Skocz do zawartości

B. B. Silesius

Użytkownicy
  • Zawartość

    27
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O B. B. Silesius

  • Tytuł
    Ranga: Student

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Czasy nowożytne

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Jałta

    Właśnie obejrzałem na kanale „Historia” TVP profesorką dyskusję z 2016 r. o Jałcie. Profesorowie Kornat, Materski i Roszkowski byli zgodni, że Anglosasi nie tylko dla Polski nic nie wywalczyli łamiąc „Kartę Atlantycką”, lecz prezydent Roosevelt kierował się błędnymi założeniami, a także złudzeniami. Natomiast informacja prof. M. Kornata, że według niektórych współczesnych historyków rosyjskich Jałta jest wzorem stanowienia pokoju, a wybory w Polsce w 1947 r. były wolne i nie było sowietyzacji Polski, to coś jednak sensacyjnego. O historykach niemieckich nie było mowy, zaś historycy amerykańscy ciągle usprawiedliwiają swojego prezydenta. "Tak oto właśnie pisze się historię" (jak stwierdził Wolter).
  2. Jałta

    Odpowiadam … Hemarem, który w 20. rocznicę konferencji jałtańskiej napisał wiersz przedstawiający tę konferencję jako partię pokera, w której prezydent: „ … wychudły i zgasły / Siedział wśród sowieciarzy / I już miał pustkę w głowie / I już miał śmierć na twarzy – A z nim brytyjski premier / Który miał tylko w duszy / Jeden strach, jedną grozę, / Że się w kawałki kruszy Imperium wyniszczone (…) / I w oczach się rozłażą / szwy odwiecznego ustroju, / o tym myślał, o niczym / Innym – w takim nastroju Oni dwaj, wtedy, w Jałcie / Usiedli do pokera, / A za partnera mieli / Zawodowego szulera. A on był trzeźwy i krzepki / I zimny, jak z kamienia, / I wszystko miał do wygrania / A nie miał nic do stracenia. Bo jakby nawet przegrał, / To też by nic nie stracił, / Bo by go na kolanach błagali, by im nie płacił (…) A z tyłu za nimi stali / Jego kibice szczwani I umówione sygnały / Mrugali do szachraja. / A on, patrzcie filuje / I już stawki podwaja I tylko się na dwie strony / Uśmiecha jak bazyliszek / I zgarnia te fiszki. / A Polska jest jedną z fiszek. A jedną fiszką zieloną / Co się na stole mieni / Jest Lwów. Patrzcie ! Przegrali. / Schował ją do kieszeni”. Gdyby współczesną politykę europejską przedstawić jako partię pokera, to retoryczne jest pytanie, jaką my mamy kartę, a jaką Niemcy ?
  3. Jałta

    Czytając posty janceta uzmysławiam sobie, że jednak liczyłem na inny poziom dyskusji. Za zupełnie kuriozalne uważam natomiast stwierdzenie, że „Wobec faktu, że terytorium Polski znajdowało się już pod władzą radziecką, to co Churchill z Rooseveltem dla nas w Jałcie wytargowali było naprawdę wielkim osiągnięciem. Bez "Jałty" zostalibyśmy po prostu kolejną republiką radziecką …”. Ponadto tak, jak secesjonista, „Co do tego targującego się Roosevelta to bym jednak był sceptyczny..” Sceptycyzm ten uzasadnia między innymi relacja prezydenta Roosevelta z konferencji jałtańskiej złożona Kongresowi 1 marca 1945 r. Na zakończenie powołam się na „Dzienniki” S. Kisielewskiego pisano bądź co bądź „w czasach jałtańskich”. W kwietniu 1975 r. słynny Kisiel zapisał: „Doprawdy nie wiem, w jaki sposób Rosja miałaby przegrać tę rozgrywkę – ma wszelkie atuty w ręku”. Jednak przegrała. Miejmy nadzieję, że nasza polityka nie przegra . . . w cieniu Niemiec.
  4. Konwencja Alvenslebena

    Gdy „W nocy 22 stycznia partia ruchu w Królestwie porwała za broń”, jak napisał Józef Feldman, Bismarck zaraz wysłał do Petersburga gen. Alvenslebena, aby wazelinował się carowi Aleksandrowi II. Efektem była podpisana 8 lutego 1863 r. (a więc 155 lat temu) tzw. Konwencja Alvenslebena. Jeszcze raz oddajmy głos Feldmanowi: „Wszystko, co miało rozegrać się w najbliższym, decydującym okresie po powstaniu: przegrana Austrii i wypchnięcie Habsburgów z Niemiec, związek państw północnych pod egidą Prus, pogrom Francji …” to skutek tej konwencji, do której powstania niestety przyczynili się „czerwoni” wywołując powstanie styczniowe.
  5. Jałta

