Jump to content

Vissegerd

Przyjaciel
  • Content count

    4,205
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Vissegerd

  1. Co sądzicie o słynnej szarży Lekkiej Brygady brytyjskiej na pozycje rosyjskie w bitwie pod Bałakławą? Czy to szaleńczy i romantyczny atak, czy może bezmyślność? Czy w ogóle atak miał szansę gdyby nie popełniono błędów rozpoznania? Bitwa miała miejsce w wojnie Krymskiej, 25 października 1854 roku. Z liczącej 650 szabel brygady zginęło 118 kawalerzystów i 362 konie, 134 jeźdźców zostało rannych. Ponad 50 żołnierzy dostało się do rosyjskiej niewoli, z czego połowa zmarła, zaś reszta wróciła po wojnie do kraju. Zapraszam do dyskusji
  2. Piotr Stołypin

    Piotr Stołypin (Piotr Arkadiewicz Stołypin, ros. Пётр Аркадьевич Столыпин; 14 kwietnia 1862 - 18 września 1911), polityk rosyjski, 1906-1911 premier i minister spraw wewnętrznych w okresie rządów Mikołaja II Aleksandrowicza (1894-1917). Urodził się 14 kwietnia 1862 (2 kwietnia wg kalendarza juliańskiego) w Baden-Baden. Od kwietnia 1906 minister spraw wewnętrznych od lipca jednocześnie premier. Stosował terror w walce z ruchem rewolucyjnym, okres jego władzy określany jest jako reakcja stołypinowska. W 1907 rozwiązał Dumę, zmienił ordynację wyborczą i znacznie ograniczył uprawnienia parlamentu sprowadzając go do instytucji fasadowej. Jednocześnie Stołypin dążył do modernizacji państwa. Wspólnie ze swoimi współpracownikami takimi jak Aleksandr Kriwoszein i Andrzej Andrzejewicz Køfød, przeprowadził zakrojoną na szeroką skalę reformę rolną. Zdania historyków na temat działań Stołypina są bardzo różne. Stołypin został śmiertelnie raniony w zamachu 14 września 1911 (1 września wg kalendarza juliańskiego) przez eserowca mającego powiązania z carską tajną policją Ochrana Dymitra Bogrowa w Kijowie i zmarł 18 (5) września. Tyle wikipedia, to zaledwie garść informacji. Według niektórych był brutalnym i krwawym premierem, likwidującym jakikolwiek opór i knowania bez litości, wysyłającym w kibitkach na Sybir przeciwników politycznych. Z drugiej strony, jego zasługi w "cywilizowaniu" Syberii, reformie produkcji rolnej (spółdzielnie), plany na przyszłość Imperium Rosyjskiego są nie do podważenia. Ponoć planował, że w latach '20 takie kraje jak Polska czy Finlandia powinny uzyskać autonomię, aby po kolejnych 20 latach stały się państwami w pełni suwerennymi, w ten sposób w sojuszu z Rosją. Takie plany dotyczyły też innych obszarów Cesarstwa. Stołypin doskonale rozumiał, że nie da się w XX wieku trzymać brutalnie pod butem tylu narodów, przewidział krótkowzroczność takiej polityki. Był chyba najwybitniejszym premierem Rosji, późniejszy rząd księcia Lwowa to nawet nie namiastka gabinetu naszego bohatera. Co sądzicie o tej postaci? Istnieją tezy, że gdyby nie jego przedwczesna śmierć, to być może uniknięto by I WŚ, a przynajmniej Rosja nie wzięłaby w niej udziału. Dla mnie osobiście, to największy polityk rosyjski XX wieku. Zapraszam do dyskusji :wink:
  3. Już od dłuższego czasu ciekawi mnie postać przedostatniego księcia legnicko-brzeskiego z linii Piastów, Chrystiana Legnickiego (ur. 19 kwietnia 1618 zm. 28 lutego 1672). Brał udział w wojnie 30-letniej, a od roku 1635 przebywał w Kiejdanach na Litwie, gdzie uczęszczał do szkoły kalwińskiej. Poznał dobrze Radziwiłłów, Bogusław był jego kuzynem (przez matkę, siostrę matki Chrystiana), króla Jana Kazimierza (Maria Ludwika była nawet matką chrzestną córki księcia Chrystiana). Znał wiele języków, w tym bardzo dobrze polski. Brał też udział w walkach ze Szwedami na Śląsku, gdzie bronił obleganego Brzegu w roku 1642, a w 1645 dostał się do szwedzkiej niewoli. Wyczytałem, że po abdykacji Jana Kazimierza przymierzał się do objęcia tronu polskiego. Wiele go do tego predysponowało. Był nie tylko Piastem (przedostatnim niestety), ale po kądzieli spokrewniony z Jagiellonami. Jego praprababką była Zofia Jagiellonka, córka Kazimierza Jagiellończyka (wyszła za mąż za Fryderyka Hohenzollerna, margrabiego brandenburskiego na Ansbach i Bayreuth, z którym miała córkę Zofię, późniejszą żonę Fryderyka II, księcia legnickiego i pradziadka Chrystiana). Jak wiemy, szlachta dokonała wyboru Michała Korybuta Wiśniowieckiego, bo chciała na tronie RON "piasta". Skoro tak, to czemu nie wybrano właśnie księcia Chrystiana, który nie dość, że wprost pochodził z polskiego rodu królewskiego, skoligacony był z Jagiellonami, to jeszcze pragnął być królem i był polonofilem, mimo długoletniego oderwania Śląska od Korony? Przecież jego autorytet był niezaprzeczalny, a byłaby szansa na wskrzeszenie dynastii. Zyskiwał prestiż Rzeczpospolitej. Jak by nie patrzeć, same korzyści. Co wiemy o elekcji 1669 roku, jakie były możliwości? Czy ktoś w ogóle popierał księcia Chrystiana, czy tylko on sam marzył o koronie? Zapraszam do dzielenia się wiedzą i dyskusji
