Jump to content

historyk techniki

Użytkownicy
  • Content count

    16
  • Joined

  • Last visited

About historyk techniki

  • Rank
    Ranga: Licealista

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Inna

Informacje o profilu

  • Płeć
    Nie powiem
  1. Forum, jak nazwa wskazuje, służyć powinno dyskusji i wymianie poglądów. Napisać ciekawy artykuł na portal? Chętnie, ale... ile punktów według listy MNiSW otrzymuje się za taką publikację? No właśnie. Realny świat rządzi się innymi zasadami niż internetowe fora. Tam nie wystarczy mieć na koncie parę tysięcy postów by objąć pozycję „rektora”. Tam trzeba wykazywać się realnym dorobkiem: prowadzić badania, publikować, wygłaszać referaty na konferencjach by w końcu po iluś latach zdobyć stopień doktora czy profesora. I wszystko firmuje się własną twarzą i nazwiskiem. A na forum? Wystarczy zgrabny login i awatar.
  2. Trochę tła w takim opracowaniu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, ale faktycznie, stworzenie syntezy to już zadanie nie dla każdego. Ktoś niedawno napisał podręcznik, który podpada pod tę kategorię. Już sam tytuł zaczynający się od słowa "Wybrane..." zalatuje grozą. I tak też jest w środku (nie będę "reklamował", powinni spalić cały nakład czym prędzej. Tu faktycznie byłbym ostrożny.
  3. Generalnie uważam takie prace za wartościowe. Według mnie takie historie pozostawione przez ‘emerytów’ mają ogromną wartość, a w warstwie faktograficznej powinny być traktowane nawet jako źródło podstawowe. Kto lepiej zna kulisy pewnych zdarzeń, szczegóły pewnych rozwiązań jak nie ludzie, którzy przy tym byli? Oczywiście trzeba liczyć się tu z ewentualnym grzechem braku obiektywizmu, ale to już zadanie czytelnika (w tym przypadku historyka przekazującego to dalej w swojej pracy) by to wszystko poprawnie zinterpretować i przefiltrować. Idea zachowania takich wspomnień ‘emerytów’ w zasadzie leży u podstaw koncepcji ‘oral histories’, bardzo popularnej obecnie na Zachodzie, szczególnie w Stanach. Wyłapują co ważniejszych wynalazców, inżynierów i naukowców, wypytują i nagrywają. Kiedyś nawet jedna instytucja poprosiła mnie o wytypowanie kandydatów do takiej listy. Jednym z kryterium był wiek. Im delikwent był starszy, tym wyżej na liście lądował... Okrutne ale pragmatyczne podejście ze strony wywiadowcy. Według mnie jedyny obciach to powoływanie się na „wolną encyklopedię, którą każdy może redagować”...
  4. Rzecz w tym że na Zachodzie o "śrubkach" napisano już naprawdę sporo w przeszłości, dziedziną zachłystywano się powiedzmy od lat 60. Zawsze znajdzie się jakaś nie przebadana działka, ale generalnie bibliografia jest naprawdę obszerna. U nas ciągle są luki w tej podstawowej, nazwijmy to tak, materii. Jak już w skasowanym przez Secesjonistę temacie „czy historia techniki ma w Polsce przyszłość” dyskutowaliśmy przed paroma miesiącami, takie dziedziny jak lotnictwo (Glass, Januszewski, Malak), motoryzacja (Zieliński, Rostocki), czy kolejnictwo (Tucholski) mają u nas wcale bogatą literaturę i naprawdę świetnych fachowców. Ale kto zajmuje się np. techniką dnia codziennego? Kogo fascynuje np. proces upowszechniania się żelazka czy lodówki w Polsce? Akurat kończę tekst o elektrycznych żelazkach – to coś na styku dziejów elektrotechniki, designu przemysłowego, konsumpcji i życia codziennego nieodmiennie z domieszką polityki. Wzorem dla mnie w tym temacie jest