Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Mariusz 70

Mare Nostrum

Rekomendowane odpowiedzi

Mare Nostrum?.Czy aby na pewno "nasze"?

Zaryzykuje stwierdzenie,ze jednak tak.Wielu z nas spedza nad jego brzegami wakacje,a wielu przynajmniej laczy z jego dziejami zyciowe fascynacje i zainteresowania.Ba,sa tacy, jak nasza nieoceniona Fodele,co to zdolali te srodziemnomorskie pasje nawet szczesliwie polaczyc z miejscem zamieszkania i zyciem zawodowym.Przyjelismy,co zasadnicze, system wartosci cywilizacyjnych z srodziemnomorskiego kregu kulturowego sie wywodzacy.A smiem nawet twierdzic,ze duza czesc nas, nadal slucha nauk moralno-religijnych z pewnego starozytnego miasta plynacych.Wreszcie pijemy coraz wiecej wina,miody puszczajac w niepamiec(byc moze calkiem nieslusznie).A wiec jednak w duzym stopniu Mare Nostrum.

Tegoroczna wyprawa urlopowa musiala spelnic pewne warunki finansowe.Mialo sie wybrac z nami rodzenstwo Mojej Pani,a wiec gimnazjalista-nastolatek i mloda dama po niedawno ukonczonych studiach,a wiec na zawodowym starcie.Jednym slowem ekonomiczne zasoby polowy uczestnikow przedstawialy sie raczej mizernie.Postawilem stanowczy warunek,ze bedzie morsko-turystycznie,a wiec trzeba bylo troszke inwencje wysilic.Ostatecznie skorzystalismy z oferty firmy Pullmantour,czyli rejsu na trasie: Walencja-Malta-Messyna-Neapol-Cagliari-Palma de Majorka-Walencja.Pozornie drogo to wyglada,ale zapewniam,ze tylko pozornie.Robiac rezerwacje ze sporym wyprzedzeniem otrzymalismy 35% znizki,sezon jesienny tez koszta zredukowal,a start z Walencji wyeliminowal dlugasne dojazdy,korzystanie z samolotu,platnego parkingu czy hotelu.Inna sprawa,ze nasi goscie musieli jakos z Polski jednak dotrzec.Kolejna zasadnicza oszczednosc to upchanie sie w jednej kabinie.W ten sposob trzecia osoba placi zaledwie 50%,a nastolatek odbywa wycieczke uiszczajac tylko oplaty portowe.Na statku kuchnia i bary sa juz wliczone w cene, wiec nie ma z tej strony najmniejszych finansowych wysilkow.Pozostaje kwestia odplatnych wycieczek,ktore mozna dowolnie wykupowac.Zdecydowalismy sie tylko na Pompeje,co zreszta tez mozna sobie bylo,jak sie okazalo darowac,wykazujac troche inwencji.Okreslony limit finansowy dalo sie wiec jakos polaczyc z atrakcyjnoscia trasy,pozostalo tylko pogodzic sie z ciasnota w kabinie.Dla mnie osobiscie problem zaden,nawet te niewygody mialy pewien posmak morskiej romantyki,a spanie na pietrowej koji przypominalo czasy sluzby w marynarce.

Musze natomiast wyznac ze wstydem,ze niezbyt sie do tej wycieczki z rozmaitych powodow przygotowalem.Przypomnialem sobie wprawdzie dosc gruntownie Pompeje,przelecialem zarowno Wielkie Oblezenie jak i II WS na Malcie,ale z pozostalymi miejscami nie popisalem sie zbytnio.Przewodnik ogolny po Hiszpanii i Wloszech,plus pospieszne wydruki z internetu musialy tu niestety wystarczyc.Wstyd :ph34r:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Alicante.

Dlaczego Alicante,skoro nie mielismy go w planie wyprawy? A dlatego,ze wlasnie od Alicante wiekszosc przybywajacych do Hiszpanii Polakow zaczyna swoj pierwszy kontakt z Iberia.Wszystko to za sprawa elementarnej ekonomii,czyli tanich linii lotniczych,ktore tam maja swoje lotnisko.Zainteresowanych informuje,ze mozemy sobie tam dotrzec i wrocic za niespelna 100 euro(przy odpowiednio wczesnej rezerwacji) np.z Krakowa,Gdanska,Wroclawia czy Poznania.Wszystkiego zaledwie 3 godz.lotu,tego roku punktualnosc zadziwiajaca,a Alicante oferuje wygodne polaczenia z reszta kraju.No i oczywiscie lezy nad interesujacym nas Morzem Srodziemnym.Zauwazylem jednak,czesto odbierajac z tego lotniska rodzine czy znajomych,ze w ogromnej wiekszosci popelniamy duzy grzech zaniedbania.Po radosnych usciskach wsiadamy po prostu do samochodu i omijajac lukiem miasto pedzimy do punktu docelowego.Duzy blad,bo choc Alicante to nie Toledo czy Taragona,tez rozmaite historyczne delicje potrafi nam zaserwowac.Ja rozumiem,ze jestesmy zmeczeni podroza,niewyspani itp.ale naprawde warto te 2-3 godz.sobie na takie odwiedziny poswiecic.Tak tez zrobilem odbierajac naszych gosci i zmuszajac ich do pewnych turystycznych wysilkow.Nie zalowali,mam nadzieje.

Z lotniska do portu jachtowego jest autem zaledwie kilka minut.Proponuje zostawic tu samochod,jesli sie uda na wolnym miejscu(malo prawdopodobne),jesli nie na podziemnym parkingu.Jak na Hiszpanie nie jest drogi,wiec za kilka godzin zaplacimy jakies 5 euro.Tutejsza marina nie imponuje,ani wielkoscia,ani okazaloscia jednostek.Zawsze to jednak bedzie spacer przyjemny,a uwage nasza przyciagnie z pewnoscia "replika" liniowca "Santissima Trinidad".Pisze w cudzyslowie,bo jest to wielgasny koszmarek,mieszczacy restauracje i dyskoteke,a majacy z grubsza imitowac slawny okret.Mozna toto nawet zwiedzac za jakies 3 euro(wliczony poczestunek),nie skusilem sie jednak nigdy.Mozna tez wybrac sie rozmaitymi jednostkami na roznej dlugosci rejsy,odwiedzic pobliskie wyspy,podgladac delfiny czy uprawiac sporty wodne.Oferta jest duza,a ceny rozmaite, tak wiec bliski kontakt z morzem jest dostepny dla wszystkich jak najbardziej.W ostatecznosci pozostaje pobliska plaza.

