Jump to content

Tofik

Moderator
  • Content count

    7,830
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Tofik

  1. Książę Buckingham

    Sławny Buckingham, słynny George Villiers, faworyt Jakuba I i Karola I. Pierwszego zjednał sobie chyba zaletami fizycznymi (niektórzy twierdzą, że król był homoseksualistą, pewnie zbytnio nie mijają się z prawdą), drugiego przez zwykłą sympatię. Jak to się stało, że został najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Anglii? Czy winę za upadek La Rochelle ponosi przede wszystkim on?
  2. Dlaczego Wazowie są tak surowo oceniani? Czy bierze się to z tego, że rzeczywiście byli słabi, czy to niesprawiedliwość historyków? Ja, co oczywiste, uważam to za niesprawiedliwość. W wazowskich czasach doszło do wykazania tego, że system "złotej wolności" jest słaby i należy go zmienić. Co ważne, Wazowie (w szczególności Zygmunt III i Jan Kazimierz) chcieli to zrobić. Niestety, zakończyło się to źle, ale przez szlachtę.
  3. Grigorij Rasputin

    Jedna z najbardziej tajemniczych postaci w dziejach. Rosyjski chłop, który dostał się na szczyty władzy. Datę jego urodzenia najczęściej podaje się jako rok 1869, choć sam Rasputin mówił, że urodził się wcześniej. Młodość przeżywał w Pokrowskoje, gdzie był znany z pijatyk, koniokradztwa i bijatyk. W 1903 r. wyruszył do Petersburga. W środowisku mieszkańców Petersburga z pewnością się wyróżniał głównie dzięki brodzie, a zwłaszcza hipnotycznym spojrzeniu. W metropolii rozpoczął przepowiadać różne rzeczy, a grono jego zwolenników (a zwłaszcza zwolenniczek) gwałtownie zaczęło wzrastać. Z carem po raz pierwszy skontaktował się w 1906 r., gdy ofiarował mu ikonę św. Symeona z Wierchoturja. W październiku Mikołaj Romanow po raz pierwszy przyjął u siebie Grigorija. "Święty starzec" wywarł na Mikołaju silne wrażenie. Rasputin wtedy dwukrotnie uzdrowił carewicza (później uzdrowił go też "na odległość") Aleksieja czym w gronie cara zyskał sobie opinię cudotwórcy. Służba ze zdziwieniem i oburzeniem przyjmowała fakt, że mnich pojawia się w sypialniach córek Mikołaja i Aleksandry, ale nic nie mogła na to poradzić, gdyż trudno było odciągnąć parę carską od wpływów Grigorija. Wkrótce pod lupę wziął go W raportach policji była mowa o ciągłych orgiach seksualnych z udziałem Rasputina. Było oczywiste, że przez swą potęgę ten ubogi mnich stał się niewygodny i groźny dla wielu czołowych postaci Rosji. Car Mikołaj jawnie przyznawał, że kilka ostatnich lat "przeżył dzięki modlitwom Grigorija Jefimowicza". Gdy wybuchła I WŚ Rasputin przepowiadał wielkie klęski i "morze krwi" - jak się okazało, nie pomył się wcale. Gdy car ruszył na front rola cudotwórcy jeszcze bardziej wzrosła. Niejednokrotnie mówił, że po okresach porażek przyjdą zwycięstwa (np. list carowej do cara z 14 grudnia 1914 r.). Czasami zachowywał się jak wódz i instruował Mikołaja polecając rozpoczynać ofensywę na określonych odcinkach front (np. list carowej do cara z 15 listopada 1915 r.). To właśnie