Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Albinos

Tadeusz Wiwatowski "Olszyna"

Recommended Posts

Albinos   

W ramach uzupełnień. Na stronie MPW udało mi się znaleźć informację, iż matką por. Wiwatowskiego była Adela Kirchner. Może to pomoże w dalszej identyfikacji stopnia pokrewieństwa:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Jakiś czas temu zastanawiałem się, z iloma osobami w oddziale "Olszyna" miał bezpośredni kontakt. Pytanie to wpisuje się w ogólny problem zasad konspiracji. Wystarczy przypomnieć, co pisali bracia Witkowscy [Kedywiacy, Warszawa 1973, s. 228]:

Naturalnie od czasu do czasu obijały się nam o uszy pseudonimy "Olszyna", "Stasinek" lub "Żbik", ale wówczas nie staraliśmy się dowiedzieć, co i kto kryje się za nimi, bowiem w owych czasach nadmiar tego rodzaju wiadomości w szczególnych sytuacjach nie wychodził na zdrowie.

Wiedzieć jak najmniej, a najlepiej tylko to, co jest niezbędnie konieczne do pracy w konspiracji w takiej a nie innej roli. Sam "Andrzej" Rybicki przyznawał, że jako szef KeDywu OW AK nie musiał, i nawet nie chciał znać miejsc, w których jego oddziały miały swoje skrytki/lokale konspiracyjne [J. R. Rybicki, Notatki szefa warszawskiego KeDywu, Warszawa 2003, s. 179]. Pisał także [tamże, s. 170]:

Każdy wiedział to, co do niego należy. Staraliśmy się, by każdy miał jak najmniej kontaktów, by ewentualna wsypa nie zatoczyła zbyt szerokich kręgów.

Teoretycznie powinno to dotyczyć również oficerów, którzy dowodzili poprzez grupkę najbliższych współpracowników. Tymczasem ostatnio natknąłem się na fragment wspomnień Stanisława Aronsona "Ryśka", szeregowego żołnierza Oddziału Dyspozycyjnego "A". Opisując historię z "Cyganem" vel "Edkiem Czarnym", mówił [P. Bukalska, S. Aronson, Rysiek z KeDywu. Niezwykłe losy Stanisława Aronsona, Kraków 2009, s. 107]:

Zdaje mi się, że Olszyna mówił, iż się nerwowo załamał i dostał urlop.

