Jump to content

Albinos

Przyjaciel
  • Content count

    13,574
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Albinos

  1. Film, który ostatnio widziałem to...

    Jeszcze tylko dwa - czyli Tarantino po raz ósmy. Nienawistna ósemka jest idealna pod każdym względem. Zdjęcia, gra aktorska (Samuel L. Jackson, ale i Jennifer Jason Leigh i Walton Goggins; tylko Tima Rotha trochę za mało jak dla mnie), muzyka (Ennio Morricone! plus kilka znakomitych kawałków*), to przesuwanie filmu w stronę teatru, dialogi i ta pozbawiona jakiegokolwiek sensu przemoc - ludzie narzekają, że film jest przeciągnięty (przeciwnie, rozdział z retrospekcją spokojnie mógł być dłuższy, miałem wręcz wrażenie, że skrócono go na siłę), tymczasem dla mnie okazał się być zdecydowanie za krótki. * .
  2. Odeszli

    We wtorek 26 stycznia 2016 r. w Warszawie, w wieku 92 lat, zmarł Jerzy Tomaszewski. W Powstaniu Warszawskim, jako fotoreporter, dokumentował walki na Woli, Powiślu i w Śródmieściu. Cześć Jego Pamięci!
  3. Nowość: Archiwum Zgrupowania Armii Krajowej Chrobry II, t. I-II, oprac. Katarzyna Utracka, Izabela Mrzygłód, Warszawa 2015 (Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej).
  4. Generał Władysław Sikorski jest, mimo upływu 64 lat od jego śmierci, postać bardzo kontrowersyjną i nadal powodującą zażarte dyskusje wśród historyków oraz miłośników tematu, nie tylko ze względu na tajemniczą śmierć. Był przeciwnikiem obozu piłsudczyków, co uwidoczniło się tuż po zakończeniu walk wrześniowych. Razem z Francuzami wpłynął na decyzje polskich władz państwowych przejmując stanowisko NW oraz premiera. Urządził niemalże nagonkę na ludzi związanych z piłsudczykami. Z drugiej strony bardzo mocno dbał o interes Polski. Jego śmierć wpłynęła bardzo niekorzystnie na sytuację Polski. Jak oceniacie jego postać, bohater czy zdrajca?
  5. Od kilku lat krążyły plotki*, aż w październiku ubiegłego roku dotarła do mnie informacja o wydaniu rzeczy następującej: Mariusz Olczak, Marek Strok, Okręg Warszawa-Miasto ZWZ i Okręg Warszawski ZWZ-AK. Dokumenty 1940-1943. Zaprezentowane w niej materiały to podobno pełny zbiór dokumentów znalezionych w 2008 r. w kamienicy przy ul. Filtrowej 68 w Warszawie, gdzie w czasie wojny znajdowała się kancelaria Komendy Okręgu. Tak o lokalu i jego zasobie pisze Katarzyna Utracka [Archiwum Komendy Okręgu Warszawa ZWZ-AK, 1940-1943, "Przegląd Historyczno-Wojskowy", nr 1/2012, s. 109, 110-111] Miejsce odnalezienia dokumentów - Filtrowa 68/48 - jak również kwerenda źródłowa wskazały, że pochodzą one ze skrzynki alarmowej, zwanej "Skrzynką Ali", zorganizowanej przez szefową łączności konspiracyjnej Komendy Okręgu Warszawa AK Stefanię Aluchnę "Alę". [...] Stefania Aluchna oprócz sprawowania funkcji szefa łączności była również kierowniczką kancelarii Komendy Okręgu Warszawa AK. Przez jej ręce przechodziła wszelka korespondencja z Okręgu do Komendy Głównej AK. Obok lokalu alarmowego, pod numerem 46, mieściło się jej prywatne mieszkanie. Adres jej znali zarówno komendant Okręgu Warszawa AK, płk Antoni Chruściel "Monter", jak również szef sztabu, ppłk Stanisław Weber "Chirurg", którzy