Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Gnome

Kwestia Volkslisty

Recommended Posts

Gnome   

Właśnie jedno z tych zagadnień, które budziły duże kontrowersje i podczas wojny jak i po jej zakończeniu, tak więc jestem ciekaw co Wy o tym myślicie.

Na początek małe wprowadzenie:

Gnome napisał/a:

Nie przymusowo lecz dobrowolnie inną kwestią jest, że na Śląsku faktycznie znaczna większość ludzi ją przyjęła (ale to w dużej mierze zasługa biskupa Adamskiego), dzięki czemu nie zostali oni wysiedleni z tych terenów jak to miało miejsce w przypadku znacznej grupy mieszkańców Wielkopolski (ale to już inna bajka).

ten post ukazuje całą niewiedzę o tej Liście. Było to przymusowe przyznawanie obywatelstwa. Ludzie byli podzieleni na 4 grupy. W zależności od stopnia spolszczenia. Na śląsku większość ludzi należała do 3 i 4 grupy. teoretycznie byli to "spolszczeni Niemcy". Nie było określenia POLAK wszyscy byli Niemcami. I teraz powiedzonko "dziadek z wermachtu" robi taką karierę - dlatego że się uważną że było to dobrowolne a nie przymusowe.

Z tego co wiem to w generalnej Guberni było to dobrowolne ole w Wielkopolsce, Na Pomorzu i na Śląsku było to przymusowe.

Po pierwsze to wiem, jak wyglądała sprawa listy narodowościowej, polecam przeczytać Cz. Łuczaka - Polityka ludnościowa i ekonomiczna hitlerowskich Niemiec w okupowanej Polsce , bardzo dobra książka, jest tam także mowa o tej kwestii, na listę nie trafiało się automatycznie (przynajmniej do pewnego momentu) tylko należało się zdeklarować jako posiadacz niemieckiego pochodzenia, inną kwestią są metody jakie stosowali Niemcy aby do tego doprowadzić, poza tym Rząd Londyński popierał przyjmowanie listy, ponieważ zapobiegała ona wynarodowieniu (paradoksalnie) tych terenów, ciekawa jest rola biskupa Adamskiego, który zachęcał do jej przyjmowania z powyższych powodów (dzięki czemu np. uchronił Kościół na Śląsku od masowych prześladowań), ale sam listy nie przyjął i został wydalony do GG. A wracając do do przyjmowana listy przez "zwykłych" ludzi to zdarzały się wypadki (i to nie takie rzadkie), że osoby aby uchronić się przed jej przyjęciem (odmowa była obarczono wieloma konsekwencjami, więc faktycznie powinienem już wcześniej o tym napisać że kwestia "dobrowolności" była problematyczna) zgłaszały się na roboty przymusowe.

Co zaś się tyczy przymusowego zapisywania Polaków do III i IV grupy to faktycznie miało to miejsce jednak dopiero od 1942 r. co wiązało się ze służbą wojskową, jednak jeżeli już mówimy o Śląsku to tam do końca 1939 r. przyjęło ją ponad 90% Ślązaków (do tego odnosiła się "dobrowolność"), nie pamiętam jak to wyglądało na Pomorzu, ale pewnie podobnie, zaś w Kraju Warty (poza Łodzią), wpisywania się na listę nie było zjawiskiem masowym (w porównaniu z resztą ziem wcielonych).

Dlatego, też nigdy nie uważałem, że należy mieć pretensje to ludzi, którzy znaleźli się w III i IV grupie, oczywiście mowa tu o ziemiach wcielonych, bo Ci którzy zrobili to (podpisali) na terenach GG byli zdrajcami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wolf   

Po pierwsze to wiem, jak wyglądała sprawa listy narodowościowej, polecam przeczytać Cz. Łuczaka - Polityka ludnościowa i ekonomiczna hitlerowskich Niemiec w okupowanej Polsce , bardzo dobra książka, jest tam także mowa o tej kwestii, na listę nie trafiało się automatycznie (przynajmniej do pewnego momentu) tylko należało się zdeklarować jako posiadacz niemieckiego pochodzenia, inną kwestią są metody jakie stosowali Niemcy aby do tego doprowadzić,

np tzw Polenlagry na Śląsku gdzie nawet najtwardszych potrafiono szybko przekonać że są niemieckiego pochodzenia a więc są Niemcami.

poza tym Rząd Londyński popierał przyjmowanie listy, ponieważ zapobiegała ona wynarodowieniu (paradoksalnie) tych terenów, ciekawa jest rola biskupa Adamskiego, który zachęcał do jej przyjmowania z powyższych powodów (dzięki czemu np. uchronił Kościół na Śląsku od masowych prześladowań), ale sam listy nie przyjął i został wydalony do GG. A wracając do do przyjmowana listy przez "zwykłych" ludzi to zdarzały się wypadki (i to nie takie rzadkie), że osoby aby uchronić się przed jej przyjęciem (odmowa była obarczono wieloma konsekwencjami, więc faktycznie powinienem już wcześniej o tym napisać że kwestia "dobrowolności" była problematyczna) zgłaszały się na roboty przymusowe.

