Skocz do zawartości

pacam

Użytkownicy
  • Zawartość

    215
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez pacam

  1. Puella się wypowiedziała, to i mi już wolno. Mam dwa typy: Cywilizacja celtycka- prawdziwy nosiciel kaganka wiedzy i techniki w świecie barbarzyńskim na długie wieki. Także pozytywny wpływ Celtów na późniejszych ziemiach Polski jest świetnie widoczny, mimo ich niewielkiej u nas liczebności. Później tam, gdzie przetrwali (Walia, Irlandia, Bretania) stworzyli niesamowitą kulturę, diametralnie różniącą się od wszystkiego, co w Europie można by usiłowac podstawić w charakterze analogii. Wysoki rozwój kulturowy przy zaniedbaniu rozwoju technicznego... Hetyci: nie dość, że to nasi krewni (jedyne indoeuropejskie imperium starożytnego Bliskiego Wschodu prócz znacznie późniejszego i wieloetnicznego imperium perskiego), to w dodatku podobno wyróżniali się stosunkowo rozwiniętą racjonalnością w miejsce dominującego wtedy mistycyzmu. Widać to przykładowo z prawodawstwie hetyckim.
  2. Czy państwa centralne były w stanie wygrać?

    Moim zdaniem jesteście zbyt fatalistycznie nastawieni. Doprawdy niewiele jest w dziejach rzeczy niemożliwych i byłbym bardzo ostrożny, głosząc że te czy inne państwo czegoś nie mogło zrobić. Przykład? Proszę bardzo: odpowiednie i z wyczuciem urobienie Belgów przez Niemców, tak aby ci pierwsi pogodzili się z czasową okupacją wzamian za nabytki terytorialne kosztem Francji -> Belgia nie wchodzi do wojny -> także Wielka Brytania nie wchodzi do wojny (byłaby wtedy zwolniona z dyplomatycznych i moralnych zobowiązań wobec preclowego mocarstwa, a mało kto na Wyspach godził się na wojnę bez takiego powodu) -> Niemcy wygrywają wyścig ku morzu i w ogóle prędzej czy później, wygrywają wojnę (bez brytyjskiej armii, bez wojsk z dominiów, bez Royal Navy, bez Royal Flying Corps, bez brytyjskiej gospodarki i bez szans na wejście do wojny USA... nota bene myślę że Państwa Centralne zwyciężyłyby wtedy jeszcze przed rokiem 1917, gdy Stany zaangażowały się w konflikt).
  3. Cywile podczas I WŚ

    Zadne naśmiewanie się. Ludzie umierali z głodu i w czasie pokoju, żeby już choćby przypomnieć Irlandię albo Ukrainę. Nawet jeśli liczba 700 tysięcy, z którą się nigdy wcześniej nie spotkałem, jest zgodna z prawdą, to wcale nie znaczy że to na pewno ofiary wojny i mogą posłużyć jako argument w dyskusji "żołnierze czy cywile". Zresztą jakby już iść tym tropem, to proste porównanie liczby ludności krajów zaangażowanych w konflikt z liczbą ofiar cywilnych i liczbą ofiar wojskowych znacznie wyjaśnia sytuację.
  4. Czy państwa centralne były w stanie wygrać?

    Oczywiście, że prawda. Brytyjczycy nie raz próbowali zbliżyć się do Niemców, ale z nikłymi rezultatami. Ostatnia poważna próba zbudowania sojuszu czy przynajmniej uprzywilejowanych stosunków, miała miejsce na początku XX wieku za sprawą znanego germanofila, Josepha Chamberlaina, ojca późniejszego, dość u nas niesławnego premiera. Niemcy zachowały całkowitą rezerwę i nie wykonały żadnych realnych kroków, aby wyjść naprzeciw wyspiarzom. W każdym razie co najmniej do wojen burskich, to właśnie Niemcy były przez Brytyjczyków traktowane jako najbliższe i najprzyjaźniejsze im mocarstwo europejskie.
  5. Cywile podczas I WŚ

    Jak mam z jednej strony kartki na jedzenie, brak czekolady, wojenny kryzys i ostatecznie okazyjne, słabe bombardowania- a z drugiej strony śmierć grożącą w każdej chwili, ginięcie w kilka chwil całych batalionów, szczury pożerające zmarłych, głód, mróz, błoto, wszy, zarazy, wojskową dyspylinę itp itp, to jakoś nie mam kłopotów z "zawyrokowaniem kto miał gorzej".
  6. Cywile podczas I WŚ

    Wszystko to rozumiem. Ale to kto jeszcze uważa, że podczas I wojny światowej ciężej było cywilom w Londynie, w Niemczech albo w Wenecji, niż żołnierzom?
