Jump to content

Vissegerd

Przyjaciel
  • Content count

    4,205
  • Joined

  • Last visited

Posts posted by Vissegerd


  1. Jeśli po zaborcach nie odziedziczyliśmy nic, to tym bardziej nic nie odziedziczyła PRL. Pisałeś, że nawet żurawia ze stoczni nam ZSRR zabrało. II RP miała elity, Polski nie było, ale był naród. W PRL startowaliśmy ze znacznie niższego pułapu. Najłatwiej i tu się zgodzę miała III RP.

    Zgadzam się, dokładnio o to samo mi chodziło. W PRL przewrócono wiele rozwiązań systemowych do góry nogami, nie dość, że niemal od zera, to jeszcze pracowaliśmy w zupełnie nowej rzeczywistości. Obecna Polska miała dużo łatwiej od swoich poprzedniczek, to dość oczywiste moim zdaniem. Zrozumiałem, że autor artykułu, z którym polemizowałeś, twierdził inaczej.


  2. A jak tam Palikot Vissie ?

    Oj Tomaszu, nie wyciągniesz ze mnie konkretnych deklaracji politycznych ;)

    Ja już gdzieś pisałem, że jestem libertarianinem (nie zagorzałym), w związku z czym, nie popieram praktycznie żadnego ugrupowania politycznego. Wprawdzie niektóre z nich przemycają część uznawanych przeze mnie wartości, ale jest to tylko ułamek moich poglądów. Co do partii p. Palikota, to uważam, że za wcześnie jest jeszcze na jakiekolwiek oceny, zbyt krótko ten twór istnieje. A nauczyłem się już w tym kraju, że u polityków od słów do czynów droga bywa daleka.

    Przy okazji kolejna refleksja. Z wielką przykrością stwierdzam, że poziom publikacji historycznych, bez względu na lewicowe czy prawicowe zapatrywania autora, miast się polepszać dzięki coraz lepszemu i szerszemu dostępowi do źródeł, systematycznie podupada. Nawet w przypadku poważnych mediów, czy do miana takich pretendujących, oraz szacownych autorów zdarzają się merytoryczne wpadki, czy wręcz delikatne krętactwa bądź po prostu nierzetelność w opisywaniu rzeczywistości. Przykre jest to, że przeciętny czytelnik nie będzie sięgał po inne publikacje na temat, nie będzie też weryfikował podanych treści w źródłach. Zapewne uczyni to niewielka grupa entuzjastów i to wszystko. Oczywiście nie generalizujmy, jest wiele doskonałych publikacji, wielu dobrych i bardzo dobrych historyków, poza tym błąd może się zdarzyć każdemu. Chciałem tylko zauważyć, że pewna nierzetelność staje się coraz bardziej powszechna. Takie po prostu odnoszę wrażenie.

    Bardzo często jest tak, że na podstawie posiadanej wiedzy trudno jest sobie w historii wyrobić jednoznaczny ogląd. Moim skromnym zdaniem rola historyka polega na tym, aby w publikacji uwzględnić wszelkie możliwe tezy, podać argumenty za i przeciw, pozostawić kwestie otwarte tam, gdzie nie da się postawić jednoznacznego wniosku. Czasem zagadnienie wymaga jeszcze dużo czasu na zbadanie. Jako moim zdaniem doskonały przykład drobiazgowej pracy badacza, weźmy temat z naszego forum dot. Ciepielowa. Jak mozolnie i rzetelnie nasi szanowni koledzy Atrix oraz Tomasz N od paru lat badają fakt po fakcie, dokument po dokumencie, spokojnie i bez emocji, z godnym najgłębszego podziwu uporem, iście benedyktyńsko drążą temat, pozostawiając wciąż wiele kwestii otwartymi. Uważam, że właśnie w taki sposób powinno się podchodzić do wciąż niejasnych zagadnień historycznych, czego niestety wielu publicystów nie czyni, stawiając nader często przedwczesne czy zbyt pochopne wnioski.


  3. Drogi Narya, co do niejakiego Kurasia to ja akurat nie mam zdania. Opinie na jego temat są różne, podobnież publikacje. Uważam, że za mało wiem, aby móc wyrobić sobie właściwy i uczciwy osąd. A takie ze mnie już wredne nasienie, że jak czegoś nie jestem do końca pewny, to siedzę cicho ;)

    Co innego jak badam jakieś zagadnienie, można wtedy i błądzić, i zmieniać zdanie, aż się wypracuje spójny pogląd. Według mojego mniemania, z osądem historii drugiej połowy lat '40 i późniejszych, trzeba jeszcze długo poczekać. Przepraszam za OT, po prostu taka refleksja osobista ;)

    I żeby nie było, nie mam poglądów lewicowych. Prawicowych zresztą też nie.

