Przeczytałam nie dawno po francusku książkę Martin'a Gray'a (Marcin Grajewski) "Au nom de tous les miens" - "Wszystkim, których kochałem". Książka ta jest rzekomo zapisem wspomnień tego polskiego Żyda z Warszawy spisanych przez francuskiego historyka, pisarza i polityka Max Gallo. Opowiada przede wszystkim dramatyczne losy młodego Marcina Grajewskiego w czasie okupacji, który miał przeżyć Treblinkę, powstanie w Getcie Warszawskim, następnie na krótko walczył u boku AK, a pod koniec wojny w AL, z którą jako funkcjonariusz NKWD wkroczył do Berlina. Książka zrobiła oszałamiającą karierę we Francji (oryginał powstał w języku francuskim), a na jej podstawie powstał film z Michelem Yorkiem w roli głównej.
Czytałam książkę z mieszanymi uczuciami. Po prostu trudno mi było uwierzyć, że historia ta jest w pełni prawdziwa, ze względu na nagromadzenie niezwykłych wprost wydarzeń i kreowanie się autora w każdej sytuacji na bohatera zbawiającego świat. Pomijam już, fakt, że literacko jest to pozycja słaba i drażniąca pretensjonalnością.
Ale do rzeczy. Postać Martina Graya jest w Polsce w zasadzie nie znana. Nie widziałam nigdy, aby ktokolwiek powoływał się na jego świadectwo, co może wydawać się dziwne, ponieważ był on rzekomo w samym centrum wszelkich ważnych wydarzeń.
Osobiście podejrzewam (ale jest to tylko moja intuicja), że książka oprócz zdarzeń, które naprawdę miały miejsce opisuje tyleż historii wyssanych z palca.
Wiem też, że książka ta wywołała falę krytyki i oburzenia ze strony wielu historyków (w tym Żydów) zajmujących się tematyką holokaustu w USA i Wielkiej Brytanii i mniej licznych we Francji. Twierdzą oni między innymi, że Gray nigdy nie był w Treblince (jego wypowiedzi na ten temat są podobno niejednoznaczne, a Max Gallo miał powiedzieć, że potrzebował Treblinki jako osi wokół której budował całą opowieść).
Czy znacie książkę o której piszę. Czy ktoś wie jaka jest ocena historyczna tego świadectwa? Jakie są Wasze osobiste odczucia na ten temat?