  4. Jak wszyscy wiemy, król Zygmunt III Waza doprowadził do powstania polskiej floty wojennej, co zaowocowało wygraną w bitwie pod Oliwą. Po wygranej, polska flota liczyła 14 okrętów i mogła mieć więcej. Dalsze posunięcia króla doprowadziły jednak do upadku floty w ciągu paru lat. Okręty wysłano do Wismaru, na pomoc Habsburgom, skąd nigdy już nie wróciły. Jak myślicie, dlaczego tak się stało? Czy można było dalej rozwijać naszą flotę? Co by nam to w przyszłości dało? Jakie błędy popełnił Zygmunt III? Czy mieliśmy szansę stać się potęgą morską na Bałtyku albo przynajmniej liczącą się siłą? Zapraszam do dyskusji :arrow: Również w temacie: http://www.historia.org.pl/forum/viewtopic.php?t=4698
  5. Za panowania Jagiellonów możemy mówić o trzech przypadkach pojawienia się floty polskiej na Bałtyku. Po raz pierwszy pojawiają się gdańska oraz elbląska floty kaperskie podlegające dowództwu królewskiemu podczas wojny Trzynastoletniej. Flota ta działa skutecznie od roku 1457 do końca wojny, jej dowódcą jest Jan Skalski. Po raz drugi, mamy do czynienia z flotą kaperską za panowania Zygmunta I. Tym razem już sam król powołuje do życia flotę w 1517 roku oraz zaciąga oddziały piechoty morskiej. Pierwszym kapitanem na służbie królewskiej jest Adrian Flint. Okręty zakończyły służbę po pięciu latach, po zawarciu rozejmu z Moskwą. Po raz trzeci, siłami morskimi zainteresował się Zygmunt August. Od roku 1560 król tworzy "Straż morską", a od 1564, z chwilą wybuchu wojny północnej rozwija do rozmiarów floty, w szczytowym okresie do 20 okrętów. Spotykamy wtedy postać wiceadmirała Michała Starosty, jednego z pierwszych rdzennych Polaków na tym stanowisku. Byli jeszcze inni sławni żeglarze polskiego pochodzenia, Mateusz Scharping, Jerzy Dunin-Wąsowicz. Jak myślicie, dlaczego nie przekształcano flot kaperskich w stałe? Okazuje się, że całkiem nieźle radziliśmy sobie na morzu. Czy uważano wtedy, że flota jest nam potrzebna tylko w czasie wojny? Napiszcie proszę co wiecie na temat wymienionych przedsięwzięć morskich, albo pytajcie o to, czego chcielibyście się dowiedzieć Zapraszam serdecznie do dyskusji :wink:
  6. Czy generał Charles Gordon miał szansę na obronę Chartumu podczas powstania Mahdiego? Jak wiemy dowodził obroną miasta od lutego 1884 roku do 26 stycznia 1885 roku, kiedy to mahdyści po udanym szturmie zdobyli miasto. Jakie błędy popełnił? Dlaczego nie ewakuował miasta tak, jak miał przykazane? Jaka jest Wasza opinia na temat obrony Chartumu? Czy to w ogóle miało sens? Czy miała szansę do Gordona dotrzeć odsiecz Wilsona? Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji
  7. Przepraszam najmocniej, ale... Po pierwsze, proponuję nie wypowiadać się w imieniu "Polaków znających fakty", tylko w swoim własnym. Nie życzę sobie, żeby ktoś wypowiadał się w moim imieniu bez upoważnienia, nie wiedząc co myślę. A wydaje mi się, że fakty co nieco znam. Po drugie, słusznie Kolega zauważył, że : Obecnie rozróżniamy zwykłe bandy rabunkowe od oddziałów UPA, będących jak najbardziej partyzantką. To, że byli wrogami państwa polskiego (i nie tylko polskiego), nie oznacza, że można im odbierać miano partyzantów. Nie mylmy też okresu rzezi na Wołyniu, kiedy to Stepan Bandera siedział w Sachsenhausen, z okresem powojennym, kiedy faktycznie sprawował przywództwo tej organizacji. Po trzecie wreszcie, dość kuriozalnym wydaje mi się wniosek stwierdzający brak wartości historycznych artykułu z powodu negatywnego stosunku (i emocjonalnego chyba przy okazji) do wykorzystanej terminologii. Tym bardziej, że ewentualna wątpliwość dotyczy kwestii bardziej uznaniowej, niż merytorycznej. Naszych partyzantów podczas okupacji nazywali Niemcy również bandytami, tak na marginesie... Pozdrawiam. Temat wydzieliłem Albinos
  8. Zbaraż 1649