Rasputin przekonał Mikołaja do odsunięcia Mikołaja Mikołajewicza ze stanowiska naczelnego wodza, argumentując, że jeśli car tego nie zrobi to straci władzę. Z czasem zaczęto posądzać Rasputina i carową Aleksandrę o szpiegostwo. Grupka arystokracji rosyjskiej zdecydowała, że ten niegdyś ubogi chłop syberyjski jest "do odstrzału". Feliks Jusupow wraz ze swą żoną Iriną zaprosił Rasputina do siebie. Grigorij przybył, gdzie został poczęstowany zatrutymi ciastkami. Zapewne jednak Grigorij Jefimowicz nie zjadł tych ciastek: nigdy nie jadł niczego słodkiego, dlaczego miałoby być inaczej teraz? Również nie skosztował zatrutej cyjankiem wódki. Jusupow wraz z innymi zamachowcami zaczął tracić nerwy i strzelił do Rasputina. Rasputin upadł, lecz zaraz zaczął uciekać. Trafił go jeszcze wielki książę Dymitr, kuzyn cara. Rasputin tym razem upadł na dobre. Wrzucono go do lodowatej Newy, gdzie jak się później wydało, utonął. Strzały nie okazały się śmiertelne. Co o nim sądzicie? Co myśleć o jego "cudach" (lub - cudach bez cudzysłowia) i przepowiedniach? Czy to prawda czy zwykły kicz? Czy naprawdę był niemieckim agentem? Moim zdaniem raczej nie miał powodu ryzykować i stawać po stronie Niemców. W 1914 r. był przeciwny zaczynaniu wojny z Niemcami. To co mogło go skłonić do służby Niemcom, mianowicie pieniądze, miał pod dostatkiem, dzięki szczodrości tych, którym załatwiał "wstawiennictwo u Stwórcy".
  4. Pogratulować posiadania Lepszego, ja go na oczy nie widziałem Archiwum Jana Zamoyskiego, kanclerza i hetmana wielkiego koronnego, t. 4, wyd. K. Lepszy, Warszawa 1948 Bielski J., Dalszy ciąg kroniki polskiej (1587–1598), opr. F. M. Sobieszczański, Warszawa 1851 Heidenstein R., Dzieje Polski od śmierci Zygmunta Augusta do roku 1594, t. 2, opr. M. Gliszczyński, W. Spasowicz, Petersburg 1857 Heidenstein R., Życie Jana Zamoyskiego kanclerza i hetmana wielkiego koronnego, wyd. K. J. Turowski, Kraków 1860 Listy Annibala z Kapui , arcy-biskupa neapolitańskiego, nuncyusza w Polsce, o bezkrólewiu po Stefanie Batorym i pierwszych latach panowania Zygmunta IIIgo, do wyjścia arcy-xięcia Maxymiliana z niewoli, wyd. A. Przezdziecki, Warszawa 1852 Listy J. Zamoyskiego do Radziwiłłów, opr. W. Nehring, „Kwartalnik Historyczny”, R. 4, 1890 Listy Stanisława Żółkiewskiego 1584-1620, wyd. J. Lubomirski, Kraków 1868 Pisma Stanisława Żółkiewskiego kanclerza koronnego i hetmana, wyd. A. Bielowski, Lwów 1861 Lepszy K., Walka stronnictw w pierwszych latach panowania Zygmunta III, Kraków 1929 Nowodworski W., Jan Zamojski. Jego życie i działalność polityczna, Petersburg 1898 Sobieski W., Trybun ludu szlacheckiego, Warszawa 1978 Sobieski W., Żałobny hetman: Jan Zamoyski, Zamość 1919 Spieralski Z., Jan Zamoyski, Warszawa 1989 Tarnawski A., Działalność gospodarcza Jana Zamoyskiego, Lwów 1935 Śliwiński A., Jan Zamoyski. Kanclerz i hetman wielki koronny, Warszawa 1947 Tyszkowski K., Jan Zamoyski hetman i kanclerz wielki koronny, Lwów 1938
  5. Zygmunt III Waza-reformator czy fanatyk?

