Bruno Wątpliwy

Moderator
  • Zawartość

    4264
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    9

Zawartość dodana przez Bruno Wątpliwy

  1. Wątek wydzielono z innego tematu. secesjonista Jak sobie przypominam, wspomnień chłopów polskich publikowano dosyć dużo, chociażby w czasach PRL, aby udowodnić "postęp". Trudno mi jednak ad hoc dokonać kwerendy. Galicja była na pewno zamożniejsza od Polesia, gdzie jeszcze w międzywojniu wyplatano łapcie z łyka (E. Mironowicz, Białoruś, Warszawa 1999, s. 84), a skórzane były pewnie dla wielu niedościgłym marzeniem. Z drugiej strony, znam wspomnienia z relatywnie zamożnego poznańskiego, gdzie regułą było bieganie dzieciaków latem na bosaka, by oszczędzać buty. Zakładane tylko w kościele i w czasie chłodów. Ba, tak się działo nawet na niemieckiej prowincji. Wspomnienia urodzonego w 1912 r. Klausa von Bismarcka (z Jarchlina, wówczas na niemieckim Pomorzu Zachodnim) "W lecie wszystkie dzieci biegały boso". K. von Bismarck, Wspomnienia, Warszawa 1997, s. 54. Skoro tak było w zamożniejszych, ówczesnych wschodnich Niemczech, do których jeżdżono z Galicji do pracy (na saksy), to podejrzewam, że ubożsi mieszkańcy galicyjskich wsi mieli po prostu jedną parę butów (do kościoła i na zimę). Używaną aż do stanu rozpadu. Bogatsi oczywiście mogli mieć kilka par. I ciekawy link: http://www.linux.net.pl/~wkotwica/slomka/slomka.html W szczególności fragment: http://www.linux.net.pl/~wkotwica/slomka/slomka-02.html#sec_2_09 Dopisek: I jeszcze to (moim zdaniem - bardzo wartościowe, bo jest i o butach, a raczej ich niedostatku, i sporo pozycji bibliograficznych, co prawda międzywojnie, ale pewnie przed pierwszą wojną lepiej w Galicji nie było): http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.desklight-ab466f22-7163-4bd7-8b9b-278f39c8813f/c/Kamila_Juchcinska_Gilka_Dziecinstwo_na_wsi_polskiej_w_okresie_Drugiej_Rzeczypospolitej.pdf
  2. Opisowi tej potrawy, dokonanemu przez Secesjonistę, odpowiada najbardziej "kaczka po roueńsku" (tak to sobie spolszczyłem, po francusku pod nazwami: canard à la rouennaise, caneton à la rouennaise, canard au sang, canard à la presse). Opis w: M. i K. Milton, Przewodnik kulinarny. Francja, Warszawa 1998, s. 116; Canard au sang (hasło we francuskojęzycznej Wikipedii); Caneton à la rouennaise (hasło we francuskojęzycznej Wikipedii).
  3. Ot, chociażby - "ser tylżycki". Interesujące ilu Rodaków spożywając rzeczony, rozmyśla o genezie jego nazwy . Z innej beczki - "musztarda sarepska". Zob. np. wzmiankę o takowej w: T. Lebioda, Niemcy rosyjscy w polityce RFN na tle ich znaczenia w Rosji i relacjach niemiecko-rosyjskich w latach 1763-2003, Wrocław 2004, s. 113. Może znacie inne ciekawostki w tej (spożywczej) materii?
  4. Pierwsza wojna światowa znalazła swoje odzwierciedlenie w nazwie jednej z potraw kuchni litewskiej, zwanej przez Polaków potocznie "cepelinami" (potrawa znana jest w północno-wschodniej Polsce, ale chyba dominuje tam zamienna nazwa "kartacze"). Etymologia litewskiej nazwy "cepelinai" (inna, stosowana nazwa - didžkukuliai) jest oczywista i nawiązuje do sterowców czasu Wielkiej Wojny. Ciekawe na ile do popularności tego określenia przyczynił się fakt, że w czasie pierwszej wojny, w Kurlandii (miejscowość Vaiņode, cztery kilometry od litewskiej granicy) była baza niemieckich sterowców? Przeniesione w latach 20., tamtejsze hangary służą zresztą dzielnie do dziś jako zadaszenie centralnego targu w Rydze (Rīgas Centrāltirgus).
