Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Albinos

Mławska 3 i 5 oraz Franciszkańska 12 - 28.08

Rekomendowane odpowiedzi

Albinos   

Dzień 28 sierpnia zapisał się w historii Powstania z kilku względów. Utrata po 26 dniach walk PWPW i ciężkie walki o odzyskanie Katedry na Starym Mieście, czy też opanowanie placu Zawiszy w Śródmieściu. Ale było jeszcze jedno, tragiczne wydarzenie. W ruinach zbombardowanych kamienic przy Mławskiej i Franciszkańskiej, zginęło wielu żołnierzy zgrupowania "Radosław" (o żołnierzach "Czaty" pisaliśmy już dzisiaj na forum).

Na początek jak wspomina tamten dzień gen. Ścibor-Rylski:

No i tragedia, to było chyba 20 sierpnia. Pamiętny nalot sztukasów. Byliśmy na Mławskiej wtedy. Ja byłem na pierwszym piętrze, był Witold dowódca batalionu, był mój adiutant Jaksa - Dębicki Danek. Przy stole siedzieliśmy, po środku, w pokoju. Wydawało się, że spokojnie jakoś, nagle sztukasy przyleciały i słysząc ten szum samolotów krzyknąłem do majora „Na tapczan”. W tym pokoju była ściana z wnęką i w tej wnęce był tapczan. Wszyscy we trójkę na ten tapczan położyliśmy się. W tym momencie nastąpił wybuch i cała kamienica przez nas przeleciała. Naturalnie sadza, kurz był, strasznie nas dusiło, ale pytam się „Żyjecie?!”, „Żyjemy!”. Trzymał mnie za ręce Danek, a ja nogami wyczułem dach, który był metr poniżej. Po tym zrujnowanym dachu we trójkę zeszliśmy na podwórze. Właściwie tej nocy powinniśmy byli wszyscy zginąć. Ta ściana stała chyba do 1949 roku. Jak byłem w Warszawie w 1947 roku, to przejeżdżałem właśnie przez Stare Miasto i ta ściana z tapczanem stała. Zawsze sobie mówiłem „No tutaj już powinniśmy być na tamtym świecie”. Znowu szczęście dopisało i ocaleliśmy.

[całość: http://www.1944.pl/index.php?a=site_archiw...=414&page=2 ; dostęp za: 8.07.2009 r.]

Mówiłem już o moim wielkim szczęściu w życiu. Bez specjalnej Opatrzności Boskiej nie przeżyłbym tych wszystkich tragicznych chwil, począwszy od ucieczki z Kijowa, walkach w SGO "Polesie" czy w Powstaniu. Największe szczęście miałem 28.08. w czasie tragicznego dla nas nalotu niemieckich Stukasów. Byliśmy w domu na ul. Mławskiej 3/5 na pierwszym piętrze z dowódcą batalionu "Witoldem", moim adiutantem Dankiem Jaksą- Dębickim. Siedzieliśmy przy stole w pokoju. Nagle nadleciały samoloty. Na budynek posypały się bomby. Zdążyłem tylko krzyknąć, aby koledzy rzucili się na tapczan we wnęce pokoju. Nagle wybuch. Przeleciała obok nas cała kamienica. Strasznie nas dusił dym, kurz, osiadła wokół sadza. Przeżyliśmy we trójkę na tapczanie we wnęce przy jednej jedynej ścianie. Wyczułem pod nogami dach, który był metr niżej. Po nim zsunęliśmy się w dół na podwórze.

M. P.: Słyszałam o tym zdarzeniu od Joanny Runge-Lissowskiej, prezes naszego Stowarzyszenia Pamięci Powstania Warszawskiego. Jej dziadek, mjr "Witold" często wspominał to wydarzenie, jak cudem uniknęliście śmierci.

Z. Ś-R.: Ta ściana stała chyba do 1949 r. Jak byłem w Warszawie w 1947, to przejeżdżałem przez Stare Miasto i widziałem tę ścianę, nadal stał przy niej tapczan. Znowu refleksja, że powinniśmy być na tamtym świecie, ale na szczęście ocaleliśmy.

[całość: http://sppw1944.republika.pl/ ; dostęp za: 8.07.2009 r.]

Zbigniew Ścibor-Rylski ps. "Motyl" bat. "Czata 49" zgrup. "Radosław"

Pozwolę sobie zabrać głos jako senior tego towarzystwa co się tu znajduje. Starówka to miejsce gdzie rzeczywiście zginęło chyba stosunkowo najwięcej koleżanek i kolegów, no może jeszcze Czerniaków. Ale to także miejsce gdzie cudem wielu żołnierzy i ludności cywilnej ocalało. No, ja powiem tylko o jednym takim cudzie na Mławskiej. Na pewno wiele koleżanek i kolegów tę historię zna ale chcę powiedzieć, że było to naprawdę cudowne ocalenie. To jakaś opatrzność boska czuwała wtedy nad nami.