    Chodziło mi przede wszystkim o tolerancję religijną. Zgoda co do tego, że chwały mu to ogólnie nie przynosi. Ale pamiętajmy o kilku sprawach. Po pierwsze, cenzura w Rzeczypospolitej nie była niczym nowym. 7 lutego 1580 r. Stefan Batory zakazał (chyba nawet pod karą śmierci) wydawania publikacji "niesprawiedliwie" opisujących ówczesne wydarzenia. Po drugie, uciszanie prawosławnych było próbą uspokojenia sytuacji wewnętrznej w Rzeczypospolitej - Zygmunt przebywał w Rosji, a wojna ze Szwecją oficjalnie nie została przerwana. Pisma pokroju "Threnos" mogły zakłócić spokój w kraju; oczywiście za taki stan rzeczy w co najmniej takim samym stopniu odpowiadali unici. Po trzecie, fakt faktem, że król nakazał aresztować Karpowicza, ale miasto uczyniło to raczej - jak uważa A. Radziukiewicz ( http://www.przegladprawoslawny.pl/articles.php?id_n=80&id=8 ) - za namową Hipacego Pocieja. Po czwarte, wyroku na Karpowiczu nie wydał król, tylko raczej Trybunał Litewski, nieprawdaż? Notabene, można wspomnieć, że nieukarany Smotrycki w 1627 r. przeszedł na grekokatolicyzm. Był on zresztą jednym z władyków wyświęconych przez Teofanesa w 1620 r. Jak uważa T. Kempa, przeciwko prawosławnym biskupom Zygmunt nie wystąpił zbyt ostro, ponieważ stosunki z Kozakami nakazywały ostrożność - tyle, że po wojnie 1620-1621 niczego poważnego przeciwko przywódcom dyzunickim nie zorganizowano. Polecam się też zapoznać z uchwałami sejmowymi "O religii greckiej" (przykładowo z lat: 1607 i 1618) - nic mi nie wiadomo, żeby król się im sprzeciwiał. To już nie tyczy się tolerancji religijnej, a raczej cenzury prasy i literatury Owszem, dekret wydano, choć z 1615 r. do dzisiaj zachowało się ok. 50 egzemplarzy. Co ciekawe - nakaz konfiskaty i zakaz dalszego wydawania nie spotkał się ze sprzeciwem, ba Zygmunt zrobił to za namową panów koronnych, którym nie podobały się niektóre fragmenty Długosza.
  6. Jest. Ot tak to może nie. Ale za artykuły Mikulskiego, Kempy, czy Dybasia już tak.
  7. Panowie, Wy chyba nie wiecie co jest w "Unii lubelskiej"...
  8. Bo muszę pogrzebać w książkach, a póki co czeka mnie sprzątanie i pewien udział w pracach kulinarnych, ale może dziś się wyrobię...
  9. A ja Ziółkowskiego wymieniłem na "Unia lubelska z 1569 roku. Z tradycji unifikacyjnych I Rzeczypospolitej" i "Koszt praw, dlaczego wolność zależy od podatków" (socjaldemokratyczne w wydźwięku, ale może być). Część dostała też powszechną 1989-2010 Chwalby, niestety specjalizacja nie decydowała o doborze nagród
