII nakazał bowiem wrócić do kalendarza juliańskiego, co uczyniono w ten sposób, że do przestępnego lutego 1712 roku dodano jeszcze jeden dzień. W 1712 roku w Szwecji zatem luty liczył dni 3019. Kalendarz juliański używany był w Szwecji do 1753 roku z tym, że datę Wielkanocy określano przy pomocy przyjętej przez protestantów obserwacji astronomicznej. Taki sposób wyznaczania terminu Zmartwychwstania Pańskiego utrzymał się w Szwecji niemal do połowy XIX wieku, kiedy zgodzono się na liczenie według sposobu gregoriańskiego, obowiązującego już od kilkudziesięciu lat w protestanckich krajach Niemiec (o czym niżej). Nieco inaczej sprawa wprowadzenia kalendarza wyglądała jednak w tych prowincjach Szwecji, które leżały na terenie Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a zatem m.in. na szwedzkim Pomorzu Przednim. W piśmie z 17 (27) maja 1699 roku ewangelickie stany Rzeszy prosiły bowiem króla Szwecji o zezwolenie na korzystanie z „poprawionego kalendarza” w prowincjach Szwecji leżących na terenie Rzeszy. I takie zezwolenie Karol XII rzeczywiście wydał w dniu 8 listopada 1699 roku". /A. Gutt "Wprowadzenie kalendarza gregoriańskiego na Pomorzu Zachodnim w 1700 roku", "Przegląd Zachodniopomorski", R. XXXI (LX), 2016, z. 2s. 74-75/
  7. Mityczne w sensie - nigdy ich nie było czy mityczne w sensie - proponowano coś o czym wiedziano, iż i tak nie będzie możliwe?
  8. Najgorszy poeta wszechczasów.

    Jeszcze o "tropach" McGonagalla... Bill Herbert (podpisujący swe utwory: W.N. Herbert) jest profesorem poezji, tłumaczem a także współwydawcą kilku antologii z poezją szkocką (a nawet chińską i bułgarską). Herbert pochodzi z Dundee (w 2013 r. otrzymał od władz tego miasta tytuł "Maker"), nie dziwne zatem, że jeden z tomików jego poezji nosi tytuł "Cabaret McGonagall", który to zbiór otrzymał nagrodę Northern Arts. Dla mnie numerem pierwszym byłby chyba hrabia Kiszka Zgierski, choć tuż zanim można by postawić Kajetana Jaxę-Marcinkowskiego, który ponoć otrzymał swego czasu posadę, pod warunkiem, że powstrzyma się od publikowania swej poezji.
  9. Ta data to jest według starego stylu czy nowego? To proszę nam przypomnieć na czym polegało to rozszerzenie władzy. To chyba żart? Ma euklides jakiekolwiek argumenty na potwierdzenie tego: "przykrócenia"? Jest euklides pewien, że ta data jest według starego stylu? Możemy poznać na czym się opiera?
  10. Zacznijmy od końca, możemy poznać szczegóły tego usunięcia w 24 godziny po zamachu na Aleksandra II? "... после убийства Александра II и издания Манифеста Александра III об укреплении самодержавия был отправлен в отставку (4 мая 1881 г.). В мае 1883 г. уволен в бессрочный отпуск и уехал за границу". /А.С. Орлов, Н.Г. Георгиева, В.А. Георгиев "Исторический словарь", 2-е изд. М., 2012, с. 287-288; tekst biogramu dostępny na stronie: hrono.ru/ "Charakterystykę Łoris-Mielikowa kończy opis odejścia hrabiego w związku z wydaniem manifestu o umocnieniu samodzierżawia z dnia 29 kwietnia 1881 roku". /A. Kołodziejczak "'Moje wspomnienia' księcia Włodzimierza Mieszczarskiego. Poetyka - portrety elity rosyjskiej - wizja kultury polskiej", praca doktorska pod kier. prod. dra hab. J. Ławskiego, Białystok 2016, s. 267/ Jako minister spraw wewnętrznych to dopiero w sierpniu 1880 roku.