Mieliśmy kwaterę na pierwszym piętrze: major "Witold" Tadeusz Runge, mój adiutant Jaksa Dębicki "Danek" no i ja. Słyszałem jak Stukasy bombardowały wtedy Stare Miasto. Miałem bardzo dobry słuch i kiedy usłyszałem zbliżający się samolot krzyknąłem do majora: "Padamy na tapczan" - tak instynktownie. W ścianie była wąska wnęka, w której stał tapczan. I we trójkę rzuciliśmy się na ten tapczan. W tym momencie wybuchła bomba. Była to bomba z opóźnionym zapłonem, która wleciała w klatkę schodową i wybuchła na samym dole. I cała kamienica siadła.

Dach kamienicy znalazł się mniej więcej metr pod nami, pod tym tapczanem. "Danek" trzymał mnie za ręce, ja pod nogami wyczuwałem ten dach (nie wiedziałem, że to jest dach), coś tam pod nami musiało się znajdować. Wymacałem pod nogami deski z dachu i trzymając się za ręce zaczęliśmy we trójkę schodzić. Prawie dusiliśmy się, przewody kominowe zostały zerwane, byliśmy cali obsypani sadzą. I tak schodziliśmy. Nigdy nie zapomnę jak "Radosław", który wiedział już o tym bombardowaniu i stał na podwórku, patrząc na nas powiedział: "Co to za diabły schodzą z nieba?". Rzeczywiście wyglądaliśmy jak diabły. Nigdy nie zapomnę jak Kazio Augustowski "Jagoda" pod murem mieszał w kotle naszą pluj-zupkę. Ten moment utkwił mi w pamięci na całe życie, bo wiedziałem że właściwie powinniśmy tam zginąć tak jak zginął na dole cały pluton "Mieczyków". To była wielka tragedia. Tylu chłopców tam wtedy zginęło.

[całość: http://sppw1944.republika.pl/ ; dostęp za: 8.07.2009 r.]

Jak przedstawiają tamtą tragiczną historię inne relacje?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Albinos   

Wspomnienia por. Zygmunta Jędrzejewskiego "Jędrasa":

Cały pluton znajdował się w suterenie prawej oficyny domu przy Mławskiej 3, gdy zasygnalizowano nalot "Stukasów". Pierwsza para samolotów zrzuciła bomby na dom przy Bonifraterskiej, w okolicy Szpitala św. Jana Bożego, następna na nasz dom przy Mławskiej. Jedna z bomb przebiła tylną ścianę domu, wpadła do naszego pomieszczenia i wbiła się w podłogę. Miała zapalnik działający z opóźnieniem. Antek Langner zdążył krzyknąć: "Otworzyć usta"- i w tym momencie nastąpił straszliwy łomot, zaczął się walić na nas gruz. Momentalnie osłoniłem głowę rękoma. Ciemno, ostry zapach amoniaku, pył wdzierający się do płuc, krzyki rannych i kontuzjowanych, jęki przywalonych. Byłem uwięziony po pas w gruzie. Odrzuciłem najbliższy bryły. Już miałem wolne kolana, ale golenie i stopy zaklinowane. Na szczęście byłem w saperkach, więc powoli wyciągnąłem nogi z butów i uwolniłem się. Nadal było ciemno, ale w zapachu spalin po bombie wyczułem prąd świeżego powietrza na twarzy i na czworaka wspiąłem się do góry po gruzach. Wydostałem się z ruin na zewnątrz i w opadającym pyle zacząłem dostrzegać zarysy bramy wyłożonej białą glazurą. Byłem na wysokości półpiętra, gdyż kupa gruzu zaścielała podwórze przy ścianach oficyn. Ostrożnie zsunąłem się na wolną od gruzów część podwórza. Ciągle było słychać krzyki i jęki. Ujrzałem języki płomieni w lewej części oficyny. Na podwórzu żołnierze "Czaty", kwaterujący we frontowej, nie zburzone części kamienicy, podejmowali starania o przyjście z pomocą zasypanym. Dr "Bolek", z częściowo ocalałym sanitariatem, robił co mógł. Mjr "Witold", który ze swym sztabem został przez wybuch wyrzucony z pierwszego piętra, wysłał meldunek do ppłka "Pawła" (Franciszek Rataj)- zastępującego rannego ppłk. "Radosława"- z prośbą o pomoc kompanii saperów. Nim zjawili się saperzy, por. "Drzewica" (Witold Popławski), który znajdował się poza strefą wybuchu, prowadził już akcję ratunkową siłami "Czaty". Niestety, budynek zaczęły ogarniać płomienie w wyniku rozbicia butelek przeciwczołgowych z benzyną. W ślad za mną z naszej sutereny wydostała się znaczna część plutonu dzięki akcji podjętej przez "Douglasa" przy pomocy tych, którzy byli w naszej suterenie w część pod frontem budynku. Dr "Bolek" uznał mnie za kontuzjowanego na skutek opadania gruzów. Kazał odesłać mnie do szpitala, ale pozostałem mimo wszystko przy oddziale.