  10. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że osoby z 92/100 na wojewódzkim nie zasługują na tytuł laureata, powinni odpaść już wtedy Ale na centralnym mój wynik był lepszy o jakieś 10 pkt od minimalnego wyniku, jaki trzeba było uzyskać, by otrzymać tytuł :thumbup: Praca pisemna poszła mi tak sobie (4, trochę lania wody, wszyscy wychodzili od przywileju mielnickiego, a ja wstęp zacząłem od czasów Jagiełły i jego przywilejów ), źródło źle (też 4, ale to był memoriał miast królewskich z grudnia 1789 r., który wcześniej rozpracowywałem i liczyłem jednak przynajmniej na +4, komisji chodziło pewnie o zbytnią lakoniczność, bo nie zapisałem nawet 1,5 str), tyłek uratował mi ustny (5), gdzie wylosowałem świetne pytania (a więc sporo farta) - wojny polsko-tureckie XVII w. (pamiętałem kilka dziennych dat, więc nie skończyłem gadać o Chocimie i prof. Mikulski kazał mi przejść do następnego, oficjalnie dlatego, że widać, że umiem; być może swoje dołożyło też to, że mu się przysypiało ) i oświecenie w XVIII w. (temat z pracy pisemnej przed wojewódzkim, więc coś tam pamiętałem), z lektury (jak powiedział prof. Mikulski nie dałem komisji dużego wyboru ) - opisać karierę Zebrzydowskiego i skutki rokoszu (trochę się nad tym prześlizgnąłem, nie chciałem mówić o rokoszu zbyt dokładnie, bo bałem się, że pomylę wszystkie zjazdy w czasie 1606-1607, więc wspomniałem w zasadzie tylko o sejmiku proszowickim, zjeździe stężyckim, Janowcu, Jeziornie, Guzowie i amnestii w 1609 r., bez wdawania się w większe szczegóły). BTW po co stomatolodzy idą na OH? Żeby w imię swoich zachcianek zabierać miejsca dziesiątkom młodych, zdolnych Polaków, którzy z historią wiążą swoją przyszłość? Najwyższy wynik punktowy (100/100) uzyskały 4 osoby, chłopak po koleżance, która została uznana za głównego zwycięzcę, otrzymał np. bon na darmowe 100 książek wydanych przez IPN (lata 39-89, więc nic ciekawego ). Ogólnie, w moim przypadku było miło, ale potencjalnym uczestnikom w przyszłym roku... nie radzę się nastawiać jakoś szczególnie pozytywnie, bo niekiedy nie jest miło. To co napisał Andreas to tylko kilka przypadków, jeden chłopak z mojego okręgu został udupiony na pracy ze starożytności (dotyczyła kodyfikacji, wspomniał też o prawodawcach, co zostało uznane za niezrozumienie tematu, więc dostał 1), a drugi musiał zmagać się z tępymi przytykami jednego z profesorów (mówiąc o ofiarach Wybrzeża 1970 powiedział, że dane PZPR podają 45 zabitych, są natomiast relacje mówiące o wyższej ilości ofiar - co tenże profesor skomentował uwagą, że jak można, przymierzając się do zawodu historyka, wywyższać jedne źródła nad inne...). Oczywiście, jeśli ktoś startuje z nowożytności i w komisji będą zasiadać nadal prof. Mikulski i prof. Wijaczka (niestety, nie pamiętam nazwiska tego pana dra ) to może być pewien, że będzie pytany przez miłych panów, którzy usilnie nie wyszukują słabych punktów egzaminowanego (choć oczywiście potrafią się przyczepić o pewne rzeczy i podrążyć temat - ale w moim przypadku tak nie było).
  11. Czyżby Roksolana, żona Sulejmana Wspaniałego? Raczej tak.
  12. Czego teraz słuchasz?