Do nabrzeza przylega reprezentacyjny deptak z lokalami serwujacymi rozmaita gastronomie i slone ceny.Kilka krokow mamy zaledwie do placu z ladnym ratuszem i starego miasta.Milosnicy pieknej zabudowy w Alicante zapewne sie zawioda.Nie wiem z jakiej przyczyny zniknely ladne XIX wieczne kamienice,ocalale nidobitki otoczone sa potworkami o aluminiowych oknach i brzydkich fasadach.Jednak czesc starych ,waskich uliczek na szczescie istnieje i stanowia obecnie "jadlodalnie" tyrystyczna.Tzn.zastawione sa stolikami,ktore tlumnie obsiaduja przyjezdni.Dobre miejsce na obiad czy pozne sniadanie(samolot laduje o 10.30),ceny rozmaite,ale za 10 euro zjemy przyzwoity dwudaniowy posilek z deserem i napojami.Tutaj kilka slow krytycznych o walencjanskiej gastronomii.Niestety wybrzeze naszej comunidad nie cieszy sie dobra opinia w kraju.Je sie tu drogo,zle,a i porcje nie naleza do wielgachnych.Wina lezy po stronie brytyjskich turystow masowych,ktorzy nawet makaron z ketchupem biora za wspanialosci srodziemnomorakiej kuchni. :(

Niewatpliwie najwieksza historyczna atrakcja Alicante jest zamek sw.Barbary.Potezna twierdza juz nawet nie przyslowiowo "wisi" nad miastem,ale wrecz sie nad nim unosi.Z dolu nie wyglada to moze specjalnie okazale,ale po wdrapaniu sie na gore naprawde dech zapiera.Wstep jest wolny,a otrzymujemy dodatkowo planik informator.Wjechac mozna samochodem,wdrapac sie zygzakowata rampa(jakies 15-20 minut),lub wjechac podziemna winda(zaplacimy za te wygode 5 euro).

Tu film niezwykla fortece z detalami dobrze pokazujacy:

http://www.youtube.com/watch?v=QDiLkxiUmx4

Caly wypad ze sniadaniem,spacerem po starym miescie i marinie,oraz wizyta w zamku + obiad,zajely nam raptem niespelna 4 godziny,a wiec dnia bezproduktywnie nie stracimy z pewnoscia,do czego oczywiscie zachecam.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Walencja.

W samo poludnie zaczynamy sie mustrowac na MS "Empress".Statek juz znamy,bo plywalismy nim w ubieglym roku po Baltyku,a wiec po zdaniu tobolkow i otrzymaniu karty pokladowej udajemy sie na zwiedzanie portu jachtowego.A jest to port wart odwiedzenia z dwoch specyficznie "sportowych" powodow.Pierwszy to marina Americans Cup.Pozostalosc po niedawnych,slawetnych zawodach zeglarskich.Niezbyt moze wielka,ale z pewnoscia jedna z najnowoczesniejszych w skali calego morskiego basenu.Mozna tam,tez sobie oczy pieknem jachtow popiescic,zjesc posilek,czy...pojezdzic na rolkach.Jakims dziwnym trafem bowiem,to tu wlasnie spotykaja sie zwolennicy tego rodzaju rozrywki.

Kolejna atrakcja tego miejsca jest tor wyscigow Formuly 1.A wlasciwie nie tor,ale cala infrastruktura portu i okolic,przystosowywana corocznie do zawodow Pucharu Europy.Mozemy wiec sobie swobodnie przespacerowac trasa,ktora pokonuja bolidy,wejsc do zabytkowych magazynow w ktorych urzadza sie boksy,czy zobaczyc sale konferencyjna dla zawodnikow.Jak ktos F1 lubi to z pewnoscia zalowal nie bedzie.

Jako,ze rejs mamy konczyc w tym samym miejscu to moze o innych,bardziej historycznych atrakcjach Walencji na koncu.Wchodzimy wreszcie na "Empress".Firma hiszpanska,bandera maltanska,zaloga zlozona z 30-tu nacji,a kapitan...Polak.Naszemu kapitanowi tez poswiece nieco pozniej odpowiednio duzo miejsca,bo na szczegolna wdziecznosc, swa uprzejmoscia i prawdziwie staropolska goscinnoscia sobie u nas zasluzyl.

Pasazerowie w wiekszosci to Hiszpanie i Portugalczycy,ale jest tez sporo Rosjan,Anglikow czy Holendrow.Dla okrasy troche Francuzow,Argentynczykow,Chilijczykow i ...8-miu Polakow.Spacerek po jednostce,baaaardzo duzy obiad w bufecie i podziwianie panoramy miasta z 11-go pokladu.Pozniej jeszcze trzeba odbebnic obowiazkowe cwiczenia ratunkowe(dzwonki alarmowe,zakladanie kamizelek,przemarsze masowe na poklad lodziowy,zbiorki i takie tam harcerskie podchody) i punktualnie o 17.00 wyplywamy.Pogoda ladna,towarzysza nam delfiny,a kierujemy sie na wymarzona Malte.Doplyniemy za 2 dni.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gregski   

Mariuszu ja nawet mogę zrozumieć (fakt, że z trudem) chęć spędzenia urlopu na statku.

Nie mogę jednak zrozumieć chęci przebywania w takim tłumie. Przecież gdy taki wycieczkowiec przypływa do portu to chyba wszystkie autobusy są ściągane z okolicy aby upakować wszystkich wycieczkowiczów i zawieźć w jedno - dwa najsłynniejsze miejsca znajdujące się w okolicy gdzie momentalnie robi się jakiś absurdalny młyn.

Zabawa zdecydowanie nie dla mnie. Ja już w grupie 10-cio osobowej czuję się nieswojo a przy 20-stu osobach do głowy przychodzą mi mordercze myśli (zwykle ukierunkowane na co bardziej mędzących osobników).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pomijajac chec spedzania urlopu na statku,to upodobania mamy,zapewniam,absolutnie identyczne.Pracujesz na morzu,wiec spedzasz urlopy na ladzie.Logiczne.Ja na morzu pracowalem ponad dwie dekady temu,a wiec troszke ciagnie.Na odludziu mieszkam,a wiec agro-wczasy w moim z kolei wypadku sa calkowicie wykluczone.