    I jeszcze ad rem.

    Pytanie, czy warto? Warto, bezwzględnie! Choćby ze względu na osoby, które w tej gazecie się wypowiadają.

    Drogi Andreasie, wydaje mi się, że bardziej istotne od tego kto pisze, jest to co pisze i jak. O wartości publikacji powinna przede wszystkim świadczyć jej treść merytoryczna, a w mniejszym stopniu osoba autora.


  4. Albo decentralizujemy, albo centralizujemy. Jedno z dwojga. Na dwóch stołkach siedzieć się nie da. Nieważne co - ważne, żeby to było zrobione porządnie...

    I to jest celna uwaga :)

    Słusznie, albo rybki, albo akwarium. Dobry przykład decentralizacji mamy już w swojej własnej historii, dopóki ktoś nie zechciał tego "poprawiać" (słynny Zyziu III) całkiem nieźle to funkcjonowało. Oczywistym jest, że pewne instytucje muszą mieć charakter centralny, ale wiele można oddać samorządom lokalnym. Podobnież z finansami, zakładam, że do budżetu centralnego oddaje się jakiś tam procent, a większość zostaje do rozporządzenia lokalnie. Obecnie jest odwrotnie.


  5. Mam parę uwag do tej polemiki.

    Do tego fatalne stosunki z sąsiadami, a nawet ich brak

    O ile mnie pamięć nie myli, to właśnie za Piłsudskiego unormowano stosunki z Wolnym Miastem Gdańsk, podpisano z Niemcami i Sowietami pakty o nieagresji. To chyba nie tak najgorzej.

    Ponadto spotkałem się z informacją, że Piłsudski wydał rozkaz iż "lotnictwo wojskowe służyć ma tylko do wywiadu".

    Wypadało by podać i źródło takiej informacji, i jeszcze czas, w jakim te słowa padły (jeśli padły). Byłbym ostrożny w formułowaniu tak śmiałych tez, gdyż nie mają one pokrycia w faktach. A fakty są miażdżące, jak poniżej.

    Słynna afera Francopolu miała miejsce przed zamachem majowym, przemysł lotniczy był żaden. Natomiast słynne zakłady Skody, produkujące potem silniki lotnicze do 1939, zostały sprowadzone do Polski po zamachu majowym. Podobnie z PZL, powstał również po 1926 i nieźle się rozwinął. To przed zamachem majowym gen. Zagórski zakupił we Francji ogromne ilości samolotów zupełnie niepotrzebnych (np. 250 szt. SPAD 61C1), które w większości zestarzały się nieużywane. To po zamachu majowym marsz. Piłsudski wydał wytyczne dot. lotnictwa, dzięki czemu już w 1927 Sztab Generalny opracował "Wytyczne dla organizacji lotnictwa", co zaskutkowało pojawieniem się w I poł. lat '30 nowoczesnych na owe czasy samolotów myśliwskich P-7 i P-11 oraz samolotu liniowego P-23 Karaś. O Lublinie R-XIII nie wspomnę. Dzięki temu Polska w połowie lat '30 miała całkiem jak na swoje możliwości silne i nowoczesne lotnictwo. Błędy popełniono później. To wreszcie za Piłsudskiego Polska jako pierwszy kraj na świecie (o ile się nie mylę) wprowadziła do służby myśliwiec o całkowicie metalowej konstrukcji.

    Wypada jeszcze dodać, że osiągnięcia w dziedzinie przemysłu lotniczego i samego lotnictwa na przełomie lat '20 i '30 miały miejsce w czasie panowania ogólnoświatowego kryzysu, który tak boleśnie dotknął i nasz kraj. To i powyższe absolutnie przeczy tezie, jakoby marsz. Piłudski był hamulcowym dla polskiej myśli lotniczej. Było wręcz odwrotnie.

    Kolejna teza z tekstu jest przywołanie słów prof. Roszkowskiego - "Nie ma wątpliwości, że II RP udała nam się lepiej niż III." Zdaniem profesora w 1918 r. było łatwiej niż w 1989 r. gdyż nie trzeba było budować wszystkiego od nowa. Wystarczyło zreformować.

    Tu przyznam szczerze, nic nie rozumiem. Odwrotnie, to w 1989 wystarczyło reformować, a w 1918 trzeba było zaczynać wszystko od niemalże zera.