Co zaś się tyczy przymusowego zapisywania Polaków do III i IV grupy to faktycznie miało to miejsce jednak dopiero od 1942 r. co wiązało się ze służbą wojskową, jednak jeżeli już mówimy o Śląsku to tam do końca 1939 r. przyjęło ją ponad 90% Ślązaków (do tego odnosiła się "dobrowolność"),

Sporo Pózniej niz w 1939roku a-90% to liczba maksymalna.

nie pamiętam jak to wyglądało na Pomorzu, ale pewnie podobnie,

Niespełna 60%

zaś w Kraju Warty (poza Łodzią), wpisywania się na listę nie było zjawiskiem masowym (w porównaniu z resztą ziem wcielonych).

No i była jeszcze ludnośc Wolnego Miasta Gdańska którą CAŁĄ(jeszcze w 1939 roku )poza Żydami uznano za Niemców.

Dlatego, też nigdy nie uważałem, że należy mieć pretensje to ludzi, którzy znaleźli się w III i IV grupie, oczywiście mowa tu o ziemiach wcielonych, bo Ci którzy zrobili to (podpisali) na terenach GG byli zdrajcami.

No do PSZ na zachodzie i (mniej licznie) WP na wschodzie to masowo wcielano i jednych i drugich(także tych z GG)-mieli tam możliwość rehabilitacji.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gnome   
Sporo Pózniej niz w 1939roku a-90% to liczba maksymalna.

Tutaj oparłem się na tym co podaje dr Sowa, a znając jego skrupulatność w tych kwestiach (wszelkich liczb) jestem jednak skłonny podtrzymać to co napisałem (ale trzeba będzie to sprawdzić, możesz napisać z jakiego źródła Ty korzystałeś).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wolf   

Tutaj oparłem się na tym co podaje dr Sowa, a znając jego skrupulatność w tych kwestiach (wszelkich liczb) jestem jednak skłonny podtrzymać to co napisałem (ale trzeba będzie to sprawdzić, możesz napisać z jakiego źródła Ty korzystałeś).

Nie kwestionuję przybliżonego odsetka(ok 90%) ale czas-do końca 1939 roku .W rzeczywistości trwało to sporo dłużej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Były dwie możliwości albo się przyjmuje listę i jednocześnie ratuje siebie, rodzinę, a nawet życie albo też idzie się do obozu i jednocześnie traci się życie swoje i swojej rodziny. Dziadek D. Tuska chciał z pewnością uratować siebie i rodzinę a w 2005 roku "rozwalił" dzięki temu karierę wnukowi.

Nie było zasady dobrowolności. Dobrowolność była w Papierach. Owszem inaczej się to odbywało niż na wschodzie ale o dobrowolności nie można również tu mówić.

Poza tym jeżeli się szło na front to zawsze była lepsza szansa na przeżycie niż w Oświęcimiu do którego było blisko.

trzeba tylko żałować że dzisiaj wiedza na temat tej listy jest tek mało rozpowszechniona.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wolf   
Były dwie możliwości albo się przyjmuje listę i jednocześnie ratuje siebie, rodzinę, a nawet życie

I dobytek

albo też idzie się do obozu i jednocześnie traci się życie swoje i swojej rodziny.

Do obozuna roboty do Rzeszy albo jedzie się z tobołkiem w reku do GG

Dziadek D. Tuska chciał z pewnością uratować siebie

Siedział w obozie koncentracyjnym

i rodzinę a w 2005 roku "rozwalił" dzięki temu karierę wnukowi.

Nie było zasady dobrowolności.

W poznanskiem w zasadzie było-albo Volkslista(jesteście Niemcami)albo won do GG

Poza tym jeżeli się szło na front to zawsze była lepsza szansa na przeżycie

Przeżycie a nawet trafienie do Andersa,Maczka czy Berlinga

niż w Oświęcimiu do którego było blisko.

