Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/

Rekomendowane odpowiedzi



widiowy7   

Poza tymi hasłami z lat pięćdziesiątych typu "Kobiety na traktory", to ja specjalnej różnicy nie zauważyłem. Kobieta pracowała, zajmowała się dziećmi, i do tego była kochanką.

Nic się nie zmieniło ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Pancerny   
Nic się nie zmieniło ;)

A kwiatek, paczka kawy i rajstopy na dzień kobiet od zakładu pracy.

Aha, nie było również bizneswoman.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Narya   

Zmieniło się w stosunku do II RP. Kobiety mogły pracować jak mężczyźni, tj. zajmować się "męską" pracą. ; )

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Pancerny   

Nie wiem ile w tym prawdy, ale bardzo często mówiono w moim otoczeniu, że żona Edwarda Gierka, Stanisława po zakupy i do fryzjera latała samolotem do Paryża.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Tomasz N   

Trafił mi się też „Notatnik agitatora górnika” z 1950 r. Jest w nim rozdział „Kobiety w przemyśle węglowym”. A w nim:

„Kobieta odgrywa coraz ważniejszą rolę w życiu politycznym, gospodarczym, a przede wszystkim społecznym państwa. Ustawodawstwo Polski Ludowej pozwoliło na właściwe rozwiązanie kwestii kobiecej i wyrównanie istniejących od wieków dysproporcji między obowiązkami kobiety, jej uprawnieniami, między jej możliwościami fizycznymi, a wynagrodzeniem za pracę zawodową.

W Polsce Ludowej spotykamy kobiety zajmujące wysokie nieraz stanowiska zarówno w przemyśle, jak i w administracji publicznej. Nie brak ich i w przemyśle węglowym, który zatrudnia ich 31 211 z czego 8597 w charakterze pracownic umysłowych i 22 624 pracownic fizycznych. Wkład ich pracy w górnictwie jest bardzo duży. (Wytłuszczenie oryginalne TN)

Zatrudnienie kobiet w przemyśle węglowym pozwoliło na przeniesienie znacznego odsetku mężczyzn do pracy produkcyjnej na dole.

I wyszło szydło z worka.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
FSO   

Witam;

kobieta w PRL-u była taką wdzięczną osobą dla propagandy - jakiejkolwiek - podobnie jak obecnie "Matka Polka katoliczka...". Wtedy szermowano hasłem o równouprawnieniu i że dbamy o kobiety - i czczono do bólu przwidywalnie Dzień Kobiet : bombonierka, kwiaty, przemówieia o doniosłej... Poza tym - zwkła orka i harówka na ugorze życia codziennego -czyli: na podobnych stanowiskach - niższe płace, w zasadzie [dość wyraźne] zaszufladkowanie kobiet jako średniego personelu w zakładach produkcyjnych, choćby i na kierowniczych stanowiskach, do tego etaty : pań sekretarek , nauczyciela, lekarza [ale takiego najniższego szczebla...].

Dość dobrą pokazową niemal rolę kobiety w PRL-u odegrala bodajże Irena Kwiatkowska w Czerdziestolatku - co to żadnej pracy się nie boi...

pozdr

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Kobiety miały mniej przestrzeni - mała kuchnia, nie większa łazienka, brak automatycznych pralek, moja babcia na tarze pucowała ubrania. Oczywiście - to nie czasy Marii Skłodowskiej, kiedy kobieta musiała walczyć o miejsce na uniwersytecie, ale było ... ciasno. :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
FSO   

Witam;

czytacz: patrząc na to skąd spora liczba ludności przyszła do miast, czyli ze wsi gdzie prąd był nie zawsze, asfalt jeszcze później, kanalizacji nie ma często i do dziś, a o centralnym podobnie jak o bieżącej zimnej czy ciepłej wodzie nie ma co mówić, można stwierdzić że był to awans. Tak naprawdę dopiero po iluś latach, kiedy jak się to nazywa "ludzie obrośli w piórka" zauważyli ciasnotę, braki i udręki. W początkowym zaś okresie awans był niesamowity.

pozdr

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ja całe życie mieszkałem w mieście - a mój rodzinny dom ( czytaj: mieszkanie) to trzy duże pokoje i przedpokój, że na rowerze dziecinnym mogłeś jezdzić, no oczywiście zagęszczenie też było niewąskie, ale zawsze ta świadomość, że są te trzy pokoje plus korytarz - dawała nam takie poczucie stabilności. Dopiero póżniej przeprowadziliśmy się do klitek gomułkowskich.