  7. Cywile podczas I WŚ

    Nie zgadzam się, to nie II wojna i należy zauważać różnicę. W latach 1914-1918 najbardziej cierpieli żołnierze, nie cywile. Nie sądzę, aby doświadczenia ludzi z frontu zachodniego, z frontu alpejskiego (wojna na niebotycznych wysokościach, wzajemne zasypywanie lawinami), albo z frontu greckiego (medyczny horror) można było przyrównać do braków w tytoniu, kawy i czekolady w Niemczech, czy nawet do okazjonalnych i w sumie dość lekkich bombardowań Londynu przez Zepelliny.
  8. Nie satysfakcjonuje mnie Twoje stanowisko panie redbaron, ale to chyba i tak stan najbliższy kompromisowi między nami, jak to tylko możliwe W sprawie wagi niemieckiej inwazji na Belgię dla wejścia Wielkiej Brytanii do wojny zwróć jednak uwagę na cytowane przez FSO słowa Lloyd George'a. Są bardzo wymowne. Jeśli prawdą jest to co piszesz, żę Brytania musiała wejść do wojny, to sami Brytyjczycy (od króla i ministrów do chłopów i robotników) jakoś o tym nie wiedzieli przynajmniej do momentu niemieckiej agresji na "preclowe mocarstwo".. Co do Ciebie, FSO, to podajesz ten sam cytat co ja, tyle że nieco inaczej tłumaczony i bardziej obszerny. A te wzmiankowane niedzielne manifestacje prowojenne to właśnie już czas zaraz po dotarciu do Londynu wieści o rychłej inwagi na Belgię facetów w pickelhaubach.
  9. Jak już pisałem, jestem lotny jak cegła. Do mnie trzeba dużymi literami, powoli i jeszcze z rozrysowaniem wszystkiego na schematach. Innymi słowy nie rozumiem, jak można tłumaczyć ociąganie się Brytyjczyków z wejściem do wojny tylko tym, że jednocześnie zależało im na lepszym przygotowaniu się przed wypowiedzeniem wojny- oraz tym, że nie chcieli dopuścić do upadku Francji. Czy według Ciebie jedno nie kłóci się z drugim? Jeśli bali się załamania się Francji, to powinni lecieć na wyścigi do tej wojny. Jeśli się nie bali, to powinni wstrzymać się rok lub dwa. Czy nie uważasz, że dużo lepiej trzymającym się kupy tłumaczeniem jest to, że Brytyjczycy nie chcieli wojny, ale poczynania niemieckie ich do niej zmusiły? Tym bardziej zresztą, że na to wskazuje przebieg dyskusji w brytyjskim rządzie, stanowisko większej części parlamentu, albo głos opinii publicznej. Jeszcze 2 sierpnia szykowała się na Trafalgar Square olbrzymia, wielotysięczna manifestacja przeciwko wojnie i potencjalnemu zaangazowaniu w nią Zjednoczonego Królestwa. Wtedy do Londynu dotały wieści o niemieckich planach pogwałcenia belgijskiej neutralności i opinia większości mieszkańców obróciła się o 180 stopni. A reakcja przemysłowców i finansjery? Oto co pisze o tym raczej niechętny wojnie ówczesny kanclerz (z grubsza minister finansów) Lloyd George Spotykałem Pieniądz przed wojną. Żyłem z nim całymi dniami i starałem się, jak mogłem, aby poznać jego psychikę, wiedziałem bowiem, jak bardzo zależy on od zaufania. Powiadam więc, że Pieniądz był wtedy stworzeniem przerażonym i drżącym. Pieniądz aż kulił się ze strachu przed taką perspektywą. Nazwać tę wojnę wojną finansistów to po prostu głupie i ignoranckie oszczerstwo. Jeszcze smaczniej o reakcjach przemysłowców i finansistów pisze premier Asquith: Byli wręcz przerażeni samą myślą o wdawaniu się w konflikt europejski, jak mogłoby to załamać cały system kredytu z centrum w Londynie, jak podcięłoby to handel i produkcję [...] Są największymi fujarami, z jakimi kiedykolwiek musiałem mieć do czynienia. Gdy ich spotkałem, wszyscy mieli takiego pietra, jak jakieś stare dewotki, trzęsące się nad swoimi filiżankami herbaty . Takżę w rządzie istniał potężny obóz pokojowy, którego część członków mogła zaakceptować nawet niemiecką agresję na Belgię pod warunkiem, że sami Belgowie by się z nią pogodzili. Pozostali nie wyobrażali sobie brytyjskiego udziału w wojnie w żadnym wypadku, w żadnych okolicznościach. I wcale tak nie myślę. Swoją drogą wiele mówi ten smakowity cytat autorstwa Lloyd George'a o reakcji brytyjskich przemysłowców na groźbę wybuchu wojny. Tyle tylko, że ich niemieccy koledzy zarabiali zbyt duże pieniądze na wyścigu zbrojeń, aby kraj łatwo zrezygnował z tegoż wyścigu. A to on przecież wykopywał przepaść między Niemcami i Wielką Brytanią.
