Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Gnome

Wojna austriacko-pruska 1866

Recommended Posts

Tomasz N   

Adam1234 napisał:

Czyli jednak wycofujesz się ze stwierdzenia jakoby Moltkemu manewr koncentryczny wyszedł przez przypadek?

Nie przez przypadek, tylko w wyniku zimnej analizy rozwoju wypadków. Przecież napisałem wcześniej:

Ale nie oznacza też,że był to jedyny plan Moltkego. Raczej był on jednym z kilku wariantów w zależności od zachowania się Benedeka. Bo gdyby ruszył naprzeciw 1. Armii, z "operacji koncentrycznej" nici.

Czy ja tu piszę o przypadku ?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Dlaczego na Wiedeń ?

Jeżeli uruchomienie 2. Armii z Doliny Kłodzkiej po ruszeniu Benedeka na 1. Armię (i Armię Łaby) było nieefektywne, gdyż nie mogła ona zdążyć, możliwe były dwa działania wojsk pruskich:

1. Należało przekierować 1. Armię i Armię Łaby na północ w kierunku Łużyc, skierować tam 2. Armię i tam próbować przyjąć walną bitwę.

2. Należało zmusić Benedeka do zawrócenia spełniając jego najczarniejsze koszmary. Czyli ruszyć 2. Armią na Wiedeń Bramą Morawską. Co nie oznacza, że chcianoby do niego dotrzeć i go zdobyć. Ot taka próba nerwów na kilka dni. A 1. Armia i Armia Łaby w tym czasie spokojnie mogłyby iść dalej na wschód.

Stawiam na drugie, gdyż wprowadza u przeciwnika dodatkowo zamieszanie i przemęczenie wojsk. Pierwsze wygląda jak ucieczka.

Edited by Tomasz N

Share this post


Link to post
Share on other sites
adam1234   

I jakby ta 2. Armia maszerowała na ten Wiedeń to dwie pozostałe zostałyby wypchnięte z Czech przez Benedeka ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Adam1234 napisał:

I jakby ta 2. Armia maszerowała na ten Wiedeń to dwie pozostałe zostałyby wypchnięte z Czech przez Benedeka

Czym? Najpierw Benedek musiałby skoncentrować swe siły, co zajęłoby mu trochę czasu.

Twoim zdaniem te z Moraw też podciągnąłby na zachód?

Share this post


Link to post
Share on other sites
adam1234   
Czym? Najpierw Benedek musiałby skoncentrować swe siły, co zajęłoby mu trochę czasu.

Twoim zdaniem te z Moraw też podciągnąłby na zachód?

,

Nie wiem co zrobiłby Benedek - wiem co zrobiłbym ja, gdybym miał naprzeciw siebie słabsze dwie armia przeciwnika i gdyby trzecia armia ruszyła na moje tyły.

Te dwie armie, który byłyby przede mną wypchnąłbym z Czech samą przewaga liczebną - koncentracja wszystkich nie byłaby niezbędna. Po tym sukcesie trzecia pruska armia zostałaby odcięta od swoich podstaw zaopatrzenia.

Oczywiście wszystko zależy od szybkości działań zarówno moich sił, jak i przeciwnika. Niemniej nawet jeżeli upadnie Wiedeń to cały czas moje połączenia nie są przerwane. A za nim 2. Armia by do Wiednia domaszerowała to prawdopodbnie pozostałe dwie byłyby już w Brandenburgii i Saksonii, tym samym więc 2. Armia nie miałaby żadnej wartości bojowej.

Co innego gdyby zignorowała Wiedeń i odcięła moje połączenie, gdy ja bym się przygotoywała do skoku na Armię Łaby i 1. Armię. To byłoby jedyne logiczne rozwiązanie problemu przez Prusaków. Marsz na Wiedeń mijał się z celem ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Ja gdybam, Ty gdybasz. I wyraźnie napisałem, że nie chcę zdobywać Wiednia, tylko stworzyć złudzenie takiego zamiaru.

Poza tym te rozważania tyczą połowy czerwca 1866, kiedy Prusy miały swobodę użycia zarówno 2. jak i 1. Armii i mogły ich użyć na obu końcach Sudetów.

