Skocz do zawartości

Andrzej

Użytkownicy
  • Zawartość

    160
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Andrzej

  1. Ciekawi mnie na kogo zagłosowaliby uczestnicy tego forum w wyborach do Sejmu Ustawodawczego w 1919 roku
  2. Pytania byly 3: :wink: "Czy jesteś za zniesieniem Senatu?" "Czy chcesz utrwalenia w przyszłej konstytucji ustroju gospodarczego zaprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienie podstawowych gałęzi gospodarki narodowej, z zachowaniem ustawowych uprawnień inicjatywy prywatnej?" "Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej?". i mozliwosc wyboru w naszej ankiecie dotyczy odpowiedzi na pytania zadane w takiej kolejnosci. Ciekawi mnie jakbyscie zaglosowali gdybyscie mieli taka mozliwosc
  3. Zapraszam do dyskusji czy Polsce potrzebna jest zmiana konstytucji :?: Jeżlei tak to na jaką, co należy porawić w stosunku do obecnej. Na jakiej konstytucji się wzorowac, a może na rodzimej myśli konstytucyjnej :?: Narazie trzy partie przedstawiły swoje projekty konstytucji PiS, Samoobrona i całkiem niedawno LPR ... zaprawszam także do dyskusji nad tymi projektami . :wink: projekt konstytucji autorstwa PiS projekt konstytucji autorstwa Samoobrony projekt konstytucji autorstwa LPR A może wy macie jakieś propozycje ustrojowe :?:
  4. Ostateczny cios, ten wymierzony w Berlin, zadali, skordynowanym wysiłkiem trzech frontów, trzej marszałkowie radzieccy: Georgij Żukow, Konstanty Rokossowski i Iwan Koniew. To oni byli obecni we wszytskich najważniejszych momentach wojny. Który z nich waszym zdaniem, był najbardziej zasłużonym dla zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej :?: Konstanty Rokossowski, herbu Glaubicz (urodzony 21 grudnia 1896 w Wielkich Łukach w guberni pskowskiej - zmarł 3 sierpnia 1968 w Moskwie), marszałek ZSRR i Polski. Wg niektórych źródeł urodził się w Warszawie, a ok. r. 1919 zmienił w jakiś sposób swoje miejsce urodzenia na Wielikije Łuki gub. Psków, jakoby po to, aby ukryć polskie pochodzenie. Był synem kolejarza (Polaka) Ksawerego Wojciecha (zm. 1905) i nauczycielki z Pińska, Antoniny Owsiannikowej z drobnej szlachty rosyjskiej (zm. 1911). Pochodził ze starej szlacheckiej rodziny Rokossowskich herbu Glaubicz z Wielkopolski, która przyjęła nazwisko od miejscowości Rokosowo koło Kościana (jeden z jego przodków walczył w armii Księstwa Warszawskiego). Rodzina Konstantego wkrótce po tym, jak się urodził przeniosła się do Polski, do Warszawy. Wg wspomnianych wyżej źródeł - przeprowadzki tej nie było, cały czas mieszkali w Warszawie. Uczęszczał do Szkoły Kupieckiej przy ulicy Świętokrzyskiej, potem pracował w fabryce pończoch na Woli i w końcu przed wybuchem I wojny światowej był czeladnikiem w pracowni kamieniarskiej jednego z krewnych ze strony ojca w Warszawie. Propaganda komunistyczna akcentowała później ten "proletariacki" okres w jego życiu i stworzyła legendę o tym, że rzekomo wykonał niektóre ornamenty kamienne na Moście Poniatowskiego. W niewiadomym okresie życia zmienił swoje otcziestwo na "Konstantinowicz", prawdopodobnie dlatego, że rzeczywiste - "Ksawerowicz" - nieustannie było przekręcane i błędnie zapisywane, z czym musiał mieć stale problemy. W 1914 wstąpił jako ochotnik do armii carskiej do 5 kargopolskiego pułku dragonów, (stacjonującego w Rembertowie), w którym uzyskał w r. 1916 stopień kaprala, a w 1918 roku do Armii Czerwonej. Walczył w wojnie domowej w Rosji Sowieckiej. W 1919 roku wstąpił do Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików). Kształcił się w Wojskowej Akademii im. Frunzego wraz z Żukowem. Kolejno dowodził pułkiem, brygadą, dywizją i korpusem kawalerii. W latach 1927-28 doradzał w Chinach Czang-Kaj-Szekowi. W 1937 roku stał się ofiarą czystek stalinowskich: oskarżony o szpiegostwo dla wywiadu japońskiego i brytyjskiego, trafił do łagru na Syberii, gdzie przebywał do 1940 roku. W grudniu 1940 amnestionowany i przywrócony do służby wojskowej i został mianowany dowódcą 9 Korpusu Zmechanizowanego. "Wielki Wódz" Stalin w pełni mu nigdy nie ufał i przydzielił do jego jednostki politruka Bułganina, z którym, dokładnie obserwowany, musiał dzielić pokój. W czasie drugiej wojny światowej był jednym z wybitniejszych dowódców wojskowych, uczestniczył w wielu ważnych kampaniach: dowodził 16 armią (w obronie Moskwy, potem dowódca Frontów: Briańskiego, Dońskiego pod Stalingradem, I Białoruskiego, a od jesieni 1944 II Białoruskiego; współautor Operacji Białoruskiej. 29 czerwca 1944 mianowany marszałkiem Związku Radzieckiego. Pod koniec wojny był jednym z dowodzących wyzwalaniem terenów między Bugiem i Odrą, brał udział w szturmie Berlina dowodząc II Frontem Białoruskim, który przełamał obronę niemiecką na Odrze na północ od Berlina i wojska którego zdobyły Szczecin a następnie dotarły do Łaby. 29 maja 1945 roku Rokossowski, naówczas dowódca 2. Frontu Białoruskiego, zostaje głównodowodzącym Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej z siedzibą w Legnicy. Na polecenie Stalina 6 listopada 1949 roku Rokossowski na podstawie porozumienia rządu polskiego i ZSRR został polskim ministrem obrony narodowej, mianowany do stopnia polskiego marszałka. Od 1950 roku członek Biura Politycznego PZPR, a od 1952 wicepremier. Duża część historyków utrzymuje, iż Rokossowski w znacznym stopniu ponosi odpowiedzialność za represje wobec przedwojennych polskich oficerów, czystki i sowietyzację w LWP po drugiej wojnie światowej, miał on wprowadzić represyjny sytem pracy przymusowej w kopalniach węgla, rud uranu i kamieniołomach świadczonej w miejsce służby wojskowej młodzieży z określonych "antysocjalistycznych" rodzin. Niektórzy badacze dziejów najnowszych twierdzą z kolei, że marszałek pozostawiał wolną rękę lokalnym władzom PRL w walce z tzw. elementem antysocjalistycznym, nie zachęcał Bieruta i Bermana do zwiększania represji, ani do ich pomniejszania. Starał się trzymać z boku bieżących wydarzeń politycznych, całkowicie poświęcając swą aktywność wojsku. Wszelkie przypisywanie Rokossowskiemu inicjowania czystek politycznych w PRL miałoby służyć wybielaniu roli lokalnych komunistów polskich - twierdzą obrońcy postaci marszałka. W trakcie wydarzeń poznańskich w 1956 roku podjęto decyzję o wysłaniu do Poznania wojska w celu stłumienia strajku - aprobował ją osobiście Rokossowski (żołnierzom tłumaczono strajk jako proniemieckie rozruchy). Po dojściu do władzy Gomułki w październiku 1956 musiał opuścić Polskę i wyjechał do ZSRR, gdzie pełnił wiele ważnych funkcji wojskowych, między innymi w latach 1958 - 1962 wiceministra obrony narodowej ZSRR. Jako wybitnie zasłużony dla ZSRR pochowany pod murem Kremla. Jego młodsza siostra Helena spędziła całe życie w Warszawie i zmarła tam w 1982 roku. Żonaty był z Rosjanką, Julią Barma, z którą miał jedną córkę. 30 marca 1949 roku, w czwartą rocznicę wyzwolenia Trójmiasta, wspólnie obradujące Miejskie Rady Narodowe Gdańska, Gdyni i Sopotu specjalną uchwałą przyznały Rokossowskiemu tytuł Honorowego Obywatela Gdańska i Gdyni. Wcześniej uczyniły to Kartuzy. Imieniem Rokossowskiego nazwano także dzisiejszą ulicę Monte Cassino w Sopocie. Posiada następujące odznaczenia: Bohater Związku Radzieckiego - przyznane dwukrotnie :wink: Order Lenina - przyznane siedmiokrotnie Order Zwycięstwa (jako jeden z 29) Krzyż Wielki Orderu Virtuti Militari z Gwiazdą (Order Virtuti Militari I kl.) Order Krzyża Grunwaldu kl. I Order Budowniczych Polski Ludowej Legia Honorowa kl. I Gwiazda "Grand Officier" Krzyż Komandorski Orderu Łaźni z Gwiazdą Order "Legion of Merit" - amerykański Krzyż Chrystiana - duński Iwan Koniew (1897-1973)- pochodził z ubogiej chłopskiej rodziny, w przekonaniu której kariera wojskowa należała do najświetniejszych. Nic więc dziwnego, że w 1916 roku wstąpił do wojska jako ochotnik. Już w 1917 roku awansował na stopień podoficera artylerii i rozpoczął błyskotliwą karierę tak wojskową jak i polityczną, wstępując w 1918 roku w szeregi partii komunistycznej. Jego zaangażowanie polityczne sprawiło, że w latach 1918-1924 pełnił w Armii Czerwonej funkcje komisarza politycznego, przerzucany z jednej placówki na drugą, od Uralu aż po daleki wschód. Kształcił się początkowo na kursach dla podoficerów, a następnie w Akademii wojskowej im. Frunze. Po jej ukończeniu w 1934 roku powierzone mu są pierwsze stanowiska dowódcze : dowództwo dywizji, a następnie korpusu. Zimą 1937 roku walczy na froncie japońskim. W 1940 roku otrzymuje nominację na stopień generała-lejtnanta. W chwili agresji Niemiec na ZSRR generał Koniew jest dowódcą 19 Armii. Na jej czele stawiać będzie heroiczny opór postępom armii niemieckiej w okolicach Rudni i Duchowszczyzny. W uznaniu zasług zostanie mianowany generałem-pułkownikiem. Od września 1941 roku stanie na czele Frontu Kalinińskiego. Uczestniczyć będzie w walkach pod Moskwą i przyczyni się do wyzwolenia Kalinina (obecnie Twer). Począwszy od sierpnia 1942 aż do lutego 1943 dowodzić będzie Frontem Zachodnim. Podczas bitwy na Łuku Kurskim stać będzie na czele Frontu Stepowego. W lipcu 1943 dwie z podległych mu armii będą walczyć w okolicach Prochorowki, a cały dowodzony przez niego front przejdzie do kontrofensywy w sierpniu 1943 w ramach operacji "Rumiancew". We współdziałaniu z Frontem Woroneskim i Południowo-Zachodnim przyczyni sie do wyzwolenia Biełgrodu i Charkowa. Mianowany dowódcą 2 Frontu Ukraińskiego, generał Koniew, po bitwie o Dniepr i po wyzwoleniu prawobrzeżnej Ukrainy awansuje do stopnia generała armii i wkrótce odniesie jedno z najistotniejszych zwycięstw w swej karierze wojskowej, w bitwie o Korsuń. W końcu marca 1944 dowodzone prze niego oddziały dojdą do dawnej granicy z Polską na rzece Prut. Od tej pory- już w stopniu marszałka- Koniew będzie dowdodzić 1 Frontem Ukraińskim, na którego czele opanuje Lwów i Stanisławów. zmuszając tym samym do wycofania niemiecką Grupę Armii "Północna Ukraina". W styczniu 1945 w ramach operacji "Wisła-Odra" przekroczy Wisłę, Pilicę i Wartę. Dowodzony przez niego front, przez Wrocław dotrze aż do wrót Berlina, o który będzie walczył na lewym skrzydle trzech zaangażowanych w bitwie frontów. Jego ostatnia ofensywa w II wojnie światowej bedzie skierowna przeciw Grupie Armii "Centrum" w Czechosłowacji. 9 maja 1945 1 Front Ukraiński osiągnie Pragę. Jego dalszą karierę znaczą najwyższe stanowiska wojskowe i państwowe piastowane aż do roku 1960- kiedy to na skutek konfliktu z Chruszczowem odsunięty zostanie na dalszy plan. Lecz nim do tego doszło, sprawował funkcję dowódcy wojsk lądowych ZSSR, inspektora generalnego Armii Radzieckiej o raz dowódcy sił Paktu Warszawskiego, będąc jednocześnie pierwszym zastępcą ministra obrony ZSSR. Dwukrotnie uhonorowany tytułem Bohatera Związku Radzieckiego, odznaczony wieloma orderami radzieckimi i obcymi w tym francuską Legią Honorową. Jego prochy spoczęły w ścianie Kremla. Gieorgij Konstantynowicz Żukow, ros. Георгий Константинович Жуков (ur. 1 grudnia 1896, zm. 18 czerwca 1974) - marszałek radziecki. Brał udział w rewolucji październikowej w 1917 roku, a następnie w wojnie domowej w Rosji w latach 1918-1920. W roku 1939 kierował radziecką obroną na Dalekim Wschodzie. Podczas II wojny światowej w roku 1941 szef sztabu generalnego, od VII 1942 zastępca naczelnego wodza. Opracował główne założenie bitew: moskiewskiej, stalingardzkiej oraz na łuku kurskim. Koordynował działania frontów, m.in. w czasie bitwy stalingradzkiej. Był dowódcą frontów: m.in. Leningradzkiego, Zachodniego, 1 Ukraińskiego, 1 Białoruskiego (w czasie operacji wiślańsko-odrzańskiej); kierował operacją berlińską. 8 maja 1945 w Berlinie, w imieniu Naczelnego Dowództwa Armii Czerwonej, wraz z przedstawicielami rządów USA, Wielkiej Brytanii i Francji przyjął bezwarunkową kapitulację hitlerowskich Niemiec i został mianowany dowódcą radzieckiej strefy okupacyjnej. W roku 1946 objął dowództwo nad całością wojsk lądowych ZSRR, jednak Stalin usunął go z tej funkcji. Po śmierci Stalina w latach 1955-1957 minister obrony ZSRR, w 1958 odwołany ze wszystkich stanowisk i przeniesiony w stan spoczynku, za sprzeciwianie się wpływowi KPZR na armię, czy też za nadmierną popularność zagrażająca władzy Chruszczowa.
