Jump to content

Vissegerd

Przyjaciel
  • Content count

    4,205
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Vissegerd

  1. My w Trójmieście zawsze mówiliśmy - Stocznia Gdańska. I to jest sedno sprawy. Noszenie koszulki, wywieszanie jakiejś flagi, itp., wcale nie oznacza propagowania w zamiarze przekonywania moim zdaniem. Czym innym moim zdaniem jest propagowanie, czym innym niestosowne zachowanie. Paradowanie w mundurze SS w Auschwitz uważam za wysoce niestosowne (eufemizm). Ja po prostu nie zdążyłem, pisałem w innym temacie Ale po co, skoro mnie to nie bawi Poza tym, uważam to za niestosowne i nie posiadam munduru SS. Ale jak już bardzo chcesz Drogi Secesjonisto, to specjalnie dla Ciebie mogę poparadować w mundurze brytyjskiego midshipman'a, jest bardzo ładny
  2. W zasadzie Secesjonisto, kolega Widłobrody był tak uprzejmy, że odpowiedział praktycznie w moim imieniu, z ust wyjął mi wręcz słowa. Bardzo Ci dziękuję Widłobrody Chodzi też o to, żeby nie popadać w paranoję. Syn mojej dziewczyny kupił sobie na pchlim targu radziecką uszankę z emblematem ZSRR. Chodził w niej zimą, ale emblemat musiał odpiąć, bo go w autobusie ludzie mało nie zjedli. Zupełny bezsens jak dla mnie, co to kogokolwiek obchodziło. Ja jadąc na rekonstrukcje często przypinam na samochodzie emblemat Prus z napisem "Preussen", bo akurat odtwarzam pruską armię. Czy ja propaguję reaktywację Prus? A skądże. Czy jestem fanem Prus? Absolutnie nie, wręcz przeciwnie. To, że paraduję w pruskim mundurze również nic nie znaczy. Po prostu moi koledzy odtwarzający Księstwo Warszawskie muszą mieć do kogo strzelać, a rekonstruujących armię pruską jest niewielu. Wydaje mi się, że wielu tym podobnym kwestiom niepotrzebnie towarzyszą emocje, niepotrzebnie zupełnie dopatrujemy się jakiegoś drugiego dna i tyle.
  3. Walka ogniowa na morzach

