Jump to content

Molon Labe!

Użytkownicy
  • Content count

    16
  • Joined

  • Last visited

About Molon Labe!

  • Rank
    Ranga: Licealista

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    II wojna światowa - Polska
  1. tak to mozna wyczytac z opisu B.Nowozyckiego - wydaje mi sie, ze zdanie jest niefortunnie skonstruowane lub nieprzemyslane do konca
  2. tak, aby nie zmniejszac tempa: wspomnienie p. Edmunda Baranowskiego ps."JUR" z Baonu Miotła sam osobiscie nie bral udzialu w desancie, ale tak to pamieta: Później przyszedł dramatyczny moment 30 sierpnia, kiedy wiedzieliśmy, że zapadła decyzja, że oddziały batalionów wezmą udział w ważnej akcji. Po powrocie z dowództwa, dowódcy plutonów przedstawili nam sytuację. Z batalionu, który już liczył wtedy tylko niewiele ponad stu trzydziestu ludzi, ma być wyłoniona grupa około stu żołnierzy uzbrojonych w najlepszą broń, która ma dokonać desantu kanałowego ze Starego Miasta, wchodząc do kanału na Placu Krasińskich i wychodząc na Placu Bankowym, który miał być podobno terenem względnie wolnym od nieprzyjaciela. Było to w nocy z 30 na 31 sierpnia, organizowano akcję przebicia się oddziałów staromiejskich do Śródmieścia. Pomocą w tej akcji przebicia miał być właśnie ten desant kanałowy, który miał wyjść z kanału, opanować wyloty ulic prowadzących na Plac Bankowy i wtedy nastąpić miało równoległe uderzenie z rejonu ulicy Bielańskiej i Banku Polskiego w kierunku Śródmieścia. Równolegle Śródmieście organizowało w tym samym czasie uderzenie w kierunku Placu Bankowego. Zadanie tego desantu było trudne, oni odchodzili, nas zostało na linii obrony ulicy Sapieżyńskiej od Bonifraterskiej do Wytwórni Papierów Wartościowych, trzy grupki sześcioosobowe. Oczywiście było wiadomo, że w przypadku ataku niemieckiego, nie mamy żadnych szans. Ci, którzy odchodzili do desantu, jak mówiliśmy, nawzajem sobie zazdrościliśmy, że oni mają szansę, że mogą się znaleźć w Śródmieściu, a oni że z kolei my mamy jeszcze szansę może przeżyć na linii obrony ulicy Sapieżyńskiej, a oni byli przeznaczeni, oddział na stracenie. To przebicie niestety się nie udało, desant kanałowy tylko częściowo zdołał wyjść na Plac Bankowy, dlatego że zamiast trzech włazów można było się posłużyć tylko jednym włazem. Drugą niespodzianką było to, że Plac Bankowy był silnie obsadzony przez oddziały niemieckie, tak że ci którzy wyszli, ich było kilkunastu, dowodził nimi porucznik „Cedro”, zostali natychmiast związani walką w rejonie niewielkiej fontanny, której już nie ma, u wylotu ulicy Miodowej na plac. Zginęło kilkunastu żołnierzy łącznie z porucznikiem „Cedro”, kilku żołnierzom udało się jeszcze wrócić do kanału i cała ta grupa desantowa z konieczności, oczekując na dalsze rozkazy, które nie nadeszły, przeszła do Śródmieścia. nie ustalilem, w ktorym plutonie sluzyl "JUR", ale mamy kilka "nowych" informacji: -cyt. ma być wyłoniona grupa około stu żołnierzy uzbrojonych w najlepszą broń, - czyli pada znow liczba 100 - cyt.zamiast trzech włazów można było się posłużyć tylko jednym włazem - czyli potwierdza sie teoria o istnieniu faktycznym 3 wlazow, a nie jednego, - cyt.ci którzy wyszli, ich było kilkunastu - wychodzi, ze wcale "desantowcow" nie bylo, az tylu ile mozna sadzic (prawie w kazdym zrodle jest mowa o wydzielonych do desantu "plutonach", a to faktycznie byly "druzyny wydzielone" z danych plutonow". Jak policzymy sobie ludzi to mamy: 3 zespoly LKM od Torpedy - 6 ludzi, 5-ciu "Jędrasów" (via wspomnienia Jędrzejewskiego) i np. 8 ludzi od "Cedry" -cyt.dowodził nimi porucznik „Cedro” - kolejne potwierdzenie, ze Cedro przewodzil "stawce" - cyt.kilku żołnierzom udało się jeszcze wrócić do kanału tu by sie nie potwierdzila wersja Jedrzejewskiego o 2/3 desantu, ktory powrocil do kanalu - ale 2/3 z np. 15, dawaloby 10 osob, co nadal jest na granicy bledu - to zagadnienie mysle, ze uda sie z czasem rozwiazac co do jednej osoby