praca pod redakcją Ruth Oldenziel „Cold War kitchen”. Ile można napisać o tym jak polityka autarkii doby wojennej w zachodnich społeczeństwach ewoluowała w stronę dzisiejszego recyklingu? Sporo, jak się okazuje. I jest to fascynująca lektura. Ile w tym techniki? O „śrubkach” raczej niewiele. To studia z pogranicza socjologii, techniki, ekonomii ze wskazaniem na studia nad dziejami konsumpcji. Tak, lodówka w tej całej historii wydaje się faktycznie być tylko pretekstem, ale to, że historia wyszła spod rąk historyków techniki jest faktem. Jeśli technika jest TYLKO pretekstem w pracach nt. socjologii czy politologii, to faktycznie nie najlepiej. Ale jeśli adept szuka głębszych związków na tym styku, społecznego kontekstu techniki i odwrotnie – jej wpływu na przemiany społeczne – to będę pierwszy bić brawo jak dopnie sprawę do końca. I będę wielce ciekaw efektu. Tak po prawdzie, to historie spod znaku „śrubki i nakrętki” nudzą mnie okropnie. Zasypiam po dwóch akapitach. I nie dziwię się, że jest to nie strawne dla ogółu. Tu musi być jakaś intryga! A tę najpewniej zapewnia wmieszanie się polityki i ideologii. A tego w PRL-u nie brakowało, stąd też moja aktualna fascynacja tym okresem.
  5. Zgadzam się, niewielu jest w Polsce potencjalnych promotorów doktoratów z historii techniki. I znowu racja, powinien taki umieć jeszcze wskazać dwóch recenzentów, z którymi nie jest skłócony.Żeby sobie pomóc, czasem bierze się drugiego recenzenta-technika z danej branży, podczas gdy pierwszy jest historykiem i skupia się raczej na metodologii i ocenie warsztatu. Fakt, trzeba umieć pisać o technice. Trzeba też choć trochę zagłębić się w szczegóły, ale jeśli praca skupia się nad społecznymi, kulturowymi czy politycznymi aspektem techniki, nie jest to aż tak ważne. Jak mantrę powtarzam – na Zachodzie era postrzegania historii techniki z perspektywy „śrubki i nakrętki” już minęła. Nurt ten dociera do nas bardzo powoli. Zgaduję, że jest to właśnie efekt niewielkiej międzynarodowej mobilności polskich historyków techniki i braku odniesienia do tego, co robi się na świecie.
  6. Jeśli zatem znasz język angielski, interesujesz się historią i te zainteresowanie w jakimkolwiek stopniu zahacza o technikę – pomyśl o tej konferencji! Historia techniki to naprawdę nie żadne tam śrubki i nakrętki, żadne machiny parowe – to już minęło! Na przykład podczas tegorocznego sympozjum ICOHTEC w Manchesterze sporo referatów dotyczyło rozwoju turystyki rowerowej, sauny czy adaptacji obiektów poprzemysłowych do nowych celów. ICOHTEC jest komitetem naukowym działającym w ramach Międzynarodowej Unii Historii i Filozofii Nauki pod patronatem UNESCO. Komitet istnieje od 1968 r. Warto dodać, że wśród jego założycieli był Polak, prof. Eugeniusz Olszewski. Doroczne konferencje gromadzą zwykle ok. 150-200 uczestników z całego świata, ale w ostatnich latach niewielu pośród nich to Polacy. Zmieńmy to! Wiodący temat przyszłorocznego spotkania to „Technology in Times of Transistion”, a zatem coś w sam raz dla tych, którzy interesują się np. PRL-em. Chętnie pomogę sformułować temat. Najskuteczniej jest zgłosić zwarty panel składający sie z 3-4 referatów. Organizatorzy oferują kilkanaście grantów w wysokości 350 Euro na pokrycie kosztów podróży i pobytu. Zachęcam wszystkich, którym historia techniki jest bliska, a szczególnie tych myślących o doktoracie, by rozważyli udział w tej