    Maxgallu, jak widzę jest nadzieja, że uda nam się do czegoś dojść Może powoli i z błędami, ale nie tracę nadziei. No dokładnie. Różne przykłady pokazują bardzo różne efekty walki, bezwględnie musiało to zależeć od okoliczności. Przyznam zupełnie bez bicia, że przez wiele lat miałem ogląd bardzo mylny, ukształtowany zapewnie podświadomie na podstawie filmów "Piraci z Karaibów i tym podobnych bzdetów. Bzdetów w sensie merytorycznym i historycznym oczywiście, bo w końcu to filmy przygodowe, więc nie wymagajmy za wiele. Zdaję sobie z tego sprawę. Mam jednak nadzieję, że uda nam się dotrzeć do w miarę szczegółowych opisów, z których da się coś wywnioskować. Może znajdą się jakieś pamiętniki z epoki, może dotrzemy do dzienników pokładowych. Pracy sporo, ale dlaczego nie spróbować? To sporo wyjaśnia. Do walki na większy dystans karonady się nie nadawały, natomiast działo 18-funtowe potęgą nie jest w porównaniu do np. działa 48-funtowego, czy 52-funtowego. Czyli, mówiąc kolokwialnie, nawalanka na większy dystans musiała trochę potrwać, żeby przynieść jakieś efekty. Mamy jeszcze karonady, ale o tym poniżej. Przyznam szczerze, że nie mam w tej chwili zielonego pojęcia, jaka powinna być przy takiej walce odlegość. Postaram się pogrzebać w Clerk'u, może coś znajdę (jeśli masz ochotę, mogę Ci dzieło Clerk'a podrzucić jakoś). Odległość strzału z muszkietu to by było mniej więcej od kilkudziesięciu metrów do 100-150. Wtedy faktycznie mamy już szansę na walkę karonadami. Zaraz do nich przejdę. I tu mamy sedno sprawy Strzelanie w kadłub zaleca dla floty brytyjskiej Clerk, czytałem jeszcze o tym gdzieś w necie, wreszcie potwierdzili to koledzy z forum brytyjskiego, zajmujący się bitwą pod Trafalgarem. Straty, które podałeś, tylko to potwierdzają. Brytyjczycy dążyli do zniszczenia siły żywej przeciwnika i jego artylerii, Włosi działali zapewne podobnie jak Francuzi (zdaje się, że w XVII w. też był taki trend), stąd tak kolosalna różnica w zabitych. 32-funtowe karonady to już duża siła, tym bardziej, że na Activie było ich siedmiokrotnie więcej. Musieli więc Brytyjczycy dążyć moim zdaniem do zbliżenia, żeby w pełni wykorzystać swoją siłę ognia. Włosi odwrotnie, znając swoją słabość, próbowali zniszczyć najpierw ożaglowanie Brytyjczyków, aby móc swobodnie manewrować zajmując dogodne pozycje do strzału. Mogło moim zdaniem tak być, więc po chwilowym unieruchomieniu fregaty Active, Corona się zbliżyła i dostała łupnia z karonad synów Albionu. A ponieważ najprawdopodobniej tych karonad na jednej burcie było tylko siedem, więc pojedynek mógł trochę potrwać. Jedni i drudzy walili tez do siebie z 18- i 8/9-funtówek, większej szkody sobie nie czyniąc, więc chwilę się walka ciągnęła, stąd te 45 minut. Tak bym to widział, taka hipoteza wydaje mi się mieć sens. Co o tym sądzisz Maxgallu?
  4. Bardzo mi się podoba wypowiedź kolegi Widłobrodego, czysta kwintesencja teorii wolności poglądów i ich wyrażania Jedna mała uwaga, noszenie koszulki z czymś tam, czy jakiegokolwiek symbolu może w ogóle nic nie oznaczać. Vide Jakow Swierdłow na moim profilu. Jest tam też zupełnie bezsensowny miś
  5. Konflikt w Libii 2011

    Po kolei Arku. W Libii właśnie, w telefonie jednego z bojowników. To były jego własne nagrania z walk, w których brał udział. Nie ukrywam, że niektóre z nich były wstrząsające. Niestety, niezmiernie żałuję, że o nie nie poprosiłem. Byłem pod takim wrażeniem, że niemal zapomniałem języka w gębie. Może nawet i lepiej, wierz mi, że mocno nieswojo się czułem oglądając je. Co innego oglądać coś w TV, a co innego u kogoś na komórce, zupełnie inne wrażenie. Zresztą, nawet gdybym je miał, to wątpię czy odważyłbym się niektóre z nich upublicznić. Ali Babą A tak poważnie, to chyba przesadziłeś z tak prywatnym pytaniem. Byłem tam służbowo.
  6. co to za mundur?

    Nie ma za co, niewiele pomogliśmy Dodam jeszcze, że wbrew powszechnemu mniemaniu o panującym chaosie mundurowym, wcale tak nie było. Polską policję przyzwoicie mundurowano już od 1919 roku, przejżałem masę zdjęć z okresu 1919-1925. Ustalone też były wzory naszywek na kołnierzu, niestety, te na zdjęciu pradziadka żadnych nie przypominają, jak już zresztą wspomniałem. Tak samo, jak nie przypominają żadnych rosyjskich. W formie są nieco zbliżone do naszywek jazdy w armii gen. Hallera we Francji, ale tylko zbliżone, nic więcej. Powodzenia w poszukiwaniach
  7. Konflikt w Libii 2011