  5. artykuł prof. Jerzego Żyżyńskiego, Kierownika Zakładu Gospodarki Publicznej Uniwersytetu Warszawskiego, na temat podatku liniowego Podatek liniowy jak Katrina Są idee jak huragan Katrina. Pod wpływem nagrzanych wód oceanu energia żywiołu narasta do niszczycielskiego poziomu. Powstają silne prądy wstępujące, ściągające jednocześnie zimne powietrze z górnych warstw atmosfery. Para wodna kondensuje się, przez co spada ciśnienie i powstaje dodatnie sprzężenie zwrotne, które wzmacnia cały proces. Ciśnienie powietrza, wirującego dzięki ruchowi obrotowemu Ziemi, pcha wielki wał wody, która topi miasta i wsie, giną ludzie, niszczeje majątek, kraj ogarnia chaos i groza. Najwięcej tracą biedacy i średniacy, bogaci zdołali wcześniej wyrwać się w głąb lądu na wyższe tereny. I tak jest z niektórymi ideami. Powstają, gdy w gorących głowach aroganckich idealistów rodzi się pragnienie naprawienia świata: poprawienia losu klasy robotniczej - wtedy mieliśmy marksizm, czy poprawienia doli podatnika - teraz mamy nieszczęsną, wylansowaną przez ignorantów z Platformy Obywatelskiej ideę podatku liniowego. Przy korzystnych układach politycznych silne prądy wstępujące wypychają nosicieli tych idei do polityki, gdzie kondensują wokół siebie zacietrzewionych młodych rewolucjonistów, którzy z wypiekami na twarzy kiedyś głosili ideę wyzwolenia ludu pracującego z niedoli kapitalizmu, a teraz - obywatela z okowów podatków. Chwytliwe dla laików idee są dalej pchane przez wały od propagandy, wzmocnione dzięki obrotowi wielkiego biznesu, który w nosie ma państwo i najchętniej nie płaciłby na nie podatków, bo liczy się interes akcjonariusza, a więc kurs akcji na giełdzie. Rozgrzewani perspektywami własnych korzyści, głosząc wszem i wobec: "Obniżcie nam podatki, a wszystkim będzie lepiej", entuzjaści podatku liniowego swą niszczycielską ideą zalewają kraj, by zostawić pogrążone w chaosie państwo. Najwięcej stracą biedacy i średniacy, bogaci zdążą wcześniej wyrwać się do swych ogrodzonych i pilnowanych przez firmy ochroniarskie enklaw... tylko strach będzie dzieci z nich wypuścić. Cena za państwo Jak to jest, panowie - chciałbym zapytać rewolucyjnych liderów Platformy Obywatelskiej - tacy Austriacy uznali za właściwe mieć podatki w pięciu stawkach od 0 proc., aż do 50 proc.; Beldzy - w sześciu stawkach od 25 proc. do 52 proc., Finowie też w sześciu - od 0 proc. do 33,5 proc.; Francuzi - od 0 proc. do prawie 50 proc., Grecy - od 5 proc. do 45 proc.; Hiszpanie od 18 proc. do 48 proc.; Niemcy - od 15 proc. do 42 proc.; Portugalczycy - od 12 proc. do 40 proc.; Amerykanie - od 15 proc. do 35 proc.; wszyscy w kilku progach stopniowej progresji, no ale Anglicy tylko w trzech progach od 10 proc. do 40 proc., a oryginalni Irlandczycy jednym cięciem oddzielili dwie stawki: 20 proc. i 42 proc. Jak się z pewnością zgodzicie, Panowie liderzy Platformy Obywatelskiej, Żydzi to mądry naród - ale swoje stawki podatkowe w Izraelu określili w ilości pięciu, progresywnie rosnące od 10 proc. do 49 proc. Okazuje się, że nikt w cywilizowanych krajach zachodnich, gdzie dobrze funkcjonuje gospodarka rynkowa, nie ma podatku liniowego; czy oni są wszyscy tacy głupi, tylko WY mądrzy? Ale "jak my dojdziemy do władzy, to z całą determinacją wprowadzimy liniowy podatek 15 proc."... A co tam, wszystkie po 15 proc.: "trzy razy piętnaście", nieźle brzmi i pięknie wygląda. Polacy mają pokazać całemu zsocjalizowanemu światu, że można walnąć podatek 15 proc., niech widzą... Epoka Edwarda Gierka odcisnęła nam jak żelazem slogan: "Polak potrafi", zwłaszcza gdy jest w Platformie Obywatelskiej. To mi przypomina, jak wicepremier Balcerowicz wymusił na swym słabym szefie i niefrasobliwym Sejmie ustanowienie składki na ochronę zdrowia, wbrew opinii specjalistów, na poziomie z grubsza dwukrotnie zaniżonym w porównaniu z innymi krajami o podobnej strukturze i znacznie poniżej potrzeb, bo "my pokażemy, że można taniej"... Skutki tego widzimy w postaci permanentnie zadłużającej się służby zdrowia, degrengolady szpitali, rujnowanych kontrahentów, handlu długami szpitali (w nadziei, że albo państwo zapłaci z procentem, albo uda się tanio załapać niezły majątek), lekarzy emigrujących za szacunkiem i chlebem, rozgoryczonych pielęgniarek, rozsierdzonych pacjentów, czekających w coraz dłuższych kolejkach itd... Profesjonalny niby ekonomista, ale się nie douczył, że w gospodarce rynkowej jak są koszty ukształtowane przez rynek, to trzeba je zapłacić, bo jak nie, to długi muszą rosnąć i nie ma żadnego "wymuszania efektywności przez zacieśnienie finansów", są tylko źle realizowane funkcje albo bankructwa, a zwykle jedno i drugie. Przy niekompetentnie zarządzanych finansach państwa gospodarka jest niechybnie rujnowana, czego szczególnie dotkliwie doświadczyliśmy za kadencji premiera z AWS-u. Politycy muszą być przede wszystkim odpowiedzialni i zdawać sobie sprawę z tego, że eksperymenty w naukach społecznych i ekonomii zwykle źle kończą się dla społeczeństwa. Podatek liniowy jest największym głupstwem ekonomicznym, zaprzecza podstawom teorii podatku i zasadom wiedzy ekonomicznej, ignoruje kilkusetletni dorobek teorii i praktyki krajów cywilizowanych i jest całkowitą kompromitacją dla absolwentów studiów ekonomicznych, jeśli go proponują. Podatki są - to przede wszystkim trzeba sobie, Panowie, uświadomić - ceną, jaką musimy zapłacić jako społeczeństwo za istnienie i funkcjonowanie państwa, za funkcje, jakie ono pełni. Ta cena musi być na odpowiednim poziomie, takim, by to państwo dobrze funkcjonowało. Jeśli wszystkie porównywalne kraje, do zrównania z którymi aspirujemy, muszą obciążyć swych obywateli ceną za państwo, na poziomie, jak widać na powyższych przykładach, to proponowanie podatku liniowego 15 proc. jest szczytem nieodpowiedzialności. Kasa publiczna Po to, by zrozumieć, dlaczego podatek liniowy jest absurdem, trzeba najpierw pojąć istotę progresji podatkowej. Wynika ona z czegoś, co ekonomiści nazywają malejącą krańcową użytecznością dochodu. Oznacza ona, że każdy kolejny przyrost dochodu ma dla uzyskującego go coraz mniejszą użyteczność: jeśli ktoś zarabia tysiąc czy dwa tysiące złotych, to kolejny zarobiony tysiąc jest czymś niezmiernie ważnym i sprawia wielką radość, natomiast dla tego, kto zarabia 50 tys., nie mówiąc o tym, który dostaje 400 tys., kolejny tysiąc jest czymś względnie mało znaczącym, dla bogacza wręcz niezauważalnym. Państwo nakładające podatek progresywny powiada zatem bogatemu obywatelowi: jeśli zarabiasz dużo, to od kolejnego zarobionego tysiąca ponad pewien poziom możesz na rzecz dobra publicznego oddać więcej, a wtedy - i to jest, Panowie, istota problemu - będzie można tych, co zarabiają tysiąc, dwa czy trzy, obciążyć mniejszą stawką podatkową. Ta malejąca krańcowa użyteczność dochodów jest obiektywnym prawem ekonomicznym. Wynikają z niej całkowicie oczywiste bezpośrednie skutki, jakie utrata dochodów w wyniku konieczności zapłacenia podatku powoduje u osób z różnych klas dochodowych. Osoby o niższych dochodach zawsze płacą podatek kosztem konsumpcji, często tej najbardziej podstawowej. Podatek jest zatem dla nich znacznie kosztowniejszy, gdyż nie tylko pozbawia ich części środków niezbędnych na zaspokojenie podstawowych potrzeb, ale i uniemożliwia odłożenie oszczędności. Natomiast bogaci nie płacą podatku kosztem swych potrzeb, on nie umniejsza ich konsumpcji, w każdym razie tej podstawowej, płacą podatek kosztem części swych nadwyżek, oszczędności albo ewentualnie jakiejś wydumanej luksusowej konsumpcji, zwykle realizowanej gdzieś poza granicami własnego kraju, więc nawet niedającej rodakom zarobić. Aż się nie chce wierzyć, że politycy mogą być tak niefrasobliwi! Bogaty obywatel w USA może zapłacić od kolejnego przyrostu swych dochodów (w ostatnim progu podatkowym) 35 proc. podatku, Brytyjczyk 40 proc., Irlandczyk 42 proc., Izraelczyk 49 proc., Hiszpan 48 proc., Austriak 50 proc., Niemiec 42 proc., Belg 52 proc.,... ale polskiemu obywatelowi, nawet temu, który dostaje kilkaset tysięcy miesięcznie, panowie Tusk i Rokita proponują 15 proc. - tyle co biedniejsi spośród Amerykanów. Gdzie tu polityczna odpowiedzialność? Wszędzie panuje zgodność, że na bogatszych członkach społeczności spoczywa szczególna odpowiedzialność za państwo i za te jego funkcje, które pozwalają łagodzić napięcia społeczne i kształtują otoczenie, w jakim także oni żyją. Dla nich zatem istnienie silnego, dobrze realizującego swe funkcje państwa jest ważniejsze. Znowu używając ekonomicznego żargonu, powiem, że krańcowa użyteczność państwa jest wyższa dla osoby bogatej, może zatem zapłacić wyższą relatywnie cenę za państwo. Realizowane dzięki środkom publicznym upowszechnienie wykształcenia na wysokim poziomie, kształtowanie szeroko rozumianej kultury, sztuki, sportu, rozwój nauki, nie mówiąc o różnego rodzaju publicznej infrastrukturze technicznej i budowlanej, rekreacyjnej (parki) czy oczywiście zdrowiu - stanowią dobro wspólne całej społeczności, które musi być finansowane przez państwo, co czasem tylko pośrednio, ale zawsze służy także tym podatnikom, którzy najwięcej dokładają do kasy publicznej. Jeśli zatem na przykład młodzież z biedniejszych rodzin jest dobrze wychowywana i uczona w szkołach publicznych przez nauczycieli dobrze wynagradzanych, u których frustracja nie niszczy pasji do wykonywanego zawodu, rodzice tych dzieci mają pracę, zaś one same nie są skłonne twierdzić, iż nie widzą przed sobą żadnych perspektyw, a poza tym mają poprzez dobre wychowanie wpojoną umiejętność rozpoznawania dobra i zła, to wtedy zdecydowanie mniejsze jest niebezpieczeństwo, że młody, nigdzie nie uczący się człowiek włamie się lub ukradnie bogatemu podatnikowi samochód, a jego dziecko obrabuje i pobije w metrze. Zatem najbogatsi członkowie tejże społeczności mogą nie tylko, zgodnie z wyżej sformułowanymi argumentami, płacić wyższe podatki, ale we własnym szeroko rozumianym interesie - powinni to robić. W Szwajcarii na przykład to rozumieją i nikt nie oponuje przeciw łożeniu grosza publicznego na sowicie dofinansowane ze środków publicznych szkolnictwo, od przedszkoli po wyższe, bo wiedzą, że swoje bogactwo i ład zawdzięczają kształceniu i wychowaniu społeczeństwa i nikomu by do głowy nie przyszło, by się z tego wycofywać. Odpowiedzialni politycy powinni zatem, Panowie, zamiast bajdurzyć o obniżaniu najbogatszym podatków i wzmacniać ich egoizmy grupowe, kształtować w nich poczucie współodpowiedzialność za państwo i społeczeństwo, w jakim żyją. Do tego zresztą obligowałoby solidarnościowe dziedzictwo przemian, jakie w Polsce nastąpiły po 1989 r. Temu dziedzictwu wszystko przecież zawdzięczają. Dlatego z tego choćby względu propagowanie podatku liniowego jest po prostu hańbą. Na rzecz dobra wspoólnego Jak powiedziałem, istota progresji podatkowej polega w gruncie rzeczy na tym, że dzięki niej można biedniejszych i częściowo średnio zamożnych obciążyć mniejszym podatkiem. Grupy o niższych i średnich dochodach powinny być opodatkowane niższym podatkiem dochodowym, gdyż generują największą część popytu globalnego. Jest to liczebnie największa część populacji podatników, zatem podatek liniowy powodowałby, że faktycznie transfer dochodów realizowany przez system podatkowy koncentrowałby się w grupie dochodów niskich i średnich - innymi słowy za usługi państwa płaciliby sferze budżetowej głównie biedni i średnio zamożni. W rezultacie zredukowana zostałaby siła nabywcza przede wszystkim tej grupy. Na progresję podatku dochodowego można zatem spojrzeć z drugiej strony: jest to degresja w kierunku grup o średnich i niskich dochodach. Nie chodzi zatem o to, że bogatsi płacą relatywnie więcej, lecz o to, że biedniejsi płacą relatywnie mniej po to, by zachować u nich wyższy popyt, to zaś jest warunkiem dobrej koniunktury gospodarczej, na której z kolei skorzystają bogatsi - głównie przedsiębiorcy. Przecież biedniejsi i średnio zamożni tworzą główną część kadr pracowniczych, ich wynagrodzenia decydują o kosztach pracy. Jeśli opodatkowanie ich wynagrodzeń jest relatywnie wyższe w warunkach podatku liniowego niż progresywnego, to ostatecznie ciężar podatkowy w znacznej części i tak zostaje przerzucony na pracodawców, którzy w warunkach wyższego opodatkowania będą musieli z czasem zwiększyć wynagrodzenia brutto. Natomiast zwiększenie skali progresji podatku dochodowego i tym samym zmniejszenie wynagrodzeń brutto pracowników może umożliwić zmniejszenie kosztów pracy przy zachowaniu na niezmienionym