Skocz do zawartości

atrix

Użytkownicy
  • Zawartość

    2,435
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez atrix

  1. Sąd Grodzki w Warszawie 1948 r. Jak to możliwe że nie było świadków śmierci, skoro rodzina majora została poinformowana przez F. Bardzika?
  2. Wychodzi na to że zmarł od ran lub został dobity 8 września 1939 roku w okolicy wsi Cukrówka.Jak zeznaje F. Bardzik, po serii z samochodu ciężarowego mjr. Cesarz pobladł, zaczął się słaniać na nogach. Posadził majora przy szosie na poboczu i wtedy podszedł żołnierz niemiecki z konwoju, przylał Bardzikowi i pogonił do szeregu jeńców.Kiedy był przy mjr. Cesarzu widział jak dobijano rannych. Bardzik stwierdził ze mjr. Cesarz był ranny w brzuch lub w plecy. Po odejściu kolumny słyszał w tyle strzały, i dlatego stwierdził że dobito i majora Cesarza. W zeznaniach świadków z Cukrówki pojawia się wątek że bardziej w stronę Lipska od 12 zabitych w jednym miejscu, było dwóch oficerów. I ich pogrzebali w osobnych mogiłach.W czasie pochówku na drugi dzień jak i ekshumacji już po wojnie nie sprawdzano ani nie szukano dokumentów.
  3. To dwa lata po apelu Steblika. Dwóch głównych świadków co potwierdzili że mjr. Pelc dowodził pod Ciepielowem to praktycznie T. Ciesielski i F. Bardzik. T, Ciesielski odpada, bo praktycznie nic nic wiedział. Nawet nie znał kpt Cyrulińskiego który na jego oczach popełnił samobójstwo.Określa tych co dowodzili jako dowództwo. F. Bardzik w zeznaniu z 1945 roku nic nie wspomina o mjr. Pelcu. Co wskazuje że nie widział mjr. Pelca. Bardzo ciekawe są relacje F. Bardzika zebrane przez J.P.P. W pierwszej z 1958 roku pada tylko w relacji że widział mjr. Pelca około 12,00. Po za tym jak pisze J.P.P. nic więcej nie wiedział nawet że toczyły się walki ( piechurzy str. 56 ) Jednak już za 5 lat przypomina sobie dokładnie cały szlak bojowy 74PP i dokładnie wie ilu liczył cały batalion zbiorczy.Jednak jak pisze j.P.P F. Bardzik wszystko wiedział z korespodencji.( piechurzy str 57). w trzeciej relacji z 1965 roku Bardzik relacjonuje ze powiadomił rodzinę mjr. Pelca o jego przypuszczalnej śmierci ( Piechurzy str 59). Tylko że to powiadomienie o przypuszczalnej śmierci jest żywcem wzięte z zeznania Bardzika w sprawie śmierci mjr. Cesarza. F. Bardzik nie był bezpośrednim świadkiem śmierci mjr. Cesarza, zostawił go rannego przy szosie i został pognany do szeregu jeńców. Ogólnie te relacje F. Bardzika zamieszczone przez J.P.P. są nic nie warte. Moim zdaniem relacja jaka jest opisana w Trybunie robotniczej jest bardzo dokładna. I być może wskazuje kiedy i gdzie poległ mjr.Pelc.I sadze że J.P.P. jej nie znał, stąd jego walka o miejsce śmierci ojca. Myślę również że J.P.P. był święcie przekonany że jego ojciec dotarł pod Ciepielów. a przekonanie to utrwalały takie okoliczności: 1 - brak informacji o śmierci w okolicy Lublińca 2 - części żołnierzy udało się wydostać z pod Złotego Potoku, być może ojcu również 3 - w okolicy Kielc również brak informacji o śmierci 4 - za Wisła tez żadnych informacji 5 - i wreszcie pod Ciepielowem dużo poległych z 74pp, wielu oficerów. Brak nazwisk - więc może tutaj poległ
  4. W II-giej relacji F. Bardzika pojawia się że walczyli w okolicy miejscowości Herby. W artykule zamieszczonym w Trybunie Robotniczej również jest mowa o miejscowości Herby. Rozmawiałem z Marianem z Lublińca, twierdzi że być może jest pomyłka bo opis pasuje do innego poległego majora z 74pp. Jednak jest zadziwiające że ktoś kto relacjonował te wydarzenia znał dobrze mjr. Pelca, więc raczej pomylić się nie powinien. Rozmowa z Zubą jest opublikowana w 1967r chyba? A kiedy właściwie ta rozmowa miała miejsce? Bo jak pisze J.P.P. rozmowa z T. Ciesielskim miała miejsce po 1961 roku a opublikowana została w 1975r.
  5. A moze został awansowany pośmiertnie na stopień ppłk, po roku 1969r.? Ta wcześniejsza publikacja Bardzika to zeznanie przed sądem w sprawie śmierci mjr. Cesarza w 1945 roku.Jednak wątpię by wiedział o niej J.P.P. J.P.P. łatwo mógł odnaleźć Bardzika poprzez wdowę po mjr. Cesarzu. To ona prawdopodobnie odnalazła F. Bardzika. Od niej tez miał informację gdzie trwały walki i gdzie poległ mjr. Cesarz. Jednak nic w tym dziwnego, poszukiwał ojca.jeżeli słyszał od F. Bardzika kolejność wydarzeń w jakich brał udział 74PP, doszedł do wniosku że ojciec również dotarł pod Ciepielów. Możliwe że nie znał treści ze nie znał treści z Trybuny Robotniczej.
  6. Moim zdaniem F. Bardzik miał ograniczoną wiedzę, bardziej skupioną co się działo przy osobie osobie mjr. Cesarza. Skoro ktoś mu wmawiał że dowodził walczącą piechotą mjr. Pelc, to przyjął to jako możliwe. Idąc dalej tropem pracy historycznej J.P.P. zapoznałem się z artykułem zamieszczonym w Kieleckim Słowie Ludu z 1961 roku pt: Kule przeciw konwencjom I tutaj w treści same ciekawe rzeczy: 1 - szlak bojowy mjr. Pelca , ale bardziej szczegółowy, jak chociażby liczba łączna żołnierzy 500. 2 - mamy kompletny opis mordu, że strzelano z samochodu z karabinu maszynowego w tył kolumny jeńców 3 - brak jakichkolwiek wzmianek o mordzie pod Ciepielowem, tylko przypuszczenie że mogło dojść do rozstrzelań. 4 - Główne oskarżenie o mord pada pod adresem żołnierzy Wehrmachtu - strzelali jeńcom w plecy. Wiemy teraz że J.P.P znał pełną relację F. Bardzika, czyli tak jak zeznawał F.Bardzik w 1945 roku w sprawie śmierci mjr. Cesarza Artykuł z 1975 roku zamieszczony z Życiu Literackim z relacja Tadeusza Ciesielskiego jest pełnym artykułem o mordzie pod Ciepielowem. A bliżej fragmentem książki - Piechurzy Apokalipsy. Po 1969 roku mamy już pełne opisy w prasie określone jako Mord pod Ciepielowem.