    Krytykując w swoim dzienniku w 1990 r. „pojałtańską ostrożność polityczną”, Gustaw Herling-Grudziński „zahaczył” S. Kisielewskiego cytując, co Kisiel o nim napisał: „Tłumaczę mu (tzn. mnie), że zostaniemy w Związku Sowieckim do śmierci, więc żeby nie zawracał głowy; a on nie lubi takich”. Komentarz autora dziennika brzmiał: „Istotnie nie lubię”. Następnie napisał on, że o trwaniu Jałty przekonany był jeszcze w końcu lat 1980-tych Aleksander Hall, ten sam, o którym w starych, dobrych szopkach M. Wolskiego T. Mazowiecki mówił „ostał mi się ino Hall”. Natomiast ja nie lubię, gdy piszący na forum poświęconym historii głosi, że Jałta nie jest tematem do dyskusji, gdy jest to temat pierwszorzędny, a np. historiografia jałtańska to "superpierwszorzędny" temat.
  6. Jałta

    Wydaje mi się, że w polskim wydaniu ”autobiografii” Wałęsy nie ma mowy o „dobrodziejstwach Jałty” (co ciekawe). Natomiast jeszcze jakiś czas już po 1989 r. , co najmniej do puczu Janajewa z sierpnia 1991 r., można mówić o „duchu Jałty”, który . . . „unosił się nad polskimi wodami".
  7. Jałta

    Przez nowy system; zresztą system jałtański to też było coś nowego w dziejach Europy.
  8. Jałta

    To jest wielkie pytanie, jaka powinna być myśl przewodnia Jałty ? Po drugie, muszę zaznaczyć, że uważam wszelką „gdybologię” i „historyczne” spekulacje za zupełny nonsens. Po trzecie, pisząc o problemie „małego zjednoczenia Niemiec”, chciałem zwrócić uwagę na fakt, że jeśli powstaje próżnia polityczna – jak po rozpadzie systemu jałtańskiego - to jest ona zaraz wypełniania. Po czwarte, nawet małe zjednoczenie Niemiec wywołało konsternację na Zachodzie, a u nas szybkie i groteskowe przerzucenie się z braterskiej przyjaźni z Wielkim Bratem na … mszę w Krzyżowej. Dla nas najgorszy w systemie jałtańskim był stalinizm i jakieś późniejsze „ socjalistyczne opadanie” bez perspektyw (chociaż Gierek brał duże kredyty z RFN). Natomiast ustanowienie systemu jałtańskiego i jego trwanie pokazało, można by powiedzieć jeszcze raz, że głos wielu krajów Europy Środkowo-Wschodniej się nie liczy i, że w Europie wszystko jest niestety możliwe.
  9. Jałta

    Pogląd, że konferencja jałtańska, która na prawie pół wieku wpłynęła na losy Europy, nie jest żadnym tematem do dyskusji, czy też nie wiadomo o czym teraz można by w związku z nią dyskutować, jak napisał jancet, to rzecz z Mrożka i z Orwella. Natomiast, jeśli chodzi o uwagę secesjonisty, to myślę, że cytat, który podał Herling-Grudziński za poważnym dziennikiem włoskim jest do naszych ewentualnych rozważań zupełnie wystarczający, zaś książka L. Wałęsy „Droga nadziei” jest formalnie autobiografią.
  10. Jałta

    G. Herling-Grudziński cytuje za „Corriere della Sera” fragment autobiografii Wałęsy (wydanej w języku francuskim), którą oczywiście napisał Andrzej Drzycimski.
  11. Jałta

    Jutro przypada kolejna rocznica rozpoczęcia konferencji jałtańskiej, o której Gustaw Herling-Grudziński odnotował w swoim dzienniku 22 kwietnia 1987 r. wypowiedź Wałęsy. Dotyczyła ona „dobrodziejstw Jałty”, gdyż bez Jałty: „Przeżylibyśmy powolne i niepowstrzymane dryfowanie w stronę Wschodu i w końcu zostalibyśmy wchłonięci. Jałta uchroniła nas przed tym i pozwoliła nam uniknąć przekreślenia naszej tożsamości narodowej. Wprowadziła również do naszego organizmu narodowego skuteczne przeciwciała, które umożliwiły nam doświadczenie ostatnich lat”. Pisarz oczywiście zastanawiał się, skąd on to wziął i nie wiedział. Natomiast nikt nie wiedział, że już w parę lat po 1987 r. rozpadnie się system jałtański i pojawi się druga strona medalu – wg niektórych polityków niemieckich, publicystów, historyków . . . „małe zjednoczenie” Niemiec, bowiem bez polskiego od czasów Jałty i Poczdamu Śląska, Pomorza, polskiej Ziemi Lubuskiej oraz polskich Mazur. Do tego doszła ekspansja kapitału niemieckiego i rosnąca liczba poputczików niemieckiej ekspansji. Przypominają się słowa mistrza Jana Kochanowskiego, które wypowiada satyr w poemacie „Satyr albo Dziki Mąż”: „To tylko znam, że na was [Polaków] pilne oko [Niemcy] mają / I co rok to się pod was bliżej podsadzają”. Bardzo byłbym ciekaw dyskusji „w tym temacie”, bowiem przecież temat należy do kategorii ciągle aktualne.
  12. Czy należy upamiętniać i jak upamiętniać?