    I bardzo słusznie, bo to były jakieś brednie Ciemnoskórzy w Libii byli traktowani jak gorsza część społeczeństwa i tak jest zdaje się do tej pory. Temat nieco stary, odświeżam celem sprostowania paru historycznych faktów. Nie wiem jak jest w Libii obecnie, nie byłem tam od paru miesięcy, ale z tego co wiem, to trochę się pobałaganiło. Mniejsza z tym. Z góry też bardzo gorąco chciałem przeprosić Szanownego Kolegę Mariusza70, że posłużę się cytatami z jego wypowiedzi. Mariuszu, bardzo proszę nie bierz tego do siebie osobiście, chodzi mi tylko i wyłącznie o sprostowanie informacji, które był podawane w mediach, a akurat Ty jako jedyny je przytoczyłeś. Bo TV niewiele pokazywała. Primo, niewielu było w Libii dziennikarzy, trudno się było tam dostać, jeszcze trudniej wydostać. Secundo, dziennikarze nie wszędzie mogli dotrzeć bo było cholernie niebezpiecznie, więc siłą rzeczy trafiali tam, gdzie walki były niemrawe i było jako tako bezpiecznie. Tertio, być może te "fajerwerki" były tylko na pokaz. Pamiętajmy też, że raczej nie trafiali dziennikarze na pierwszą linię, tak przynajmniej sami twierdzili. Oglądałem zdjęcia i filmy z prawdziwych walk, nakręconych telefonami komórkowymi przez walczących. Koszmar i niezły hardcore. Rzecz w tym, że regularna armia libijska nie za bardzo chciała z powstańcami walczyć. Widziałem film, na którym były całe stosy żołnierzy Kadafiego zamordowanych na rozkaz tego ostatniego za to, że nie chcieli strzelać do powstańców. Przerażające, np. trup faceta bez czoła. Wielu żołnierzy przeszło na stronę powstańców. Nie wszyscy. Większość Tymczasowej Rady Narodowej to dawni emigranci libijscy, ludzie wykształceni w zachodnich uczelniach. Miałem przyjemność się z nimi spotykać, bardzo sympatyczni i inteligentni. Inni, to osoby więzione przez Kadafiego, np. członkowie dawnej rodziny królewskiej (króla Idrysa). Też na wysokim poziomie. Kto, jak kto, ja akurat nie A oto dowód i przyczyna, dla której się tak wymądrzam: Libia, Bengazi, hotel Tibesti, czerwiec 2011. Facet w jasnym garniturze to ja w otoczeniu naszej ochrony. Dodam tylko, że i tak było niebezpiecznie, którejś nocy bojówka komandosów Kadafiego atakowała nasz hotel, podobno strzelali się pod moim oknem. Piszę podobno, bo mnie, starego artylerzystę takie "piardy" z kałachów nie obudziły
  8. To chyba największy problem. Pomimo, że np. od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem reedycji hasła na Wikipedii, wciąż mam obawy, że mnie "zagryzą"
  9. Dokładnie to było tak (w międzyczasie uzupełniłem przez edycję cytowany przez Ciebie post, uzupełniłem np. o polskie nazewnictwo i zmieniłem nieco formę, ale to bez większego znaczenia) jak poniżej. Może nie tyle sprostuję, co rozwinę Obie stocznie, Schichau Werft oraz Kaiserliche Werft powstały w XIX w. i znajdowały się dokładnie na terenach późniejszej, polskiej Stoczni Gdańskiej. Przykładowo, brama nr 3 była główną bramą Stoczni Schichaua. Obie były dużymi stoczniami z prawdziwego zdarzenia, produkującymi min. okręty wojenne. Stocznia Schichaua była bardzo charakterystyczna, stanowiła stały element krajobrazu Gdańska poprzez olbrzymi, 60-metrowej wysokości, z daleka widoczny dźwig. Oczywiście, tak jak napisałeś, w okresie międzywojennym obie stocznie znajdowały się w obrębie Wolnego Miasta Gdańska, bo jakżeby inaczej. W 1945 Sowieci rozebrali ten dźwig i wraz z wszystkimi urządzeniami stoczniowymi wywieźli do ZSRR. Polska przejęła więc tylko tereny oraz budynki, wyposażając zakład od nowa, min. w radziecki sprzęt. Tak to sojusznik przerobił nas na szaro... Jako ciekawostka, poniżej panorama dawnego Gdańska z charakterystycznym dźwigiem, oraz główna brama Stoczni Schichaua, istniejąca do dziś (brama nr 3). Zdjęcia pochodzą ze strony prowadzonej przez mojego znajomego: rzygacz.webd.pl, oraz z portalu www.trojmiasto.pl.
  10. Po bitwie