Dowództwo plutonu objął ppor. "Marek". Zabrano ocalałych. Brakowało 12 osób zasypanych gruzami w fatalnej dla nas suterenie, którą wybraliśmy jako dobre schronienie przed ogniem artylerii. Akcja ratownicza, polegająca na odgrzebywaniu zasypanych pod gruzami, była prowadzona intensywnie, ale pożar rozszerzał się. Nagle nastąpiła potworna detonacja i zwaliła się reszta tylnej oficyny, naruszonej uprzednio przez wybuch bomby. To wybuchł nasz magazyn amunicyjny, w którym składowano również granaty angielskie o dużej sile wybuchu. Rozsypująca się oficyna przysypała kilkadziesiąt osób spośród ratujących. Zginął por. "Drzewica". Było wielu rannych i kontuzjowanych. Przybyli saperzy przystąpili do ratowania "ratowników". Pozostali przy życiu żołnierze "Czaty" z poświęceniem, ryzykując życie, odkopywali swych towarzyszy broni, przyjaciół, braci, synów lub siostry. Niestety było wielu zabitych. Z "Jędrasów" zginęło aż 12 powstańców. Była to pierwsza takich rozmiarów masakra w naszym plutonie. Dotychczasowe, przez 28 dni, wysiłki oficerów i starszych podoficerów, żeby nie dopuszczać do zbędnych strat w plutonie zostały przekreślone wybuchem jednej bomby. Wstrząsnęło to naszym plutonem. Zjawił się por. "Ruski", do którego w szpitalu dotarła wieść o tragicznym wydarzeniu, a razem z nim ranny na Muranowie kpr. "Łoś".

Rozkazy z dowództwa Grupy "Północ" o awansach i odznaczeniach dla wielu były już niestety awansami i odznaczeniami pośmiertnymi.

Za: Jędrzejewski Z., Od września do września, Warszawa 1989, s. 132-134.

Kilka uwag. W podanym fragmencie "Jędras" pisze, iż mjr Runge, został wyrzucony z pierwszego piętra, wraz ze swoim sztabem. Nie do końca. Jak podawał nie raz gen. Ścibor-Rylski, był wówczas wraz z majorem i swoim adiutantem w pokoju na pierwszym piętrze. W momencie nalotu wskoczyli we trzech do wnęki, w której stał tapczan. Po tym jak opadł kurz, zeszli pod gruzach na dół. Kolejna sprawa. Meldunek, jaki mjr "Witold" miał przesłać ppłkowi "Pawłowi". Nie mógł takiego meldunku ppłkowi Ratajowi wysłać, z jednego prostego powodu. Dowództwo odcinka sprawował od poprzedniego dnia (tj. 27.08), dokładnie od godziny 18:00, ppłk "Radosław", po tym jak sam zwrócił się do "Wachnowskiego" o przywrócenie go do funkcji (co miało być reakcją na zranienie mjra Wacława Janaszka "Bolka"). Tak więc nie mógł mjr Runge wysyłać meldunku do "Pawła". Ten już bowiem wówczas był w sztabie Grupy "Północ".

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Albinos   

Fragment wspomnień kpt. Tomasza Wierzejskiego "Zgody" [Z "Czatą 49" na Starym Mieście [w:] Drogi Cichociemnych, Warszawa 2008, s. 350]:

W gorszej sytuacji były nasze odwody i dowództwo, narażone na ogień artyleryjski i bombardowania z powietrza, gdzie straty były większe niż na linii walk. Nasze dowództwo, z "Witoldem" na czele, raz cudem tylko ocalało, i to dzięki zwyczajowi "Witolda" nieszukani w czasie nalotów schronienia pod mocnymi stropami.