Bo Benedek koncentrował się nie pod Sadową tylko w rejonie Brno Ołomuniec. Jak Moltke przewidział, że akurat przesunie się stamtąd pod Sadowę, by wyszedł mu ten koncentryczny domarsz do bitwy, ja nie wiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites
adam1234   
Ja gdybam, Ty gdybasz. I wyraźnie napisałem, że nie chcę zdobywać Wiednia, tylko stworzyć złudzenie takiego zamiaru.

Jeżeli więc Bendek byłby mądrym wodzem, to po prostu, mówiąc kolokwialnie, olałby ruch 2. Armii i ruszył na północ.

Poza tym te rozważania tyczą połowy czerwca 1866, kiedy Prusy miały swobodę użycia zarówno 2. jak i 1. Armii i mogły ich użyć na obu końcach Sudetów.

Wedle Twojej teorii ta swoboda działania by zanikła.

Bo Benedek koncentrował się nie pod Sadową tylko w rejonie Brno Ołomuniec. Jak Moltke przewidział, że akurat przesunie się stamtąd pod Sadowę, by wyszedł mu ten koncentryczny domarsz do bitwy, ja nie wiem.

Właśnie dlatego jest przyrównywany do Napoleona.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Kłopot w tym, że Moltke nie na to liczył, a raczej na dalszą bezczynność Benedeka. Po prostu on chciał skoncentrować trzy armie przed bitwą w rejonie Jiczyna, a następnie pójść na wschód. Wyjście do przodu Benedeka spowodowało, że taka koncentracja była niemożliwa i stąd decyzja o koncentracji podczas bitwy, za którą przeszedł do historii.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Bełkot   
Zacznę od innej beczki... Zwróciliście uwagę, że bitwa pod Trutnovem (27 VI 1866) jest uważana za austriackie zwycięstwo, pomimo faktu, że Austriacy mieli ponad trzykrotnie wyższe straty niż Prusacy?

No wiesz, Gablenz miał zadanie nie wpuścić Bonina do Czech i zadanie jakby nie patrzeć wykonał. Że przy współudziale przeciwnika i wielkich stratach własnych? Bywa.

(...)Oprócz wspomnianej batalii pod Trutnovem m.in. jeszcze pod Czeską Skalicą w dniu 28 VI. Była to kolejna masakra Austriaków, którzy stracili ponad 5500 ludzi, w tym ponad 200 oficerów, podczas gdy Prusacy zaledwie 62 oficerów, 1300 podoficerów i szeregowców.

OIDP to było pierwsze z dzieł generała Steinmetza. Stosunkowo najbardziej udane. Austriacy popełnili błąd opierając plecy swojej pozycji o rzekę.

Pamiętajmy, że oprócz frontu prusko-austriackiego był jeszcze austriacko-włoski. Włosi jak to Włosi, zgodnie z dewizą, że Pan Bóg stworzył ich po to, by Austria też mogła wygrywać, przegrali bitwę pod Custozzą (24 czerwca), pomimo liczebnej przewagi (120 tysięcy Włochów vs. 80 tysięcy Austriaków).

Tradycyjnie nie róbmy z nich takich ostatnich.

Świeżość instalacji Risorgimento bardzo niekorzystnie odbijała się na spójności sił zbrojnych, a cierpiały na tym wszystkie szczeble dowodzenia. Austriacy na południu teoretycznie byli bez szans, przebijani 3 czy 4 do 1 w sile liczebnej. Niestety polityka wewnętrzna wyniosła na stanowiska dowódcze na północy dwóch wzajemnie nie znoszących się panów - La Marmorę i Cialdiniego (jakby ich umiarkowane umiejętności wojskowe nie były wystarczającym problemem). W rezultacie mający dobre rozeznanie w sytuacji arcyksiążę Albrecht znakomicie to rozegrał, koncentrując się jedynie przeciwko La Marmorze (bo tylko on ruszył zgodnie z rozkazem na Weronę).