  10. Jak próbuję podsumować Twoje stanowisko to wychodzi mi coś takiego: Wielka Brytania w imię równowagi sił na kontynencie chciała zaangażować się w wojnę przeciwko Niemcom- ale na tyle późno, żeby Niemcy wcześniej zdołały tę wojnę wygrać. Ja wiem, że mam lotność cegły, ale naprawdę nie widzę innej konkluzji. I w czym problem? Francja błyskawicznie stanęła na krawędzi klęski, tak czy nie? Podobnie jak FSO, również i ja zgadzam się z tym stwierdzeniem. Tylko że Kaiser, acz pod niektórymi względami spełniający kryteria maniakalnego idioty, nie zrobił tego samodzielnie. Entuzjastycznie jego wysiłki ku osamotnianiu Niemiec w Europie, wspierali politycy, dyplomaci, a nawet media i opinia publiczna. Tacy ludzie jak kanclerz Bernhard von Bülow, faktyczny sternik polityki zagranicznej "Potwór Labiryntu" Friedrich Holstein, czy magnat przemysłu stalowego i zbrojeniowego Gustav Krupp von Bohlen und Halbach, w popychaniu kontynentu ku I wojnie światowej zrobili w swej skali nie mniej niż Kaiser. Nie róbmy z niego kozła ofiarnego.
  11. Wiesz czego Brytyjczycy bali się najbardziej? Klęski Francji i opanowania kontynentu przez Niemcy wraz z ich sojusznikami. A to było jak najbardziej realne. W 1871 roku wojna była bardzo szybka, zresztą także w 1914 roku armia niemiecka błyskawicznie podeszła tak daleko, że jej czołówki widziały wieżę Eiffla. Czy wobec tego Brytyjczycy chcieli poczekać trochę przed wejściem do wojny po stronie aliantów po to, aby Francja wcześniej upadła? Żeby Niemcy mogły przerzucić gros sił na front wschodni, a Zjednoczone Królestwo stanęło w końcu przed perspektywą samotnego stawienia czoła zgromadzonemu przez Niemcy potencjałowi całej Europy? Doprawdy nie wiem skąd u Was to niewzruszone przekonanie o brytyjskich planach wbicia Niemcom niespodziewanego i opóźnionego ciosu w plecy, a przynajmniej w bok. Dlaczego jesteście pewni, że gdyby Brytania nie weszła od razu do wojny, to tylko po to, aby zaatakować niespodzianie? Państwo państwu nierówne i naprawdę nie muszą one być takie same. To że Niemcy, Austro-Węgry czy może nawet Francja chciały wojny to nie znaczy, że koniecznie chciały jej Wielka Brytania, czy Włochy.
  12. Ładnie, źródło po niemiecku... Ale dlaczego uważasz że te rozważania są logiczne, jeśli pozwolisz mi trochę podrążyć? Czy naprawdę masz Brytyjczyków z 1914 roku za spragnionych wojny maniaków, którzy tylko patrzyli jak tu zaatakować Niemców? Czy dlatego dla przykładu zaangażowali się w I wojnę światową jako ostatni z wielkich europejskich mocarstw, dlatego była najsłabiej powiązana systemem sojuszy, albo dlatego mimo oczywistego casus belli w postaci niemieckiej agresji na Belgię, 4 brytyjskich ministrów złożyło dymisję wobec perspektywy kroków wojennych? Moja wiedza bierze się głównie z książki "Dreadnought" pana Massie, jednakże zawarte tam tezy potwierdzane są przez ogólną wiedzę encyklopedyczną. Przecież choćby ociąganie się Albionu z wejściem do wojny jest faktem i nie ma zmiłuj.
  13. FSO: czy możesz mi mimo wszystko wyjaśnić, jak radosnemu idiocie, co ma wspólnego Holandia z wadami planu Schlieffena? Czyżby według Ciebie plan ten zakładał inwazję kraju Pomarańczowych? redbaron: czy Twoje stanowisko- że Wielka Brytania weszła by do wojny nawet bez niemieckiej inwazji na Belgię, oraz że neutralność Belgii nie stanowiła fundamentalnej sprawy dla Brytyjczyków- jest wynikiem wyłącznie Twoich przemyśleń, czy też znalazłeś to sensownie udokumentowane w jakiś opracowaniach? Jeśli to drugie, chętnie bym się z nimi zapoznał. Bo jak na razie, to według mojej wiedzy Brytyjczycy byli w imię trzymania się z dala od wojny gotowi nawet zaakceptować niemiecką okupację Belgii- pod warunkiem, że Belgowie nie przeciwstawili by się temu sami. Mogli z pewnym wysiłkiem zignorować facetów w pickelhaubach w Brukseli czy w Ostendzie w razie układu niemiecko-belgijskiego, ale nie Belgów bohatersko i samotnie walczących z niemiecką nawałą niemal pod brytyjskim nosem i mimo brytyjskich, datujących się jeszcze z I połowy XIX wieku gwarancji.