Jako,ze kolejny dzien wypadl nam na przelot Walencja-Malta,jest wiec okazja,aby na uwagi kol.Gregskiego wyczerpujaco odpowiedziec.Czy jest tlum? Stanowczo tak.W naszym wypadku statek mial ok.700 osob zalogi + jakies 2000 programowych pasazerow.A byl nadkomplet wynoszacy 15-20%.Mozna sie jednak spokojnie w tym tlumie wyizolowac i to niekoniecznie zamykajac w kabinie.Takimi ustroniami w dzien sa np.bary lub biblioteka.Mozna wiec spedzac czas siedzac w klubowym fotelu z ksiazka,a przed soba miec panoramiczne okno z wspanialym widokiem.Dla mnie osobiscie wypoczynek wrecz idealny.A jak smakuje poobiednia siesta w takim miejscu :rolleyes: Smakosze maja otwarty niemal cala dobe bufet z takimiz widokami no i 140 kuchty,ktora pod przewodnictwem francuskiego w tym roku mistrza nas rozpieszcza.A musze przyznac,ze kulinarna renome swego kraju ten pan jak najbardziej potwierdzil(szynka ardenska-palce lizac :) )2,5 kg w tydzien mi przybylo,pomimo aktywnego zwiedzania i wizyt w silowni.No wlasnie,sporty mozna uprawiac.Jest bowiem silownia czy sciana wspinaczkowa.Sa tez zaciszne zielone stoliki dla milosnikow gier karcianych.Jest wreszcie oferta w pokladowej TV.Sam kilka filmow sobie obejrzalem, bo jakos mi umknely np.nowego Holmesa Guya Ritchie,"Underworld" czy przygody Tin Tina,autorstwa Spielberg-Jackson.

Oczywiscie jak ktos lubi wakacyjne wyglupy w tlumie to prosze bardzo.Kursy tanca,poklad z basenem,dyskoteki,wieczorne wystepy w tropikalnym stylu i takie tam atrakcje,ktorych osobiscie starannie unikam.

Z wycieczkami to lekka przesada.Slono kosztuja,a wiec wiekszosc chlopska moda,czyli na pieszo statek opuszcza i jakos po odwiedzanych miejscowosciach sie rozprasza.Oczywiscie jesli jest to np.greckie Mykonos czy Fira to ten tlum jest w takich malenstwach wyraznie widoczny(i stanowi finansowe blogoslawienstwo dla tubylcow),ale w przypadku Walencji czy Neapolu kontrastu nie stanowi.Tych autokarow czeka wiec zazwyczaj nie wiecej niz 6-10.

Zwiedzam tez sam,a wiec jedyna osoba, ktora mi zwyczajowo medzi jest...no wlasnie :wacko:

Nie wyobrazam sobie np.podobnej eskapady autobusem.Cale dnie zamkniety w pudelku z przypadkowymi ludzmi,pozniej szybkie wizyty w kolejnych miastach,rozpakowywanie waliz w hotelach itp.Wizja koszmarna.

Tak wiec dzien na morzu spedza sie leniwie,w moim przypadku zazwyczaj przy stole lub w fotelu.Manewry floty tureckiej u afrykanskich brzegow tez byly tu pewna atrakcja.

Aby bylo troche historycznie to moze kilka uwag,na temat morskiej turystyki i statku z ktorym sie przypadkowo zetknalem.

W zasadzie taka typowa masowke w tym temacie rozpoczal nieslawnej pamieci gensek Adolf w latach trzydziestych.Cala flota morskich jednostek wozila wtenczas lud roboczy na wakacje,a wiec zaliczyc to nalezy do kategorii tych udanych pomyslow fuhrera wszechniemiec.

To w oczywiscie skali instytucjonalnej i masowej,bo i w Polsce turystyka morska stawiala wtenczas pierwsze kroki.Rejsy po Zatoce Gdanskiej "Gdyni" czy "Gdanska" trudno bowiem tu z niemiecka akcja porownywac,ale cieszyly sie duza popularnoscia,co wiecej stanowily wrecz obowiazkowy element pobytu nad morzem tradycyjnie ladowych wszak Polonusow.

Epoka PRL-u w temacie wiele nie zmienila.Cos tam na rzekach sie odbywalo,jak nas chocby film "Rejs" poucza.Szkoda nawet komentowac.Kontynuowano natomiast z powodzeniem przedwojenna tradycje "bialej floty".Przelom mialy przyniesc lata 80-te o dziwo.Wtenczas padl pomysl zbudowania morskiego zaglowca wycieczkowego z prawdziwego zdarzenia.Mial nim byc "Gwarek".Nazwa nie przypadkowa,bo w zalozeniu to robotnicy wlasnie mieli na nim spedzac swe urlopy na egzotycznych akwenach.Co wiecej jednostka miala nawet wyprzedzac epoke takimi rozwiazaniami jak automatyczne ozeglowanie czy salon z podwodnymi oknami.Patronat nad projektem objal miesiecznik "Morze" i sam na jego lamach postepy prac pilnie wtenczas sledzilem.Jacy to robotnicy, by na te wczasy mieli jezdzic, to nie wiem.Mam uzasadnione nawet watpliwosci,bo wladza w owej dekadzie do robotnikow raczej strzelala,bila ich palkami i zamykala w obozach,a nie wysylala na tropikalne kanikuly.Powszechna bieda i kartkowe realia tez raczej bardziej ludzi zajmowaly,niz podgladanie ryb na Karaibach.Ale sam pomysl byl bez watpienia dobry.Niestety nic z tego nie wyszlo.Kadlub kupili za cene zlomu krwiopijcy-kapitalisci i ...o dziwo "Gwarka" wykonczyli.

Spotkalem "Gwarka" na Malcie,co bylo naprawde duza frajda,a obserwowanie jego wyjscia w morze sporym przezyciem.Tzn.nie "Gwarka",ale "Royal Cliper",bo pod taka nazwa obecnie wystepuje,a plywa pod bandera Luksemburga.Nie robotnicy raczej tez z jego pokladu korzystaja,jest bowem "Royal Cliper" jednym z bardziej luksusowych zaglowcow-pasazerow po morzach plywajacych.Co wiecej nalezy do jednych z najwiekszych i najpiekniejszych statkow w swej klasie.To cieszy,ale tez i czegos bardzo,ale to bardzo szkoda. :no:

Tu nieco fachowych wiadomosci o pieknym "Royal Cliper" w jez.polskim:

http://www.tallships.pl/index.php?s=5&fun=more&id=70&mg=9

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Malta.