Owszem-na Sląsku funkcjonowało wówczas powiedzenie-"-jak nie podpiszesz to twoja wina zaraz cię wyślą do Oświęcimia a jak podpiszesz ty stary ośle-zaraz cię Hitler na ostfront pośle".Dobrze obrazuje ono sytuację Ślązaków i Pomorzaków.

trzeba tylko żałować że dzisiaj wiedza na temat tej listy jest tek mało rozpowszechniona.

Owszem-gdy przeciętnemu Polakowi powiedzieć że 80 tysięcy z PSZ na zachodzie w 1946 roku i około POŁOWY stanów II korpusu w kwietniu 1945 (a w 3 DP na wschodzie-znaczną część) stanowili eks-Wehrmachtowcy-jest zdumiony,neguje rzeczywistość.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Podejście do ojczyzny na Śląsku było głęboko „niemieckie”. Niemcy jak wiadomo rozróżniają małą i wielką ojczyznę czyli Heimat i Vaterland, a Polacy mają tu tylko jedno pojęcie, stąd częste nieporozumienia. Na Śląsku dbano o tę małą, kultywując układy lokalne, mimo zmian politycznych. Władzę wyższą, jak większość mieszkańców pogranicza, traktowano jako chwilową.

Ciekawy przyczynek do Volkslisty daje relacja jednego Ślązaka:

W naszej okolicy utarło się od dawien dawna opinia że Polak to katolik, a ewangelik to Niemiec. Tą opinię ewangelicy uważali z krzywdzącą ich. To też przy każdej okazji udowadniali, że tak nie jest. Na przykład podczas wyborów maszerowali otwarcie z polskimi kartkami wyborczymi do urny wyborczej (...). Jednakże z chwilą wybuchu wojny opinia ta okazała się dla całego otoczenia nader pożyteczną.

W październiku [1939] gdy Niemcy zagarnęli już cała Polskę ... władzę gminną objęli w międzyczasie nasi ewangelicy. Zapanowały normalne stosunki. Ewangelicy wykorzystując opinię, że są Niemcami, znaleźli u Niemców wiarę i uznanie. A dzięki temu udało się ewangelikom na Niemców przesztemplować i katolików. Tylko że tak zwane „palcowanie” im robotę trochę utrudniło. Niemcy przystąpili niebawem do stwierdzenia przynależności narodowej ludności. W tym celu musiał każdy wypełnić kwestionariusz i podać język ojczysty. Ludzie maskując się przystąpili do zamaskowanej konspiracji – podali bez skrupułów język niemiecki jako ojczysty. Wielu pragnęło prześlizgnąć się jako dwujęzyczni. Do tych należałem ja. Niestety Szupasy nie zgodzili się na to i kazali mi jeden język skreślić. Skreśliłem niemiecki. ...

Dalej jak wiadomo z innych postów skonfiskowano mu majątek, lecz jego nie wysiedlono do GG, każąc mu pracować jako parobek w „własnym” dworze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
ak_2107   

Witam szanownych forumowiczow.

Na ziemiach polskich anektowanych przez Niemcow w 1939 roku - poza GG.

to wygladalo w koncu 1944 roku mniej wiecej tak:

("Liczba Niemcow" odnosi sie do oficjalnej liczebnosci mniejszosci niemieckiej na

danych terenach w czasie II RP)

Ostoberschlesien

Liczba mieszkancow w 1939 r - 2450 tys.

liczba Niemcow : 100 tys.

na D. Volksliste : 1.477 tys.

Warthegau

Liczba mieszkancow w 1939 r - 4400 tys.

liczba Niemcow`39 : 325 tys.

na D. Volksliste : 512 tys.

Westpreußen/Pommern

Liczba mieszkancow w 1939 r - 1650 tys.

liczba Niemcow`39 : 243 tys.

na D. Volksliste : 976 tys.

Ostpreußen ( Ciechanow, Dzialdowo itd.)

Liczba mieszkancow w 1939 r - 1000 tys.

liczba Niemcow`39 : ???

na D. Volksliste : 50 tys.

W sumie ok. 3 000 000 osob ze statusem Volksdeutsche.