    W dniach od 10 lipca do 23 sierpnia 1649 roku trwało oblężenie twierdzy zbaraskiej przez wojska kozacko-tatarskie. Oblężonymi dowodził wojewoda ruski Jeremi Wiśniowiecki, samo miasto i zamek były jego własnością, choć nominalnym dowódcą był regimentarz Andrzej Firlej. Zamek zbaraski był typową polską twierdzą kresową. Mimo, że niewielki, był jednak nowoczesną na tamte czasy twierdzą, wyrazem ówczesnej tendencji w sztuce fortyfikacji tzw. "szkoły staropolskiej". Mała twierdza stanowiła rolę zaplecza dla wojsk działających w polu. Charakterystycznym pomysłem "szkoły staropolskiej" była fortyfikacja polowa. Okopy stały się podstawą prowadzonych walk. Pozwalały szybko przejść od działań zaczepnych do obronnych i odwrotnie. Dawały bezpieczeństwo w razie niepowodzenia, pozwalając w równie krótkim czasie zamknąć się w obrębie wałów i nękając nieprzyjaciela artylerią czekać na odsiecz. Wiśniowiecki zgromadził w Zbarażu 9000 wojska regularnego i 6000 czeladzi. Siły oblegających to około 140 tys. ludzi, z tego większość Kozaków (ok. 100 tys.). Polacy wytrzymali oblężenie i doczekali sie królewskiej odsieczy, choć przeżywali ciężkie chwile. Co sądzicie o tej półtoramiesięcznej bitwie? Co wiecie dokładnie o obrońcach, atakujących, siłach, zapasach, wydarzeniach? Na koniec widok zamku zbaraskiego oraz wałów (stan obecny). Zapraszam do dyskusji, a myślę, że warto Obronę Zbaraża tak pięknie pokazał nam Henryk Sienkiewicz. Na ile ukazał ją wiernie, a na ile minął się z prawdą?
  9. W zupełnie innym temacie natknąłem się na OT, który mnie zaintrygował i natchnął niezmiernie. No właśnie. Pierwsze pytanie, skąd mamy tą informację, tzn. skąd nasz drogi Gregski ją ma? Drugie pytanie, dlaczego niepełna salwa? Ja akurat zajmuję się nieco dziejami (i to raczej późniejszymi niż wcześniejszymi) floty brytyjskiej, a nie znalazłem takiej informacji (co nic nie znaczy, nie uważam się za fachowca). Być może, ktoś wypracował sobie taką taktykę, dowódca okrętu, eskadry czy floty, ale regulacje z epoki nic o tym nie mówią. Owszem, Brytyjczycy np. faktycznie strzelali szybko (jedna salwa co 70-90 sekund), podczas gdy inni oddawali 2-3 salwy na 5 minut. Dowolny ogień ma mały moim zdaniem sens, bo po 2-4 salwach nie ma praktycznie do czego strzelać, okręty są w ruchu. Jeśli poza tym salwa była oddana całą burtą i była skuteczna, to cel ani się nie porusza, ani nie jest już celem z reguły. Na dodatek nie bardzo wyobrażam sobie ogień dowolny na pokładzie działowym, chaos jak diabli... Przestudiowałem dwie publikacje z epoki: His Majesty on Council: Regulations and instructions relating to His Majesty's service at sea, wydania z 1734 (wyd. II, pierwsze było w 1731), 1790 i 1808. John Clerk: An essay on naval tactics, systematical and historical., Londyn 1790. Teoretycznie, w tej drugiej coś powinno być, a nie ma... Wiadomo mi też, że dwie największe floty ówczesnej epoki (tzn. francuska i brytyjska) miały nieco odmienną taktykę walki, opisuje to zresztą publikacja Clerk'a dość dokładnie, ale bez wnikania w salwy. Podręczniki artylerzystów natomiast, kończą się na ćwiczeniach strzelania... Więc jak było z tym strzelaniem salwami na morzu?