Na Malte docieramy dopiero o godz.17.00.Pozno.Zdecydowanie za pozno i zdecydowanie zbyt malo czasu tam pozostaniemy.Wszystkiego raptem 5 godzin.Liczac zejscie i odpowiednio wczesniejsze wejscie na statek przed odplynieciem, pozostaja zaledwie 4 godziny.Naprawde musimy dobrze wiedziec co chcemy zobaczyc,bo na beztroskie spacerki czasu juz nie starczy.Program troche dziwny,bo Malta i Neapol sa bez watpienia najciekawszymi punktami tego rejsu.

Najwieksze wrazenie robi samo wchodzenie do Wielkiego Portu.Dodatkowo mozemy go podziwiac z wysokosci jakichs 30 m.Z pewnoscia najbardziej niezwykly widok jaki przez ten tydzien przyjdzie mi podziwiac.Dokladnie tak to wyglada:

Przystan turystyczna znajduje sie zaraz przy wejsciu do starej czesci Valletty,a wiec ulatwia to bardzo sprawe.W planie mamy spacer po starowce,odwiedziny Palacu Wielkich Mistrzow,obu katedr i fortu sw.Elma.Zalozenia raczej realne i jeszcze mam nadzieje na drobne zakupy czy degustacje miejscowego piwa.Jako,ze jacys ciekawscy zamiescili w necie nasze wejscie do portu to trudno mi sie powstrzymac od zamieszczenia tego filmiku.Przy okazji malutka historyczna ciekawostka.Zatoczka w tle to tzw.French Creek,a dokladnie w miejscu duzego,czarnego statku stacjonowal w styczniu 1941 roku, brytyjski lotniskowiec "Illustrious", intensywnie wtenczas bombardowany przez lotnikow Osi.Kolega Gregski natomiast moze policzyc oczekujace autobusy.Wszystkiego raptem cztery pojazdy,a wiec Malty z transportu specjalnie nie ogolocilismy. ;)

Pierwsze wrazenie to czystosc i dobra organizacja.Przystan z przyjemnym zapleczem gastronomiczno sklepowym,na miejscu mozliwosc wynajecia busow,jeepow czy taksowek.W profesjonalnie obslugiwanym punkcie informacji otrzymujemy mapki Valletty i informacje o najciekawszych obiektach.Pozniej trzeba sie tylko przebic przez natarczywych dorozkarzy i po kilku minutach wchodzimy w obreb miasta.Kamien,kamien,kamien.Takie jest pierwsze wrazenie.Nie widzialem,ani jednego budynku z cegly.Uliczki waskie,czyste,ludzie mili i uczynni,zatrzesienie sklepikow i barow.Angielskie,czerwone budki telefoniczne stanowia barwny i ciekawy kontrast.

Na pierwszy ogien idzie Palac Wielkich Mistrzow.Wstep platny:10 euro,wliczony jest w to audio-przewodnik.Bilet obejmuje zwiedzanie pomieszczen reprezentacyjnych i arsenalu.W obu przypadkach nie jest tego niestety zbyt wiele.Arsenal to raptem dwie duze sale ,fakt ze eksponatow sporo,ale spodziewalem sie czegos wiecej.Sale reprezentacyjne to jedno pietro.Ciekawie i owszem,ale do rodyjskiego odpowiednika to jednak zdecydowanie palacowi z Valletty bardzo daleko.Sa tez zaskakujace obrazki.Otwarte drzwi zagrodzone tylko ozdobna linka,za nimi korytarz i drzwi opatrzone napisem:"Gabinet Prezydenta Republiki".Zadnej warty,nawet jakiegos bieda-policjanta z municypalnej.Tzn.warty sa,takie co to rozne ozdobne,ceremonialne wygibasy w bialych mundurach ku uciesze turystow wykonuja,ale przed wejsciem glownym,na placu.A swoja droga to nawet to sympatyczne,ze pan prezydent Malty wrogow brzydkich nie ma,o bezpieczenstwo zbytnio sie nie troszczy i niemal lada przybleda, moze mu do gabinetu przypadkowo zapukac :)

Podsumowujac.Za wejsciowke placimy wiec sporo,zwiedzania raptem minut 30-ci,ale trudno doprawdy tego typu zabytek sobie odpuscic.Marudzic wiec nie wypada.

Pozniej mielismy juz zdecydowanie mniej szczescia.Katolicka ktedra sw.Jana zamknieta,w anglikanskiej sw.Jerzego tez przyslowiowa klamke pocalowalismy.Najgorsze jednak mialo nas czekac w forcie sw.Elma.Remont generalny. :( UE byla temu winna,bo jak glosila sporych rozmiarow tablica, to jej subwencjami sie akurat ten szacowny obiekt odnawia.Z jednej strony to cieszy,ale czy nie mozna tego robic fragmentami?.Fort duzy jak diabli,calego na raz chyba nie odnawiaja.Otwarte jest za to muzeum poswiecone udzialowi Malty w IIWS.Miesci sie w podziemiach fortu,wstep platny 6 euro.Nie zwiedzalem,bo obawialem sie,ze czasu nie starczy.Teraz sobie oczywiscie w brode pluje.Nad umocnieniami portu wznosi sie budyneczek podobny do rzymskiej swiatyni Westy,miesci dzwon upamietniajacy poleglych w IIWS.Miejsce pieknie usytuowane z ktorego mamy cala panorame Wielkiego Portu.Teraz pozostaje spacer po zabytkowym centrum,wypuszczenie naszych pan na zakupy i degustacja miejscowego piwa.CISK sie toto zowie,na tarasie za puszke 0.5 l ok.2.5 euro sobie licza.Cienkusz,ale pragnienie gasi,a i cena jak na turystyczno-historyczne centrum przyzwoita.Tylko czemu w puszce :huh: Zerkam na kuchnie lokalna,ale specjalnych kuriozow nie znajduje.Miecznik,barwena,losos,osmiornica,kalmary,pstrag czy sepia.Typowe srodziemnomorskie dania,jakie zjemy tez w Hiszpanii,Wloszech czy Turcji.Przystan oferuje sporo eleganckich barow i sklepow urzadzonych w ladnie odnowionych, zabytkowych ,portowych magazynach.Jest tam tez dosc ciekawa ksiegarnia z szerokim dzialem historycznym, dziejom Malty oczywiscie poswieconym.