Temat jest jednak dosc zlozony poniewaz w tej liczbie ujeci sa zarowno Niemcy zamieszkali

przed wojna na terenie Polski, jaki i przesiedleni w latach 1940 - 1941 z terenow

Wolynia, Ukrainy, Besarabii, panstw nadbaltyckich. Rowiez z terenow GG - m.in. z lubelskiego przesiedlano poczatkowo Niemcow na tereny anektowane. Wszyscy oni

mieli status Volksdeutsche .( Obywatelstwo niemieckie "w pelni" przyznawano

jedynie grupom I i II. Grupa III byla Niemcami "na okres probny" - Mimo pelnych

praw obywatelskich te grupy tak wlasnie okreslano, w przeciwienstwie do Niemcow

zamieszkalych w Rzeszy - Reichsdeutsche)

Volksliste utworzono w Warthegau juz w 1939 roku i miala ona inne funkcje niz pozniejsze

regulacje, ktore objely anektowane tereny Slaska i Pomorza. Nie byla ona poczatkowo

instrumentem germanizacji lecz miala dzielic grupy etniczne.

Po Endsieg planowano okresowe przesiedlenie czesci Volksdeutsche do "Altreich" aby

poznali blizej "niemiecka kulture". Plany te dotyczyly przede wszystkim grupy Volksdeutsche ze wschodnich terenow osadnictwa niemieckiego sprzed II WS.

Przymus przy wciaganiu na liste - owszem - zdarzal sie. Mial on przede wszystkim charakter ekonomiczny. Skala represji o charakterze karnym za odmowe podpisania

listy jest trudna do ustalenia, jednak najprawdopodobniej w rzeczywistosci mniejsza niz

w dzisiejszej obiegowej opinii. Wskazuja na to np. wcale nierzadkie odmowy wpisania

na te liste. Nie bardzo wiadomo po co Niemcy mieliby zmuszac do skladania deklaracji,

jesli w rezultacie potem czesc tych wnioskow odrzucano.

(ciekawym przykladem sa dane z miasteczka Gniew na Pomorzu .....moze innym

razem)

(Najbardziej kuriozalnym wypadkiem o ktorym czytalem byl wniosek Polki zatrudnionej

na przymusowych robotach w Westfalii - w powiecie Hameln - rozpatrywany......

w lipcu 1945 roku....dziewczyna - mimo pozytywnej opinii z miejsca pracy ( "powszechnie

znienawidzona przez innych Polakow, w ciazy z Niemcem itd.") miala problemy

poniewaz zandarmeria, ktora przed opuszczeniem przez Niemcow terenow Polski

zrobila wywiad srodowiskowy w jej rodzinnej miejscowosci, wydala negatywna opinie

jej rodzinie - "zatwardziali Polacy.......)

Zrodlo: "Zwangsarbeit im Kreis Hammeln" ( obszerne fragmenty sa w necie)

Temat jest dosc obszerny i ciekawy - szczegolnie pod katem indywidalnych losow - jednak troche "po macoszomu" w naszej literaturze traktowany.....Nie dziwota....

Malo kto wie, ze co najmniej jeden z zolnierzy zalogi Westerplatte jako Volksdeutsch

z III grupa sluzyl w Wehrmachcie i dostal sie w 1945 roku w Kurlandii do radzieckiej niewoli.

(Zrodlo: biografie zalogi Westerplatte)....

pozdrawiam

ak

[ Dodano: 2008-03-12, 16:15 ]

Moze jeszcze pare uwag.

Na Slasku czy Pomorzu nikt nie mogl podpisac Volksliste w 1939 roku poniewaz takowa

tam nie istniala. 28.10.1939 roku Gauleiter Greiser wydal rozporzadzenie o wprowadzeniu

Volksliste, ktore obowiazywalo tylko w Reichsgau Wartheland. W pierwszej wersji -

do 1940 roku dzielila sie tylko na dwie grupy - Bekenntnissdeutsche i Deutschstämmige.

(o wpisie na ta liste decydowaly w znacznym stopniu tajnie zbierane przed II WS

dane na temat przynaleznosci etnicznej mieszkancow tych terenow )

Volksliste o ktorej mowa - z 4 grupami wprowadzono na calym obszarze anektowanym dopiero rozporzadzeniem z 04.03. 1941 r (niedawno mielismy rocznice....:) ).

Jesli ktos mowi czy pisze o podpisaniu Volksliste z obawy przed przesiedleniem ze

Slaska czy Pomorza do GG to chyba spora przesada. Przesiedlenia byly w tym momencie

zdaje sie w zasadzie zakonczone.

Na Slasku przeprowadzono miedzy 17 i 23 grudnia 1939 tzw. Einwohnererfassung -

spis mieszkancow. 95 % mieszkancow opowiedzialo sie za przyjeciem obywatelstwa

niemieckiego ( wplyw na to mialy pogloski o przymusowych przesiedleniach,

jak i apel biskupa Adamskiego). Niemcy byli poczatkowo sklonni przyznac obywatelstwo

niemieckie wszystkim mieszkancom Slaska.

