Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Albinos

Wysiedlanie Warszawy

Recommended Posts

Albinos   

Czytając dzisiaj zeznania jednego z lekarzy, który pod koniec Powstania pracował na Woli, zacząłem się zastanawiać, jak tak naprawdę wyglądało wysiedlanie mieszkańców Warszawy? Jak przebiegały poszczególne etapy tego procesu? Z czym było najwięcej problemów? Jak opisują to świadkowie, a jak dokumenty niemieckie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
ramedlaw   

Czytając dzisiaj zeznania jednego z lekarzy, który pod koniec Powstania pracował na Woli, zacząłem się zastanawiać, jak tak naprawdę wyglądało wysiedlanie mieszkańców Warszawy? Jak przebiegały poszczególne etapy tego procesu? Z czym było najwięcej problemów? Jak opisują to świadkowie, a jak dokumenty niemieckie?

Witam,

ten temat mnie również bardzo interesuje. W latach 1943-1944 mieszkałem z rodziną w Warszawie Śródmieściu Północnym na ul. Twardej przy ul. Mariańskiej w pobliżu Pl. Grzybowskiego. Wybuch Powstania zaskoczył moją Mamę na Bielanach, a ja wraz z Ojcem , siostrą i dalszą rodziną mieszkałem przez całe Powstanie do chwili ewakuacji ludności cywilnej /prawdopodobnie nastąpiło to w pierwszych dniach października 1944r./ Miałem wtedy ukończone 3 lata. Z opowiadania starszej o 5 lat siostry i rodziny wiem, że zachowały się niestety tylko wspomnienia. Po wojnie moja Mama odnalazła tylko w gruzach piwnicy, w której przebywaliśmy w ostatnich dniach, tylko kilka mało istotnych drobiazgów i kilka fotografii wykonanych w czasie wojny na Bielanach. Reszta rzeczy była spalona lub rozgrabiona. W sierpniu 1944r mój Ojciec został ciężko rany pociskiem "dum-dum" wystrzelonym przez niemieckiego snajpera podczas przechodzenia przez barykadę gdzieś na ul. Pańskiej /po karbid/. W związku z tym sam potrzebował opieki i pewnie trudno było w tych warunkach myśleć o zabraniu czegokolwiek poza środkami do przeżycia. W końcowym okresie Powstania brakowało już żywności i abyśmy mogli przetrwać dłużej część rodziny skorzystała we wrześniu z chwilowego zawieszenia broni i odeszła od nas wraz innymi chętnymi z ludności godząc się na wysiedlenie. Ludzie bali się wychodzić z piwnic ,a co dopiero wychodzić do niewoli niemieckiej. Dla naszej rodziny była to trudna decyzja gdyż dalszy los był nieznany ,a tutaj choć było niebezpiecznie byliśmy razem.

Jak wiem z opowiadania rodziny zarządzone przez Niemców obowiązkowe /pod groźbą śmierci / wysiedlenie mieszkańców odbywało się ustalonym przez Niemców szlakiem ulicami Warszawy na Wolę do Kościoła Św. Wojciecha, a stamtąd najprawdopodobniej pociągiem ze stacji Warszawa -Zach. do obozu przejściowego w Pruszkowie. Ze względu na stan zdrowia mojego Ojca i mój /zachorowałem na szkarlatynę/ byliśmy chyba inaczej potraktowani podczas selekcji /być może Ojciec miał zaświadczenie ze szpitala powstańczego na ul. Mariańskiej 1/ bowiem zostaliśmy ulokowani w pociągu jadącym do Generalnej Guberni i wywiezieni do Kielc. Tutaj spotkaliśmy się serdecznym przyjęciem przez mieszkańców /siostra pamięta nazwisko Celarz z ul Wesołej 9? -rodzina szewców u których przebywała i która się nią opiekowała/. Ja z Ojcem zostaliśmy ulokowani w szpitalu gdzie otrzymaliśmy pomoc lekarską . Pozostała rodzina ,która dotarła również do Kielc została ulokowana w różnych miejscach przy kieleckich rodzinach. W szpitalu ,jeszcze w 1944r odnalazła nas moja Mama ,zupełnie przypadkowo /pomogły też ogłoszenia "karteczkowe" na kapliczce przy pobliskim kościele/ w tym szpitalu i pracowała przez jakiś czas nie wiedząc o tym ,że ja z Ojcem leżeliśmy tutaj, tylko na innym piętrze. Wiosną 1945 r. Mama zabrała nas wszystkich do swojej rodziny w okolice Płocka gdzie w sierpniu tego roku umiera mój Ojciec/ /miał 43 lata/. Do Warszawy wróciliśmy wiosną 1951r.

