Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Jarpen Zigrin

Film, który ostatnio widziałem to...

Recommended Posts

"Hoover 150" Petera Schwefela...

ktoś wiedział, że Henry Dreyfuss wzorował się na kolei stąd odpowiednie światła na jednym z odkurzaczy?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Dwie rzeczy do obejrzenia - raczej na raz, bo i dzieła wybitne to to nie są. Oba na smutno. Raz, nowy Allen i jego "Nieracjonalny mężczyzna". Jak na Allena rzecz średnia, wykorzystująca znane już z innych jego dzieł schematy i motywy, ale i tak ogląda się bardzo przyjemnie, choć od pewnego momentu zakończenie staje się dość oczywiste. Tak czy inaczej całość jest zwyczajnie bardzo sprawnie opowiedziana, przyjemnie podana (muzyka!), ze świetnym Joaquinem Pheonixem i wcale nie gorszą Emmą Stone. Nie ma tutaj wielkich tematów - jest po prostu wciągająca opowieść.

I drugi seans, z dzisiaj, czyli "Karbala". Nie wiem czy ktoś pamięta, jak kilka lat temu Jacek Braciak u Wojewódzkiego opowiadał o tym, jaka jest różnica między polskim i amerykańskim kinem. Jeśli nie, to proszę -

. I "Karbala" jest właśnie idealnym przykładem na to, tym bardziej, że jak na moje oko dość mocno nawiązuje do "Helikoptera w ogniu", skąd muzyka i kilka scen są niemalże żywcem wyjęte. Z tym że jak tam ogląda się będąc wbitym w fotel, kanapę czy choćby i przesadnie miękki dywan, tak tutaj, no, ekhm, no nie. Co najwyżej parę razy człowiek podskoczy, choć mi zdarzyło się tylko podczas sceny ataku na konwój w początkowych fragmentach. Podręcznikowy przykład na to, że bez kasy film wojenny zrobić trudno. Na całe szczęście mimo tego "Karbalę" ogląda się. Po prostu się ogląda. Z tego co reżyser miał do dyspozycji wykroił całkiem solidny obraz. Nie wiem z czego to wynika, ale nie mam poczucia straconego czasu. Kilka momentów robi wrażenie, gra aktorska bez zarzutu, choć nikt nie zagrał życiówki. Można żałować nierozwiniętych wątków irackiego policjanta Farida (szczególnie tego, idealna okazja do pokazania tego, jak skomplikowana była wówczas sytuacja w Iraku - inna rzecz, że nie o tym był film), X-a, braci Waszczuków, Sobańskiego, czy w końcu Bułgarów. I tutaj znowu wracamy do kasy. Jakby było jej więcej, być może udałoby się zrobić coś więcej. Ale i tak nie jest źle.

Share this post


Link to post
Share on other sites
bavarsky   

I drugi seans, z dzisiaj, czyli "Karbala". Nie wiem czy ktoś pamięta, jak kilka lat temu Jacek Braciak u Wojewódzkiego opowiadał o tym, jaka jest różnica między polskim i amerykańskim kinem. Jeśli nie, to proszę -

.

Podręcznikowy przykład na to, że bez kasy film wojenny zrobić trudno.

Ale i tak nie jest źle.

Budżet filmu Ridleya Scotta to wg. danych z wiki; 92 miliony USD, czyli po przeliczeniu [według teraźniejszego kursu...] wychodzi przeszło 340 mln PLN; budżet "Karbali" zamknął się w 12 mln PLN; to aluzja do amerykańskich żołnierzy w okopie, "helikopterów i napalmu", tzn. chcę tylko dopowiedzieć o jakiej dysproporcji jest tutaj mowa. Chwała naszym, że się nie poddali i robili swoje, choćby biorąc pod uwagę fakt, że sam budżet na reklamę w przypadku superprodukcji rodem "made in USA" zamyka się często w klamrze kilkudziesięciu mln USD.

Byłem wczoraj na seansie "Karbali"; film dobry, niektóre sceny bardzo dobre, scenariusz solidny, gra aktorska również. Odwzorowanie szczegółów [nie jestem tutaj żadnym znawcą, zaznaczam], wydaje mi się, że jak na rodzime standardy -Ponad-Przeciętne-; widoczne Beryle, do tego pokazanie realiów początków ekspedycyjnych naszego kontyngentu. Braki np. w opancerzeniu Honkerów. A ponieważ gustuję ostatnio w produkcjach wojennych, które nie "wbijają mnie w fotel" to i myślę, że zostałem usatysfakcjonowany.