w nagłych sprawach odbywali w nim spotkania. W drugiej połowie lipca 1944 r. trwały intensywne przygotowania do powstania. "Skrzynka Ali" w tym czasie była czynna przez cały dzień. Przy swoim mieszkaniu na całym piętrze Aluchna zorganizowała pracę kancelarii Okręgu, gdzie płk "Monter" odbywał codziennie odprawy. Tam 31 lipca 1944 r. ok. godz. 18.30 komendant Okręgu wydał rozkaz rozpoczęcia Powstania Warszawskiego. Następnego dnia po południu Aluchna opuściła lokal przy ul. Filtrowej, zabierając ze sobą wszystkie potrzebne akta, m.in. wykaz nowych kryptonimów, i udała się do nowego miejsca postoju przy ul. Jasnej. Reszta dokumentów ze "Skrzynki Ali" pozostała na swoim miejscu. O skrytkach z ul. Filtrowej Aluchna pisała w 1957 r. w liście do Kazimierza Malinowskiego, twierdząc, że całą dokumentację zabrała do Słupska i zniszczyła w obawie przed rewizją Urzędu Bezpieczeństwa. W dalszej części jednak wspominała, że pozostała jeszcze w lokalu przy ul. Filtrowej jedna skrytka, po którą zgłosi się, gdy tylko przybędzie do Warszawy. Wszystko wskazuje na to, że Aluchna pisała o skrytce i dokumentach, które trafiły do MPW. Jest ich ponad trzysta, łącznie blisko 530 kart, zapakowanych w 21 kopert. Dokumenty w większości są uporządkowane i podzielone tematycznie: 1. Zasady konspiracji; 2. Kryptonimy "Drapacza"; 3. Sprawy organizacyjne; 4. Budżet i sprawy uposażeniowe; 5. Sprawy wyszkoleniowe (szkoły podchorążych); 6. Zadania operacyjne; 7. Zadania organizacyjne (bojowe); 8. Zaopatrzenie Armii (dozbrojenie); 9. Wojskowa Służba Kobiet; 10. Sprawy awansowe; 11. Informacje z terenu; 12. Sprawy polityczne i propaganda; 13. Sprawozdania; 14. Prokuratura; 15. OPUS; 16. OWK – Warszawska Dywizja Piechoty; 17. Sprawa "Grzyba"; 18. Przepustki; 19. Wykaz dostaw; 20. Dekret Prezydenta RP z 7 sierpnia 1939 roku; 21. Różne. Krótko mówiąc - książka Olczaka i Stroka, to skarb absolutny. Takie materiały, dostępne bez konieczności przesiadywania w archiwum. Brzmi bajkowo. Niestety rzeczywistość jest odrobinę smutniejsza. Od października o pracy cicho sza. Przynajmniej do mnie nic nie dotarło. Ktoś coś, kiedy, gdzie, za ile i czemu tak drogo? * Żeby być dokładnym - plotki dotyczyły IPN-u i monografii Okręgu Warszawa ZWZ/AK, a nie wydawnictwa źródłowego przygotowanego przez AAN. Ale to szczegół.
  6. Film, który ostatnio widziałem to...

    Pomijając VIII epizod SW - po raz już trzeci albo czwarty Maria Antonina (2006 r.) w reżyserii Sofii Coppoli, z Kirsten Dunst w roli głównej. Pozornie lekki, wesoły, odrobinę unowocześniony dzięki muzyce*, jest de facto przejmującym studium samotności. * Mała próbka:
  7. Wersję elektroniczną można kupić tutaj: http://www.egazety.pl/ekbin/e-wydanie-stolica.html
  8. O Ptakach drapieżnych Marat i Wójcika mogę pisać jedynie w kategoriach pozytywów - znakomicie napisana, ważna, mądra. Coś, co autentycznie warto przeczytać, bo i o AK, ale i konspiracji jako takiej, mówi więcej, niż niejeden opasły tom. Tymczasem tutaj dla nieprzekonanych wywiad z autorami: Drapieżne "Ptaki" z AK. Mieli po kilkanaście lat, dostali od księdza dyspensę na zabijanie.
  9. Odeszli