  7. Jak pisze w Piechurach Apokalipsy J.P.P. poszukiwanie miejsca śmierci ojca szło mu bardzo trudno.Jednak jak pisze robił to bardzo usilnie. Nic w tym dziwnego, był to przecież jego ojciec. Kilka cytatów z książki Piechurzy Apokalipsy, który wyjaśnią czy rzeczywiście J.P.P. dotarł do prawdy gdzie poległ i spoczywa jego ojciec? Piechurzy Apokalipsy str 59 - 60 Trzecia relacja F. Bardzika: Cyt: „ Będąc jedynym świadkiem śmierci mjr. J. Cesarza dałem znać o tym jego zonie. Podobnie jak o przypuszczalnej śmierci mjr. Cesarza pod Anusinem poinformowałem jego żonę i synów.” Przypisek do relacji Bardzika - J.P.P. „ Warto zaznaczyć iż dr. F. Bardzik poprzez częste omawianie opisanego tematu oraz po zapoznaniu się z niektórymi publikacjami na ten temat, przypomniał sobie szczegóły dawno zapomniane. Widocznie to było przede wszystkim w czasie bezpośrednich rozmów z dr. Bardzikiem, kiedy można było przypomnieć mu liczne nazwiska, szczegóły organizacyjne dotyczące 74PP i wszelkie inne okoliczności odnoszące się do tematu” Jak pisze sam J.P.P. por Franciszek Bardzik nie wiele pamiętał jeżeli chodzi o nazwiska i szczegóły z wydarzeń wrześniowych 1939 roku.Takim bankiem pamięci dla F. Bardzika były publikacje i opowieści J.P.P. W powyższym cytacie f. Bardzik pisze że dał znać zonie i synom o śmierci mjr. J. Pelca. Ale o przypuszczalnej śmierci, ale nie o tym że był świadkiem tej śmierci. Można więc domniemać że nawet nie wiedział że pod Ciepielowem dowodził mjr. Pelc. Dopiero z publikacji i opowieści J.P.P.uznał że to mjr Pelc dowodził. Myślę że dla J.P.P por F. Bardzik był pierwszą osobą która mogła coś wiedzieć o walkach 74PP i jego ojca i dlatego J.P.P doszedł do wniosku że jego ojciec mógł walczyć pod Ciepielowem.Bo jak sam pisze J.P.P. nie miał żadnej pewności że tak było. Piechurzy Apokalipsy str- 51 - 53 Relacja Tadeusza Ciesielskiego zamieszczona w Życiu Literackim nr 35 z 31 sierpnia 1975 roku - przesłana do redakcji przez J.P.P Cyt: „ W okolicy Skarżyska Kamiennej zatrzymaliśmy się w wioskach na dwa dni. Tu dowiedzieliśmy się że dowództwo z majorem Pelcem zmieniło zmieniło decyzję, gdyż przemarsz do warszawy był niemożliwy” W głębi lasu, było dowództwo, zgromadziło się około 100 naszych żołnierzy, aby wysłuchać dalszych rozkazów. I w pewnym momencie pod Ciągłym ostrzałem wroga jeden nasz oficer powiedział „ chłopcy, już dalej nie mamy żadnych możliwości atakować i bronić się, jesteśmy bez amunicji. Ja do niewoli nie pójdę. Odszedł kilkanaście metrów od nas i odebrał sobie życie strzałem z pistoletu.” Po artykule w Słowie Ludu z dnia 16-17 0.9 1961 –„ kule przeciw konwencjom” - zaczął się kontakt J.P.P.z Ciesielskim. Dopiero w 1975 roku otrzymał od Ciesielskiego pełna relację i przesłał do redakcji Życia Literackiego Według relacji Ciesielski nie znał nazwisk kto dowodził. Jak się okazuje świadkiem śmierci kpt Cyrulińskiego, jednak nie wiedział kim był ten oficer. Skąd mógł zatem wiedzieć że dowodził mjr. Pelc? Jedynie z relacji J.P.P. podczas jego wizyt w domu Ciesielskiego. Piechurzy Apokalipsy str. 82 ( po 1957r ) Cyt: „ Pierwszy świadek wydarzeń spod Ciepielowa dr. Bardzik ( lekarz I batalionu) wprawdzie „ruszony sumieniem” dał znać mojej mamie, że uczestniczył w ostatnich bojach mojego ojca, ale od niego musiałem wyrywać relacje po „ kawałku”, we fragmentach, przez kilka lat ( jeździłem do niego do Oliwy, a później do Gdyni ). Dr Bardzik obawiał się skutków ujawnienia jego służby w 74PP” Ponownie zauważyć można że coś nie jest tak, jeżeli chodzi o to że Bardzik miał informacje o mjr. Pelcu Piechurzy Apokalipsy str 86 – 87 „Kto wskazał Panu mogiłę ojca?” Cyt: „ Przeprowadziłem z sołtysem J. Zubą wywiad. Wywiad miał cechy przesłuchania na okoliczność.” „ udało mi się ustalić wiele szczegółów dotyczących mojego ojca, zgadzało się wzrost, kolor włosów, złote koronki w uzębieniu, srebrny zegarek kieszonkowy z wygrawerowanym napisem, ubrany był w mundur polowy, głowa i ciało bardzo zakrwawione, przykryte płaszczem. Wokół leżało pełno łusek z nabojów, broni żadnej nie było, na pewno zabrali Niemcy. Miał przy sobie dokumenty, które sołtys zabrał, w domu przeglądał, potem oddał d razem z innymi dokumentami do gminy w Lipsku. Pamiętał że poległy miał stopień majora, że