    W kwestii zamieszczonych wyżej zdjęć. Bez mała 4 lata temu wyjaśniłem, że są to zdjęcia z pobojowiska spod Warszawy, gdzie dokładnie pod Burakowem doszło do walk 22 września. Wyjaśniłem dzięki uprzejmości kolegi Domena. Więcej nt. tutaj: https://forum.historia.org.pl/topic/4102-mord-pod-ciepielowem-zbrodnia-wojenna-wehrmachtu-w-1939r/page__st__45
  11. Akurat nie do końca tak. Stocznia istniała wcześniej, od 1891 roku i do 1945 nazywała się - Schichau Werft (Stocznia Schichaua). W 1945 połączono ją z drugą stocznią, Danziger Werft (Stocznia Gdańska), która znowuż do 1918 nazywała się Kaiserliche Werft (Stocznia Cesarska). Tak powstała polska Stocznia Gdańska, dopiero w 1967 zmieniono jej nazwę na Stocznia Gdańska im. Lenina. Tak w kwestii formalnej i historii
  12. Czy Hitler mógł wygrać wojnę?

    Chyba niekoniecznie. Coś mi chodzi po głowie, że akurat w stosunku do Francji to miał agresywne plany, a w stosunku do Zjednoczonego Królestwa już nie.
  13. Absolutnie się nie zgadzam. Pomijam, że swastyka jest bardzo starym symbolem, który istniał na setki i tysiące lat przedtem, zanim zawładnęli nim naziści. Przedstawianie samego wizerunku nie jest propagowaniem czegokolwiek. Czy jak bedę nosił fioletowe T-shirty, to znaczy, że propaguję kolor fioletowy jako jedyny słuszny do noszenia? Czy jak na czapce będę miał wizerunek kiełbaski, to będzie to oznaczało, że propaguję jedzenie tylko i wyłącznie kiełbasek? Przecież to niedorzeczne... A tak bardziej na poważnie. Na moim profilu tutaj na forum, umieściłem zdjęcie Jakowa Swierdłowa, zbrodniarza jakich mało. Czy w związku z tym propaguję jego zbrodnie i system bolszewicki, którego był elementem? Absolutnie nie. Swierdłowa uważam za gnidę, zdjęcie umieściłem bo jako takie mi się podobało, przy okazji dla żartu i z przekory (bo to zaprzeczenie moich poglądów), a poza tym, za młodu podobnie wyglądałem. I tylko tyle. He, he, ja akurat mam poglądy libertariańskie, w związku z czym nie jestem zwolennikiem jakiejkolwiek partii w Polsce, wszystkie mam w "głębokim poważaniu", wszystkie jednako krytykuję I w związku z tym mało mnie obchodzi jakie kto ma poglądy polityczne, jego prywatna sprawa. W tej kwestii nie mam zamiaru ani kogokolwiek przekonywać, ani do czegokolwiek namawiać. W drugą stronę tak samo, nie lubię jak ktoś próbuje przekonać mnie do swoich poglądów. Szanuję człowieka i jego wolną wolę do posiadania pogłądów jakie chce. A to zupełnie co innego, tutaj mógłbym się nawet z Tobą zgodzić Drogi Kolego. Wyraźnie napisałem, że nie oceniam kwestii estetycznej, moralnej czy etycznej. Odnosiłem się tylko i wyłącznie do kwestii prawnej, czy jest to propagowaniem ustroju totalitarnego, czy słuszne jest składanie doniesienia do prokuratury i nic więcej. Jeśli więc komuś taka brama się nie podoba, ma święte prawo głośno to wyrażać i w granicach prawa, rozsądku i dobrego obyczaju dążyć do zmiany. Jak ktoś ma inne zdanie w kwestii bramy, również ma prawo je wyrażać i go bronić. Tak właśnie rozumiem wolność. Bardzo to być może, osobiście nie mam zdania w tej kwestii. I to jest sedno sprawy, cały czas próbuję to tłumaczyć. Zgadzam się z Tobą. Jeszcze raz powtórzę. Czy się to komuś podoba, czy nie (taka brama), to zupełnie inna sprawa, chyba nie to oceniamy w tej dyskusji. Mnie osobiście zwisa i powiewa jak wygląda ta brama (przepraszam za kolokwializm), niech się inni kłócą.
  14. Drodzy Koledzy, czy ja dobrze rozumuję, że mamy już praktycznie bardzo twarde dokumenty, obalające list monachijski w całości? Że prócz mordu pod Cukrówką, incydentów przy przeczesywaniu lasu i ostrzelania kolumny jeńców nic więcej nie ma? To tak celem podsumowania dotychczasowej dyskusji. Bo o ile ja śledzę ją od lat, dzięki uprzejmości Tomasza N dysponuję skanami większości dokumentów, to inni użytkownicy mogą mieć problem z przeczytaniem ponad 100 stron naszych rozmów. No, głównie Waszych Panowie Naszła mnie przed chwilą jeszcze jedna refleksja. Czy nie mamy przypadkiem tu do czynienia z innym przestępstwem, polegającym na nieudzieleniu pomocy rannym? Wielu świadków przecież o tym mówi, wiemy to już od dawna, a teraz powiększa nam się jeszcze skala.
  15. O! Nie wiedziałem, ale bardzo mi się to podoba Jeszcze trzeba by zrobić coś z obrazą uczuć religijnych, bo czasem człowiek boi się odezwać, żeby go nie zakrzyczeli.
  16. Oj pamiętam, zdaje się, że temat był gorący jeszcze za mojej poprzedniej bytności Dlatego też w innych dyskusjach powinniśmy używać określeń neutralnych moim zdaniem
  17. co to za mundur?