konferencji. To świetna okazja by nawiązać cenne kontakty zagraniczne. Z własnego doświadczenia dodam, że taka konferencja, szczególnie jeśli wziąć w niej udział na początku kariery, daje potężnego kopa w górę, przede wszystkim ze względu na wspomniane kontakty. Z takim startem już łatwiej pisać wnioski o granty czy stypendia. Co też ważne, konferencje ICOHTECu słyną z przyjaznej atmosfery i ciekawego programu kulturalnego. W Brasov organizatorzy na pewno zafundują uczestnikom wycieczkę do historycznych obiektów poprzemysłowych, a także do zamku Drakuli – to gratka zarówno dla miłośników turystyki industrialnej i popkultury. Lokalny komitet organizacyjny w Brasov przygotowuje stronę konferencyjną. Dam znać, kiedy będzie dostępna, natomiast strona główna ICOHTEC to www.icohtec.org. Terim przyjmowania zgłoszeń jest jeszcze precyzowany, ale będzie to mniej więcej połowa lutego 2014. Sporo czasu, by coś przygotować!
  7. A dlaczegoż na forum entuzjastów historii nie miałbym szukać inspirujących dyskusji, nowych pomysłów? Wierzę, że są tu ludzie, którzy chcieliby przekuć swój entuzjazm, wiedzę i doświadczenie w karierę naukową. Poza tym... nie ma chyba nic złego w wymianie poglądów pomiędzy entuzjastami historii a tymi, którzy zajmują się tym zawodowo. Jedni i durdzy mogą z tego tylko skorzystać.
  8. Post zaczynający się od słów „Zgadzam się w pełni...” tyczy się wypowiedzi Tomasza N. Post od secesjonisty wskoczył pomiędzy w trakcie wpisywania.
  9. Zgadzam się w pełni. Podobne myśli nachodzą mnie, kiedy siedzę w archiwum i wszyscy wokół z zacięciem studiują akta PZPR. Księża wobec bezpieki, bezpieka wobec księży. Nie mówię, że to nie ważne – trzeba to robić. To, nad czym boleję to fakt, że – tak jak zauważa Tomasz - nauki ścisłe są u humanistów w głębokiej pogardzie. U większości przynajmniej. Nie lepiej jest z drugiej strony: sam wywodzę się ze środowiska inżynierskiego i na uczelni, gdzie zaczynałem swoją wspinaczkę, z racji mojej odchyłki historycznej, mawiano o mnie „pieprzony humanista”. Historia nauki jeszcze jakoś się w Polsce trzyma, za najpodlejszego kopciuszka uchodzi natomiast nieszczęsna historia techniki. Po części pewnie dlatego, że u nas wciąż jest postrzegana przez pryzmat „śrubki i nakrętki”, a przecież na świecie już dawno robi się coś więcej, inaczej, szerzej, na pograniczu różnych dziedzin i nurtów. Ale nie zarejestrowałem się na Forum by tylko gderać, ale by coś zmieniać. Są pewne możliwości. Ot chociażby rysuje się szansa na uruchomienie we współpracy z jedną z holenderskich uczelni studiów doktoranckich z zakresu historii techniki. Delikwent otrzymywałby od Holendrów skromne stypendium (w poprzedniej edycji, w której uczestniczyli Czesi i Bułgarzy było to miesięcznie 500 Euro przez 2 lata), i holenderskiego współ-promotora do kompletu z polskim. Doktorat miałby być napisany i broniony po angielsku w Holandii. Jaki problem? Ze świecą szukam chętnych! Drugi pomysł: przyszłoroczna edycja konferencji Międzynarodowego Komitetu ds. Historii Techniki (ICOHTEC) odbędzie się w Rumunii. Całkiem niedaleko i niedrogo. A poza tym można uzyskać grant na pokrycie sporej części kosztów podróży i pobytu (służę pomocą w tym względzie oraz merytorycznie – najlepiej bowiem zgłosić cały panel). Tu sprawa się jeszcze rozkręca, organizatorzy jeszcze nie mają nawet strony www. Będę informował na bieżąco.