    W dniu 13 stycznia 2016 r. w Londynie w wieku 86 lat zmarł Jan Ciechanowski, w konspiracji od kwietnia 1943 r., żołnierz zgrupowania "Siekiera" oraz batalionu "Miłosz", po upadku Powstania Warszawskiego w niewoli. Historyk, autor wielu prac poświęconych Powstaniu Warszawskiemu. Cześć Jego Pamięci!
  10. Usunięcie z konspiracyjnych szeregów

    To niestety nie jest gregski takie proste. W konspiracji nie było - i nie ma, w końcu to zjawisko niemalże tak stare jak świat - czegoś takiego, jak rozwiązanie idealne. O czym byśmy nie mówili. Każda sytuacja wymagała w zasadzie osobnego potraktowania. Każda akcja, każda decyzja personalna (ukarać-nie ukarać, przyjąć-nie przyjąć, stanąć po stronie podwładnego-wyciągnąć wobec niego konsekwencje itd.), każdy kolejny dzień, obok stosowania się do pewnych ogólnych zasad, czy raczej porad jak pewne rzeczy robić, wymagały improwizacji, reagowania na zmieniającą się sytuację, bo też i w przypadku organizacji podziemnej, szczególnie funkcjonującej w takich warunkach jak okupowana Polska, nad całym szeregiem rzeczy nie miało się kontroli. Wynikało to tak z wymogów bezpieczeństwa, jak i samego funkcjonowania w rzeczywistości, którą okupant podporządkowywał sobie na wszelkie możliwe sposoby i gdzie człowiek powoli oswajał się z myślą o śmierci. Tak więc i w przypadku zabezpieczania się przed kimś takim trudno mówić o jakimś jednym sposobie radzenia sobie. Jasne, były pewne ogólne wytyczne. Zerwać kontakty organizacyjne, uśpić na pewien czas lokale. Oczywiście to sytuacja idealna. Co jednak zrobić, kiedy nie ma możliwości uśpienia lokalu? Bo to przecież trzeba mieć do tego lokal zastępczy, a to nie zawsze było możliwe. W Warszawie np. z czasem znalezienie takiego stawało się równie sensowne, co szukanie Yeti. Niby są, niektórzy twierdzą, że widzieli, a tymczasem gdzie nie pójdę, to albo w fatalnym miejscu, albo już ktoś wykorzystuje. Nie były niczym dziwnym lokale, które w tym samym czasie służyły za skrytki na broń, dokumenty, meliny dla rannych, poszukiwanych, miejsca spotkań tych czy innych grup podziemia. A działać przecież trzeba, dana komórka musi jakoś funkcjonować. Jeszcze gorzej z ludźmi. Jeśli stosowali się do zasad bezpieczeństwa i nie znali swoich nazwisk, miejsc pracy, nie wiedzieli gdzie mieszkają, ale spotykali się jedynie w wyznaczonych wcześniej punktach (poza lokalami, a więc parki, przystanki itp. otwarte przestrzenie), to wystarczyło zmienić te punkty i zrywało się kontakt z człowiekiem. Gorzej, jeśli jednak ludzie znali się prywatnie. Tymczasem konspiracja to w jakiejś części, nie wiem jak dużej, ale w mojej ocenie wystarczająco, żeby mówić o zjawisku dość powszechnym, często była grupa ludzi, którzy doskonale się znali. Bywali u siebie w domach, znali nawzajem swoje rodziny itp. Jak w takiej sytuacji zerwać kontakt z kimś takim? Nie da się. Był jeszcze trzeci element - świadomość tego usuniętego z organizacji, że skoro on zna ich, to oni muszą znać jego, a jeśli dojdzie do jakichś aresztowań w obrębie ludzi, których znał, to będzie automatycznie jednym z podejrzanych. Przecież już nawet przysięga, którą składali wstępujący do ZWZ/AK, kończyła się słowami: zdrada karana jest śmiercią. Już na wstępie każdy dowiadywał się, co grozi za współpracę z okupantem. To musiało działać przynajmniej na część. A że organizacja swoje obietnice spełniała, to akurat wiemy. Najlepszy przykład - sprawa "Lesza", zlikwidowanego przez oddział 993/W. Co prawda "Lesz" nie został usunięty z organizacji, ale koniec końców człowiek będący wcześniej w konspiracji, znający trochę ludzi, zaczął grozić, że powie o nich Niemcom (sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, bo wchodzą w nią również osobiste zatargi i olbrzymia tragedia "Lesza" - ale to tak w skrócie). I został zastrzelony. Podsumowując - nie było i nie mogło być jednej idealnej receptury na postępowanie z takim człowiekiem. Każdy przypadek należało rozwiązywać osobno, w zależności od całej masy czynników, które każdorazowo wpływały na zupełnie inny charakter powiązań takiej osoby z organizacją.
  11. Usunięcie z konspiracyjnych szeregów