Na nic zdała się także przewaga liczebna, bo Włosi zostali zaskoczeni przez przeciwnika w okolicach Custozy (choć nauczeni doświadczeniem powinni zachować w tych okolicach ostrożność) podczas przeprawy przez Mincio. Mając więc przewagę 120:80 zostali zmuszeni do przyjęcia bitwy przeprawiwszy przez Mincio ledwie połowę swoich sił - mieli więc przewagę 65:80.

Ale nadal nie byli bez szans, bo arcyksiążę, spodziewając się widać całej armii La Marmory, przyjął głębokie ugrupowanie - a więc wąskie. Osłonę prawego skrzydła opartą o Mincio złożył sobie z batalionów fortecznych, a lewego z rezerwy kawalerii. W wyniku splotu nieprzewidzianych okoliczności dwie włoskie dywizje obchodzące jego lewe skrzydło zostały przez tę kawalerię zatrzymane - czy raczej zatrzymały się, rozwalając kawalerię, a następnie czekając na postępujący za nią atak piechoty (który nie nastąpił bo go, cóż, nie było). Ta zwłoka pozwoliła Austriakom odepchnąć włoskie lewe skrzydło i zatrzymać (dużym kosztem) natarcie w centrum. Z powodu chaosu na tyłach (masowo spanikowane podwody) La Marmora był załatwiony (żadnych rezerw ani szans na ich przerzucenie) i zarządził odwrót.

Jak to pisał Majewski, Pechowe jakieś wojsko.

Czyżby chodziło Ci o dwóch dowódców korpusów, hrabiego von Thun i hrabiego von Festetics? Wydali oni swym oddziałom rozkaz opuszczenia mocnej pozycji na łańcuchu wzgórz i uderzenia na wspomnianą przeze mnie pruską 7 Dywizję Piechoty. W ten sposób wysunęli się na kilometr przed linię austriacką, odsłaniając flankę, którą mieli chronić. Prusacy błyskawicznie zorientowali się, że powstała luka i oczywiście w nią uderzyli. Rezultat łatwy do przewidzenia

Nie żeby austriackie poczynania na lewym skrzydle 1 Armii jakoś wionęły sensowną myślą taktyczną, ale chyba trochę ich przeceniasz - od północy Benedek kazał sobie zrobić redutę, ale obsadził ją już na moje oko zbyt szczupło, żeby w obliczu nadciągającej 2 Armii miało to większe znaczenie. Prusacy tak czy owak przełamaliby się prosto na tyły Benedeka. Zeszło by im nieco dłużej, ale na pewno by się udało (OIDP 2 Armia była silniejsza od 1 Armii). A daleko na południu, na swoim lewym skrzydle Benedek też miał problemy i też lada moment zacząłby być obchodzony. Co mógłby ugrać to pewnie odwrót nieco bardziej uporządkowany - ale ile takich odwrotów ta armia mogła jeszcze wytrzymać? Po kolejnym laniu od połączonych sił pruskich morale przemieniłoby tych żołnierzy w cywili.

Edited by Bełkot

Share this post


Link to post
Share on other sites
Leuthen   
No wiesz, Gablenz miał zadanie nie wpuścić Bonina do Czech i zadanie jakby nie patrzeć wykonał. Że przy współudziale przeciwnika i wielkich stratach własnych? Bywa.

Czyli coś podobnego jak to bywa często w historii - strategiczne zwycięstwo i taktyczna klęska. "Pyrrusowe zwycięstwo" - jak to ładnie wymyślili Rzymianie, by sobie osłodzić gorycz porażek ;)

Co do Czeskiej Skalicy - swego czasu przeglądałem monografię pruskiego 7 Pułku Grenadierów, ponieważ jednostka ta stacjonowała w Legnicy (skąd również pochodzi moja dziewczyna :) ) ,a na forum IOH ktoś się o nią dopytywał. Był tam m.in. fragment o w/w bitwie. Straty pułk miał wg mnie bardzo dużo (zanotowałem je sobie, ale gdzie mam tą kartkę? ;) ) - ok. 400-600 ludzi (tj. ok. 1/3, a nawet 1/2 strat pruskich w tejże bitwie). Widać nazwa "Grenadierów" zobowiązuje, a elitę rzuca się do najtrudniejszych zadań...