  11. Wszystko zaczęło się nieco wcześniej... w Rumunii posługiwano się kalendarzem juliańskim, ale już za premierostwa Aleksandra Jana Cuzo zaczęto dyskusję o przejściu na kalendarz gregoriański, za rządów Michała Kogălniceanu doszło nawet do zgody strony kościelnej (w 1864 r.) na zmianę, ale protesty spowodowały odstąpienie od takiej reformy. Po zajęciu Rumunii przez wojska austro-węgierskie: "Pod wpływem zaleceń papieża Benedykta XV (1854–1922) zwierzchnicy wojsk niemiecko- -austriacko-węgierskich zaproponowali w 1916 roku przedstawicielom Cerkwi rumuńskiej wspólne obchodzenie święta Bożego Narodzenia i Nowego Roku według kalendarza katolickiego (gregoriańskiego). Oficjalne stanowisko metropolity Cerkwi rumuńskiej Conona Arămescu Donici (1837–1922) było przychylne. Protesty części duchownych prawosławnych i ponowne przeniesienie problemu kalendarza do publicznej debaty spowodowały jednak kolejne komplikacje i spory. Szczególny opór napotkano ze strony archimandryty Naczelnej Metropolii Rumunii (Metropolia Primată a României) Galactiona Corduna (1883–1959), który 29 grudnia 1916 roku skierował na ręce metropolity list protestacyjny w sprawie zmiany kalendarza i mieszania się niemieckiego gubernatora w wewnętrzne sprawy Cerkwi. Wraz z tym listem rozpoczęły się w Rumunii pierwsze „kalendarzowe” prześladowania. Aresztowany pod zarzutem działania na szkodę obcych wojsk Cordun spędził kilka miesięcy w więzieniu, kontynuując z niego akcje protestacyjne przeciw zmianie kalendarza. Pod wpływem fali protestów zarówno rząd, jak i Cerkiew rumuńska odstąpiły oficjalnie od idei przyjęcia kalendarza gregoriańskiego. Dyskusje na ten temat i próby pogodzenia stron trwały nadal i nasiliły po przyłączeniu w 1918 roku Siedmiogrodu do Rumunii. Zamieszkiwany w znacznej części przez protestantów i unitów posługujących się już wówczas kalendarzem gregoriańskim, stanowił ogromną prowincję, której akces przypieczętowało przyjęcie jednego stylu w kalendarzu. Jako pierwsza nowy styl kalendarzowy przyjęła armia rumuńska we wszystkich prowincjach kraju; dokonało się to 1/14 lutego 1919 roku. W krótkim czasie rząd uchwalił także Dekret z mocą ustawy nr 1.053 (Decretul-lege nr. 1.053), ustalający wprowadzenia kalendarza gregoriańskiego w Rumunii w dniu 1 kwietnia 1919 roku. Zgodnie z postanowieniem, dzień 1 kwietnia 1919 roku starego stylu stał się oficjalnie dniem 14 kwietnia 1919 roku nowego stylu. Od tego czasu państwo zaczęło podawać wszystkie daty w Rumunii według kalendarza gregoriańskiego. Wejście tego kalendarza w życie na terenie całego kraju doprowadziło do licznych konfliktów. Niektóre regiony (m.in. Besarabia) nie były przygotowane administracyjnie na nowy styl, co przyniosło wiele trudności w pracy urzędów państwowych. Ponadto nie przyjęli go wówczas przedstawiciele Cerkwi prawosławnej, których wpływ na ludność był ogromny". /E. Kocój "Pamięć starych wieków. Symbolika czasu w rumuńskim kalendarzu liturgicznym", Kraków 2013, s. 66-67/ W 1923 r. miał miejsce konstantynopolitański kongres panprawosławny na którym ustalono reformę kalendarza juliańskiego, która w dużej mierze polegała na dostosowaniu go do kalendarza gregoriańskiego. Ustalenia tego kongresu nie przez wszystkich zostały przyjęte, stąd nastąpił w kościołach prawosławnych rozłam. W Rumunii mnisi zaczęli uciekać w góry, ludzie na wsiach tworzyli "tajne kościoły" praktykując święta według starego stylu. "Przedstawiciele Rumuńskiej Cerkwi Prawosławnej pod przewodnictwem metropolity Mirona Cristei wprowadzili kalendarz gregoriański 1 października 1924 roku, który stał się dniem 14 października 1924 roku. Zadecydowano o przeniesieniu świąt obchodzonych w dniach od 1 do 14 października starego stylu na dni od 14 do 27 października nowego stylu oraz utrzymano datę obchodzenia święta Paschy według kalendarza juliańskiego (według starych paschalii) (...) Brak jedności w kwestii przyjęcia reformy kalendarza spowodował kolejny podział w łonie ortodoksji. W Kościołach lokalnych, które nie przyjęły nowej wersji kalendarza juliańskiego – greckim, bułgarskim, serbskim, rosyjskim, polskim oraz rumuńskim – nastąpił rozłam autokefalii; w jego wyniku powstał odłam tzw. starokalendarzowców, których na terenie Rumunii nazywa się także stylistami. Spory i protesty przeciw nowemu kalendarzowi doprowadziły do schizmy również w Cerkwi w Rumunii (...) Dużą rolę odegrały tu także względy ideologiczne i niechęć do przyjęcia kalendarza opracowanego na zlecenie najwyższych władz Kościoła katolickiego (...) Ze szczególnie ostrą krytyką i sprzeciwem wobec reformy kalendarza wystąpili duchowni Mołdawii – księża i mnisi z monastyrów Neamţ, Secu, Sihăstria i należących do nich skitów (...) W obliczu rosnącego wpływu zwolenników kalendarza juliańskiego sytuacja prawosławnych stała się tak trudna, że hierarchia autokefalicznego Kościoła poprosiła władze państwa o pomoc w rozwiązaniu problemu. Tak rozpoczął się etap