poziomie dochodów netto, a więc uchronić popyt. Podatek liniowy byłby zatem w gruncie rzeczy nożem wbitym w plecy polskiemu przedsiębiorcy. Można powiedzieć: "No tak, ale musimy ulżyć tym bogatym, bo oni właśnie tworzą oszczędności i inwestują, a bez oszczędności gospodarka nie będzie się rozwijać". Tak mogą mówić tylko ignoranci skupieni wokół liderów PO. Gdy kraje Zachodu musiały ponieść wysiłek odbudowy lub rekonstrukcji gospodarki po wojnie, to krańcowe podatki dla najbogatszych wynosiły dużo więcej i jakoś to ani motywacji do pracy nikomu nie zabijało, ani nie szkodziło rozwojowi. Bo w progresji w gruncie rzeczy nie chodzi po prostu o to, by bogaty zapłacił większy niż inni podatek. Logicznie skonstruowany system podatkowy musi bowiem łączyć progresję podatkową z ulgami, które spowodują, że ten bogaty będzie mógł zapłacić znacznie mniejsze podatki, jeśli zaoszczędzi, zainwestuje, stworzy miejsca pracy - taka jest ekonomiczna logika podatków. Chodzi o to, by jego pieniądze wracały do gospodarki albo poprzez odpowiednie jego działania, albo poprzez zasilenie funduszy publicznych na rzecz dobra wspólnego. Ulgi są potrzebne I tu dochodzimy do kwestii ulg. Dyletanci ekonomiczni, młodzi gniewni, niedouczeni rewolucjoniści podatkowi, którzy z wypiekami na twarzy głoszą ideę "liniowej rewolucji", zwykle posługują się argumentem "neutralności podatkowej", bo "jak wszyscy dostaną taki sam podatek, to będzie neutralnie, nic nie zakłóci idealnych mechanizmów rynkowych"; a więc niski, liniowy, bez ulg, płacony u źródła, czyli przez przedsiębiorstwo; zlikwidujemy urzędy skarbowe, doradców podatkowych, będzie fajnie, czysto, tanio, elegancko i przyjemnie... Śmiechu warte, to już było, młodzi nie pamiętają. Absurdalność poglądu, wedle którego jednolita stawka gwarantuje neutralność obciążenia, można wykazać na prostym przykładzie: ważący dziesięć kilo dwulatek z pewnością nie uniesie ciężaru stanowiącego na przykład połowę jego wagi, natomiast osiemdziesięciokilogramowy mężczyzna bez problemu uniesie ciężar czterdziestu kilogramów (zwłaszcza jeśli będzie to płeć piękna). Podobnie jest w gospodarce: takie same procentowo obciążenie na każdego działa inaczej i dlatego niezbędny jest system ulg dostosowujący je do możliwości poszczególnych uczestników życia gospodarczego, by nie zakłócić funkcjonowania całości, by wszyscy mogli iść dalej. Podatek o danej stopie, nawet niskiej, jak każde zresztą obciążenie, nigdy nie jest neutralny. Jest to zasada antyneutralności podatku: na każdego działa inaczej, zależnie od jego indywidualnej sytuacji. Dobrze zorganizowane państwo poprzez ulgi podatkowe dostosowuje więc podatek do możliwości podatników. A jest oczywiste, że możliwości bogatego są większe, dlatego więc biedniejszych obciąża się mniejszą stawką podatku (niektóre kraje pozwoliły sobie na zerowe stawki do całkiem wysokiego poziomu), a bogatszym daje ulgi, tak aby mogli zapłacić mniejsze podatki, jeśli mają jakieś inne ważne potrzeby (także rodzinne, mieszkaniowe itp.) oraz gdy swoimi wydatkami przyczyniają się do rozwoju gospodarki (oszczędzają, inwestują, tworzą miejsca pracy). To w gruncie rzeczy pozwala dynamizować gospodarkę, bo mobilizuje odpowiednie zachowania ekonomiczne, pobudza całe segmenty gospodarki - jak budownictwo mieszkaniowe. Taka jest istota ulg: mają też mobilizować do pewnych działań, dlatego w terminologii angielskiej nazywa się je bodźcami podatkowymi: u nas używanie słowa "ulgi" działa dezinformująco na laików. Likwidacja ulg podatkowych jest świadectwem ignorancji ekonomicznej, jaka zapanowała w polskich sferach władzy. Logika systemu podatkowego wymaga zatem, by progresja była łączona z ulgami, w rezultacie czego słabsi płacą niższe podatki, dzięki czemu mogą lepiej zaspokoić swoje potrzeby i więcej wydać na rynku, bogaci zaś mają płacić wyższe, ale mimo to dzięki ulgom i bodźcom podatkowym mogą zapłacić mniej, jeśli spełnią określone warunki, z jednej strony uwzględniające ich indywidualną sytuację, z drugiej sprzyjające rozwojowi gospodarki jako całości. Kosztem 22 milionów podatników O liczby trudno się spierać, więc zobaczmy, co ten liniowy podatek proponowany przez Tuska i Rokitę spowoduje. Podatek liniowy tak właściwie ma prawie 95 proc. podatników (22 mln ludzi), bo płacą go w pierwszym progu podatkowym. Są to podatnicy o dochodach do 3085 zł miesięcznie - to nieco powyżej średniego poziomu wynagrodzeń w gospodarce, ale jest to niewiele ponad 700 euro, w skali europejskiej są to zatem dochody bardzo niskie. W drugim progu podatkowym znalazło się ok. 4 proc. podatników, a w trzeci, najwyższy, weszło nieco ponad 1 proc. Przeciętny efektywny, to znaczy po wykorzystaniu ulg i odliczeń, podatek od tych tak niskich dochodów z pierwszego progu wynosi ponad 13 proc., podczas gdy od podatników z drugiej grupy nieco ponad 18 proc., zaś od tych najbogatszych prawie 30 proc. Ale przeciętny podatek od wszystkich podatników ogółem to ponad 15 proc. (oczywiście łącznie ze składką na ochronę zdrowia). Dyletanci, którzy doradzają liderom PO, zapewne z tej średniej 15 proc. wykoncypowali ideę liniowej piętnastki. Czy z tego, że przeciętne opodatkowanie pierwszej grupy wynosi 13 proc., wynika zatem, że wprowadzenie podatku 15 proc. spowoduje, że zapłacą tylko 2 proc. więcej? NIE, ponieważ trzeba popatrzeć, jaka jest struktura wpływów podatkowych i struktura dochodów. Okazuje się, że ci, którzy płacą w pierwszej grupie podatkowej, czyli 95 proc. podatników, dają tylko 65 proc. wpływów podatkowych, natomiast 1 proc. najbogatszych podatników z trzeciej grupy - prawie 20 proc. Tymczasem struktura uzyskiwanych dochodów jest inna: pierwsza grupa podatkowa osiąga 76 proc. ogółu opodatkowanych dochodów, a trzecia 10 proc. Koncepcja podatku liniowego oznaczałaby więc przesunięcie znacznej części obciążenia na te 95 proc. biedniejszej większości, bo struktura obciążenia będzie musiała odpowiadać strukturze osiąganych dochodów: podczas gdy płacili tylko 65 proc. wszystkich podatków, będą musieli zapłacić 76 proc., a ci, co płacili 20 proc., zapłacą dwa razy mniej. Wprowadzenie podatku liniowego oznaczałoby zatem, że podczas gdy obciążenie sumaryczne najbogatszych podatników z trzeciej grupy zmniejszyłoby się prawie o 5 mld zł, w drugiej grupie o niecałe 1,5 mld zł, to tych dziewięćdziesięciu pięciu procent najbiedniejszych podatników z pierwszej grupy podatkowej - musiałoby sumarycznie wzrosnąć o 6,7 mld zł, przeciętnie o 17 proc. Gdy przeliczyć na głowę (raczej kieszeń) podatnika, to może to by i dużo nie było, ale Panowie, żądać od tych, którzy odchodzą od okienek aptecznych, bo nie stać ich na zapłacenie za leki i każdą złotówkę pięć razy obracają w ręku, zanim ją wydadzą, by zapłacili wyższy podatek, jest co najmniej nietaktem, a polityków dyskwalifikuje całkowicie. A trzeba pamiętać, że te w sumie prawie 7 mld zł oznaczałoby też zdjęcie z rynku sporych pieniędzy, co nie byłoby bez znaczenia dla koniunktury, zatem przedsiębiorcy w swej nieświadomości czasem wspierający PO, będą się mieli z pyszna, gdy pomysły tych ignorantów zostaną zrealizowane. Ale propozycja podatku liniowego to nie tylko błąd ekonomiczny. Proponowanie takich zmian, by jednemu procentowi najbogatszych obniżyć obciążenie podatkowe - cenę za istnienie państwa - do najniższego poziomu, kosztem pozostałych, jest co najmniej nietaktem, brakiem rozsądku politycznego i jakimś megalomańskim oderwaniem od rzeczywistości. Panowie liderzy PO, o tym, co jest wart polityk, mówi to, jakich sobie dobiera doradców. Najlepiej będzie, jeśli tych swoich niedouczonych rewolucjonistów podatkowych wyślecie tam, gdzie pieprz rośnie, bo doradzają wam rzeczy horrendalne. Polska w XVIII wieku upadła, bo rozpanoszyli się w niej agenci obcych wpływów, grający na interesach i egoizmach elit, ale też dlatego, że wcześniej te elity odmówiły płacenia podatków na rzecz dobra publicznego. Czy tak bardzo wam zależy, by historia się powtórzyła? prof. Jerzy Żyżyński Zapraszam do duskusji o podatku liniowym. Sam jestem jego umiarkowanym zwolennikiem ale z kwotą wolną od podatku i ulgami prorodzinnymi
  6. Otto von Bismarck - ocena

    Postać która powołała do życia światowe mocarstwo, mistrz politycznych konstrukcji i mąż stanu. Otto von Bismarck, pierwszy kanclerz zjednoczonej Rzeszy Niemieckiej. W polskiej historii i literaturze człowiek kojarzony zdecydowanie pejoratywnie. Kulturkampf który firmował dał się we znaki Polakom z Wielkopolski, ówczesnej Provinz Posen, jako symbol najsilniejszej fali germanizacji. Jednak nie można oceniać zdarzeń historycznych o tak wielkiej skali, tylko z perspektywy interesów jednego narodu. To teraz o postaci Ottona von Bismarcka i jego działalności: Urodził się w 1815 roku w rodzinie junkierskiej. W tymże roku monarchowie europejscy na cały wiek ułożyli porządek w Europie, granice wiedeńskie do roku 1914 pozostały w większej mierze nienaruszone. W 1848 w Niemczech wybuchła rewolucja w ramach „Wiosny Ludów”. Było to wydarzenie wielowątkowe, niejako próba uporządkowania kraju środka. Bismarck potępił wystąpienia. Mimo, iż samozwańczy Parlament obradujący we Frankfurcie nad Menem pragnął także jedności niemieckiej. Być może zraził się charakterem rewolucji, kojarzącym się rokiem 1789 , a być może zwykłą liberalną słabością profesorów i filozofów aspirujących do wypowiadania się w imieniu narodu, który sam nie umiał się określić. Fryderyk Wilhelm IV odpuścił i później w punktach ołomunieckich Prusy chwilowo zrzekły się jednoczenia Niemiec na rzecz Związku Niemieckiego opartego na skostniałych zasadach pod przewodnictwem Habsburgów. Bismarck jako konserwatysta być może już wtedy akceptował formę jednego państwa wszechniemieckiego, ale na pewno nie treść. Zresztą nie pomylił się; grono delegatów obradujących w Kościele świętego Pawła nie potrafiło zdefiniować czym będzie Rzesza. Proponowano by składała się terenów etnicznie niemieckich co było nie do zaakceptowania i dla Habsburgów i dla Hohenzollernów. Sama sytuacja gdzie lud proponuje koronę i konstytucje krępującą monarchę, wydała się zapewne Bismarckowi czymś trącącym jakobinizmem. Nacjonalizm roku 1848 w przyszłości jednak przyda. ‘Das Land der Mitte’ po wyczerpaniu się formuły Świętego Cesarstwa Rzymskiego, anarchizowania jego treści, traumy wojny trzydziestoletniej, która spowodowała w Niemczech olbrzymie zniszczenia, a które doprowadziły do całkowitego wypaczenia instytucji starego Cesarstwa z których szydził Samuel Pufendorf, potrzebował zagospodarowania. Napoleon Bonaparte jednym podpisem rozwiązując Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego istniejące od ok. XV wieku udowodnił słabość malutkich państewek w środku Europy i ich podatność na wiatry historii. Wówczas Niemcy zwane były krajem środka, gdyż nie ma żadnej przesady w twierdzeniu, iż przez wieki Europa kończyła się na wschodzie na biało-czerwonych słupach granicznych. Skoro Polska jest przedmurzem, tak więc środek wypada gdzieś mniej więcej między Łabą a Menem. Środek ten od czasów pokoju westfalfkiego w 1648 był zupełnie niezagospodarowany, krzyżowały się w nim interesy francuskie, austryjackie, pruskie i przez pewien czas szwedzkie. Sama ewolucja niemczyzny jest bardzo specyficzna. Brak wytworzenia się jednolitego państwa tak jak u Anglików, Polaków czy Francuzów wpłynął niebywale na tożsamość narodu zamkniętego w swoim Heimat. Jeśli sam środek pozostawał w bierności, tak prym wiodły dwie kolonie niemieckie, co wydawać się może paradoksem historycznym. Dwie główne linie rozwojowe niemczyzny wyznaczone były przez niegdysiejsze peryferie: habsburską Austrię, która raczej była bardziej zainteresowana ziemiami naddunajskimi i powstałemu z biednej Brandenburgii, Królestwu Prus. Obie te linie różniły się zdecydowanie w kwestiach społecznych, państwowych, prawnych. Pruską linię rozwojową Feliks Koneczny kiedyś nazwie szczytowym osiągnięciem bizantyjskiej cywilizacji poza granicami Bizancjum. Bismarckowi przyszło działać na rzecz prusacyzmu i był w tym naprawdę dobry. Już w 1862 roku król Prus Wilhelm I mianował przyszłego "żelaznego kanclerza" premierem oraz ministrem spraw zagranicznych Prus. Był politykiem konserwatywnym, realistycznym często powołującym się na wartości chrześcijańskie, choć w formie specyficznej i nieco zwulgaryzowanej. Poglądy na wojnę były typowe dla ówczesnej puskiej elity zakochanej w militaryzmie a streszczające się w słowach Helmuta von Moltke’go Starszego: „Bez wojny świat