Zapomniałem o jeszcze jednej ważnej "bitwie granicznej" - pod Nachodem.

Dzięki za obszerne naświetlenie sytuacji pod Custozzą - lubię się dowiadywać nowych rzeczy :)

Chyba jeszcze nie było mowy w tym wątku o pamiątkach opisanej wojny. Do takich należą niewątpliwie pomniki – zarówno te w Czechach, upamiętniające bitwy, jak i te na Dolnym Śląsku, upamiętniające pochodzących z danej miejscowości, a poległych w Czechach żołnierzy oraz zmarłych w dolnośląskich lazaretach (zarówno pruskich, jak i austriackich). Pomników na Dolnym Śląsku ocalało bardzo niewiele. Ja widziałem (osobiście lub na zdjęciach) w Kamiennej Górze, Dzierżoniowie, Sokołowcu (w zasadzie resztki), Świdnicy i Ząbkowicach Śląskich.

Warto też zaznaczyć, że choć działania militarne nie dotknęły bezpośrednio Dolnego Śląska (poza przemarszem wojsk pruskich i istnieniem lazaretów), to jednak ich konsekwencją była ostatnia wielka epidemia cholery na tym terenie (przywleczona bodajże przez rannych).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam! A co z działaniami marynarki? Nie znam szczegółów, ale kiedy przerabiałem tematy wojny japońsko-rosyjskiej na morzu to znalazłem w jednej książce odwołania do wojny prusko-austriackiej, gdzie porównywano sposoby walki na morzu. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, doszło do pewnych starć na morzu. Wydaje mi się ,że podczas jednej z bitew miała miejsce próba taranowania, zresztą nawet udana. Poprawcie mnie jeśli się mylę! Pozdrawiam!

Ciekaw jestem komu przypadnie przyjemność napisania 700 postu? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Leuthen   
Co do Czeskiej Skalicy - swego czasu przeglądałem monografię pruskiego 7 Pułku Grenadierów, ponieważ jednostka ta stacjonowała w Legnicy (skąd również pochodzi moja dziewczyna ;) ) ,a na forum IOH ktoś się o nią dopytywał. Był tam m.in. fragment o w/w bitwie. Straty pułk miał wg mnie bardzo dużo (zanotowałem je sobie, ale gdzie mam tą kartkę? :) ) - ok. 400-600 ludzi (tj. ok. 1/3, a nawet 1/2 strat pruskich w tejże bitwie). Widać nazwa "Grenadierów" zobowiązuje, a elitę rzuca się do najtrudniejszych zadań...

Znalazłem tą kartkę ;)

F.W. Paetzold, Geschichte der Grenadier-Regiments König Wilhelm I. (2.Westpreußisches) Nr.7 "Königs-Grenadier-Regiment", s. 46-47. Dzień pod Czeską Skalicą kosztował pułk 22 oficerów i 463 ludzi. Grażyna Humeńczuk, autorka wydanej w 2000 r. publikacji poświęconej legnickim pomnikom sprzed II wojny światowej, pisze w niej, że wszyscy w/w to polegli, ale ja uważam, że to całość strat - zabici i ranni. Skoro bowiem Prusacy stracili w bitwie 62 oficerów i 1300 podoficerów i szeregowców, to 100% tych strat musieliby ponieść legniccy grenadierzy (rannych jest zawsze 2-3 razy więcej niż poległych). Faktem jest, że o godzinie 14.00 na pole bitwy nadciągnęły główne siły pruskiego V Korpusu. Zapewne do tego czasu ciężar walk spoczywał w dużej mierze na 7 Pułku Grenadierów i dlatego też poniósł on tak wysokie straty.

Nawiasem mówiąc, od tej pory w garnizonowym mieście pułku - Legnicy - uroczyście obchodzono co roku dzień 28 czerwca, a pułk wystawił swym poległym pomnik pod Czeską Skalicą, natomiast w samej Legnicy w koszarach pułku (zbudowanych w latach 1874-1882) były 4 tablice pamiątkowe ku czci poległych w wojnach (od powstania pułku w 1797 r.) z 1 batalionu, zaś na strzelnicy pułku - pomnik ku czci żołnierzy z 2 batalionu tegoż pułku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Leuthenie!