prześladowań wyznawców starego kalendarza w Rumunii, które miały bardzo burzliwy przebieg. W wielu miejscowościach siły wojskowe demonstracyjnie niszczyły miejsca kultu religijnego starokalendarzowców wraz z utensyliami liturgicznymi i przedmiotami sakralnymi. Likwidowano także miejsca pobytu zbuntowanych mnichów i mniszek, nierzadko na oczach wiernych. W lutym 1926 roku aresztowano mnichów Galakcjona (Galactiona), Paisjusza (Paisie) i Beniamina (Veniamina), zamieszkałych w jaskiniach gór Rusu, a także mnichów z monastyrów Neamţ, Secu, Părâul Neagru w górach Neamţ i osadzono ich w więzieniach. Oburzenie duchownych i wiernych – nie tylko zresztą starokalendarzowców – wywołała także decyzja patriarchatu rumuńskiego z lat 1926 i 1929 nakazująca świętowanie w tych latach Paschy wspólnie z Kościołem katolickim. Spowodowało to jeszcze większe zaostrzenie sporów religijnych w tym kraju (...) Pod koniec lat 20. XX wieku zwolennicy starego stylu przystąpili do organizacji nowego Kościoła, który powstał w wiosce Vânători, w okolicach monastyru Neamţ, w domu Michała i Jana Urzică (Mihai şi Ioan Urzică). Kościół ten przyjął nazwę Prawosławna Cerkiew Starego Stylu w Rumunii (Biserica Ortodoxă de Stil Vechi in România), a jego pierwszym metropolitą został hieromnich Glicherie Tănase. Do 1936 roku powstało około 40 cerkwi starego stylu, w większości na terenie Mołdawii. Ze względu na rozszerzanie wpływów tego Kościoła i coraz większą liczbę zwolenników patriarcha Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego Rumunii Miron Cristea wydał decyzję o zniszczeniu go siłą. Prześladowania starokalendarzowców trwały do rozpoczęcia II wojny światowej – do tego czasu aresztowano ponad 130 duchownych i mnichów, w tym hieromnicha Glicherica i setki wiernych. Monastyry i cerkwie stylistów, czyli starokalendarzowców, zniszczono całkowicie". /tamże, s. 78 i n./
  12. Kawaleria - współcześnie

    W początkach lat dwudziestych dla koni wyróżniano racje: "W", "P" i "R", czyli na czas wojny, pokoju i rację rezerwową. Dziennik Rozkazów Nr 8, R. V, z 25 lutego 1922 r. podaje w poz. 133 "Wyżywienie zwierząt": "Ze względu na rozmaitość wymiaru odróżnić należy w szczególności cztery główne rodzaje wymiaru należności paszy: a) Pokojowa należność paszy, której wymiar zależy od kategorji zwierzęcia. (W wyjątkowych wypadkach stosowaną być może należność paszy w jednakowym wymiarze dla wszystkich koni bez względu na kategorję, n. p. w czasie transportu koni koleją). b) Wojenna należność paszy w wymiarze zależnym od kategorji zwierzęcia. c) Dodatek paszy do pokojowej należności, którego wymiar zależy od czynników, wymienionych w punkcie poprzednim pod a, b, c, d , f. d) Rezerwową należność paszy, która znajduje zastosowanie w czasie wojny, względnie w czasie manewrów, a której wymiar zależy również od kategorji zwierzęcia. Norma pokojowa dzienna (w kg): konie wierzchowe i pociągowe lekkie artyleryjskie owies - 4,5 siano - 4 słoma na sieczkę - 1,5 słoma na ściółkę - 1,5 konie pociągowe ciężkie (artyleryjskie i taborowe) owies - 4 siano - 6 słoma na sieczkę - 3 słoma na ściółkę - 1,5 konie pociągowe lekkie taborowe i juczne owies - 3 siano - 4 słoma na sieczkę - 1,5 słoma na ściółkę - 1,5 Należność wojenna paszy: konie wierzchowe i pociągowe lekkie artyleryjskie owies - 6 siano - 4 słoma na ściółkę - 1,5 konie pociągowe ciężkie owies - 4 siano - 6 słoma na ściółkę - 1,5 konie pociągowe lekkie taborowe i juczne owies - 4 siano - 5 słoma na ściółkę - 1,5 Rezerwowa należność paszy dla koni "R" konie wierzchowe i pociągowe lekkie artyleryjskie owies - 4 konie pociągowe ciężkie - 4 konie pociągowe lekkie taborowe i juczne - 3 1. Rezerwowa należność paszy dla koni, mająca główne, zastosowanie w czasie wojny, przeznaczona jest na czas wyjątkowy, w którym dostarczenie koniom paszy w pełnym wymiarze zwyczajnym nie jest możliwe. Stanowi ona minimalną rezerwową ilość paszy, wystarczającą do utrzymania konia przy dostatecznych siłach przez krótki przeciąg czasu. 2. Użycie rezerwowej należności paszy dozwolone jest tylko w razie braku (t. j. niemożności dowozu lub nabycia (zarówno artykułów zasadniczych jak i zastępczych, objętych zasadniczą należnością paszy. 3. W razie konieczności zastosowania należności rezerwowej winna być ona przy pierwszej możności w całości lub choćby częściowo uzupełnioną do wojennej należności paszy". W Dz. Rozk. nr 33 z 16 sierpnia 1922 r. w poz. 489 podano "Wyżywienie koni wojskowych - uzupełnienie rozkazu" "Podana w rozkazie poz. 133 Dz. Rozk. tabela "A" pokojowa należność paszy dla koni, mułów i osłów nie przewiduje kategorji koni ciężkich francuskich i belgijskich typu ardenów, bulonów i perszeronów, które jednakże znajdują się w niektórych oddziałach Armiji. Należność paszy dla tej kategorji koni, tak pokojową i wojenna, ustanawiam w następujących ilościach: owies - 6 kg siano - 8 kg słoma sieczkę - 2 kg (tylko w czasie pokoju) słoma ściółkę - 1,5 kg".
