Jump to content

Vissegerd

Przyjaciel
  • Content count

    4,205
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Vissegerd

  1. Wojny Ludowe

    Nie dziwię się, bo to dość specyficzne podejście wykładowcy (jakiś starej daty musi być), samo określenie ma subiektywny charakter. Zresztą, jak widziałem, koledzy na historycy.org już Ci trochę podpowiedzieli. Do tego dołożyłbym wojny Wandejskie, a literatura to np. praca Marka Robaka: "Wandea 1793: w obronie Boga i króla".
  2. Sen oraz Wasze sny...

    To ja się podzielę Kurczę, miałem dzisiaj tak realistyczny sen, że aż się zdenerwowany obudziłem. Śniło mi się, że byłem w Berlinie i porwały mnie jakieś Araby (albo Turcy, Azerowie, czy coś w tym stylu). Odurzyli jakimiś środkami (nie wiem jak), a potem przetrzymywali wbrew mojej woli w jakimś baraku. Tam było więcej porwanych, piętro wyżej zdaje się jakieś panienki. Generalnie, gangsterzy byli mili, współwięźniowie również, jedzenie w porządku, tyle tylko, że byłem totalnie odcięty od świata, zero kontaktu. Zabrali mi dokumenty, telefon, itp. Szczęśliwie zostawili mi papierosy Najgorsze było poczucie, że nic, ale to nic nie mogę zrobić. Przez okno widziałem jakieś osiedle i przystanek autobusowy linii 256. Zupełnie nie mogłem zrozumieć, po cholerę porwali takie stare pudło jak ja??? Kombinowałem cały czas, jak się wydostać, albo powiadomić policję niemiecką. Zanim wpadłem na jakiś koncept, to się obudziłem, zlany potem... Najśmieszniejsze jest to, że porywaczem był mój znajomy, dawny klient z banku (jakieś "dwa banki temu"), bardzo miły człowiek, od lat mieszkający w Polsce. Zawsze mi się kłania jak spotykam go w centrum handlowym Dziwne, ale zacząłem właśnie poszukiwania jakiegoś mini GPS'a, tak na wszelki wypadek
  3. Walka ogniowa na morzach

    Tu jeszcze mała ciekawostka w kwestii strzelania na okręcie. Wprawdzie surogat tego, co było w historii, ale oddaje klimat i pewien poziom możliwości. Strzelaliśmy z bardzo małych wagomiarów, to zaledwie jednofuntowe działa, mieliśmy też uproszczone (i beznadziejne przy okazji) ładunki, więc udało się osiągnąć wysoką szybkostrzelność (realna jedna salwa na minutę). Ale pomimo tego, osiągnięcie celu będącego w ruchu (drugi okręt) było trudne, maksymalnie udawało się oddać dwie salwy (i to tylko jeden raz). Regułą była jedna salwa, zmiana pozycji okrętu, ustawienie do strzału, kolejna salwa. Poza tym, jest to moment po iluś już tam salwach i zaczynają się niektóre rzeczy sypać, musiałem wydawać rozkazy do niektórych działonów oddzielnie, a miałem tylko cztery do dyspozycji. Co by było przy np. dwunastu? No i dodam, że nie mogłem strzelać całą salwą, bo organizator nie pozwolił, więc odpallaliśmy działa po kolei, dopiero potem były ładowane. W tle slychać mój głos wydający komendy (uproszczone w stosunku do regulaminu z epoki), a na filmie widać moich kanonierów, marynarzy i piechurów To może oznaczać, że dowódca takiego okrętu najzwyczajniej w świecie dał ciała. Poza tym, taki okręt był w nie lada opałach i raczej miał mówiąc potocznie przerąbane A tak poważnie to cóż, wszyscy do dział, ale skutek mógł być różny, obawiam się, że powstawał niezły chaos. Wydaje mi się też, że to jest mało prawdopodbna sytuacja, choć możliwa. Zależy też, w jakich kierunkach płynęły, najbardziej sensowny w takiej sytuacji byłby abordaż na ten okręt w środku. Na koniec, tak dla jasności sytuacji. Temat założyłem przede wszystkim po to, żeby poszerzyć wiedzę, uważam, że moja jest mniej niż skromna.
  4. Walka ogniowa na morzach