    Też mi się tak wydaje. Co do formy patek, to masz całkowitą rację. Dlatego napisałem koledze wsk, że po prostu nie wiem co jego dziadek ma na kołnierzu. Z tym, że w okresie wojny patek nie używano w armii carskiej, ale o tym niżej. Niestety, to nie do końca tak z tymi guzikami Drogi Jancecie jak piszesz, ale ja też zamieszałem, byłem pewien, że chodzi o szynel szeregowego. Z płaszczami zarówno przed jak i w trakcie I WŚ było lekkie zamieszanie, a dostępne ogólnie źródła są liche i niewiele z nich wynika. Natomiast bardzo dobrze, że zwróciłeś uwagę na te guziki, bo dzięki temu przyjrzałem się jeszcze raz zdjęciu naszego "dziadka" i coś zauważyłem, ale o tym również dalej. Tym nie mniej dziękuję Ci bardzo Po kolei. Obowiązującym ogólnie wzorem płaszcza dla szeregowych i podoficerów armii był szynel wprowadzony rozkazem carskim nr PWW 313 z dnia 18 sierpnia 1881 i co do zasady pozostał on mniej więcej w takiej formie do końca wojny. Wyglądał podobnie jak ten na zdjęciu kolegi wsk, zapinany był na haftki. Jedynie pułki gwardii miały 6 guzików po prawej stronie. Kolejne zmiany dotyczyły właśnie zapinania i guzików oraz patek. Pierwszę zmianę wprowadzono rozkazem nr PWW 612 z 6 grudnia 1907, z obowiązkiem wykonania do 1909 roku. Kolejna zmiana nastąpiła 6 marca 1912, rozkaz nr PWW 118. Trzecia zmiana to rozkaz nr PWW 512 z 28 września 1913, dotyczyła tylko kawalerii, artylerii konnej i kozaków. Po tej zmianie mamy płaszcz zapinany na haftki, z 5 fałszywymi guzikami na środku i z patkami. Ostatnia, czwarta regulacja umundurowania, wojenna pojawia się 21 sierpnia 1914, to rozkaz nr PWW 535. Nie wnikając w szczegóły poszczególnych zmian, z płaszczy ostatecznie usunięto guziki oraz patki. To, co zapewne znajduje się w Twojej książce to najprawdopodobniej płaszcze w wersjach z roku 1907 (1909), 1912 i 1913. Długo by pisać o szczegółach, dość powiedzieć, że na wojnę ruszono generalnie bez guzików. Były jednak wyjątki, nie we wszystkich oddziałach rozkaz nr PWW 535 wykonano, stąd trafiały się guziki (fałszywe oczywiście), a zapewne i patki. Na tym nie koniec. W okresie wojny, z powodu braków materiałowych wprowadzono kolejny płaszcz, gorszej jakości, o innym kroju (taki zwykły, bez zachodzenia poły na prawą stronę), zapinany na 5 guzików. Dalej, często oficerowie posługiwali się płaszczami kroju dla szeregowych. W drugą stronę również się zdarzało. Typowy rosysjki bajzelek. A teraz przykłady. Poniżej typowy szynel szeregowego i podoficera wz. 1912/1914 (rekonstrukcja): Szynel przed czwartą regulacją (czyli przed usunięciem guzików - oryginał): Na koniec szynel produkowany pod koniec wojny, zapinany na guziki. Niestety, nie mam zdjęć oryginału czy repliki (płaszcz ten nie cieszył się popularnością i nie wszedł do powszechnego użycia). Był wprawdzie zapinany na guziki, ale jak widać poniżej, miał zupełnie inny krój. Płaszcz oficerski natomiast wyglądał nieco inaczej, miał nieznacznie inny krój, był lepszej jakości, a przede wszystkim był zapinany na guziki. Wyglądał tak: Jest to oryginał w wersji "pokojowej", na wojnę wyruszono bez kolorowych patek na kołnierzu. Jak widać ma on ewidentnie zapięcie na guziki w przeciwieństwie do płaszcza szeregowych. Jeśli teraz przyjrzymy się zdjęciu kolegi wsk, to zdaje się widać tam wyraźnie dziurkę na guzik. Wynika z tego, że to płaszcz oficerski. Chyba, że ja źle widzę, bo dopiero po Twoim poście Jancecie tę dziurkę zauważyłem, natchnąłeś mnie. I jeszcze w ramach ciekawostki, podoficer w płaszczu dla oficerów oraz oficer (sam adm. Kołczak) w płaszczu dla szeregowych.
  18. Aj, nie przesadzajmy. Zamach bezprawny był i były też ofiary, wojna domowa wisiała na włosku, ale dzięki Bogu do niej nie doszło. Parodniowa ruchawka w stolicy to na szczęście nie wojna domowa. No, przynajmniej nie w Polsce, kraju średniej wielkości, bo np. w takim Księstwie Monako to już by była
  19. He, he, dobre Tak się zastanawiam i stwierdzam po namyśle, że sprawa jest jednak bardziej poważna. Bo faktycznie, jeżeli pozwolimy na tak durne zachowania teraz, to za chwilę ktoś wpadnie na pomysł, żeby np. pousuwać wizerunki Lenina, Dzierżyńskiego, Stalina, itd. z podręczników do historii, encyklopedii, Wikipedii, itp. Potem tylko krok do usuwania całych haseł i informacji, bo a nuż podejdzie to pod propagandę. I za ileś tam lat mamy powrót cenzury i indeks haseł zakazanych. Bo propagują. Obawiam się, ża mamy tu do czynienia po prostu z szaleństwem pewnych osób, a to jest już niebezpieczne. Kompletna utrata zdrowego rozsądku i logicznego myślenia. Ja rozumiem, że ci ludzie protestowaliby, bo im się nie podoba. Jasna sprawa, mają do tego prawo. Ale doszukiwanie się przestępstwa na siłę jest absurdalne.
  20. Walka ogniowa na morzach