    Na szybko - usuwanie ludzi z organizacji, z różnych powodów, było naturalnym i normalnym zachowaniem. Jaki jest w końcu sens trzymać w swoich szerach kogoś, kto z tych czy innych względów nie nadaje się do tego? Oczywiście istniały odpowiednie zapisy regulujące ten element życia konspiracyjnego. I tak rozkaz Nr 561 Dowódcy AK gen. Roweckiego z 28 sierpnia 1942 r. podawał: 4) Zwolnienie czynnego członka ze służby czynnej z równoczesną dyskwalifikacją zarządza właściwy Szef Oddziału (Biura) KG. Zwolnienie należy podać do wiadomości Biura Pers[onalnego] KG, z podaniem pseudonimu członka, kryptonimu komórki, funkcji i zwięzłego uzasadnienia. Takiego członka nie wolno zatrudniać w PZP. Z kolei rozkaz Nr 1145 Dowódcy AK gen. Bora-Komorowskiego z 18 października 1943 r. informował: 5) Żołnierze PZP: - którzy dopuścili się czynów dyskwalifikujących ich honorowo i moralnie, - którzy przez stałe przywary zagrażają bezpieczeństwu sprawy i ludzi lub - kompromitują godność i imię żołnierza PZP - podlegają skreśleniu z szeregów PZP. Żołnierze ci nie mogą być ponownie powołani do służby w PZP. O każdym wypadku skreślenia oficera z szeregów PZP należy meldować do KG z podaniem: stopnia, funkcji, przyczyna i nazwiska rodowego. 6) Prawo przenoszenia do rezerwy oraz w stan zawieszenia nadaję: - w Obsz[arach] (Okr[ęgach]) w odniesieniu do szeregowych - komendantom obwodów, w odniesieniu do dowódców, od d[owód]ców plutonów począwszy - inspektorom rejonowym - w Komendach Obsz. (Okr.) - Szefowi Sztabu - w KG - Szefom Oddziałów i komórek równorzędnych. Prawo skreślania z szeregów PZP nadaję Komendantom Obsz. (Okr.) - w KG - Szefowi Sztabu. Rzecz jasna nie była to jedyna forma ukarania członka organizacji, który w ten czy inny sposób złamał zasady. Cytowany wyżej rozkaz Nr 1145 podaje m.in. taką informację: 3) Stan zawieszenia - obejmuje żołnierzy PZP, którzy nie pełnią obowiązków ze względów dyscyplinarnych. Przeniesienie w stan zawieszenia może nastąpić z powodów: - załamania nerwowego z równoczesnym odmówieniem dyspozycyjności, - uchylania się od zadań, zaniedbywanie obowiązków, - niezdyscyplinowania. Tutaj jednak dochodzimy do podstawowej kwestii - w konspiracji zasady narzucanie odgórnie w rzeczywistości pełniły jedynie rolę zaleceń, do których poszczególni dowódcy stosowali się w różny sposób. I tak Józef R. Rybicki "Andrzej", szef Kedywu OW AK, choć wiedział, że jego podwładni z grupy żoliborskiej Oddziału Dyspozycyjnego "A" piją, to przymykał na to oko - choć sam był zdecydowanym przeciwnikiem picia. Tymczasem picie alkoholu było jedną z tych rzeczy, na które w organizacji w teorii zwracano szczególną uwagę - wiadomo z jakich względów. Kazimierz