  3. Edmund Baranowski "JUR" - baon Miotła/Czata 49 na temat okolicznosci otrzymania rany: gdy zostałem ranny, to była niewielka ranka tutaj, na arterii i krew buchała tak, że można było chwytać w hełm na odległość czterdziestu centymetrów, więc biegnę i wołam: „Sławka!” To była nasza sanitariuszka na punkcie i Sławka mówi: „O, klasyczny przykład krwotoku tętniczego.” Ja mówię: „Nie zachwycaj się krwotokiem, tylko rób coś, żeby zapobiec upływowi krwi!”
  4. hehe musze przyznac, ze ciezko mi utrzymac takie tempo merytorycznej dyskusji ciezko tez nie pogubic sie w forumowych argumentach poczytam, porownam i podam swoja wersje, teraz tak "na goraco" 1. proponuje podzielic wersje z uwagi na dostep "zrodla" do informacji. nie wszyscy cytowani w tym watku autorzy byli uczestnikami desantu. Drugie kryterium to moment spisania relacji - np.Jedras napisal swoja ksiazke pod koniec lat 80-tych, 2. z dniem dzisiejszym stalem sie posiadaczem pierwszego opracowania o Czata49 autorstwa B.Nowozyckiego. Z wielka ciekawoscia zajrzalem do zebranych infromacji o desancie, ktore mialy nam rozwiac nasze watpliwosci. Niestety tak sie nie stalo. Nie chce podwazac prawdziwosci zawartych w publikacji informacji (tym bardziej, ze nie przeczytalem jeszcze calej ksiazki), ale... cyt. Na pl.Bankowym okazało się, że wbrew zapewnieniom sztabu Grupy "Północ" był tylko jeden właz oraz niemieckie obozowisko informacja zostala zaadresowana do wspomnien Jedrasa - i faktycznie Jedras stwierdzil, ze na koncu komory byl tylko jeden wlaz. Ja bym obstawial na to, ze skoro Jedras byl w srodku kolumny, nie mogl stwierdzic, czy przewodnicy sprawdzali inne wyjscia. To mogli potwierdzic zolnierze od Torpedy i faktycznie w opisie Nizynskiego mamy infotmacje - Około godziny 24. oddział znalazł się przy pierwszym z włazów, ale próba otwarcia go nie dała żadnych wyników, gdyż był przyciśnięty jakimś ciężarem (prawdopodobnie stał na nim jakiś pojazd). Przy drugim włazie było to samo cyt. gdy do wyjscia szykowaly sie plutony por. "Cedry" i por. "Jedrasa" powstancy zostali zauwazeni i doszlo do strzelaniny wczesniejszy cytat oparty zupelnie bezkrytyczznie na pamieci "Jedrasa", a kilka zdan dalej zupelna ignorancja dla tego zrodla, bo Jedrzejewski pisze: ...W slad za nimi wyszedl por.Cedro ze swoja druzyna. Nadal na gorze panowala cisza.... Po drabinie do gory wychodzily "Jedrasy". Juz wyszlo trzech, czterech, pieciu i nagle uslyszalem odglos strzalu na gorze". - nieprecyzyjne stwierdzenie, czy pewne uproszczenie (ktore w mojej opinii powstac nie powinno), Z grupy ktora wyszla na powierzchnie przezyla tylko jedna osoba no ja wiem na 100% o co najmniej dwoch (organoleptycznie), ale sam Jedras pisze zeszlo mniej wiecej 2/3 wyprawionych na gore - stwierdzeniu B.Nowozyckiemu opor daje logika, biologia i sama matematyka - reasumujac, w mojej opini: 1. jesli autorowi opracowania monograficznego stanely na drodze rozne wersje zdarzen, to powinien dociec do prawdziwej wersji lub podac obie 2. moze p.Bartek nie zbadal innych zrodel... choc prace Nizynskiego podal w bibliografii ... to tak z grubsza na goraco
  5. 1. Whatfor podaje u siebie liczbe 120 powstancow, 2. Co sie dzialo na gorze - dobrze opisuje chyba w swoich wspomnieniach "Łata" 3. Dwoch wlazow nie udalo sie odsunac - chyba dzis nikt nie stwierdzi czemu, a pozostanie to w kwestii domniemania (uczestnicy desantu sadza, ze cos na wlazach stalo - np. pojazd) 4. Trasa za Whatforem:
  6. Gołębiarze w Warszawie