  13. Najgorszy poeta wszechczasów.

    Nie tylko, odnajdziemy go też u Terry'ego Prachetta czy Philipa Pullmana, poza tym gościł u Mappetów. Pojawił się też w programie radiowym "The Goon Show" Spike'a Miligana i poświęcono mu film "The Great McGonagall" (z 1974 r.) z główną rolą Petera Sellersa. "Dorobił" się nawet własnego konkursu poetyckiego w 1965 r., którego głównymi jurorami byli właśnie: Milligan i Sellers. W konkursie nie przyznano głównej nagrody uznając, że nikt nie może się równać McGonagallowi.
  14. Nie chce mi się dyskutować z euklidesem który wpierw sugeruje, że Łoris-Mielikow został ministrem spraw wewnętrznych by mógł ułatwić carowi morganatyczny związek, a teraz kiedy zostało to zakwestionowane to powiada coś innego i nawet tego nie zauważa. Może gdzieś we Francji panuje zupełnie inna logika i zupełnie inne odczytywanie różnych tekstów stąd tak liczne kłopoty euklidesa w postaci potykania się o fakty? Proszę sobie porównać, a potem się zastanowić: "Mielikow najpierw załatwił carowi ślub a później został ministrem" "Car uczynił go ministrem spr wewn ale w zamian Mielikow umożliwił carowi wzięcie ślubu z Dołgorukową". Tak z ciekawości, na czym to "załatwienie" miało polegać? Wszędzie: czyli w tajemnych źródłach, które "wystukał" euklides, których wartość jest podobna jak euklidesa wywody o dymisji. Dla większości zainteresowanych tym okresem nie jest jakąś wielką tajemnicą, że ślub miał miejsce nie pod koniec lipca a na jego początku, dokładnie: 6 lipca.Co wpis, to euklides wymyśla kolejne nowe"fakty" a po ich zakwestionowaniu naciąga interpretację by cokolwiek jemu się zgadzało. Trochę to zaczyna być żenujące.
  15. Najgorszy poeta wszechczasów.

    Niektórzy nie mogli względem niego nabrać dystansu, kiedy w 2002 r. w Dundee obchodzono tego poety Douglas Dunn, poeta szkocki i dyrektor St Andrew's Scottish Studies Institute przy St Andrew's University, oznajmił, że gdyby McGonagall dziś żył to nie mógłby chodzić po ulicach (w domyśle - zostałby uznany za obłąkanego) i dodał: "To celebrate William McGonagall as a poet is certainly an insult to people like myself who have spent most of our lives pursuing the art of poetry. (...) The man was an idiot from birth, totally self-deluded. His poetry is appalling". /E. Bort "Poet McGonagall", "Scottish Affairs", no. 80, summer 2012, s. 166-167/ Choć Christopher Murray Grieve (znany bardziej jako: Hugh MacDiarmid) nie skreślał McGonagalla, wyznaczając mu niejako osobne miejsce w historii poezji: "McGonagall is in a very special category, and has it all to himself. There are no other writings known to me that resemble his. So far as the whole tribe of poets is concerned, from the veritable lords of language to the worst doggerelmongers, he stands alone". /K. Blair "McGonagall, ‘Poute’, and the Bad Poets of Victorian Dundee", "The Bottle Imp", Iss. 14, 2013, b.p./ Ponoć najgorszy wiersz jaki został napisany w języku angielskim to "Tragedy" zawarty w poemacie "A Fragment" pióra "Theo" Marzialsa, z jego jedynego zbioru "The Gallery of Pigeons and Other Poems". Ross i Kathryn Petras umieścili ten utwór w swej antologii "Very Bad Poetry". Znalazły się też tam takie utwory jak: "James McIntyre’s Ode on the Mammoth Cheese Gorgia Bailey Parrington’s An Elergy to a Dissected Puppy When Bad Poems happen to Good Poets: The Thorn by Wlliam Wordsworth (and it really is bad) Rev. Samuel Wesley’s A Pindaricque on the Grunting of a Hog Willam B .Tappan’s Song of Three Hundred Thousand Drunkards in the United States The Worst Poem ever written in the English Language: A Tradegy by Theophile Marzials - and The Most Lurid Account of a Tragedy: Calamity in London: Family of Ten Burned to Death by William McGonagall".
  16. To proszę nas oświecić w zakresie tego co mu kazał Pobiedonoscew i co konkretnie musiał robić, tak z przykładami na potwierdzenie swych słów. Jeśli już, to: "ministrem". Można by o tym podyskutować gdyby nie to, że to kolejna bajka wynikająca z tego, że euklidesowi nie chce się konfrontować swych teorii z faktami. Ślub miał miejsce w lipcu a ministrem spraw wewnętrznych Łoris-Mielikow został miesiąc później. Zatem informacje jak to miałby mu umożliwić zawarcie tego związku jako minister spraw wewnętrznych nie mają jakiegokolwiek sensu, z ciekawości jednak zapytam: skąd informacja, że oba zdarzenia miały miejsce w tym samym czasie? Czekam na kolejne tego typu rewelacje.
  17. Leni Riefenstahl

    Nie wiem czy chodzi o ten sam strój, ale wedle jej relacji ekipa filmowa otrzymała jakieś specjalne "mundury" które określiła jako granatowe i potem większość oficjalnych ekip filmowych miała nosić podobne.
  18. Leni Riefenstahl

    Wtedy - czyli kiedy?