Wyplywamy juz o zmroku,co jest pomyslem swietnym,bo port jest bardzo pieknie podswietlony.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Mesyna.

Mesyna na pierwszy rzut oka rozczarowuje.Port niezbyt wielki,a na pagorkach jakies bezstylowe domki i kosciolek od czasu do czasu.Nawet ciesnina jakas taka mala.Jednym slowem prowincjonalne zadupie.

Po zejsciu na lad mile rozczarowane.Nie zeby pasc na kolana,ale zdecydowanie samopoczucie sie poprawia.Po pierwsze do centrum mamy zaledwie kilkaset metrow spacerkiem.Po drugie nieciekawe z oddali miasto okazuje sie calkiem ladne,a wloska zielen jest po pustynnej Hiszpanii i Malcie mile widziana.Deszczu 5 miesiecy nie widzialem,wiec nawet pospolite zielsko w rowie cieszy.

Mesyna nie miala wesolej historii w ubieglym stuleciu.I warto o tym pamietac ogladajac starannie odrestaurowane zabytki.28 grudnia 1908 roku mialo tu miejsce trzesienie ziemii,rozmiaru kleski dopelnilo bedace jego skutkiem tsunami.Oblicza sie ze zginelo 60-75 tys.osob,a zdjecia przedstawiajace miasto po tej tragedii od Drezna 1945 roku niewiele sie roznia.II WS tez nie byla dla tej miejscowosci laskawa.To tedy ewakuowaly sie oddzialy niemieckie,a wiec miasto bylo intenswnie przez aliantow bombardowane.Efekt uzyskano dosc podobny do wydarzen sprzed kilkudziesieciu lat.Zaczynali wiec mieszkancy Mesyny od nowa.

Co mozna ciekawego w Mesynie zobaczyc?

Przede wszystkim katedra.Bez watpienia obiekt sakralny,ktory najwieksze wrazenie na mnie wywarl w czasie tej wyprawy.Z pewnoscia zabluznie,ale niech sie schowa i katedra w Palma de Mallorca.Zapewne za sprawa romanskiego stylu,a tego ani w Polsce,ani w Hiszpanii za duzo nie mamy.Chcialem jakis filmik z pieknym wnetrzem zamiescic,ale nic specjalnie ciekawego nie znalazlem.Moze wiec sekwencja kilku zdjec,ktore i tak nastroju dziedzictwa Bizancjum nie oddaja.

http://www.minube.com/fotos/rincon/70802/138515

Do katedry przylega wieza,mieszczaca najwiekszy na swiecie mechanizm zegarowy.Codziennie o godz.12.00 gromadza sie wiec na katedralnym placu tlumy,aby ogladac dziwny spektakl.Najpierw zloty lew trzykrotnie ryczy i glowa kreci,pozniej kogut go nasladuje,nastepnie parada apostolow itp.jaselka."Ave Maria" w tle.Wszystko to z kwadrans trwa,a wiec trzeba sobie tak dzien zaplanowac,aby atrakcji nie przegapic.Tutaj cale przedstawienie,dla majacych czas i ochote ogladac:

Mozna tez za oplata wejsc na wieze i sobie z niej miasto popodziwiac.Ja jednak proponuje te kilka euro zaoszczedzic i udac sie do widocznego zewszad Santuario di Montalto.Wszystkiego raptem 15 minut spaceru,choc bedzie troszke pod gorke.Samo sanktuarium oczywiscie w porownaniu z katedra wielkiego wrazenia nie robi,ale z tarasu mamy przepiekny widok na cale miasto i ciesnine.Jak ktos z paniami,to z pewnoscia beda mialy wspanialy plener do zdjec pamiatkowych.

http://www.tripadvisor.es/Attraction_Review-g187889-d2353475-Reviews-Santuario_della_Madonna_di_Montalto-Messina_Province_of_Messina_Sicily.html

Jest jeszcze jedna swiatynia ktora trzeba koniecznie w Mesynie odwiedzic.Santissima Annunziata dei Catalani stanowi nie tylko mieszanke wplywow arabsko-bizantyjsko-normandzkich.Jest to tez jedyny zabytek,ktory wyszedl z doswiadczen 1908 i 1943 roku praktycznie nietkniety.Wstep darmowy jak i w przypadku innych mesynskich kosciolow.

Co jeszcze mozna w Mesynie robic?.Ano zajsc na kawe,kieliszek wspanialej sycylijskiej grappy czy po prostu lody.Mozna sie pokrecic po sklepach oferujacych rozmaite pierdolki dla turystow,a motywem przewodnim bedzie tu oczywiscie sycylijska mafia.Mozna tez skorzystac z rozmaitych ofert i wyruszyc w gory,aby zdobyc zbocza pobliskiej Etny.

Opuszczamy Mesyne przy zachodzacym sloncu.Piknie choc zimno i wietrznie,a samo przejscie ciesniny to tez wydarzenie bedace nie lada atrakcja.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Pompeje.

Przespalem wchodzenie do Zatoki Neapolitanskiej.Tzn.trudno bylo nie zaspac,bo jak wyszedlem na poklad to sie dopiero rozwidnialo,a statek juz wchodzil do portu.

Zatkalo.Doslownie zatkalo,pomimo,ze w Neapolu bylem kilka razy.Wschod slonca,masyw Wezuwiusza,Capri i...USS "Enterprisse" w towarzystwie niszczyciela. :huh: Stal sobie na redzie,calkiem blisko,na tyle,ze mozna bylo jedzac sniadanie ogladac sobie ceremonie podniesienia bandery.Robi efekt i nie przesadze,ze Neapol z Wezuwiuszem wzbudzaly w tym momencie mniejsze u ogolu zainteresowanie.

W planie na dzien dzisiejszy byly oczywiscie Pompeje i szybki spacerek po centrum Neapolu.Szybki bo czasu niestety nie za wiele.Aby wykorzystac go maksymalnie wykupilismy wycieczke:"Pompeje-Neapol".

Zwyczajowo na wycieczki ponarzekam,choc tym razem trudno miec pretensje do naprawde kompetentnej,wloskiej pani przewodnik.Zabral nas autobus z portu i po Neapolu "obwiozl".Na tym to mniej wiecej polegalo.Nie ma sensu komentowac,ale zadowolony nie bylem.Wreszcie wybijamy sie z koszmarnego ruchu ulicznego na autostrade i ruszamy w strone Wezuwiusza.Calej drogi jest nie wiecej jak 20-30 minut.Przed wejsciem istny staropolski odpust.Stragany z wszelkiej masci pamiatkami.Od kawalkow lawy,po kopie ceramiki i wyrobow z brazu.Niektore ladne,niektore koszmarnie tandetne.I tez dobrze.

