ambron

Użytkownicy
  • Zawartość

    16
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O ambron

  • Tytuł
    Ranga: Licealista
  • Urodziny

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Starożytność

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Tyberiuszu, gen nie determinuje kultury, ale i kultura nie determinuje etnosu. No, chyba że mówimy o jedynym elemencie kultury niematerialnej, jakim jest język. Albowiem jedynie język jest wyznacznikiem etnosu. Zbadanie genów jakichś ludzkich szczątków nie rozstrzygnie oczywiście - jakim językiem władał za życia ów człowiek. Zwróć jednak uwagę na kwestię zasadniczą: dominująca jeszcze obecnie teoria allochtoniczna zakładała wymianę populacji, czyli wymianę genów, na ziemiach polskich, na przełomie starożytności i średniowiecza. Tak więc to nowe geny miały przynieść nowy język. Ponieważ genetyka udowodniła, że fizycznej wymiany ludności nie było, dlatego należałoby wyjaśnić, w jaki sposób języki słowiańskie rozpowszechniły się na obszarze słowiańszczyzny zachodniej.
  2. Furiuszu, miałem na myśli próbki autosomalnego DNA z Kowalewka i Masłomęcza przedstawione późną wiosną 2017 roku. Secesjonisto, synonimy są często faktycznie efektem pożyczek. Tu jednak chodzi o to samo słowo w różnych wariantach fonetycznych. Uznanie wyrazu "tyn, tin" za celtycką pożyczkę do słowiańszczyzny poprzez języki germańskie napotyka na kilka poważnych przeszkód - i aż dziw bierze, że, jak dotąd, nie zwrócili na to uwagi polscy językoznawcy. Jak mówiłem: w wolnej chwili odniosę się do tego szeroko. Horus, bardzo fajne mapki! Obrazowe...!
  3. Furiuszu, jeżeli chodzi o badania genetyczne, to np. część próbek z Kowalewka (kultura wielbarska) wykazuje największe podobieństwo do dzisiejszych Skandynawów, a cześć do dzisiejszych Polaków. A to znakomicie potwierdza koncepcję tzw. wschodnich Germanów, w tym konkretnym przypadku Gotów, jako germańsko-słowiańskich koalicji ponadplemiennych. Jutro, jak znajdę chwilę czasu, odniosę się szerzej do wyrazu "tyn" jako rzekomej pożyczki odceltyckiej do słowiańszczyzny za pośrednictwem języków germańskich.
  4. Jeżeli nawet przestrzeliłem nieco z tą Szwajcarią, to osadnictwo słowiańskie sięgało przynajmniej po Tyrol: http://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0041885 Do innych kwestii odniosę się w wolnej chwili.
  5. Furiuszu, jeszcze wracając słowem do Twojego poprzedniego wpisu... Lugh był bogiem światła (galijskie "lugos" - "błyszczący"). Natomiast Słowianie mieli swojego boga światła i ognia - Licho (prasłowiańskie "luća" - "światło", z czego mamy wyrazy "łuczywo" i - za pośrednictwem wpływów germańskich - "lichtarz"). Miejscem jego kultu miał być podobno Licheń. Ponieważ ogień miał w mitologii zawsze dwa oblicza - dobre i złe; życiodajne i niszczycielskie - dlatego w dobie chrześcijańskiej zdeprecjonowano Licho do roli złego demona odpowiedzialnego w pierwszej kolejności z pożary. Z tradycji tej pozostało nam jeszcze powiedzenie: "pal to licho". Od boga Lugha ma pochodzić też nazwa naszej Legnicy jako pierwotnie Lugidunum, gdzie łacińskie "dunum" ma być formą zapisu celtyckiego wyrazu "dunon" oznaczającego "palisadę, ścianę". Według naszych językoznawców, Słowianie mieli przerobić owo "dunon" na "tyn" w znaczeniu miejsca odgrodzonego, chronionego. To oczywiście niemożliwe, albowiem mamy wyraz "cień" (czeskie "tin") pierwotnie w znaczeniu ochrony, osłony (wierze obronne z cieniami) i muru (porównaj: "podcienie" - "podmurze"). Jest to dokładnie to samo słowo, co "sień" i "ściana" (porównaj greckie "skene" - "namiot"). Tak więc rozwój od celtyckiego "dunon" jest absolutnie wykluczony; rozwój fonetyczny szedł tutaj w zupełnie przeciwnym kierunku. Słowa te pochodzą najprawdopodobniej od naszego "knu, kien" - "pień" (ściany budowano pierwotnie z pni - palisady), co widać też po tym, że jednym ze znaczeń wyrazu "knieja" było "ogrodzenie" a wyrazu "cień" - "gaj". Przy czym wyrazy "tyn, tyniec" występują bodaj w 36 nazwach geograficznych z terenów słowiańszczyzny zachodniej, a poza tym mamy chyba tylko jeden Thun w Szwajcarii, czyli też na obszarze wpływów słowiańskich. Jutro dodam jeszcze coś o tych Lugiach hiszpańskich...