Trzeba przyznać, że jest to wypowiedź dość zaskakująca. Stanisław Aronson należał do grupy "Mokotów-Śródmieście", a dowódcą tego plutonu był ppor. Zdzisław Zajdler "Żbik". I teraz pytanie, czemu to "Olszyna" a nie "Żbik", przekazywał takie informacje temu oddziałowi? Ale już pomijając to, wiemy przecież, że "Olszyna" dowodził akcją z 30 sierpnia '43, w której swój chrzest bojowy przechodził właśnie "Rysiek". Jest to tym bardziej ciekawe, że przecież w sierpniu '43 T. Wiwatowski był jeszcze "jedynie" z-cą "Andrzeja" w OD "A". Każdy oddział miał swojego dowódcę. A to jednak on dostaje takie zadanie. Pomijam już dwie kolejne akcje kolejowe. Tak czy inaczej, w obu miał pod rozkazami odpowiednio 27 i 20 ludzi. Przynajmniej w tej pierwszej możemy obstawiać, ze były to dwa różne oddziały (na pewno grupa wolska). Tak więc można zaryzykować stwierdzenie, że "Olszyna" w zasadzie znał z widzenia każdego, kto służył w OD "A". Zwłaszcza, że to nie wszystko, co mogłoby na to wskazywać. Jak wspominał "Andrzej" [J. R. Rybicki, Notatki..., s. 179-180], podczas przygotowywania akcji dowódca oddziału (czyli od listopada '43 w przypadku OD "A" właśnie "Olszyna") musiał sam rozpoznać teren akcji, przygotować mapkę, porozmawiać z ludźmi. Oczywiście można jeszcze się tutaj zastanowić, czy nie chodziło tutaj raczej o dowódców niższego szczebla (czyli "Stasinka", "Żbika" i "Pika"). Tym niemniej, jest kolejny trop pozwalający sądzić, iż kontakty "Olszyny" były szalenie rozległe w oddziale. I to jest właśnie zastanawiające. Stwarzało to bowiem i dla samego "Olszyny" (nawet znając tylko jego pseudonim i wiedząc jak wygląda, Niemcy mogli złapać za nim jakiś trop) i dla całego oddziału niemałe ryzyko. Z drugiej strony taka sytuacja, żeby jednego człowieka obciążać taką wiedzą, wydaje mi się wyjątkowo mało prawdopodobna. Ale co poradzić, sam na razie nic lepszego nie wydumam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Udało mi się znaleźć kolejne dwie relacje opisujące "Olszynę" [obie w: Z dziejów podziemnego Uniwersytetu Warszawskiego, red. C. Wycech, Warszawa 1961]. Pierwsza, to zaledwie parę słów, jakie poświęcił swojemu asystentowi prof. Krzyżanowski. Dzięki niemu dowiadujemy się, że T. Wiwatowski pracę pod jego okiem zaczął w październiku '41, zaś informację o śmierci "Olszyny" otrzymał od Witolda Piekarskiego w połowie sierpnia, kiedy był na Brzozowej (zapewne w "domu profesorów"). Znacznie więcej, szalenie interesujących rzeczy, przekazała w swoich wspomnieniach Wanda Leopold, studentka m.in. właśnie "Olszyny". Ciekawa jest to lektura o tyle, że potwierdza słowa dra Rybickiego, który to nie ukrywał, iż jego podwładny nie znosił sprzeciwu a także potrafił być uszczypliwy [J. R. Rybicki, Notatki szefa Warszawskiego KeDywu, Warszawa 2003, s. 103]. Jako początkujący naukowiec i wykładowca do prowadzenia zajęć potrzebował karteczki z zanotowanym spisem zagadnień, które miał omówić. Nie raz nie dwa ucinał szybko pytania, jeśli widział, że może mieć problem z odpowiedzią. Studentom ciężko było złapać z nim jakiś cieplejszy kontakt. Można to jednak tłumaczyć ogromnym zaangażowaniem "Olszyny" w pracę konspiracyjną, pracę na UW (zarówno dydaktyczna jak i naukowa) oraz pracę w gimnazjum Sowińskiego. Wiecznie zalatany, z rozwianym włosem, przekrzywionym krawatem. W trakcie zajęć mówił szybko, chcąc ukryć swoją niepewność, nie wymawiał także "r". Potrafił irytować swoich studentów przesadną ambicją, chęcią dorównania takim osobowościom jak prof. Krzyżanowski czy też prof. Borowy, co z racji wieku było niemożliwe. Przy okazji nie przepadał za kobietami na studiach. Według Wandy Leopold specjalnie bardziej je męczył, cieszył się z ich niepowodzeń. Na egzaminach był szalenie wymagający i długo męczył zdających. Nawet do półtorej godziny (prof. Krzyżanowski kończył po pół godzinie). Jednak, jak wspominała Wanda Leopold [Z dziejów..., s. 170]:

Muszę mu jednak oddać sprawiedliwość, że gdy zmęczyliśmy się już bardzo oboje- pod koniec chodziliśmy zgodnie coraz szybszymi krokami po pokoju- skapitulował i z pasją postawił mi "bardzo dobrze".

Dowiadujemy się również, iż tytuł pracy magisterskiej Tadeusza Wiwatowskiego brzmiał: "Wyspiański- poeta śmierci". Brał także udział w dyskusji nad jedną z książek prof. Manfreda Kridla. Na koniec, autorka wspomnień w dość trafny sposób (choć jednocześnie bardzo smutny) podsumowuje los por. Wiwatowskiego [tamże, s. 171]:

Nie ma śladu jego grobu, nie ma śladu jego prac. Została jedynie pozycja na liście strat kultury polskiej.

Grób oczywiście jest, choć podejrzewam, że jedynie symboliczny. Tym niemniej niezmiernie dołująca jest świadomość, że po tak wspaniałym człowieku nie pozostało prawie nic. I tutaj jeszcze bardziej docenić można dziennik bojowy Kolegium "A", powstały z inicjatywy "Olszyny".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Jeszcze raz upewniłem się w przekonaniu, że najciekawsze rzeczy można zauważyć w najmniej oczekiwanym momencie. Przed chwilą przeglądałem sobie po raz kolejny artykuł Lesława Bartelskiego [Przebieg walk powstańczych [w:] ZBOWIDOWCY. Tradycje i zadania, red. M. Łomacki, J. Szulc-Łyskowa, Warszawa 1969, s. 216-233]. Otworzyłem na stronie [218], na której to znajdują się dwa zdjęcia. Pierwsze ma podpis Jeden z oddziałów specjalnych AK, drugie Oddział ppor. Sasinowskiego z batalionu "Sokół". Pod pierwszym kryje się ni mniej ni więcej, tylko ta fotografia: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/comm..._Kolegium_A.jpg