    Punk jest dobry na wszystko, a na poprawę humoru przede wszystkim.
  13. W biografii Piotra Skargi autorstwa Tazbira jest co nieco na temat tego jak Batory obchodził się np. z prawosławną ludnością Połocka.
  14. Film, który ostatnio widziałem to...

    "Żelazna dama", ogólnie mi się podobał, natomiast oceniłbym go jeszcze pozytywniej, gdyby nie przedstawienie biografii Thatcher w formie retrospekcji, bo bardziej interesuje mnie jej działalność polityczna niż jej problemy rodzinne i zdrowotne.
  15. Wolne przewodnictwo tak czy nie?

    Deregulacyjne spojrzenie na kwestię wolnych zawodów, przewodnika w szczególności: http://wolneprzewodnictwo.blog.pl/
  16. Broń w społeczeństwach.

    Trochę o dostępie do broni w międzywojennych Niemczech: Co do I RP, znalazłem trzy uchwały: 1. Sejm 1578, Bezpieczeństwo sądów i Sejmików (sorry za uwspółcześnioną pisownię, tak się wygodniej przepisuje ): "Żaden tak na Sejmik ku obieraniu Sędziów, jako i na miejscu gdzie sądy będą sprawowane, aby nie śmiał przyjeżdżać i przychodzić zbrojnie, i z żadnymi innymi broniami, okrom miecza, korda, szable, szpady. A ktoby śmiał z strzelbą albo z jaką inszą bronią wszelaką przyjeżdżać abo z nią chodzić, aby pięćdziesiąt grzywien był karan". Chodzi, jak rozumiem, o sejmiki deputackie i sposób działania i funkcjonowania Trybunału Koronnego. 2. Sejm 1601, O rusznicach: "jako i bezpieczeństwo asekurując, tak na prywatnych, jako i pospolitych zjeździech, biesiadach i szlacheckich strzelby, półhaków, rusznic, łuków i innego oręża takowego, co by się jedno strzelbą nazywać, a rozumieć mogło, wszelakiego stanu ludziom, zażywać zabraniamy". 3. Sejm 1620, Zabronienie czekanów (tu występuje też nawiązanie do poprzednich uchwał ws. swobody noszenia i używania broni: z 1578 i 1601): "bacząc że co dalej większa swawola w ludziach rośnie, ani na miejsca poświęcone, ani na żadną zwierzchność nie oglądają się: przeto, aby się złym zamysłom zabieżało, postanawiamy omnium Ordinum unanimi consensu accedente, aby żaden cujuscunque couditionis, nie ważył się odtąd zażywać, albo nosić czekanów in loco publico, pod winą dwóch set grzywien [...] wszakże na wojnie przeciwko nieprzyjacielowi Koronnemu, zażywanie czekanów, i inszych broni, zachowujemy". Aluzja do zamachu Michała Piekarskiego na, wchodzącego do kolegiaty (ówczesnej; obecnie to bazylika archikatedralna) św. Jana Chrzciciela w Warszawie, Zygmunta III. Ostatnia regulacja wywołała pewien sprzeciw, przykładem jest Hiacynt Przetocki który w utworze Z nosem długim pisał: Czekan głowę królewską tylko trochę zranił, Zaraz wyrok sejmowy wszystkim tę broń zganił. Umysł cię, poście, wiedzie do pokutowania, Tak wielce straszny nos daj dziadom do schowania. Bo jak oko wykolesz plebanowi twemu, Zakażą z nosem chodzić ludowi polskiemu
  17. Podatki w historii Polski

    Mam jedno pytanie. Czy np. dziesięcina czy każdy inny podatek, który polegał na tym, że obywatelowi zabierano x % jego dochodów (np. Sejm Wielki po ogłoszeniu aukcji wojska uchwalił stałe podatki dla szlachty i duchowieństwa, odpowiednio 10 i 20% od dochodów), da się porównać ze współczesnym PITem lub CITem?
  18. Najmniej lubiany szkolny przedmiot?

    Mnie nie interesuje jakaś tam wiedza, tylko konkretna na konkretny temat. Chyba ze zrozumiałych względów bardziej mnie interesuje twórczość Daniela Naborowskiego czy Fabiana Birkowskiego niż Asnyk (BTW naprawdę porządny poeta, o niewielu mogę tak powiedzieć) czy Konopnicka.
  19. Najmniej lubiany szkolny przedmiot?