był z 74pp, ale zapomniał nazwisko” „ Więc postawiłem dodatkowe pytania – czy to nazwisko było długie czy krótkie? Odpowiedział natychmiast – krótkie!” „Wtedy wymieniłem nazwisko Pelc. Sołtys Zuba aż podskoczył na krzesle. Tak! Skąd pan wie! To było takie nazwisko.” „ należy jeszcze uwzględnić oświadczenie sołtysa o tym, że wszystkie rzeczy osobiste d-cy zgrupowania: od legitymacji począwszy, a na zegarku i portfelu skończywszy, razem z mapnikiem, oddał w w gminie w Lipsku i nie wie co się z tym dalej działo?” Tutaj właśnie J. Zuba utwierdził w przekonaniu J.P.P że jego ojciec poległ pod Ciepielowem i tutaj spoczywa.Chociaż wymaga to większego zastanowienia się. O tym w dalszej części postu. Czy to właściwie był mjr. Pelc, jak opisał jego zwłoki J. Zuba? " głowa i ciało bardzo zakrwawione, przykryte płaszczem" tak przecież mogły wyglądać zwłoki kpt. Cyrulińskiego - patrz relacja Ciesielskiego Tylko są pewne niejasności w relacji J. Zuby: Skoro zabity miał dokumenty przy sobie, znane było nazwisko, stopień, adres. Córka J. Zuby pisała listy do rodzin poległych, jeżeli znaleźli dane przy zwłokach. W tym przypadku nic nie mam na ten temat. Dziwne prawda? Jak podaje H.K-K byli świadkowie dobicia kpt. Cholewy. Jednak że był to kpt. Leonard Cholewa dowiedziano się po latach. Czyli byli świadkowie śmierci jakiegoś tam kapitana. Co wskazuje że informacje od świadków nie są do końca stu procentowe jeżeli chodzi o nazwiska. Na stronie 85 w piechurach apokalipsy znajdują się dwie relacje: Edmunda Zborowskiego i Bolesława Jędrzejczyka. Są one bardzo podobne w treści do relacji z artykułu z Trybuny Robotniczej z 1958 roku. Bolesław Jędrzejczyk był harcerzem i w artykule w TR też jest wzmianka że do oddziału dowodzonego przez mjr. Pelca dołączyli się harcerze. Wracając do mojego wcześniejszego stwierdzenia z wątku o J. Zubie i wskazaniu miejsca smierci mjr. Pelca - Chociaż wymaga to większego zastanowienia się. Są dwie możliwości pomyłki jeżeli chodzi o miejsce śmierci mjr. J. Pelca. 1 - przytaknięcie J.P.P przez J. Zubę nazwiska jego ojca. Ot tak dla świętego spokoju, wszak Zuba "stomatologiem nie był, a znał złote uzębienie poległego" I jak sam zastrzega że wszelkie dobra jego po śmierci przekazał do gminy w Lipsku i co z nimi się stało nie wie. 2 - czy mniejszym bohaterstwem jest dowodzić ON, aniżeli zwykłymi żołnierzami. Wnioski Tomaszu N wyciąg sam.
  8. To J. Zuba utwierdził J.P.P w przekonaniu że jego ojciec poległ pod Ciepielowem.W zeznaniu z 1945 roku Bardzik nie wspomina nic o Pelcu.Dopiero po spotkaniu z J.P.P, podaje że dowodził mjr. Pelc. Informacja że dowodził mjr. Pelc poszła jak nurt rzeki po wszystkich świadkach w sprawie. Tak ja to widze.
  9. Przypomnij sobie rozmowę J.P.P. i Zuby jak Pelc naprowadza Zubę na nazwisko ojca. Zuba twierdził że nazwisko tego co go grzebał było krótkie.
  10. Ten artykuł jest najstarszy jaki znamy w którym mowa o śmierci mjr Pelca. Młody Pelc nie musiał produkować relacji, one same się produkowały w następstwie pomyłki Zuby. Póżniej wszystko poszło z nurtem opowieści. Sam Bardzik najprawdopodbniej nie wiedział kto tak właściwie dowodził w drugiej części lasu. Był w grupie mjr Cesarza. Podobnie jak Ciesielski. Poniżej fragment zeznań W. Mroza
  11. Nie wiem Tomaszu N czy zwróciłeś uwagę ze osoba która relacjonowała walki w okolicy Lublińca, dobrze znała mjr Pelca. I pytanie Steblika nie musi opierać się akurat na tej relacji. Raczej opiera się na opisach J.P- Pelca. Przypomnij sobie jak J.P- Pelc rozmawiał z Zubą. jak J. Zuba mówił nazwisko oficera którego grzebał było krótkie. Jednak nie mógł sobie przypomnieć. Po podpowiedzi kiedy padło nazwisko Pelc, przytaknął że tak. J. Zuba się niestety pomylił.I nie ma się czemu dziwić to było prawie 20 lat po wydarzeniach. Było jeszcze jedno nazwisko poległego oficera którego grzebali chłopi z Anusina, a mianowicie pchor Trepko. W zeznaniach Bardzika z 1945 r. nazwisko mjr Pelca nie pada. Wychodzi na to ze w lesie pod Ciepielowem znajdowało się dwie grupy żołnierzy, jedna z mjr Cesarzem a druga z kpt Cyrulinskim. Jak można również zauważyć w zeznaniu jak i w relacjach ppor Bardzika nie pada nazwa wsi Dąbrowa. Jedna grupa była w okolicy lasu od strony Anusina a druga od strony Dabrowy.