Edited by bavarsky

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Marcinie, ależ ja doskonale zdaję sobie sprawę z przepaści finansowej dzielącej oba obrazy :) Sama uwaga o kasie i problemach z robieniem kina wojennego przy mocno ograniczonym budżecie nie miała być w żadnym wypadku przytykiem wobec twórców "Karbali", ale zwyczajnym podkreśleniem faktu, plus de facto oddaniem Łukaszewiczowi i spółce tego, co im należne. Bo należą im się słowa uznania. Nie ich wina, że nie da się zrobić filmu napakowanego scenami walki na odpowiednim poziomie nie mając tej cholernej kasy. I to po "Karbali", gdzie scen batalistycznych jest stosunkowo niedużo, widać. Sam lubię filmy wojenne, gdzie walki jest jak na lekarstwo, a bohaterowie siedzą w okopie i rozmawiają o tym, jak to czują się "wyobcowani przez Niemców". Stąd np. za jeden z najlepszych filmów o Powstaniu uważam "Kamienne niebo" z Łomnickim. Nie zmienia to faktu, że gdzieś tam człowiek z chęcią jednak zobaczyłby polski film wojenny zrobiony pod względem rozmachu na poziomie "Helikoptera w ogniu", czy nawet "O jeden most za daleko", mojego osobistego faworyta w tej kategorii. Ale też niestety zdaję sobie sprawę z tego, że to w zasadzie niewykonalne. I tutaj wracamy do kasy, Braciaka, sytuacji polskiego kina. Błędne koło, w którym tacy jak Łukaszewicz jakoś na szczęście się odnajdują.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Born dead" Jacka Bławuta, dokument o człowieku uczestniczącym w ramach programu "Duet".

Najgorzej w tym dokumencie wypadli urzędnicy od zwolnienia...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Najnowszy del Toro, czyli Crimson Peak: Wzgórze krwi. Połączenie Jane Austen z Edgarem Allanem Poe (wyraźna inspiracja Zagładą domu Usherów), ze znakomitą grą w wykonaniu filmowego rodzeństwa - Toma Hiddlestone'a i Jessici Chastain. Film bajecznie piękny. Można odnieść wrażenie, że wystarczyłoby zatrzymać go w dowolnym momencie, wyciąć to co widzi się na ekranie i... obraz gotowy. Wygląd domu, w którym dzieje się większa część filmu jest zniewalający. W zasadzie dom gra tutaj osobną rolę. Otoczony pustką, pusty także wewnątrz, zimny, ze zniszczonym dachem, przez który do środka co chwila coś wpada, z tajemnicą skrywaną od strychu, przez szafy stojące na korytarzach, po podziemia. Gdyby nie końcówka, tonąca we krwi, całość byłaby w tym całym strachu, jaki towarzyszy widzowi, urzekająco subtelna. Koniec końców, jeśli ktoś lubi się bać, albo lubi zwyczajnie ładne kino, powinien obejrzeć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Krocząc wśród cieni" Scotta Franka z Liam'em Neesonem. Pomimo faktu, że filmy z Neesonem mógłbym oglądać na okrągło i stawia to moją recenzję w mało obiektywnym świetle, powiem że jest to dzieło na miarę klasyków gatunku.

Film swą premierę miał w 2013 roku, lecz ogląda się go bardziej jak coś stworzonego jeszcze w poprzednim wieku. Akcja rozgrywa się u schyłku XX wieku w Nowym Jorku (1991 oraz 1999) i oglądając podświadomie odnosiłem wrażenie jakby właśnie w tych latach film był kręcony. Nie ma tu żadnej sztuczności, ani zbędnego "efekciarstwa". Nie jest to film dla osób które szukają filmu sensacyjnego z dużą dawką wybuchów i pościgów. Jest to trzymający w napięciu kryminał, film prosty i twardy, w sumie taki jak bohaterowie grani przez Neesona.

Może dałoby się wyciągnąć z tego tytułu jeszcze więcej, lecz to co mamy w pełni mnie satysfakcjonuje.

7,5/10

Edited by Budweiser

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja dziś obejrzałem sobie i posłuchałem "Cotton Club", dziś trochę to trąci myszką i hollywoodzkim blichtrem, ale mnie się podoba. Oglądałem trzy, może cztery filmy (za czasów PRL) w kinie gdzie w sali kinowej ludzie, w mym małym mieście, podejmowali melodię i piosenkę. Jakież to mogły być filmy?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Oglądałem trzy, może cztery filmy (za czasów PRL) w kinie gdzie w sali kinowej ludzie, w mym małym mieście, podejmowali melodię i piosenkę. Jakież to mogły być filmy?

Przecież to oczywiste - "Jak rozpętałem drugą wojnę światową". Cześć pierwsza, druga i trzecia. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
gregski   
(...) podejmowali melodię i piosenkę.

"Jestem Wesoły Romek

mam na przedmieściu domek (...)"

oraz

"Łubudubu, łubudubu

niech żyje nam prezes naszego klubu (...)"

???

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Pomijając VIII epizod SW - po raz już trzeci albo czwarty Maria Antonina (2006 r.) w reżyserii Sofii Coppoli, z Kirsten Dunst w roli głównej. Pozornie lekki, wesoły, odrobinę unowocześniony dzięki muzyce*, jest de facto przejmującym studium samotności.

* Mała próbka:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.