Z perspektywy ludzi ze wsi - rzeczywiście to był awans, jak w tym filmie ... "Awans".

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
FSO   

Witam;

czytacz: my patrzymy z perspektywy osoby mającej takie czy inne mieszkanie, przyzwyczajonej do tego że woda ciepła i zimna są w mieszkaniu, prąd, gaz, kanalizacja i tak dalej. Że wieś jest spokojna i wesoła, że praca na polu to ciągnik, brona a koń i wóz drabiniasty to swego rodzaju ciekawostka...

Ludzie którzy szli do miasta nie mieli 8 godzinnego dnia pracy, plus sobota robocza, nie mieli urlopu, za nich traktor nie orał, kombajn nie kosił i tak dalej. Oni to rękami własnymi. I tak dalej. Ludzie pamiętający jak było tuż po wojnie, tuż przed wojną - naprawdę cenili sobie zmianę stylu życia. Owszem bywało, że łezka w oku, że coś tam... ale. Mieszkanie z wygodami - to awans. Tym bardziej, że tzw. wielka płyta i jej poprzedniczka to okres od połowy lat 60-tych wcześniej budowano z cegły. Tradycyjnie.

Spójrz jak wyglądają domy budowane w większości za Gierka - domy na wsi, oczywiście - piętro plus poddasze, dwa piętra, kwadrat 10 x 10 m, dach kopertowy. Układ pokoi taki, że przestrzeń jest wykorzystywana tak sobie. Obecnie cała masa takich klocków stoi na wyższych piętrach pusta i nie bardzo jest co z tym zrobić.Młodzi ludzie już na początku 80 tych lat widzieli swój awans społeczny w mieście, poza pracą na roli, poza pracą w stajni, poza pracą która nie ma początku ani końca, poza pracą która nie pozwala na urlop...

pozdr

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Poza tymi hasłami z lat pięćdziesiątych typu "Kobiety na traktory", to ja specjalnej różnicy nie zauważyłem. Kobieta pracowała, zajmowała się dziećmi, i do tego była kochanką.

Nic się nie zmieniło ;)

Trochę się zmieniło i zmieniało.

Zupełnie inaczej widziano role społeczne kobiet do czasu odwilży, a inaczej później. Wystarczy spojrzeć jak scharakteryzowano hierarchię ról kobiety:

"Dzisiejsza kobieta przede wszystkim pracuje zawodowo. To jest jej duma i radość.

Po wtóre - uczy się. To jest jej potrzeba i nadzieja.

Po trzecie - jest społeczniczką. To jej dyktuje poczucie więzi z ludźmi.

Wreszcie jest kobietą - młodą dziewczyną, narzeczoną, żoną, czy matką.

Dla harmonijnej pełni życia musi te wszystkie obowiązki pogodzić".

/"Jak sobie radzę w pracy i domu", "Moda i Życie" 1949, nr 32/

Wystarczy zwrócić uwagę na to jak do pewnych zagadnień podchodzono w prasie kobiecej, o tyle to łatwe, że do 1956 r. istniały jedynie trzy tytuły prasowe skierowane bezpośrednio do kobiet.

"Przyjaciółka" - tygodnik ukazujący się od marca 1948 r., do lat sześćdziesiątych pod niepodzielnym panowaniem Anny Lanoty.

"Moda i Życie Praktyczne" - dekada, która w połowie 1949 r. zmieniła nazwę na "Moda i Życie", by w końcu stać "Kobietą i Życiem" (1953 r.).