ugrzązłby w bagnie materializmu”. Konflikt jako element bożego świata będzie tylko przedłużeniem polityki „budowniczego Niemiec” w myśl koncepcji Clausewitza. Bismarck był także zakochany w zdobyczach cywilizacyjnych jego świata, choćby dlatego nienawidził rewolucjonizmu, a pielęgnował dziejową ciągłość. Paradoksalnie pozornie niewinnymi ustawami o ubezpieczeniach społecznych dokonał rewolty socjalnej, których fatalnych skutków nie przewidywał. Mimo tego potknięcia w polityce był mistrzem. Wszystkie jego kampanie polityczne były zaplanowane perfekcyjnie, a rozwiązanie następowało w odpowiednim momencie. Była to zgoła inna strategia którą reprezentował kilkadziesiąt lat później pewien hałaśliwy Austryjak. Mimo wszystko jednak tradycje pruskie i swoisty kult siły czasem zawodziły Bismarcka; choćby fiasko jego programu Kulturkampf, który okazał się niewypałem. I w skali pruskiej, wzmacniając tylko polską mniejszość i w skali wszechniemieckiej powodując wrzawę przed protestantyzacją środowisk katolickich skupionych wokół Centrum, pod przewodnictwem Ludwika Windthorst’a. Niemcy to jednak nie Prusy, „wypędzanie” nieomylnego papieża z Niemiec było dużo trudniejsze niż to zakładał Bismarck… Zjednoczenia Niemiec dokonał z właściwą sobie precyzją. Gdy przyszło mu kierować polityką pruską, jego kraj posiadał już znaczną cześć ziem kraju środka. Zawsze starał się o dobre stosunki z domem Romanowów, co cementowało zdobycze wschodnie. Musiał wyeliminować z Niemiec tylko Austrię i Francje. Wciągając naiwną Austrię w awanturę duńską, odpowiednio manipulując i będąc świadom przewagi technicznej swoich wojsk doprowadził do wojny. W 1866 pod Sadową Wilhelm Hohenzollern i Helmut von Moltke odnieśli wspaniałe zwycięstwo, które w efekcie wyeliminowało Habsburgów z polityki niemieckiej, którą przez kilkaset ostatnich lat właśnie oni tworzyli. Reformy wojskowe Scharnhorsta i Gneisenaua przeprowadzone na bazie doświadczeń wyniesionych z wojen napoleońskich okazały się nieocenione. Już wtedy Bismarck musiał studzić zapędy swojego cesarza, który chciał pogrążenia Austrii. Gdy go zabraknie przy boku cesarza ten owładnięty manią wielkości, głoszący „Gott und mich, sind zwei” doprowadzi do wielkiej wojny. Jeśli ktoś stwierdził że system amerykański był stworzony przez geniuszy by rządzić w nim mogli idioci, tak wielki kanclerz odwrócił te zależności. Gdy Wilhelm II odsunie wysłużonego kanclerza od siebie, nikt nie będzie w stanie zrozumieć jego misternych planów. By zrealizować program jednoczenia Niemiec musiał wyeliminować z gry także Francję, od wieków naciskającą z zachodu i niejednokrotnie dokonującą dzikich najazdów. Jej polityka dawniej polegała na popieraniu Rzeczpospolitej, szachującej niemczyznę, gdy zaś ta upadła wyraźnie brakowało równowagi. Bismarck sprowokował depeszą emską Napoleona III do wojny, dysponując najlepszą armią na świecie, rozbudowaną siecią linii kolejowych i strategią mającą w sobie zalążki późniejszego Blitzkriegu. Kampania 1870/71 roku okazała się kolejnym triumfem pruskiego oręża, Cesarz Francuzów dostał się do niewoli pod Sedanem, Paryż skapitulował. Ceną była Alzacja, wysoka kontrybucja i upragnione zjednoczenie Niemiec. W formie cesarstwa, Rzeszy Niemieckiej, lecz nie obejmującej całej niemczyzny. Bismarck wykluczając habsburskie kraje niemieckie niejako przyczynił się do powstania narodu austryjackiego. De facto mającego np. z Bawarczykami więcej wspólnego niż z Prusakami. „Małe” Niemcy pozostały federalne i różnorodne pod berłem berlińskich cesarzy na czele wojska. Aktu powołania II Cesarstwa dokonano w Wersalu. Próżno szukać takiej rezydencji w Niemczech, które przez wieki nigdy nie miały stolicy, patrząc na Frankfurt, Wiedeń, Berlin. A najczęściej na stolicę swojej małej ojczyzny – Heimat. Formuła nowego państwa, z „krwi i żelaza” daleka od uniwersalistycznego I Cesarstwa w zasadzie była jedynym możliwym modelem ujęcia 22 państw i miast pod hegemonią Prus, nie naruszając podstaw legitymistycznych. Kanclerz działał w interesie swoich Prus, którym służył nacjonalizm niemiecki. Tych Prus, gdzie jeszcze nie tak dawno Fryderyk Wielki szczycił się, że na jego dworze mówi się tylko po francusku, a nie niemiecku. W polityce wewnętrznej mimo pewnych koncesji na rzecz parlamentu, prowadził zdecydowaną i samodzielną politykę lawirując między stronnictwami parlamentarnymi i ograniczając młodą demokrację i tak już bardzo wątłą. Ordynacje wyborczą skroił w sam raz dla junkrów pruskich cieszących się zdecydowaną nadreprezentacją. Manipulowanie cesarzem, formalnie rządzącym, przychodziło mu stosunkowo łatwo. Ludowy charakter państwa miał podstawy nacjonalistyczne a nie demokratyczne z silnym pierwiastkiem arystokratycznym Nowe państwo którego architektem był Bismarck, prowadzący cesarza za rękę, wyrosło na największą potęgę na świecie; zanotowało olbrzymi boom gospodarczy, demograficzny, technologiczny. Tu dokonała się odsłona kolejnej fazy rewolucji przemysłowej, już opartej nie na maszynie parowej, ale na elektryczności. Powstanie takiego kolosa burzyło równowagę europejską. O ile Bismarck robił co mógł by nie zbliżyć się do „masy krytycznej”, unikając „wyścigu” na morzu i nadmiernej penetracji kolonii, tak gdy go zabrakło, Wilhelm II zachowywał się jak słoń w składzie porcelany. Co prawda związał z Niemcami Austro – Węgry i Turcję jednak wyzwanie rzucone Anglii w wyścigu kolonialnym, upajanie się klęską Francuzów, psucie wielowiekowej przyjaźni z Rosją, uwarunkowania ekonomiczne, doprowadziły do globalnego konfliktu. Mimo iż całkowitej winy nie można przypisać tylko Wilhelmowi II, była ona efektem zbiegu wielu czynników i dziwnej, niewidzialnej siły która prowadziła do konfrontacji. Także bardzo spóźnionego debiutu Niemców w roli pełnowartościowego narodu. Gdy zabrakło mistrza figur politycznych nikt nie umiał właściwie pokierować rozpędzoną lokomotywą upajającą się własną siłą. Przy poparciu większości karnego społeczeństwa kroczono ku wojnie, choć w innych mocarstwach również entuzjazm dla walki był duży. A jeszcze w 1890 von Moltke ostrzegał: „Moi panowie, ta wojna może stać się siedmioletnią, trzydziestoletnią…i biada temu, który podpali Europę!”. Nieliczni jak np. Helmut von Gerlach stwierdzali publicznie że wojna to nieludzkie „nurzanie się w błocie” – ich apele pozostawały bez odzewu. Ostatecznie Niemcy dokonały wielkiego wstrząsu w Europie który zakończył spokojny wiek XIX. Dzieło życia „żelaznego kanclerza” było zbyt skomplikowanym urządzeniem dla jego następców, którzy raczej byli ludźmi małymi, a z pewnością nie dorównywali geniuszowi swojego poprzednika. Gdy zabrakło ojca, naród pobłądził. Bismarck, gdy wymagała tego sytuacja postępował delikatnie i z umiarem, by uniknąć powstania wielkiej koalicji antyniemieckiej, przez lata czyniąc akrobacje polityczne. W czasach gdy w Niemczech poniżano pobitych Francuzów i nawoływano do rozprawienia się z Anglią, on starał się studzić emocje. Prorokował w przyszłości ścisły sojusz Zjednoczonego Królestwa ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki, które „wkroczą” do Europy. W 1874 roku oświadczył że Niemcy są już „nasycone”. Nie dla wszystkich. Tego nie przewidział lub bagatelizował. Kolejny błąd na jego koncie, znaczący jednak niewiele przy całokształcie dokonań wielce utalentowanego człowieka który zmienił oblicze świata. Źródło: http://www.konserwatyzm.pl/artykuly.php?id=646 Więc jak ocenia Cie ta postać, nie tylko z polskiego punkt widzenia. I jak jest wasze zdanie w sprawie obelisku Bismarcka, który z powrotem stanął w mazurskiej wiosce :?:
  7. Mit Uncle Joe

    Uncle Joe, czyli Wujaszek Józio, to Józef Stalin. Dizś czytamy ze zdziwieniem jeżeli nie z przerażeniem, pochwały, jakie znajdujemy pod adresem tego zbrodniarza w literaturze amerykańskiej i brytyjskiej, w dokumentacji lub wspomnieniach mężów stanu i dyplomatów. Skąd się wzioł ów mit :?:
  8. Wielopolski

    Margrabia Wielopolski jest dla zdecydowanej większości Polaków synonimem zdrady narodowej. Kojarzy się nam się wyłącznie z branką młodzieży polskiej przed powstaniem styczniowym. W powszechnej opinii mamy z jednej strony "sługusa caratu kierującego się swym wąskim interesem klasowym"; z drugiej - bezinteresownych przywódców powstania. Znaleźli się jednak i tacy, którzy potrafili dostrzec także zalety tej jednobarwnie negatywnej postaci, jak ją przedstawia nasza historiografia. Sam Józef Piłsudski wyznał w swym Roku 1863 : "Chciałem go kochać za wielkość, bo miał on dumę i godność swego narodu. Widzę wspaniałą scenę- pałacz i mowy w ogromnym Petersburgu, liczny zastęp dygnitarzy czeka na wejście cara, czekają - stojąc, pokornie i cierpliwie - margrabia siedzi. Gdy zwrócono mu uwagę, by powstał, gdyż majestat rosyjski ma wejść w tej chwili, odpowiedział: Przed królem swoim dopiero powstanę. Nie był niewolnikiem, wielka siła, wielka duma. Padł, zduszony obręczą bagnetów z jednej i z drugiej strony, padł pod siłą pogardy, gnieciony często potwarzą nienawiści." Rosjanie mówili o nim: gordyj, kiczliwyj Lach (dumny, pyszny Polak). Miał przeciwko sobie petersbursburską biurokrację i rosyjską prasę, która pisała, że jest on najgroźniejszym przeciwnikiem Rosji (większym nawet niż powstańcy styczniowi, niż Rząd Narodowy :!: ). A społeczeństwo polskie? Torpedowano, unicestwiano wszelkie zamysły i poczynania Wielopolskiego; na życie jego i domowników dokonano 5 zamachów: sztyletowych, kolejowych, trucicielskich. Chociaż - większość rodaków była przekonana, że intencje jego są zbawienne i celowe. Wielopolski w 30 lat po klęsce listopadowej przedsięwziął odzyskać to, co powstanie nam zabrało: pracował nad polszczeniem administracji Królestwa, samorządów i szkolnictwa. Polityka romantyczna nie lubi liczb, woli to czego nie zmierzy ani szkiełko, ani oko. Przypomnijmy jednak ich trochę, i kilka faktów, które mówią same za siebie. W ciągu swojej zaledwie dwuletniej działalności na polu oświatowym margrabia Wielopolski dał Narodowi Uniwersytet w Warszawie, który zwał się Szkołą Główną (z wydziałami: filologiczno-historycznym, prawno-administracyjnym, matemataczno-fizycznym i lekarskim). Dał też Instytut Politechniczny w Puławach i kilka innych szkół wyższych. Założył 5 szkół pedagogicznych i prawie podwoił liczbę gimnazjów (z 7 do 13). Podniósł znacznie liczbę szkół powszechnych z 1114 do 3000. Zdecentralizował, na ile to było możliwe, administrację, tworząc równocześnie szeroki system samorządu. Spolszczył, zrusyfikowane po powstaniu listopadowym, urzędy. Przeprowadził dekret - on obszarnik i skrajny reakcjonista :!: - o zniesieniu pańszczyzny i oczynszowaniu chłopów (korzystniejszy dla nich nawet od projektu postępowego Towarzystwa Rolniczego). Wszystko dla Narodu, dla Polski :!: My odwdzięczyliśmy się mu: pogardą, pomówieniami i inwektywami, wielokrotnymi próbami skrytobójstwa, nienawiścią wreszcie większą niż do Moskali samych chyba. Wszystko dla rewolucji, dla kauzyperdów sprawy polskiej o dyktatorskich skłonnościach :!: Trzeba wiedzieć że, "Żelazny kanclerz," Otto von Bismarck, przebywając w Petersburgu przeraził się wpływami Wielopolskiego na dworze Aleksandra II. Bismarck zdawał sobie doskonale sprawę z niebezpieczeństwa, jakie przedstawia sobą polski margrabia dla sojuszu prusko-rosyjskiego. Jest niemal pewne, że gdyby to Wielopolski przeforsował swój program, Bismarck nie święciłby swych wielkich triumfów. Stało się jednak inaczej .... Niepoczytalny romantyzm wziął u nas górę nad racjonalną, rozumną i realną polityką. Nam przyniósł klęskę, wrogom powód do chwały.