    Oh Maxgallu, nawet nie wiesz jak się cieszę, że się pojawiłeś. Nie ukrywam, że bardzo liczyłem na Ciebie w tym temacie Ech, przesadzasz, to tylko tak poważnie wygląda A Twoja wiedza jest doprawdy nietuzinkowa. Istotnie, przyznaję Ci rację, że tu i ówdzie informacje o salwach się pojawiają, ale zupełnie nie wiadomo skąd. Mnie się wydawało, że najlepszym źródłem będą dokumenty z epoki, tym bardziej, że u Brytyjczyków jest ich sporo. Niestety, mimo usilnego szperania na nic dotychczas nie natrafiłem. Odwiedziłem też pewne brytyjskie forum, gdzie popełniono nawet bardzo ciekawy artykuł w związku z bitwą pod Trafalgarem, ale tam głównie powielono informacje ze wspomnianego przeze mnie Clerk'a, uzupełnione faktami z bitwy. Tu oczywiście zgadzam się z Tobą, to bardzo logiczne. Obsługa ciężkich dział z niższych pokładów wymaga znacznie więcej energii i zachodu, niż lżejszych wagomiarów. Samo przetoczenie działa tu zupełnie inny wysiłek, przybicie stemplem również. Jeśli przy lżejszym dziale stemplem operuje jeden człowiek, to już przy ciężkim dwóch. Do tego dochodzi celowanie przy pomocy handszpaków (ang. hand spikes, wg. Białkowskiego - drążki celownicze), takich specjalnych drągów, to przy dziale np. 48-funtowym nie lada wyczyn. Mnie się wydaje tak. Pierwsza salwa, jest możliwa do odpalenia całą burtą, czyli wszystkimi pokładami jednocześnie. Przy każdej następnej pojawia się już moim zdaniem problem zgrania pokładów. Natomiast jest możliwe zgranie salwy na pojedynczym pokładzie. Ale również do czasu, ani ładunki nie były idealne, ani ludzie nie obsługiwali dział jak roboty. Z każdym kolejnym ładowaniem coś się może posypać. I to jest istotne. Z własnego doświadczenia, daje się jako tako koordynować przez dłuższy czas jednoczesne ładowanie powiedzmy 4-8 dział, większą ilość jest trudno ogarnąć. To może tłumaczyć niepełne salwy. Tyle tylko, że wynika to z praktyki, a nie z jakichkolwiek regulaminów czy zwyczajów. Po prostu życie. Inna bajka, jak to dokładnie wyglądało 200 lat temu, filmów wtedy niestety nikt nie kręcił. Na koniec kolejna Twoja jakże słuszna uwaga o zmianie obsługi. Z zapisów stricte historycznych, czyli z analizy stanów załóg na okrętach wynika, że liczba kanonierów na okręcie nie była równa liczbie dział. A do obsługi każdego działa kierowano jednego kanoniera, reszta to zwykli marynarze. Stąd np. zawołanie przy komendach - cannonneers and matrosses. Kanonierów było mniej więcej tylu, ile dział na jednej burcie plus rufa i dziób. Ewentualnie jeszcze paru w zapasie. Więc zmieniając burty do strzelania, obsługa musiała zaształować jedne armaty, przejść do drugich, przygotować je do strzelania, wreszcie rozpocząć walkę. To czyniło przerwy w strzelaniu. Mnie również nie, niemożliwe jest idealne odpalenie wszystkich dział w jednym czasie przy ówczesnej technice, tu też się w pełni zgadzam. Zresztą nawet gdyby, to nie wydaje mi się, żeby mogło to spowodować jakieś poważniejsze uszkodzenia. Jakieś potłuczone szkło, nic więcej. Bardzo celna uwaga, kwestia wymagające niewątpliwie omówienia. Z analizy walk wynika, że jednym z podstawowych zagadnień w walce ogniowej okrętów był manewr. Zresztą Clerk opisuje to dość dokładnie, praktyka pokazuje to samo. Pomińmy na razie uzależnienie od pogody dla naszych czysto teoretycznych dywagacji. Chodziło przede wszystkim o zajęcie jak najlepszej pozycji do strzału, oddanie salwy lub paru, a następnie ucieczkę przed ogniem nieprzyjaciela. I tak wkoło macieju. Przy pozytywnym wyniku ostrzału dążono do abordażu. Zajęcie idealnej pozycji do oddania salwy nie jest rzeczą łatwą, wymaga to wysokiego kunsztu dowódcy okrętu, załogi, sprzyjających warunków zarówno pogodowych, jak i technicznych samego okrętu. Tu warto podnieść kwestię różnicy w walce flot brytyjskiej