Przeżycia moje i mojej rodziny po Powstaniu i przebieg wysiedlenia był podobny dla wielu rodzin tu

mieszkających . Zdaję sobie teraz sprawę ,że nam udało się wydostać z tego piekła i gdyby nie wczesna śmierć Ojca nie była by taka tragiczna jak dla wielu innych osób ,którzy zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych. Jeśli moje wspomnienia będą Panu pomocne ,będę bardzo szczęśliwy.

Interesują mnie też przebieg opuszczania Śródmieścia Północnego oraz losy innych wysiedlonych z Warszawy do Kielc.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Witam na forum, wizyta osoby która przeżyła to wszystko, jest szczególnie cenna. Mam nadzieję, że będzie Pan odwiedzał nas. Tymczasem pozwolę sobie zadać kilka pytań, odnieść się do paru spraw.

W końcowym okresie Powstania brakowało już żywności i abyśmy mogli przetrwać dłużej część rodziny skorzystała we wrześniu z chwilowego zawieszenia broni i odeszła od nas wraz innymi chętnymi z ludności godząc się na wysiedlenie. Ludzie bali się wychodzić z piwnic ,a co dopiero wychodzić do niewoli niemieckiej. Dla naszej rodziny była to trudna decyzja gdyż dalszy los był nieznany ,a tutaj choć było niebezpiecznie byliśmy razem.

Zacznijmy od tej żywności. Czy pamięta może Pan z opowiadań osób dorosłych wówczas, jak to wyglądało dokładnie w rejonie, w którym Pan mieszkał? Chociażby we wspomnieniach kpt. Wacława Zagórskiego "Lecha Grzybowskiego" można znaleźć informacje o całych grupach tragarzy, którzy przychodzi ze Śródmieścia Południe na Prostą po żywność. Czy Pańska rodzina również miała stamtąd jedzenie, czy może jednak były inne źródła. Interesuje mnie szczególnie już okres końca Powstania. Co do tego wyjścia. Zazwyczaj spotykałem się z samymi informacjami na temat tego, ile osób wyszło. Bez wgłębiania się w to, co ludzie, którzy takie decyzje podejmowali, czuli.

Jak wiem z opowiadania rodziny zarządzone przez Niemców obowiązkowe /pod groźbą śmierci / wysiedlenie mieszkańców odbywało się ustalonym przez Niemców szlakiem ulicami Warszawy na Wolę do Kościoła Św. Wojciecha, a stamtąd najprawdopodobniej pociągiem ze stacji Warszawa -Zach. do obozu przejściowego w Pruszkowie. Ze względu na stan zdrowia mojego Ojca i mój /zachorowałem na szkarlatynę/ byliśmy chyba inaczej potraktowani podczas selekcji /być może Ojciec miał zaświadczenie ze szpitala powstańczego na ul. Mariańskiej 1/ bowiem zostaliśmy ulokowani w pociągu jadącym do Generalnej Guberni i wywiezieni do Kielc.

Czy miał Pan styczność, czy to osobiście czy przez opowiadania chociażby rodziny, z ludźmi którzy temu zarządzeniu Niemców nie podporządkowali się i postanowili zostać w Warszawie? I kolejna sprawa. Jak rozumiem, nie trafił Pan z Ojcem do obozu w Pruszkowie, tylko od razu był ten pociąg i wywózka do Kielc, czy tak?

Jeśli moje wspomnienia będą Panu pomocne ,będę bardzo szczęśliwy.

Nie jestem nawet w stanie wyrazić mojego podziękowania dla Pana za te wspomnienia. Każdy taki zapis jest na wagę złota.

Interesują mnie też przebieg opuszczania Śródmieścia Północnego oraz losy innych wysiedlonych z Warszawy do Kielc.

To w takim razie postaram się jeszcze w tym tygodniu zamieścić w tym temacie fragmenty wspomnień ludzi, którzy byli wysiedlani właśnie z terenu Śródmieścia Północ i opisali przebieg tych wydarzeń. Co do losów wysiedlonych z Warszawy do Kielc, to również postaram się coś znaleźć, ale to będzie musiało poczekać jednak trochę dłużej.

Jeszcze raz serdecznie dziękuję za te wspomnienia. Jeśli znalazłby Pan jeszcze tutaj jakiś temat, w którym chciałby Pan podzielić się wspomnieniami, to gorąco zachęcam do tego. Każdy najmniejszy wpis przywitam z wielką radością.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moja rodzina zamieszkała we wsi Kabaty, bo tam właściciel domu w którym mieszkali do powstania, miał kuzynów. Podobno front przebiegał przez tą wieś, dziś - jedną z dzielnic Warszawy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Jako że opisy wysiedlania mieszkańców z terenu Śródmieścia Północnego i Południowego (plus Powiśle i Czerniaków, w Powstaniu funkcjonujące raczej jako osobne punktu oporu) są do siebie dość podobne, wrzucę je tutaj bez ograniczania się do samego Śródmieścia Płn.