  6. Furiusz, właśnie... ostatnim zadaniem trafiłeś chyba w sedno zagadnienia! Ja już od pewnego czasu postuluję na innych forach, biorąc pod uwagę realia doby rodowo-plemiennej, że tzw. "plemiona wschodniogermańskie" były to w rzeczywistości ponadplemienne organizacje quasipaństwowe, w których nieliczne ludnościowo grupy germańskie skupiały wokół siebie silne koalicje liczebnych plemion słowiańskich. Tak jak przedstawia np. Gotów Duklanin. Nie należy wykluczać, że w koalicjach takich było również miejsce dla grup celtyckich. Tę moją opinię potwierdza genetyka, albowiem na obszarach wpływów czy terenach migracji tzw. Germanów wschodnich znajdujemy jedynie ślady germańskich genów w morzu genów słowiańskich.
  7. A, Secesjonisto, zapomniałem wrzucić definicję: Urzecze (Łurzyce, Urzyce) – historyczny podwarszawski mikroregion etnograficzny, rozciągający się po obydwu brzegach Wisły, pomiędzy dawnymi ujściami Pilicy i Wilgi a mokotowskimi Siekierkami i prawobrzeżną Saską Kępą.
  8. Furiusz, odniosę się do Twojego wpisu wieczorem, jak będę miał więcej czasu. Secesjonisto, w wyrazach często odpada nagłosowe "k" lub jego asybilowane warianty (np. "s"), co w pierwszym przypadku wyraźnie słyszymy w dzisiejszym języku angielskim a w drugim - w tzw. w literaturze językoznawczej, ruchomym "s". Możliwe więc, że wyraz "łęg" w znaczeniu "łuk" brzmiał kiedyś w wersji kentum jak "klęg" a w wersji satem - jak "ślęg", co pozostało w wyrazach "klęczeć" i "ślęczeć". Wydaje mi się, że to samo potwierdza rzeczownik "klucz" i czasownik "kluczyć".
  9. Secesjonisto, przepraszam... to Jacober napisał, a Ty go tylko cytowałeś. Furiusz, w takim razie łacińskie clutum pokazuje, że w wyrazach związanych z wilgocią musiała odpaść spółgłoska inicjalna z nagłosu. Dokładnie widzimy to w wyrazach związanych ze zginaniem, jak np. w "klęczeć" i "ślęczeć" (drugi wyraz jest wersją pierwszego po palatalizacji i asybilacji), czyli wyginać w łuk (łęg, łęk) nogi w pierwszym i wyginać w łuk grzbiet w drugim przypadku. Natomiast nasze "słota" wygląda w takim razie na wersję satemową łacińskiego "clutum". Horus, mówiąc o mazowieckich Łużycach, miałeś pewnie na myśli mikroregion etnograficzny Łużyce... Tak! To dokładnie moje rejony, bo wprawdzie urodziłem się na Śródmieściu, to jednak przez ponad pół wieku mieszkałem na Saskiej Kępie, wchodzącej w skład tego regionu. Wprawdzie przyjmuje się, że "dz", a w efekcie "d", są efektem palatalizacji "g", ale nie trzymałbym się sztywno chronologii tzw. palatalizacji polskich, albowiem różne dialekty regionalne słowiańszczyzny mogły dokonywać palatalizacji w okresie przedpiśmiennym, dlatego nie mamy ich śladów w zapisach, chociaż ich echem mogą pozostawać właśnie hydronimy, toponimy czy etnonimy. Panowie, ostatecznie chodzi tu o to, że w słowiańszczyźnie znajdujemy szeroką motywację na gruncie językowym dla etymologii etnonimu Lugii. Czy potrafimy wskazać taką samą liczbę brzmiących podobnie do Lugii apelatywów w językach celtyckich lub hydronimów czy toponimów na terenie Szkocji lub Irlandii?