  14. Chyba Belgia? I raczej nie blokadę morską, tylko wciągnięcie Brytanii na listę walczących z Niemcami mocarstw.
  15. 1. Rozwój floty niemieckiej za Bismarcka na pewno nie zagrażał Brytanii, tak jak w gruncie rzeczy nie zagrażały jej, nie słabsze wtedy od niemieckiej, floty rosyjska, francuska czy włoska. Poza tym rozwój Hochseeflotte w XX wieku był uzasadniany i napędzany świadomym ochładzaniem stosunków z wyspiarzami, a nie normalnymi dla każdego mocarstwa zbrojeniami, jak wcześniej. 2. Wcale nie uważam, że żądanie brytyjskiej neutralności było do przyjęcia. Po pierwsze, żadne mocarstwo nie może sobie pozwolić na zepchnięcie do pozycji wykonawcy żądań innych mocarstw. Po drugie, Brytania swoją wielowiekową prosperity zawdzięcza przestrzeganiu zasady równowagi sił na kontynencie. Pozwolenie, aby i tak najsilniejsze mocarstwo powaliło ostatecznie inne i osiągnęło status faktycznej wszechmocy, było by dowodem skrajnej bezmyślności. Po trzecie, gdyby Niemcy, upojeni sukcesem, postanowili po obaleniu Francji porachować się z kolei z Brytyjczykami, to wtedy było by już za późno na stawienie im czoła z szansami na sukces. Po czwarte wreszcie, jeśli myślisz jak normalny Polak, to uważasz że Wielka Brytania paskudnie nas zdradziła w Jałcie i że takie wypięcie się na sojusze, było niedopuszczalne. Myślę, że rozumiesz analogię. 3. Obciążenie fiskalne Brytanii morskim wyścigiem zbrojeń, działało też w drugą stronę. Także Niemcy ledwo dyszeli pod ciężarem wydatków na swoje pancerniki czy niszczyciele. A przecież Niemcy mieli dużo większe zapotrzebowanie na wydatki armii lądowej i na nią też musiało starczyć. 4. Nie widzę za bardzo agresywnych poczynań Rosji w polityce międzynarodowej. Przy każdym większym kryzysie to Rosja była przez Niemcy i Austro-Węgry dopychana do ściany, tak jak przy okazji aneksji Bośni przez CK monarchię, albo wojen bałkańskich. A więc nie widzę także takiej potrzeby do ataku państw centralnych przed wydaniem owoców przez rosyjskie reformy. Gdyby Niemcom wystarczył status, jaki już mieli, czyli najsilniejszego mocarstwa, nikogo nie musieli by atakować. Bo jakoś Rosjanie czy nawet Francuzi nie wykazywali oznak chęci do wojaczki. 5. Wyjaśnień co do planu Schlieffena nie rozumiem. Już na początku nadziałem się na informację, że plan taki mógł rzekomo wypalić tylko przy neutralności Brytanii. Dlaczego- nie wiem, zważywszy choćby na tempo ofensywy i czas potrzebny na przerzucenie przez Kanał liczącego się kontyngentu.
  16. Przeczytałem, ale nadal nie wiem dlaczego. To po co według Ciebie Niemcy próbowali upokorzyć Francję? Brytyjczycy nie zbliżyli się do niej z miłości, jeszcze pod koniec XIX wieku większość z nich Francję uważała za najbardziej prawdopodobnego wroga w kolejnej wojnie. Brytania stała się francuskim sojusznikiem, gdyż widziała dużę ryzyko niemieckiego ataku na Francję, podbicia jej i wywrócenia świętej zasady polityki Albionu- równowagi sił na kontynencie- równowagi i tak chwiejnej wskutek niemieckiej obsesji bycia najpotężniejszymi we wszystkim co popadnie. Nawet proniemieccy politycy, tacy jak Lloyd George, Joe Chamberlain, Churchill czy Haldane, po kolei rozczarowywali się do Niemiec i przechodzili na pozycje głębokiej nieufności czy wręcz wrogości wobec najsilniejszego i najagresywniejszego mocarstwa kontynentu. Tak różowo nie było także na morzu. Brytyjczycy musieli porzucić w końcu starą zasadę "musimy być potężniejsi od połączonych flot dwóch dowolnych innych mocarstw" i przyjąć nową: "na każde 3 niemieckie pancerniki musimy mieć ich 5". Przyznać należy, że ta nowa zasada była znacznie skromniejsza. Liberalny brytyjski rząd Asquitha, zdominowany przez polityków szukających oszczędności w programach wojskowych i chcących wydawać więcej pieniędzy na programy socjalne i reformy społeczne, ciężko znosił konieczność horrendalnie drogiego wyścigu morskich zbrojeń, który narzucali