  5. Taki stan rzeczy naprawdę miał miejsce, ale raczej w pierwszym okresie panowania austriackiego w Galicji. Po 1867 roku sytuacja była już zdecydowanie inna. Nastąpiła polonizacja lokalnej administracji (a czasem i "eksport" urzędników nawet wysokiego szczebla do Wiednia - vide Gołuchowscy, Badeni itp.), a także polonizacja istotnej części "przybyszów" (ich potomków). Na początku rzeczywiście władze wiedeńskie (np. Józef II) wysyłały do Galicji masy urzędników itp. Z tym, że nie powiedziałbym bez wątpliwości, iż "głównie Czechów", bo jest to okres jeszcze przed eksplozją czeskiego odrodzenia narodowego i trudno powiedzieć, że znajomość czeskiego (obok niemieckiego) czyniła wówczas kogoś Czechem w nowoczesnym, etnicznym rozumieniu . Z. Fras, Galicja, Wrocław 1999, s. 16 - określa stan rzeczy końca XVIII wieku w ten sposób: "Urzędnicy, głównie Niemcy i zgermanizowani Czesi (...)" i pewnie to jest najbliższe prawdy (o ile jednoznaczny termin "Niemiec" jest w tym przypadku odpowiedni - ale gdybanie na ten temat już sobie odpuszczę - wiadomo, generalnie chodziło o wiernych cesarzowi urzędników, wychowanych w kręgu kultury niemieckiej). O nieco późniejszym okresie: "Drugą co do liczebności grupę obcych urzędników po Niemcach stanowili Czesi. Dziennikarz i literat lwowski Władysław Zawadzki pisał: >>Przy znamionującej Czechów łatwości wędrowania w świat za chlebem i wypróbowanej ich wierności dla ówczesnego systemu, cała Galicja pokryła się mrowiskiem Czechów, zapełniających wszystkie biura urzędowe, wszystkie urzędy (...)<< Obraz to z pewnością przesadzony, tak co do rozmiarów zjawiska, jak i oceny postaw przybyszów". Ibidem, s. 112. Jak już wspomniałem, wielu osiedlonych w Galicji Niemców (i Czechów, czy "Czechów") - a przede wszystkim ich potomków - ogarnęła z czasem fala polonizacyjna. Na przykład pewnym zaskoczeniem dla władz austriackich było to, że: "Już w końcu grudnia 1830 r. pierwsza grupa młodych urzędników udała się do Królestwa Polskiego, aby zasilić szeregi powstańców. Nie tyle liczba, ile sam udział w powstaniu urzędników, najczęściej przecież pochodzenia niemieckiego i czeskiego, wywoływał zdziwienie i miłe zaskoczenie polskiej opinii publicznej. Oczywiście inaczej oceniał to Wiedeń, cesarz Franciszek I miał nawet powiedzieć: >>Że Polacy tam przechodzą, to mię nie dziwi, byli oni od dawna zapaleńcami (...) Ale czego tam szukają moich urzędników synowie (...) na Boga, za piecem nie będzie im lepiej jak u mnie<<." Ibidem, s. 102. Szerzej o zjawisku polonizacji wysłanych do Galicji i ich dzieci - ibidem, s. 103 i n.
  6. Jest zapowiedź weta prezydenckiego w stosunku do ustaw o KRS i SN. Bardzo dobra wiadomość, dla mnie dosyć niespodziewana, bo - szczerze mówiąc - dużo bardziej oczekiwałem kunktatorstwa z odesłaniem do TK pani Przyłębskiej. Lepiej byłoby nad wszystkimi trzema ustawami zacząć prace od nowa, ale - jak na stan rzeczy dotychczas - i tak rewelacja. Mam wielką nadzieję, że to nie tylko kwestie konfliktu prestiżowego w ramach PiS, ale rzeczywisty powrót Pana Prezydenta (w zakresie rozumienia prawa) od Kaczyńskiego do Zimmermanna. No i bardzo pozytywny efekt spacerów "ubeckich wdów", "zdrajców", "kanalii", tudzież "upiorów" z "animalnego, drugiego sortu". Teoretycznie weta mogą być jeszcze odrzucone (3/5 głosujących w sejmie przy quorum co najmniej połowy posłów), ale wymagałoby to nocnego działania z pełnego zaskoczenia (i wywołałoby kolejny bunt społeczny), albo sojuszu z Kukizem i niezrzeszonymi (co w tym momencie jest już mało prawdopodobne). Pojawia się szansa rzeczywistej reformy sądownictwa, a nie kompletowania gmachu autorytaryzmu Jarosława Kaczyńskiego. Czy jedni i drudzy są na to gotowi? Społeczeństwo dosyć spontanicznie pokazało, wbrew pozorom i propagandzie, że ceni sobie pewne wartości, natomiast za aktualnymi siłami politycznymi specjalnie nie przepada. W odczuciu większości protestujących to chyba nie była prosta kontynuacja konfliktu PO kontra PiS. Tylko spór - reszta świata kontra autorytaryzm. Dobrze, jakby ci z obecnych "wierchuszek partyjnych" sobie to wzięli do serca. Bo inaczej znikną z politycznego pola widzenia wszyscy.