    Co do zatopienia - zgoda. Pytanie, co rozumiemy przez zniszczenie. Jak dla mnie, to wyeliminowanie z dalszej walki, a to już jest do zrobienia kilkoma salwami moim zdaniem. Są dwie opcje. Albo plotłem bzdury (sugerowałem już, że tak może być), albo diabeł tkwi w szczegółach. W każdym bądź razie, przypadek wart głębszej analizy. Po pierwsze, ile dokładnie oddały okręty do siebie salw? Po drugie, czy salwy te były celne? Jaki był procent trafień w każdej salwie? Po trzecie, jak uzbrojone były obie jednostki? Po czwarte, "burta w burtę z bliskiej odległości" - jak blisko i przez jaki czas? Po piąte, czy wiemy jak dokładnie wyglądał pojedynek? Zachowały się jakieś dzienniki? Fregaty miały lekką konstrukcję, to prawda, ale były też lżej uzbrojone niż okręty liniowe. Nie wiem jaką taktykę walki mieli Włosi, ale Brytyjczycy, jeśli działali standardowo, to strzelali w kadłub. Maxgallu, czy znasz może więcej szczegółów odnośnie tej walki? Jakie straty były wśród załóg? Pojedynek trwał jak piszesz ok. 45 minut, to długo i krótko jednocześnie. Jeśli okręty zachowały się całkowicie statycznie w tym czasie (tzn. salwa po salwie trafiała w okręt przeciwnika, bo stoją lub idą burta w burtę - dziwne jak dla mnie), to jakoś mało realnie to wygląda, bo wychodzi mniej więcej np. ok. 30-40 salw brytyjskich. To istna masakra, z obu okrętów teoretycznie powinny pozostać wióry (choć utrzymujące się na wodzie, chyba, że gdzieś wybuchł magazyn prochowy)...
  21. Jak dla mnie kolejny wygłup i bzdura, ludzie już naprawdę nie wiedzą czego się doszukiwać. To jak ja bedę chodził w koszulce z obliczem Che Guevarry albo Dzierżyńskiego, to też bedę propagował komunizm? Może za chwilę "ruskie pierogi" też bedą nie na miejscu? Głupota totalna, żadna prokuratura ani sąd nawet się tym nie zajmie (mam nadzieję), szajba odbija tym posłom i tyle. Fotyga nigdy za mądra nie była, ciągle plecie trzy po trzy. Szkoda gdać... Ja bym artykułu o tym nie zamieszcał, głupotę trzeba ignorować moim zdaniem. Co innego kwestie estetyczne czy moralne, tu się nie wypowiadam.
  22. Humor