  19. Może zacznie euklides próbować chociaż zrozumieć to co sam na napisał? Wpierw stwierdza, że zaczął likwidować w sierpniu 1880 roku a teraz podaje, że nie poszło mu błyskawicznie bo na początku 1880 r. było tam 72 funkcjonariuszy. W kalendarzu eulidesa sierpień to początek roku? Nie wiem co napisała pani d'Encausse bo euklides nie zacytował jej w tej kwestii, faktem jest że ta służba została zlikwidowana wskazanym dekretem cara. Ja zmartwię euklidesa ale nie potrafi on czytać ze zrozumieniem, bo data 5 maja jest przypisana do biuletynu rządowego, a rok wydania 1896 dotyczy "Encyklopedycznego słownika" gdzie podano datę 7 maja. To taki przykład niechlujstwa euklidesa, które prezentuje przy przywoływaniu niemal każdej swej lektury. Jak już euklides opanuje swe emocje to może dojdzie sam do rozwiązania dylematu dlaczego lipsko-petersburska spółka wydawnicza zdecydowała się podawać daty według takiego a nie innego stylu. A jakby tego było mało to i jej konkurent Aleksander Granat w swym słowniku, który był wydawany w latach 1891-1903, pozwolił sobie zapisać: "7 мая того же года онъ получилъ отставку" ("Энциклопедический Словарь Гранат", T. XXVII, s. 389). Tu może sobie euklides obejrzeć inkryminowany przezeń biogram (od s 15) z wydawnictw Brockhausa-Efrona: history.org.ua/LiberUA/EntsSlBrEf18_1896/EntsSlBrEf18_1896.pdf. Niestety, chyba nic się nie da zrobić z faktem, że ówcześni wydawcy tych dwóch publikacji nie chcieli się zastosować do reguł euklidesa i stosowali taką a nie inną formę zapisu dat. Pozostaje nam zatem przyjąć, że euklides za głupotę uznaje fakty. Otóż dla wiedzy euklidesa: Łoris-Mielikow "pojawiał się w pracy", wydawał stosowne (datowane) polecenia służbowe, zapisy posiedzeń z jego udziałem znajdują odbicie w archiwach ministerialnych, pamiętnikach i listach. I tyle, a uwag o przysięgających księgowych nie będę komentował uznając, że są efektem odpłynięcia euklidsa w świat jego fantazji. Może sobie euklides uważać, że cały materiał źródłowy został zmanipulowany tylko po to by zmylić wszystkich i wszyscy aktywni uczestnicy ówczesnych wydarzeń od Łoris-Mielikowa, przez jego następcę - Nikołaja Ignatjewa, przez jego adwersarza Pobiedonoscewa, przez Dmitrija Milutina do samego cara ukrywali datę dymisji i fałszowali zapisy rozmów w ministerstwach, tworzyli fikcyjne listy, wydawali fikcyjne biuletyny rządowe. I wszyscy historycy łyknęli tę mistyfikację, a tylko jeden euklides poznał jaka była prawda, a to za sprawą własnej interpretacji wspomnień wielkiego księcia, który pisał z pamięci, który wprost nie napisał by taka dymisja miała miejsce w tym czasie i który wówczas miał piętnaście lat. W wielu kwestiach nie był tak dobrze poinformowany jak mniema euklides, a część jego błędnych relacji wykazano w przypisach. Tu jednak nie wielki książę był źle poinformowany tylko euklides nie zrozumiał tego co książę napisał. Nie pierwszy to raz w przypadku euklidesa. Dla mnie może euklides twierdzić, że deszcz pada do góry, wskazałem, że w rzeczonych wspomnieniach nie było informacji o dymisji w 24 godziny po zamachu bo euklides zamienił pogrzeb na zamach. Wskazałem, że w ogóle nie było w takim terminie dymisji. Jak chce euklides utrzymywać, że jego (nad)interpretacja tekstu jest ważniejsza od faktów - to już jego problem. Mnie jedynie interesuje by inni mogli poznać fakty a nie jego ekwilibrystyczne wygibasy wokół nich. A to że euklides nie potrafi zaakceptować tego, że często się myli i woli kłócić się z faktami - to już wiem od dawna.