  7. Być może dotyczy to pierwszego okresu panowania Nerona, kiedy to próbował sprawiać wrażenie miłego i łagodnego władcy: "Chcąc utrwalić dobre mniemanie o swoim charakterze, ogłosił, że ma zamiar sprawować rządy w duchu wskazań Augusta. Nie pominął żadnej sposobności nie tylko do okazania swojej szczodrej ręki i łaski, lecz nawet towarzyskiej uprzejmości. (...) Pewnego dnia, gdy proszono go, jak zwykle, o podpis nad wyrokiem skazanego na śmierć, rzekł: >>Jakże pragnąłbym nie umieć pisać<<". Gajus Swetoniusz Trankwillus, Żywoty cezarów, Ossolineum 1987, s. 239 "Wyuzdane okrucieństwo, lubieżność, skłonność do zbytku, chciwość, okrucieństwo na razie zdradzał stopniowo, po kryjomu (...)". Ibidem, s. 248 Potem się to trochę zmieniło: "Odtąd już bez żadnego wyboru ani miary skazywał na śmierć, kogokolwiek zechciał i z jakiejkolwiek przyczyny". Ibidem, s. 257. Oczywiście, należy brać pewną poprawkę na sposób pisania Swetoniusza. Dziś - być może - byśmy nazwali to pisaniem co nieco à thèse. "(...) układał żywoty cesarskie pragnąc nadać im pewną linię osobowości i łączył grupy faktów, aby wydobyć główne cechy charakteru (...)". J. Niemirska-Pliszczyńska (autorka przekładu z łaciny), Swetoniusz i jego dzieło [w:] ibidem, s. 15.
  8. Wątki dotyczące życia towarzyskiego w przedwojennej Litwie (opisanego z punktu widzenia polskiego attaché wojskowego) są w: L. Mitkiewicz, Wspomnienia kowieńskie 1938-1939, Warszawa 1990 (w szczególności rozdział "Życie towarzyskie w stolicy Litwy w latach 1938-1939", s. 180-212).
  9. Być może gdzieś to się już na forum pojawiło, bo sprawa jest dosyć znana i często przywoływana jako ciekawostka historyczna. W czasie tej wojny (podczas oblężenia Paryża) do menu trafiły takie potrawy jak "ragout z kota po parysku". http://www.foodreference.com/html/a-siege-menu1.html http://caloundracity.asn.au/Francofiles/gastro/1870menu.html https://brieencounter.wordpress.com/2013/06/26/grand-meal-siege-paris/ Skądinąd ciekawy jestem, na ile owe menu czasów oblężenia były realną, dostępną przynajmniej przez jakiś czas ofertą gastronomiczną, na ile zaś - raczej "śmiechem przez łzy". Pewnie jednym i drugim, ale w jakiej proporcji?
  10. Dziękuję za połącznie, nie zauważyłem tego, starszego tematu. Osobiście bardzo lubię takie, bardzo prozaiczne pozostałości dawnych czasów i to, co zrobiono w Londynie, zachowując fragmencik starej nawierzchni - bardzo mi się podoba. Na przykład w Gdyni ("świadomie historycznie" lub nie - nie wiem) zachowano w paru miejscach przedwojenny podział jezdni na fragment (pas) asfaltowy (dla samochodów) i brukowy (dla wozów konnych). Szkoda byłoby, gdyby to wszystko tam zalali asfaltem. A wracając do tematu - czy w Polsce gdzieś zachowało się "drewno na trotuarach"? W fabrykach, jak pisał Jancet, można było takie posadzki znaleźć i pewnie jeszcze można, ale czy w przestrzeni publicznej?
  11. Drewniana ciekawostka z chodników Londynu (mniej więcej od 0:40 poniższego filmu): https://www.youtube.com/watch?v=iNUo7p9SHW4 Jestem ciekawy, czy drewniana nawierzchnia drogowa, drewniane chodniki, czy generalnie stary bruk drewniany - zachowały się gdzieś w polskich miastach? Wpis Bruno dołączono do starszego tematu. secesjonista
  12. Dwie ciekawe sprawy: 1. Deklaracja p. Łapińskiego, o tym, że "prezydent zauważył, że nie dochowano pewnej prawidłowości legislacyjnej" (no, po prostu rewelacja, odkrycie stulecia - przyp. Bruno W.). Moje przewidywania na dziś - ustawę(ustawy) dostanie od Prezydenta pani Przyłębska, aby skorygować występujące w niej błędy liczbowe z zakresu szkoły podstawowej i je definitywnie po myśli PiS przyklepać. 2. Odezwały się Stany Zjednoczone. Dla mnie bardzo nieoczekiwanie, bo Trump ma swoje problemy z niezależnymi sądami i potencjalnym impeachmentem. Nie jest to Obama, który krytykował mordowanie TK otwartym tekstem, goszcząc w Polsce. Ciekawe, czy to stanowisko USA się utrzyma. Jaka będzie propagandowa reakcja PiS - można przewidzieć. Ale na pewno teraz boli, bo tak głupio zostać z samym, bardzo niepewnym Orbanem. Stąd być może potencjalna operacja odwlekająco-maskująca w wykonaniu Prezydenta.
  13. Kolejnym przykładem "spokrewnienia każdego z każdym" są wyspy Tristan da Cunha. Pokrewieństwo implikuje duże problemy zdrowotne (pewnie o podłożu genetycznym). Co ciekawe, w przypadku ww. Palmerston jest z tym dużo lepiej.