i francuskiej. Ci ostatni dążyli w pierwszej kolejności do obniżenia walorów manewrowych jednostki przeciwnika, czyli do zniszczenia ożaglowania, takielunku, itp. W ten sposób chcieli sobie zapewnić przewagę w zajmowaniu pozycji do strzału i późniejszego abordażu. Teoretycznie niezłe, bo metoda "podpłyń-strzel-uciekaj" ma tutaj głęboki sens. Życie pokazało coś zupełnie innego. Otóż Brytyjczycy skupiali się przede wszystkim na zniszczeniu siły żywej przeciwnika, jak też jego oręża. Stąd brytyjskie okręty waliły przede wszystkim w burtę przeciwnika, niszcząc jego działa, załogę oraz sam okręt. W praktyce okazało się, że to właśnie oni mieli rację, okręty francuskie, pomimo zachowania żagli, nie były wstanie podjąć dalszej walki, nie było wreszcie komu obsługiwać okrętu ani walczyć. Sądzę, że to nieco wyjaśnia Twoją, jakże słuszną wątpliwość. Poruszanie się równolegle w jednym kierunku uznawane było za mało sensowne, szybko prowadziło do wzajemnego zniszczenia się. Było to też trudne do zrealizowania, żaglowiec to nie motorówka. Było też wbrew ogólnie przyjętej taktyce walki. Wreszcie najważniejsze, gdyby taki przypadek zaistniał, to po kilku salwach mamy albo abordaż, albo jeden z okrętów się poddaje, albo idzie na dno. Drewniany żaglowiec to nie bunkier, celna salwa z całej burty była dewastująca dla przeciwnika. Jeśli okręt wytrzymał 3-4 celne salwy to moim zdaniem maksimum. Wydaje mi się, że większa ilość salw wynikała przede wszystkim z ich niecelności i manwrowego charakteru walki. Bardzo dobrze obrazuje to zresztą film "Master and commander", zrealizowany z ogromnę dbałością o szczegóły i realizm historyczny. Tam praktycznie po dwóch celnych salwach nie ma co zbierać na okręcie francuskim. Brytyjczycy ćwiczyli się moim zdaniem w szybkim strzelaniu po to, żeby oddać jak najwięcej salw w jak najkrótszym czasie, ale powodem tego był problem z celnością. Czyli tak, walimy salwę i przeładowujemy jak najszybciej, żebyśmy byli gotowi do następnej, zanim przeciwnik zajmie dogodną pozycję do oddania swojej, albo nam trafi się kolejna okazja. W wirze walki wielkiej bitwy ma to jak się wydaje, ogromne znaczenie. Oczywiście, można (a nawet trzeba) zaraz podnieść kolejną słuszną uwagę o szykach flot, po co one były, skoro walczono manewrem. To prawda, że okręty ustawiały się do bitwy w szyku, ale tylko na początku. Szyk był utrzymany tylko przez jakiś czas, albo floty odchodziły od siebie i zajmowały kolejną pozycję, albo ostrzeliwały się dystansu (z różnym, ale raczej mizernym skutkiem). Natomiast jeśli już dochodziło do zażartej walki, szyk z reguły się sypał. Starano się go utrzymać moim zdaniem po to przede wszystkim, aby nie dać przeciwnikowi możliwości do zajęcia dogodniejszej pozycji. Zresztą większość walk na morzach to starcia pojedynczych okrętów lub ich niewielkich ugrupowań, wielkich bitew morskich było tak naprawdę niewiele. I kończyły się one z reguły niezłą jatką (vide Trafalgar). To powyżej to moje teoretyczne dywagacje na podstawie dokumentów z epoki, opisów bitew, wreszcie własnych (mizernych zresztą) doświadczeń. Bardzo liczę na dyskusję z Tobą Drogi Maxgallu, bo być może popełniam gdzieś błąd w rozumowaniu (albo w ogóle plotę bez sensu), niezmiernie trudno jest dochodzić do sedna samemu, co dwie głowy to nie jedna Drogi Pancerny, kiedyś też tak mi się wydawało, ale to jak widać z mojego powyższego opisu, nie jest takie proste. Primo, nie ma tylu ludzi na okręcie, żeby obsługiwać dwie burty jednocześnie przez cały czas. Secundo, zmiana burt do strzału to dla załogi dużo dodatkowych czynności, więc niepotrzebna strata czasu. Dużo korzystniejsze wydaje się odpalenie jednej burty, manewr, przeładowanie, po czym znowu salwa z tej samej burty. Po prostu szybciej.
  5. co to za mundur?