    Wychodzę z teoretycznego założenia, jest taka możliwość. W każdym razie zakładając, że będę uprawiał jakikolwiek zawód związany z ściśle z danym kierunkiem, który mnie interesuje, to nie potrafię wykazać jakiejś wysokiej przydatności znajomości literatury (omawianej na lekcjach, nie ogólnie) w kontekście danego zawodu. Myślę, że większość z nich robi to tylko z myślą uzyskania tytułu mgr i posiadania wyższego wykształcenia. Magister dziś niewiele znaczy, studia wyższe coraz bardziej powszednieją. A zawodu szukają gdzie indziej, bo archiwistyka uchodzi za nudną i chyba płaca nie jest tam szczytem marzeń, praca w szkole wymagająca, na uniwersytet zapraszają tylko wybranych itd. Nadal nie rozumiem jaki to ma związek z literaturą. Nie każdy, kto przeczytał tonę lektur jest mistrzem dowcipu i osobnikiem mogącym w sekundzie wymyślić ciętą ripostę. Poza tym, czy na każdej rozmowie kwalifikacyjnej potencjalny pracodawca pyta o znajomość Norwida, Sępa-Szarzyńskiego albo Krasickiego? Żadna z tych w LO nie jest omawiana w całości, o ile pamiętam omawialiśmy tylko fragmenty "Iliady" (co do "Eneidy" nie jestem pewien, chyba także była omawiana).
  20. Najmniej lubiany szkolny przedmiot?

    Naprawdę nie wiem, jaki jest sens czepiać się niewiedzy co do przyszłości. Sam napisałeś, że olałeś fizykę - i chyba źle na tym nie wyszedłeś, pomimo tego, że nie miałeś stuprocentowej pewności, co do słuszności swojej decyzji. Ludzie do wyboru są zmuszeni najpóźniej przy wyborze LO/technikum/zawodówki. Zresztą mam nadzieję, ze kiedyś nadejdą czasy dużo większej swobody w kierowaniu swoją edukacją, tyle, że z oczywistych względów, o tejże edukacji w początkowych etapach nie będzie decydował sam zainteresowany tylko jego rodzice. I nie do końca rozumiem do czego pijesz. Jeżeli nie przyłożę się do polskiego, to: A) w przyszłości będę głodował, bo polski okaże się b. ważny w mojej edukacji B) polski okaże się ważny np. na moim kierunku studiów, więc albo go nie skończę albo - jeśli będę działał w kierunku nauki - to kiepski będzie ze mnie naukowiec C) będę nieobyty w towarzystwie i zbłaźnię się niewiedzą z zakresu literatury D) pomimo tego, że polski zupełnie mi się nie przyda, zawsze będę miał poczucie, że kiedyś mógłby się przydać Jeśli A to są jeszcze zajęcia pozanaukowe. Jeśli B albo C to powtarzam, że np. koncepcja przedmiotu zbytnio nie pasuje do zawodu historyka (z oczywistych przyczyn), nie pamiętam co omawialiśmy z Niemcewicza (i czy w ogóle), ale na pewno nie były to np. "Śpiewy historyczne". Jeśli D, to tak jak wyżej napisałem, nauka "może się kiedyś przyda" jest IMHO nieefektywna.
  21. Najmniej lubiany szkolny przedmiot?

    Wobec tego, mnie też nie chce się dyskutować z osobą, która pisze w moją stronę z pozycji mentora i znawcy i piętnuje mój brak zainteresowań. Nie interesuje mnie też fizyka kwantowa, więc czekam na kolejny prztyczek. Tobie j. polski się przydał, ja nie umiem znaleźć takiej sytuacji, mam się sugerować tym, co ja przeżyłem, czy tym co Ty? A może powinienem z większą uwagą przykładać się do matmy, bo jest masa ludzi, którzy mówią, że im się przydała? Oczywiście, możemy założyć też, że kiedyś trafię na wykład jakiejś pani profesor, która zapyta obecnych o to co takiego, dajmy na to, wspomniana frenezja romantyczna. I nagrodą będzie "całkiem poważna gratyfikacja". Tyle, że równie dobrze możemy założyć, że dziś przewrócę się na drodze i przejedzie po mnie walec. Widać bardzo, że większość społeczeństwa bardzo mocno zapchała sobie głowę pierdołami o państwowej edukacji i o tym, że ktoś bardzo wysoko postawiony miałby decydować czego mam się uczyć. A być może ten wysoko postawiony też nie czytał "Lalki" i nie lubi "Dziadów".
  22. Najmniej lubiany szkolny przedmiot?