    Mylne jest to twierdzenie i złudne, bo w takim zestawieniu najlepiej wypadłaby PRL (zresztą po zaborcach w zależności od województw też trochę odziedziczyliśmy).

    Kontynuując wcześniejsze, po zaborcach nie odziedziczyliśmy praktycznie nic, prócz przemysłu spożywczego, drzewnego, itp. Przemysł maszynowy, chemiczny, elektromechaniczny, jakikolwiek ciężki, to było kompletne zero. Przykładowo lubelska firma Plage&Laśkiewicz (która potem produkowała pierwsze w Polsce samoloty) zajmowała się wyrobem urządzeń dla młynarstwa. Tak mniej więcej wyglądał przemysł odziedziczony po zaborcach. To Czechosłowacja odziedziczyła po CK monarchii solidny przemysł, my nie.

    Jeśli już porównywać II RP to nie z tą obecną a właśnie z PRL.

    Tylko w jakim zakresie? Suwerenności państwowej? Nie za bardzo. Rozwoju gospodarczego? Polemizowałbym, rządy PRL zakończyły się kryzysem i upadkiem systemu ekonomicznego. Tym, że budowano od zera? A to już prędzej.

    Co do pozostałej części polemiki w zasadzie nie mam większych zastrzeżeń, z większością zawartych w niej tez się zgadzam :)


  6. Drogi Bruno, zdaje się, że masz rację, nie doczekałem się odpowiedzi na żadne z postawionych pytań, merytoryczne uzasadnienia są zerowe (nasz rozmówca ma widocznie jakąś tajemną wiedzę, ale skąd - nie wiadomo) :)

    Za to otrzymałem jakiś banalny bełkocik, nie do końca wiem o czym i co ma do rzeczy. Konstrukcja zdań odbiega od poziomu przeciętnego maturzysty i to w dół, więc... :blink:

    A tak jeśli chodzi o mnie, to jestem za większą decentralizacją władzy, przede wszystkim wykonawczej (najbardziej kwestie budżetowe mam na myśli). Ustawodawstwo może w jakimś tam zakresie również, natomiast władza sądownicza moim zdaniem już nie, tu obawiałbym się nadużyć. Oczywiście biorąc pod uwagę obecny stan polskiego sądownictwa, bo jeśli by się poprawił, to czemu nie. Z drugiej strony, ktoś regionalnej władzy wykonawczej musiałby patrzeć na ręce i to w szerszym kontekście, niż lokalny ;)


  7. Użytkownika Normalny Polak (vel Pan k, kk89, Krogulec itp.)

    Czy mam rozumieć, że ten użytkownik ma kilka profili? Jeśli tak, to o ile pamiętam regulamin, za coś takiego należy się ban.

    A mnie chodziło głównie o to, że kolega Normalny Polak chyba nie do końca zrozumiał ideę decentralizacji. Bo jeśli przy centralizacji większość społeczeństwa coś popiera lub nie, to przy decentralizacji niczego to nie zmieni. Co najwyżej, różne opcje spolaryzują się regionalnie, to wszystko.

    I jeszcze chciałem, żeby nasz interlokutor wyrażał się jaśniej, aby można było zrozumieć, o co mu chodzi. Przybrał sobie nick, który moim zdaniem do czegoś zobowiązuje, czyli do używania poprawnej, literackiej polszczyzny i wyrażania myśli w sposób jasny i zrozumiały, do poprawnej konstrukcji zdań. A tu z przykrością stwierdzam, że tak nie jest.

    Tak BTW, mało mnie jego osobiste poglądy na różne sprawy obchodzą i sądzę, że większość użytkowników również, zupełnie nie rozumiem, po co się z nimi uzewnętrznia i co to ma do rzeczy w temacie? Ale widać tak lubi, jego sprawa (względnie moderatora), nie zamierzam z tym polemizować ;)


  8. Od kiedy i z jakiego powodu Hitler posługiwał się nazwiskiem/przydomkiem Wolf?

    Są różne wersje. Według jednych, że używał określenia Wolf, czy też Herr Wolf w latach '20 w celach powiedzmy konspiracyjnych, inna wersja, że Wolf albo Wolfi tylko dla najbliższego grona, też w latach '20, jeszcze innu twierdzą, że we wczesnych '30.