Racja jest oczywiście po Twojej stronie, a nie pani Grażyny. W bitwie pod Czeskimi Skalicami 7 królewski pułk grenadierów utracił poległych 6 oficerów i 92 żołnierzy, rannych 17 oficerów i 336 żołnierzy, 5 żołnierzy uznano za zaginionych. Gros ubytków przypadło na 2 batalion, który postradał 14 oficerów i 292 żołnierzy. Słusznie wnioskujesz, iż regiment ów był w walce od samego jej początku, wszak stanowił on wraz ze wsławionymi pod Náchodem jednostkami rekrutowanymi w Wielkopolsce – 37 pułk fizylierów (niech nikogo nie zmyli jego oficjalna nazwa „westfalski”) i 58 pułk piechoty (wg innej nomenklatury 3 poznański pułk piechoty) – straż przednią korpusu Steinmetza. Straty przeze mnie podane wynikały zarówno ze skutecznego ognia armatniego i karabinowego strony rakuskiej (choćby ukryci za nasypem kolejowym żołnierze 77 galicyjskiego pułku piechoty z Sambora, oni święto pułkowe również mieli 28 czerwca), jak też z zaciętych walk na bagnety. Grenadierzy pułkownika Wilhelma von Voigts-Rhetza tym samym spłacali dług krwi, jaki mieli w stosunku do pozostałych chłopców ze straży przedniej. Dług ów dotyczył stoczonej dzień wcześniej bitwy pod Náchodem (Wysokowem wg piśmiennictwa austriackiego), w której pułk imienia samego Wilhelma I pełnił rolę rezerwy. Królewscy grenadierzy ponieśli w niej stosunkowo skromne straty od ognia cesarskiej artylerii. 27 czerwca zginęło w szeregach jednostki 2 oficerów i 22 żołnierzy, rannych zostało 2 oficerów i 59 żołnierzy.

Czy straty 7 regimentu w początkowych bojach wojny siedmiotygodniowej należy uznać za „bardzo duże”? Określenie ujęte w cudzysłów padło w Twoim poście. Wobec tego przywołam liczby dla debiutu owych grenadierów w konflikcie francuskim roku 1870. Znów mamy dwie bitwy stoczone jedna po drugiej. Myślę tutaj o Wissembourgu (4 sierpnia) i Wörth (w piśmiennictwie nadsekwańskim Froeschwiller). W pierwszej z nich grenadierom przypadło zadanie zdobycia uporczywie bronionego przez wroga wzgórza Geissberg. W walkach o nie zginęło 10 oficerów i 80 żołnierzy, rannych zostało 13 oficerów i 249 żołnierzy z królewskiego pułku. Największe ubytki spotkały 3 batalion, o którym nie pisałeś w swoich postach. Baon majora von Kaisenberga utracił 17 oficerów i 291 żołnierzy. Sam dowódca pododdziału, odznaczony za Skalice najwyższym laurem w postaci orderu Pour le Mérite, padł przeszyty trzema kulami, gdy dzierżył w dłoni znak bojowy baonu. Chorągiew tę zatknął na szczycie dopiero sierżant Förster, piąty z kolei w owym dniu nosiciel sztandaru. Dotarł on tam z ułamkiem drzewca, dwukrotnie łamanego przez francuskie pociski. Po bitwie płachtę chorągwi ucałował wdzięczny wódz III armii sprzymierzonej, sam pruski Kronprinz. Był to hołd zarówno dla prostych szeregowców, jak też dla wysoko urodzonych oficerów. Wspomniałeś elitarny charakter jednostki, więc przypomnę parę nazwisk, które krwawo wpisały się wówczas w historię pułku. Oprócz von Kaisenberga ciężko ranni zostali także dowódcy pozostałych baonów: plebejusz major Schaumann i arystokrata major von Unruh (z rodziny naszego wiceadmirała Józefa Unruga). Podobnie było z poległymi kapitanami: plebejuszem Broetzem i szlachcicem von Beyerem. Wśród zabitych oficerów widzimy podporucznika von Tschirschky’ego ze starej śląskiej i katolickiej rodziny. Pośród rannych odnajdujemy podporucznika barona von Kirchbacha, z najbliższej rodziny dowódcy V korpusu. Sam ów dowódca, gen. Hugo Ewald von Kirchbach, rodem ze Środy Śląskiej, u stóp Geissbergu otrzymał groźny postrzał z ręki francuskiego snajpera. Wszystko to w bitwie trzech niemieckich korpusów z zaledwie jedną francuską dywizją, której wódz, gen. Abel Douay, poległ na wyżej wzmiankowanym wzgórzu