Jakubowski "Kazik", zastępca Stanisława Sosabowskiego "Stasinka", dowódcy wspomnianej grupy żoliborskiej, miał parokrotnie lądować "na dywaniku" u Rybickiego, właśnie w związku z piciem. Efekt? W zasadzie żaden. Nie poniósł żadnych konsekwencji. Identycznie "upiekło" się Antoniemu Wojciechowskiemu (ten sam oddział), który po rozbiciu po pijanemu samochodu (należącego najprawdopodobniej do organizacji) w nocy w centrum Warszawy, i krótkim pobycie w areszcie, dzięki pomocy kolegów wyszedł na wolność. Poza tym, że na prośbę kolegów jeszcze w więzieniu otrzymał małą "pamiątkę", to również nic nie wiadomo o poważniejszych skutkach tego zamieszania. Tutaj oczywiście możemy założyć, że zastosowanie znalazła wewnątrz-oddziałowa dyscyplina. Polegała ona na tym, że za łamanie przyjętych w grupie zasad, decyzją grupy było się odsuwanym od kilku kolejnych akcji. Rzecz jasna przypadki wyłączania ludzi z organizacji również się zdarzały. I tak np. zamieszanych w aferę z bandycką działalnością "Ryżego" (NN) i Cezarego Szemley-Ketlinga "Arpada" (dalej Kedyw OW) żołnierzy "Arpada", postanowiono usunąć z organizacji z uwagi na fakt brania przez nich udziału w "napadach rabunkowych dla korzyści materialnej". Jak często jednak decydowano się na usunięcie kogoś z organizacji - nie potrafię odpowiedzieć. Nie wiem nawet czy ktoś kiedykolwiek podejmował jakiekolwiek ogólniejsze badania w tym zakresie. Pozostawienie kogoś w organizacji nie zapewniało w jakikolwiek sposób tego, że ten ktoś nie zdekonspiruje ludzi i lokali. Wręcz przeciwnie. Usunięcie z organizacji wiązało się, przynajmniej w teorii, bo w praktyce różnie bywało, z zerwaniem z taką osobą jakichkolwiek kontaktów. Tak więc przynajmniej starano się ograniczyć zagrożenie dekonspiracją.
  12. Nowość: Remigiusz Piotrowski, Artyści w okupowanej Polsce. Zdrady, triumfy, dramaty, Warszawa 2015 (Wydawnictwo Naukowe PWN): http://ksiegarnia.pwn.pl/Artysci-w-okupowanej-Polsce,114591145,p.html A w najnowszej "Stolicy", nr 1-2(2284-85)/2016, tradycyjnie już o tej porze roku numer poświęcony warszawskim powrotom 1945 r., tym razem również z perspektywy okupacyjnych prac nad... powrotem do normalności po wojnie: Sebastian Pawlina, Wir kapitulieren nie, czyli o okupacyjnych doktoratach, s. 32-34 (w rolach głównych Wiwatowski z Gieysztorem; od tego tekstu chyba zacznę stopniowe przechodzenie od konspiracji zbrojnej do cywilnej). Grzegorz Mika, Plany nowej Warszawy, s. 36-41. Teatr zrodzony z marzeń – z prof. Anną Kuligowską-Korzeniewską o Konspiracyjnej Radzie Teatralnej rozmawia Rafał Dajbor, s. 42-45. Spis treści całego numeru: http://warszawa-stolica.pl/aktualny-numer/
  13. Jak pisać maile?