    Informacje użyciu określenia jako przykrywki w początkowych latach swojej politycznej działalności podaje np. Thomas Fuchs w książce "A concise biography of Adolf Hitler" (Berkeley Books, N. Jork 2000) na str. 17-18. Pisze też, że mogło to się wziąć z tego, że gemańskie imię Adolf pochodzi od starogermańskiego "szlachetny" (Altha, Adal) oraz "wilk" (Wolfa, Wolf).


  9. Mieszkam za granicą, nie mam konta w polskim banku i nie mogę zrobić przelewu do Polski za versiju papierowu.

    Ależ możesz wykonać taki przelew bez większego problemu, nawet z Białorusi (bo tam faktycznie nie jest to takie proste, ale wykonalne; w zachodnim, cywilizowanym świecie to proste jak barszcz). Ja, bankowiec Ci to mówię ;)

    Na e-book szanse są marne, książka jest zbyt świeża, ale używaną z antykwariatu czy na Allegro myślę, że można złapać. Nie ma innego wyjścia, obawiam się...

    Jeśli jesteś kolego Rubey z Białorusi i bardzo Ci zależy, to informuję, że czasami bywam w tym kraju, więc mogę książkę przywieźć w razie czego (ale znaleźć musisz ją sam, ja tylko zakupię). Jeśli jesteś natomiast z Rosji czy Ukrainy, to wierz mi, nie ma problemu z przelewem najmniejszego.


  10. Naszym kraju spora część społeczeństwa nie zgadza się na aborcje i śluby gejowskie ale ich protesty i podpisy są ignorowane .

    Jakieś uzasadnienie merytoryczne tej wypowiedzi można poprosić? I ile to jest "spora część społeczeństwa"?

    A tak w ogóle, co to ma do centralizacji, bądź decentralizacji? Bo jakoś nie rozumiem za bardzo ;)

    Tak BTW, to i jedno i drugie nie jest obecnie w Polsce dozwolone, więc już nic nie kumam, o co szanownemu rozmówcy chodzi...

    Ludzie sami powinni zdecydować o sprawach społecznych . Gdy pozwolono na to naszym kraju śluby i parady gejowskie były by zakazane . Ludzie mogli by posiadać broń.

    Z pierwszym zdaniem całkowicie się zgadzam. Ale co do dwóch pozostałych, to też prosiłbym o merytoryczne uzasadnienie takich twierdzeń.

    I znowu, bo ja chyba jakiś wczorajszy jestem, to są u nas jednak dozwolone małżeństwa osób tej samej płci? Od kiedy?

    I jak to się ma do decentralizacji, byłby kolega tak uprzejmy swą tajemną myśl rozwinąć?

    A z bronią to już zupełnie kolegi nie rozumiem. Ja np. posiadam 6 szabel, 4 szpady, 5 bagnetów, kordzik, sztucer i muszkiet. Całkowicie legalnie i oficjalnie, kupiłem wszystko bez najmniejszego problemu :)


  11. Viss, z tym Trafalgarem nie chciałem weryfikować zwartości Twojej biblioteczki (tak jakoś głupio to wyszło, przepraszam), ale myślałem że pozwoli nam to przeanalizować odporność na ogień działowy (czy odwrotnie: skuteczność dział) okrętów liniowych.

    Maxgallu, broń Boże tak tego nie odebrałem, chciałem się tylko usprawiedliwić, że odpowiedź zajmie mi trochę czasu, bo jest sporo materiału do przeczytania i to w języku angielskim :)

    Posiedziałem więc trochę nad materiałami, najbardziej liczyłem na listy adm. Collingwood'a i wyciąg z dziennika pokładowego Bellerophon'a, ale nie za wiele tam znalazłem. Wynik dotychczasowych poszukiwań jest następujący:

    1. Najbardziej poturbowane z bitwy wyszły Bellerophon właśnie, oraz Tonnant. Na tym pierwszym trzykrotnie wybuchał pożar, za każdym razem ugaszony przez załogę. Stracił dwa maszty, główny i bezan.

    2. Niewiele jest o uszkodzeniach Victory, zdaje się, że wcale nie były tak wielkie. Okręt adm. Nelsona prowadził głównie walkę z Redoubtable masakrując burtę i artylerię tego ostatniego. Ogień prowadzony był z odległości "na lufę" (lufy dział obu okrętów prawie się stykały), wskutek czego brytyjscy marynarze wręcz gasili pożar na burcie Redoutable aby ogień nie przeniósł się na Victory. Największe straty w ludziach ponieśli Brytyjczycy od ognia muszkietowego (tudzież ze sztucerów) prowadzonego z pokładów i masztów przeciwnika. Francuzi zaś, według szacunków brytyjskich stracili 300-400 ludzi, głównie od ognia artyleryjskiego z bliskiej odległości.