Jak ktos ma ochote na naprawde ladne pamiatki to nalezy wejsc do pawilonow.Cenny oczywiscie odpowiednie do jakosci,ale i turysta ubozszy moze cos niecos skorzystac.Np.zobaczyc jak artysta wyrabia na miejscu camee czy skosztowac lokalnych wyrobow spirytusowych(pieknie po "pompejansku" opakowane Limoncello naprawde warto nabyc :rolleyes: ).

Teraz madrzejszy o wlasne doswiadczenia ,stanowczo naprawde zainteresowanym tematem,wycieczki odradzam.Teren jest ogromny, 66 hektarow,a wiec nawet naprawde opetany idea przekazu przewodnik,wszystkiego wam nie pokarze.To absolutnie niemozliwe.

Najlepiej wiec w centrum Neapolu wsiasc w Ferrovia Circumvesuviana,czyli lokalna ciuchcie ktora doslownie Wezuwiusza okraza,a zatrzymuje sie w Pompejach.Pozniej nabywajac za 10 euro ksiazke-przewodnik "Pompeje"(dostepnych kilka wersji jezykowych)do ktorej zalaczono plan miasta,juz mozemy zwiedzac sami.Na planie zaznaczono 100 wartych odwiedzenia misjsc,a ksiazka je nam opisuje i ilustruje 150-ma fotografiami,do tego 36 rysunkow rekonstrukcyjnych.Poleca tez trzy trasy,ktore mozemy sobie w dowolny sposob laczyc.No i oczywiscie warto na taka wyprawe caly dzien poswiecic.

Ja niestety spedzilem na terenie wykopalisk zaledwie 2 godziny,a wiec zobaczylem naprawde niewielki fragment miasta.Wchodzilismy przez Porta Stabia,a wiec koszary gladiatorow i dwa teatry.Pozniej przez Via Stabia i jej tawerny do Term Stabijskich.Nastepnie Vinicolo Lupanare i zwiedzanie ladnie odrestaurowanego prostibulu.Potem forum,resztki swiatyn,bazyliki,ekspozycja artefaktow z slynnymi negatywami zwlok i przez Porta Marina do autobusu.Tak patrzac na plan to jakies 25% tego co chcialem zobaczyc. :( Mozna oczywiscie teraz marudzic,ze dlaczego taka trasa,a nie inna,ale jak sie idzie w stadzie to wielkiego wyboru sie niestety nie ma.

Acha,radze zabrac zapas wody i cos na przykrycie glowki.Nawet jesienia bylo goraco i tlumnie,a cienia niewiele.Wyobrazam sobie co tam sie dzieje w pelni lata.

Ogolne wrazenie pozytywne.Teren pomimo swego ogromu zadbany,bardzo przyzwoite zaplecze turystyczne,wygodny dojazd.Cena biletu nie przekracza 10 euro,a wiec jak na tego typu atrakcje calkiem znosnie.

http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=M2oLhd0l0PI&feature=fvwp

http://www.youtube.com/watch?v=qGRNRva4lc8

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Neapol.

Jako,ze po wizycie w Pompejach zostalo nam jeszcze troche czasu,to postanawiamy zwiedzic centrum Neapolu na wlasna reke pieszkom.Caly ten bowiem objazd autobusem,mozna sobie prawde powiedziawszy ,gdzies bardzo gleboko wsadzic.Neapolitanska przystan turystyczna ma te wielka zalete,ze znajduje sie dokladnie naprzeciw Castel Nuovo i Palacu Krolewskiego.Wystarczy przejsc tylko ruchliwa ulice.Castel Nuovo to stara i ponuro wygladajaca forteca pamietajaca jeszcze czasy Andegawenow.Pozniej wladcy dynastii aragonskiej ja przebudowywali,ale nawet dodanie jasnego luku tryumfalnego w XV wieku nie zlagodzilo jej groznego wygladu.Zamek mozna zwiedzac za oplata.Sasiaduje z nim Palazzo Reale,autorstwa Domenico Fontany,ktory mial poczatkowo sluzyc hiszpanskim wicekrolom.Pozniej stal sie rezydencja neapolitanskich monarchow.Szukalem jakis sladow JKM Joachima Murata i faktycznie od strony wielkiego Piazza del Plebiscito fasade zdobia pomniki wybitniejszych wladcow.Z radoscia odnalazlem i cesarskiego szwagra.Reka na piersi,dumna mina,szabla u boku.Wszystko jak nalezy,a wiec o najbarwniejszym napoleonskim marszalku na szczescie nie zapomniano.I slusznie.Sam plac jest ogromny,niegdys sluzyl do przegladu wojsk,a ze jest zamkniety dla ruchu kolowego to przy odrobinie dobrej checi mozemy sobie wyobrazic i polskich lansjerow,ktorzy tu paradowali przed krolem Joachimem.

Nieopodal palacu mamy tez znana Galerie Umberta I.Niezwykle elegancki pasaz przykryty monumentalna szklana kopula,obecnie mieszczacy drogie sklepy ,restauracje i kawiarnie.A jesli o gastronomii mowa to oczywiscie obowiazkowa bedzie degustacja przynajmniej takich delicji jak kawa po neapolitansku i pizzy margerity.Z kawa prosze ostroznie,zwlaszcza na tarasach slynnych placow itp.turystycznych miejsc.Wlosi dla swoich gosci sa w takich wypadkach bezwzgledni finansowo i mozna sie rachunkiem nieprzyjemnie zdziwic.Lepiej przejsc jjakies 100 metrow dalej i odwiedzic mila kawiarenke w bocznej uliczce.Natomiast z pizza(wynalazek z Neapolu) nie mamy takich klopotow.Solidna porcja kosztuje smieszne grosze,mozemy ja zjesc na stojaco,a zawsze bedzie swierza i pyszna.