Niemcy. Narzucali, jak pisałem, z absurdalnych powodów. Brytyjczycy wysyłali do Berlina misje dyplomatyczne, rozmawiali z niemieckimi politykami i ambasadorami, poprzez media sugerowali gotowość do ustępstw, forsowali nawet tzw. "wakacje morskie", czyli zaprzestanie wyścigu zbrojeń dla ulżenia gospodarkom i odprężenia międzynarodowego. Wszystko na próżno. Niemcy nie tylko nie chcieli się zgodzić na ograniczenia w budowie ciężkich okrętów, ale i jak szaleni powiększali liczbę etatów we flocie, oraz ilość niszczycieli i okrętów podwodnych. Najbliżej kompromisu było chyba przy okazji misji brytyjskiego ministra finansów, ale nawet wtedy Niemcy stanęli okoniem, rządając za zaprzestanie rujnujących oba kraje zbrojeń morskich, publicznej gwarancji brytyjskiej neutralności w razie wojny Niemiec z innym mocarstwem. Czyli rzucenia im na pastwę Francji i wyrzucenia do kosza brytyjsko-francuskiego sojuszu. Nie z punktu widzenia Brytanii. Dla niej kontrola morskich linii zaopatrzeniowych to walka o życie. I odwrotnie, dla Niemiec była to szansa wytrącenia z grona przeciwników potężnego mocarstwa bez konieczności pokonania go w wojnie. Nie zgadzam się. Plan Schlieffena wyrodził się wskutek majstrowania w nim niemieckiej generalicji, właszcza wzmocnienia południowej flanki w Wogezach, gdzie w efekcie tego na początku wojny Niemcy wykrwawiali się w górskich, niemal stacjonarnych walkach. A mimo to Paryż o mały figiel nie padł... Plan był dobry, ale Niemcy na własne nieszczęście niewystarczająco mu uwierzyli. Ależ ja wcale nie twierdzę, że Niemcy ściągały świat ku wojnie światowej dlatego, że Berlin, Wrocław czy Stuttgart zamieszkiwali krwiożerczy troglodyci, marzący o śmieci na polu bitwy. Ale efekt był właśnie taki, że to Niemcy najbardziej szparko podążały ku wojnie i że to one mają w jej wybuchu największą "zasługę". Twój wywód o uwarunkowaniach polityki międzynarodowej jest po części słuszny, ale sensu nie zmienia: tego, że nie jest prawdą, jak tu pisano, żę każdy ponosi tu równą winę i każdy jest tak samo odpowiedzialny. Otóż nie, Niemcy są odpowiedzialne najbardziej, a Brytyjczycy najmniej. W Niemczech niemal każdy, od Kaizera po tzw. opinię publiczną, widział w wojnie z Europą dopuszczalny środek powiększenia niemieckiej chwały i potęgi. W Wielkiej Brytanii nawet w rządzie aż do końca siedzieli pacyfiści, uważający wydawanie dziesiątki milionów na flotę i armię za głupotę- głupotę, do którą przymuszają ich agresywne kroki niemieckie. Nota bene, moim zdaniem ciekawa jest logika rozumowania, że kompromitacja rosyjska w wojnie z Japonią zwiększyła zagrożenie Niemiec. Dokładnie tak, tylko że te sojusze były efektem wyłącznie tego, że Europa zaczęła się Niemców bać. A zaczęła się bać, gdyż Niemcy forsowali wyścigi zbrojeń i próbowali upokarzać sąsiednie mocarstwa. Nawet jeśli Francuzi w końcu zaczęli dryfować ku bardziej agresywnej doktrynie wojskowej to wyłącznie dlatego, że same Niemcy doprowadziły do pomnożenia się szeregów sojuszników Francji. Udowodnij mi proszę w jakikolwiek sposób, że Brytyjczycy tak właśnie myśleli. Bo dla przykładu, pewnie oznaką tego były próby zaprowadzenia "wakacji morskich" (zaprzestania wyścigu zbrojeń) w roku 1912 i 1913, zatem tuż przed wybuchem I wojny światowej? Dość dziwne to naruszenie, skoro jeszcze na przełomie obu wieków, zatem dobre 30 lat po zjednoczeniu, Wielka Brytania uważała Niemcy za najprzyjaźniejsze i najbliższe im mocarstwo europejskie. Dość dziwne to naruszenie, skoro pierwszy antyniemiecki sojusz po zjednoczeniu (francusko-rosyjski) potrzebował 20 lat aby powstać. Dość dziwne to naruszenie, skoro pod wpływem niemieckich agresywnych kroków w XX wieku, powstał sojusz który w zupełności był przeciwwagą dla całej mocy państw centralnych. To własnie piszę od początku: że nie jest prawdą, iż każdy jest równie winny. Każdy jest winny, ale w różnym stopniu. A Niemcy najbardziej.