Rano skierowano nas na Dworzec Zachodni przez ulice: plac Marszałka [Piłsudskiego], plac Żelaznej Bramy, Chłodną, Wolską, Bema.

W Pruszkowie zatrzymano nas niespełna godzinę, to jest do chwili załatwienia formalności - gdyż w tym okresie zwalniano duchownych i zakonnice.

5 września kolejką EKD przybyłyśmy do Milanówka.

Za: Życie w powstańczej Warszawie. Sierpień-wrzesień 1944. Relacje-dokumenty, oprac. E. Serwański, Warszawa 1965, s. 238.

15 września Niemcy (żandarmi) wypędzili nas z ulicy Wilanowskiej. Szedłem wraz z wysiedloną ludnością w grupie około 800 osób. Ciekawe, że żandarmi niemieccy odnosili się do naszej grupy w sposób poprawny. Niestety nie zawsze zdali egzamin nasi... W czasie postojów były wypadki rabowania szczątków domostw rodaków. Dziewczęta wdzięczyły się do żandarmów i zachowywały niepoważnie.

Prowadzono nas Solcem, Tamką, Krakowskim Przedmieściem, placem Marszałka [Piłsudskiego], placem Żelaznej Bramy, Chłodną, Wolską - do Dworca Zachodniego. Przy szpitalu Czerwonego krzyża zatrzymano nas (mongołowie) w celach rabunkowych. Przeżywaliśmy wtedy bardzo przykre chwile, bo był moment, gdy zdawało się, że prowadzą nas jednak grupkami poza mury w celu dokonania egzekucji - skończyło się jednak tylko na rabunku.

Drugi postów mieliśmy w kościele św. Stanisława na ulicy Wolskiej. Postój ten był krótki.

Z Dworca Zachodniego, przewieziono nas do Pruszkowa, do obozu. Tutaj, po wylegitymowaniu, duchownych zwolniono.

Za: tamże, s. 240-241.

6 [września] dowiedzieliśmy się, że nasza barykada na Pierackiego nie będzie broniona, wojsko wycofało się, a 7 [września] rano zajęli nasz teren bez walki Niemcy z oddziałów SS, pochodzenia węgierskiego, czeskiego. Kazali nam wyjść, a potem domy, które były zupełnie nieuszkodzone, podpalili rzucając granaty.

Z [...] przez Czerwonego Krzyża, Powiśle, Bednarską, plac Saski, plac Teatralny, Senatorską, kompletnie zniszczone, ognali nas do kościoła na Woli. Prowadzili nas SS-mani, którzy poza zabieraniem zegarków, papierośnic, zachowywali się przyzwoicie. Przed kościołem odłączono młodych mężczyzn; reszta odpoczywała w kościele, a stamtąd przeszliśmy na Dworzec Zachodni i około godziny 9.00 dojechaliśmy do Pruszkowa. Nasz transport wynosił 1500 [ludzi]. Byłam na hali nr 5 w tłoku, brudzie i kompletnej nieświadomości, co z nami będzie. Nie było wieczorem nic do jedzenia i nikogo, kto by dał nam jakieś informacje.

Przypadkowo oddaliliśmy się od wejścia i to nas uratowało od rozsegregowania i wywiezienia już o godzinie 8.00 rano.

Za: tamże, s. 265.

Wyszliśmy po południu ulicą Piusa [...], doszliśmy do Dworca Zachodniego i tam czekaliśmy długo na nasz pociąg. Tego dnia w nocy przyjechaliśmy do Pruszkowa. Resztę nocy przespaliśmy na przewróconej szafie i skrzyniach w wielkiej hali warsztatów kolejowych. Nie wszyscy jednak tak sprytnie ulokowali się - wielu musiało noc spędzić na walizce czy plecaku.

Dzięki znajomym Polakom z personelu lekarskiego udało się nam po kilku dniach wydostać z Pruszkowa.

Za: tamże, s. 282.

Miałem zamiar nie wychodzić z Warszawy. Potem mówiono, że Fischer nie zgodził się na te warunki. Ponieważ miałem rodzinę poza Warszawą, pozostawiłem drukarnię i 2 pracowników, których dobrze zaprowiantowałem. Może tam są jeszcze do dziś.