  10. Natchnął mnie temat o samolotach, więc założyłem ten, w trochę innym miejscu Nurtuje mnie kilka kwestii. W 1936 w ramach pożyczki z Rambuillet zaoferowano nam czołgi francuskie R-35 i H-35. My chcieliśmy Somua S-35, którego Francuzi (ze zrozumiałych względów) odmówili. Zdecydowaliśmy się na R-35 dopiero w 1939, pierwsze 50 czołgów dotarło do Polski. Nie zdążyły wziąć udziału w walkach, większość została ewakuowana do Rumunii (pierwotnie miały być przydzielone do 10 BKZ). Kolejne 50 sztuk nie doszło do kraju. 6 francuskich maszyn, jako półkompania (3 czołgi ewakuowane z Biura Badań Technicznych Broni Pancernych, pozostałe 3 z nadwyżki sprzętowej) por. J. Jakubowicza, sformowana 14 września w Kiwercach weszło w skład grupy "Dubno" i wzięło udział w walkach z Sowietami oraz Ukraińcami. Wszystkie stracono w walce lub podczas przemarszów. Powstaje pytanie, czy zyskalibyśmy coś, gdyby tych wozów było więcej, sprowadzanych od 1937, czy 10 BKZ i Warszawska BPM mając po batalionie lub dwa czołgów mogły więcej zdziałać? Czy nasze BK wzmocnione tymi czołgami byłyby bardziej efektywnymi jednostkami? Ile moglibyśmy tych maszyn zaimportować do września? Dalej nurtuje mnie kwestia 7-TP. Czołg ten produkowano od 1935 roku. Do połowy 1937 w wersji dwu-wieżowej, potem jednowieżowej. Tych pierwszych 38-40 sztuk, kolejnych do lipca 1939 (czyli przez 2 lata) ok. 100 sztuk. Śmiesznie mało, jak na zdolności produkcyjne naszego kraju. Najbardziej bulwersujące jest zamówienie blach stalowych w 1938 (pod koniec) w hucie Bismarck, która należała do... Niemców. Zamówienia nie zrealizowano oczywiście na czas, stąd w samym 1939 roku wyprodukowano niewiele. Podobno nawet wstrzymano produkcję w pewnym momencie (nie wiem jednak, czy nie z powodu wspomnianych blach). Kolejne 100 czołgów zamówiono dopiero latem 1939. Czy można było jednak wyprodukować więcej? Co by nam to dało? Ostatnia ciekawa IMHO kwestia, to TKS'y. Te znowuż produkowano do końca 1935 roku, osiągając pod koniec spore możliwości produkcyjne - 150 wozów rocznie. Kolejne więc pytanie, czy był sens produkcji tankietki dalej? Prowadzono prace nad 4-TP, ale znowuż czy nie mamy tu do czynienia z historią, że lepsze jest wrogiem dobrego? Wychodzi na to, że do września można było spokojnie doprodukować ok. 500 TKS, tym samym większość polskich WJ miałaby kompanię rozpoznawczą tych wozów. Czy coś by nam to dało? I jeszcze jedna kwestia tutaj. Dopiero od jesieni 1938 część wozów zaczęto przezbrajać w 20 mm. nkm-y polskiej produkcji. A przecież można było wcześniej zakupić działka Solothurn czy Madsen, znacznie wzmacniając tym samym siłę ognia. Tankietki wprawdzie słabo opancerzone, ale ze względu na wymiary trudne do trafienia, a niemieckie PzKpfw-I miały tylko karabiny maszynowe, PzKpfw-II również działko 20 mm. Był to gross niemieckich sił pancernych. Tankietka nie nadawała się do ataku, ale do działań rozpoznawczych, osłonowych i wsparcia piechoty już całkiem nieźle się sprawiała. Czy więc tutaj też przypadkiem nie pokpiliśmy sprawy? Na koniec historia oferowanych przez Francuzów czołgów Renault, modele D-1 i D-2. Czołg istotnie, nieco przestarzały, ale jednak. Tych pierwszych mogliśmy otrzymać 100 sztuk, drugich 175 sztuk. I to od ręki, służyły w koloniach, głównie w Algierii. Czy nie jest tak, że lepiej mieć stary sprzęt niż nie mieć nic? Wydaje mi się, że z takimi PzKpfw-I czy PzKpfw-II poradziłyby sobie doskonale, w końcu miały i lepsze opancerzenie, i uzbrojenie. Co o tym sądzicie? Pozdrawiam.
  11. Meżczyzna metroseksualny