  17. Tylko że rok 1913 to już dwudziesty pierwszy rok obowiązywania sojuszu francusko-rosyjskiego- i bodajże szósty rok obowiązywania Entente Cordiale w tej formie, w której obowiązywała także później, podczas wojny. Jednocześnie to 7-8 lat od wdrożenia przez Niemcy polityki upokarzania Francji. W sumie więc, trochę to późno aby z faktu istnienia tego planu, wysnuwać jakieś wnioski co do rzekomej agresywności Francji. Dlaczego? Dywizje francuskie plus dywizje rosyjskie to znacznie większy potencjał, niż armia niemiecka, nawet w połączeniu z austro-węgierską. W dodatku Niemcy były okrążone i ze wschodu i z zachodu. Skąd ten brak szans? Dodam więcej. Gdyby prawda było, że bez Brytyjczyków sojusz francusko-rosyjski nie miał szans przeciwko Niemcom, to ci ostatni dowiedli by krańcowego skretynienia, całkowicie świadomie i na własną prośbę czyniąc sobie z Brytanii wroga, jednocześnie podważając poczucie bezpieczeństwa wyspiarzom. Już po kryzysie agadirskim, gdy Wielka Brytania w imię równowagi sił ochroniła honor i interesy francuskie wobec agresywnej presji niemieckiej, Churchill (ówczesny Pierwszy Lord Admiralicji) pisał: Należy zdobyć się na wszelki wysiłek, aby załagodzić tarcia z Niemcami i dojść do porozumienia wobec sił morskich(...) Gdyby Niemcy ostatecznie zdecydowały się na rzucenie wyzwania Wielkiej Brytanii, to musielibyśmy je podjąć; było jednak jeszcze możliwe, aby przez przyjazne, szczere i poufne rozmowy uniknąć tak groźnego rozwoju wydarzeń. Nie byliśmy przeciwni niemieckiemu programowi kolonialnemu. Dla pełnej jasności dodam, żę Churchill i tak należał wtedy do najbardziej niechętnego i najbardziej nieufnego Niemcom skrzydła brytyjskiej sceny politycznej. Tymczasem w Berlinie czy Monachium nastroje były takie, jak w słowach gazety "Post": Wszyscy wiemy, że wkrótce musi dojść do rozlewu krwi, a im dłużej czekamy, tym będzie on większy. Bo floty pozostałych mocarstw- poza wymuszoną geografią sytuacją Rosji- były skoncentrowane. A flota brytyjska, zapewniająca funkcjonowanie imperium oceanicznego i wykonująca zadania światowej policji, była rozproszona na wszystkich wodach. I Brytyjczycy mieli to na uwadze w swej strategii "większa od dwóch następnych" i Niemcy, kalkulując jakimi siłami mogą pokusić się o skruszenie Royal Navy. Co do zapalnika to rzecz jest znana, niekontrowersyjna i chyba każdy się z nią zgadza. Ale jeśli zapalnik wywołuje wybuch, to musimy mieć także materiał wybuchowy. Było nim wieloletnie napięcie w stosunkach międzynarodowych. A za nie- jak już pisałem- w największej mierze odpowiadają Niemcy.
  18. Rywalizacja z Wielką Brytanią musiała nastąpić, bo Niemcy chciały być potęgą kolonialną? To wytłumacz mi proszę, dlaczego do takiej trwałej wrogości nie doszło między Wielką Brytanią a Francją. Albo Wielką Brytanią i Włochami. Albo USA. Albo Japonią. Kimkolwiek. Brytyjczycy byli wręcz przychylnie nastawieni do przyłączenia się przez Niemców do podziału kolonialnego tortu. Nie znięchęcali ich do tego, nawet odwrotnie. Mało tego, zapewniali pomoc swojej floty. Zresztą do kontroli imperium kolonialnego aż nadto wystarczała flota klasy rosyjskiej czy francuskiej. A takie Brytyjczyków nie niepokoiły. Niemcy nie obrały sobie Wielkiej Brytanii za wroga dlatego że chciały mieć kolonie- tylko dlatego, że nie wystarczał im status posiadacza najpotężniejszej armii świata, chcieli też mieć najpotężniejszą flotę świata. Alzacja z Lotaryngią oraz kontrybucja są demonizowane. Gdyby były aż takie ważne to Francuzi wykorzystali by jeden z licznych kryzysów w stosunkach z Niemcami do sprowokowania wojny, w której poparli by ich sojusznicy: Rosja i Wielka Brytania. A Niemcy dostarczyli aż nadto takowych kryzysów. Francuzi musieli by tylko w rozmowach dyplomatycznych trochę mniej ustępliwi niż byli w istocie- w razie ich uporu, ton niemieckich żądań zmusiłby w końcu Berlin do wypowiedzenia wojny. Nieco bliższe zapoznanie się z meandrami polityki międzynarodowej pod koniec XIX wieku i na początku wieku XX każe mi powątpiewać w rozpowszechniony mit Francji, dybiącej całymi dziesięcioleciami na Niemcy i zajmującej się tylko dyszeniem żądzą odwetu. Dla mnie nie trzyma się to kupy. Sojusz francusko-rosyjski to jeszcze rok 1892. A francusko-brytyjski- dopiero rok 1904, brytyjsko-rosyjski był jeszcze później. Jakoś Niemcy na obu granicach mieli niechętne sobie, silne armie przez 22 lata i przez pierwszą ich połowę nikt z tego powodu nie zaczynał panikować. Przez taki szmat czasu mimo sojuszu, w polityce międzynarodowej było dość spokojnie. Ostre spięcia zaczęły się dopiero, gdy Niemcy zabrały się do upokarzania Francji (nie Francuzi do upokarzania Niemców) i do podważania jedynej policy ubezpieczeniowej Brytyjczyków, czyli morskiej supremacji.