"Kobieta Wiejska" - początkowo miesięcznik, potem dwutygodnik, wychodzący od 1947 r. do grudnia 1949 r. Początkowo wydawał ten tytuł samodzielnie Związek Samopomocy Chłopskiej, zaś od maja 1948 r. we współpracy z ligą Kobiet.

Jak winna się zmieniać w oczach władz funkcja kobiet, można zaobserwować badając podejście do kwestii rozwodów, antykoncepcji itp.

Do niemal połowy lat pięćdziesiątych postawa względem antykoncepcji była skrajnie negatywna. Władzy zależało na szybkim odtworzeniu populacji w kraju. Stąd odznaczanie Krzyżem Zasługi kobiet rodzących przynajmniej 10 dzieci, zaś w prasie kobiecej jako wzorce stawiano osoby pokroju Magdaleny Szymanowskiej z Pianowa, która urodziła 20 dzieci, czy Julia Sowińska, która miała "jedynie" 11 dzieci, za to łączyła swe obowiązki matki z pracą społeczną, pełniąc obowiązki sekretarki Koła Ligi Kobiet w Pilicy.

A teraz coś co może zaszokować naszych lewicowych aktywistów: do roku 1956 w prasie kobiecej nie ukazał się żaden artykuł poświęcony antykoncepcji.

Kiedy jednak władze stwierdziły, że przyrost naturalny jest zbyt wysoki, z jednej strony zmieniono przepisy (liberalizując je) dotyczące aborcji: ustawa o warunkach przerywania ciąży z 27 kwietnia 1956 r., z drugiej zaś strony w prasie kobiecej pojawił się szereg artykułów tyczących się antykoncepcji.

Tu zaś ujawnił się kolejny paradoks z życia w PRL-u... szczególnie polecano stosowanie tzw. kapturków, których w Polsce nie produkowano.

Małżeństwo starano się postrzegać całkiem inaczej, w nowej ideowej perspektywie. To co łączyć miało małżonków to już nie była sfera uczuciowa, zwracano większą uwagę na funkcje społeczne i polityczne. Stąd w "Przyjaciółce" (1949, nr 32) Stanisława Zawadzka pisała: "Wspólna praca i wspólne zainteresowania - to łączy najmocniej - bardziej od pięknych oczu i pustych flirtów".

Tymczasem w latach pięćdziesiątych na łamach tegoż samego tygodnika czytamy:

"Nie wolno młodej dziewczynie wychodzić za mąż bez miłości"

/"Między nami", "Przyjaciółka" 1955, nr 37/

Rozwód był nieakceptowany przez władze. Skoro na straży rodziny stała Polska Ludowa, rozwód choć akceptowalny w skrajnych warunkach, uważany był za ostateczność. Stąd "Moda i Życie" w odpowiedzi na żale czytelniczki mówiącej o mężu alkoholiku przepijającym całą wypłaty, kiedy to sama nie ma pieniędzy dla dzieci, pisze:

"Dopóki człowiek żyje zawsze jest nadzieja. Niech się Pani zdobędzie na tę ostatnią ofiarę, nie opuszcza męża..."

Za to w roku 1956 czytamy wyjaśnienia Ireny Krzywickiej:

"Trzymanie ludzi siłą przy sobie do niczego dobrego nie prowadzi i na tym stanowisku stoją sądy, udzielając skłóconym i nienawidzącym się małżonkom rozwodu".

/odpowiednio: "Na rozdrożu życia", "Moda i Życie" 1949, nr 26 i "O kryzysie w małżeństwie", "Kobieta i Życie" 1956, nr 3/

Z ciekawostek: w PRL-u też myślano o parytetach. Prezydium Rządu uchwalą nr 620/52 z 17 lipca 1952 r. zobowiązało ministrów i kierowników urzędów centralnych do wydania zarządzeń ustalających minimalny odsetek zatrudnienia kobiet w podległych im jednostek... oczywiście nic z tego w praktyce nie wyszło.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wtedy były kwitek na dzień kobiet, a teraz jest dzień zakochanych. To samo.

Edytowane przez czytacz1967

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×