    z tymi Kałmukami z fabryki Deringa znałem inna historie 1 sierpnia o 17.00 przypadkowo zebrana grupa powstańców po krótkiej walce zdobyła przy ul. Grzybowskiej fabrykę zapalników Deringa. I oprócz broni siły powstańcze zostały wzmocnione... dwudziestoma muzułmanami, którzy wraz ze swym imamem przeszli na polską stronę. 3 sierpnia poprosili kpt. “Lecha Grzybowskiego” (Wacława Zagórskiego), dowódcę rejonu, o przyjęcie do Armii Krajowej. za Tygodnikiem Powszechnym http://tygodnik2003-2007.onet.pl/3229,1067...4,2,tematy.html a wracajac do Japonczykow, to z drugiej strony w opracowniu zbiorowym wspomnień Zgr.Chrobry II, pewnie by nikt takiego babola nie przepuscil (a na to skladaja sie zeznania 3 osob)
  7. w mojej ocenie warto wziac pod uwage: 1. Rosjanie w polowie 44r. mieli dosc rozciagniete linie zaopatrzeniowe i bardziej interesowali sie poludniem europy (przewidujac, ze do Berlina i tak alianci nie zdaza wejsc wczesniej). 2. Brak powstania zaowocowalby na 100% masowymi represjami wobec AK w Warszawie - majac na uwadze wczesniejsze bestialstwo Rosjan w postepowaniu z oddzialami zaangazowanymi w Burze oraz powojenne represje, zolnierze armii krajowej zgineliby nie z bronia w reku, a z kula w tyle glowy... niestety innego scenariusza nie sposob sobie wyobrazic, 3. rzez cywilow w Warszawie, jest niestety podyktowana w duzej mierze taktyka, jaka niemcy wypracowali podczas kampanii rosyjskiej (np. w Stalingradzie)- taktyka anty-partyzancka. Nalezy pamietac, ze zolnierz frontowy, podawany pernamentnemu stresowi pola walki, nie jest w stanie rozpoznac wsrod cywili "bojownikow" i nie stac go, na pozstawienie sobie za plecami niesprawdzonych cywili. Tak bylo, jest i bedzie na wszelkich wojnach (via interwencja rosyjska w A-stanie, via interwencja USA w Iraku). - Poza tym to oddzialywanie psychologiczne na innych, niekoniecznie zwiazane z czystym bestialstwem i checia mordu. - Poza tym rzez Woli, mogla wiazac sie z nieprzygotowaniem Niemcow do wywiezienia z Warszawy do obozow koncentracyjnych takiej ilosci cywilow (byla to niestety makabryczna, ale dosc skomplikowana logistyka).
  8. Gołębiarze w Warszawie