  19. Gregski, FSO: zbroiły się wszystkie mocarstwa, tak jak sam napisałem. Różnica między nimi a Niemcami polegała na tym, co również napisałem, że inne mocarstwa miały swój priorytet, do przełknięcia dla rywali. Francja dbała o siły lądowe, ale i tak mogła wystawić 110 dywizji wobec 135 niemieckich. Rosja inwestowała głównie w siły lądowe, Wielka Brytania we flotę. Tylko Niemcy postanowiły rzucić wyzwanie wszystkim i nie tylko umacniać swój status właściciela najpotężniejszej armii świata, ale i podważyć polisę ubezpieczeniową Brytyjczyków, czyli supremację na morzach. Po co im to było? Wielka Brytania miała najpotężniejszą marynarkę, ale siły lądowe słabe. Flota mogła ją obronić przed inwazją i tak właśnie, jako tarczę, postrzegali ją Wyspiarze- ale pancerniki i niszczyciele nie zdobyły by Berlina ani nie obroniły by Francji. A jednak Niemcy kosztem monstrualnych wydatków postanowili odebrać Brytyjczykom tę tarczę przez stworzenie własnej przeciwwagi. Po co? Napisałem wcześniej coś o tle tejże decyzji. Brytyjczycy nie próbowali stworzyć armii która mogła zagrozić Niemcom. Po co Niemcy próbowali stworzyć flotę, która mogła zagrozić Brytyjczykom, włascicielom najprzyjaźniejszego im po Austro-Węgrzech mocarstwa? Ba, pisałem przecież już że Niemcy całkiem rozmyślnie obrały sobie Albion jako wroga tylko dla przepchnięcia wydatków na flotę przez Reichstag. Po prostu każdy ma coś na sumieniu, ale Wielka Brytania najmniej, a Niemcy najwięcej. To Niemcy podgrzewały temperaturę w polityce międzynarodowej przez całą przedwojenną część wieku XX. Wbrew temu co zdajecie się sądzić, to Niemcy próbowały upokarzać Francję i narzucać jej swoją wolę, co najdrastyczniej się uwidoczniło podczas kryzysu marokańskiego. To Francja bała się Niemiec, nie odwrotnie. Tylko i wyłącznie ciągła niemiecka presja na Francję przełamała zakorzeniony za Kanałem dystans do spraw kontynentalnych, powodując sojusz brytyjsko-francuski. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Kajzer był idiotą, a im głupsze i bardziej wojownicze było postępowanie jego dyplomatów, tym większy aplauz wywoływało ono w społeczeństwie. Absolutnie nie podzielam Twego zdania co do istoty tych spraw. Niemcy stały się supermocarstwem w latach 60-tych i 70-tych XIX wieku, a bardzo dbający o stosunek innych mocarstw do Niemiec Bismarck rządził do roku 1890. Tymczasem problemy zaczęły narastać dopiero w początkach wieku XX, gdy Niemcy coraz częściej próbowały upokarzać sąsiadów i burzyły ich (zwłaszcza brytyjskie) poczucie bezpieczeństwa.
  20. Mówicie o samym wybuchu wojny, pomijając odpowiedzialność (Niemiec zwłaszcza) za wcześniejszy, wieloletni wzrost napięcia w polityce międzynarodowej. To jakby śmierć na zawał tłumaczyć wyłącznie w kontekście ostatniego w życiu schabowego z kapustą...