    Patki na kołnierzu niestety nic mi nie mówią. Znane mi patki polskiej policji były inne.
  6. co to za mundur?

    Witaj To może być płaszcz piechoty rosyjskiej, ale nie musi, za mało widać. Zarówno krój kołnierza, jak i frontu płaszcza, wskazują na rosyjski, ale to jedyne przesłanki. Należy też pamiętać, że rosyjskie płaszcze nie miały na zewnątrz guzików, w WP natomiast tak. Twój dziadek mógł je po prostu doszyć. Zaraz po wojnie noszono przeróżne sorty mundurowe, więc i w policji mogli się przejściowo posługiwać rosyjskimi. Rosyjski płaszcz wyglądał jak poniżej, masz tu dwa różne kroje kołnierza.
  7. Ludzie w średniowieczu - w porządku, szacowanie PKB - bez sensu. Ale zupełnie nie rozumiem, co to ma do rzeczy w kwestii układu politycznego w dwudziestoleciu międzywojennym, czyli tematu, który sam założyłeś. Skoro to Twój Pipenie temat, to chyba Tobie powinno zależeć przede wszystkim, na jego właściwym ukierunkowaniu Przypomnę więc, że omawiana była sytuacja geopolityczna i ekonomiczna (w pewnym sensie) Europy, z naciskiem na region środkowo-wschodni. Mamy chyba problem ze zdefiniowaniem sytuacji wyjściowej...
  8. Bogusławie, nie znam za dobrze historii najnowszej, ale faktycznie wygląda to na jakąś bzdurę. Ja pamiętam te czasy z autopsji i brałem udział w strajku na uczelni. Agitowali nas stocznowcy należący do Solidarności. My, ówcześnie młodzi ludzie orientowaliśmy się w sytuacji, nie mam wrażenia, że byliśmy sterowani "odgórnie". Z OPZZ nikt się wtedy praktycznie nie liczył. Zgadzam się, że wymaga to wyjaśnienia i podjęcia jakiegoś działania. Pytaliście autora podręcznika skąd ma takie informacje? Bo różne się rzeczy działy "za kulisami", mnie niestety brak wiedzy.
  9. Gdyby nie było Jezusa...