  14. Pewnie wszyscy pochodzimy od Lucy, ale w tym przypadku nie chodzi o genezę ludzkości, tylko społeczeństw, czy narodów. Islandczycy są ze sobą dosyć blisko spokrewnieni, mieszkańcy wyspy Palmerston (należącej do stowarzyszonych z Nową Zelandią Wysp Cooka) są potomkami Williama Mastersa. W przypadku Pitcairn - wiadomo, każdy słyszał o buncie na "Bounty". Ile mamy w historii przypadków, gdy naród (czy relatywnie wyodrębniona społeczność) pochodzi od konkretnych, historycznych osób i jest ze sobą dosyć mocno spokrewniony? Nie chodzi mi oczywiście o legendy - np. w rodzaju pochodzenia narodu ze związku człowieka z kobietą, zamienioną w niedźwiedzicę (Korea).
  15. Odnośnie do żandarmerii i policji - zob. http://austro-wegry.info/viewtopic.php?t=733 Dokładnego składu etnicznego nie znam, ale znając ogólnie zasady polityki narodowościowej w Austro-Węgrzech czasów po 1867, przypuszczam (z wielką dozą prawdopodobieństwa), że dominował zdecydowanie element polski (na wschodzie Galicji - z udziałem ukraińskiego). Oczywiście, w czasie pokoju. W czasie pierwszej wojny w Galicji musiały "przewijać się" masy żandarmów różnej narodowości. (...) Na początku XX wieku istotna część Krakowa była pewnie skanalizowana. Choć pewnie wiele dzielnic jeszcze nie. Jeszcze w latach 40. getto łódzkie (skądinąd w "nowo-wybudowanym" mieście) mieściło się w dzielnicy nieskanalizowanej. Zatem, w Krakowie pewnie na początku XX-wieku obrzeżom służyły latryny, wywóz nieczystości wozami itp. Ze wsiami - do Sławoja zasadniczo było pewnie tak, jak napisałeś. I ciekawostka, którą znalazłem: http://ciekawostkihistoryczne.pl/2012/04/30/nie-ma-to-jak-woda-wodociagi-i-kanalizacja-w-dawnym-krakowie/
  16. Marek Chmaj mówi zdecydowanie więcej na ten temat. I zazwyczaj z dużym sensem. Także na temat dlaczego można mówić o niekonstytucyjności zmian, w tym naruszaniu art. 10. Nie widzę zatem sensu skupianiu się włącznie na jednym, pasującym akurat obrońcom PiS wątku. Ja osobiście, jeżeli mamy jakieś rozwiązanie niedoskonałe, to nie widzę sensu leczenia go gorszym. A nawet, jeżeli ktoś uzna, z niezbyt przemawiających do mnie powodów, że nowe rozwiązanie jest lepsze, czy dojdzie do - też dla mnie dosyć dziwnego - przekonania, że to "westernizacja rozwiązań", to jednak mamy jakąś konstytucję i rozwiązania konstytucyjne. Ktoś chce jest zmienić - nie ma problemu. W naszej konstytucji nie ma przepisów niezmiennych, które występują w niektórych innych konstytucjach (np. francuskiej, niemieckiej, greckiej). W tym celu jednak jest przewidziana procedura. A nie postępowanie contra legem, czy praeter legem w wykonaniu najwyższych władz państwowych. Chcą zmienić zasady powoływania KRS, kadencję I sędziego SN, artykuł 10 itp. - nie ma sprawy - niech zarządzą nowe wybory i zdobędą odpowiednią większość. A wcześniej sprawę uczciwie przedstawią. Nie wspomnę już, że w tak ważnych sprawach proces legislacyjny mógłby jednak przypominać postulaty z programu PiS: "Drugim celem jest poprawa formalnej jakości prawa stanowionego przez parlament i przygotowywanego przez rząd. Zapewnimy wyższy poziom przejrzystości, zrozumiałości i systemowej spójności przepisów. Trzeci cel to wyeliminowanie nazbyt częstych i pospiesznie wprowadzanych zmian w obowiązujących ustawach. Tworzenie prawa nie może być ekspresowym, interwencyjnym reagowaniem na bieżące zdarzenia. Nie może dochodzić do znanych z ostatnich lat sytuacji, gdy nowelizacja goni nowelizację albo nakłada się w czasie na parlamentarny proces uchwalania nowej ustawy dotyczącej tej samej materii" (za: http://pis.org.pl/dokumenty), a nie legislacyjny cyrk na kółkach, gdzie nawet liczby w zakresie 1-5 im się mylą. Teoretyczna dyskusja o modelach powoływania organów władzy sądowniczej byłaby może i ciekawa, może i wspólnie doszlibyśmy do wniosku, że nie ma rozwiązań idealnych w tym zakresie, a może byśmy nawet coś wymyślili lepszego niż politycy, gdyby nie fakt, że w tym momencie nie chodzi o model teoretyczny, tylko o zamach stanu oraz wybór między autorytaryzmem i demokratycznym państwem prawa. Także demokracją, mimo krzykliwego zapewniania przez PiS o demokratycznej legitymizacji, bo jeżeli - toutes proportions gardées - uznamy, że ten kto w wyborach otrzymał zwykłą większość może z państwem zrobić, co chce, to konsekwentnie musimy uznać, że np. państwo Hitlera od początku do końca