    Po pewnej dyskusji na innym forum, gdzie "oberwałem lalusiem" , tak mi się nasunęło. Wpadł mi jeszcze w ręce artykuł pt. "Mężczyzna metroseksualny" i tak sobie pomyślałem, że warto temat przeduskutować. No właśnie, co o tym sądzicie? Czy cała ta teoria nie jest aby na wyrost? Czy coś w tym dziwnego, że są faceci, którzy dbają o siebie? Czy może jest to zupełnie niemęskie? Jak postrzegacie to zjawisko... Pozdrawiam.
  12. Uwarzam Rze Historia

    Zgadzam się, dokładnio o to samo mi chodziło. W PRL przewrócono wiele rozwiązań systemowych do góry nogami, nie dość, że niemal od zera, to jeszcze pracowaliśmy w zupełnie nowej rzeczywistości. Obecna Polska miała dużo łatwiej od swoich poprzedniczek, to dość oczywiste moim zdaniem. Zrozumiałem, że autor artykułu, z którym polemizowałeś, twierdził inaczej.
  13. Uwarzam Rze Historia

    Oj Tomaszu, nie wyciągniesz ze mnie konkretnych deklaracji politycznych Ja już gdzieś pisałem, że jestem libertarianinem (nie zagorzałym), w związku z czym, nie popieram praktycznie żadnego ugrupowania politycznego. Wprawdzie niektóre z nich przemycają część uznawanych przeze mnie wartości, ale jest to tylko ułamek moich poglądów. Co do partii p. Palikota, to uważam, że za wcześnie jest jeszcze na jakiekolwiek oceny, zbyt krótko ten twór istnieje. A nauczyłem się już w tym kraju, że u polityków od słów do czynów droga bywa daleka. Przy okazji kolejna refleksja. Z wielką przykrością stwierdzam, że poziom publikacji historycznych, bez względu na lewicowe czy prawicowe zapatrywania autora, miast się polepszać dzięki coraz lepszemu i szerszemu dostępowi do źródeł, systematycznie podupada. Nawet w przypadku poważnych mediów, czy do miana takich pretendujących, oraz szacownych autorów zdarzają się merytoryczne wpadki, czy wręcz delikatne krętactwa bądź po prostu nierzetelność w opisywaniu rzeczywistości. Przykre jest to, że przeciętny czytelnik nie będzie sięgał po inne publikacje na temat, nie będzie też weryfikował podanych treści w źródłach. Zapewne uczyni to niewielka grupa entuzjastów i to wszystko. Oczywiście nie generalizujmy, jest wiele doskonałych publikacji, wielu dobrych i bardzo dobrych historyków, poza tym błąd może się zdarzyć każdemu. Chciałem tylko zauważyć, że pewna nierzetelność staje się coraz bardziej powszechna. Takie po prostu odnoszę wrażenie. Bardzo często jest tak, że na podstawie posiadanej wiedzy trudno jest sobie w historii wyrobić jednoznaczny ogląd. Moim skromnym zdaniem rola historyka polega na tym, aby w publikacji uwzględnić wszelkie możliwe tezy, podać argumenty za i przeciw, pozostawić kwestie otwarte tam, gdzie nie da się postawić jednoznacznego wniosku. Czasem zagadnienie wymaga jeszcze dużo czasu na zbadanie. Jako moim zdaniem doskonały przykład drobiazgowej pracy badacza, weźmy temat z naszego forum dot. Ciepielowa. Jak mozolnie i rzetelnie nasi szanowni koledzy Atrix oraz Tomasz N od paru lat badają fakt po fakcie, dokument po dokumencie, spokojnie i bez emocji, z godnym najgłębszego podziwu uporem, iście benedyktyńsko drążą temat, pozostawiając wciąż wiele kwestii otwartymi. Uważam, że właśnie w taki sposób powinno się podchodzić do wciąż niejasnych zagadnień historycznych, czego niestety wielu publicystów nie czyni, stawiając nader często przedwczesne czy zbyt pochopne wnioski.
  14. Uwarzam Rze Historia

    Drogi Narya, co do niejakiego Kurasia to ja akurat nie mam zdania. Opinie na jego temat są różne, podobnież publikacje. Uważam, że za mało wiem, aby móc wyrobić sobie właściwy i uczciwy osąd. A takie ze mnie już wredne nasienie, że jak czegoś nie jestem do końca pewny, to siedzę cicho Co innego jak badam jakieś zagadnienie, można wtedy i błądzić, i zmieniać zdanie, aż się wypracuje spójny pogląd. Według mojego mniemania, z osądem historii drugiej połowy lat '40 i późniejszych, trzeba jeszcze długo poczekać. Przepraszam za OT, po prostu taka refleksja osobista I żeby nie było, nie mam poglądów lewicowych. Prawicowych zresztą też nie. I jeszcze ad rem. Drogi Andreasie, wydaje mi się, że bardziej istotne od tego kto pisze, jest to co pisze i jak. O wartości publikacji powinna przede wszystkim świadczyć jej treść merytoryczna, a w mniejszym stopniu osoba autora.
  15. Uwarzam Rze Historia

    O! Czytujesz Przegląd, to tak jak ja Zgadzam się, że lewica w Polsce okropnie się zmarginalizowała, a szkoda, bo w każdym demokratycznym państwie potrzebne są obie opcje, w miarę silne.
  16. Centralizacja czy decentralizacja?

    I to jest celna uwaga Słusznie, albo rybki, albo akwarium. Dobry przykład decentralizacji mamy już w swojej własnej historii, dopóki ktoś nie zechciał tego "poprawiać" (słynny Zyziu III) całkiem nieźle to funkcjonowało. Oczywistym jest, że pewne instytucje muszą mieć charakter centralny, ale wiele można oddać samorządom lokalnym. Podobnież z finansami, zakładam, że do budżetu centralnego oddaje się jakiś tam procent, a większość zostaje do rozporządzenia lokalnie. Obecnie jest odwrotnie.
  17. Uwarzam Rze Historia