    Myślę, że jednak we Wrocławiu miało miejsce „przyszywanie” na siłę niemieckiej tradycji i że uchwała Bundestagu, bodajże z 2011 r., o ustanowieniu ogólnoniemieckiego dnia wypędzeń dosyć ostudziła niektórych poputczików niemieckiej polityki historycznej. Ponadto, gdy Wrocław był Europejską Stolicą Kultury w 2016 r., zrozumiano, że lepiej na szerszym forum promować się otwartością, nowoczesnością, w tym nowoczesną muzyką, fajerwerkami, wielokulturowymi spektaklami teatralnymi i tym samym polskością niż historią, która dzieli.
  13. Elekcja roku 1669

    Może trochę po niewczasie, ale chciałbym podać, że elegancko sprawę kandydowania księcia Chrystiana do tronu polskiego „odprawia” K.F.Schönwälder w pracy „Die Piasten zum Briege …” (wydana w połowie XIX w.) pisząc, że F. Lucä, śląski kronikarz F. Lichstern piszący pod pseudonimem Lucä, podaje wprawdzie, że część Polaków myślała o księciu Chrystianie jako o potomku Piastów, ale Pufendorf jego kandydatury nie wymienia. Dodajmy dzisiaj, że nie tylko Pufendorf, bowiem D. Jaźwa w artykule Sytuacja polityczna w Rzeczypospolitej przed sejmem koronacyjnym 1669, /w:/ „Prace Historyczne XXV, Wrocław 1998, również nie podaje kandydatury tego księcia legnicko-brzesko-wołowskiego. Jego polonofilizm był bardzo wątpliwy, a w każdym razie jego spokrewnienie z Bogusławem Radziwiłłem, z którym zresztą korespondował wyłącznie po niemiecku, o nim nie świadczy, gdyż jak napisał prof. Władysław Czapliński, Radziwiłł czuł się zawsze bardziej księciem cesarstwa niemieckiego niż obywatelem Rzeczypospolitej. PS Nigdy nie słyszałem, ani nie czytałem, żeby książę Henryk XI legnicki (bo Henryk IX żył na przełomie XIV/XV wieku) „zbankrutował próbując kupować głosy szlachty przed elekcją Walezego”, jak napisał artifakt.
  14. Czy należy upamiętniać i jak upamiętniać?

    Ja spróbuję z innej beczki. Otóż Norman Davies na obchodach 1000. lecia Wrocławia powiedział: „Czy Wrocław kiedyś oceni siedemsetletni wkład kultury niemieckiej w swoją historię (z mniejszym) wkładem kultury polskiej ? Nie, bo po śmierci Breslau w 1945 r. ten wątek w tkaninie się przerwał”. Otóż Wrocław bardzo docenia, bo nie tylko jest w mieście archiwum z potężnym zasobem źródeł historycznych w języku niemieckim, zasobem ogólnie dostępnym i wykorzystywanym, o którym Davies akurat nie wspomniał, lecz także w Muzeum Miejskim jest wystawa o tysiącu lat historii Wrocławia, która moim zdaniem nie tylko bardzo docenia, lecz wręcz apoteozuje wkład kultury niemieckiej. Natomiast, gdyby jacyś nadgorliwcy (nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu) chcieli ustawić pomnika Fryca der Grosse na rynku, to trzeba powiedzieć es sei nicht praktikabel; Niemcy to zrozumieją. Można też zacytować im J.W. Gothego, który elegancko przyjął punk widzenia „mieszkańców Lipska”, którzy mówili o Friedrichu pruskim, „że to nie sztuka zdziałać coś za pomocą wielkich środków; a jeśli nie oszczędza się ani krajów, ani pieniędzy, ani krwi, to w końcu można zrealizować jakiś pomysł”. Nota bene pomnik hrabiego Aleksandra Fredry tak zrósł się z ratuszem i rynkiem, jakby stał tam nie 60, a 600 lat (stoi on na miejscu pomnika Friedricha Wilhelma III).
  15. Brzeg

    Kłaniając się Jego Ekscelencji i dziękując za jakby zaproszenie do dyskusji o niemieckim dziedzictwie kulturowym na Śląsku (a jest o czym dyskutować !), pozwalam sobie zauważyć, że dwa moje posty zostały usunięte, w tym ten – niewątpliwie zbyt śmiały, ale usunięcie go, to … cenzura – porównujący Jego Ekscelencję do (excusez ces mots), zwykłego muzealnika i doktora nauk historycznych, mojego dawnego przyjaciela. Odpowiedziałem też krótko i ironicznie „secesjoniście” na jego (znowu excusez ces mots) bolszewicki oraz … besserwisserski atak i też „zostałem usunięty”. Obawiam się, że gdybym pisał na tym forum, musiałbym stosować autocenzurę. Excusez du peu.
×