    1. Data nie jest precyzyjnie okreslona - prawdopodobnie 2-4 sierpnia 44 2. Regulaminow pewnie nie bylo. Jestem na etapie rozpracowywania dosc szczesliwie nabytego reprintu "Walk Ulicznych" Stefana Roweckiego (jeszcze w stopniu podpulkownika, z 1928r.) - w spisie tresci nie znalazlem takiego watku, moze w tresci sie okaze. Mysle, ze przed II ws. doktryna nie przewidywala specjalnie wykorzystania strzelcow wyborowych podczas dzialan w terenie zurbanizowanym, wiec tym bardziej nie przygotowano taktyki przeciwdzialania. Dopiero dzialania na froncie wschodnim, gdzie rozegraly sie pierwsze, prawdziwe bitwy miejskie, pokazaly przydatnosc strzelcow wyborowych. Inna sprawa, ze tzw.'golebiarze' nie byli strzelcami wyborowymi, tylko "samotnymi strzelcami' (nie specjalnie przykladalbym wiary do ich rzekomego specjalnego wyszkolenia etc.)
  9. Batalion "Czata 49" - dyskusja ogólna

    Ciezko hipotetyzowac w zakresie alternatywnej wersji podstawy konfliktu. Taka wersje przekazuje Dziennik Bojowy Kolegium A. Inne zrodla milcza, albo do nich nie dotarlem. Tak jak wczesniej wspomnialem, mi to troche "smierdzi"... niestety dalsze dewagacje nie beda mialy sensu, dopoki jakas relacja nie rzuci swiatla w tym temacie. Moze B.Nowozycki natknal sie na ten fakt, podczas swoich badan.
  10. rozpytam, rozpytam... tylko chwile czas potrzebujemy a tak dla podgrzania atmosfery, relacja wlasnie "Łaty", która wygrzebałem na www.sppw1944.org: Dnia 30 sierpnia, na placu Krasińskich przy ulicy Długiej jest przygotowana do wymarszu cała kolumna powstańców. Jest godzina 22.00. Pierwsza wchodzi ośmioosobowa grupa por. "Cedro", bardzo dzielnego i odważnego oficera, za nim wchodzi do kanału sześciu ludzi od por. "Torpedy": "Adaś" - celowniczy Zenon Jackowski z MG - 42, "Gabryś" - amunicyjny Jan Kurpiński, "Kamiński - amunicyjny Jan Pęczkowski, "Marek" - Marian Ławacz, Łata" - Jan Romańczyk, "Sowa" - Zbigniew Wojterkowski, za nimi grupa "Jerzyków" i inne oddziały. W kanałach było ciemno i mokro. Broń i amunicję należało trzymać wysoko by się nie zamoczyła i była sprawna do walki. Po niecałych trzech godzinach drogi zmęczeni dotarliśmy do celu. O pierwszej ma nastąpić atak. Wszyscy odpoczywają, oczekując co przyniosą następne minuty. Jest 31 sierpnia godzina 1.00. Następuje otwarcie z łoskotem klapy włazowej. Do kanału wpada świeże powietrze. Pierwszy wyskakuje por. "Cedro", za nim jego ludzie. Naraz słychać strzały nad kanałem. Ci co są przy wyjściu, cofają się. We włazie pokazuje się głowa jednego z tych co wyszli i krzyczy: "Wychodźcie!" Z całą siłą przepycham się do wyjścia, przede mną był "Marek", za mną '"Sowa", "Gabryś" i "Kamiński". Po wyjściu "Kamiński" pobiegł na skwer w krzaki, a myśmy pobiegli do fontanny. Na placu zapanowała bezładna strzelanina. Daje się odczuć, że Niemcy są zdezorientowani, coraz intensywniej jednak ostrzeliwują wyjście z kanału. Naraz zalega cisza i słychać donośny głos: "Hallo! Wer ist da?" -. "Hier sind Deutsche." -odpowiadam głośno i słyszę .odpowiedź - "Hier auch sind Deutsche". Słyszę przedzieranie się przez krzaki. Nie wytrzymuję, posyłam serię z "Błyskawicy" w tamtym kierunku. I znów odzywa się ten sam głos: "Verfluchte Mensch, wer ist da?" - "Hier sind Deutsche" ponownie odpowiadam. Podenerwowany głos Niemca wrzeszczy - "Hier auch sind Deutsche! . Warum schiessen Sie?". Dwie postawne sylwetki wyłaniają się z krzaków. Celuję w nie i strzelam, dalszej konwersacji nie ma. Tylko rozpoczęła się kanonada. Ale za chwilę znów zapanowała cisza i słychać jakiś głos: "Hallo Karl Mueller, weist du was hier los?". Z drugiej strony ktoś odpowiada: "Ich weisst nicht." - Wtedy ten pierwszy mówi: " Zwischen uns sind polnischen Banditen". I znów rozpoczyna się bardzo silny ostrzał. Zorientowaliśmy