    Mam parę uwag do tej polemiki. O ile mnie pamięć nie myli, to właśnie za Piłsudskiego unormowano stosunki z Wolnym Miastem Gdańsk, podpisano z Niemcami i Sowietami pakty o nieagresji. To chyba nie tak najgorzej. Wypadało by podać i źródło takiej informacji, i jeszcze czas, w jakim te słowa padły (jeśli padły). Byłbym ostrożny w formułowaniu tak śmiałych tez, gdyż nie mają one pokrycia w faktach. A fakty są miażdżące, jak poniżej. Słynna afera Francopolu miała miejsce przed zamachem majowym, przemysł lotniczy był żaden. Natomiast słynne zakłady Skody, produkujące potem silniki lotnicze do 1939, zostały sprowadzone do Polski po zamachu majowym. Podobnie z PZL, powstał również po 1926 i nieźle się rozwinął. To przed zamachem majowym gen. Zagórski zakupił we Francji ogromne ilości samolotów zupełnie niepotrzebnych (np. 250 szt. SPAD 61C1), które w większości zestarzały się nieużywane. To po zamachu majowym marsz. Piłsudski wydał wytyczne dot. lotnictwa, dzięki czemu już w 1927 Sztab Generalny opracował "Wytyczne dla organizacji lotnictwa", co zaskutkowało pojawieniem się w I poł. lat '30 nowoczesnych na owe czasy samolotów myśliwskich P-7 i P-11 oraz samolotu liniowego P-23 Karaś. O Lublinie R-XIII nie wspomnę. Dzięki temu Polska w połowie lat '30 miała całkiem jak na swoje możliwości silne i nowoczesne lotnictwo. Błędy popełniono później. To wreszcie za Piłsudskiego Polska jako pierwszy kraj na świecie (o ile się nie mylę) wprowadziła do służby myśliwiec o całkowicie metalowej konstrukcji. Wypada jeszcze dodać, że osiągnięcia w dziedzinie przemysłu lotniczego i samego lotnictwa na przełomie lat '20 i '30 miały miejsce w czasie panowania ogólnoświatowego kryzysu, który tak boleśnie dotknął i nasz kraj. To i powyższe absolutnie przeczy tezie, jakoby marsz. Piłudski był hamulcowym dla polskiej myśli lotniczej. Było wręcz odwrotnie. Tu przyznam szczerze, nic nie rozumiem. Odwrotnie, to w 1989 wystarczyło reformować, a w 1918 trzeba było zaczynać wszystko od niemalże zera. Kontynuując wcześniejsze, po zaborcach nie odziedziczyliśmy praktycznie nic, prócz przemysłu spożywczego, drzewnego, itp. Przemysł maszynowy, chemiczny, elektromechaniczny, jakikolwiek ciężki, to było kompletne zero. Przykładowo lubelska firma Plage&Laśkiewicz (która potem produkowała pierwsze w Polsce samoloty) zajmowała się wyrobem urządzeń dla młynarstwa. Tak mniej więcej wyglądał przemysł odziedziczony po zaborcach. To Czechosłowacja odziedziczyła po CK monarchii solidny przemysł, my nie. Tylko w jakim zakresie? Suwerenności państwowej? Nie za bardzo. Rozwoju gospodarczego? Polemizowałbym, rządy PRL zakończyły się kryzysem i upadkiem systemu ekonomicznego. Tym, że budowano od zera? A to już prędzej. Co do pozostałej części polemiki w zasadzie nie mam większych zastrzeżeń, z większością zawartych w niej tez się zgadzam
  18. Centralizacja czy decentralizacja?

    Drogi Bruno, zdaje się, że masz rację, nie doczekałem się odpowiedzi na żadne z postawionych pytań, merytoryczne uzasadnienia są zerowe (nasz rozmówca ma widocznie jakąś tajemną wiedzę, ale skąd - nie wiadomo) Za to otrzymałem jakiś banalny bełkocik, nie do końca wiem o czym i co ma do rzeczy. Konstrukcja zdań odbiega od poziomu przeciętnego maturzysty i to w dół, więc... A tak jeśli chodzi o mnie, to jestem za większą decentralizacją władzy, przede wszystkim wykonawczej (najbardziej kwestie budżetowe mam na myśli). Ustawodawstwo może w jakimś tam zakresie również, natomiast władza sądownicza moim zdaniem już nie, tu obawiałbym się nadużyć. Oczywiście biorąc pod uwagę obecny stan polskiego sądownictwa, bo jeśli by się poprawił, to czemu nie. Z drugiej strony, ktoś regionalnej władzy wykonawczej musiałby patrzeć na ręce i to w szerszym kontekście, niż lokalny
  19. Centralizacja czy decentralizacja?

    Czy mam rozumieć, że ten użytkownik ma kilka profili? Jeśli tak, to o ile pamiętam regulamin, za coś takiego należy się ban. A mnie chodziło głównie o to, że kolega Normalny Polak chyba nie do końca zrozumiał ideę decentralizacji. Bo jeśli przy centralizacji większość społeczeństwa coś popiera lub nie, to przy decentralizacji niczego to nie zmieni. Co najwyżej, różne opcje spolaryzują się regionalnie, to wszystko. I jeszcze chciałem, żeby nasz interlokutor wyrażał się jaśniej, aby można było zrozumieć, o co mu chodzi. Przybrał sobie nick, który moim zdaniem do czegoś zobowiązuje, czyli do używania poprawnej, literackiej polszczyzny i wyrażania myśli w sposób jasny i zrozumiały, do poprawnej konstrukcji zdań. A tu z przykrością stwierdzam, że tak nie jest. Tak BTW, mało mnie jego osobiste poglądy na różne sprawy obchodzą i sądzę, że większość użytkowników również, zupełnie nie rozumiem, po co się z nimi uzewnętrznia i co to ma do rzeczy w temacie? Ale widać tak lubi, jego sprawa (względnie moderatora), nie zamierzam z tym polemizować
  20. Co możesz powiedzieć o Hitlerze?