    Przejrzałem sporo postów wstecz i chyba jeszcze nie było. Filmik, że tak powiem "historyczny", cechuje go duża dbałość o szczegóły i realizm Ale co najważniejsze, ilekroć mam ochotę się pośmiać, a nie ma ku temu powodu, to go sobie oglądam. Nie ma znaczenia, że jest to już n-ty raz, rżę ze śmiechu
  23. Walka ogniowa na morzach

    Białkowski opracowywał regulaminy dla artylerii Księstwa Warszawskiego. Chodziło mu o te same handszpaki, być może chciał być oryginalny, albo po prostu bardzo polski, stąd zmiana nomenklatury. Początek XIX w. jest jak najbardziej w porządku, to kontynuacja XVIII w. bez większych zmian A i koniec XVII się łapie... Polemizowałbym Tu trzeba się wspólnie trochę pozastanawiać po prostu.
  24. Czego teraz słuchasz?

    A ja jakiś "przedpotopowy" jestem Jak dla mnie po prostu orgastyczne
  25. Walka ogniowa na morzach

    Bardzo słusznie. Proponuję np. XVIII w., to w zasadzie szczyt osiągnięć w walce epoki żagla, czyli dopracowane liniowce. Tym bardziej, że taktyka walki była wtedy już dość konkretnie wypracowana, w poprzednich stuleciach przechodziła jeszcze okres "dziecięcy" moim zdaniem. Może być? Okres napoleoński był praktycznie kontynuacją tego, co osiągnięto w XVIII w., nie ma tu większych zmian. Teoretycznie wprowadzono zamki do odpalania dział (Brytyjczycy pierwsi), ale np. na HMS Victory pod Trafalgarem ich jeszcze nie było, więc bez znaczenia tak naprawdę. Zgoda. Po to się dźwigało nimi ciężką lufę, aby odpowiednio wsunąć klin, jak zauważyłeś, tak samo przesunąć na bok. Dość prymitywne, ale jednak celowanie, stąd Białkowski przyjął taką nomenklaturę. Ja jednak wolę "handszpaki"
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.