  12. No to mamy miejsce i dzień śmierci majora Pelca z 74PP. Według relacji zamieszczonej 1958r w Trybunie Robotniczej w artykule " Wspomnienie z Lublinieckich Lasów" major Pelc poległ w dniu 1 lub 2 września 1939 roku w okolicy miejscowości Wierzbie, przeszyty serią z karabinu maszynowego. Jednak to kpt Marian Cyruliński dowodził batalionem zbiorczym pod Ciepielowem
  13. ja obstaje jednak przy tezie ze list jest przeróbką. I być może jego wersja pierwotna wyglądała jak już zamieściłem w poście. I wersja była by zgodna z faktami. Wprowadzenie niewielkim zmian zupełnie zmienia treść i miejsce wydarzeń. Cyt" “Dotychczasowe wydarzenia nie zdają się wróżyć niczego dobrego. Przedwczoraj nasz starszy sierżant z jadącego powoli samochodu zastrzelił ze swej "ósemki" jakiegoś 60- czy 70-letniego chłopa, który chciał zaprowadzić do obory swoją krowę, prawdopodobnie po to, by nie wałęsała się po szosie. Był bardzo dumny z tego wyczynu strzeleckiego, dokonanego - należy o tym pamiętać - z jadącego samochodu z odległości 12 metrów. Nie mogę po prostu tego zrozumieć. Zaledwie przed kilkoma tygodniami ożenił się i był taki czuły dla swojej żony, tak miły dla starych teściów. A może chciał trafić tylko w krowę? Niestety, pycha nie pozwoliła mu zamilczeć o tym strzeleckim wyczynie, nie można więc dojść do tego wniosku. Poza tym jako doświadczony starszy sierżant, który chce się dosłużyć stopnia oficerskiego, nie ryzykowałby w czasie marszu zastrzelić krowę, której nie mógłby oddać na zaopatrzenie wojska. Byłaby to przecież kradzież "własności wojskowej". Wobec tego, że kolumna wkrótce po strzale zatrzymała się, można było jeszcze ujrzeć, jak jakaś stara, szpakowata kobieta rzuciła się z płaczem na martwe ciało. Przypuszczalnie "bohater" zastrzeliłby również i tę kobietę, gdyby samochód akurat się nie zatrzymał, co oczywiście nadwerężyłoby jego "strzelecką sławę". Tego dnia wciąż jeszcze nie braliśmy udziału w żadnej akcji bojowej. Jedynie z prawego i lewego brzegu szosy widziało się powracających w pojedynkę rannych żołnierzy polskich z podniesionymi do góry rękami. Oberjäger K. zastrzelił z jadącej ciężarówki rannego żołnierza dlatego, że podniósł do góry tylko jedną rękę. Widziało się dokładnie, że prawa ręka żołnierza zwisała bezwładnie, gdyż całe jego prawe ramię było zmiażdżone. Oberjäger uczynił to z czystej żądzy strzelania. Widziałem, jak mierzył z automatu do tego człowieka, i krzyknąłem do niego z oburzeniem: "Oberjäger!" Wtedy opuścił automat. W 10 sekund później, kiedy akurat zwróciłem głowę przed siebie, rozległ się strzał. Polak się zwalił. K. nie mógł się jednak wyrzec strzału. Jak zdołam to zrozumieć? Takie to były bohaterskie wyczyny naszej kompanii, zanim jeszcze choćby jeden strzał padł w naszym kierunku. A teraz w lesie ciepielowskim, niedaleko przed Zwoleniem, w czołówce znajdowała się 11. kompania naszego batalionu. Posuwaliśmy się za nią. Słyszę ogień karabinów maszynowych. Czołówka jest ostrzeliwana. Wysiadać! Jakoś ogarnia mnie strach. Nie chcę nawet - to niedobrze być odważnym, jeśli nie wiadomo w jakim celu. Zdenerwowanie, rozkazy, tyraliera, 10. kompania na lewo od szosy. Robię to, co wszyscy. Wyczuwam niebezpieczeństwo, teraz mogę być zakatrupiony za karę, za moją niekonsekwentną postawę i to usuwa wszelkie uczucie strachu. Skradam się razem ze wszystkimi, lecz nie widzę żadnego Polaka. Strzelec, oparłszy na ramieniu karabin maszynowy ( MG ), strzela jak wściekły. Brzęczą rykoszety. Teraz orientuję się, że Polacy także strzelają. Gwizdnęło mi krótko przy samym prawym uchu. Wtem upadł kapitan Lewinsky - pierwszy. Postrzał głowy z góry. A zatem strzelcy na drzewach. Podziwiam odwagę tych strzelców z drzew. Jeden zostaje wykryty. Sanitariusz zestrzeliwuje go z pistoletu. Nagle urywa się łączność. Każdy jak szalony pędzi przez las. W godzinę później zbierają się wszyscy przy szosie. Kompania ma 14 zabitych, łącznie z kapitanem Lewinskym. Przegrupowanie, itd.......................................................................................... ............................................................ . Ostatni polscy żołnierze poddają się¹ Dowódca pułku, pułkownik Wessel (z Kassel), szaleje z monoklem w oku. "Co za bezczelność, chcieć nas zatrzymać, a mojego Lewinskiego mi zastrzelili". Nie liczy się z tym, że to są żołnierze. Twierdzi, że ma do czynienia z partyzantami, jakkolwiek każdy z 300 polskich jeńców ma na sobie mundur. Zmuszają ich do zdjęcia kurtek. No, teraz już prędzej wyglądają na partyzantów. Teraz zostają im jeszcze ucięte szelki, widocznie po to, by nie mogli uciec. Następnie jeńcy muszą iść brzegiem szosy, rzędem jeden za drugim. Powstało pytanie, dokąd się ich prowadzi? W powrotnym kierunku do taborów, skąd ich wkrótce przeniosą do jenieckiego punktu zbornego? W 5 minut później usłyszałem terkot ciężkiego karabinu maszynowego. Pośpieszyłem w tym kierunku i o 1 km z powrotem ujrzałem rozstrzelanych tuzin polskich jeńców, leżących w przydrożnym rowie. Zaryzykowałem zrobienie dwóch zdjęć, a wtedy stanął dumnie przed obiektywem jeden z tych zmotoryzowanych strzelców, którzy na polecenie pułkownika Wessela dokonali tego dzieła.” W czasie dochodzenia przeciwko gen Mainstainowi w 1949r , wyszła sprawa mordu pod Cukrówką.Jednak w oskarżeniu nie ma nawet wzmianki o Ciepielowie. I tutaj nasuwa się pytanie? Nie wiedziano czy nie było dowodów.Raczej nie wiedziano, bo bez dowodów ( zdjęcia zapisy), byli by świadkowie tak jak w przypadku Cukrówki.Jest wielce prawdopodobne że fragment pamiętnika trafił do konsulatu po procesie gen Mainsteina.
  14. Jaka więc konkluzja w stosunku do treści listu?
  15. Sturmgewehr to STG44 - 1944 r. Schwere Maschinenpistole to określenie używane początkowo dla karabinka automatycznego, ciekawa sprawa. Bo pierwszym na wyposażeniu był automatyczny karabinek Gewehr41, czyli wersja rozwojowa Mausera 98. jednak z pistoletem nic wspólnego nie miał
  16. Może nieco faktów: 1 - informacja o zamordowaniu 14 (12+2)jeńców pod wsią Cukrówka - 1949 r ( akta przeciwko Mansteinowi, relacje świadków) 2 - do ostrzelania jeńców pod Cukrówką użyto ciężkiego karabinu maszynowego na ciężarówce.- 1945 r ( zeznanie Bardzika ) 3 - Od wsi Nowinki do miejsca ostrzelania jeńców pod Cukrówką jest około 1-1,5km ( miejscowe badanie terenu ) 4 - wieś Nowinki , punkt zborny dla jeńców polskich - 1939 r ( relacje świadków ) 5 - odkrycie mogił przez GKBZH pod Ciepielowem w liczbie około 250 - 300 - 1949 r. ( w związku z dochodzeniem przeciwko Mainstainowi ) 6 - list z trzema zdjęciami dostarczony do konsulatu Polskiego w Monachium - 1950 r ( rozstrzelanie na raz 300 jeńców ) Moja dedukcja - Patrz moje poprzednie posty - list w wersji pierwotnej i list po zmianie.