Pewnego popołudnia, gdy właśnie zjawił się przedstawiciel BIP, Stukasy złożyły swoją wizytę wybierając za cel budynek, w którym mieściło się dowództwo "Czaty" i punkt opatrunkowy. "Witold" mimo nalegań wraz z najbliższym sztabem pozostał na balkonie drugiego piętra. Celne rzuty bomb zmieniły budynek w kupę gruzów. Przez "Witolda" ze sztabem przejechało się trzecie i czwarte piętro i naleźli się niespodzianie na szczycie kupy gruzów nie odnosząc żadnego szwanku prócz zrozumiałego oszołomienia. Ci, co szukali schronienia wewnątrz budynku, zginęli prawie wszyscy. Zwłaszcza ciężkie straty poniósł sanitariat, umieszczony w piwnicy; zginął wówczas nieodżałowanej pamięci lekarz "Czaty".

Jeszcze gwoli wyjaśnienia. Początkowy fragment odnosi się wcześniejszego opisu walk na linii, gdzie to Niemcy z racji bliskiej odległości walczących stron, nie mogli bezkarnie stosować przeciwko Powstańcom tak artylerii jak i nalotów, a to z racji ryzyka wyrządzenia strat we własnych szeregach.

Przechodząc do meritum. Ciekawy jest ten wątek z balkonem. Niby "Motyl" dość wyraźnie opisał całe wydarzenie, ale to jednak zastanawia. Skąd "Zgoda" mógł to wziąć? No i kwestia sztabu. Czyżby pod pojęciem "sztab" (a pojawia się to również u "Jędrasa"), rozumiano tutaj tylko "Witolda", "Motyla" (który faktycznie był w końcowym okresie walk na Starówce szefem sztabu baonu) i jego adiutanta, pchor. Bogdana Jaxę-Dębickiego "Gryfa"? Kolejne pytania, to piętro na którym był "Witold" i reszta ("Motyl" wspominał o pierwszym, wg "Zgody" było to drugie) i kiedy dokładnie miał zginąć dr "Bolek"? Według relacji "Jędrasa" po tym jak ten wydostał się na powierzchnię, lekarz baonu zbadał go i wysłał do szpitala. A miał zginąć w wyniku tego nalotu. Czyżby wiec został zasypany w trakcie akcji ratunkowej, czy też "Jędras" pomylił się i badał go kto inny?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Albinos   

Kontynuując sprawę dra "Bolka":

Gdyby pana dopadł, nie wiadomo, jak by się skończyło.

Nie. Nie podobało mu się, że go nogą trącałem. Bonifraterska, tamtędy przechodziliśmy. No i później Mławska. Mławska to nieszczęśliwa, tam gdzie zostałem zasypany. Tam były nasze kwatery, tam poszliśmy w odwodzie. Dostałem rozkaz, żeby zejść do punktu sanitarnego, który mieścił się w piwnicach i na parterze do doktora "Bolka". Strasznie nie lubił chodzić sam po mieście. Nie wiem ? miał jakiś uraz. Zawsze myśmy go odprowadzali. Zszedłem, ale bez swojego ukochanego Stena, bo były takie wypadki, że jak ktoś na linii, to wszystko w porządku, ale jak się szło gdzieś w głębi, to tam żandarmeria stała i pierwsza rzecz, jak zobaczyła jeszcze takiego mikrusa jak ja z dobrą tego, no to: "A masz legitymację?". Przecież wiadomo było, że nikt nie miał na Starym Mieście legitymacji. "A przepustkę masz?" Gdzie łącznik będzie przepustkę miał?! Jeżeli nie miałem żadnego papierku, to zabierali broń. Było tak, były wypadki. Więc jak wchodziłem do "Radosława", to nigdy nie nosiłem broni, zostawiałem na kwaterze. I wtedy zostawiłem na kwaterze. Jeszcze ominąłem pewną rzecz. To był 28 sierpnia, zszedłem do punktu, do tego doktora. Już mieliśmy iść, ale przynieśli strasznie rannego żołnierza. Był cały posiekany odłamkami od granatnika. On niby tam opatrunki robi, ale mówi do nas, że nic z niego nie będzie. Okno było czymś zasłonięte, tak że ja byłem za lichtarz, świeczki paliłem. Niby tam go opatrywał. Kazał personalia spisać z niego. Usłyszałem samoloty. A doktor "Bolek" mówi: "Wiesz, to ja jeszcze pójdę zajrzeć w piwnicy do rannych". Wszedł we framugę? I żadnego świstu, nic, huk i wszystko się waliło na nas. I nas zasypało. Biednego doktora "Bolka" zabiło, ma się rozumieć, a ja zostałem zasypany w tym pokoju. W bardzo szybkim czasie, bo to parter, mnie z tego wyciągnęli. To była tragedia, bo zaczęli w środkowej oficynie odsypywać, to był magazyn amunicji, wybuchł i tych co ratowali też zasypało. Tak że z plutonu "Mieczyków?" którzy byli na Mławskiej, to nas ocalało trzech tylko.