  21. A ja najbardziej za wojnę obwiniam Niemcy, najmniej zaś Wielką Brytanię. Te pierwsze nie są jakoś wybitnie najbardziej odpowiedzialne za sam wybuch wojny. Jednak wybuch ten nie wziął się sam z siebie, tylko powstał jako skutek ciągłego napięcia międzynarodowego, utrzymującego się co najmniej od 1905 roku i pierwszego kryzysu marokańskiego. A za napięcie to moim zdaniem najbardziej winne były właśnie Niemcy. To one (oprócz przypadku aneksji Bośni przez Austro-Węgry, nota bene największego sojusznika Niemiec) inspirowały wszystkie kryzysy na arenie międzynarodowej. W szczególności wiele złego uczyniła niemiecka obsesja budowy potężnej floty wojennej. Wszystkie inne mocarstwa miały albo potężną armię i przeciętną flotę (Rosja, Francja), albo odwrotnie (Wielka Brytania). Ale nie Niemcy. One chciały być najpotężniejsze we wszystkim i narzucać swoją wolę nawet innym mocarstwom. Sojusz brytyjsko-francuski powstał tylko dlatego, że Kajzer, jego dyplomaci i tamtejsza opinia publiczna chcieli upokorzyć Francję w sprawie Maroka i każdej innej. A sprawa decyzji budowy Hohseeflotte woła o pomstę do nieba i jednocześnie o interwencję psychiatrów. Otóż Niemcy, w szczególności Kaizer oraz jego pierwszy admirał von Tirpitz, uznały że flota mogąca zagrozić w pojedynkę nawet flocie brytyjskiej, jest im potrzebna, aby mogli się czuć bezdyskusyjnie największą i najważniejszą potęgą świata. A mieli takie ambicje. Były jednak były problemy z przepchnięciem gigantycznych, potrzebnych na to wydatków przez parlament- bo po co płacić grube miliony przez całe dziesięciolecia, skoro i tak żadna flota świata nie jest silniejsza od niemieckiej, poza brytyjską (a Brytyjczycy i tak byli spośród największych mocarstw najprzyjaźniej nastawieni do Niemiec, a do tego, ich armia przy niemieckiej była karłem)? Wymyślono zatem, aby z Wielkiej Brytanii uczynić oficjalnego wroga, w ten sposób uzasadniając góry pieniądzy, topione w pancernikach i spółce. W ten sposób całkiem świadomie schładzano wzajemne stosunki, do tego zmuszając wyspiarzy do podjęcia morskiego wyścigu zbrojeń, jako że przy słabości armii, jedyną ich gwarancją była supremacja na morzach. Ale kto by się tym w Berlinie przejmował... W ten sposób z Brytyjczyków, szukających zbliżenia z Niemcami, uczyniono najpierw przeciwników, a potem wrogów. A mimo to Wielka Brytania podjęła decyzję o wejściu do wojny jako ostatnia z mocarstw, po rażącym naruszeniu prawa międzynarodowego niemiecką agresją na neutralną Belgię i po stracie nadziei na pokojowe rozwiązanie konfliktu.
  22. Punt

    Nie ma tak łatwo. Czas minął ogromny i kontynenty są ogromne, a Punt mógł być malutki, mógł nawet być miastem-państwem. Piszę "kontynenty", bo przecież w grę wchodzą dwa: Afryka i Azja.
  23. Największe błędy Cezarów Imperium

    Należy pamiętać, że Walens stał ze swoją armią bezczynnie całą wiosnę i lato pod Konstantynopolem. Czekali na ukończenie koncentracji sił, a przede wszystkim na wojska Gracjana. A te opóźniały się i opóźniały tydzień za tygodniem. Nawet gdy wreszcie wyruszyły, zostały zawrócone ku jakiemuś marginalnemu pogranicznemu plemieniu barbarzyńskiemu, które akurat zaczęło sprawiać problemy. Przez ten czas morale wojsk Wschodu spadało od długotrwałej bezczynności, a Fritigern i jego woje mieli wolną rękę. Dodając do tego przewidywane straty propagandowe po połączeniu się z siłami Gracjana oraz błąd zwiadowców, nie dziwię się Walensowi że kazał zaatakować. Podobno połowa jego dowódców i doradców była tego samego zdania.
  24. Należy pamiętać, że według teorii Wielkiego Wybuchu, zanim on nie nastał, nie istniały czas ani przestrzeń, a materia miała rozmiary nieskończenie małe i jednocześnie nieskończenie wysoką temperaturę. Trudno w takich warunkach o jakiekolwiek rozumowanie zdradzające znamiona logiki, nasz ludzki umysł jest w tym wypadku kompletnie, kompletnie bezradny. Jeśli teoria jest w tym wypadku słuszna- a wygląda na to, że jest- to wszelkie rozważania laików na ten temat są tylko pisaniem palcem po wodzie. W szczególności zarzuty typu "coś nie może powstać z niczego" nie mają sensu- w świetle powyższego, ale także w świetle ustaleń fizyki kwantowej. Skoro, jak się okazało, cząstki elementarne mogą się teleportować, a nawet bilokować (istnieć w dwóch miejscach jednocześnie), to nic nie jest niemożliwe.
  25. Wyprawa sycylijska- konieczność czy kaprys?

    To tylko dowodzi, że się nie udała, a nie że nie mogła się udać. Udowodniłbyś to drugie gdybyś unaocznił, że wyprawa zakończyłaby się klęską niezależnie od poczynań wodzó, postawy żołnierzy i od zdarzeń losowych.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.