    3. Royal Sovereign stracił prawie wszystkie maszty prócz formasztu, który jednak został rozchwiany. Pamiętajmy też, że ten okręt był najdłużej w bitwie, pierwszy wszedł do walki.

    4. Uszkodzenia na pozostałych jednostkach brytyjskich: Belleisle stracił wszystkie maszty w ciągu pierwszej godziny walk; Leviathan zniszczone ożaglowanie i olinowanie. Więcej nie znalazłem.

    W liście adm. Collingwood'a z 22 października, więc dzień po bitwie, znalazłem taki zapis dot. uszkodzeń okrętów:

    The whole fleet were now in a very perilous situation; many dismasted; all shattered; in thirteen fathom water, off the shoals of Trafalgar; and when I made the signal to prepare to anchor, few of the ships had an anchor to let go, their cables being shot: but the same good Providence which aided us through such a day preserved us in the night, by the wind shifting a few points and drifting the ships off the land, except four of the captured dismasted ships, which are now at anchor off Trafalgar, and I hope will ride safe until these gales are over.

    W skrócie informacja jest taka, że flote jest w bardzo kiepskim stanie, poszarpane są wszystkie jednostki, wiele bez omasztowania, w trzynastu zebrało się wody na sążeń, w kilku pourywały się kotwice. Zaledwie kilka okrętów nadawało się do akcji w dniach następnych bez więszych napraw.

    Na anglojęzycznej Wiki jest zestawienie strat okrętów, niestety z błędami. Poniżej poprawna lista, którą sporządziłem na podstawie kopii oryginalnego raportu z 4 listopada 1805:

    Victory: 57 zabitych, 75 rannych

    Royal Sovereign: 47 zabitych, 94 rannych

    Britannia: 10 zabitych, 42 rannych

    Temeraire: 47 zabitych, 76 rannych

    Prince: bez strat

    Minotaur: 3 zabitych, 22 rannych

    Revenge: 28 zabitych, 51 rannych

    Conqueror: 3 zabitych, 9 rannych

    Leviathan: 4 zabitych, 22 rannych

    Ajax: 2 zabitych, 9 rannych

    Orion: 1 zabity, 23 rannych

    Agamemnon: 2 zabitych, 7 rannych

    Spartiate: 3 zabitych, 20 rannych

    Africa: 18 zabitych, 44 rannych

    Neptune: 10 zabitych, 34 rannych

    Drednaought: 7 zabitych, 26 rannych

    Tonnant: 26 zabitych, 50 rannych

    Mars: 29 zabitych, 69 rannych

    Bellerophon: 27 zabitych, 123 rannych

    Belle Isle: 33 zabitych, 93 rannych

    Colossus: 40 zabitych, 160 rannych

    Achille: 13 zabitych, 59 rannych

    Polyphemus: 2 zabitych, 4 rannych

    Swiftsure: 9 zabitych, 8 rannych

    Defence: 7 zabitych, 29 rannych

    Thunderer: 4 zabitych, 12 rannych

    Defiance: 17 zabitych, 53 rannych

    Razem zabitych: 449; rannych: 1241; łącznie: 1663. Zaznaczyć trzeba, że największe straty osobowe ponieśli Brytyjczycy od ognia muszkietowego, jak już pisałem przy okazji Victory.

    Przy okazji natrafiłem na ciekawostkę dot. ściśle walki ogniowej. Opis znalałem w następującej publikacji - Archibald Duncan: The British Trident; or, Register of Naval Actions; including authentic accounts of all the most remarkable engagements at sea, in which The British Flag has been eminently distinguished; From the Period of the memorable Defeat of the Spanish Armada to the present time., vol. 5, Albion Press, Londyn 1806, s. 36, we wstępie do bitwy pod Trafalgarem:

    He [Nelson] had been particular in recommending cool steady firing in preference to a hurrying fire, without aim or precision, and the event justified his lordship's advice, as the masts of his oponents came tumbling down on their decks, and over their sides, within half an hour after the battle began to rage in its full fury.

    Wynika z tego, że zwyczajowo strzelano nie przywiązując zbyt wielkiej wagi do celowania, a raczej do zasypywania przeciwnika ogniem. Nelson przełamał tę praktykę.