było demokratyczne. A to chyba byłaby aberracja. Dywagacje, czy model uzbecki, kazachski, rosyjski lub białoruski jest teoretycznie podobny do belgijskiego, czy duńskiego, czy może nie - są może ciekawe, ale dosyć bezprzedmiotowe w konkretnej, tamtejszej sytuacji politycznej. Konsekwencje aktualnych decyzji społecznych będziemy ponosić przez dziesięciolecia, bo zgoda na poczynania PiS dziś oznacza de facto zgodę na pełnienie przez nich władzy tak długo, jak Łukaszenka. Zresztą, zachowują się tak, jakby to już było pewne. Powiesz, że nie, może, że to "oczyszczanie" i "uzdrawianie" dla dobra obywateli? No to dlaczego w ustawach nie ma praktycznie przepisów przyspieszających postępowanie? Dlaczego za rządów PiS przeciętne postępowanie uległo wydłużeniu, m.in. na skutek świadomego utrzymywania 700, czy 800 wakatów? Moim zdaniem sens jest jeden - chodzi wyłącznie o umożliwienie maksymalnego ręcznego sterowania sądownictwem przez polityków PiS i nasycenie sądów "niekompetentnymi-miernymi-wiernymi" (według nieopatrznie zdradzonych przez Jarosława "ja bez żadnego trybu" Kaczyńskiego zasad polityki kadrowej). Tak, aby "swojacy" mieli spokój (np. Kamiński), "zdradzieckie mordy" i "morderców" można było wsadzać, a potem mieć przewidywalną sytuację na okoliczność wyborów w komisjach wyborczych, okręgowych i Państwowej. Kodeks wyborczy już co prawda mogą zmanipulować tak, jak chcą, bo "wyłączyli" TK, ale zawsze ktoś do rozpatrywania protestów i stwierdzania ważności się przyda. A po drodze można jeszcze zrobić porządek z "wrogimi" mediami i niewłaściwymi, "owsiakowskimi" organizacjami społecznymi. Na razie to oczywiście wyłącznie moje gdybanie, przypuszczenia. Pożyjemy, zobaczymy. Chętnie przyznam, że się myliłem i chciałbym się mylić. Ale chyba raczej wyjdzie na moje, bo od początku konfliktu o TK jakoś wyostrzyły mi się zdolności profetyczne. Partia, która otrzymała w wyborach zwykłą większość (zresztą biorąc pod uwagę wybory w ostatnich dziesięcioleciach - nie aż tak skrajnie imponującą, pomijam już korzystny układ polegający np. na tym, że SLD w ostatnich wyborach nie zastosował takiej machlojki, jak "PiS i przyjaciele" i zarejestrował się jako koalicja, nie przeszedł koalicyjnego progu i "dał" PiS większość), uzurpuje sobie prawo do łamania prawa (w tym konstytucji). Cykl naruszeń prawa w sprawie TK, sfinalizowane groteskowymi ustawami grudniowymi (zresztą nawet one zostały złamane przy okazji wyboru p. Przyłębskiej), a teraz rozpędzenie Sądu Najwyższego i części KRS. Trochę tego jednak za dużo, jak etap rozważań teoretycznych.
  17. Podręczników do historii prawa oraz historii administracji jest multum, praktycznie każdy ośrodek akademicki (a nawet uczelnie minoris gentium) wydaje swój. Trudno wartościować, tak naprawdę w tym przypadku liczy się, jak wygląda podana w nim bibliografia, którą można wykorzystać, a nie wartość samej, ogólnej książki. Ja lubię klasykę, czyli np. historia państwa i prawa polskiego Bardach-Leśniodorski-Pietrzak; powszechna - Koranyi; w zakresie historii administracji w Polsce bardzo cenię Wojciecha Witkowskiego (aczkolwiek tam chyba nie ma dużego wykazu bibliografii). Cenię dwójkę współautorów Gaca-Kamińska, oczywiście Izdebski, Jaworski, Sczaniecki, Wąsowicz, Janicka, Ćwik, Krasowski (wraz ze współautorami), Maciejewski, Klementowski, Kallas. Jest dziś właściwy politycznie Górski. Do wyboru, do koloru, pewnie zebrałoby się nawet kilkadziesiąt pozycji, wystarczy wpisać do wyszukiwarki.
  18. Myślę, że ewentualną pomoc ułatwi informacja - do czego (mniej więcej) już dotarłeś? Ad hoc, mogę zasugerować dosyć banalną metodę postępowania, o której zresztą pewnie już wiesz - zacząć od pozycji ogólnych (np. historii państwa i prawa, historii administracji, historii Niemiec, historii Prus), znaleźć tam odpowiednie informacje bibliograficzne, przeczytać wskazane pozycje, znaleźć w nich bibliografię. "Przejść" do pozycji z niej. I tak od rzemyczka, do koniczka. Oczywiście - plus magia internetu (wyszukiwarek, bibliotek cyfrowych itp.). Na przykład, otwarłem pierwszą z brzegu, popularną książkę - S. Salmonowicz, Prusy. Dzieje państwa i społeczeństwa, Poznań 1987. Na s. 590-593 jest bibliografia (polska i obca). Paroma pozycjami z niej na pewno bym się zainteresował. Jeżeli nawet same te książki nie pomogą, to na pewno pozycje literatury w nich wskazane.