[/b] Największy bodaj udział w upadku Wielopolskiego mieli sami jego rodacy. To prawda, że nie miał on zwyczaju głaskać tych, którzy sprzeciwiali się jego koncepcji. Jest to jednak w pełni zrozumiałe, bowiem w sytuacjach niebezpiecznych, grożących wybuchem, nie stosuje się oględnych środków zapobiegawczych. Może i z tego powodu, jak twierdzi Piłsudski: Wyklęty był z narodu, nienawidzony może więcej od najeźdźców, Moskali, utożsamiany z nimi we wszystkich ówczesnych publikacjach. Przypomniały mi się słowa Aleksandra Bocheńskiego, który twierdził, że : Błąd historyków i pisarzy głoszących niezbędność powstań dla istnienia narodu, a więc i ich gloryfikację, polega na tym, że najzupełniej pomijają oni spiżowe prawo (...) polskiego wychowania narodowego. Brzmi ono tak: inne są obowiązki obywatela i żołnierza walczącego o swój kraj, inne wodza kierującego armią, a jeszcze inne polityka, gdy ma decydować o wojnie lub pokoju. Owo spiżowe prawo było znane i Dmowskiemu, który nie nazywając go po imieniu wskazał w swym wiekopomnym dziele Polityka polska i odbudowanie państwa. Powstanie styczniowe nie musiało wybuchnąć, gdyby ówczesne społeczeństwo polskie poparło margrabiego Aleksandra Wielopolskiego, a nie rzucało mu kłód pod nogi. Wielopolski stopniowo przywracał Królestwu polski charakter w szkolnictwie i urzędach. Społeczeństwo polskie odrzuciło całkiem realną drogę pokojową wybierając całkowicie nierealne, bo z góry skazane na klęskę powstanie. Naturalną reakcją władz rosyjskich na nasze powstania był ucisk narodowy: zakazano nam mówić, a nawet myśleć po polsku. Jeśli wzrost analfabetyzmu, brak polskich szkół, polskich urzędów, prześladowania Kościoła - jeżeli to wszystko miałoby służyć zachowaniu naszej narodowej tożsamości, jak twierdzą nasi apologeci powstań, to ja się z tym zupełnie nie zgadzam. Uważam to stanowisko za zupełnie nieuzasadnione, a wręcz fałszywy :!: Staje przed nami kolejne zagadnienie: czy rzeczywiście nasze zrywy powstańcze zbliżały nas do niepodległości, czy wręcz przeciwnie od niepodległości nas oddalały :?: Mówimy tutaj o powstaniach nieudanych: źle przygotowanych, bez kalkulacji sił własnych i wroga, wywołanych w nieodpowiednim momencie, nienależycie prowadzonych. Według niepoprawnych romantyków prostą konsekwencją nieudanych powstań było odzyskanie niepodległości przez Polskę (sic!). Są tacy jeszcze i wcale niemało :!: , którzy wierzą w magiczną moc naszych klęsk i ofiar. Zgadzamy się, że powstania były widocznym dowodem patriotyzmu, tego nikt nie neguje. Każdy naród, który chce żyć i rozwijać się, musi być zdolny do ofiar i poświęceń. Trzeba jednak zawsze mieć przed oczyma trzy kardynalne czynniki, które muszą być brane pod uwagę i oszacowywane: siły własne ,siły wroga, siły naszych ewentualnych sojuszników. Jeśli rachunek strat przewyższa rachunek zysków to szkoda naszej krwi i dobrobytu choćby nie był najwyższej miary. Nieudane powstania zawsze przynosiły ogromne straty w stanie posiadania naszego narodu. Książę Drucki-Lubecki mawiał słusznie, że Polsce potrzeba bogactwa dla utrzymania niepodległości. Naród, który chce naprawdę być narodem wolnym i niepodległym, nie może sobie lekceważyć zagadnień materialnych, swego dobrobytu. W powszechnej opinii jednak pokutuje dotąd przekonanie, że "niepodległa Polska powstała jako skutek tego niepoczytalnego romantyzmu, który prowadzi od Racławic i rzezi Pragi, poprzez oba powstania, do szubienic Murawiewa i katorgi sybirskiej". Przekonanie takie żywi wielu Polaków; źle widziane są poglądy przeciwstawiające się temu "ustalonemu obrazowi przeszłości". Polscy zwolennicy "niepoczytalnego romantyzmu" w polityce zwracają zbyt małą uwagę na cały kontekst międzynarodowy, w jakim znalazł się naród polski w latach poprzedzających odzyskanie niepodległości. Momentem o kapitalnym znaczeniu był rozpad sojuszu trzech zaborców, petryfikowany dotąd przez nasze nieprzemyślane zrywy powstańcze. U nas polityka taka nie cieszyła się, i nie cieszy, dobrą sławą, nie ma dla niej zrozumienia. Wolimy politykierów prowadzących naród do zbiorowych samobójstw, niż polityków, którzy chcą nas przed tym uchronić. Trudno się dziwić, że na Zachodzie i Wschodzie zyskaliśmy sobie opinię ludzi niepoczytalnych; bezmózgowej hołoty, którą łatwo można wykorzystać, zwłaszcza przeciwko Rosji jeśli wymaga tego interes jakiegoś wrogiego jej mocarstwa. I w sumie cały post jest jednym wielkim pytaniem. Jak ocenić Wielopolskiego, lczy udzi jemu podobnych. Czy mieli racje a może nie :?: Temat aktualny i dziś. Bo i teraz można się zapytać czemu i komu służy takie postępowanie, że podam przykład np: histeryczną kampanię braci Kaczyńskich w kwietniu i maju. Podobno za całe 0,5 miliona PLN PiS wykupiło reklamy telewizyjne przeciwko wyjazdowi Prezydenta RP do Moskwy. Czy kampania ta miała służyć polepszeniu stosunków z Rosją :?: Nie, zaognieniu ich, dzięki czemu PiS spodziewał się zwyżki swoich notowań przedwyborczych. Ot, demokracja w pigułce: polityka zagraniczna podporządkowana partyjniactwu. Czeczenia. Czy my naprawdę musimy hołubić wszystkie komitety terrorystów z Czeczenii :?: Czy Warszawa naprawdę musi mieć rondo Dudajewa :?: Czy my zawsze – w imię idiotycznej romantycznej idei „za wolność naszą i waszą” – musimy popełniać horrendalne głupstwa polityczne :?: Polityka opiera się na rozumie, a nie na namiętnościach. „Dla Polaków można coś zrobić, z Polakami nigdy” mawiał Aleksander Wielopolski i słowa te zachowują swoją aktualność. O dziś tak jak wtedy polityka wschodnia Polski uwarunkowana jest nie politycznym rozumem, ale politycznymi mitami i najgorszym z wrogów Narodu – romantyzmem. Wycieczki naszych polityków na Ukrainę (w czasie "pomarańczowej rewolucji") to już nawet nie romantyzm, ale polityczny mesjanizm niesienia światu demokracji. To już nie jest polityka zagraniczna, to sekta, rodzaj „demoliberalnego jezuityzmu”. A gdzie rozum polityczny :?: Refleksja krytyczna :?: Geopolityka :?: Nie ma i nie będzie, gdyż w naszej polityce wschodniej królują cytaty z Mickiewicza i Słowackiego, przemieszane z demokratycznym credo Rousseau. Tylko co nam przyniesie taka polityka czy w końcu to co przyniosło powstanie styczniowe :?: Źródło: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3465 A więc zapraszam do dyskusji o Wielopolskim i jego myśli politycznej PS. Widocznie dla wielu polskich polityków nienawiść do „Moskala” – i jej publiczne manifestowanie – to deklaracja polskości i patriotyzmu. Mam tu na myśli wszystkich tych zawodowych „antykomunistów” spod znaku Marka Jurka, którzy nie rozróżniają między komunizmem a Rosją. A moim zdaniem pokazuje to tylko głupotę i polityczny prymitywizm sporej części polskiej klasy politycznej, która w stosunkach międzynarodowych nie używa rozumu, lecz żyje romantycznymi mitami „rusofobii”. Ale to taka uwaga marginalna.
  9. XIX wiek to dla Polski burzliwy okres w dziejach historii. Polacy, ciemiężeni przez zaborców oraz borykający się z problemami natury politycznej, starali się stawić im czoła. Niestety trzy powstania (1830 listopadowe;1846 krakowskie;1863 styczniowe) zakończyły się klęską. Co było przyczyną tych niepowodzeń? Już w latach 1815-1830 wśród Polaków zarysowywały się wyraźne różnice w poglądach dotyczących zaborców. Jedni lojalni, całkowicie podporządkowani polityce zaborczej jak np. ks. Antoni Radziwiłł (namiestnik Wlk. Ks. Poznańskiego), inni zaś całkowicie zbuntowani, założyciele tajnych związków o charakterze spiskowym (Towarzystwo Filomatów i Filaretów) tacy jak Łukasiński czy chociażby Piotr Wysocki. Takie różnice nie mogły dobrze wpływać na sytuację Królestwa Polskiego. Wydawać by się mogło, że w momencie wybuchu powstania naród się zjednoczy, było to jednak nierealne, nawet wspólny cel wyzwolenia narodu podzielił Polaków na dwa obozy. Jeden konserwatyczny, dążący do utrzymania trwałego związku z Rosją, drugi patriotyczny, wzywający do walki przeciwko zaborcom wszystkich Polaków. Pomimo tych różnic doszło do pierwszej próby odzyskania niepodległości. Powstanie listopadowe było zrywem niepodległościowym, a jego wybuch konsekwencją zaistniałej sytuacji międzynarodowej (powstanie w Belgii, wojna Rosyjsko- Turecka). Przyczyn klęski jest wiele, jednak postaram się je teraz pokrótce opisać, a następnie zajmę się konsekwencjami upadku powstania. Pierwszym ważnym przejawem nadchodzącego niepowodzenia był brak jednolitego pomysłu na cel powstania. Konserwatyści i część liberałów proponowali rokowania z Rosją w celu uzyskania większej autonomii. Należałoby dodać, że ich nadzieje wiązały się z przewidywanym sukcesem polskiej dyplomacji i poparciem międzynarodowym. Lewica, czyli Towarzystwo Patriotyczne, proponowała koncepcję Polski niepodległej w granicach sprzed pierwszego rozbioru. Ich walka polegałaby na ogłoszeniu pospolitego ruszenia. Jednak bezpośrednia przyczyna klęski leży po stronie militarnej. Z punktu widzenia matematyki i logiki, Królestwo Polskie (4 mln mieszkańców) musiało przegrać z Rosją (40 mln mieszkańców). Stosunki armii walczących na terenach powstania nie były aż tak duże, jednak Rosjanie wciąż mieli przewagę 2 do 1. Dowódcy polscy unikali starć, gdyż wierzyli w litość Moskwy i nie chcieli drażnić Cara. Już na samym początku powstanie utraciło szansę na szybkie zwycięstwo (pozwolono uciec Wlk. Księciu Konstantemu). Potem, po chwilowych sukcesach, nieudolność Skrzyneckiego doprowadziła do przegrania bitwy pod Ostrołęką. Nie wprowadzono w życie planu Prądzyńskiego - uważany był za zbyt ofensywny. Potem poszło jak lawina: nieudana wyprawa łysobycka, brak decydującej bitwy w obronie Warszawy, przepuszczenie koło wielkiej twierdzy Modlin wojsk rosyjskich, nieudana akcja odwracająca uwagę (marsz Ramorino), opieszała i nieskuteczna obrona miasta. Podsumowując: czarnymi bohaterami powstania byli generałowie (konserwatyści). Nie możemy też zapomnieć o braku poparcia ze strony Anglii i Francji, a nawet pomocy dla Rosjan z Prus (żywność, amunicja). Powstanie upadło. Teraz pora zająć się konsekwencjami: Zgodnie z traktatem w Münchengratz'ie z 1833 roku Austria, Prusy i Rosja miały walczyć z polskim ruchem niepodległościowym. Największe zmiany zostały dokonane na terenie Królestwa Polskiego. Car Mikołaj I unieważnił konstytucję i wprowadził Statut Organiczny. Statut ten likwidował autonomię zostawiając Radę Stanu, jako organ doradczy rosyjskiej rady państwa. Królestwo nie miało już autonomii i miało być nierozdzielną częścią Rosji. Feldmarszałek Paskiewicz za zdobycie Warszawy został namiestnikiem Królestwa. W 1834 przeprowadzono pobór do armii rosyjskiej. Skonfiskowano majątki emigrantów. Zamknięto polskie uczelnie. Walczono z kościołem katolickim. Przeprowadzono unifikację systemu prawnego z rosyjskim. W Prusach sytuacja przedstawiała się mniej drastycznie: germanizowano urzędy i szkoły, w Wielkopolsce osiedlono wielu niemieckich kolonistów, represjonowano ludzi pomagających powstańcom. Podsumowując, powstanie nie miało szans na powodzenie. Bez aprobaty i wsparcia międzynarodowego niemożliwe było zwycięstwo nad Rosją. Powstanie przyniosło prawie same szkody (poza ponownym rozpaleniem nadziei niepodległościowych). Jego szybki upadek nastąpił na skutek działań generałów unikających walki. Kolejne różnice pojawiły się na tzw. wielkiej emigracji, kiedy to rząd Polski podzielony był na różne komitety mające zupełnie różne poglądy na temat przyszłej niepodległej Polski. Założeniem Komitetu Lelewelowskiego było odzyskanie niepodległości dzięki powstaniu w trzech zaborach, w których ważną rolę miała odegrać szlachta, a przyszła Polska miała być republiką. Członkowie Obozu Hotelu Lambert uważali natomiast, że Polska będzie monarchią, a niepodległość odzyska dzięki wojnie pastw zachodnich z Rosją. Do jednej z wielu spraw będącą przyczyną sporu i nieporozumień na szczeblu dowodzenia była niewątpliwie kwestia chłopska. Chłopi stanowili ważną rolę w powstaniu, zważywszy chociażby na ich liczebność, dlatego ważną sprawą było, aby posiadali oni zadowalające ich prawa i przywileje, tak aby z pełną determinacją stawili się do walki w powstaniu. Podczas wojny polsko-rosyjskiej, w czasie dyskusji sejmowej posłowie Jan Olrych Szaniecki i Roman Sołtyk proponowali uwłaszczenie wszystkich chłopów za odszkodowaniem dziedziców, pogląd ten nie zyskał jednak szerszego poparcia. Wiosną 1831 r. Sejm odrzucił projekt liberałów pod presją opozycji ze strony konserwatystów. W ten sposób kwestia chłopska pozostawała nadal nie rozwiązana. Sprawa ta znalazła swoje odbicie podczas powstania krakowskiego 1846. Pomimo początkowych sukcesów, do jakich można zaliczyć starcie z niewielkim odziałem Austriaków, w którym duży udział odegrali studenci, biedota miejska, górnicy i hutnicy z Jaworzna oraz podkrakowscy chłopi (oczynszowani), powstanie zakończyło się niepowodzeniem. Niestety, wieś galicyjska uległa agitacji urzędników austriackich przekonujących, że powstanie jest dziełem antychłopskiej szlachty, co w ostateczności doprowadziło do upadku powstania. 