    Na temat używania słowa "witam" na początku maila słyszałem już różne opinie w ostatnich miesiącach. Ostatnio postanowił wypowiedzieć się w tej kwestii również Michał Rusinek: http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,11588022,Jest_slowo_Witam_na_poczatku_listu__To_nie_odpowiadam.html I w ramach kontynuacji: http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,11589132,Slowo_Witam___ulatwienie_czy_kompleksy___LISTY_Cz_.html A jak to wygląda u Was? Piszecie "witam", czy unikacie tego? Wkurza Was jak ktoś tak zaczyna maila do Was? A jak z zakończeniem? Takie "pozdrawiam" pasuje czy nie bardzo?
  14. Wymarzony film

    Wyobraźcie sobie, że macie możliwość stworzenia Waszego wymarzonego filmu. Nie brakuje Wam kasy, macie dostęp do najnowszych technologii etc. Czego by dotyczył ów film (może serial?) i jak został by wykonany?
  15. Nowości/wznowienia: Adam Sitarek, "Otoczone drutem państwo". Struktura i funkcjonowanie administracji żydowskiej getta łódzkiego, Łódź 2015 (IPN): https://ipn.gov.pl/publikacje/ksiazki/otoczone-drutem-panstwo.-struktura-i-funkcjonowanie-administracji-zydowskiej-getta-lodzkiego Tomasz Toborek, Stanisław Sojczyński i Konspiracyjne Wojsko Polskie, wydanie II poprawione i uzupełnione, Łódź 2015 (IPN): https://ipn.gov.pl/publikacje/ksiazki/stanislaw-sojczynski-i-konspiracyjne-wojsko-polskie2
  16. Książka, którą właśnie czytam to...

    Próbując wprowadzić jakiś porządek w czytelniczych zwyczajach (nie więcej jak trzy książki w tym samym czasie, powieści/opowiadania przed snem, wspomnienia/reportaże/lżejsze opracowania historyczne w komunikacji miejskiej i coś cięższego/poważniejszego, kiedy mam trochę wolnego w ciągu dnia) zaczytuję się na chwilę obecną w: Anders Rydell, Bezcenne. Naziści opętani sztuką, Warszawa 2015. Charles Bukowski, Historie o zwykłym szaleństwie, Warszawa 2015. Harald Welzer, Sönke Neitzel, Żołnierze. Protokoły walk, zabijania i umierania, Warszawa 2014 (podejście numer dwa, choć rzecz bez wątpienia znakomita). Do tego pojedyncze teksty Jacka Chrobaczyńskiego o polskich nastrojach na przełomie 1939/40 i 1944/45 r. W kolejce czekają m.in. Laurent Binet i HHhH. Zamach na kata Pragi (nagroda Goncourtów 2010 w kategorii debiutów), oraz tetralogia Jeana Hatzfelda o ludobójstwie w Rwandzie. I jak secesjonista ocenia - warto? Po Rydellu pewnie i tak najpierw sięgnę po Grabież Europy Lynn H. Nicholas, ale i Edsela rozważam.
  17. Książka, którą właśnie czytam to...

    Nie powinno. Bellona jest w końcu wydawcą "Mówią Wieki". Oni niemalże z automatu obejmują patronatem medialnym każdą książkę wychodzącą z Bellony.
  18. Czego teraz słuchasz?