  17. Każdy ma prawo do własnego zdania. Pokazałem jak łatwo przerobić tekst pod konkretne wydarzenie. Fotka ze zbiorów pana R.Baranieckiego -Vormarsch Auf Ziepielow ( Ciepielów). Błędnie opisane na czołowej stronie jako marsz na Modlin Na zdjęciu to być może to żołnierze 11 kompani III/15 I.R i nasi polegli żołnierze
  18. Tomaszu N to nie jest skomplikowane, to jest proste.Wystarczy zmienić parę słów w treści i masz opis pod konkretny cel. Dtzd. - nie oznacza konkretnie języku niemieckim tuzina. Dlatego dodano 1 przed Dtzd.by był tylko 1 tuzin czyli 12. Tylko w tym problem ze skrót Dtzd. w większości stosuję się w określeniu ilości ludzi zwierząt.I nie zawsze oznacza 12. Dtzd. to również słowo - wielu, sporo, kilkoro. Przykładowo Dtzd gefangene w tłumaczeniu może być: 12 jeńców jak również wielu jeńców. W tym opisie Dtzd. nie pasuje nijak do schwere, a to słowo pojawiło się wcześniej od deustche maschinen pistole.
  19. Ja odnoszę wrażenie że - "schwere" pochodzi od ostrzelania kolumny jenieckiej z ciężkiego karabinu maszynowego jak w zeznaniu Bardzika "Dtzd." czyli tuzin, to liczba zabitych pod Cukrówką "300" to liczba jeńców ogółem wziętych do niewoli "1km" to odległość w przybliżeniu z Nowinek do szosy w okolicy wsi Cukrówka, gdzie ostrzelano kolumnę Tak jak pisałem wcześniej list zlepkiem z pełnego opisu wydarzeń w dniu 8 września pod Ciepielowem. Zdjęcia również mogą pochodzić z tego dnia. Przypuszczalnie opis z 8 września bez zmian. “Dotychczasowe wydarzenia nie zdają się wróżyć niczego dobrego. Przedwczoraj nasz starszy sierżant z jadącego powoli samochodu zastrzelił ze swej "ósemki" jakiegoś 60- czy 70-letniego chłopa, który chciał zaprowadzić do obory swoją krowę, prawdopodobnie po to, by nie wałęsała się po szosie. Był bardzo dumny z tego wyczynu strzeleckiego, dokonanego - należy o tym pamiętać - z jadącego samochodu z odległości 12 metrów. Nie mogę po prostu tego zrozumieć. Zaledwie przed kilkoma tygodniami ożenił się i był taki czuły dla swojej żony, tak miły dla starych teściów. A może chciał trafić tylko w krowę? Niestety, pycha nie pozwoliła mu zamilczeć o tym strzeleckim wyczynie, nie można więc dojść do tego wniosku. Poza tym jako doświadczony starszy sierżant, który chce się dosłużyć stopnia oficerskiego, nie ryzykowałby w czasie marszu zastrzelić krowę, której nie mógłby oddać na zaopatrzenie wojska. Byłaby to przecież kradzież "własności wojskowej". Wobec tego, że kolumna wkrótce po strzale zatrzymała się, można było jeszcze ujrzeć, jak jakaś stara, szpakowata kobieta rzuciła się z płaczem na martwe ciało. Przypuszczalnie "bohater" zastrzeliłby również i tę kobietę, gdyby samochód akurat się nie zatrzymał, co oczywiście nadwerężyłoby jego "strzelecką sławę". Tego dnia wciąż jeszcze nie braliśmy udziału w żadnej akcji bojowej. Jedynie z prawego i lewego brzegu szosy widziało się powracających w pojedynkę rannych żołnierzy polskich z podniesionymi do góry rękami. Oberjäger K. zastrzelił z jadącej ciężarówki rannego żołnierza dlatego, że podniósł do góry tylko jedną rękę. Widziało się dokładnie, że prawa ręka żołnierza zwisała bezwładnie, gdyż całe jego prawe ramię było zmiażdżone. Oberjäger uczynił to z czystej żądzy strzelania. Widziałem, jak mierzył z automatu do tego człowieka, i krzyknąłem do niego z oburzeniem: "Oberjäger!" Wtedy opuścił automat. W 10 sekund później, kiedy akurat zwróciłem głowę przed siebie, rozległ się strzał. Polak się zwalił. K. nie mógł się jednak wyrzec strzału. Jak zdołam to zrozumieć? Takie to były bohaterskie wyczyny naszej kompanii, zanim jeszcze choćby jeden strzał padł w naszym kierunku. A teraz w lesie ciepielowskim, niedaleko przed Zwoleniem, w czołówce znajdowała się 11. kompania naszego batalionu. Posuwaliśmy się za nią. Słyszę ogień karabinów maszynowych. Czołówka jest ostrzeliwana. Wysiadać! Jakoś ogarnia mnie strach. Nie chcę nawet - to niedobrze być odważnym, jeśli nie wiadomo w jakim celu. Zdenerwowanie, rozkazy, tyraliera, 10. kompania na lewo od szosy. Robię to, co wszyscy. Wyczuwam niebezpieczeństwo, teraz mogę być zakatrupiony za karę, za moją niekonsekwentną postawę i to usuwa wszelkie uczucie strachu. Skradam się razem ze wszystkimi, lecz nie widzę żadnego Polaka. Strzelec, oparłszy na ramieniu karabin maszynowy ( MG ), strzela jak wściekły. Brzęczą rykoszety. Teraz orientuję się, że Polacy także strzelają. Gwizdnęło mi krótko przy samym prawym uchu. Wtem upadł kapitan Lewinsky - pierwszy. Postrzał głowy z góry. A zatem strzelcy na drzewach. Podziwiam odwagę tych strzelców z drzew. Jeden zostaje wykryty. Sanitariusz zestrzeliwuje go z pistoletu. Nagle urywa się łączność. Każdy jak szalony pędzi przez las. W godzinę później zbierają się wszyscy przy szosie. Kompania ma 14 zabitych, łącznie z kapitanem Lewinskym. Przegrupowanie, itd.......................................................................................... ............................................................ . Ostatni polscy żołnierze poddają się¹ Dowódca pułku, pułkownik Wessel (z Kassel), szaleje z monoklem w oku. "Co za bezczelność, chcieć nas zatrzymać, a mojego Lewinskiego mi zastrzelili". Nie liczy się z tym, że to są żołnierze. Twierdzi, że ma do czynienia z partyzantami, jakkolwiek każdy z 300 polskich jeńców ma na sobie mundur. Zmuszają ich do zdjęcia kurtek. No, teraz już prędzej wyglądają na partyzantów. Teraz zostają im jeszcze ucięte szelki, widocznie po to, by nie mogli uciec. Następnie jeńcy muszą iść brzegiem szosy, rzędem jeden za drugim. Powstało pytanie, dokąd się ich prowadzi? W powrotnym kierunku do taborów, skąd ich wkrótce przeniosą do jenieckiego punktu zbornego? W 5 minut później usłyszałem terkot ciężkiego karabinu maszynowego. Pośpieszyłem w tym kierunku i o 1km z powrotem ujrzałem rozstrzelanych tuzin polskich jeńców, leżących w przydrożnym rowie. Zaryzykowałem zrobienie dwóch zdjęć, a wtedy stanął dumnie przed obiektywem jeden z tych zmotoryzowanych strzelców, którzy na polecenie pułkownika Wessela dokonali tego dzieła.” Widzisz tu coś co nie jest prawdą? Zdjęcia pasują jak ulał. ¹ nawet bez mojego przypisu, wszystko jest zgodne z prawdą. Opis po zmianach jaki znamy: “Dotychczasowe wydarzenia nie zdają się wróżyć niczego dobrego. Przedwczoraj nasz starszy sierżant z jadącego powoli samochodu zastrzelił ze swej "ósemki" jakiegoś 60- czy 70-letniego chłopa, który chciał zaprowadzić do obory swoją krowę, prawdopodobnie po to, by nie wałęsała się po szosie. Był bardzo dumny z tego wyczynu strzeleckiego, dokonanego - należy o tym pamiętać - z jadącego samochodu z odległości 12 metrów. Nie mogę po prostu tego zrozumieć. Zaledwie przed kilkoma tygodniami ożenił się i był taki czuły dla swojej żony, tak miły dla starych teściów. A może chciał trafić tylko w krowę? Niestety, pycha nie pozwoliła mu zamilczeć o tym strzeleckim wyczynie, nie można więc dojść do tego wniosku. Poza tym jako doświadczony starszy sierżant, który chce się dosłużyć stopnia oficerskiego, nie ryzykowałby w czasie marszu zastrzelić krowę, której nie mógłby oddać na zaopatrzenie wojska. Byłaby to przecież kradzież "własności wojskowej". Wobec tego, że kolumna wkrótce po strzale zatrzymała się, można było jeszcze ujrzeć, jak jakaś stara, szpakowata kobieta rzuciła się z płaczem na martwe ciało. Przypuszczalnie "bohater" zastrzeliłby również i tę kobietę, gdyby samochód akurat się nie zatrzymał, co oczywiście nadwerężyłoby jego "strzelecką sławę". Tego dnia wciąż jeszcze nie braliśmy udziału w żadnej akcji bojowej. Jedynie z prawego i lewego brzegu szosy widziało się powracających w pojedynkę rannych żołnierzy polskich z podniesionymi do góry rękami. Oberjäger K. zastrzelił z jadącej ciężarówki rannego żołnierza dlatego, że podniósł do góry tylko jedną rękę. Widziało się dokładnie, że prawa ręka żołnierza zwisała bezwładnie, gdyż całe jego prawe ramię było zmiażdżone. Oberjäger uczynił to z czystej żądzy strzelania. Widziałem, jak mierzył z automatu do tego człowieka, i krzyknąłem do niego z oburzeniem: "Oberjäger!" Wtedy opuścił automat. W 10 sekund później, kiedy akurat zwróciłem głowę przed siebie, rozległ się strzał. Polak się zwalił. K. nie mógł się jednak wyrzec strzału. Jak zdołam to zrozumieć? Takie to były bohaterskie wyczyny naszej kompanii, zanim jeszcze choćby jeden strzał padł w naszym kierunku. A teraz w lesie ciepielowskim, niedaleko przed Zwoleniem, w czołówce znajdowała się 11. kompania naszego batalionu. Posuwaliśmy się za nią. Słyszę ogień karabinów maszynowych. Czołówka jest ostrzeliwana. Wysiadać! Jakoś ogarnia mnie strach. Nie chcę nawet - to niedobrze być odważnym, jeśli nie wiadomo w jakim celu. Zdenerwowanie, rozkazy, tyraliera, 10. kompania na lewo od szosy. Robię to, co wszyscy. Wyczuwam niebezpieczeństwo, teraz mogę być zakatrupiony za karę, za moją niekonsekwentną postawę i to usuwa wszelkie uczucie strachu. Skradam się razem ze wszystkimi, lecz nie widzę żadnego Polaka. Strzelec, oparłszy na ramieniu karabin maszynowy ( MG ), strzela jak wściekły. Brzęczą rykoszety. Teraz orientuję się, że Polacy także strzelają. Gwizdnęło mi krótko przy samym prawym uchu. Wtem upadł kapitan Lewinsky - pierwszy. Postrzał głowy z góry. A zatem strzelcy na drzewach. Podziwiam odwagę tych strzelców z drzew. Jeden zostaje wykryty. Sanitariusz zestrzeliwuje go z pistoletu. Nagle urywa się łączność. Każdy jak szalony pędzi przez las. W godzinę później zbierają się wszyscy przy szosie. Kompania ma 14 zabitych, łącznie z kapitanem Lewinskym. Dowódca pułku, pułkownik Wessel (z Kassel), szaleje z monoklem w oku. "Co za bezczelność, chcieć nas zatrzymać, a mojego Lewinskiego mi zastrzelili". Nie liczy się z tym, że to są żołnierze. Twierdzi, że ma do czynienia z partyzantami, jakkolwiek każdy z 300 polskich jeńców ma na sobie mundur. Zmuszają ich do zdjęcia kurtek. No, teraz już prędzej wyglądają na partyzantów. Teraz zostają im jeszcze ucięte szelki, widocznie po to, by nie mogli uciec. Następnie jeńcy muszą iść brzegiem szosy, rzędem jeden za drugim. Powstało pytanie, dokąd się ich prowadzi? W powrotnym kierunku do taborów, skąd ich wkrótce przeniosą do jenieckiego punktu zbornego? W 5 minut później usłyszałem terkot tuzina niemieckich automatów. Pośpieszyłem w tym kierunku i o 100 metrów z powrotem ujrzałem rozstrzelanych 300 polskich jeńców, leżących w przydrożnym rowie. Zaryzykowałem zrobienie dwóch zdjęć, a wtedy stanął dumnie przed obiektywem jeden z tych zmotoryzowanych strzelców, którzy na polecenie pułkownika Wessela dokonali tego dzieła” Mała przeróbka i list w treści pod Ciepielów.