    W ogóle analizując bitwę pod Trafalgarem dochodzę do wniosku, że i w tym przypadku Brytyjczycy dążyli do zwarcia, obezwładnienia przeciwnika i zdobycia jego orkętów. Szyk flot połączonych, francuskiej i hiszpańskiej miał raczej charakter obronny i był nastawiony na walkę ogniową z dystansu. Zresztą straty koalicjantów są znacznie wyższe niż brytyjskie.

    Jeszcze znalazłem ciekawy przypadek, o czym wspominał Pancerny, czyli co się dzieje, jak jeden okręt jest otoczony przez dwa inne. Ha, muszę zweryfikować swoje wcześniejsze wypowiedzi jako nie do końca poprawne.

    Otóż, taki Bellerophont pod Trafalgarem walczył ogniowo przeciwko pięciom okrętom przeciwnika na raz! I wyszedł z tej walki zwycięsko, z tym tylko, że przy pomocy innych okrętów. Temeraire natomiast walczył z dwiema jednostkami przeciwnika, tu jednak doszło do abordażu. Brytyjczyk wspierał Victory w walce, jednocześnie tłukąc z dział i walcząc wręcz na pokładzie. Do walki ruszyli wszyscy, którzy byli się wstanie na okręcie poruszać o własnych siłach, bądź chociaż unieść broń (np. na leżąco).

    Podsumowując to, co poczytałem. Okręty liniowe, istotnie były bardzo solidne, co jednak nie przeszkadzało artylerii innego okrętu w zmasakrowaniu jego załogi i artylerii. Najsłabszym elementem jak widzimy był układ napędowy, czyli omasztowanie, olinowanie, ożaglowanie. To jednak nie wytrącało okrętu z walki, a szkody był potem szybko usuwane, trudniej było uzupełnić moim zdaniem dobrze wyszkoloną załogę.


  12. Zgadza się. Każde państwo wprowadza szereg regulacji prawnych dotyczących prawa morskiego, w tym i Polska. Są to prawa wewnętrzne, dotyczące jednostek, które pływają pod ściśle określoną, czyli danego państwa banderą. W Polsce tych przepisów jest całkiem sporo, długo by wymieniać. Do tego dochodzą przepisy wewnętrzne armatora.

    Wymóg jest tylko jeden, nie mogą stać w sprzeczności z regulacjami międzynarodowymi. Ja odniosłem się w poprzednim poście tylko do tych ostatnich, bo jak rozumiem, o takich rozmawiamy tutaj. Yachtingiem się nie interesowałem, więc nie wiem.


  13. Obawiam się Mój Drogi, że kolega pipen15 raczej Ci nie odpowie ;)

    Chyba zdał sobie sprawę z banialuków jakie nawypisywał. Moim zdaniem, informacje, o których pisze wcale nie są tak łatwo dostępne. Ja np. jeśli chodzi o pożyczki zagraniczne to wiem tylko o kredycie od Francji w kwocie 375 mln. Franków Francuskich z 1919 roku, powiększonej w roku następnym, lecz nie wykorzystanym w kwocie zwiększonej w pełni. Stanowiło to mniej więcej 1% ogólnych wydatków Francji w 1920 i zdaje się ok. 10% budżetu Polski za ten sam okres (budżet Polski w 1920 ok. 12 mld. Marek Polskich, czyli +/- 3 mld. Franków Francuskich). Popraw mnie proszę jeśli się mylę, bo dość karkołomnie to liczyłem. Zresztą inflacja, która panowała wtedy zarówno w Polsce jak i we Francji czyni nieliche psikusy.

    Następna pożyczka w kwocie 400 mld. Franków Francuskich wynikała z konwencji wojskowej podpisanej pomiędzy Polską a Francją w 1921.

    Brytyjczycy dostarczyli nam nieco sprzętu za darmo, Francuzi sprezentowali nam wyposażenie Armii Hallera. Z innymi krajami mieliśmy barter, np. z Austrią wymieniliśmy karabiny i amunicję za ziemniaki, z Węgrami amunicję za węgiel. Amerykanie sprezentowali nam znowuż zboże.

    No ale moja wiedza jest dość nikła, na dodatek mogłem się rąbnąć, więc jeśli kolega pipen15 wie coś więcej i ma na to źródła, to ja z przyjemnością wysłucham :)


  14. Niestety mylisz się. Czy też raczej autor "opracowania", na które się powołałeś.

    W stosunku do jednostek żaglowych obyczaje są nieco inne, to prawda. Ale to wciąż tylko obyczaje Drogi Secesjonisto, nie wprowadzaj ludzi w błąd ;)

    W krótkim omówieniu etykiety flagowej (na:

    http://fri.info.pl/od-etykiety-do-flagi-grenlandii/

    ) wyraźnie autor zaznaczył:

    (...) Pod prawym salingiem grotmasztu wywiesza się banderę odwiedzanego kraju na jego wodach terytorialnych (jest to wymóg prawny) lub banderę odwiedzonego państwa,(...)