Co jeszcze warto zobaczyc w okolicach Krolewskiego Palacu,bo na dalszy wypad naprawde juz nie mielismy czasu.Ano warto sie zapuscic w region Quartieri Spagnoli.Czyli dawna dzielnice gdzie stacjonowali zolnierze budzacych w Europie groze hispanskich tercios.Labirynt waskich uliczek najlepiej oddajacy typowa neapolitanska atmosfere.No i ta suszaca sie wszedzie na sznurach bielizna tez robi swoje,a przy okazji wiemy jakie to reformy,dessus,stringi czy slipy nosza autochtoni. :rolleyes:

Tutaj film polskiego turysty,ktory odbyl identyczny w zasadzie jak my spacer,a i nawet "mojego" Joachima Murata na nim szczesliwie umiescil.

http://www.youtube.com/watch?v=NlmsLcFFRQo&feature=related

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Cagliari

Po stolicy Sardynii obiecywalem sobie niewiele i bardzo przyjemnie sie rozczarowalem.Juz na pierwszy rzut oka miasto sprawia bardzo przyjemne wrazenie.Starowka jest polozona na stoku gory,tak wiec po niej spacerujac mamy ladny widok na zatoke.Tyle,ze zatoka troszke jak na moj gust zbytnio uprzemyslowiona.Wszedzie jakies saliny,zbiorniki i tym podobne szkaradzienstwa.No ale z czegos ludziska musza zyc.W portowym punkcie informacyjnym daja wyjatkowo dokladne mapki tak wiec nie zabladzimy napewno.Na pierwszy ogien idzie fort Saint Remy.Spodziewalem sie groznej twierdzy,a okazuje sie,ze obecnie jest to wielki taras widokowy z kawiarnia,podczas gdy wnetrze miesci sale konferencyjno-wystawowa.Widoki sa jednak imponujace,a wjedziemy latwo specjalna winda.Stad juz tylko kilka minut do katedry.Fasada romanska kryje barokowe wnetrze.Nigdy mnie barok nie pociagal specjalnie,ale tu musze przyznac,ze zrobilo efekt.Koniecznie nalezy wejsc do krypty podziemnej mieszczacej zwloki 179 meczennikow.A bynajmniej nie jest to jakies ponure pomieszczenie.

Katedra sasiaduje z Palacem Krolewskim.Byl w latach 1799-1815 siedziba rodziny krolewskiej na wygnaniu,obecnie urzeduje tu prefekt prowincji.Wstep wolny, wewnatrz jest jednak niestety niewiele do zobaczenia.Jak ktos lubi podziwiac widoczki to moze sie tez wspiac na sredniowieczna baszte sw.Pankracego,najwyzszy punkt miasta.Polecam ogolnie spacer po waskich uliczkach,skusilem sie tez na miejscowe piwo.Kolejny srodziemnomorski cienkusz,serwowany w butelkach 0.33 l.Cena skandaliczna,bo przy stoliku na tarasie.

Dluzszy spacer trzeba natomiast zrobic,aby zobaczyc rzymski amfiteatr.Na dodatek goraco i pod gorke,a ogladac toto mozna tylko przez ogrodzenie.Rozczarowanie spore,bo raczej bym nazwal to niemalym wandalizmem.Obudowano szacowny zabytek jakimis metalowymi schodami i pomostami,do tego dochodza siedzenia dla widzow ,coby ich przypadkiem w tylki kamien nie uwieral.Miasto tu jakies spektakle organizuje,a wiec ma byc przede wszystkim wygodnie :blink:/>/>/> Tyle mozna o pomysle architektow powiedziec.Na tym filmiku mozna ich wysilki zobaczyc.

http://www.youtube.com/watch?v=mPFsDbWN4sY

Jeszcze tylko zagladamy do rybackiego portu.Zapachy moze niezbyt piekne,ale same lodzie i typy ludzkie bardzo malownicze.

Na statku czekala na nas niespodzianka.Zaproszenie na kolacje do kapitanskiego stolu.

Wspomne slow kilka o tej atrakcji,bo jestem kapitanowi Arkadiuszowi B.z Gdyni winien nie tylko podziekowania,ale i dlatego,ze dal nam piekny przyklad narodowej solidarnosci(jakkolwiek pompatycznie by to nie zabrzmialo).Zaproszenie otrzymali bowiem wszyscy Polacy w rejsie uczestniczacy.Wszystkiego raptem 8 osob.Zaczely sie te iscie transatlantyckie splendory od szampana w specjalnej barowej lozy,pozniej byla wysmienita kolacja przy stole anfitriona,fotograf okretowy itp.ceremonie.Na koniec pogaduchy i napitki niemal do bialego rana w kasynie(kapitan dawal przyklad chwalebnej abstynencji).Na mostek nawet noca trafilismy,co zreszta mialo swoja powtorke dnia nastepnego.

Naprawde pouczajaca lekcja tego,ze warto sie do rodakow na zagranicznych wojazach przyznawac.Co niestety norma raczej nie jest.Naprawde nieslusznie.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Palma de Mallorca.

Stolica Balearow to turystyczna fabryka pieniedzy.Widac to juz przy wchodzeniu do portu,gdzie cumuje tysiace jachtow.Do tego wystarczy poobserwowac ladujace tu samoloty.Tak srednio jeden w niespelna minute,zawsze widac trzy podchodzace do ladowania.A pamietajmy,ze to juz koniec pazdziernika,a wiec dosc grubo po pelni sezonu.Sama marina jest imponujaca,mozna ja sobie ladnie ogladac spacerujac deptakiem.Wszystkiego kilka kilometrow(doslownie),a wiec bedziemy potrzebowac z godzinke,aby ja przejsc tylko w jedna strone.

Niewatpliwie turystyczna atrakcja nr.1 Palmy jest katedra.Prace przy niej trwaly od 1306 do 1613 roku,a wiec ponad 300 lat.Drobiazg.Pozniej doszly modernizacje poczatkow wieku XX,a to za sprawa samego pana Gaudiego.Ot chocby monumentalny baldachim ,ktory rozposciera sie nad oltarzem.Troszke to dziwacznie w gotyckim wnetrzu wyglada,ale bynajmniej nie razi ,jak to bywa z pomyslami lat ostatnich.Katedra slynie ze specyficznej gry swiatel,efektu rozplanowania i dobrania kolorystyki witrazy.Tak wiec po uiszczeniu sumy szesciu euro,mozemy sobie popodziwiac dzielo architektow wielu stuleci.Dodatkowa atrakcja jest muzeum mieszczace rozmaite reklikwiarze(m.in.relikwie Drzewa Krzyza Swietego),a w kaplicy Trojcy Swietej grobowce krolow Jakuba II i Jakuba III.