Pod Wörth baonami 7 pułku komenderować musieli kapitanowie: von Kracht, Laacke i von dem Mülbe. Straty tam poniesione przerosły Wissembourg, wszak wyniosły łącznie ponad 500 ludzi dla wszystkich batalionów. Siódmy i tak miał szczęście, bo oszczędzano go po Wissembourgu. Ówczesny komendant regimentu, płk von Köthen, mógł uważać się za szczęściarza, że 6 sierpnia nie podzielił losu innych dowódców pułków V korpusu – poległego von Burghoffa (47 pułk piechoty) oraz rannych: von Stoscha (46 pułk piechoty), Flöckhera (6 pułk grenadierów), Michelmanna (50 pułk piechoty) i Eyla (59 pułk piechoty). Po bitwie chłopcy z Siódemki przyjęli gratulacje od wizytującego ich Kronprinza. Przed frontem grenadierów witał księcia sam von Voigts-Rhetz, pod Skalicami komendant regimentu, a w roku 1870 wódz brygady, do której jednostka von Köthena przynależała.

Napisałeś Leuthenie o „bardzo dużych” stratach 7 pułku pod Skalicami. Pokazałem, że w wojnie francuskiej regiment ten ponosił straty dużo wyższe. Śmierć każdego człowieka to osobna tragedia, ale statystyki jednostek walczących z Prusakami przedstawiają obraz prawdziwej zgrozy. Pod Náchodem rekordzistą okazał się rekrutowany na Sądecczyźnie i Podhalu 20 galicyjski pułk piechoty. Właścicielem regimentu był o ironio pruski Kronprinz, wódz wrogiej armii w owej bitwie. Parę lat przed wojną wyróżniający się podoficerowie z Nowego Sącza, Jan Migacz i Jan Szuba, otrzymali wysokie odznaczenia z rąk samego Wilhelma I. Pod Wysokowem ich pułk stanął oko w oko z królewskim synem. Po walce książę odbył rozmowę z jeńcami z galicyjskiego oddziału. Pomógł mu w tym jeden z Wielkopolan, który tłumaczył dla obu stron. W wiele lat później, wizytując Jarocin, Fryderyk Wilhelm surowo napomniał niemieckich rajców owego miasta, nie znających mowy Polaków: „Sądzę, że każdy urzędnik w tym kraju powinien mówić po polsku”. Być może teraz już wielu z Was wie, dlaczego Otto von Bismarck tak nie znosił królewicza. Królewicz ów w gmachu jarocińskiego ratusza swymi słowami składał hołd tym synom naszego narodu, którzy tak mężnie walczyli pod jego komendą w dobie Einigungskriege. Jeśli zajrzycie do zapisków fryderycjańskich, to pod datą 1 września 1870 roku zobaczycie słowa przypisujące sedańską wiktorię w pierwszym rzędzie „energii i niezłomnej odwadze dzielnego V korpusu”, korpusu nasyconego pułkami z Poznańskiego. Nazajutrz wieczorem, gdy Napoleon III złożył już swą szpadę w dłonie Wilhelma I, przed kwaterą pruskiego Kronprinza rozległy się dźwięki wygrywane przez orkiestrę 58 regimentu piechoty, wielkopolskiego zbiorowego bohatera wszystkich kampanii Fryca (kapele V korpusu pod Wörth obok „Hohenfriedberger Marsch” i „Heil dir im Siegerkranz” grały także „Mazurka Dąbrowskiego”).