    W takim razie ja poproszę o podanie konkretnego przepisu międzynarodowego, który to reguluje, wraz z jego przytoczeniem w pełnej treści :)

    Nie wiem skąd niejaki pan Wacek Sałaban, autor artykułu na podanej stronie internetowej, czerpał swoją wiedzę, bynajmniej nie z międzynarodowych regulacji prawnych. Tak dla przypomnienia, międzynarodowe prawo morskie regulowane jest min. przez:

    - deklarację barcelońską,

    - konwencje o bezpieczeństwie życia na morzu,

    - konwencja o liniach ładunkowych,

    - konwencja o Międzyrządowej Morskiej Organizacji Doradczej,

    - konwencje brukselskie (i te są dla naszej dyskusji najważniejsze, było ich łącznie kilkanaście, pierwszą wydano w 1910),

    - konwencje genewskie.

    Praktyka wieszania bandery państwa, na którego wody terytorialne się wpływa, bądź zawija do portu jest li tylko prawem zwyczajowym. Jak ktoś nie chce zawiesić, to nie zawiesi i żadnych konsekwencji nie poniesie. Najwyżej go obgadają i tyle, bo to praktyka i dobry obyczaj tylko.

    A skoro mamy się przerzucać cytatami, to proszę bardzo:

    Statek handlowy, znajdujący się na wodach wewnętrznych, a w szczególności w portach obcego państwa podlega jako całość miejscowemu prawu. Zewnętrzną oznaką tego jest zwyczajowo praktykowane niekiedy podnoszenie flagi tego państwa na przednim maszcie wchodzącego do portu statku; flaga ta wisi zazwyczaj na maszcie przez cały okres postoju statku w porcie. Statek w porcie zagranicznym nie przestaje jednak podlegać równocześnie prawu swojej bandery, które reguluje jego stosunki wewnętrzne.

    Źródło: Jan Łopuski: Poradnik prawny dla kapitanów i oficerów morskich statków handlowych, Wyd. Komunikacyjne, Warszawa 1956, s. 17.

    Podobnież o tym w: E. Koczorowski, J. Koziarski, R. Pluta: Zwyczaje i ceremoniał morski, Wyd. Morskie, Gdańsk 1972, ss. 49-50.

    Jedynym obowiązującym wszystkich prawem w kwestii bandery jest konwencja genewska z 29.04.1958 o morzu pełnym, dokładnie reguluje to art. 4 konwencji. Wcześniejsze ustalenia pochodziły z konwencji barcelońskiej z 1921. Każdy statek musi posiadać przynależność państwową, a zewnętrzną oznaką tego jest bandera. I to wszystko, nic więcej nie ma, bo być nie może.

    Źródło: Stanisław Matysik: Podręcznik prawa morskiego, PWN, Warszawa 1963, ss. 82-83.

    I nie musisz mi Drogi Secesjonisto wytłuszczać w tekście pojedynczych słów czy zdań, czytać umiem (netykieta się kłania). Pomijam, że wytłuściłeś informacje nieprawdziwe. Niestety, źródła internetowe są często ułomne, a żeglarze (bo przypuszczam, że pan Wacek Sałaban jest żeglarzem) mają już taką tendencję do wypisywania rzeczy, które nie do końca są prawdziwe ;)

    Inną kwestią jest, że teoretycznie taki wymóg może być narzucony przez prawo miejscowe danego kraju, ale to zupełnie inna historia.

    Z bardziej dostępnych i jednocześnie przystępnych źródeł odnośnie regulacji prawnych polecam: Edmund J. Osmańczyk: Encyklopiedia Spraw Międzynarodowych i ONZ, PWN, Warszawa 1974, ss. 72-73, hasło - Bandera.


  15. To powinno Was zaciekawić " Tak było w Bieszczadach Walki polsko-ukraińskie" Grzegorz Motyka

    Bardzo dobra pozycja, potwierdzam. W ogóle pan Motyka jest jak dla mnie bardzo rzetelnym historykiem, jego prace mają doskonałą bazę źródłową, są dopracowane, merytorycznie bez zarzutu. Nie pozwala sobie na konstruowanie kontrowersyjnych tez, tam, gdzie nie da się wyciągnąć jednoznacznych wniosków, pozostawia kwestie otwarte. Również polecam :)


  16. Jedyna uwaga jest się taka, że Włosi raczej nie manewrowali, tylko próbowali jak najszybciej schronić sie pod osłonę dział w Lesinie (Hvar).