2 marca Tyssowski rezygnuje z władzy i wraz z 1500 powstańcami opuszcza Kraków składając broń, 4 marca do Krakowa wkraczają odziały rosyjskie i austriackie. Ostatnią próbą odzyskania niepodległości, która miała miejsce w 1863 roku, było powstanie styczniowe. Było ono zrywem narodowowyzwoleńczym Polaków, który swoim zasięgiem objął Królestwo Polskie, Litwę, Białoruś i część Ukrainy. Trwało około piętnastu miesięcy, a historycy do dziś nie są zgodni w ocenie jego znaczenia. Jednej rzeczy 1863 r. z pewnością nie brakowało: zapału i wiary w zwycięstwo. Liczono na Rząd Narodowy, na dyktatorów powstania, na rewolucyjnych sojuszników w armii rosyjskiej, wreszcie - na wybuch wojny europejskiej. Najgorsze było to, że polski obóz narodowy podzielił się na dwa rywalizujące o władzę ugrupowania: białych i czerwonych. Biali, kierowani przez Andrzeja hrabiego Zamoyskiego i bankiera Leopolda Kronenberga, liczyli na interwencję państw zachodnich - Francji i Anglii. Chcieli uwłaszczenia chłopów pod warunkiem odszkodowania dla szlachty. Czerwoni, którym przewodzili: Stefan Bobrowski, Jarosław Dąbrowski, Zygmunt Padlewski i Władysław Sierakowski, dążyli zaś do powstania zbrojnego, chcieli też radykalnie rozwiązać kwestię włościańską poprzez zniesienie pańszczyzny i nadania chłopom ziemi na własność. Rozwój wydarzeń pokazał, że tak naprawdę w powstaniu sprawdzili się jego szeregowi uczestnicy. Przez szeregi powstańcze przewinęło się ponad 200.000 ochotników; jeszcze więcej działało w organizacji narodowej, która miała wszelkie znamiona tajemnego polskiego państwa, w którym świetnie działała powstańcza poczta, policja i sądy, sprawnie ściągano podatki, przeprowadzono aprowizację powstańczych oddziałów. Stefan Bobrowski ( 1840 - 63 ), działacz stronnictwa czerwonych, który faktycznie kierował powstaniem w jego pierwszych miesiącach. Dzięki niemu powstanie uniknęło upadku już na samym początku. Uwikłany przez białych w pojedynek, zginął od kuli hrabiego Adama Grabowskiego. Romuald Traugutt ( 1826 - 64 ) był ostatnim dyktatorem powstania. Pomimo że miał świadomość, iż koniec powstania jest tylko kwestią czasu, kierował nim z wielką determinacją. Zorganizował wojsko, zreformował administrację powstańczą, pilnował realizacji dekretu uwłaszczeniowego. Po aresztowaniu przez Rosjan został stracony na stokach Cytadeli warszawskiej. Margrabia Wielopolski, realizując swój plan współpracy z caratem, widział zagrożenie ze strony patriotycznej, radykalnej młodzieży. Z jego inicjatywy władze rosyjskie zarządziły pobór do wojska, aby uniemożliwić wybuch powstania. Na listach rekrutów znalazły się przede wszystkim osoby "politycznie podejrzane", a termin przeprowadzenia tzw. branki, czyli planowego poboru do wojska, był celowo wyznaczony na styczeń. Młodzież z miast Królestwa, przede wszystkim z Warszawy, aby uratować się od poboru, w znacznej swej części uciekła do lasów. Warunki surowej zimy stwarzały niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia ukrywających się. Powstanie rozpoczęło się 22 stycznia 1863 roku. Stefan Bobrowski, najwybitniejszy działacz obozu czerwonych, przekonał Centralny Komitet Narodowy, że powstanie powinno się rozpocząć właśnie w momencie przeprowadzania branki zarządzonej przez Wielkopolskiego. Słabo uzbrojone, niewyszkolone oddziały polskie przypuściły atak na kilkanaście garnizonów rosyjskich. Często zdarzało się, że sprawozdania nadchodzące z terenu, były nieco przesadzone i upiększone. Na papierze powstańcy mieli znacznie więcej broni i ludzi niż w rzeczywistości. Powstaniu udało się przetrwać 15 miesięcy. W jego trakcie stoczono ponad 1000 bitew i potyczek. Z powodu ogromnej przewagi liczebnej i technicznej armii rosyjskiej, liczącej początkowo 100, a potem 170 tysięcy żołnierzy, zwycięstwa polskie nie miały wpływu na los powstania. Niefortunna wyprawa Apolinarego Kurowskiego na Miechów 17 lutego 1863 r., w trakcie której jego dwutysięczny oddział został rozgromiony, uniemożliwiła utworzenie silnej bazy wojsk powstańczych w woj. krakowskim. Na początku maja oddział gen. Antoniego Jeziorańskiego liczący 740 żołnierzy, odniósł błyskotliwe zwycięstwo w podwójnej bitwie pod Kobylanką. Drugi atak Rosjanie przeprowadzili dysponując przytłaczającą przewagą: pięcioma tysiącami żołnierzy i sześcioma działami. Mimo zwycięstwa, Jeziorański musiał opuścić obóz. Największe zwycięstwo Polacy odnieśli 8-VIII-1863 r. w bitwie pod Żyrzynem. Gen. Michał Heydenreich Kruk, zgromadziwszy około 3 tys. partyzantów, przygotował zasadzkę na kolumnę wiozącą pocztę z Warszawy do Lublina. Cała akcja na szosie koło Żyrzyna została dobrze przygotowana i przeprowadzona. Partyzanci przechwycili 200.000 rubli. Jednak niedługo potem gen. Heydenreich, ścigany przez wojsko rosyjskie, musiał rozpuścić oddział. O sile i długości powstania styczniowego, które mniej lub bardziej wsparło kilkaset tysięcy ludzi, zdecydowało powiązanie walki narodowowyzwoleńczej z najważniejszą podówczas kwestią społeczną, tj. uwłaszczeniem chłopów. Z szacunków strat ludzkich wynika, że około 1000 osób zostało straconych, w więzieniach zmarło kilkuset powstańców, a na polach bitew około 20.000, około 40.000 zesłano na katorgę i wysiedlono, zaś 10.000 osób wyemigrowało. Razem stanowi to ponad 50000 wobec 4,5 mln. ludności Królestwa Polskiego. Trzeba także pamiętać o poważnych stratach materialnych, spalonych wsiach i miasteczkach, spadku produkcji przemysłowej i zubożenie ziemiaństwa, a także o uszczupleniu polskiego stanu posiadania na kresach wschodnich. Jak widać śmiało można wyciągnąć wniosek, iż polski rząd, dowódcy, jak i całe polskie społeczeństwo w XIX wieku, było zbyt zróżnicowane, aby udźwignąć ciężar, jakim było odzyskanie niepodległości. Wszystkim ogromnym stratom, jakich doznał naród polski na przestrzeni tych 100 lat, można było zapobiec, dochodząc do porozumienia na najwyższych szczeblach władzy jeszcze przed rozpoczęciem jakiegokolwiek powstania A jakie Wy macie zdanie na ten temat :?: Trzeba było bić się czy nie :?: Zapraszam do dyskusji
  10. Skutki powstania Listopadowego: Następstwem szczególnie złowrogim dla sprawy polskiej było zacieśnienie przyjaźni pomiędzy naszymi zaborcami. W sierpniu 1833 r. nastąpiło porozumienie między cesarzem austriackim Franciszkiem I i królem pruskim Wilhelmem III w Teplitz (Cieplice) w Czechach. Na początku września 1833 r. car Mikołaj I spotkał się w Schwedt nad Odrą z królem pruskim wracającym z Teplitz. Omówiono wówczas kwestię niebezpieczeństwa rewolucyjnego, zgodzono się co do solidarnego współdziałania, w celu przeciwstawienia się jemu. W parę dni później car Mikołaj I znalazł się na terytorium austriackim. Uzgodniono tam wzajemną pomoc w tłumieniu "buntów polskich",, zgodzono się także do możliwości zajęcia wolnego miasta Krakowa. Wspólna konwencja berlińska (z 15 X 1833 r.) zwieńczyć miała całe dzieło. Upadek powstania listopadowego pociągnął za sobą fatalne następstwa polityczne dla wszystkich trzech zaborów. O ile wcześniej przed listopadem 1830 roku rządy pruski i austriacki w obawie, by polscy poddani nie ciążyli ku Królestwu, szły na pewne ustępstwa, nie szczędziły też obietnic poprawy losu Polaków w ich zaborach. To ten stan rzeczy uległ całkowitej przemianie po klęsce powstania, w r. 1831, doprowadzając do prześladowania żywiołu polskiego i prób włączenia ziem polskich do Prus i Austrii. Po stłumieniu powstania listopadowego rząd rosyjski zainicjował w Królestwie oraz na Litwie i Rusi bezwzględną i surową reakcję. W Królestwie przeprowadził ją dyktator rosyjski, głównodowodzący armią, od kwietnia 1832 r. namiestnik Królestwa Polskiego Jan Paskiewicz, nazywany też księciem warszawskim. Zwrócił on szczególną uwagę na sprawy kościelne. Duchowieństwo polskie stanowiło silną i zwartą organizację, było też - po 1831 r. - najsilniejszym odłamem polskiej inteligencji. Za udział w powstaniu kler polski został ukarany. W stosunku do kleru niższego zastosowano represje: usuwano z posad, więziono, grożono reformą seminariów duchownych. Znacznie surowiej postąpiono z duchowieństwem na Litwie i Rusi - w ramach polityki rusyfikacyjnej - degradowano (czynili to posłuszni biskupi), oddawano kleryków "w rekruty", księży pozbawiano szlachectwa i również oddawano "w sołdaty", a nawet zsyłano na Sybir. Co więcej za narzędzie spacyfikowania nastrojów wśród Polaków użyto Stolicy Apostolskiej. Brewe z 18 II 1831 r. okazało się za słabe - i zbyt dwuznaczne, stąd dyplomacja rosyjska w Watykanie rozpoczęła starania o bardziej zdecydowane potępienie niedawnych wypadków w Polsce. Rezultatem tych starań była encyklika papieska Cum primum (z 9 VI 1832 r.), w której papież Grzegorz XVI stwierdził, że dowiedział się o "nieszczęściach w Polsce wywołanych przez siewców podstępu i kłamstwa, podnoszących głowę przeciw prawowitej władzy pod pretekstem religii". Stwierdził, że poddanie się władzy ustanowionej przez Boga jest zasadą niezmienną, od której można się uchylić tylko w tym wypadku, gdyby ta władza pogwałciła prawo Boże i Kościelne. Grzegorz XVI zacytował listy: św. Pawła do Rzymian (rozdz. XVIII) i pierwszy (w podobnym duchu) list św. Piotra (2, 13-15); przypominał postawę pierwszych chrześcijan posłusznych cesarzom - nawet wśród prześladowań; wskazywał przykład chrześcijan służących w rzymskich legionach, którzy nigdy nie zbrukali się zdradą. Grzegorz XVI pokreślił, że Polacy podnieśli oręż nie dla obrony religii, a był to tylko pretekst dla zupełnie innych powodów. Cum primum kończy się oświadczeniem, że potężny cesarz okaże się dla Polaków łaskawy, będzie się troszczył o dobro religii katolickiej i nikomu nie odmówi swej opieki. Tymczasem car Mikołaj I po 1830 r. wręcz nie znosił Polaków. Nie uznając już zobowiązań traktatu wiedeńskiego, zostawił Królestwu tylko pozorną autonomię (Statut Organiczny z 1832 r., który i tak nie wszedł w życie). W roku 1835 podczas spotkania z polską delegacją w Łazienkach oświadczył bez ogródek: "Jeżeli upierać się będziecie przy waszych marzeniach o odrębnej narodowości, o Polsce niepodległej, i przy wszystkich tych złudzeniach, ściągniecie na siebie wielkie nieszczęście. Kazałem tu zbudować Cytadelę Aleksandrowską i oświadczam wam, że przy najmniejszym zaburzeniu każę miasto zbombardować, zburzę Warszawę i z pewnością nie ja ją odbuduję". Nie byłoby jednak tak ostrego i kategorycznego tonu, gdyby nie rewolucja listopadowa. Dodajmy, że leżała ona w interesie nie tylko zrewolucjonizowanej Francji i Belgii, ale i naszych wrogów: Prus i Austrii, a także oligarchii rosyjskiej, obawiającej się stale o losy wcielonych do Rosji pięciu guberni (powstały z polskich Kresów Wschodnich). O los tych ziem wyrażali swoje zaniepokojenie także szlacheccy rewolucjoniści rosyjscy (dekabryści), odmawiający Polsce wszelkich do nich praw. Śmiesznie zatem brzmią słowa lewicowej propagandy o internacjonalistycznej solidarności spiskowców polsko-rosyjskich. Natomiast prawdą jest, iż zamiast szukać sprzymierzeńcy w monarsze, szukaliśmy go tam, gdzie nie można go było znaleźć. Kolejnym następstwem rewolucji listopadowej była masowa emigracja "kwiatu młodzieży polskiej", szeregowców, oficerów i inteligencji. Gros polskiej emigracji znalazło się we Francji. Emigracja polska chcąc nie chcąc musiała w końcu wtopić się w obce narodowościowo społeczeństwa, w których się znalazła - kiedy to miało nastąpić, pozostawało tylko kwestią czasu. Po latach może zostały tylko rodzinne pamiątki o dziadku emigrancie polskim i nutka sympatii dla Polski - to wszystko. Polskę natomiast opuścili w większości przypadków - na zawsze :!: - bardzo rzutcy, przedsiębiorczy, a także ofiarni i patriotyczni Polacy. Po upadku powstania Królestwo zostało obciążone ogromną kontrybucją. Zniesiono koronację na króla polskiego (którą odbył Mikołaj I w Warszawie w 1829 r. jeszcze przed powstaniem), a także polskie przedstawicielstwo narodowe - sejm. Zlikwidowano polskie wojsko, wprowadzając do Królestwa na stałe stutysięczną armię rosyjską. Żołnierzy polskich wcielano do armii rosyjskiej, wysyłając ich w głąb Rosji - na Kaukaz, a nawet Syberię. Dzieci poległych Polaków i emigrantów wcielono do tzw. batalionów dziecięcych, które rozmieszczono w głębi Rosji (skazując je tym samym na wynarodowienie). Przystąpiono do ostatecznej likwidacji odrębności Królestwa Polskiego: 1832 r. - wprowadzono granicę celną między Królestwem i Rosją, o której zniesienie wcześniej (w 1822 r.) wywalczył Książę Minister Drucki-Lubecki. W ten sposób zahamowany został m.in. rozwój przemysłu włókienniczo-tekstylnego w Królestwie (zniesiono ją dopiero w 1851 r.); 1837 r. - zamiast polskich województw wprowadzono rosyjskie gubernie; 1839 r. - narzucono język rosyjski polskiej Radzie Stanu (zamiast dotychczasowego francuskiego). Szkolnictwo polskie bezpośrednio podporządkowano ministerstwu rosyjskiemu w Petersburgu; 1841 r. - zniesiono polską Radę Stanu, wprowadzając