    Tylko, że to forum historyczne, nie religijne, więc jeśli mowa o jakiejś postaci, to zakładamy, że historycznej. Chyba, że zaznaczamy iż omawiamy legendy, podania czy mity. W kontekście historycznym oczywiście. Dyskusja o tym, czy Jezus był postacią historyczną czy nie, to zupełnie co innego, to ma już sens moim zdaniem, tutaj zgoda. Nie jestem natomiast pewien, czy akurat w tym temacie, bo zdaje się, że taka dyskusja na forum już gdzieś jest. Chyba parę lat temu odwoływałem się w niej do Józefa Flawiusza właśnie. Proponuję więc poszukać i przenieść się tam, albo założyć nowy temat, jeśli nie ma. Nomen omen, o ile mnie pamięć nie myli, to ja właśnie poruszałem właśnie kwestię, że brak jest historycznych dowodów na istnienie Jezusa, a jedynie przesłanki. Co o niczym moim zdaniem nie przesądza.
  10. Ale... O co chodzi? Jest okay, jeśli się mówi o XIII wieku na ten przykład, ale my tu o XX wieku jak rozumiem. Poza tym, to Ty Drogi Kolego odwołujesz się do średniowiecza właśnie Przepraszam najmocniej Admina za OT, ale nie ja go zacząłem.
  11. Że ktoś upadł na głowę Pominę, że zdaje się nie o tym dyskurs się toczy...
  12. Ja mylę???? Pogrobowca z Warneńczykiem??? Chyba Ci się coś przyśniło A w którym miejscu? Chyba nie ja... Nie ja obrażam, to Ty mnie obrażasz, wmawiając mi w żywe oczy coś, czego nigdy nie napisałem. Bez komentarza w stosunku do tego miernej wartości diagramu. Jeśli to są Twoje źródła, to gratuluję Twoja impertynencja jest doprawdy żenująca. Nie dość, że popełniłeś zasadniczy, merytoryczny błąd w pierwszym poście, to brniesz w nim dalej i jeszcze próbujesz wmówić błąd mnie. Po raz ostatni wyjaśniam rzecz oczywistą. Władysław III zwany Warneńczykiem, noszący koronę Polski i Węgier (bez czeskiej) miał dwóch braci, Kazimierza, który urodził się w 1426 i rok później zmarł (którego nie ma na Twoim "super diagramie"), oraz drugiego Kazimierza, który był królem Polski. Tenże miał synów, z których najstarszy, jako Władysław II Jagiellończyk panował w Czechach i na Węgrzech (czego również "super diagram" nie uwzględnia), z pozostałych, trzech było królami Polski. Władysław III Jagiellończyk nigdy nie był królem Czech, jak raczyłeś twierdzić w swoim pierwszym poście. Królem Czech w latach 1440-1457 był właśnie Władysław Pogrobowiec. I nigdy nie twierdziłem inaczej, takie są historyczne fakty. Jeśli gdziekolwiek napisałem inaczej (bo ja tego nie widzę) to proszę mi to wykazać, a nie czynić bezpodstawne zarzuty. No właśnie tak pisałeś. Jak utrzymać coś, czego się nie posiada? Nie wykręcaj kota ogonem, to po prostu mało przyzwoite. Z Twojej wypowiedzi jednoznacznie wynika, że Warneńczyk posiadał koronę czeską i węgierską, co jest nieprawdą. Kolejna bzdura, którą napisałeś. Władysław Pogrobowiec zmarł w 1457, a Ludwik II Jagiellończyk (ostatni Jagiellon na tronie węgierskim) w 1526, więc nie wiem, jak miał przejąć panowanie... Pogrobiec panował na Węgrzech dopiero od 1453, więc ładnych parę lat po śmierci Warneńczyka. Faktem jest natomiast, że możnowładcy węgierscy próbowali osadzić go na tronie wcześniej (1444), jednak to się nie udało za sprawą Fryderyka III Habsburga. W każdym razie nie mógł być "poprzednim" królem na Węgrzech, jak raczyłeś napisać. Był późniejszym, za życia Warneńczyka posiadał jedynie koronę czeską (i książęcą Austrii).
  13. W szkolnych podręcznikach już niejedna bzdura się ukazała, tak BTW. Za moich czasów przedstawiano w podręcznikach poziom produkcji przemysłowej, jesteś pewien, że nie pomyliłeś wskaźników? Bo ten ostatni, to i owszem, jest powszechnie znany. Kompromitacja tyczy roku 1914. W sumie 1918 również.
  14. Ulubione piwo

    O super, bardzo mi miło będzie się z Tobą spotkać i służyć za przewodnika Prześlę swój nr telefonu na PW.
  15. To w 1914 Polska miała jakieś PKB? Chyba wirtualnie Zreztą, trudno również dociekać o PKB w 1918 i 1939, bo taki wskaźnik po prostu nie istniał. Pojawił się dopiero w połowie lat '30 jako teoria, a do użycia wszedł 10 lat później. O jego miarodajności nie wspomnę, bo to zupełnie inny temat. Pipen15, zacznij pisać z sensem, a nie kompromituj się co chwilę. Chwalmy Pana, jest postęp!!! Pipen15 wreszcie pisze "moim zdaniem", a nie stwierdza coś kategorycznie. To zaprawdę cieszy Niby co doczytam? A o inflacji i dewaluacji w tamtym okresie czytałeś? Znowu nie wiesz o czym piszesz (sam się przyznajesz), ale brniesz dalej. Poza tym, należy posłużyć się wskaźnikiem ppp, żeby właściwie ocenić poziom zadłużenia zagranicznego w różnych okresach historycznych. Nie wiem, czy ktokolwiek to liczył, ale to kupę roboty. A co to jest "degrendelada"? Jak rozumiem, według Ciebie przez inne kraje przetoczył się walec wojny rujnując je i nikt przez ponad 100 lat nie tworzył w nich infrastruktury przemysłowej, wszyscy, podobnie jak Polska zaczęli od zera? Właściwie, nawet od stanu ujemnego. Niezła teoria, nie ma co... Wagony złota nie zaginęły, to po pierwsze (jest gdzieś na forum chyba nawet o tym dyskusja). Po drugie, skuteczność polityki Hitlera dała taki efekt, że zginęły miliony ludzi, kraj stracił sporo terytorium i przeze parę dekad był podzielony na dwa osobne organizmy państwowe. Plus zniszczenia wojenne, utrata wiarygodności, itp. W sumie nic fajnego.
  16. Ulubione piwo