    Są różne wersje. Według jednych, że używał określenia Wolf, czy też Herr Wolf w latach '20 w celach powiedzmy konspiracyjnych, inna wersja, że Wolf albo Wolfi tylko dla najbliższego grona, też w latach '20, jeszcze innu twierdzą, że we wczesnych '30. Informacje użyciu określenia jako przykrywki w początkowych latach swojej politycznej działalności podaje np. Thomas Fuchs w książce "A concise biography of Adolf Hitler" (Berkeley Books, N. Jork 2000) na str. 17-18. Pisze też, że mogło to się wziąć z tego, że gemańskie imię Adolf pochodzi od starogermańskiego "szlachetny" (Altha, Adal) oraz "wilk" (Wolfa, Wolf).
  21. Ależ możesz wykonać taki przelew bez większego problemu, nawet z Białorusi (bo tam faktycznie nie jest to takie proste, ale wykonalne; w zachodnim, cywilizowanym świecie to proste jak barszcz). Ja, bankowiec Ci to mówię Na e-book szanse są marne, książka jest zbyt świeża, ale używaną z antykwariatu czy na Allegro myślę, że można złapać. Nie ma innego wyjścia, obawiam się... Jeśli jesteś kolego Rubey z Białorusi i bardzo Ci zależy, to informuję, że czasami bywam w tym kraju, więc mogę książkę przywieźć w razie czego (ale znaleźć musisz ją sam, ja tylko zakupię). Jeśli jesteś natomiast z Rosji czy Ukrainy, to wierz mi, nie ma problemu z przelewem najmniejszego.
  22. Centralizacja czy decentralizacja?

    Jakieś uzasadnienie merytoryczne tej wypowiedzi można poprosić? I ile to jest "spora część społeczeństwa"? A tak w ogóle, co to ma do centralizacji, bądź decentralizacji? Bo jakoś nie rozumiem za bardzo Tak BTW, to i jedno i drugie nie jest obecnie w Polsce dozwolone, więc już nic nie kumam, o co szanownemu rozmówcy chodzi... Z pierwszym zdaniem całkowicie się zgadzam. Ale co do dwóch pozostałych, to też prosiłbym o merytoryczne uzasadnienie takich twierdzeń. I znowu, bo ja chyba jakiś wczorajszy jestem, to są u nas jednak dozwolone małżeństwa osób tej samej płci? Od kiedy? I jak to się ma do decentralizacji, byłby kolega tak uprzejmy swą tajemną myśl rozwinąć? A z bronią to już zupełnie kolegi nie rozumiem. Ja np. posiadam 6 szabel, 4 szpady, 5 bagnetów, kordzik, sztucer i muszkiet. Całkowicie legalnie i oficjalnie, kupiłem wszystko bez najmniejszego problemu
  23. Walka ogniowa na morzach