Co jest w niej niezwykłego. Ano to, że jest to prawdopodobnie obok zdjęcia maturalnego z '33 jedyne zdjęcie, na którym to widać "Olszynę". Pytanie, który z widocznych żołnierzy, to on. W szeregu go nie ma, przed szeregiem stoi "Stasinek". Są więc dwie możliwości. Pierwszy, albo drugi z prawej. Problem w tym, że zdjęcie które wrzuciłem, jest dość niewyraźne, zaciemnione w miejscu, które nas interesuje. Na szczęście wersja z artykułu L. Bartelskiego jest lepszej jakości. Prawy brzeg widać dokładniej. Zacząłem przyglądać się obu mężczyznom z nadzieją, że znajdę coś, co pozwoli, konfrontując fotografię ze zdjęciem z '33, zidentyfikować "Olszynę". Niestety, z twarzy nie da się nic odczytać. Zaczynam się przyglądać sylwetkom i staram się odnaleźć w pamięci ewentualne opisy, odnoszące się do wzrostu por. Wiwatowskiego. Nic z tego. Jak był ubrany w trakcie Powstania. Jeden ma na sobie Panterkę i oficerki, drugi mundur pancerniaka. Butów niestety nie potrafię ocenić. Może wojskowe, może normalne, cywilne. Za mało widać. Ale znowu nic z tego nie przydaje mi się. Chociaż skoro "Stasinek" ma na sobie Panterkę i oficerki, to czemu "Olszyna" też nie? W końcu mamy do czynienia z d-cą i jego z-cą. Ale to z lekka naciągane. Pierwszy z prawej coś trzyma. Jakiś pojemnik. Dalej nic. Czapki. Jeden (pierwszy z prawej) ewidentnie ma na głowie niemiecką czapkę wojskową. Drugi już nie. Bardziej przypomina normalną czapkę, jakich wówczas pewnie mnóstwo było w Warszawie. I tu przypominam sobie słowa dra Kaczyńskiego z wywiadu, który można znaleźć na stronie SPPW:

"Olszynę" rozpoznałem, bo obok niego leżała jego charakterystyczna czapka, jego cały ekwipunek był dosyć charakterystyczny.

Czy wśród grupy ludzi ubranych niemalże jednolicie, w niemieckie mundury, element ubioru cywila nie jest charakterystyczny? Ano jest. Widać, że na zdjęciu tylko Jan Bagiński "Socha" (drugi w szeregu od lewej) nie ma na głowie niemieckiej czapki. Reszta jak jeden mąż. Co prawda nic sobie za to obciąć nie dam, ale mogę chyba powiedzieć, że ze sporym prawdopodobieństwem, drugi od prawej na tymże zdjęciu (wykonanym 2.08 przed domem stojącym przy skrzyżowaniu Żytniej z Okopową), stoi por. Tadeusz Wiwatowski "Olszyna".

A teraz szczęśliwy mogę iść spać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Jeszcze na chwilę wracając do tej czapki. Kilka dni temu coś mnie trąciło, żeby sprawdzić zdjęcia uczniów gimnazjum Sowińskiego z okresu 20-lecia. I faktycznie. Czapki, które wówczas noszono w szkole, w znacznym stopniu przypominają mi tą, którą na głowie ma "Olszyna" (o ile to faktycznie on). Jest tylko jedna różnica, te na zdjęciach uczniów Sowińskiego mają dodatkowo z przodu wyraźne usztywnienie z czymś na kształt guzika. Można jednak przypuszczać, że po zakończeniu nauki w szkole T. Wiwatowski zostawił sobie czapkę a później odpruł to usztywnienie (wygląda ono bowiem na takie, które było doszywane). Jest to oczywiście daleko posunięte gdybanie z mojej strony, ale jakieś tam drobne podstawy chyba mam (tak mi się przynajmniej wydaje).

I jeszcze jedno. Ze znanych mi źródeł dt. "Olszyny", nie udało mi się dotrzeć tylko do tego:

Mikulski T., Epitafia, Wrocław 1947.

Ma ktoś może dostęp do tej pracy, tudzież wie, gdzie ją dostać (katalogi BUWowskie i BNki niestety mnie zawiodły)?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Wracając jeszcze na moment do tego, co zostało po Tadeuszu Wiwatowskim. Z tego co mi wiadomo, jedyne miejsce gdzie jego nazwisko zostało upamiętnione (poza, rzecz jasna, Murem Pamięci w MPW i grobem na Wojskowych Powązkach), jest tablica na północnej ścianie Gmachu Pomuzealnego na terenie campusu głównego UW (aktualnie Instytut Historyczny UW), upamiętniająca pracowników tajnego UW, którzy walcząc z okupantem ponieśli śmierć w latach 1939-45 (nazwisko "Olszyny" widnieje na prawej tablicy). Kilka zdjęć:

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/comm...toryczny_UW.jpg

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/comm...ryczny_UW_2.jpg

http://img52.imageshack.us/i/p1010010o.jpg/

http://img42.imageshack.us/i/p1010005vl.jpg/

http://img51.imageshack.us/i/p1010004z.jpg/

http://img64.imageshack.us/i/p1010002v.jpg/

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Jak się okazuje stwierdzenie, iż po "Olszynie" nie zostało nam za wiele, jest nie do końca prawdziwe. Oczywiście, śladów jego dzieł brak, mamy jedynie dziennik bojowy Kolegium "A", jednak trudno uznać to za przejaw wielkiego talentu T. Wiwatowskiego w dziedzinie literatury polskiej. Jest za to coś, co samym swoim istnieniem i tym, że służy kolejnym pokoleniom naszych polonistów, może stanowić swoisty pomnik pamięci d-cy OD "A". Chodzi o Korbutianum. A cóż to, można by spytać. W 1917 r. [tak S. Kieniewicz] w Towarzystwie Naukowym Warszawskim powstaje Gabinet Filologiczny. Jego założycielem i kierownikiem był sam Gabriel Korbut, jeden z najwybitniejszych znawców historii literatury polskiej w dziejach. Jego to zbiory stały się podstawą do stworzenia tegoż Gabinetu Filologicznego, z czasem nazwanego Korbutianum. Pracownia była przeznaczona głównie dla zaawansowanych badaczy literatury. Około 1930 r. dzienna frekwencja osób odwiedzających i korzystających ze zbiorów, wynosiła 10 osób. Do 1936 r. zbiory znajdowały się w gmachu Pałacu Staszica, niedaleko Uniwersytetu Warszawskiego. Ze względu na brak miejsca na nowe pozycje, postanowiono przenieść całość do Pałacu Potockich (naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego). Tam dostali, jak pisał prof. Krzyżanowski [Z dziejów podziemnego Uniwersytetu Warszawskiego, red. C. Wycech, Warszawa 1961, s. 116] "trzy ciemne pokoje". W trakcie przeprowadzki w wieku 73 lat zmarł Gabriel Korbut. Z ramienia TNW kontrolę nad Korbutianum przejął prof. Julian Krzyżanowski. Opiekę powierzył dwóm osobom. Pierwsza z nich, to pracownik Biblioteki Narodowej, zamordowany przez Niemców w trakcie okupacji, Zygmunt Mann. Druga, to właśnie Tadeusz Wiwatowski (choć to jego, jako pierwszego, profesor Krzyżanowski wymienia w swoich wspomnieniach). W 1938 r. zbiory liczyły blisko 4000 pozycji, 800 książek podręcznych i około 3000 odbitek. Wszystko to zostało zinwentaryzowane, skatalogowane i uporządkowane przez zespół, kierowany przez prof. Krzyżanowskiego, którego "Olszyna" był ważnym elementem. W trakcie okupacji odbywały się tam czasem zajęcia. Jeden z niewielu opisów temu poświęconych zostawił nam Tadeusz Borowski, po wojnie pracownik Korbutianum [Profesorowie i studenci]:

W Gabinecie Korbuta na Krakowskim Przedmieściu naówczas pełnym książek, a dziś świecącym wypalonymi murami, odbywały się wykłady z bibliografii. Profesor [mowa o Tadeuszu Mikulskim- A.] był bardzo młody i mówiąc rumienił się jak panna. Wyciągał dla nas inkunabuły średniowieczne, oprawne w obszyte skórą deski, objaśniał ówczesną technikę wyrobu papieru i proces tworzenia książki.

Seminarium było na parterze, a okno wychodziło na podwórze, z ulicy zaś nie docierał do sali żaden odgłos poprzez grube ściany starego pałacu. Toteż można było w tej sali pełnej starych książek i przesiąkniętej specyficznym zapachem biblioteki odpocząć zapomniawszy o ulicy, żandarmach i szpiclach, a także o domu, który był magazynem rozmaitych przedmiotów bardzo użytecznych w życiu konspiracyjnym.

Czy w podobnych warunkach swoje zajęcia prowadził Tadeusz Wiwatowski? Można jedyne gdybać. Zasady, takiej powszechnie przyjętej, dla prowadzenia tajnych kompletów, nie było. Co prawda większość wykładowców chodziło kolejno do swoich uczniów, z zajęć na zajęcia zmieniając lokal, ale zawsze były lokale wcześniej (tj. przed wojną) użytkowane do tych celów, można też było w swoich prywatnych domach przyjmować studentów, jak czynił prof. Krzyżanowski. Zajęcia prowadził bądź to w swojej willi, bądź też w mieszkaniu w domu profesorów na Brzozowej. Tadeusz Wiwatowski do wyboru, poza Korbutianum i mieszkaniami studentów, miał jeszcze swój lokal na Białobrzeskiej 39. Pytanie, czy aby na Wroniej 59, gdzie mieszkał przed wojną, nie prowadził zajęć? A może przekazał lokal na potrzeby TOW a później KeDywu OW AK? Wątek na pewno ciekawy, ale wydaje się być bez szans na rozwiązanie. Wracając jeszcze do Korbutianum. Z czasem zainteresował się nim komisarz biblioteczny, który zamknął a w końcu przeniósł zbiory na Rakowiecką. Straty całości wyniosły około 1/3. To co ocalało, trafiło wpierw na UW a potem do Pałacu Staszica (z powrotem), gdzie weszło w skład Biblioteki Instytutu Badań Literackich PAN.