    Ale gdzie na nie trafić? No i ta szynka... mniam. Widzę, że wiesz co dobre No nie ukrywam, że ja akurat cydr uwielbiam, fantastycznie gasi pragnienie
  17. To zaledwie dziesiątki i setki tysięcy, nie miliony, o których piszesz niżej. Już Ci Secesjonista napisał. Nie Znanecki, a Znaniecki (Florian zresztą), i nie "Chłop polski w Ameryce", a "Chłop polski w Europie i Ameryce" jak już. Ciekawe... W XIX w. Chiny były najludniejszym państwem świata, a jakoś dużo mniej ludne kraje robiły z nimi co chciały. Może nie skłamałeś, ale walnąłeś totalną bzdurę. To, że przeniósłbyś większość naodu polskiego na inny kontynent. Przypomnę, że w poł. XIX w. ludność narodowości polskiej liczyła ok. 11 mln. Większość nie była ani zainteresowana, ani nie miała po co emigrować. Bzdura totalna. Magic fantastic I na tym koniec, bo o czymże tu mówić...
  18. Nie, nie żartuję. Mam wrażenie, że to Ty stroisz sobie z nas wszystkich żarty. Kazimierz Jagiellończyk miał dwóch braci, jeden (również Kazimierz) zmarł we wczesnym dziecięctwie, drugi zginął pod Warną. Królem Czech i Węgier był Władysław II Jagiellończyk, syn Kazimierza IV Jagiellończyka. I nie ma inaczej. Poducz się trochę, zanim znowu walniesz bombę. Człowieku, co Ty wygadujesz? Walnąłeś pierwszego babola, że Władysław III panował w Czechach i na Węgrzech, teraz (powyżej) drugiego, na koniec zamiast z honorem przyznać się do błędu, coś kręcisz. To doprawdy żenujące...
  19. Gdyby nie było Jezusa...

    Tego akurat nikt nie wie. "Fałszerstwa" jak już. Flawiusz istotnie nic o Jezusie nie wspomina, ale o jakichś zamieszkach w tym czasie jak najbardziej. Ale nie o tym mówimy, zupełnie nie o to chodzi. Chodzi o to przede wszystkim, że Twój pogląd to jedno, miej go sobie i broń, proszę bardzo. To Twoje święte prawo, którego jestem gotów nawet bronić. Ale rozsądnie. Nie pisz, że coś jest pewnikiem, skoro nim nie jest. To, że brak o czymś informacji nie oznacza, że w 100% tego nie ma. O to mi tylko chodzi. I błagam, zwróć uwagę na swoją ortografię, bo mnie aż skręca... "Bustwo" na ten przykład...
  20. Gdyby nie było Jezusa...