Tutaj film swietnie pokazujacy iluminacje wnetrza swiatyni:

Co jeszcze mozna zobaczyc w kilka godzin w Palmie? Np.pospacerowac po przylegajacej do katedry starowce.W promieniu kilkuset metrow znajdziemy np.bazylike Sant Francesc,palac krolewski mieszczacy muzeum,palac biskupi identyczna instytucje zawierajacy,czy Museu de Mallorca poswiecone oczywiscie historii i kulturze wyspy.Obowiazkowo nalezy tez znalezc troche czasu i funduszy na degustacje srodziemnomorskich tapas.Ceny rozmaite,ale generalnie im dalej od katedry i mariny tym lepiej.

Nad miastem dominuje imponujacy zamek Castell de Bellver-letnia rezydencje JKM Jakuba II,ale trzeba do niego podejsc kilka kilometrow(4-5),a wiec zajmie to z godzinke czasu.Milosnicy fortyfikacji powinni sie jednak stanowczo wysilic.

Jak ktos jest milosnikiem morskich animaliow to 15 km.od centrum znajdzie Palma Aquarium.Ja osobiscie nie widzialem,ale ludziska zazwyczaj bardzo zachwalaja,a wiec z czystym sumieniem polecam.Czy jest Palma de Mallorca dobrym miejscem na urlop? Dla mnie stanowczo nie,wylaczajac jednodniowy wypad,ale jak ktos lubi historyczne miejsca polaczone z dyskotekowo-plazowym interesem to z pewnoscia sie nie zawiedzie.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Walencja.

Dla nas to juz koniec wycieczki.Sniadanie,regulowanie naleznosci,odbior tobolkow i pedem do domu, bo zwierzyniec zostal samopas na caly tydzien.Ale oczywiscie turysci Walencji ciekawi mieli przed soba jeszcze caly dzien zwiedzania.Oferowano rozmaite wycieczki,a wiec postaram sie kilka slow na temat oferowanych atrakcji powiedziec.

Sagunt:

Bez watpienia najbardziej "historyczny" punkt na proponowanej liscie.Od Walencji autem zaledwie kilkanascie minut,obowiazkowo powinni zwiedzic nie tylko milosnicy starozytnosci,ale i okresu napoleonskiego.Nie tylko bowiem Hannibal slynna cytadele dobywal,ale i nasza Legia Nadwislanska pod marszalkiem Suchetem(czy aby nie jeszcze generalem wtenczas?).Zreszta Sagunt to nie tylko forteca,ale i rzymski teatr,ktorego nowoczesna rekonstrukcja wzbudzila swego czasu glosne protesty.Cos daly,bo zlikwidowano np.plastikowe krzeselka,ale wielu "modernizacji" nie udalo sie juz niestety naprawic.

Albufera:

Cos dla milosnikow przyrodniczych kuriozow.Rezerwat na przedmiesciach miasta,ktory zazwyczaj porownuje do Bagien Biebrzanskich.Mozna plywac roznej masci stateczkami,podgladac ptaki,podziwiac pola ryzowe(paella walencjanska)czy iscie tropikalna roslinnosc.Miejsce naprawde niezwykle,a oddalone od metropoli zaledwie o 5 minut drogi.Mokradla oddziela od morza tylko kilkuset metrow grobli.

Centrum masta:

Tutaj wycieczke bym odradzal.Biora mase pieniedzy,a dotrzemy tam szybko i wygodnie chocby metrem.Samo centrum nie jest duze i wystarcza jakies 2-3 godziny,aby je sobie zwiedzic.Katedra,muzeum podziemne ukazujace rzymskie forum,arena corridy czy spacer po dzielnicy Carmen powinny chyba wystarczyc.Dzielnica Carmen jeszcze kilka lat temu nie miala najlepszej opinii.Mozna tam bylo co najwyzej popodziwiac obdrapane budynki,stosy smieci,narkomanow,tzw,antysystemowcow i kupczacych pupa pederastow i prostytutki.Specjalny program rozwoju pozwolil usunac stopniowo to towarzystwo i odrodzic sie pieknej dzielnicy.Dzis pieczolowicie odnawia sie stare domostwa,ktorych partery oferuja ladne bary,restauracje i sklepiki.Region przylega do placu katedralnego i obecnie nawet noca mozna po nim bezpiecznie spacerowac.

Atrakcje w centrum opisywalem dosc szczegolowo w temacie "Walencja w okresie Fallas",a wiec zainteresowanych tam odsylam.

Miasto Sztuki i Nauki:

To specjalny,futurystyczny kompleks autorstwa mistrza Santiago Calatravy.Miesci najwieksze w Europie Oceanarium,Palac Nauki,trojwymiarowe kino Hemisferic,palac Opery + kilka mniejszych obiektow architektonicznych.Mozna poszczegolne obiekty zwiedzac pojedynczo,albo wykupic zbiorowy karnet.Ja polecam Oceanografic,czyli oceanarium,atrakcja ktorej tak naprawde w Polsce nie mamy,bo to co nam oferuje Gdynia to sa po prostu w tym akurat temacie jakies kpiny.Bilety sa dosc drogie bo przekraczaja 20 euro,ale satysfakcja gwarantowana.U dzieciarni wrecz przewiduje zachwyt,zwlaszcza przy pokazach tresury delfinow.Mlodsze dzieci maja nawet szanse zalapania sie na pomocnika w takiej okazji.Niewielka,ale maja,np.mojej bratanicy swego czasu sie udalo.Trzeba na taka wizyte przeznaczyc minimum 3 godz.

Jak kogos interesuja awangardowe rozwiazania w budownictwie,bedzie zachwycony.Kompleks jednych zachwyca, innych gorszy cena jaka trzeba bylo za te fanaberie zaplacic.Jednak co tu duzo mowic przyciaga miliony turystow,a z atrakcjami dla tego typu gosci nie jest w tym miescie najlepiej.Nie mowie,ze tragedia,pustynia itp.ale Madryt to to szczerze mowiac nie jest.A wiec warto bez wzgledu na artystyczne gusta zerknac na pana Calatravy wysilki i samemu ocenic.Bilety do poszczegolnych wnetrz kosztuja slono,a wiec taki np.Palac Nauki bym sobie bez zalu w przypadku mniej zasobnych w euro osob darowal.Wstep na teren kompleksu jest bezplatny,a wiec zwiedzamy to z zewnatrz za darmoche.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.