    Maxgallu, broń Boże tak tego nie odebrałem, chciałem się tylko usprawiedliwić, że odpowiedź zajmie mi trochę czasu, bo jest sporo materiału do przeczytania i to w języku angielskim Posiedziałem więc trochę nad materiałami, najbardziej liczyłem na listy adm. Collingwood'a i wyciąg z dziennika pokładowego Bellerophon'a, ale nie za wiele tam znalazłem. Wynik dotychczasowych poszukiwań jest następujący: 1. Najbardziej poturbowane z bitwy wyszły Bellerophon właśnie, oraz Tonnant. Na tym pierwszym trzykrotnie wybuchał pożar, za każdym razem ugaszony przez załogę. Stracił dwa maszty, główny i bezan. 2. Niewiele jest o uszkodzeniach Victory, zdaje się, że wcale nie były tak wielkie. Okręt adm. Nelsona prowadził głównie walkę z Redoubtable masakrując burtę i artylerię tego ostatniego. Ogień prowadzony był z odległości "na lufę" (lufy dział obu okrętów prawie się stykały), wskutek czego brytyjscy marynarze wręcz gasili pożar na burcie Redoutable aby ogień nie przeniósł się na Victory. Największe straty w ludziach ponieśli Brytyjczycy od ognia muszkietowego (tudzież ze sztucerów) prowadzonego z pokładów i masztów przeciwnika. Francuzi zaś, według szacunków brytyjskich stracili 300-400 ludzi, głównie od ognia artyleryjskiego z bliskiej odległości. 3. Royal Sovereign stracił prawie wszystkie maszty prócz formasztu, który jednak został rozchwiany. Pamiętajmy też, że ten okręt był najdłużej w bitwie, pierwszy wszedł do walki. 4. Uszkodzenia na pozostałych jednostkach brytyjskich: Belleisle stracił wszystkie maszty w ciągu pierwszej godziny walk; Leviathan zniszczone ożaglowanie i olinowanie. Więcej nie znalazłem. W liście adm. Collingwood'a z 22 października, więc dzień po bitwie, znalazłem taki zapis dot. uszkodzeń okrętów: W skrócie informacja jest taka, że flote jest w bardzo kiepskim stanie, poszarpane są wszystkie jednostki, wiele bez omasztowania, w trzynastu zebrało się wody na sążeń, w kilku pourywały się kotwice. Zaledwie kilka okrętów nadawało się do akcji w dniach następnych bez więszych napraw. Na anglojęzycznej Wiki jest zestawienie strat okrętów, niestety z błędami. Poniżej poprawna lista, którą sporządziłem na podstawie kopii oryginalnego raportu z 4 listopada 1805: Victory: 57 zabitych, 75 rannych Royal Sovereign: 47 zabitych, 94 rannych Britannia: 10 zabitych, 42 rannych Temeraire: 47 zabitych, 76 rannych Prince: bez strat Minotaur: 3 zabitych, 22 rannych Revenge: 28 zabitych, 51 rannych Conqueror: 3 zabitych, 9 rannych Leviathan: 4 zabitych, 22 rannych Ajax: 2 zabitych, 9 rannych Orion: 1 zabity, 23 rannych Agamemnon: 2 zabitych, 7 rannych Spartiate: 3 zabitych, 20 rannych Africa: 18 zabitych, 44 rannych Neptune: 10 zabitych, 34 rannych Drednaought: 7 zabitych, 26 rannych Tonnant: 26 zabitych, 50 rannych Mars: 29 zabitych, 69 rannych Bellerophon: 27 zabitych, 123 rannych Belle Isle: 33 zabitych, 93 rannych Colossus: 40 zabitych, 160 rannych Achille: 13 zabitych, 59 rannych Polyphemus: 2 zabitych, 4 rannych Swiftsure: 9 zabitych, 8 rannych Defence: 7 zabitych, 29 rannych Thunderer: 4 zabitych, 12 rannych Defiance: 17 zabitych, 53 rannych Razem zabitych: 449; rannych: 1241; łącznie: 1663. Zaznaczyć trzeba, że największe straty osobowe ponieśli Brytyjczycy od ognia muszkietowego, jak już pisałem przy okazji Victory. Przy okazji natrafiłem na ciekawostkę dot. ściśle walki ogniowej. Opis znalałem w następującej publikacji - Archibald Duncan: The British Trident; or, Register of Naval Actions; including authentic accounts of all the most remarkable engagements at sea, in which The British Flag has been eminently distinguished; From the Period of the memorable Defeat of the Spanish Armada to the present time., vol. 5, Albion Press, Londyn 1806, s. 36, we wstępie do bitwy pod Trafalgarem: Wynika z tego, że zwyczajowo strzelano nie przywiązując zbyt wielkiej wagi do celowania, a raczej do zasypywania przeciwnika ogniem. Nelson przełamał tę praktykę. W ogóle analizując bitwę pod Trafalgarem dochodzę do wniosku, że i w tym przypadku Brytyjczycy dążyli do zwarcia, obezwładnienia przeciwnika i zdobycia jego orkętów. Szyk flot połączonych, francuskiej i hiszpańskiej miał raczej charakter obronny i był nastawiony na walkę ogniową z dystansu. Zresztą straty koalicjantów są znacznie wyższe niż brytyjskie. Jeszcze znalazłem ciekawy przypadek, o czym wspominał Pancerny, czyli co się dzieje, jak jeden okręt jest otoczony przez dwa inne. Ha, muszę zweryfikować swoje wcześniejsze wypowiedzi jako nie do końca poprawne. Otóż, taki Bellerophont pod Trafalgarem walczył ogniowo przeciwko pięciom okrętom przeciwnika na raz! I wyszedł z tej walki zwycięsko, z tym tylko, że przy pomocy innych okrętów. Temeraire natomiast walczył z dwiema jednostkami przeciwnika, tu jednak doszło do abordażu. Brytyjczyk wspierał Victory w walce, jednocześnie tłukąc z dział i walcząc wręcz na pokładzie. Do walki ruszyli wszyscy, którzy byli się wstanie na okręcie poruszać o własnych siłach, bądź chociaż unieść broń (np. na leżąco). Podsumowując to, co poczytałem. Okręty liniowe, istotnie były bardzo solidne, co jednak nie przeszkadzało artylerii innego okrętu w zmasakrowaniu jego załogi i artylerii. Najsłabszym elementem jak widzimy był układ napędowy, czyli omasztowanie, olinowanie, ożaglowanie. To jednak nie wytrącało okrętu z walki, a szkody był potem szybko usuwane, trudniej było uzupełnić moim zdaniem dobrze wyszkoloną załogę.
  24. Zgadza się. Każde państwo wprowadza szereg regulacji prawnych dotyczących prawa morskiego, w tym i Polska. Są to prawa wewnętrzne, dotyczące jednostek, które pływają pod ściśle określoną, czyli danego państwa banderą. W Polsce tych przepisów jest całkiem sporo, długo by wymieniać. Do tego dochodzą przepisy wewnętrzne armatora. Wymóg jest tylko jeden, nie mogą stać w sprzeczności z regulacjami międzynarodowymi. Ja odniosłem się w poprzednim poście tylko do tych ostatnich, bo jak rozumiem, o takich rozmawiamy tutaj. Yachtingiem się nie interesowałem, więc nie wiem.
  25. W którym to dokładnie miejscu Drogi Atrixie, bo nie mogę znaleźć
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.