  20. Niekoniecznie podważałoby, w czasach powstania roku 1648 r. wśród starszyzny kozackiej znaleźli się przecież i ci co wcześniej w kozackich buntach nie brali udziału. Nie da się rozstrzygnąć czy Kisiel wybrał pisarza (czyli w tym przypadku - Chmielnickiego) ze swoich wojsk czy z tych zgromadzony przy Pawluku. Nie wydaje się by kierował się jedynie piśmiennością, w takim przypadku akt mógł podpisać starszy, czyli Iljasz Karaimowicz. Kisiel mógł też po prostu znaleźć kogokolwiek kto by uwierzytelnił ten akt w imieniu tych co pisać (czy czytać) nie umieli, bez przydawania mu funkcji pisarza. Tego typu praktyka nie byłaby czymś niezwykłym, akt przysięgi Michała Doroszenki, atamanów i całej czerni (zawarty w "Ordynacji Kozaków Zaporoskich", której to przysięgi kondycje ustalono: "w obozie u Kurukowa na Niedźwiedzich Łozach roku 1625") miał mieć takie uwierzytelnienie: "Autor 'Historji Małorossji' w Moskwie w latach 1812 i 43 w pięciu tomach wydanej, P. Mikołaj Markiewicz, umieścił ten sam dokument, w tłumaczeniu rossijskiém, wypisany, jak twierdzi, z warszawskiego królewskiego archiwum, i dodaje że przy pieczęci wojska zaporoskiego znajduje się następne słowa: W imieniu pana Michała Doroszenki wojskowego starszego jego królewskiej mości zaporoskiego i za jego prośbą, jako nieumiejętnego pisma, Jan Raczyński własną podpisałem się; w imieniu całego zaporoskiego wojska w obecności wszystkich starszych podpisał się Sawwuj Burczewski". / "Zrzódła do dziejów polskich" T. II, wyd. przez M. Malinowskiego i A. Przezdzieckiego, Wilno 1844, przyp. na s.189/ O tym, że funkcja pisarza uznawana była za ważną świadczyć mogą poczynania samego Pawluka, kiedy w sierpniu wkroczywszy na "włość" (czyli na osiadłą Ukrainę) zagarnął część wiernych Rzplitej wojsk kozackich (regestrowych), wśród których byli: niedawno obrany starszy Sawa Kononowicz, pisarz wojskowy Teodor (Fiodor) Onuszkiewicz i "wielu starszyny celniejszej" to dla odpowiedniego efektu Pawluk nakazał na błoniach pod Borowicą stracić właśnie starszego i pisarza. /por. A. Borowiak "Powstanie kozackie...", s. 13/
  21. Sądownictwo w PRL

    W dobie szerokich zmian w polskim sądownictwie zwanych przez niektórych reformami a przez innych niszczeniem władzy sądowniczej i powrotem do praktyk epoki PRL, warto przypomnieć jak to bywało w minionym ustroju. Adolf Liebeskind był jeszcze przedwojennym adwokatem, jedną ze spraw jaką prowadził byłą obrona w 1952 r. członków młodzieżowej organizacji konspiracyjnej z "Zastępu Rysiów", działających pod kryptonimem "Stalowi Polacy". Proces był pokazowy, na sali zgromadzono dziennikarzy i "aktyw robotniczy". Niestety pan mecenas nieco się zagalopował i w efekcie jego mowy obrończej na sali rozległy się oklaski, o zgrozo: nie tylko ze strony rodzin oskarżonych ale i innych osób. W efekcie uznano, że Liebenskinda należy skreślić z listy adwokatów, nie pomogły jego wyjaśnienia i usprawiedliwienia (: "Byłem bardzo podniecony. Myśl goniła myśl. Przyznaję się do błędu, który był niezamierzony") i ostatecznie musiał się pożegnać z adwokaturą, przywrócony został na fali pierwszych oznak odwilży w listopadzie 1954 roku. Warto przypomnieć jak Rada Adwokacka uzasadniała wniosek o skreślenie. Mówiąc o swej roli jej członkowie stwierdzali, iż muszą dbać by "wychowawcza rola sądów: "nie była hamowana przez niewłaściwe i obce ideologicznie wystąpienia takich adwokatów, którzy korzystając z ustawą zagwarantowanej wolności słowa, podrywaliby w masach pracujących zaufanie do wymiaru sprawiedliwości i przedstawialiby jego rolę i znaczenie w błędnym świetle". W 1946 r. szef Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie miał opiniować wojskowych adwokatów (realnie te opinie tworzone były w WUBP), w tych opiniach miano brać pod uwagę: "Stosunek do Rządu Jedności Narodowej, zachowanie się podczas okupacji, przynależność partyjną i udzielanie się w pracy społecznej. Ponadto proszę zebrać wiadomości z działalności do roku 1939". Jak ma być rola adwokatów w nowych realiach politycznych objaśniał ppłk. Włodzimierz Ostapowicz (szefa WSR we Wrocławiu) w październiku 1952 r. mówiąc: "są wreszcie obrońcy, którzy zdradzają zupełnie brak zrozumienia roli obrońcy przed sądem ludowym, którzy uważają siebie nie za pomocników sądu w dążeniu do osiągnięcia słusznego i sprawiedliwego rozstrzygnięcia sprawy, a za przedstawicieli oskarżonych i często wbrew oczywistym wynikom sprawy idą dalej w przedstawionej obronie, jak sami oskarżeni (...) Obrońcy ci nie nadają się do pełnienia funkcji obrońcy przed sądami wojskowym". W kilka miesięcy po "sprawie Liebeskinda" prokurator rejonowy z Krakowa kpt. Bogdan Górny zwrócił się ze skargą do naczelnego prokuratora wojskowego w Warszawie, w której odnosił się do roli w jednym z procesów dwóch adwokatów: Zygmunta Rogowskiego i Włodzimierza Gottlieba: "usiłowali wykrzywić sens polityczny rozprawy starając się, swoimi pytaniami tak do oskarżonych jak i świadków wykrzywić jego bezsporną prawidłową linię. W związku z tym Górny napisał: uważam, że obaj wyżej wymienieni obrońcy pokazując swoje zdecydowanie wrogie oblicze do Polski Ludowej, jej ustroju, przekreślili się całkowicie jako obrońcy i to nie tylko wojskowi". /wszystkie cyt. za: F. Musiał "Przepraszam, że bronię", 2013; tekst dostępny na stronie zhwin.pl; pierwodruk: "Dziennik Polski", 2 IX 2005; przedruk: "Od Hitlera do Stalina" red. F. Musiał, J. Szarek, "Z archiwów bezpieki – nieznane karty PRL", t. 6, Kraków 2007/ Gdyby tak zmienić adwokatów na sędziów, "stosunek do RJN" na: "stosunek do rządzącej partii XiX", "korzystanie z wolności słowa i podrywanie zaufania do wymiaru sprawiedliwości" na: "podrywanie zaufania do KRS i reform rządowych"... gdyby tak zamiast adwokatów "którzy przez swe pytania wykrzywiają bezsporną prawidłową linię rozpraw" wstawić: "sędziów, którzy przez swe pytania wykrzywiają bezsporną prawidłową linię reform", gdyby tak "adwokatów uważających się za przedstawicieli oskarżonych a nie sądu" zamienić na: "sędziów uważających się za przedstawicieli prawa a nie rządu"... to wyszedłby nam taki PRL bis.