się, że tylko nas czterech pozostało w fontannie. Robiąc zasłonę dymną z granatów wycofujemy się. Ja ostatni wpadam do włazu. Klapa pod wpływem wybuchu granatu zamyka się opadając mi na głowę. Spadam na "Marka". Klapa przycina "Błyskawicę" i mój kciuk u lewej ręki. Kanalarz doliczył się, że mu jeszcze jednego brakuje. Ustala coś z kpt. "Motylem". Ten się zwraca do mnie, żebym dał kanalarzowi mojego "Visa", bo bez broni on się boi wyjrzeć. Sanitariuszki zrobiły mi opatrunek i poszedłem kanałem za wycofującym się oddziałem. Naraz kolumna staje, bo nie wie gdzie ma iść dalej. Znaleźli się na rozdrożu i szukają przewodnika. Ponieważ takiego nie ma, zgłaszam się ja, idę na początek i ruszamy dalej. Podczas tego marszu miałem przykrą przygodę, w czasie której bardzo się zdenerwowałem. Jeden z kolegów krzyknął, że Niemcy zalewają kanał, co groziło paniką, na szczęście nie było to prawdą. Zatrzymałem kolumnę i sprawa się wyjaśniła. Szliśmy pod prąd wody, która przed nami piętrzyła się. Gdy zatrzymaliśmy się, woda spłynęła i wszystko się wyjaśniło. Doszliśmy do kanału pod Krakowskim Przedmieściem i czekaliśmy na decyzję dowództwa, co mamy dalej robić. Decyzja przyszła: idziemy do Śródmieścia. Kolumna ruszyła, doszliśmy kanałami do Śródmieścia. Jest sygnał - wychodzimy z kanałów. Znaleźliśmy na ulicy Wareckiej przy Nowym Świecie. Jest tu jeszcze ładnie, lecz nauczeni doświadczeniem, zdajemy sobie sprawę, że za nami idzie zniszczenie. 1. masz wiec kolejna relacje co do godziny wejscia: 22.00 (choc wydaje mi sie ona ciut zawyzona, biorac pod uwage wczesniej przytaczane okolicznosci) 2. po wyjsciu z kanalu celem odskoku byla fontanna (tam gdzie niedawno prezyl sie Feliks) 3. w relacji podanej przez Nizynskiego - ktora mamy tu w wersji www http://www.pw44.pl/desant.htm dochodzi nam znow por.Piotr, ale i kpt.Motyl. Aby zorientować się w terenie, kpt. "Piotr" (zastępca kpt. "Motyla") wyszedł po klamrach na górę, ramieniem odepchnął powoli ciężką pokrywę włazu i wychylił ostrożnie głowę na powierzchnię. Wokół na placu zobaczył - zupełnie zaskoczony - jasne namioty. Właz znajdował się właśnie w samym środku namiotów, obok fontanny, niemal na wprost ul. Elektoralnej. Grupy żołnierzy niemieckich kręciły się wśród namiotów. Okazało się, że informacja udzielona dowództwu zgrupowania przez ppłk. "Floriana", że plac Bankowy jest wolny od wojsk niemieckich, okazała się całkowicie fałszywa. Kpt. "Piotr" zszedł szybko na dół do kanału i wraz z kpt. "Motylem" zastanawiali się, czy wogóle można wyjść. Odbyła się gorączkowa narada dowódców poszczególnych jednostek, na której pod wpływem bojowego stanowiska por. "Cedro" uznano za konieczne zaatakowanie oddziałów niemieckich. Por. "Cedro" sugerował, że powinien wyjść na wierzch, schować się za cokołem fontanny i zaczekać, aż wyjdzie cała jego drużyna i wtedy rozpocznie walkę, która powinna odwrócić uwagę nieprzyjaciela od włazu, dzięki czemu pozostali będą mogli wyjść na powierzchnię. Kpt. "Piotr" zgodził się na takie przeprowadzenie ataku i wydał rozkaz: "Strzelcy z pistoletami maszynowymi na czoło, strzelcy uzbrojeni w kb do tyłu!" Chłopcy zaczęli się w kanale przeciskać. Jednak widac, ze swoja relacje opieral na powstancach ze szpicy, z plut.Torpedy. Nie scisla wydaje mi sie informacja o naradzie "Motyla" z "Piotrem" i udziale w tym "Cedry", z uwagi na fakt, ze Motyl albo musial isc na przedzie (w co watpie z uwagi na uwarunkowania taktyczne i duze ryzyko utraty calosci dowodztwa w przypadku ataku) albo musial sie przecisnac przez kanal zajety przez spora ilosc zolnierzy (biorac pod uwage gabaryty kanalu, obladowanie sprzetem i koniecznosc zachowania ciszy - malo prawdopodobne). Aczkolwiek wersja Nizynskiego nie wyklucza wersji "Łaty".
  11. Gołębiarze w Warszawie