Przesladowania okreslonych grup ludnosci polskiej w latach 1939 - 1940 - inteligencji, dzialaczy organizacji, duchowienstwa - egzekucje i masowe osadzania w obozach internowania raczej nie mialy z problematyka oporu przed tak czy inaczej rozumiana germanizacja, albo ujeciem na listach DV (Warthegau)

W GG na DV bylo w 1943 ok 100 000 osob. Czesciowo byla to pozostalosc po mniejszosci

niemieckiej - czesciowo nowe nabytki - ( grupy III i IV). W zwiazku z planami Himmlera

dot. Zamoscia (Ostplan), Niemcy szukali od konca 1942 "na sile" osob pochodzenia

niemieckiego np. na terenie lubelskiego ( dwa lata wczesniej sami przesiedlili stamtad

wiekszosc osadnikow niemieckich do Warthegau).....Zdaje sie ze chetni musieli

wykazac sie tylko "blond" wlosami i nauczyc sie Jawohl i Heil Hitler....

Jest interesujacym traktowanie przez wladze polskie osob, ktore podpisaly liste po 1945.

Byly kolosalne roznice miedzy Warthegau/GG i terenami Slaska/Pomorza.

Szczegolnie od lipca 1945 r. Ale to moze innym razem.

pozdrawiam

[ Dodano: 2008-03-27, 14:23 ]

Musze troche poprawic.....:hug:

Na Slasku przeprowadzono miedzy 17 i 23 grudnia 1939 tzw. Einwohnererfassung -

spis mieszkancow. 95 % mieszkancow opowiedzialo sie za przyjeciem obywatelstwa

niemieckiego

97 %.....:)

Komplikacje wyniknely troche pozniej, kiedy zaczeto powolywac Slazakow do armii

niemieckiej. Na dosc szeroka skale zaczeli sie oni wtedy wycofywac z deklarowanego

obywatelstwa niemieckiego - brakuje tu jednak konkretnych danych ilu % poborowych

to dotyczylo.

Po wprowadzeniu VL, deklaracji o wpisie na te liste nie oddalo na Slasku ok 50 000 osob,

ktore pozostaly przy narodowosci polskiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antek   

Tomasz N:

W naszej okolicy utarło się od dawien dawna opinia że Polak to katolik, a ewangelik to Niemiec. Tą opinię ewangelicy uważali z krzywdzącą ich. To też przy każdej okazji udowadniali, że tak nie jest.

Antek:

Udowodnili tę prawdę swoją postawą polskich patriotów, choć niemieckiego pochodzenia, dwaj duchowni Kościoła Ewang.-Augsburskiego w Polsce - bracia Bursche; Juliusz był biskupem, Edward pastorem tego Kościoła.

Obaj zostali za odmowę podpisania Volkslisty osadzeni w niemieckich obozach koncentracyjnym, gdzie zginęli.

Share this post


Link to post
Share on other sites
ak_2107   
Tomasz N:

W naszej okolicy utarło się od dawien dawna opinia że Polak to katolik, a ewangelik to Niemiec. Tą opinię ewangelicy uważali z krzywdzącą ich. To też przy każdej okazji udowadniali, że tak nie jest.

Na poczatku 1939r doszlo do rozlamu w kosciele ewangielickim w Polsce. "niemiecka"

czesc - Deutsche Evangelische Kirche byla nielegalna. Niemieccy ewangelicy w Polsce

byli goracymi zwolennikami narodowego socjalizmu. To sie zaczelo "psuc" dopiero

w czasie wojny.

Antek:

Udowodnili tę prawdę swoją postawą polskich patriotów, choć niemieckiego pochodzenia, dwaj duchowni Kościoła Ewang.-Augsburskiego w Polsce - bracia Bursche; Juliusz był biskupem, Edward pastorem tego Kościoła.

Obaj zostali za odmowę podpisania Volkslisty osadzeni w niemieckich obozach koncentracyjnym, gdzie zginęli.