    Pierwsze z brzegu - "Dziady" cz. III, "Nie-Boska komedia", "Makbet", "Świętoszek", "Cierpienia młodego Wertera", idę o zakład, że Sofokles dałby radę też przebić "Lalkę" i "Nad Niemnem" (tych nie czytałem i nie wiem czy przeczytam, nie zanosi się).
  23. Najmniej lubiany szkolny przedmiot?

    bez przesady - czy wypracowania z historii, w których nie ma klucza, to zawsze popis krasomóstwa i nieudolności? Tekst z przeciętnej lekcji j. polskiego w LO można zinterpretować na kilka sposobów, dla jednego niebieskie firanki oznaczają niebieskie firanki, a dla innego symbol zadumy poetą nad losem narodu. I ciężko stwierdzić, który popełnił błąd. Obecnie "Antygona" to lektura gimnazjalna. Jak dla mnie nie jest specjalnie trudna, może nieco nudna, ale da się przełknąć, w porównaniu do tego z czym się stykam w LO jest świetna.
  24. Najmniej lubiany szkolny przedmiot?

    Przede wszystkim, w ogóle nie dopuszczam do siebie myśli, że jako osoba niemająca ku temu uprawnień, miałbym od kogoś czegoś wymagać. Nie jestem, ani nauczycielem tego matematyka, ani jego przełożonym, ani nim samym, więc niby jakie mam prawo wymagać od niego podstawowej wiedzy w dziedzinie historii? Oczywiście, istnieje pewna umowa, że każdy co nieco o historii powinien wiedzieć, ale to 'co nieco', czyli podstawowa podstawa, jest dość szeroko interpretowane, a poza tym już tutaj padło, że uczymy się dla siebie i IMHO to indywidualna sprawa każdego, co kto wie. To oczywiste, że słuchanie anglojęzycznych piosenek poprawia znajomość j. angielskiego. Pomijam to, że zaciekawiony dzieciak może potem szukać tłumaczeń tych tekstów i dowiedzieć się czegoś nowego, ale po prostu zwyczajnie rozwija się u niego słuchanie, które np. mnie w dziedzinie języków zawsze sprawiało największą trudność. A co do słownictwa - to zależy od osoby, a 'przeciętna' to termin dowolnie interpretowany. Przeciętna osoba ma wykształcenie podstawowe, średnie, czy wyższe? Nie, będę wybierał taką, która służy konkretnemu celowi. A gdyby interesowałaby mnie wyłącznie przyjemność to po maturze nie szedłbym na studia tylko żył za kasę rodziców. Toteż po raz kolejny potwierdza się zasada, że ludzie są różni. A mi żal Ciebie, że wmawiasz mi coś, czego nie powiedziałem. Hehe, widzę, że dyskusja nieźle się rozkręca - od wmawiania mi ignoranctwa w dziedzinie tego, jak uprawia się historię do zachęcania do powiązania się z mało inteligentnym towarzystwem Myślę, że to jest główny argument na rzecz Twojej tezy - trzeba się uczyć wszystkiego, co nam nakazują, no bo "co ludzie powiedzą". Osobiście znam przypadki osób, które w dziedzinie typowej szkolnej nauki są naprawdę dobre - po prostu umieją nauczyć się tego czego mają się nauczyć. Ale często występują u nich braki w podstawowej, bardziej życiowej niż to, czego dotyczy Wielka Improwizacja, wiedzy. Przykładowo jedna znajoma, chyba od podstawówki do I kl. LO kończyła poszczególne klasy zawsze z czerwonym paskiem - ale to, gdzie leży Holandia jakoś jej umknęło. Oczywiście większość ludzi w takiej sytuacji by powiedziała "jak tak można" itp. itd., ale ja uważam, że to indywidualna sprawa każdego i jej czy kogokolwiek innego wiedza nie narusza moich dóbr osobistych i tym podobnych: moje życie byłoby takie same zarówno w sytuacji, gdy ona to wie, jak i w sytuacji, gdy tego nie wie.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.