    Ciekawą rzecz znalazłem w opracowaniu "Wspomnienia żołnierzy Zgrupowania AK Chrobry II" - prac.zb.; wyd.Bellona 2006 - str. 85 St.strz.Wacław Koleński "Duży", Strz.Henryk Majewski "Orzeł", Strz.Jerzy Wądokowski "Kruk" - Drużyna Stefanika - ... ...Wraz ze służbami cywilnymi Powstania przeprowadziliśmy akcje poszukiwania "gołębiarzy" na dachach i poddaszach domów przy ul.Siennej i Sosnowej z pozytywnym skutkiem. Tropiliśmy też "gołębiarzy" japońskich, grasujących w rejonie ul.Pańskiej i Mariańskiej. Rekrutowali się oni z domu (czy też domów) przy ul.Pańskiej, gdzie po likwidacji tzw. małego getta zamieszkała przebywająca w Warszawie kolonia japońska. Byli oni sprzymierzeńcami Niemców i w porozumieniu z nimi zogranizowali akcję sabotażową. Część tych skośnookich strzelców wyborowych wyłapano i doprowadzano do dowództwa na Twardą. Mieli oni nogi owinięte grubo szmatami i obwiązane sznurkiem w celu bezszelestnego poruszania się po dachcach i strychach. Byli oni specjalnie wyszkoleni i przygotowani przez Niemców do przeprowadzania takich działań. Posiadali specjalne karabiny z lunetą i powodowali dotkliwe straty w ludziach oraz dezorganizowali życie na zapleczu walki. Za te przewinienia spotkał ich sprawiedliwy wyrok...." 1. Rzecz niespotykana - był Giuseppe w Warszawie, teraz mamy Japończyków, 2. Czym była kolonia japońska? Obsada ambasady? Czy wogóle Japończycy mieli ambasadę podczas Okupacji w Warszawie? 3. Czy Niemcy mogli ich specjalnie szkolić do walki dywersyjnej - w to wątpie szczerze - chyba, że pod kątem działania na innych odcinkach walki. Prawdopodobienstwo wykorzystania ich "powierzchownosci" bylo troche malo prawdopodobne (w jakie tło mogli się wtopić? przecież Niemcy mieli "kałmuków" w oddziałach kolaboracyjnych"). Podejrzewam, że to nadinterpretacja żołnierzy Chrobrego II. A wyszkolenie wojskowe mogło brać się z przeszkolenia do funkcji ochronnych "kolonii". 4. Ciekawe czy broń jaką dysponowali japończycy była pochodzenia niemieckiego (zapewne Kar98 lub Kar.43) czy posiadali karabiny własnej produkcji Arisaka (jeśli faktycznie ich działania powodowały znaczne straty, to musieli posługiwać się wersją Type 99 z racji dostosowania do amunicji 7.7x58) Czy ktoś spotkał się z powyższym faktem w innych źródłach?
  12. Batalion "Czata 49" - dyskusja ogólna