    W przerwie między kolejnymi nagraniami koncertów Accademia Bizantina (koniecznie z udziałem Stefano Montanariego; znakomicie się przy tym pisze), dla podkręcenia nastroju oczekiwania na najnowszego Tarantino: .
  19. Zapowiedzi: Eryk Lipiński, Pamiętniki, Warszawa 2016 (Iskry): http://iskry.com.pl/biografie/465-pamietniki.html Anetta Rybicka, Instytut Niemieckiej Pracy Wschodniej. Kraków 1940-1945, Warszawa 2016 (DiG): http://www.dig.com.pl/index.php?s=karta&id=176
  20. Jak o pracy likwidatorów podziemia od jakiegoś czasu zaczyna się mówić coraz więcej, tak o tym, co niejednokrotnie działo się przed samym wykonaniem wyroku, praktycznie się nie wspomina. Tymczasem przesłuchania jakim poddawano skazanych na karę śmierci są faktem. W dniu 6 maja 1944 r. Wincenty Kwieciński "Lotny", wówczas już szef Kontrwywiadu Komendy Okręgu Warszawa AK, przesłuchiwał małżeństwo Kułakowskich, zamieszanych w sprawę Jerzego Tabęckiego "Lasso". Sam "Lasso" przed tym jak go zastrzelono również miał zostać przesłuchany - ostatecznie przebieg wypadków zmusił wykonawców do samego wykonania wyroku. Przesłuchiwano także Eugeniusza Świerczewskiego "Gensa", agenta Gestapo współpracującego z Kalksteinem i Kaczorowską. W połowie maja 1944 r. żołnierze DB składu F (jeden z rejonowych oddziałów Kedywu OW, Obwód VII AK Warszawa) Zygmunta Migdalskiego "ZZ", przesłuchiwali Bolesława Walichnowskiego oraz Stefana Poleszczuka, na których wykonano później wyroki śmierci za szantażowanie i wydawanie ludzi w ręce Niemców. Podobnych przypadków w źródłach można by znaleźć zapewne jeszcze więcej. Rzecz w tym, że opisy sprowadzają się do informacji o samym przesłuchaniu, oraz ewentualnie wiadomości, jakie udało się wyciągnąć. Nigdy natomiast nie natrafiłem na żadne zalecenia/rozkazy/instrukcje co do sposobów przeprowadzania takich "badań". Czy jak w przypadku likwidacji trzeba było spełniać określone wymogi, aby wziąć w czymś takim udział (wiek, szczególne predyspozycje, własna inicjatywa/wykonywanie rozkazu itp.)? Czy dawano wskazówki co do tego, jak przeprowadzać przesłuchania (miejsce, metody)? Spotkał się kiedyś ktoś z czymś podobnym?
  21. Fragment wywiadu Emila Marata i Michała Wójcika z Lucjanem Wiśniewskim "Sępem", likwidatorem z oddziału 993/W [E. Marat, M. Wójcik, Ptaki drapieżne. Historia Lucjana "Sępa" Wiśniewskiego, likwidatora z Kontrwywiadu AK, Kraków 2016, s. 178-179]: [EM, MW] W wielu powojennych wspomnieniach mowa jest o likwidacjach, które zawsze poprzedzało przeczytanie wyroku. I na filmach też to widać. Był czas na czytanie całej sentencji: "W imieniu Rzeczypospolitej..."? [LW] Nie, nie przypominam sobie. Ani razu. To jest tylko legenda. [EM, MW] Przecież Stefan Korboński nawet zatytułować swoją książkę: "W imieniu Rzeczypospolitej..." [LW] Nigdy nie było nawet takiego polecenia, żebyśmy skazanym na śmierć czytali sentencję wyroku Sądu Wojskowego czy Cywilnego. Nie było ani czasu, ani możliwości... Żadnego czytania wyroków nie było. Była taka jedna sytuacja, rzeczywiście, ale nie czytaliśmy wyroku "delikwentowi", tylko wytłumaczyliśmy jego żonie, że wykonujemy wyrok w imieniu Rzeczypospolitej... Zaznaczmy jeszcze, że "Sęp" brał udział w ponad 50 akcjach tego typu (w 993/W, ale i w pułku AK "Garłuch").