  20. To przykład opisu beletrystycznego. Podobnie jest napisane ponad połowę listu monachijskiego, do czasu opisu mordu. Masz więc dowód że list monachijski miał pierwowzór o szerszej treści. To co my znamy czyli tzw list monachijski, jest tylko zlepkiem całości na konkretne potrzeby. Tylko fatalnie zrobiony.
  21. Jak powinieneś zauważyć list do pewnego momentu napisany jest poprawnie. "Byki" zaczynają się kiedy zaczyna się opis samego mordu. Masz zatem dowód że pierwsza część listu jest przepisana bez błędów. Dopiero w trakcie zmian kiedy chciano napisać jak mordowano tych 300, wyszły jaja. Gdyby był pisany od początku na nowo, nie było by tak ze większa połowa jest dobrze , a końcówka źle. Całość była by od początku do końca fatalnie. Dla porównania treść z fragmentu pamiętnika o walkach Pod Wielgiem: „Przed południem 9 września 1939, o godz. 11:00 w Ciepielowie, oddział otrzymał rozkaz udania się w kierunku Wilgie (Wielgie – R.B.) i tam ubezpieczyć skrzydło dywizji, której sztab znajdował się w Ciepielowie. Wspaniały dzień. Słońce traktowało nas za dobrze. Mimo to, coś wisi w powietrzu, co mnie się nie podoba.” „Zgodnie z rozkazem osiągnęliśmy wieś Wilgie(Wielgie – R.B.)Pojazdy oddziału rozlokowały się po gospodarstwach. Wśród żołnierzy nastrój był doskonały, tym bardziej, że powiedziano nam, że pozostaniemy w tym miejscu dwa dni i dla odmiany przejdziemy na ubezpieczenie. Ta okazja została wykorzystana na pranie i żeby samemu poddać się gruntownemu oczyszczeniu. W ubiegłym tygodniu nie mieliśmy czasu na umycie się i jeszcze mniej na założenie świeżej bielizny. Natychmiast zabraliśmy się za te czynności , bielizna namoczona, spodenki zdjęte i obustronnie namydlone. To była przyjemność. Niestety ten piękny czas wkrótce przepadł. W połowie akcji ‘czyszczenie’ otrzymaliśmy rozkaz aby w ciągu trzech minut w stanie gotowym do odjazdu stawić się przy pojazdach. Dokąd będzie podane później. Powstało drobne zamieszanie: pranie z wody wyjąć, wyżąć i zapakować do osobistego worka. Ubrać się natychmiast i przystąpić do pojazdów. Wszyscy nawzajem się dopytywali co będzie dalej. Jeden stwierdził że niejeden tyłek zostanie zimny, drugi oświadczył, że może spokojnie umrzeć bo zmienił bieliznę. Powoli przenikała wiadomość, że jedna polska kompania w spokojnym marszu, ze zdjętymi hełmami, rozpiętymi kołnierzami dochodzi do Wilgie (Wielgie – R.B.). Może chcą się poddać? Panowie oficerowie naszego oddziału udali się samochodem pancernym do przodu aby to sprawdzić. Po krótkim czasie wrócił meldunek: ‘zmotoryzowani strzelcy do przodu’. Dla nas stało się jasne, że musimy atakować. W międzyczasie czołgi zaczęły ostrzeliwać polską kompanię, która uciekając cofnęła się do lasu. W tym samym czasie, szwadron zmotoryzowanych strzelców pojechał do przodu aby wspólnie ze szwadronem czołgów zaatakować i zniszczyć przeciwnika, ale wkrótce po tym, na rozkaz dowódcy Pana P... , zostali odwołani ponieważ stwierdzono, że mają do czynienia z czołówką batalionu albo pułku. Szwadron dowodzony przez Pana Porucznika (Oberleutnant) M... został postawiony w stan gotowości do ataku. Krótkie wyjaśnienie posunięć: Pan Oberleutnant M... był w drugim rzucie będąc związany z lewej przez trzeci a z prawej przez pierwszy rzut (wyjaśnienie: słowo ‘rzut’, w języku niemieckim ‘ Zug’ w armii niemieckiej oznaczał pododdział kompanii lub szwadron; pluton – M.S..) Otwarcie ognia nastąpiło z chwilą kiedy pododdział karabinów maszynowych razem z oddziałem broni przeciwpancernej był gotowy do otwarcia ognia. Polacy w międzyczasie zajęli leżącą przed nami wioskę i przygotowali się do ataku. Pierwsza fala szacowana na pięciokrotną przewagę naszych sił ruszyła do ataku ze wsparciem granatników. Cel został natychmiast rozpoznany i ostrzelany. Szwadron mając ubezpieczenie czołgami z lewego i prawego skrzydła ruszył do kontrataku i odrzucił wroga z powrotem do wioski, przy czym pododdział karabinów maszynowych i broni przeciwpancernej przejął ochronę ogniową. Drugi pododdział pod dowództwem Pana Leutn. St... osiągnął przy sprzyjającym terenie opisaną poprzednio miejscowość, która częściowo została podpalona przez ostrzeliwanie naszą artylerią przeciwpancerną. Ale tutaj otworzyło się piekło. Z wszystkich stron strzelanina i musieliśmy się w pełni ‘zadekować’ nie myśląc nawet o strzelaniu. Szef szwadronu, Oberleutnant M... wydał rozkaz: „pododdział z powrotem na pozycję wyjściową.” Oddziały wypracowały sobie rozkaz skokami przy wzajemnej ochronie ogniowej i bez strat osiągnęły wyznaczoną pozycję. Ale tutaj też nie zaznaliśmy spokoju. Dookoła wybuchały granaty, granatniki dołączyły się a przeklęci strzelcy z drzew bardzo utrudniali nam życie. To wszystko byłoby jeszcze do wytrzymania gdyby nie kurz i pragnienie nie dawało się nam tak we znaki. Coraz więcej Polaków nas atakuje, co z tego wszystkiego będzie? Wioska została po raz drugi zaatakowana. Pododdział karabinów maszynowych i artyleria przeciwpancerna silnie wspierały atak strzelając z całej siły (zwrot: was aus dem Lauf herauskommte – wszystkim co przez lufę przejdzie – M.S. tłum.) Może tym razem uda się nam osiągnąć wioskę, ale pododdziałowi skończyła się amunicja i z ust do ust szło zawołanie: „amunicja do przodu.” Uczynnie i bez względu na własne bezpieczeństwo, kapral St... dostarczył pożądaną amunicję. Przeciwnik wycofując się natychmiast rozpoznał sytuację i nasz atak zaległ znowu pod ogniem nieprzyjaciela. Znowu musieliśmy przymusowo