    1. smierc "Olszyny" nie powinna miec na nich takiego druzgocacego wplywu, gdyz faktycznie przez te 3 lata "Olszyna" faktycznie byl d-ca grupy "Wola", ale na spół z 4 innymi d-cami (i nie byl tym wprowadzajacym w powstanie) - ale to oczywiscie nieladne gdybanie, 2. sytuacji tragicznych, w ktorych zalamywal sie 'duch' bylo w hiostorii powstania bardzo duzo - praktycznie dramaty kazdego dnia - ciezko upatrywac szczegolnej tragedii dla tej grupy zolnierzy (podobny rozkaz otrzymali przeciez zlonierze szturumujacy na Hale Mirowskie przy probie przebicia Starego Miasta od samego Montera - tez szli na prawie pewna smierc pod ogien dobrze wstrzelanych km). 3. nie do konca jestem w stanie uzmyslowic sobie pojecie "karnego odeslania za linie" i to calego oddzialu - zastanawiam sie, czy to "odmowienie wykonania rozkazu" nie mialo innej podstawy niz odmowa ataku (co pewnie skonczyloby sie sadem wojennym, ze skutkiem co najemniej "trwalej demobilizacji"). Hipotezujac moglo dojsc do sporu z ppor."Sznica" lub nawet oficerami Czaty - ale po walce, nie przed lub w trakcie (wowczas konflikt nie nabral charakteru niesubordynacji i mogl zostac rozwiazany w sposob dosc nieregulaminowy). niestety watpliwosci moze rozsadzic tylko relacja bezposrednia uczestnika zdarzenia ... 4. jesli faktycznie rekrutowala Czata, to byc moze miala wlasnie ta bron - jesli inne baony, to taka nadwyzka broni byla kropla w morzu potrzeb. Nie zapominajmy, ze jeszcze w tamtym okresie Sztab Grupy posiadal prawdopodobniie rezerwe uzbrojenia w swojej dyspozycji - byc moze ona stanowila "haczyk" na rekruta
  13. zasiegne jeszcze informacji, dla uzupelnienia tematu mam tylko posredni kontakt z p.Romanowskim i chwile to potrwa (chodzi mi o potwierdzenie odwrotne, tzn. ze napewno por.Piotra tam nie bylo ) natomiast jesli szpica kolumny twierdzi, ze kierowal nimi por.Cedro, to jestem sklonny poprzec ta wersje
  14. Batalion "Czata 49" - dyskusja ogólna

    w dalszej części tekstu jest przytoczone podobne wyjaśnienie oraz informacja, ze wrócili do walki po czterech dniach dla mnie jest to dosc dziwna sytuacja, bo: 1. pierwszy raz spotkałem się z taka historia - inne publikacje na ten temat milczą (oczywiście, te które studiowałem), 2. wojsko odmawia wykonania rozkazu - narusza dyscyplinę i za takie czyny nie jest wycofywane bez broni na tyły, dla odpoczynku - nie należy zapominać, że duża część oficerów była zawodowa, z wbitymi regulaminami w głowę, 3. grupa "wolska" Kolegium A - to byli ludzie zdecydowani starsi od średniej żołnierzy w PW (35-45 lat) - albo faktycznie ich morale były tak fatalne, ze oddali bron, albo źródła nie mówią wszystkiego (po 4 dniach ci sami żołnierze wrócili do walki i doszli do Czerniakowa) poza tym, idąc dalej na "chłopski rozum" to uzbrojenie odebrane przez C49 napewno nie czekało na zwrot przez 4 dni - az grupa wolska z Kolegium A nabierze chęci do wojaczki
  15. z moich informacji, jakie uzyskalem od jednego z zolnierzy plutonu Torpedy (Jan Romanczyk ps.Łukasz Łata), ktory szedl na szpicy desantu kanałowego, wynika, że przewodził por.Cedro (zginał od jednoczesnego trafienia z niemcem) jeszcze przebadam ten temat dokladnie...
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.