    O, tego mi nie powiedziałeś. Ale to ma sens, uciekali, czyli manewrowali, bo przecież prowadzili walkę ogniową. Brytyjczycy, zdając sobie sprawę ze swojej siły na mniejszym dystansie, dążyli do starcia, w końcu mieli 7 karonad na burcie przeciw jednej. Logiczne więc, że Włosi próbowali zniszczyć ożaglowanie Active, znając swoją słabość, a mając jednocześnie bardziej do takiej walki predystynowaną artylerię. Active jednak dogonił Coronę i ją poturbował. A ponieważ Brytyjczycy ciągle gonili Coronę (bo tak można moim zdaniem wnioskować), więc pojedynek trwał aż 45 minut. To ma sens.

    Przy okazji taka refleksja, po różnicy uzbrojenia obu jednostek widać, kto jakiej hołdował taktyce walki.

    Edit: I nie lekceważyłbym roli/możliwości 18-funtówek. ;)

    Zgoda, ale w porównaniu z 32-funtową karonadą na krótkim dystansie, to osiemnastki nie mają za dużych szans. Tym bardziej, że karonadę się szybciej przeładowuje. Poza tym oba okręty miały równą liczbę dział 18-funtowych, więc tu remis, przewaga była w większych wagomiarach, których Włosi praktycznie nie mieli.

    Jeżeli masz jakieś dobre (szczegółowe) opracowanie Bitwy pod Trafalgarem (ja niestety mam tyko jakieś ogólne opisy), można by sie pokusić o analizę uszkodzeń okrętów które prowadziły brytyjskie kolumny (Victory i bodajże Royal Sovereign) - okręty te zostały nieźle poturbowane, a taka analiza mogła by rzucić nieco światła na odporność największych liniowców.

    Opracowania bitwy pod Trafalgarem nie posiadam. Mam za to trochę dokumentów i opracowań z epoki, min. The naval chronology of Great Britain 1803-1816, The new annual register for the year 1805, The naval history of Great Britain, 1783-1822 z 1822, The naval gazeteer, 1803-1815, jakieś Naval chronicles (niestety nie wszystkie tomy), jakieś wspomnienia, listy z admiralicji, itp. Trochę mi zajmie czasu przestudiowanie. Mam jeszcze dostęp do rejestrów większości brytyjskich okrętów z tamtego okresu, może tam coś wygrzebię.

    Krzysztof Gerlach to moim zdaniem nalepszy w Polsce fachowiec od okrętów żaglowych, ich walki, bitew tamtych czasów, itp. Jest takie forum, na którym kiedyś się udzielał, ale zdaje się, że już nie. Obawiam się więc, że musimy liczyć na własne siły ;)

    Pozdrawiam.


  17. Matko, Viss, gdybym tak rozpoczął wiadoość do mojego Bosa (lub do Bosa Bosa) to z pewnością by rozszerzył zakres moich badań okresowych (co najmniej o psychologiczne).

    No do szefa to raczej porażka, podejrzenia o problemy z psychiką murowane :lol:

    Ale tak poważnie, mam paru znajomych, z którymi witam się w ten sposób. Oczywiście nie w każdych okolicznościach. ;)


  18. Tak, jak już tu powiedziano. Wszystko zależy od okoliczności, częstotliwości wymiany korespondencji, jej formy, adresata, stopnia zażyłości, rodzaju maila, itp. Jednym słowem tak wielu czynników, że można chyba książkę na ten temat napisać. "Witam" mnie nie razi, choć czasami brzmi hmmm... Nieco dziwnie ;)

    Wydaje mi się, że nasza mowa ojczysta jest na tyle bogata, iż można znaleźć wiele form na rozpoczęcie i zakończenie maila.

    Mnie, jako człowiekowi sentymentalnemu i starej daty, brakuje np. w dzisiejszych czasach pewnego starego i bardzo sympatycznego zwrotu - "Czołem Panie Bracie". Choć jest paru osobników, z którymi witam się właśnie w ten sposób ;)

    I gwoli wyjaśnienia, czasami zwracam się do niektórych osób per "Drogi" lub "Mój Drogi". Jest to z mojej strony wyraz szacunku i sympatii :)

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.