  10. Secesjonisto, sam podałeś wersję nazwy rzeki Lech w postaci Lugii. Skoro więc hydronim funkcjonował w tych dwóch wersjach fonetycznych, dlaczego nie mógł etnonim...? Jeżeli natomiast chodzi o oboczność "ług" w postaci "lut", w znaczeniu "błoto, grzęzawisko" - to informacja na temat takiego znaczenia wyrazu "lut" pochodzi od Gerarda Labudy, który nie jest oczywiście językoznawcą. Ale już chyba się umówiliśmy, na przykładzie Jerzego Strzelczyka, że dopuszczamy również głosy historyków w dyskusjach nad pochodzeniem etnonimów. Nie sądzę zresztą, aby Labuda nie poparł swojej opinii jakimś wywodem językoznawczym. Ta informacja Laudy pochodzi z hasła "Wieleci" ze "Starożytności Słowiańskich". Nie mogę jej w tej chwili doprecyzować, albowiem niedawno się przeprowadziłem, a moje Starożytności pozostały w poprzednim miejscu zamieszkania. Sprawdzę to przy okazji... Zwróć jednak uwagę, że "g" często przechodzi w "t" w przyrostu "-ęg" i jego obocznościach, dając wyrazy bliskoznaczne, np. "kręg, kręt; pręg, pręt; łęg, łęt". W przypadku wyrazów związanych ze zginaniem, w wersjach końcówki "-ęg" denazalizowanych przez "u" (jak np. w "łęg, łęk, łuk") widzimy "t" w prasłowiańskim przymiotniku "luty" - "ostry", czyli zagięty pod małym kątem, jak również w żmudzkim "lutas" - "krzywonogi". Mamy w przypadku takiej wersji fonetycznej również związek z wilgocią, tak jak w przypadku wyrazów "łęg, łąka, łacha, ług", w litewskim "liutis" - "słota, długotrwałe deszcze". Formalnie nie widzę przeszkód natury językowej, by uznać oboczność typu "lug, lut", pojawiającą się zresztą w zapisie etnonimu Lugii w postaci Luti.
  11. Przed Gluhakiem widział w Lingones zniekształconą (konkretnie - zmadziaryzowaną) nazwę Lędzian Aleksander Brückner. Zwróć jednak uwagę, że tacytowi Lingones mieli żyć nad Padem, a to tereny wenetyjskie. Tutaj wracamy do starej dyskusji nad pochodzeniem Wenetów. Nie chcę jej tutaj roztrząsać, gdyż to temat na odrębną dyskusję, pragnę jedynie zwrócić uwagę na pewne zbiegi okoliczności.
  12. Horus, już wcześniej chciałem zwrócić uwagę na wariant etnonimu Lugiów w postaci Luti, tylko wyleciało mi z głowy. Znowu mamy słowiański etnonim z patronimicznym "-ic" w postaci Lucice, Lutycy, Lutycze (porównaj dzisiejsze nazwisko Lutycz) jako nazwę plemienną związku politycznego Wieletów, którą Labuda wiąże z rdzeniem "lut" - błoto, grzęzawisko. Widzimy tu oboczność "ług" w postaci "lut". A więc kolejny trop po Łużycach (Lusitzi) wiodący od Lugiów w kierunku Słowian zachodnich. No i warta zainteresowania jest ta przekazana przez Kroata nazwa Polaków w postaci Lingones, podejrzanie bliska Longiones Zosimosa.