Przypominam nieśmiało o mojej prośbie ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
widiowy7   

To ja mam pytanie. Tadeusz Wiwatowski musiał być oficerem rezerwy. Kiedy kończył podchorążówkę?

Wrzesień 1939?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Miło widzieć, że ktoś czyta ten temat:) Co do meritum. We wrześniu '39 nie bardzo miałby możliwość zakończyć szkolenie, bez względu na okoliczności. Kursy w MSPRA trwały tak mniej więcej do czerwca, wtedy przynajmniej datowane są awanse na tyt. plut. Tak czy inaczej, Tadeusz Wiwatowski kończył pierwszy kurs, czyli 1937/38. Awans na bombardiera 21 grudnia 1937, na tyt. kpr. 3 maja 1938 a na tyt. plut. 29 czerwca 1938 roku. W trakcie kursu, który z oceną "zdb" ("zupełnie dobra", wyżej tylko "bdb") ukończył na 9 lokacie na 78 (w jego grupie ocenę "bdb" otrzymało pierwszych siedmiu żołnierzy, T. Wiwatowski był drugi jeśli chodzi o "zdb", którą to ocenę otrzymało ogółem w jego baterii 19 pchor.), przydzielony był do 4. baterii szkolnej (każda bateria to około 70-80 żołnierzy, każdy kurs to cztery baterie). Zgodnie z Nr. Dz. Rozkazów 171/38 został odznaczony Odznaką Pamiątkową Szkoły nr 244.

Zastanawiająca w świetle tychże informacji jest sprawa jego pobytu w sanatorium w Zakopanem. Teoretycznie od października '37 powinien zaczynać piąty rok studiów. Zaczął je jednak dopiero w październiku roku następnego. Dotąd wydawało mi się, że w Zakopanem był w roku '38. Gdyby tak było, mógł tam ze względu na kurs w MSPRA przebywać jedynie od lipca do września, czyli trzy miesiące. Miesiące, które nie są wpisane w kalendarz akademicki. I tutaj pytanie, kiedy był w tym sanatorium?

Share this post


Link to post
Share on other sites
widiowy7   
Miło widzieć, że ktoś czyta ten temat:)

Czytam czytam, ale z powodu braku wiedzy się nie wypowiadam ;)

Kursy w MSPRA
M Szkoła Podchorążych Rezerwy Artylerii ? A to M na początku?

Na wiki jest zdanie "żołnierz kampanii wrześniowej ". Czy coś więcej wiadomo?

Dalej . Kto i kiedy nadał stopień oficerski Tadeuszowi Wiwatowskiemu?

Aha! Albinos już założył odpowiedni temat :

https://forum.historia.org.pl/index.php?sho...mp;#entry157255

Edited by widiowy7

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
M Szkoła Podchorążych Rezerwy Artylerii ? A to M na początku?

To "M" to od "Mazowiecka".

Na wiki jest zdanie "żołnierz kampanii wrześniowej ". Czy coś więcej wiadomo?

Poza tym, że walczył w 4. dac, był d-cą plutonu i dostał rzekomo VM V kl. nie wiem za wiele.

Dalej . Kto i kiedy nadał stopień oficerski Tadeuszowi Wiwatowskiemu?

Stopień ppor. został mu nadany zgodnie z rozkazem nr 81 z dn. 1 maja '43 roku. Z kolei do stopnia por. awansowano go pośmiertnie zgodnie z rozkazem nr 319 z '45. Co do pierwszego awansu, jak wrócę do domu sprawdzę kto podpisał dokument z awansem.

EDIT

Zgodnie z obietnicą. Dokument podpisał "Marek" (NN), szef sztabu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Jakiś czas temu pisałem coś takiego:

Grób oczywiście jest, choć podejrzewam, że jedynie symboliczny.