  19. Tego jeszcze chyba nie było: herby Rumunii i Mołdawii (i oczywiście ich historyczne konteksty, czyli herby hospodarstw Mołdawii, Wołoszczyzny, oraz Siedmiogrodu, Seklerów).
  20. Pewnie to było to już u nas wcześniej, ale przypomnę, że odpowiednio zmanipulowana, propagandowa relacja o polskich jeńcach ukazała się w niemieckiej kronice filmowej (Deutsche Wochenschau), bodajże z końca 1943 roku. Oglądałem ją, ale w tej chwili nie jestem jej "na szybko" w stanie znaleźć w sieci. Ponieważ mogę tylko posługiwać się pamięcią, wydaje mi się, że manipulacja polegała m.in. na traktowaniu wszystkich jeńców, jako dezerterów, tudzież sugerowanie, że podczas służby w 1 dywizji byli pozbawieni posługi religijnej (wbrew prawdzie, czyli istnieniu postaci księdza Kubsza). Jeżeli dobrze pamiętam, wątek ten pojawił się chyba także w pamiętnikach Goebbelsa, ale na zasadzie bardzo ogólnej. Głównie chodziło o propagandowe wykorzystanie dezerterów/jeńców. Można przyjąć, że przemyślenia ministra propagandy zaowocowały chociażby objazdem propagandowym Adolfa Wysockiego po Generalnym Gubernatorstwie.
  21. Nie doczytałeś i pewnie nie obejrzałeś. Zmiany są złe nie tylko dlatego, że przeprowadza je PiS, ale przede wszystkim dlatego, bo PiS przeprowadza je łamiąc konstytucję (w tym zasady podziału i równoważenia), a także zwykłą przyzwoitość. I nie tylko procedura, ale i same zmiany dzielą powyższe, negatywne cechy. To, że za zło możemy także uznać przyjmowanie tych zmian przez PIS jest wyłącznie pochodną zachowania tej partii do tej pory, a nie tego - przynajmniej dla mnie - czy jest ona lewicowa, prawicowa, czy jakakolwiek. Ponieważ PiS z premedytacją łamał prawo, oszukiwał fałszywymi negocjacjami, manipulował, nie mam żadnych powodów tej partii wierzyć ani teraz, ani w przyszłości. A cel PiS-u jest oczywiście wiadomy, ale Secesjonista ma prawo się go nie domyślać, albo go popierać. Odbijając piłeczkę, należy przypuścić, że gdyby w Polsce objęła władzę jakaś partia lewicowa (nie wnikam w zagadnienie, czym jest sam PiS, lewicą, prawicą, partią patronażu, czy populistami) i robiłaby to, co PiS, to Secesjonista rozdzierałby szaty nad gwałconym Trybunałem i wymiarem sprawiedliwości. Rozwiązania dotyczące powoływania sędziów i sądów najwyższych są różne, zazwyczaj są próbą wyważenia miedzy rolą środowiska sędziowskiego, parlamentu i władzy wykonawczej. Dużą rolę odgrywają także lokalne tradycje, uwarunkowania, kultura prawna. W Szwecji np. pewną rolę odgrywa Domarnämnden. Wszelkie rozwiązania są do dyskusji, trzeba się też liczyć z tym, ze nie ma na pewno w tej materii rozwiązań idealnych, ale powinno to odbywać się w zgodzie z konstytucją, zdrowym rozsądkiem i jakąś przyzwoitością. A nie w formie wrzuty, niekonstytucyjnych projektów, nocnych głosowań, "ustawek", ordynarnej propagandy, manipulacji (np. - aktualnie - między otrzymaniem poprawek przez posłów, a posiedzeniem komisji minęło bodajże 15 minut, poprawek jest multum, złożonych przez różne partie, w tym czasie nie da rady ich wersji -zredagowanej przez Biuro Legislacyjne do głosowania - przeczytać, sprawdzić, czy nie ma błędów merytorycznych i redakcyjnych, a co dopiero przeanalizować - co to jest jakaś republika bananowa, czy środek Europy???). I jeszcze cykliści. W związku z tym najlepszym wyjściem jest przekazać pełną kontrolę nad tymi zawodami politykom PiS, którzy nijak bonzowskim podejściem nie są skażeni? Nie żartuj. Byłbym głupi i nieuczciwy, gdybym twierdził, że stan rzeczy jest dziś optymalny. Ale generalnie Polska jako demokracja i państwo prawa jeszcze była daleka od stanu idealnego. Bardzo daleko nam, jako społeczeństwu od stanu idealnego. Znając różne bolączki współczesnego, polskiego wymiaru sprawiedliwości, na pewno wolałbym jednak, aby moje i mojego Państwa sprawy były rozpatrywane przez ten wymiar, a nie przez Kaczyńskiego i jego "trójki". Ilość spraw dyscyplinarnych przeciwko sędziom jest do sprawdzenia, trochę ich było. Myślę, że jako człowiek rozsądny, zdajesz sobie sprawę, że jeżeli jakieś środowisko liczy tysiące osób, to muszą w nim być idioci, złodzieje, czy kleptomani. Postępując tak, jak