  10. No właśnie zadaję te pytania! Zagajam dyskusję. Idzie niemrawo, bo jedyny dyskutant po kilku postach stwierdza, że nie bardzo rozumie „o czym tu dyskutować”. Ale może inni wiedzą? Czy ja znam odpowiedzi na te pytania? Nie mogę znać! Gdybym znał, nie szukałbym na forum opinii i doświadczeń innych. Tak, na pewną konferencję pojechało w tym roku mniej Polaków niż dotychczas. Tendencja taka taką utrzymuje się już od paru ładnych lat i to niezależnie od tego czy spotkania te organizowane są bliżej czy dalej. A jest o co się martwić, bo nie chodzi o pierwszą lepszą konferencję, ale wydarzenie najwyższej rangi dla wszystkich, którzy na świecie parają się historią nauki, techniki lub medycyny. a,b, c... zupełnie trafne konkluzje. Ale pozwólmy wypowiedzieć się właśnie tym, którzy mieli pomysł, ale z jakichś powodów ich artykuł odrzucono; którzy chcieli jechać, ale nie zdobyli funduszy. Tych, którzy nie są zainteresowani konfrontacją wyników swoich badań na arenie międzynarodowej (nie znają języków? boją się merytorycznej krytyki? wystarcza im anonimowa dyskusja na forum?) takie dylematy pewnie nie zaprzątają. Rozumiem, że rolą administratora jest stymulowanie dyskusji. I tak trzymać, świetna robota!
  11. Tak jak i za porażki - za sukcesy odpowiada ciało, a jakże! Czy ktoś twierdzi inaczej?
  12. Czy ja mam pretensje wobec Ministerstwa? Może tylko za ten jego, moim skromnym zdaniem, nieuzasadniony optymizm. To raczej przytyk, że w biuletynach wszystko wygląda różow, a jak przychodzi co do czego, to choćby na arenie międzynarodowej tych „sukcesów” aż tak nie widać.
  13. No właśnie, i tu tkwi problem logiczny: Ministerstwo nie wysyła. Nawet uczelnie nie wysyłają. Dawno minęły czasy, kiedy to w Ministerstwie decydowano kogo wysłać np. na XVII edycję wspomnianego kongresu w San Francisco w 1985 roku. Jaką porutą to się wtedy skończyło - może opowiem przy okazji To, czy delikwent jedzie, czy w ogóle się zgłosi zależy głównie od niego/niej. Nawet powtarzany jak mantra argument o braku funduszy wydaje się nie mieć dzisiaj podstaw. Czy zdanie „nie chciano więcej polskich referatów” to sarkazm czy nie daj boże podejrzenie antypolskiego spisku? Oczywiście tego nie wiem, przynajmniej jeśli chodzi o Manchester. W przypadku Budapesztu sprzed czterech lat – tak, jeden polski artykuł został odrzucony. Wiem, bo byłem w komitecie programowym naszej sekcji. Nie mogłem temu zaradzić, podczas ewaluacji mój głos przepadł wobec 4 pozostałych wliczając w to przewodniczącego. Jeśli więc tu nie chodzi ani o pieniądze, ani o jakiś antypolski lobbing, to o co?
  14. No właśnie. Zarejestrowanych było 11 uczestników reprezentujących polskie instytucje. Ośmiu z nich miało wygłosić referaty, choć nie wiem czy wszyscy dojechali, różnie bywa. 4 referaty z tych przyjętych do programu dotyczyły historii matematyki, 2 odnosiły się do dziejów instrumentów naukowych, a po jednym do dziejów biologii i techniki. 8 na 1400. To nawet Czechów było więcej! Jak to się ma chociażby do Kongresu sprzed czterech lat w Budapeszcie, gdzie udział wzięło 17 Polaków, co przy ogólnie nieco mniejszej ilości uczestników gwarantowało nam nieco lepszą zauważalność? Nie chciałbym tu zbytnio narzekać, ale gdzież ta poprawiająca się z roku na rok kondycja polskiej nauki, jak to można o niej wyczytać w biuletynach MNiSW? Chyba, że ta poprawa nie dotyczy humanistyki...
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.