    Rzecz w tym, że nie. Nawet ateiści nie pozwalają sobie na tak kategoryczne stwierdzenia jak Ty. Ja np. nie jestem religijny, ale potrafię zachować właściwy dystans i pokorę. Jako syn boży tak, jako człowiek niekoniecznie. Przypuszcza się, że nawet miał żonę i jest to wielce prawdopodobne. Ale nie pewne. Bardzo być może, ale to jeszcze nie świadczy o tym, że taka osoba nie istniała. To, jaką dorobiono w chrześcijaństwie później historię, to zupełnie inna sprawa. Właśnie na takie, jak w przypadku Piłata. Bo tak jest ogólnie przyjęte, chodzi o identyfikację osoby, o której mówimy. Nie. Z historycznego punktu widzenia rozpatrujemy Jezusa jako człowieka. Wg Nowego Testamentu skazano go, człowieka. Prowincją rządził Poncjusz Piłat. Przez wieki o obu tych osobach mieliśmy tylko informacje biblijne, wreszcie w XX w. znaleziono dowód na istnienie Piłata. Po prostu może się kiedyś znaleźć dowód na istnienie Jezusa z Nazaretu per analogiam. Jako syna bożego tak, masz rację, to kwestia wiary. Jeśli chodzi o osobę już nie. No właśnie nie, Konrad von Wallenrode był osobą realną, której działalność była udokumentowana. Mickiewicz (nie Słowacki!!!) posłużył się nim jedynie jako historyczną maską. Mieszasz trochę pojęcia, o literaturze nie wspominając. To już dawno tu na forum pisałem (3 lata temu), poszukaj sobie trochę.
  21. A ilu w takim razie mieliby chętnych do kolonizowania? Czyli mocarstwa światowe cierpiały na brak ludności i musiałyby w XIX w. sięgać po Polaków. Czy dobrze zrozumiałem? Wczytuję się i staram zrozumieć... Jakoś słabo mi idzie, byłbyś uprzejmy mnie oświecić co dokładnie miałeś na myśli? I to jest właśnie science-fiction...
  22. Odpowiedziałem w imieniu kolegi Secesjonisty, bo zadałeś mu konkretne pytanie. Wybacz, ale z Twojego tekstu wywnioskowałem podobnie jak on. Nie nasza wina, że masz taką formę pisania. To nie osobiste wycieczki, ale prośba o jaśniejsze wypowiedzi. Czyli nie wiesz jakie. Nie wiesz, a piszesz. Nie były wcale aż takie wielkie w prównaniu z innymi państwami i nie uwsteczniły rozwoju Polski moim zdaniem (wręcz przeciwnie, polska gospodarka miała się całkiem dobrze), a nie spłacono, bo nie nadszedł termin do spłaty, wybuchła II WŚ (pożyczki długoterminowe). Tutaj masz więcej na ten temat: Zadłużenie II RP Gdybyś wcześniej poczytał trochę forum to mógłbyś mnie zagiąć Dodam jeszcze stabilność polskiej waluty w latach '30 oraz to, że zarówno rezerwy złota jak i walut obcych mieliśmy w 1939 większe niż np. III Rzesza.
  23. Oświeciłeś mnie Wszystko dobrze, tyle tylko, że Warneńczyk otrzymał tylko koronę węgierską, a nie czeską i węgierską. I o to chodzi, bo napisałeś o obu Obie korony miał dopiero syn Kazimierza Jagiellończyka. Oto dowód (podkreślenie moje): P.s.: To nie ja pomyliłem
  24. Gdyby nie było Jezusa...

    ???? Więc czekam z niecierpliwością na te dowody. Równie dobrze mogliby pisać, że miał 3 nogi. Nie chodzi o to, co o Jezusie pisano, ale skąd pewność, że osoba nie istniała. Czym innym jest pewność, czym innym przypuszczenie. Również uważam, że nie ma namacalnych źródeł historycznych prócz Nowego Testamentu, które dowodziłyby istnienia Jezusa z Nazaretu, ale uważam też, że w niczym nie upoważnia to do kategorycznego stwierdzenia, że nie istniał. Takie źródło może się kiedyś znajdzie, może nie. Dlatego podałem przykład Piłata, gdzie przez kilkaset lat również nie było dowodu. Żeby było jasne, nie neguję Twojego prawa do opinii, że Jezus nie istniał. Ba, nawet nie neguję takiej opinii w ogóle, każdy może ją mieć. Ale neguję wszelkie kategoryczne (z użyciem określeń "na pewno", "z pewnością", itp.) stwierdzenia w tej materii, bo nie ma do nich podstaw.
  25. Państwa Unii Europejskiej

    Ależ oczywiście, że nasza gospodarka jest dużo mniejsza, pełna zgoda. Chodzi mi tylko o to, że jeśli mamy dodatni bilans handlu zagranicznego z Niemcami, to przecież dla nas dobrze. Z drugiej strony, udział polskiego importu w Niemczech jest większy niż innych państw, to też dla nas korzystne. Tym nie mniej, nie zmienia to faktu, że Niemcy są najsilnieszym ekonomicznie państwem Europy i tu również się zgadzamy. Masz też rację w tym, że po co prowadzić wojny, skoro pokojowo można ekonomicznie osiągnąć to samo, jak nie więcej.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.