Syn Juliusza Bursche - Stefan rowniez zostal rozstrzelany w 1940 r. Juliusz Bursche - zasluzony w dzialalnosci na rzecz przylaczenia Warmii i Mazur do Polski ( kierowal mazurskim komitetem plebiscytowym) - nie mial na pewno w Polsce przewojennej - katolicko klerykalnej latwo.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Kościół ewangelicki na Śląsku w okresie międzywojennym był nazależny do kościoła ewangelickiego w reszcie Polski.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Antek   

12.IX.1940 r. ukazał się tajny okólnik Himmlera dot. spraw selekcji narodowościowej, a 7.III.1941 r. weszło w życie rozporządzenie Himmlera (z dn. 4.III.41) o niemieckiej liście narodowej i obywatelstwie niemieckim na obszarach wschodnich, ustanawiające instytucję niemieckiej listy narodowej - Deutsche Volksliste (DVL) na obszarach polskich wcielonych do Rzeszy. To rozporządzenie Himmlera oraz tajne postanowienia wykonawcze ministra Fricka z dn. 13.III. tegoż roku ustalały różnego rodzaju stopnie przynależności państwowej, wprowadzając zasadę podziału ludności na cztery grupy. Do I grupy – Reichsdeutsche - zaliczono Niemców z pochodzenia, którzy do wybuchu wojny aktywnie pracowali na rzecz Rzeszy i otwarcie przyznawali się do niemieckości. Byli to tzw. aktywni Niemcy. Do II grupy DVL – Volksdeutsche - desygnowano Niemców z pochodzenia, którzy kultywowali swe tradycje tylko w domu i środowisku zamieszkania, zachowując niemieckość. Byli to tzw. bierni Niemcy. Osoby zaliczone do grup I i II korzystały z najwyższego stopnia obywatelstwa niemieckiego i posiadały dowody osobiste (Ausweis der Deutschen Volksliste) barwy niebieskiej. Nazwiska o brzmieniu polskim osób grup I i II ulegały najczęściej zniemczeniu i to z reguły z woli zainteresowanych (np. Król na Kroll, Majewski na Meyer itp.).

Do III grupy DVL – Eingedeutschte - zaliczono osoby pochodzenia niemieckiego spolonizowane (spokrewnione z Niemcami, kiedyś wyznania protestanckiego itp.) lub nie będące Niemcami, ale "ciążące ku niemieckości" (tak traktowali Niemcy m.in. Ślązaków, Kaszubów i Mazurów), a wg Gauleitera Alberta Forstera (Gau Danzig-Westpreussen) w ogóle wszystkie osoby znające niemiecki lub posiadające nazwisko czy imię niemieckie. W ocenie hitlerowców gwarantowały one szybką "regermanizację". Osoby takie posiadały dowody osobiste (Ausweis) barwy zielonej. Wpisani do grupy III DVL nie mogli być przyjmowani do NSDAP, a jedynie do przybudówek tej organizacji, jak HJ/BDM, SA, NSFK czy NSKK. Nazwiska o brzmieniu polskim osób grupy III miały ulec zniemczeniu w okresie przewidzianym do uzyskania obywatelstwa pełnoprawnego.

Osoby, które stanowczo odmawiały przyjęcia listy narodowej (DVL) były nierzadko wysiedlane wraz z całymi rodzinami na teren Generalnego Gubernatorstwa, lub osadzane w tzw. obozach dla przesiedleńców, np. takich jak potulicki (filia KL Stutthof). Mężczyźni z tej grupy DVL byli częstokroć wcielani do Organizacji Todt’a i kierowani do wykonywania ciężkich robót inżynieryjno-budowlanych na rzecz wojska, niejednokrotnie w bliskości działań wojennych.

Do IV grupy DVL (Schutzangehörige des Deutschen Reiches) zaliczano osoby pochodzenia niemieckiego, tzw. „spolszczeni Niemcy”, a więc ludzie, którzy urodzili się w miejscowościach należących do 1918 r. do Rzeszy niemieckiej, a następnie „ulegli spolszczeniu". Do tej grupy zaliczano też osoby obcoplemienne.

Każdej z czterech grup listy narodowej przypisane były inne przywileje; najkorzystniejsze [kartki żywnościowe z najwyższymi przydziałami żywności oraz talony (Bezugscheine) na szeroki asortyment różnych dóbr] przysługiwały osobom z grup I i II. Jednakże na wszystkich wpisanych na DVL, zarówno na Niemcach, jak i na Polakach, ciążył ten sam obowiązek służby wojskowej.