  13. Secesjonista, pisząc: "w zasadzie w takim samym znaczeniu", miałem na myśli wyrazy pozostające w tym samym obszarze znaczeniowym i wywodzące się z jednego gniazda semantycznego. Generalnie chodzi o podmokłe tereny ulokowane w zakolach rzek. W niektórych przypadkach dalszego rozwoju semantycznego wyrazy "ług" i "łacha" mają nawet niemal dokładnie takie samo znaczenie: np. "ług, ługa" jako szlam pozostający na dnie wysychającego zbiornika solankowego i "łacha" jako piaszczysta mielizna utworzona na rzece wskutek obniżenia się poziomu wody. Jakober, nie miałem zamiaru umniejszyć w czymkolwiek Jerzemu Strzelczykowi. Chciałem jedynie zwrócić uwagę na fakt, że negacja słowiańskiej etymologii etnonimu Lugiów nie ma podstaw językowych, a opiera się jedynie na jednej z interpretacji źródeł historycznych i znalezisk archeologicznych.
  14. Ponieważ znalazłem chwilkę czasu, to może napiszę, jak widzę etymologię etnonimu Lugii... Szafarik szedł oczywiście właściwym tropem. Wyrazy "ług, łęg, łąg" pochodzą od takich samych lub podobnych wyrazów oznaczających krzywiznę: "łuk, łęk, łęg", z czego też nazwa broni - "łuk, łęg, łęczysko, łęczyszcze. Chodziło tutaj o ziemie położone w zakolu rzeki, zazwyczaj podmokłe,wykorzystywane zazwyczaj na pastwiska, z czego mamy nie tylko nazwy "ługów" i "łęgów", ale i "łąk". Wcześniej jednak chodziło również o pola uprawne, gdyż z takim pojęciem wyrazu "łęg" stykamy się w staropolszczyźnie. Wiemy oczywiście doskonale, że uprawy lokalizowano w pobliżu rzek, jak np. na terenach zalewowych Nilu, w trosce o ich nawodnienie i użyźnienie. Stąd też pochodzi bez wątpienia staropolski wyraz "lędo" zarówno w znaczeniu uprawnego pola, jak też brzegu rzeki czy innego zbiornika wodnego, które dało nasze "ląd" i ogólnoeuropejskie "land" - w tym samym znaczeniu. Tak więc "lęd" pochodzi od "lęg", albowiem w językach słowiańskich jeden ze sposobów palatalizacji "g" daje "dz, dź", jak np. w "księga, księdze", zaś to "dź" nader często wymienia się z "d", jak np. w "łódź, łódka; lód, lodzie". Natomiast oboczność w postaci "ług" wzięła się z tego, że samogłoska "u" pochodzi często w językach słowiańskich z denazalizacji samogłoski nosowej "ę", tak jak np. w naszym "ręka" i ruskim "ruka". Z kolei oboczność wspomniana w poprzednim moim wpisie, w postaci "łach, lach", to częste przejście "g" w "ch", jak np. w wyrazach "laga, lacha". Ostatecznie uważam więc, że etnonim Lugiów, zapisywany jako Lugii, Lygii, Lugiones, Longiones, jest tożsamy z podobnymi nazwami etnicznymi Słowian, takimi jak Lędzianie czy Lachy, a semantycznie odpowiada etnonimowi Polanie. Chodziłoby więc o mieszkańców pół, czyli ludność trudniąca się rolnictwem i wiodącą osiadły tryb życia. Wszystko bowiem wskazuje na to, że Prasłowianie wyraźnie dzielili swoje nacje na utrzymujące się z uprawy pół i eksploatacji lasów, z czego mamy drugą, niejako opozycyjną kategorię nazw etnicznych, takich jak: Drzewianie, Drewlanie czy Tervingi (Derwęgi). Ten pierwotny podział znakomicie pokazuje też genetyka, albowiem dwa największe komponenty genomu współczesnych Polaków pochodzą od suwalskich łowców i słowackich rolników.
  15. Dodam może jeszcze, że mamy w naszym języku wyraz "łacha" w zasadzie w takim samym znaczeniu, co "ług, łęg". W języku niemieckim wyraz "lache" oznacza dzisiaj "błoto, bajoro", ale dawniej Niemcy nazywali tak "błotniste łąki", czyli dokładnie - "ługi, łęgi". Stąd kuriozalny pomysł naszych językoznawców, że wyraz "łacha" to pożyczka od niemieckiego "lache". Ja jednak nie widzę najmniejszych przeciwności natury językowej, by uznać "łach" za oboczność "ług, łęg", przyswojoną przez Niemców okupujących Słowian połabskich