rosyjski system monetarny, wagi i miary; 1847 r. - wprowadzono rosyjski kodeks karny. Począwszy od 1832 r. poddano Królestwo represjom także w sferze kulturalnej. Zlikwidowano Uniwersytet Warszawski oraz ograniczono liczbę szkół średnich, a nawet elementarnych. Cel był wyraźny: nie pozwolić na rozwijanie się świadomości narodowej wśród Polaków - im mniej inteligencji tym lepiej. Dziwnie więc w tym kontekście brzmią słowa apologetów naszych nieudanych powstań o zachowaniu dzięki nim naszej świadomości narodowej, kultury i języka polskiego. Wykorzenienie polskości stało się celem polityki rosyjskiej zwłaszcza w odniesieniu do ziem "spornych" (nasze Kresy Wschodnie). I trzeba tutaj podkreślić, że ta bezwzględna polityka przyniosła efekty: Polska skurczyła się o dwie trzecie swojego pierwotnego obszaru (z czasów I Rzeczpospolitej)! Został brutalnie powstrzymany proces dobrowolnej polonizacji Litwinów i Rusinów. Amnestia, która obowiązywała na terenie Królestwie, nie objęła wcielonych guberni do Rosji - polscy uczestnicy walk z Rosją nie mogli więc powrócić do swych domów (pozostawała przymusowa emigracja). Skonfiskowano ok. 3 tys. majątków. Szlachtę (zwłaszcza drobną i zaściankową) pozbawiano szlachectwa, wcielając następnie do armii rosyjskiej na wieloletnią służbę. Pod pozorem poprawy bytu materialnego Polaków (szlachty polskiej) zesłano (na mocy tajnego rozkazu Mikołaja I z r. 1831) z guberni litewsko-ruskich blisko 45 000 rodzin - w stepy czarnomorskie, besarabskie, nadwołżańskie i nadkubańskie. W sumie 90 000 polskich rodzin - w ramach represji popowstaniowych- zostało przymusowo przesiedlonych w głąb Rosji i na Syberię. Represjom poddano także Kościół katolicki na Litwie i Rusi, likwidując m.in. kościelną własność ziemską (przyznano duchowieństwu pensje państwowe). W latach 1832-1843 zamknięto 2/3 domów zakonnych. Zakazano przechodzenia z prawosławia na katolicyzm; dzieci ze związków mieszanych katolicko-prawosławnych miały był wychowywane w "wierze ruskiej", tj. prawosławnej. W 1839 r. zlikwidowano Kościół unicki. Prawosławni Polacy zostali przeważnie Rosjanami. Szkoły polskie wszystkich szczebli zostały zlikwidowane: zamknięto Uniwersytet Wileński, Liceum Krzemienieckie i wszystkie polskie gimnazja. W głąb Rosji wywieziono cenne zbiory biblioteczne. Cenzura zabraniała czytać dzieł polskich autorów przebywających na emigracji. W celu wychowywania poddanych cara w duchu państwowym władze rosyjskie utworzyły uniwersytet w Kijowie. Żywioł polski stracił swą dotychczasową rolę przywódczą na Wschodzie (Litwie i Rusi). Rząd rosyjski zrezygnował ze stosowanej dotychczas polityki współpracy z polską szlachtą. Być Polakiem oznaczało odtąd być skazanym na wywózkę bądź wynarodowienie. Zahamowany został pochód cywilizacyjny Polski na Wschód, a polskość tam istniejąca od czasów I Rzeczpospolitej, wymierała - jako następstwo bezmyślnego zrywu, tego faktu nie zmienią najbardziej nawet efektowne sofizmaty. Skonfiskowano ok. 10 procent polskiej własności ziemskiej, którą zagarnęli rosyjscy dygnitarze oraz generalicja zasłużona w tłumieniu powstania. Spełniły się wreszcie żądania rosyjskiej generalicji i dygnitarzy - przy naszym udziale. Konfiskaty majątków wystąpiły także w Wielkim Księstwie Poznańskim, gdzie naczelny prezes, Edward Flotwell, rozpoczął nowy okres intensywnej germanizacji: Polaków walczących w powstaniu wydał Rosjanom, a ziemie ich skonfiskował. W 1832 r. usunięto język polski z administracji. W 1832 i 1834 r. ukrócono używanie języka polskiego w szkołach i usunięto z sądownictwa; zamykano polskie teatry. Od 1831 rząd odebrał właścicielom ziemskim uprawnienia policyjne oraz prawo wyboru landratów, a w 1836 r. - burmistrzów i wójtów. Instytucje kredytowe z rozkazu rządu odmówiły szlachcie polskiej kredytów (bankructwo własności ziemskiej - znikła całkowicie na Mazurach, a podkopana została na Pomorzu i w Poznańskiem). 13 III 1833 r. - korzystając z chwili - na podstawie decyzji ministerialnej przeznaczono na fundusz kolonizacyjny milion talarów dla wykupywania ziemi polskiej (większych dóbr) i kolonizowania ich Niemcami. Rząd sprowadzał kolonistów niemieckich, natomiast polskich rekrutów, by oderwać ich od stron ojczystych, wysyłał w głąb Niemiec. Z Niemiec sprowadzano też nauczycieli. Rząd pruski popierał zwłaszcza szkoły protestanckie oraz małżeństwa mieszane. Trudno doprawdy w tym wszystkim mi znaleźć zbawienne dobrodziejstwa naszego kolejnego nieudanego zrywu przeciwko Rosji. Z tego nawet tylko punktu widzenia skazana z góry na niepowodzenie "akademicka burda" (jak ją nazwał gen. J. Chłopicki), jawi się jako zbrodnia przeciwko polskości, choć wykluczyć przecież nie można, że była zbawieniem dla ruchu rewolucyjnego w zachodniej Europie (ale czy naprawde mamy się poświęcać dla innych). A jak Wy oceniacie skutki powstania listopadowego dla sprawy polskiej :?: , zapraszam do dyskusji . Za http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3484
  11. Polska historiografia zwykła przyjmować rok 1795 (tzw. III rozbiór) za kres dziejów polskiej monarchii. W tym miejscu kończone są zazwyczaj poczty władców Polski. Trudno jednak znaleźć jakieś racjonalne uzasadnienie dla tej tradycji. Już przecież w roku 1807 państwo polskie odrodziło się w postaci Księstwa Warszawskiego, a w roku 1815 przywrócona została nazwa Królestwa oraz tytuł króla Polski. W tym kontekście lata 1795-1815 można uznać za okres przejściowy związany z wydarzeniami wewnątrzpolskimi (uchwalenie Konstytucji 3 Maja, Insurekcja Kościuszkowska), jak i ogólnoeuropejskimi (Rewolucja Francuska, wojny napoleońskie). Zaborcy zajmując i likwidując Rzeczpospolitą (w tym i Królestwo) tłumaczyli się m.in. koniecznością stłumienia nastrojów jakobińskich w Polsce. Zamykający ten okres Kongres Wiedeński, zwołany w celu uporządkowanie spraw europejskich, przyjął zasadę restauracji porządku przedrewolucyjnego. Objęła ona również Królestwo Polskie. Nastąpiły znaczne zmiany terytorialne i ustrojowe, ale sama monarchia zachowała swój byt. Ustanowienie dziedzicznej dynastii można uznać za realizację idei Konstytucji 3 Maja. Wtedy wybrano Wettinów. Oni też stali się z woli Napoleona władcami Księstwa Warszawskiego. W roku 1815, dla zachowania zasady legitymizmu, Wettinowie zrzekli się praw do ziem polskich na rzecz Holstein-Gottorp-Romanowów. W ten sposób, za zgodą międzynarodowego kongresu, oraz przy dużej aprobacie Polaków, panująca w Rosji dynastia stała się dynastią królewską w Polsce. W jakimś sensie było to usankcjonowanie stanu sprzed rozbiorów, gdyż od roku 1719 (sejm niemy) można mówić o rosyjskim protektoracie nad Polską. W roku 1815 układ ten, na moment zakłócony ogólnoeuropejską zawieruchą, ambicjami zaborców oraz wewnętrzną sytuacją w Polsce, został po prostu umocniony i zalegalizowany. Uwzględniając wymienione argumenty trudno pojąć z jakich to powodów August III Wettin czy Stanisław August Poniatowski, panujący z łaski carów Rosji, mieliby zasługiwać na uznanie naszej historiografii, natomiast nie zasługiwaliby na to miano królowie będącymi jednocześnie władcami Rosji (Aleksander I, Mikołaj I, Aleksander II, Aleksander III, Mikołaj II). Jedynym wytłumaczeniem jest czynnik emocjonalny, zgodny być może z patriotycznymi odczuciami dużej części Polaków, ale całkowicie ignorujący istniejącą rzeczywistość. Jeżeli można mówić o jakichś różnicach pomiędzy okresem sprzed 1795 r. a okresem po 1815 r., to dotyczyły one przede wszystkim spraw prawno-ustrojowych (reformy w duchu idei oświecenia) i terytorialnych (straty terytorialne na rzecz Rosji, Austrii i Prus), a nie faktu istnienia czy nieistnienia polskiej monarchii. Uszczuplone pod względem terytorialnym Królestwo nadal obejmowało zasadniczą cześć ziem etnicznie polskich.przez unię rosyjsko-polską. W późniejszym okresie zmianie ulegał jedynie charakter tego związku. Pozycja ziem polskich w ramach rosyjskiego imperium miała ścisły związek z utrzymaniem nazwy Królestwa. Jedynie w okresie panowania Aleksandra III (1881-1894) próbowano zastąpić ją określeniem Kraj Nadwiślański. Realizowano to jednak niezbyt konsekwentnie i bez żadnych podstaw prawnych. Był to czas największych antypolskich posunięć, ale był to również czas największej reakcji w samej Rosji. Doświadczenia tego okresu są bardzo często, zupełnie bezpodstawnie, rozszerzane na cały okres postyczniowy, a nawet na cały okres związku Polski z Rosją. Następca Aleksandra III, Mikołaj II zliberalizował politykę, zarówno w Polsce jak i w Rosji. Nazwa "Kraj Nadwiślański", jeżeli się jeszcze pojawiała, to przede wszystkim w antypolskich wypowiedziach i publicystyce. Władcy nie zrezygnowali również z używania tytułu "Król Polski", znajdującego się w ich tytulaturze na drugim miejscu (po "Cesarz Wszechrosji", a przed "Wielki Książe Finlandzki"). Wszystkie wymienione czynniki, pomimo silnej unifikacji ustrojowej z Rosją, sprzyjały zachowaniu przez Królestwo faktycznej i nominalnej odrębność. Można to porównać z sytuacją ówczesnych Czech i Galicji w monarchii habsburskiej, czy nawet pozycją Szkocji w Zjednoczonym Królestwie. W tym miejscu warto przypomnieć, iż Czesi kończą poczet swoich królów na roku 1918 (abdykacja Karola I Habsburga), natomiast Szkoci kontynuują go do dnia dzisiejszego. Czemu więc królów z dynastii Romanowów nie zalicza w poczet krolow polskch choć sa nimi tytularnie i w świetle prawa międzynarodowego :?: Czy nie wynika to tylko z niechęci i zwykłej głupoty podszytej rusofobią tak silną w wielu środowiskach (piłsudczykowskie i pochodne) :?:
  12. „Wy Polacy, macie swoje słabości, które ujawniają się, gdy korzystacie z wolności i zalety, które występują w chwilach najgorszych przeciwieństw i nieszczęść. Waszą siłą jest to, że w najgorszych chwilach umiecie zachować nadzieję. Kiedy stracicie absolutnie wszystko, co można było stracić, kiedy już nic wam nie pozostało, wciąż zachowujecie nadzieję i wbrew rzeczywistości powtarzacie z uporem - ‘jeszcze Polska nie zginęła, jeszcze nie zginęła" szef BBC, G. MacDonald „Mało jest zalet, których by Polacy nie mieli i mało błędów, których udałoby im się uniknąć." Winston Churchill, 1945 Co myslicie na temat tego, jak charakter narodowy Polaku wplywa na nasza historie :?:
  13. Marszałkowie Napoleona

    Tytuł marszałka cesarstwa był ponoć tytułem cywilnym Jednak, oczywiście marszałkowie napoleońscy walczyli, dowodzili no i oczywiscie rekwirowali. Który z nich wydaje sie Wam najbardziej świetlaną, prztyzwoitą, genialną postacią :?: Moze dzielny Lannes, albo Ney, którego sam Napoleon nazwał "najdzielniejszym z dzielnych", może Massena, który uratował Francję pod Zurychem, czy Davout, dowódca spod Auerstadt, może Suchet, któremu udało się uspokoic zdrowy kawał Hiszpanii, albo Murat, dowódca jazdy, najlepszy ponoć szef sztabu Berthier. Może inni :?: Osobiscie swoje sympatie kieruję do Davouta i Sucheta. Pierwszy z nich kojarzył mi się zawsze z rzymską postawą, absolutnej wierności i uczciwosci, człowieka honoru, wybitnego wodza. Suchet zaś kojarzy mi się z uczciwością. pomysleć, ze tam, gdzie on administrował hiszpańscy chłopi ukrywali francuskich wojaków przed ewentualnymi partyzantami. Pierre François Augereau (1769-1816) książę Castiglione, Jean Baptiste Bernadotte (1763 - 1844) książę Ponte-Corvo, od 1810 król Szwecji, Alexandre Berthier (1753 - 1815) książę Neufchâtel i Wagram, Jean Baptiste Bessiéres (1768 - 1813) książę Istrii, Wilhelm Brune (1763 - 1815), Louis Nicolas Davout, (1770 - 1823) książę Auerstädt i Eckmühl, Emanuel de Grouchy (1766 - 1847), Jean Baptiste Jourdan (1762 - 1833), François de Kellerman (1735 - 1820) książę Valmy, Jean Lannes (1769 - 1809) książę Montebello, François Joseph Lefébvre (1755 - 1820) książę Gdańska, Alexandre Macdonald (1765 - 1840) książę Taranto, August Frédéric de Marmont (1774 - 1852) książę Raguzy, André Masséna (1758 - 1817) książę Rivoli i Essling, Jean Moncey (1754 - 1842) książę Conegliano, Édouard Adolphe Mortier (1768 - 1852) książę Treviso, Joachim Murat (1767 - 1815) Wielki książę Bergu i Kliwii, król Neapolu, Michał Ney (1769 - 1815) książę Elchingen i Moskwy, :wink: Nicolas Oudinot (1767 - 1847) książę Reggio, Dominik Pérignon (1754 - 1818), Książę Józef Poniatowski (1763 - 1813), Jean Filibert Sérurier (1742 - 1819), Nicolas Jean - de - Dieu Soult (1769 - 1851) książę Dalmacji, Hyeres Gouvion St. Cyr (1774 - 1830), Luis Gabriel Suchet (1770 - 1826) książę Albufera, Klaudiusz Perrin Victor (1764 - 1841) książę Belluno.