Historia ta miała jednak i drugą stronę medalu, wyrażoną w skromnej mogile Staszka Korońskiego, który poległ na skraju náchodskiego lasu Branka w walce z rodakami spod habsburskiego sztandaru. W przeddzień bitwy z 27 czerwca roku 1866 nominowany potem do literackiej Nagrody Nobla młodziutki Alois Jirásek spotkał naszego Staszka, który martwił się tym, że tylu Polaków na drugi dzień zginie w walce o obcą dla siebie sprawę. Pośród nich znalazł się i on sam – o 15.30 wskazówki jego zegarka zatrzymały się, gdy wytoczona morderczym pociskiem polska krew zalała mechanizm czasomierza. Jego wielkopolscy rodacy w 4 lata później, tuż po sedańskiej wiktorii, będą maltretowani przez niemiecką tłuszczę, że wspomnę tylko brutalną napaść na polski sierociniec, w którym pozostały zaledwie dwie zakonne opiekunki, bo reszta pracowała już na froncie. W historię tę wpisali się wspomniani Sądecczanie, przypuszczalni zabójcy Staszka. Ich rodziny dokładnie tydzień przed wysokowską batalią spotkało nieszczęście gradobicia, które spustoszyło małopolskie zasiewy, a w samym Nowym Sączu wybiło okienne szyby. Klęska głodu zeszła się w czasie ze śmiercią i ranami setek mieszkańców południa Polski. Pod Náchodem potwierdzono śmierć 242 żołnierzy 20 regimentu. Przypuszczalnie zginęło ich jednak o 86 więcej. Rany odniosło 405 chłopaków z tego oddziału, a 93 w zdrowiu dostało się do pruskiej niewoli. 13 oficerów pułku zginęło na miejscu, 34 znalazło się na liście rannych. Wielu spośród tych ostatnich nie zdołało się wyleczyć. Należał do nich dowódca jednostki, płk Alphons von Wimpffen (kuzyn gen. Emmanuela de Wimpffena, który pod Sedanem poddał wojska francuskie), który osierocił czwórkę małych dzieci, przed śmiercią ojca powierzonych pieczy jego brata, w owym czasie oficera marynarki (bohater spod Lissy opuścił flotę, by jako rzutki przedsiębiorca sprostać woli pułkownika) Krwawo i boleśnie? Co mogły zatem powiedzieć rodziny żołnierzy pochodzących z francuskiej prowincji Oran? Może rzekły: „Allah tak chciał”, bo pod Froeschwiller, wioską leżącą obok Wörth, 6 sierpnia 1870 roku zginęło 15 oficerów i 800 żołnierzy 2 pułku strzelców algierskich. Kolejnych 21 oficerów i 800 żołnierzy regimentu odniosło ciężkie rany. Lekko rannych nawet nikt nie liczył. 97 procent stanu liniowego pułku zaległo na pobojowisku, ale przedtem 6 razy Niemcy musieli odstąpić od bronionej przez Algierczyków osady. Dla Bismarcka turkosi byli „bestiami”, ale dla pruskiego oficera, którego pod Froeschwiller opatrzyło czterech strzelców, byli po prostu ludźmi. Byli tak ludzcy jak mocarny trębacz Kara ben Salem, Murzyn służący w owym oddziale jeszcze w dobie Solferino. Pod Froeschwiller Kara opatrzył rannego w brzuch podpułkownika Mathieu, a potem dźwigał go na ramionach, gdy oficer ów prowadził dwa kolejne przeciwnatarcia. W walce Mathieu otrzymał następne rany, ale czarny żołnierz zdołał go żywego wynieść z ognia straszliwej bitwy. Twardy pułk i twardzi dowódcy. To o nich piszę w obszernym artykule „Froeschwiller 1870: chwała zwyciężonym”, tak jak o Dwudziestakach z Nowego Sącza w „Náchod 1866: prawdziwa historia Bartka Zwycięzcy”. Oby te teksty ujrzały światło dzienne.

Edited by Stonewall

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.