Poszczególni Gauleiterzy stosowali wobec Polaków w podległym im okręgu (Gau) politykę opartą na własnej interpretacji rozporządzenia Himmlera z dn 4.III.41 r.. Artur Greiser, gauleiter Warthegau (Wielkopolska) był przeciwny zniemczania Polaków (Eindeutschung), uznając ich za niegodnych nadawania im statusu członka narodu niemieckiego. Ok. pół miliona zamieszkujących ten obszar Polaków wysiedlono przymusowo do Generalnego Gubernatorstwa, a ci, którzy otrzymali zgodę na podpisanie określonej grupy DVL, musieli szczególnie intensywnie o to zabiegać. Inaczej postępował Forster, gauleiter Gau Danzig-Westpreussen (Pomorze Gdańskie). Kierując się „przesłankami historycznymi”, jak i stale narastającymi potrzebami militarno-gospodarczymi Rzeszy, stawiał na zgermanizowanie jak największej liczby miejscowej ludności.

W Warthegau (Wielkopolska) kierowano się w sprawach narodowościowych względami czysto rasowymi; Polak musiał zadać sobie dużo wysiłku i starań, by zostać wpisanym na listę narodową. Natomiast w Gau Danzig-Westpreussen (Pomorze Gdańskie), w którym chciano niemieckiej armii zapewnić nowe ilości „mięsa armatniego” (Kanonenfutter), trzeba było hartu woli, aby oprzeć się akcji zniemczania.

Fritz Bracht, gauleiter Górnego Śląska (Reichsgau Schlesien), reprezentował stanowisko, że przesiedlenia w warunkach przedłużającej się wojny, zwłaszcza z terenu uprzemysłowionego Śląska, doprowadziłyby nieuchronnie do poważnych perturbacji w pracy kopalń, hut i wielu innych zakładów związanych z produkcją dla frontu. Co nie znaczy, że rezygnowano z germanizacji ludności Śląska, także i na Śląsku masowo zniemczano Polaków przyjmując za podstawę, iż większość Ślązaków to „spolszczeni Niemcy”, którzy urodzili się na obszarze należącym do roku 1918 do Rzeszy Niemieckiej. Ślązaków zniemczano masowo, wpisując ich zwłaszcza do grup III i IV DVL. Jednak nie zwalniało to Polaków „wielkodusznie obdarowanych” umieszczeniem ich w grupach Volkslisty od podpisywania stosownych deklaracji.

Odmowa złożenia wniosku o przyjęcie do DVL nie rzadko pociągała za sobą konfiskatę mienia, groziło to i na Śląsku wysiedleniem lub obozem. Na Śląsku utworzono 22 obozy dla Polaków (Polenlager), w których więziono bezterminowo całe rodziny. Jak już wyżej wspomniałem, podobne obozy istniały także na Pomorzu Gdańskim.

W efekcie realizacji przez Gauleiterów osławionego rozporządzenia Himmlera z dn 4.III.41 r. takich nowo-kreowanych Niemców polskiego pochodzenia (Volksdeutsche i Eingedeutschte), było na obszarze inkorporowanym do Rzeszy łącznie ok. 3,5 miliona. Łatwo więc wywnioskować, ilu mężczyzn z tej liczby polskiej ludności mogło zasilić Wehrmacht w mięso armatnie. Wg niemieckich historyków w samym tylko Wehrmachcie służyło 250 tys. żołnierzy niemieckich narodowości polskiej. Niemieccy żołnierze Wehrmachtu przezywali owych żołnierskich towarzyszy – Polaków „die Beutekameraden”. W audycji telewizyjnej zatytułowanej „Beutekameraden: Polnische Soldaten in der Wehrmacht”, nadanej w swoim czasie przez stację telewizyjną ARTE, wykorzystano szereg wywiadów przeprowadzonych z Polakami, byłymi żołnierzami Wehrmachtu. Wielu z nich służąc w Wehrmachcie nawet nie znało języka niemieckiego, rozumieli jedynie niemieckie komendy wojskowe. Pewien Ślązak, jeden z owych weteranów Wehrmachtu, opowiedział reporterowi (setnie przy tym ubawiony!) o pewnej haniebnej sytuacji, kiedy to jego kompania, złożona w większości z „polskich” wehrmachtowców, wkraczając do właśnie „zdobytego” przez nich francuskiego miasteczka, nie była w stanie zaśpiewać nawet jednej niemieckiej piosenki wojskowej. Wobec czego dowódca pozwolił im zaśpiewać jakąkolwiek im znaną polską. I oto kompania hitlerowskiego Wehrmachtu radośnie zaśpiewała polską pieśń ... „wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani”.

Jawi się retoryczne pytanie: jak zachowywali się owi polscy Beutekameraden, gdy ich wehrmachtowskie jednostki dokonywały na różnych frontach zbrodni wojennych? Czy może dowódcy „naszych” wehrmachtowców usłyszeli od nich: „ich mach’s nicht mit!” (nie wezmę w tym udziału)? Któż byłby skłonny w to uwierzyć?