Za: http://ahm.1944.pl/Tadeusz_Roman/8/?q=Bolek [dostęp na: 20.05.2010 r.]

Czy może pani opowiedzieć bardziej szczegółowo, co się działo przez cały okres Powstania? Jak wyglądało pani życie codzienne?

Zupełnie nie wiem jak to było. Jak był szpital na Mławskiej 3/5, który został [później] zbombardowany, to mieliśmy normalne łóżka, mieliśmy chorych, rannych lżej, codziennie kolejki były, opatrywaliśmy, ale później nie było w ogóle opatrunków, nie było na przykład przeciwko tężcowi zastrzyków. Kończyły się codziennie. Strasznie umierali młodzi chłopcy po amputacjach, które były robione właściwie bez znieczulenia. To wszystko była cudowna młodzież, piękna, a człowiek nie mógł nic im pomóc. Najczęściej, młodzi chłopcy jak umierali, to trzymali nas sanitariuszki za rękę i mówili: "Mamo! Mamo!". To było strasznie wzruszające, że oni myśleli, że jesteśmy ich mamą, bo byli nieprzytomni często. To były straszne momenty. Jak nieraz pomyślę, to nie wyobrażam sobie, jak to wszystko było, gdzie my spaliśmy? Wiem, że gdzieś spaliśmy. Byłam zbombardowana, tam bardzo dużo osób zginęło, może ocalało parę osób, ja może jedna ocalałam jeżeli chodzi o sanitariat i moja koleżanka. To było 28 sierpnia o w pół do siódmej, wiem, bo mi zegarek stanął. Bomba uderzyła w dom, ale tak, że z opóźnionym zapłonem i wybuchła na parterze, właściwie w piwnicy, a tam byli ludzie, mnóstwo ludzi, cywilów, a tutaj, [gdzie] ja zostałam byli wszystko ranni. Leżał tam lekarz "Bolek", który był ranny, przywieźli go chyba z Wytwórni Papierów Wartościowych. Szliśmy, żeby go opatrywać, kiedy to wszystko runęło i ja zostałam zawalona i on. Spadliśmy później - jeszcze ze mną wtedy rozmawiał - bo akurat nieszczęście było takie, że tam były jakieś maszyny drukarskie, introligatorskie i go tam wbiło. Mnie ocalił chyba próg, bo był tam duży próg, ale wpadłam w jakąś małą [dziurę], ani wyjść, ani ruszyć się, ani nic. Żyłam, miałam nogi zupełnie przygniecione kawałami muru czy czegoś, cała ranna, głowa, wszystko, leciała mi krew, wszystko pozdzierane, całą skórę miałam na rękach, na nogach pozdzieraną. Tam, po jakimś czasie mnie odkopali, odkopał mnie porucznik "Żbik", który był moim ostatnim przełożonym i już jak się do mnie dokopali, mnie wyciągnęli, to odłamki zabiły jego u moich stóp, odłamki granatnika, bo Niemcy rozstrzeliwali po nalocie, żeby nie ratować [ludzi]. On zginął ratując mnie i lekarza. Lekarza odkopali, nawet później opowiadali, że jak mnie już wyciągali z dołu straszliwego, z którego bym nigdy nie wyszła, to ktoś trzymał mnie za rękę, a to on trzymał mnie za rękę. Ale już był nie żywy, nasz doktor, doktor "Bolek", który robił wszystkie operacje.

Za: http://ahm.1944.pl/Irena_Komorowska/3/?q=Bolek [dostęp na: 20.05.2010 r.]

Kolejne dwie relacje i kolejne wątpliwości. Wersji coraz więcej. Według "Jędrasa" lekarz jeszcze po bombardowaniu opatrywał go, czyli musiał zostać zasypany podczas ratowania innych, według p. Romana zginął od razu po wejściu do piwnicy a wg p. Komorowskiej sam był ranny i leżał tam w momencie bombardowania. Co ciekawsze, każda z tych trzech osób opisuje całość tak, jakby sama przy tym była, widziała na własne oczy. A jednak, wersje różnią się diametralnie. Chociaż opcję z rannym drem "Bolkiem" można chyba wykluczyć. To jedyna znana mi relacja, wedle której miałby być kontuzjowany/ranny. Pozostałe albo wprost przekazują, że wszystko z nim było dobrze, albo zdają się to sugerować. Tak czy inaczej, sprawa jest wyjątkowo pogmatwana.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.