  22. Krakusie - ufam, że między nami jest więcej podobieństw (z jednym podstawowym - zamiłowaniem do nauki). Jednak i różnice są dość wyraźne. Ale dzięki temu przynajmniej historia nie jest robiona (czyt. badana) na jedno kopyto. I dopóki odbywa się to z poszanowaniem zasad rzetelności badawczej - też dobrze.
  23. Euklidesie, najpierw poznaj tę szkołę, sprawdź co byś zrozumiał stosując się do jej sposobu uprawiania historii - a potem formułuj swoje wątpliwości. Bo ze swojego doświadczenia mogę napisać jedno: mylisz się tak bardzo, jak to tylko możliwe. Szkoła Annales swoje istnienie opierała na szczegółach, z tym że te szczegóły wyłapuje z tak wielu epok i dziedzin, że jest w stanie obejrzeć go z maksymalnie wielu stron. Skąd masz np. wiedzieć, które z zachowań owego ministra wynikały z cech jego charakteru, które stanowiły odpowiedź na bieżącą sytuację, a które zostały mu niejako narzucone przez środowisko, w którym się wychowywał, przez wpływy kulturowe, jeśli nie sięgniesz do podobnych postaci z innych epok, nie spróbujesz przyłożyć ich postaw do badań psychologów, antropologów, kulturoznawców itp.?
  24. Ano właśnie, według Ciebie. Za dużo między nami różnic krakusie (Ty lubisz bezpieczeństwo w nauce, ja chcę czasem trochę zaryzykować, Ty wolisz twardy fakt, dla mnie jest on bez znaczenia bez otoczki i interpretacji, Ty wszystkiego musisz dotknąć sam, ja nie lubię wyważać otwartych drzwi itd.). W związku z tym nie widzę sensu w dalszym ciągnięciu tej dyskusji, z której i tak nic poza stratą czasu nie wyniknie. Z wyrazami szacunku oraz życzeniami powodzenia w pracy naukowej (nawet jeśli różnimy się w podejściu do niej), Sebastian Pawlina.
  25. Euklidesie, łapanie szerszego obrazu (nie tła!) jakiegoś zjawiska, to jedna z najważniejszych szkół historycznych XX wieku. Szkoła Annales. W historii zawsze będzie wiele do odkrycia. I nigdy nie odkryjemy wszystkiego, bo zawsze coś nam umknie, coś będzie w danym momencie niewygodne, coś przegra z czymś innym. Problem w tym, że przy takim podejściu to my ciągle będziemy zajmować się tym, co nieodkryte, ciągle zajmować się będziemy twardą historią, odbierając sobie możliwość zrozumienia tej historii. A rola jednostek. Wręcz przeciwnie, "długie trwanie" pozwala lepiej dostrzec rolę jednostek. Pokazuje bowiem, na ile to co się dzieje jest efektem działań ludzi, w tym jednostek, a na ile stanowi relikt przeszłości, na który nie mamy de facto większego wpływu. Znakomity przykład. Irak po interwencji amerykańskiej. Na ile to co się tam działo było efektem działań USA i ich sojuszników, a na ile stanowiło kontynuację procesów istniejących w Iraku od dawien dawna. Bez zbadania tych procesów, i to w czasach najdalszych z możliwych, nie wyłapiemy źródeł wydarzeń z naszych czasów. Spór o to, czy zajmować się wydarzeniami czy zjawiskami, jest sporem o rolę historii. W pierwszym wypadku jest ona prowincjonalną nauką, która nikomu do niczego nie jest potrzebna. W drugim przypadku staje się sposobem na wyjaśnianie świata. Jako historyk z wykształcenia i z zawodu nie godzę się zwyczajnie na spychanie jej gdzieś tam na obrzeża tego co ważne.
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.