Wyszedłem 5 października. Żołnierze niemieccy byli już na mieście. Na Wilczej i Kruczej zatrzymywali idących i kazali rozbierać barykady. Udałem się na Dworzec Zachodni. Załadowali nas na pociąg do Ursusa, do obozu. Duża hala fabryczna bez słomy, dali nam kawy. Ja miałem koc i wódkę, więc na gołej ziemi nie zanadto zmarzłem. Potem do lekarza. Nazajutrz rano i 8.00 - w szeregi. Żandarmi przy wyjściu i komenda: "Młodzi na prawo, starzy na lewo!" Nie było żadnego sprawdzania dokumentów, tak na oko. Żandarm zachowywał się bardzo brutalnie: lżył, krzyczał, kopał ludzi podczas segregacji.

Pociąg miał 52 wagony otwarte; wepchnięto mężczyzn i kobiety razem, wrzucono nam bochenki chleba, ale nie wszędzie trafiły. Wyruszyliśmy o 1.30 w południe, nie wiadomo dokąd. Ja naturalnie ze starymi, bo mam przecież 60 lat.

Po drodze rzucaliśmy kartki. Niektórzy próbowali uciekać, ale strzelano do nich.

Za: tamże, s. 285-286.

28 września. Pracuję przy mieleniu pszenicy, dostaję mąki i robię dla siebie chleb. Dowiaduję się o ewakuacji Warszawy. Nastrój wszędzie coraz gorszy.

29. września. I znów rozterka: wyjść czy nie wyjść z Warszawy. Sąsiedzi z I piętra proszą, abym w ich imieniu poszła do prokuratora w sprawie siedzącego w żandarmerii ich znajomego.

Jemy pożegnalny obiad - bardzo suty. Szykujemy się wszyscy do drogi.

30 września. Od rana pakujemy się i szykujemy. Przychodzi do nas były aresztant z ulicy Mokotowskiej, dostaje jesionkę od jednego z naszych współlokatorów. Ogólne rozdawanie ubrań.

1 października. Przygotowujemy się do wyjścia, jednak rozmyślamy się. Jedna ze współlokatorek decyduje się już wyjść, żegnamy się z płaczem. Po sutym obiedzie, zapasów bowiem nikt nie żałuje, idziemy obejrzeć Warszawę. Straszny widok, widać kobiety kopiące groby, dalej ktoś gra skocznego walca,, na Kruczej ogólna sprzedaż na ulicy: perfumy, mydła, buty, masło, widać też ludzi niosących z działki cebulę. Idziemy wcześniej spać. W nocy słychać artylerię sowiecką.

2 października. I znów debaty, czy wyjść, czy jeszcze zostać. AK wychodzi z bronią w ręku. Odezwa Komendanta Bora z podziękowaniem do ludności i wezwaniem do wyjścia. Jest też odezwa Niemców, że komendanci domów i OPL mogą zostać. Po południu idziemy sprzedać rzeczy, za które dostajemy 500 zł; rozdzielamy je tytułem pożyczki między współlokatorów.

Deszcz leje. Niektórzy wracają z powrotem.

3 października. Znów zmiany: muszą wyjść wszyscy. Na podwórzu rozdają ciepłe chustki. Awantury, strzały. Wychodzimy wszyscy z naszego mieszkania. Gubimy się po drodze. RGO rozdaje chleb. Niemcy dają pomidory, pomagają iść starym, schorowanym. Widać kaleki, staruszki z walizami. Deszcz, ślisko. Dochodzimy - ciągle odpoczywając - do Dworca Zachodniego. Zewsząd ludzie obładowani bagażem, który jednak po drodze rzucają, lub zmniejszają go, bo siły maleją. Dostajemy się do towarowego pociągu i jedziemy do obozu w Ursusie.

Za: tamże, s. 301-302.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zainteresowanych tematem wysiedlania zachęcam do wizyty w Muzeum Dulag 121 w Pruszkowie

http://www.dulag121.pl/index.php

Jak na małą powierzchnię, która jest dostępna, to moim skromnym zdaniem jest urządzone bardzo "z głową" (są i multimedia, jest mała salka z projektorem), a jak donoszą dobrze poinformowane źródła - wszystko jest na dobrej drodze do tego, żeby się powiększyło.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moja rodzina zamieszkała we wsi Kabaty, bo tam właściciel domu w którym mieszkali do powstania, miał kuzynów. Podobno front przebiegał przez tą wieś, dziś - jedną z dzielnic Warszawy.

Ciekawy zbieg okoliczności. Bo moja rodzina także trafiła do wsi Kabaty. Chłop u którego zamieszkali nazywał się Mrówka, a było to już po powstaniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.