Jak się okazuje, moje przypuszczenie o jedynie symbolicznym grobie, było całkowicie niesłuszne. Udało mi się dotrzeć do fragmentu protokołu ekshumacyjnego sporządzonego w trakcie przenoszenia ciała "Olszyny", a który to protokół zamieścił w swojej pracy Robert Bielecki [Żołnierze Powstania Warszawskiego. T. III: Dokumenty z archiwum Polskiego Czerwonego Krzyża, Warszawa 1997, s. 285]:

36/AM, [Wiwatowski Tadeusz], ps. "Olszyna", [dow. plutonu Kedyw Kolegium "A", ur. 8.12.1914, poległ 11.9.1944], zabrany 5.4.1945 ze Stawek, pochowany na Powązkach Wojskowych [w kwaterze baonu "Miotła"].

Teraz warto byłoby dotrzeć do oryginału tegoż dokumentu. Co ciekawe, ze Stawek zabrano tego samego dnia także ciała ppor. Janusza Płachtowskiego "Janusza" [37/AM] i ppor. Jana Barszczewskiego "Janka" [34/AM, w protokole jedynie pseudonim]. Nie mogłem się doszukać natomiast informacji o "Witku", który miał zginąć wraz z poprzednią trójką.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Tadeusz Wiwatowski używał pięciu pseudonimów- "Olszyna", "Cietrzew", "Kamiński", "Tomaszewski" i "Paweł"- oraz trzech kryptonimów- "K", "U3" oraz "9". A nie od dzisiaj wiadomo, że pseudonimy nie raz nie dwa były świadomym wyborem ich posiadacza, który mógł kierować się różnymi przesłankami przy jego wymyślaniu. A to od postaci historycznej, którą dana osoba ceniła, a to przestawiając litery imiona i nazwiska, a to stanowiły element jakiegoś większego zbioru (tutaj d-ca wskazywał tenże zbiór), a to odnosiły się do cech wyglądu albo prawdziwych, albo odwrotnych do stanu faktycznego. Pisze o tym Stanisław Kania [Polska gwara konspiracyjno-partyzancka 1939-1945, Warszawa 1986, s. 162]:

Pseudonimy partyzanckie to istny kalejdoskop, ponieważ o wyborze takiego czy innego pseudonimu decydowało wiele czynników, a mianowicie: wykształcenie i pochodzenie społeczne partyzanta, chęć identyfikowania się z określoną postacią historyczną lub literacką, jego pomysłowość i poczucie humoru, a nierzadko zwykły przypadek.

Patrząc na pseudonimy T. Wiwatowskiego można wskazać 2-3 takie, które nie musiały być przypadkowo wybranymi. Jak już wspominałem, T. Wiwatowski swoją pracę doktorską poświęcił twórczości Elizy Orzeszkowej, dodatkowo już w '34 w radiu puszczono jego słuchowisko powstałe na bazie Nad Niemnem. Tutaj można szukać źródła pochodzenia tychże 2-3 pseudonimów, a mianowicie: "Olszyna", "Cietrzew" i "Kamiński". Ostatni na chwilę odłóżmy, zajmując się pierwszymi dwoma. Należą one do grup pseudonimów związanych ze światem roślinnym i zwierzęcym [tamże, s. 171]. A nie jest tajemnicą, z czego m.in. znane jest Nad Niemnem:

Zgodnie znowuż z tradycjami Pana Tadeusza powieść nadniemeńska w obrazach wręcz natchnionych sławi piękno przyrody, patronującej człowiekowi i jego trudom codziennym.

Za: J. Krzyżanowski, Dzieje literatury polskiej, Warszawa 1969, s. 383-384.

Orzeszkowa z pietyzmem odtwarzała obrazy wnętrz, ubiorów, gatunki roślin, widoki pól i lasów.

Za: G. Borkowska, Eliza Orzeszkowa [w:] Historia literatury i kultury polskiej. t. 2: Romantyzm. Pozytywizm, red. A. Skoczek, Warszawa 2007, s. 565.

Olszyna (czy tutaj raczej jako "olszynka") w Nad Niemnem pojawia się i to dość konkretnie, jako folwark należący do Kirłów [t. 2, s. 5]:

W Olszynce, za olchowym gajem, od którego zapewne folwark ten wziął swe nazwanie (...).