cofnąć się aby uniknąć większych strat. Skąpany we własnym pocie, strzelec ‘1’ z uśmiechniętą miną patrzył na mnie, biorąc na cel i ostrzał pokazujące się cele. Pododdział karabinów maszynowych był zmuszony zmienić stanowisko będąc nadmiernie wystawiony na ogień nieprzyjaciela. Pierwszy i drugi pododdział mieli pełne ręce roboty aby przeciwnika trzymać na odległość i nie dopuścić aby wziął nas w cęgi. Nasz ostatni atak: Jeszcze raz ruszyliśmy do przeciwnatarcia aby zająć wioskę. Ogień nieprzyjaciela był coraz silniejszy, ale my, mimo przewagi wroga nie daliśmy się zatrzymać. Karabiny maszynowe w pododdziałach strzelały ile sił. Doszło do tego, że karabiny maszynowe drugiego i trzeciego pododdziału zacięły się, także w pierwszym pododdziale strzelano nie serią, tylko pojedynczymi pociskami. Ja doskoczyłem do karabinu maszynowego wymieniając lufę i równocześnie czyszcząc części ruchome z nagromadzonego brudu. Pechem prześladowani nie mogliśmy utrzymać ognia. Polak tymczasem przystąpił do kontrataku biorąc nas pod ciężki ostrzał. W czasie gdy ze strzelcem ‘1’ wymieniałem lufę, jego głowa przechyliła się na stronę i krew zaczęła spływać po obliczu na piasek. Strzał w głowę. Także tutaj nie mogliśmy zostać na dłużej, strzelec ‘2’ został odkomenderowany do karabinu maszynowego i dokończył wymianę lufy. W tym samym czasie w pododdziałach drugim i trzecim padli strzelcy ‘1’ i ‘5’ oraz ‘1’ i ‘3’. Natychmiast wysłałem meldunek do dowódcy oddziału i szefa szwadronu: pięciu strzelców z oddziału zginęło. Nasze położenie stawało się coraz bardziej dramatyczne. Żaden karabin maszynowy nie strzelał ale mimo tego, lekceważąc śmierć, parliśmy do przodu. Na przedzie Pan Oberleutnant M... i Pan Leutnant St... Pododdział zajął małe wzgórze i miał tam utrzymać pozycję. Otrzymaliśmy wzmocnienie od tyłu. Adiutant oddziału zestawił z kierowców pododdział i przyszedł nam z pomocą. Zaraz potem kula dosięgnęła naszego szefa szwadronu Pana Oberleutnanta M... raniąc go w głowę. W związku z tym Leutnant St... otrzymał rozkaz oderwania się od wroga i dotarcia do obrzeża wsi Wielgie. Oddział będący w radiowym połączeniu z dywizją otrzymał polecenie rozwiązania i połączenia się z piechotą, która w trakcie walki zajęła pozycję, i czekania na dalsze rozkazy. Oderwanie oddziału od nieprzyjaciela odbyło się spokojnie. Śmiertelnie zmęczeni i prześladowani pragnieniem spotkaliśmy się z piechotą, która zajęła się naszym zaopatrzeniem i opieką. Dywizja przysłała rozkaz: Oddział w Ciepielowie idzie w stan spoczynku. Następnego ranka nasi polegli zostali zebrani i uroczyście pogrzebani.
  22. Tomasz N napisał Przerobił 1 km na 1 m nie 100 m, czyli bez sensu. Właśnie.Tych " byków" jest więcej, jak chociażby to "schwere'. czy dopisek LKW nad fachrzeug. Pojazd to pojazd. "deustche maschinen pistole" - Niemcy strzelający z niemieckich pistoletów maszynowych. No dziwne żeby strzelali z Chińskich. A czy jakiś oryginał musi istnieć ? Nie mógł napisać beletrystyki pod zdjęcia na podstawie posiadanych informacji ? Nie do udowodnienia. Można było napisać bez problemu list pod zdjęcia. Byli przecież ludzie świetnie mówiący i piszący po Niemiecku. Gdyby tekst był pisany od "nowa" pod zdjęcia nie było by takich " byków". A tak to wychodzi na to że był przepisywany z jakiegoś tekstu i przerabiany.
  23. W/g Niebrzydowskiego w jednym miejscu zabitych było Dutzen czyli tuzin + dwóch w stronę Lipska. Dwóch znaczy się oficerowie , pogrzebani osobno. Schwere ( skreślone )deustche Maschinen - pistolen. Skąd więc "schwere ". Schwere może być tylko Maschinengewehr. Czyli w oryginalnym tekście musiało być Maschinengewechr. Ktoś przepisywał kiepsko tekst i zastąpił słowo schwere słowem deustche .Bo się kapnął że trudno prowadzić kolumnę pod lufami MG i walić później do nich do jeńców.ale z pistoletów bardziej brzmi wiarygodnie. 5 minut może być czasem przypuszczalnym, bez patrzenia na zegarek.To tak jak by Cie ktoś spytał: czy przechodziła koło Ciebie jakaś kobieta i kiedy? Skoro to był jakiś niedługi czas , odpowiesz jakieś 5 -10 min. Ktoś doszedł do wniosku że w 5 min. - 1km to za daleko i przerobił na 100m. Liczba 300 zabitych wzięła się z liczby jeńców wziętych do niewoli. A liczba pasowała do liczby poległych pod Ciepielowem. Ja sądzę że osoba która przepisywała z oryginału słabo znała niemiecki.
  24. Ja jednak myślę że w liście( pamiętniku)był opis wydarzeń cały i kompletny. Czyli wydarzenia z całego dnia 8 września 1939r. I jedyne rozstrzelanie jaki opisał autor tego listu czy pamiętnika to ostrzelanie kolumny pod Cukrówką. Zwróć uwagę na zapisy jakie pojawiają się w liście: 300 gefangenen - w przybliżeniu tylu polskich żołnierzy dostało się do niewoli. 1 schwere maschinen - jeden ciężki karabin maszynowy ( patrz Bardzik - strzelano z samochodu z MG) Dtzd. tuzin - patrz zdjęcia zabitych w rowie 5 minuten spater - kolumna jeniecka pokonała około 1km seche 1km zuruck - w 5 minut przejdzie się około 1km. Tyle jest z Nowinek do Cukrówki w przybliżeniu I zdjęcia pasują - idąca kolumna i jeńcy zastrzelenie w rowie po ostrzelaniu kolumny. Przy okazji śledztwa wyszło że pod Ciepielowem jest około 300 mogił.Przypuszczano że żołnierzy polskich rozstrzelano, a dowodów żadnych.Ale były dokumenty w sprawie Cukrówki, więc je nieco podrasowano i zrobiono z nich Ciepielów. Tylko nie zbyt dobrze wyszła ta przeróbka listu. Ot cała tajemnica listu Monachijskiego.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.