  22. Literatura - II RP

    "Pana Piłsudskiego" M. Bułhakowa warto kupić, bo to w pewien sposób rarytas. W 1989 r. Barbara Dohnalik wydała zbiór opowiadań Bułhakowa (we własnym tłumaczeniu) zatytułowany "Pan Piłsudski i inne opowiadania" (w wyd. "Orbita"), a w 2017 r. wydała kolejną taką publikację pt. "Pan Piłsudski i inne opowiadania, w tym cztery dotąd niepublikowane" z nieco innymi opowiadaniami zamieszczonymi w tym zbiorze (w wyd. "vis-à-vis Etiuda"). Oba wydania stały się swego rodzaju skandalem w środowisku badaczy twórczości Bułhakowa. Poza krytyką dotyczącą przekładu istotniejszymi zarzutami było: tworzenie nowych "faktów" biograficznych bez podania na czym się opierała, szereg przekłamań w przedmowach i posłowiach itp. Najgorszym jednak było to, że Dohnalik przypisała Bułhakowi utwory których ten nie napisał, przynajmniej w opinii większości bułhakologów. W efekcie Dohnalik zyskała miano pseudotłumaczki i fałszerki, ale kto się o tym dowie? Kto czytuje pisma literaturoznawcze i językowe? "Publikacja ta, zatytułowana 'Pan Piłsudski i inne opowiadania' wywołała skandal w środowisku polskich i zagranicznych bułhakoznawców, gdyż sześciu spośród dziewięciu zamieszczonych tam tekstów autor Mistrza i Małgorzaty nigdy nie napisał! (...) W 2017 roku wydawnictw „vis-à-vis Etiuda” wznowiło bowiem nieco zmodyfikowany przez nią tom 'Pan Piłsudski'. Zamiast dziewięciu utworów było ich teraz dwanaście, bez zamieszczonej w wydaniu z 1989 roku mikropowieści 'Psie serce'. W zamian dodano cztery nowe, w tym dwa, których Bułhakow też nie napisał". /A. Wawrzyniak "Bułhakow zmanipulowany, czyli o 'fachowym i wybitnym' przekładzie 'Mistrza i Małgorzaty", "Przegląd Rusycystyczny", nr 3(167), 2019, s. 108-109/ A Jewgienij Jabłokow ocenił "twórczość" Dohnalik mianem choroby: "К 100-летнему юбилею Октябрьского переворота польский читатель получил подарочек. Это переводная книжка, на титульном листе которой фамилия автора написана так: Michaił Bułhgakow — по-русски то ли Булгаков, то ли Булхаков. Заявившая себя переводчицей дама по фамилии Dohnalik (то ли Догналик, то ли Дохналик), видимо, не смогла сделать выбор. Однако фамилия — лишь малое проявление того диссоциативного расстройства идентичности (говоря по-простому — раздвоения личности), с которым мы здесь имеем дело. Главный симптом болезни следующий: «Дог/хналик воображает себя Булг/хаковым». Недуг явно застарелый (...) Из восьми рассказов, входивших в издание 1989 года, ш е с т ь н е п р и н а д л е ж а л и Булгакову. А в издании 2017 года из 12 рассказов ф а л ь ш и в к а м и являются восемь. Спустя почти 30 лет Догналик не постеснялась выпустить книжку повторно да еще добавить пару текстов, сочиненных — кем? Разумеется, ею самой. Воспринимать это как милую шутку нет ни малейших оснований. Даже в начале 1990-х годов поступок Догналик не выглядел смешным. Можно было бы отнестись к ее деятельности как к филологическому чудачеству, если бы спустя какое-то время сама Догналик «обнажила прием» и объявила о мистификации, так сказать, urbi et orbi. Но ничего подобного она не сделала — а теперь, как видим, пытается всучить нам блюдо «второй свежести». Если человек повторяет глупость спустя почти 30 лет, сантименты уже ни к чему и никаких комических эмоций, кроме разве что сарказма, это не вызывает. Поэтому наша оценка умственного состояния «переводчицы» не кажется чрезмерно суровой". /Е. Яблоков "Abecadło z pieca spadło, или случай так называемого вранья", "Przegląd Rusycystyczny” nr 1(161), 2018, s. 171-172/ Mirona Piotrowskiego, autora "Мастер и Город. Киевские контексты Михаила Булгакова", uwagi do wydania z 1989 r.: burago.com.ua - Е. Годник "Пан Пилсудский, пани Докналик и некто Булгаков", "Collegium” 1994, nr 4–5. Podsumowaniem działalności Dohnalik może być tytuł artykułu (w którym wspomniano o jej praktykach) Wiktora Woroszylskiego: "Tandeta wydawnicza i nie tylko".