Nad Niemnem faktycznie rośnie olcha, olsza (tak szara jak i czarna). No i cietrzewie. Także i te ptaki można spotkać nad brzegami rzek, na bagnach. Więc wszystko się zgadza. Jest zainteresowanie T. Wiwatowskiego Nad Niemnem, jest w dziele olsza i (zapewne) cietrzewie. Tutaj więc można założyć, że te dwa pseudonimy wzięły się z twórczości Orzeszkowej. Wracając teraz do trzeciego pseudonimu, czyli "Kamiński". Czy można wiązać go z Nad Niemnem? Można, choć odnoszę wrażenie, że może to być wiązanie mocno naciągane. Pomysł napisania Nad Niemnem pojawił się w głowie Orzeszkowej najprawdopodobniej w połowie lat 80. XIX wieku, kiedy to spędzała lato w Miniewiczach u skuzynowanych z nią... Kamieńskich. Tadeusz Wiwatowski mógł o tym wiedzieć (nawet powinien) i zmienić lekko nazwisko. Ale to już trzeba naprawdę dużo dobrej woli, aby takie wyjaśnienie zaakceptować. W przeciwieństwie do dwóch pierwszych pseudonimów. W ich przypadku sprawa wydaje się stać na dość mocnych fundamentach. Pozostałe dwa pseudonimy, czyli "Paweł" i "Tomaszewski", są dla mnie absolutnie niewiadomego pochodzenia. Podobnie rzecz ma się z kryptonimami. O ile jeszcze "K" można wiązać z "Kamińskim", o tyle "U3" i "9" są trudne przy ocenie ewentualnego źródła. Choć można zastanowić się, na ile to "9" jest związane z "90", czyli kryptonimem, jakiego używał KeDyw KG AK.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

W biogramie umieszczonym na portalu pisałem trochę o stosunku "Olszyny" do Powstania. Teraz kilka cytatów:

Ale pamięta pan atmosferę ostatnich dni lipcowych, czy uważa pan, że Powstanie mogło nie wybuchnąć?

Naturalnie, ludzie są tacy, którzy twierdzą, że Powstanie, wybuchło spontanicznie. Dla mnie jest to absolutny absurd, byliśmy zdyscyplinowani, nasza grupa. Rozmawiałem z Sosabowskim, z Wiwatowskim, bo z nim spędziłem cały dzień, bo przygotowywaliśmy dzień przed Powstaniem robotę, nie doszło do niej. Mieliśmy mieć naznaczony wagon, gdzie były pistolety maszynowe, żeby zatrzymać pociąg i spróbować wyładować maszyny. To było bardzo ryzykowne i mało prawdopodobne, próbowaliśmy to zorganizować. Cały dzień łaziliśmy koło Zalesia, oglądaliśmy dworzec, pociągi. Rozmawiałem z nim cały dzień. Wiwatowski był docentem polonistyki na uniwersytecie, zastępcą Rybickiego. On, ja i "Stasinek" Sosabowski wiedzieliśmy, że my nie mamy szans.

Za: http://ahm.1944.pl/Stanislaw_Likiernik/14/slowa-kluczowe [dostęp na: 18.05.2010 r.]

Chcę odwiedzić swój oddział. Jest tylko część, bo część w akacji 5-6 (?) VIII. "Olszyna" ma właśnie odpoczynek. Rozmawiam z nim. Mówi o wyczynach oddziału. Przybity, bo jak słusznie twierdzi, powstanie albo udaje się w ciągu kilku dni, albo przy przewlekaniu pada i nie podnosi się.

Za: J. R. Rybicki, Notatki szefa warszawskiego KeDywu, Warszawa 2003, s. 107-108 [opisywane wydarzenie miało miejsce w dniu 4 sierpnia]

W.W.: Czy może Pan coś powiedzieć na temat ataku na Stawki w dniu 11 VIII, kiedy Pana oddział poniósł poważne straty. Na temat tego jak poważne to były straty, trwają dyskusje (od 8 do 50 zabitych - oczywiście nie tylko z oddziału Kolegium A). Czy zna Pan jakieś fakty dotyczące wysokości tych strat?

J.K.: W przeddzień tego ataku na Stawki siedziałem z "Olszyną" (Wiwatowskim) - dowódcą wówczas. Gawędziliśmy sobie. On był wówczas adiunktem na Uniwersytecie Warszawskim, na polonistyce. Rozmawialiśmy o bezsensie tego powstania właśnie.

Za: http://sppw1944.republika.pl/ [dostęp na: 18.05.2010 r.; rozmowa Wojciecha Włodarczyka z Jerzym Kaczyńskim "Bohdanem", lekarzem Kolegium "A" w trakcie Powstania]

W naszym oddziale Kedywu (Stasinek Sosabowski, Olszyna Wiwatowski) prognozy co do powstania były bardzo pesymistyczne. Wiedzieliśmy, że o ile sami jesteśmy nieźle uzbrojeni, o tyle pozostałe oddziały nie mają prawie nic (lekka broń nie nadawała się do walki z czołgami). Jeden granat na pięciu żołnierzy- z drugiej zaś strony Niemcy uzbrojeni po zęby.

Za: S. Likiernik, Diabelne szczęście czy palec boży?, Warszawa 1994, s. 110.

Jest to o tyle ciekawe, że podobny pogląd do "Olszyny" miało jeszcze kilku żołnierzy OD "A". Od "Andrzeja" poczynając, przez "Stasinka" i "Bohdana" aż po "Staszka" i "Ryśka". Ciekawe, na ile poglądy oddziału wynikały z wpływu na nich ich bezpośrednich dowódców.