PiS, czyli powtarzając sto razy rzeczywiste lub wydumane przypadki negatywne, nienawiść można rozbudzić dokładnie w stosunku do każdej grupy zawodowej. Cóż, jeżeli nie czujesz, że mamy do czynienia z powielanymi operacjami - wpierw szczujemy (np. wcześniej na Trybunał, że komunistyczny, że nie chce dać 500, że Rzepliński itp., teraz na sądy), potem łamiemy prawo i przejmujemy, zamieniając na gorsze - Twoja sprawa. Jest wiele rozwiązań, które mogły być wprowadzone bez łamania prawa. Rządy PiS-u mogły zaznaczyć się w historii Polski pozytywnie, a w każdym razie neutralnie. Przynajmniej dla mnie, choć nigdy PiS-u nie darzyłem sympatią, chociażby z powodu "kłamstwa smoleńskiego", było naturalne, że po rządach "prawicowych" (PO) nastąpią rządy "lewicowe" (PiS). Jak na razie, przynajmniej w sferze praworządności i wymiaru sprawiedliwości, a chyba i generalnie w sferze polityki kadrowej (której "niekompetentny-mierny-wierny" sens przecież bez większych ogródek wyjaśnił był sam Kaczyński) - PiS leczy grypę rakiem. Oczywiste wady III RP ma uleczyć instalowany tu i teraz autorytaryzm. Ja - przy całym swoim krytycyzmie w stosunku do III RP, który, jak pamiętam, był często dużo większy niż Twój - w takie lekarstwo nie wierzę. Toutes proportions gardées (co zaznaczam bardzo mocno, żeby było jasne, że nie dokonuję bezpośrednich porównań, tylko chodzi mi o pewien mechanizm) - republika weimarska na pewno fajna nie była, miała multum wad, ale totalitarne lekarstwo okazało się dużo gorsze. A tak na marginesie, spotkałem się z opinią, że propozycja Pana Prezydenta może mieć drugie dno (a właściwie trzecie, oprócz tego, które wpadłem sam kilka postów temu). W sytuacji, gdy nie będzie 3/5 w Sejmie, sędziów do KRS wyznaczy, zgodnie z pisowską nowelizacją minister Ziobro. Zaznaczam jednak, że tej opinii nie sprawdzałem.
  22. Jeszcze o butelkach wody mineralnej (odnotowane wcześniej przez Gregskiego). https://noizz.pl/spoleczenstwo/miriam-shaded-zobaczyla-symbol-islamu-na-wodzie-zywiec-zdroj/3bhcf1x Z innej beczki: herb i flaga Singapuru. Etymologia chyba raczej nie islamska: "The crescent represents a new moon, which reflects "a young nation on the ascendant" (cyt. za https://en.wikipedia.org/wiki/Coat_of_arms_of_Singapore), choć mieszkańcami Singapuru są także muzułmanie (mniejszość malajska).
  23. W innych krajach europejskich nie ma PiS i nie trwa od dwóch lat operacja przejęcia kontroli przez jedną partię nad całą władzą sądowniczą. Nie było także całego cyklu naruszeń konstytucji. I bieżących pomysłów z wygaszeniem całego składu SN, skróceniem konstytucyjnej kadencji członków KRS itp., czyli całego, kolejnego kompleksu naruszeń konstytucji. [Odsyłam do ostatniego, podanego przeze mnie linku]. Nie ma "instytucji" nieformalnie najważniejszej osoby w państwie, która bez jakichkolwiek dowodów rzuca publicznie oskarżenia o zdradę i morderstwo. A chce mieć już niczym nieograniczoną władzę. Nieco inna kultura polityczna i prawna, powiedzmy. Gdybym żył w Danii mógłbym się teoretycznie zgodzić, że Małgorzata II będzie powoływała sędziów bez pytania nikogo o zgodę (tak nie jest, to tylko wymyślony przykład), bo raczej miałbym pewność, że niczym to w tamtejszych warunkach politycznych i prawnych specjalnie nie grozi. Że tak powołani sędziowie będą w Danii niezawiśli. Kaczyński to jednak nie Małgorzata II. Można oczywiście argumentować, że np. w USA sędziów Sąd Najwyższego powołuje prezydent, za "radą i zgodą" Senatu. Ale trudno sobie wyobrazić sytuację, w której nowy prezydent odwołuje według swojego widzimisię cały skład tego sądu, nieprawdaż? Kwestie powoływania sędziów - można zerknąć do podręczników do prawa konstytucyjnego porównawczego, a idąc po linii najmniejszego oporu i - do korespondencji "twitterowej" między "Iustitią" a Ministerstwem Sprawiedliwości, w której "Iustitia" sprawdzała i punktowała propagandę ministerstwa: http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/554142,sad-sedziowie-twitter-powolywanie-iustitia.html Czy jakieś ogólne podsumowania: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1019601,reforma-sadownictwa-organizacja-sadownictwa-w-innych-krajach-ue.html Kwestie zarzutów i sedno problemu - sugeruję przejrzeć wczorajsze wystąpienia sejmowe. Szczególnie polecam wystąpienie Dariusza Zawistowskiego i spokojną, dobrą analizę prawną w nim zawartą. Sam nic lepszego raczej nie napiszę, zatem z czystym sumieniem mogę odesłać do tego przemówienia, bo per saldo zawiera także moje poglądy na to, co się aktualnie dzieje (w tym na zagadnienie naruszania konstytucji oraz podziału i równoważenia władz): https://www.youtube.com/watch?v=dPq1cds8lJM