Oto kilka liczb obrazujących skutki polityki zniemczania Polaków: wg niemieckiego historyka Heinricha Jaenecke na obszarach inkorporowanych do Rzeszy liczba osób objętych grupami I i II listy narodowej sięgała 1 miliona, objętych grupą III 1,3 miliona, a grupą IV 83000.

Polski historyk Józef Milewski podaje przybliżone proporcje na Pomorzu Gdańskim (Gau Danzig-Westpreussen). Tak więc na przykładzie Starogardu, który liczył wiosną 1943 r. 18638 mieszkańców, osób w grupach I i II było 3714 (19,9 %), w grupie III 14085 (75,5 %), natomiast Volkslisty nie podpisało nieledwie 801 Polaków. W stosunku do ogółu Polaków liczba wpisanych do III grupy stanowiła aż 94,6 %.

Podobnie kształtowały się te relacje w Grudziądzu: Wg historyka Katarzyny Miller liczba ludności Grudziądza na dzień 17.8.1945 wyniosła 40660 osób. W tej liczbie 1097 Reichsdeutsche i Volksdeutsche (I i II grupa DVL) i aż 30000 (73,7%) osób w III i IV grupach DVL.

Znam nastroje panujące pośród Polaków, mieszkańców Grudziądza, w czasie okupacji niemieckiej; powszechnie panował paniczny lęk przed obozem dla przesiedleńców, a w istocie obozem pracy (synonimem grozy były Potulice*), a jeszcze bardziej przed wysiedleniem do Generalnego Gubernatorstwa. Nasuwa się retoryczne pytanie: gdyby Polacy na tych obszarach solidarnie wykazali się patriotyzmem i odmówili podpisywania Volkslist, czy Niemcy byliby w stanie przesiedlić ich wszystkich do GG, albo osadzić w obozach pracy?

*) Przytoczę tu kilka danych dot. obozu w Potulicach. W przeddzień wyzwolenia 21.01.1945 r. w obozowej ewidencji było 11188 osób. Przyjmuje się, że ogółem w obozie było ok. 25 tys. osób. W ewidencji zgonów odnotowano 1297 osób, w tym 767 dzieci.

Po roku 1945 w obóz stanowił miejsce internowania 20000 d0 30000 Niemców (i Volksdeutschów). W grudniu 1947 r. przebywało w obozie ok. 24000 Niemców, w tym 6000 dzieci. W obozie zmarło 3500 internowanych Niemców.

Share this post


Link to post
Share on other sites
ak_2107   
Kościół ewangelicki na Śląsku w okresie międzywojennym był nazależny do kościoła ewangelickiego w reszcie Polski.

Trzeba by w tej kwestii siegnac troche glebiej do historii tych kosciolow w Polsce....:D

Na Slasku, Pomorzu i w Wielkopolskim kosciol ewangelicki przed I WS byl

"kosciolem" panstwowym" - pruskim.( rozne wyznania ewangelickiezostaly tam w 1817 r."zjednoczone pod jednym dachem" - "uniert".

Ten kosciol nazywal sie "Evangelische Kirche in Preußen"

czy Landeskirche in Preußen.

Po powstaniu Polski ta zaleznosc, czy przynaleznosc sie skonczyla. Evangelikom (Gorno)slaskim zagwarantowano jednak "samodzielnosc"(Genewa - maj 1922) . Pod koniec lat 30 - tych zreszta zaczely tam tez "zgrzyty" miedzy tym kosciolem a polska administracja.

Niemcy - mniejszosc niemiecka - skupieni w tych kosciolach "ciagneli do swoich",

przeciwstawiajac sie probom polonizacji i zaangazowania w dzialalnosc polskie struktur tych wyznan.

Pojecie "Polak - katolik" , "Niemiec - evangelik" jest jednak raczej mitem, wykorzystywanym zarowno przez rywalizujace nacjonalizmy jak i koscioly....:P

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tomasz N   

Te zgrzyty polegały na tym iż pan wojewoda Grażyński uznał, że kompetencje cesarza Niemiec jako głowy kościoła przeszły na niego (katolika , ateistę ?) i zaczął mianować biskupów.

Fałszywość mitu ewangelika - Niemca i Polaka Katolika najlepiej wychodzi na Śląsku Cieszyńskim gdzie było dokładnie odwrotnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.