  14. Jakiego radia słuchacie

    Niech sie wypowiedzą fani swojej ulubionej radiostacj i... :wink: Ja słucham ''zetki''.
  15. Chciałbym wiedzieć, które według was zwycięstwo Napoleona było jego największym sukcesem zarówno pod względem militarnym, jak i odniesionych później dzięki temu zwycięstwu korzyści. Głosujcie! 8)
  16. Wszyscy poza Francuzami uważają Napoleona, za tyrana - antychrysta. A my Polacy... uważamy go za bohatera i cieszy się u nas dużą sympatią. Właściwie dlaczego, przecież nie utworzył państwa polskiego. Napoleon nawet występuje w naszym hymnie - niewiadomo dlaczego... dla kogo właściwie to bohater? dla Polaków?
  17. Rozważając o największych sukcesach wojsk polskich czasem warto zastanowić jakie były największe klęski naszych armii i ich dowódców.Oto moje propozycje: Czekam na wasze sugestie :wink:
  18. Proponuję wskazać postacie z historii Polski, które są: najbardziej nieudolne najbardziej antypatyczne największymi zbrodniarzami. Kto zasługuje na szczególne potępienie. Moje nominacje na galerię obrzydliwości to: Konrad Mazowiecki - za Krzyżaków. Zygmunt III Waza - przeniesienie stolicy do Warszawy. Bohdan Chmielnicki - zdrajca, który na wieki oddał Ukrainę Rosji, a dzisiaj jest jej bohaterem Generalowie Wincenty Krasinski i Józef Zajczek za skrajny opurtunizm Wacław Kostek-Biernacki - mętna rola podczas Wydarzeń Krakowskich 1923, a później komendant twierdzy brzeskiej Chaim Mordechaj Rumkowski - pomagał Niemcom w likwidacji własnego narodu, a następnie sam pojechał do obozu zagłady (specjalną salonką) Jakub Berman (bez komentarza) Wojciech Jaruzelski - antysemicka czystka w wojsku 1967, inwazja na Czechosłowację 1968, masakra robotników na Wybrzeżu, Stan Wojenny. Jerzy Urban - "Rząd się sam wyżywi", "Obwoźne sado-maso" :wink: Hieronim Radziejowski za walne pomaganie Szwedom w podjeciu decyzji o napadnieciu na Rzeczpospolita. św Stanislaw- za to ze knul i zdradzal Polske a potem jeszcze zostal swietym ( i patronem Polski- złowieszczy rechot historii), a Bolesław Szczodry zostal wygnany :sad: wójt krakowski Albert Janusz Radziwiłł i jego syn Bogusław Jan Amos Komieński(Czech, ale łajdak) Zapraszam do wpisywania swoich typów
  19. Jak oceniacie zmiany jakie zaszły po 1989 roku w Polsce :?:
  20. Masoneria

    Chciałbym rozpocząć dyskusję na temat masoneri. Czym jest czym była :?: Jak powstała z ruchów robotniczych czy na bazie zakonów rycerskich :?: Czmeu się jej boi Kościół i ludzie :?: Czy to sekta szatan, czy klub snobów :?: Ciekawy jestm waszej opinii. A żeby nie było nie jestem wolnomularzem i nie mam zamiaru być ... Nie znalazłem o tym wątku dlatego go zamieszczam zapraszam do wymiany opinii.
  21. Co sądzicie o Jakubie Śwince :?: Był zręcznym politykiem, patriotą czy sprytnym arcybiskupem? Dążył do zjednoczenia państwa polskiego od Łokietka po Przemysła II. Był obrońcą języka polskiego i propagatorem polskiej świadomości narodowej. Czy dbał o interesy papieża w Polsce :?: Był na jego usługach czy działał samodzielnie kierując sie patriotyzmem :?: JAKUB ŚWINKA (zm. 1314), abp gnieźnieński. Pochodził ze śliskiego rodu, którego jedna gałąź osiedliła siew Wielkopolsce i w Sieradzkiem. Jego rodzice nic są znani. Miał stryja Jana, kasz- telana spicymicrskiego, i bratanka Piotra, sędziego sieradzkiego, skoligacony był też z bpem wrocławskim Henrykiem z Wierzbna. Po wyświęceniu na diakona został kantorem gnieźnieńskim; oddał wówczas jakieś usługi ->- Bolesławowi Pobożnemu. W 1283, po długim wakansie na stolicy arcybiskupiej w Gnieźnie, wybrano J. jednomyślnie metropolitą. Kierując się względami narodowymi i interesem poi. prowincji kościelnej, J. popierał -> Przemyśla II i Jego politykę zjednoczeniową. Starał się o włączenie diecezji chełmińskiej do Kościoła poi. Archidiakonaty słupski, należący do arcybiskupstwa, i pomorski,, włączony do diecezji włocławskiej, miały w nim troskliwego opiekuna. Rozwinął w tym czasie szeroką działalność synodalną (1285-87). Przeciwstawiał się napływowi kleru niem. do Polski, domagał się ożywienia poi. kultu w kościołach (św. Wojciecha - patrona Polski), rektorów szkól i księży w parafiach z dobrą znajomością języka pol., a także przyjmowania Polaków do wszystkich zakonów. W 1295 koronował Przemyśla II na króla Polski. Po jego śmierci, mimo układu z księciem głogowskim -> Henrykiem w 1298, popierał Władysława Łokietka i jego zamysł zjednoczenia Polski. Dokonał wprawdzie koronacji Wacława w Gnieźnie w 1300, manifestował Jednak przy tym swą niechęć do obcych wpływów. O braku współdziałania z królem, a raczej już otwartym konflikcie, świadczył proces kanoniczny wytoczony w 1304 bpowi krakowskiemu, poprzednio czeskiemu staroście w Małopolscy Janowi Muskacie, protegowanemu Wacława. Od 1306 metropolita, niechętny wpływom niem. w kościele pol., przebywał prawie stale w lęczycko-uniejowskie) części swej diecezji, na krótko tylko pojawiając się w Gnieźnie. W 1312 z bpem pozn. -Andrzejem Zarembą rzucił klątwę na Glogowczyków. W czasie opanowywania Wielkopolski przez Łokietka w l. 1313-14 J.. widząc w jego osobie najodpowiedniejszego kandydata na króla Polskie udzielił mu poparcia. Należał do najwybitniejszych mężów stanu w Polsce średniowiecznej. Wytrawny polityk i gorliwy szerzyciel poi. świadomości narodowej, oddał duże usługi w akcji jednoczenia państwa poi. na przełomie XIII i XIV w. Zmarł 4 III 1314, pochowany został w katedrze gnieźnieńskiej. Tekst: Wielkpolski Słownik Biograficzny, PWN, 1981, Helena Chłopocka A arcybiskup Jakub Świnka doczekał się dotąd 2 książkowych biografii: :wink: Karasiewicz W., Jakób II Świnka, arcybiskup gnieźnieński, Poznań 1948 Silnicki T., Gołąb K., Arcybiskup Jakub Świnka i jego epoka, Warszawa 1956 Między obu autorami toczyła się swego czasu ostra polemika , m.in. o ocenę postawy tego arcybiskupa.
  22. Szwedzi wojowaili w XVII w. z całą Europą, a hasło, które im przyświecało to "wojna żywi wojnę". Zastanawiam się, które z wojen dla Szwecji czyli: wojna 30letnia, potop, panowanie nad Bałtykiem była dla Szwecji najistotniejsza. Co świadczyło o potędze Szwedów, z "dalekiego kraju"? Co Wy o tym sądzicie :!: :?:
  23. Kto był najbardziej "zwariowanym" władcą :?: Kto prowadził najgorsze rządy, największy terror :?: Kaligula, Neron, czy może ktoś inny :?: Proszę o odpowiedzi :!: Oto moja propozycja: Le Long Dinh (984-1009), władca Wietnamu 'Cesarz, Znający Niebo, z Woli Losu Obdarzony Boskimi zdolnościami w Sprawach Wojskowych i Cywilnych, Mądry i Potężny, Naśladujący Niebo i Czczący Tao, Wielki Imperator Promieniejący Blaskiem, Uwielbiany Syn' - oto jak chciał być nazywany :wink: lista jego występków: zabił swego brata, prawowitego następcę tronu po jego 3 dniach panowania lubił zabijać ludzi (to oczywiste) skazanego obwiązywano trzciną i palono lub siekano tępym mieczem w czasie odpływu kazał zapędzić ludzi do zagrody zbudowanej na brzegu morza, a gdy nastąpił przypływ, poziom wody zaczął się podnosić i wszyscy ludzie się utopili drapał głowę nadwornego kapłana Quat Mao tak, żeby zranić go jak najbardziej na jego oczach gotowano farsz z żywych jaszczurek i kazał dworzanom to jeść na wyścigi niespodziewanie zmarł w wieku 25 lat na hemoroidy... jakaś sprawiedliwość musi być :!:
  24. "Senat jest niepotrzebny :!:" - krzyczą coraz głośniej politycy niektórych ugrupowań. Moim skromnym zdaniem jest nie tylko potrzebny, ale powinien być mocniejszy niż do tej pory SENAT RP <== oficjalna strona Sentu Cóż zapraszam do dyskusji nad rolą i kształtem Senatu w obecnej polskiej rzeczywistości.
  25. To nieprawda, że stopa niemieckich żołnierzy nie stanęła w czasie II wojny światowej na ziemi brytyjskiej Mimo, że Brytyjczycy zwyciężyli w Bitwie o Anglię, czyniąc nierealnymi nazistowskie plany inwazji na Wyspy Brytyjskie (kryptonim Operacja Lew Morski), pewien obszar króla Jerzegojednak znalazł się pod władniem niemieckim. Dotyczy to Wysp Normandzkich na kanale La Manche, na zachód od Normandii, niedaleko brzegów Francji. Największe z nich to Jearsy i Guernsey, mniejsze - Alderney i Sark, i cały szereg zupełnie małych ogólem ok. 200 km. zamieszkanych przez ok. 100 tys. mieszkańców, obywateli brytyjskich . Hitlerowcy zajeli je bez walki na przełomie czerwca i lipca 1940 roku - Anglicy nie chcieli stawiać oporu aby oszczędzić ludność. Okupacja niemiecka trwałą do samego końca: dokładnie 9 maja 1945 roku generał major Wulf przekazał, także bez walki, wyspy Brytyjczykom.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.