  24. Odpowiedź otrzymałeś od razu. Przynajmniej moją ("nijak" z pierwszego postu). Czy uznasz tą odpowiedź za słuszną, Twoja sprawa. Moim zdaniem operacje PiS wokół władzy sądowniczej już od dawna stanowią dosyć ewidentne naruszenie zasad podziału i równoważenia władz. I generalnie kompletną samowolę prawną. Chociażby ostatnia faza tych działań (czyli dziś zgłoszona propozycja Prezydenta) to prawdopodobnie odkrywcza koncepcja całkowitego pomieszania kolejności działań, właściwych dla trybu ustawodawczego w normalnym państwie (według rzecznika Prezydenta projekt zmian w ustawie o KRS może być procedowany przed podpisaniem tej ustawy). Zmienić ustawę, której jeszcze nie ma, jest aktualnie w stanie sui generis "zawieszenia prawnego", bo oczekuje po uchwaleniu na podpis, weto lub skierowanie do TK w trybie kontroli prewencyjnej. Dobre. Zagadnienie tej zasady (podziału) ma olbrzymią literaturę, polską i obcą, której pobieżne chociażby omówienie wymagałoby napisania sporej rozprawki. Generalnie co do rozumienia tej zasady większość jest zgodna, że chodzi o organizacyjne, personalne i funkcjonalne rozdzielenie władz, a jednym z jej ojców jest Monteskiusz. Aczkolwiek w doktrynie można spotkać także oryginalne poglądy (np., że o podziale możemy mówić wyłącznie w warunkach amerykańskiego "separation of powers", którego Monteskiusz jakoby nie był twórcą, a w Europie to raczej równoważenie, nie typowy podział). Ale to raczej poglądy odosobnione. Za aktywność Euklidesa, który całą złożoność tego świata próbuje opisać za pomocą jednej książki, myślę, że trudno większości stałych uczestników forum odpowiadać. Secesjonista próbuje z Euklidesem jakoś merytorycznie dyskutować, ja raczej nie mam na to siły. Poszukiwać prawdy w Telewizji Trwam, czy Radiu Maryja nikt Ci nie może zabronić, aczkolwiek ja osobiście sugerowałbym szersze spektrum i metodę krytycznego porównywania źródeł informacji. Z powodu Twoich problemów z internetem jest mi przykro, ale sądzę, znając sytuację w zakresie usług internetowych w Polsce Anno Domini 2017, że jakoś sobie z czasem poradzisz.
  25. Historia strzelców łotewskich jest sama w sobie dosyć ciekawa. Formacje powstałe w ramach armii rosyjskiej na fali patriotycznego, antyniemieckiego uniesienia, dzielnie się biły z Niemcami w czasie pierwszej wojny światowej. Później, w istotnej części uległy bolszewizacji, stając się gwardią pretoriańską rewolucji. Ogólnie można o nich poczytać w Wikipedii, czy chociażby w: J. Rutkiewicz, Wojsko łotewskie 1918-1940, Warszawa 2005; czy T. Paluszyński, Walka o niepodległość Łotwy 1914-1921, Warszawa 1999. W tym miejscu chciałbym jednak podyskutować nie o formacji, jako takiej, ale o ciekawym zjawisku. Na pozór nieprawdopodobnym, biorąc pod uwagę fakt, że strzelcy byli postrzegani jako najwierniejsi z wiernych, stojących u boku Lenina (inna sprawa, że Stalin zajął się później wieloma z nich "po swojemu"). Otóż można odnotować przypadki, że służący w "czerwonych", łotewskich oddziałach strzeleckich służyli później w armii niepodległej Łotwy (lub w formacjach aizsargów). Z naszego punktu widzenia to trochę tak, jakby Roman Łągwa zaciągnął się po radzieckim epizodzie do armii II RP i zrobił w niej karierę pod okiem marszałka Piłsudskiego. Oczywiście, sprawy były zróżnicowane, np. niżej wymieniony Gustavs Mangulis prawdopodobnie przeszedł linię frontu i oddał się do łotewskiej niewoli. Ale - jaka była skala zjawiska i co o nim możemy powiedzieć? Przykłady (łotewska lub rosyjska Wikipedia): Pēteris Avens, Gustavs Mangulis, Antons Martusēvičs (ten zawędrował do armii litewskiej), Andrejs Auzāns.