  23. Kawaleria - współcześnie

    Racje żywnościowe dla żołnierzy oznaczone były literami: "W", "S" i "R", gdzie "w" oznaczało tzw. należność wojenną a "s" należność suchą. "Należność "R" przeznaczona była na czas wyjątkowy, kiedy niemożliwym było dostarczenie wojsku żywności w normalnym, codziennym wymiarze. Samowolne naruszanie należności "R" było zabronione, spożycie jej nastąpić mogło w drugim dniu nieotrzymania należności żywnościowej (po 1 dniu bez strawy), wyłącznie na rozkaz dowódcy - od dowódcy kompanii/szwadronu wzwyż. Rezerwowa należność żywnościowa składała się z: - suchary 300 g, - konserwa mięsna 300 g (puszka), - konserwa kawowa 50g, - sól 15 g, - papierosy 10 szt. Jazda zaś w myśl nowej "Instrukcji [...] troczenia i pakowania wyposażenia w kawalerii" z roku 1938 winna być zaopatrzona w odmienne ilościowo należności "R", a różnice dotyczyły: - suchary 200 g, - sól 30 g. Reszta bez zmian. Należność "R" dla koni w zależności od rodzaju służby wynosiła 3-4 kg owsa". /za: A. Szczepaniak "Rekonstrukcja należności żywnościowych Wojska Polskiego 1939 r."; w oparciu o: "Przepisy gospodarki kuchennej w formacjach". Dept.VII. Intendentury. Warszawa 1924; "Instrukcja noszenia, troczenia i pakowania wyposażenia w kawalerii", Warszawa 1938; W. Rezmer "Operacyjna służba sztabów Wojska Polskiego w 1939 roku"; tekst dostępny na stronie: cytadela.aplus.pl/ A dlaczego pomyłka? To co podał Razor (te ok. 20 kg) to nie jest to co podawano koniom w ramach racji dobowej, a racja tak jak napisał wynosiła ok 6 kg, stąd owsiak w myśl instrukcji z 1938 r. zawierał ok. 3 kg co miało stanowić połowę racji. "Wcześniej, w roku 1919 w Poznaniu, w Pułku trwała intensywna praca nad końmi przydzielonymi z poboru. Po okuciu wymagały ujeżdżenia pod siodłem, a niektóre w zaprzęgu. Dzienne dawki paszy dla koni, dostarczanej przez jednostki zaopatrzenia Wojsk Wielkopolskich, były regulowane przez rozkazy Dowództwa Głównego. Racja dzienna dla koni wierzchowych w polu wynosiła 4 kg owsa, 5 kg siana i 5 kg słomy. W kwietniu roku 1919 zamieniono te normy na 3,5 kg owsa oraz po 6 kg siana i słomy. Musiało to być wynikiem niedoborów owsa w magazynach. Ze względów oszczędnościowych, w garnizonie stosowano zamienniki zwłaszcza paszy treściwej, ale także i siana (otręby, płatki ziemniaczane, marchew), a zamiast słomy stosowano na ściółkę trociny". /L. Kukawski "Konie 15. Pułku Ułanów Poznańskich (konie, rzędy, uprzęże i pojazdy konne", "Zeszyty Historyczne" Towarzystwa b. Żołnierzy i Przyjaciół 15. Pułku Ułanów Poznańskich, z. 9, red. T. Jeziorowski, Poznań 2007, s. 15/
  24. Leni Riefenstahl

    Całkiem możliwe że Gerd, choć na ogół w wersji pełnej podaje się: Karl (pewnie po dziadku ze strony matki), Rudolf i Gerd (pewnie po ojcu). Ja nie dam sobie głowy uciąć za to które z tych imion jest tym głównym.
  25. Leni Riefenstahl

    Według przekazu samej Riefenstahl to zdjęcie "wzburzonej" czy "przerażonej" zostało dokonane rzeczywiście w Końskim, ale jest ona na nim przerażona z powodu celującego do niej... niemieckiego żołnierza. "Gdy tylko oficer się oddalił, paru naszych wywlekło przerażonych Polaków z jamy. Nie obyło się bez szturchańców. Kilku najbardziej rozjuszonych stało na wprost mnie i, ignorując rozkazy oficera, brutalnie kopało i popychało mężczyzn wychodzących z dołu. Byłam oburzona i wrzasnęłam na nich: - nie słyszeliście, co powiedział oficer? Czy nie jesteście niemieckimi żołnierzami? Rozjuszeni ludzie zwrócili się ku mnie. jedne z nich krzyknął: - Przywalcie jej w gębę, przegnać to babsko! - Zaraz ją tu zastrzelę! - wrzasnął inny. Wymierzył w moim kierunku karabin. Spojrzałam na niego ze zgrozą i w tym momencie zrobiono mi zdjęcie". /tamże, s. 224-225/ 9 września ekipa opuszcza Berlin, tego samego dnia dociera do sztabu von Rundstedta a stamtąd udaje się do Końskiego a po wzmiankowanych wypadkach Riefenstahl jedzie z jednym z operatorów ("który też nie chciał zostać w Końskich") do zachodniego skrzydła Grupy Armii "Południe", gdzie "wziął nas na pokład samolot wojskowy Heinkel 111, udający się do Gdańska". Skoro zdjęcie miało być zrobione w Radomiu to chyba: "po"? Tyle, że patrząc na chronologię wydarzeń przedstawionych przez nią samą to do tego zdarzenia doszło 11 września a nie jak podają pod tymi fotografiami: 12 września.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.