Jeszcze na chwilę wracając do pseudonimów i kryptonimów. Znalazłem "U3". Samo "U" było oznaczeniem KeDywu OW AK od dnia 15 czerwca '44. Z kolei "3" było oznaczeniem porządkowym. I tak np. "U1" to był dr Rybicki, "U2" to Ludwik Witkowski (drugi z zastępców "Andrzeja" na stanowisku szefa KeDywu OW AK i zarazem d-ca OD "B"), "U4" Zofia Franio "Doktór", "Stasinek" miał "U7", "Lasso" to "U8" (co warte zauważenia, tego kryptonimu używała jeszcze jedna, nieznana z nazwiska osoba o pseudonimie "Cietrzew"- sic!) a Wanda Zalutyńska "Honoratka", łączniczka "Andrzeja", który poznał ją dzięki "Olszynie" (chociaż szef KeDywu OW AK nie wykluczył także udziału "Pika" w całej sprawie) to "U11".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Tym razem garść luźnych informacji i przemyśleń. W biogramie na stronach portalu umieszczona jest informacja o "specj. węgl." w wysokości 1200 zł, jaki to T. Wiwatowski miał otrzymywać w '44. Długo zastanawiałem się, co to mogło być. I jak się okazuje, chodzi tutaj o specjalny dodatek węglowy. Tylko teraz pytanie, na co był on przeznaczany (tak wiem, nazwa wskazuje na co, ale jakoś ciężko mi uwierzyć, że taką sumę wydawano na sam węgiel)?

Swego czasu na dws-ie zasugerowano mi, że biorąc pod uwagę wiek "Olszyny" w trakcie okupacji, można zakładać, iż dodatek rodzinny został mu przyznany ze względu na żonę. Wersja całkiem sensowna. Jest tylko kilka "ale". Brak jakichkolwiek wzmianek na jej temat u "Andrzeja", dla którego "Olszyna" był osobą bardzo bliską. Skoro szef KeDywuOW AK potrafił poświęcić kilka stron Krystynie Sosabowskiej, to identycznie powinno być z ewentualną małżonką jego zastępcy. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę to, iż "Olszyna" przestał ten dodatek otrzymywać w pewnym momencie a przed Powstaniem oddał obrączki swoich rodziców Leonowi Zubrzyckiemu "Lechowi", kiedy ten brał ślub. W takiej sytuacji możliwości są dwie. Albo rozstał się z żoną, albo też ona zmarła. Tak czy inaczej musiałoby to wpłynąć jakoś na "Olszynę". A tu nic, zero, brak jakiejkolwiek informacji. W takim razie na kogo ten dodatek był? Oczywiście można założyć, że przenosiny z Woli na Ochotę były związane z wkraczaniem przyszłego d-cy OD "A" na nową drogę życia. Wszak rejon Wroniej niedaleko Kercelaku (-a?) nie należał chyba do specjalnie komfortowych. Inaczej sprawa miała się z Białobrzeską.

W ewidencji KeDywu OW AK z dn. 27 lutego '44 i 3 maja '44, sporządzonej przez Waldemara Baczaka "Henryka", szefa grupy wywiadowczej KeDywu OW AK (swoją drogą fantastyczna postać, znał sześć języków: francuski, niemiecki, włoski, hiszpański, angielski i duński, a miał ledwie 22 lata), "Olszyna" wymieniany jest jako oficer informacyjny grupy "Andrzeja" (wówczas stosowano jeszcze taką nazwę oddziału). Na czym dokładnie polegała funkcja oficera informacyjnego?

Udało mi się (dzięki Jarpenowi) nawiązać kontakt z p. Hanną Rybicką. Nie ukrywam, że dużo sobie obiecuję po tym kontakcie w sprawie poznawania losów T. Wiwatowskiego. Jest to również świetna okazja do tego, aby uzyskać dostęp do byłych żołnierzy OD "A". No i w końcu dostałem odpowiedź od jednego z profesorów z III LO gen. Sowińskiego, który zajmuje się historią szkoły. Dzięki temu mam w końcu konkretną informację nt. umiejscowienia dokumentów szkoły sprzed '39 roku. Uzyskałem także wstępną wiadomość co do przebiegu kariery T. Wiwatowskiego w tej szkole. Na pewno uczył się tam już w roku szkolnym 1925/26. Był wówczas uczniem drugiej klasy gimnazjum. Jeśli nie chodził do szkoły od pierwszej klasy, to już mamy podstawę do tego, aby założyć, iż jego rodzina do Warszawy sprowadziła się dopiero w 1925 roku. I tu pytanie: czy siedzieli do tego czasu w Mińsku, czy też szukali domu gdzie indziej?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.