Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Albinos

Desant kanałowy na Plac Bankowy - czy mógł się udać?

Recommended Posts

Albinos   
Niemniej pan Jan wspomina relacje, w ktorej autor jakoby komenderowal "obrona" w fontannie i strasznie sie denerwuje, bo mowi, ze bylo ich tam 4 Torpedziarzy i nikogo wiecej. Malo tego, nie bylo zdanej obrony, tylko przycupniecie w najblizszym bezpiecznym miejscu, po czym szybki bieg z powrotem do kanalu.

Ale chodzi tutaj o obronę na placu Bankowym jako taką, w wykonaniu wszystkich, którzy wyszli, czy tylko o kwestię obrony w fontannie?

Za propozycję spotkania pięknie dziękuję, PW już podesłałem:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
xyxy   

Autor relacji (Stachowiak lub ktos inny) opowiadal o obronie w fontannie, a pan Jan sie zzymal, ze o mowa o jakiejs tu obronie. Wskoczyli do fontanny, bo gdzies trzeba bylo, a ta byla najblizej i byla solidną "wanną", chroniacą przed ostrzalem.

Wydaje mi sie jednak, ze w ogole trudno tu mowic o jakiejs obronie. Wyszli z kanalu, zaczela sie strzelanina, obie strony mocno zdezorientowane, ktos wskoczyl w krzaki, ktos do fontanny, ktos w zabudowania Palacu Blekitnego. Strzelanina trwala, Niemcy zaczeli sie organizowac i w pewnym momencie zdano sobie sprawe, ze dalsze pozostawanie na placu to zaglada, wiec rzucili granaty i nastapil odwrot do kanalu. Ciemno, chaos, strzaly, krzyki - mysle, ze to wcale nie trwalo dlugo, nim ostatni zniknal znow w kanale.

Odonosnie wspomnianego wczesniej uzycia granatnika przez "Kaminskiego", to rzeczywiscie pachnie to konfabulacja. "Odpedzal Niemcow od wlazu" ogniem granatnika? Prosze spojrzec na zdjecie Bankowego, w podanym powyzej linku. Ta fotka zostala zrobiona na 2-3 miesiace przed wybuchem Powstania. Kepa krzakow, w ktorej moglo sie znajdowac to stanowisko doskonale widoczna. Taka bron stromotorowa, jak granatnik, aby ostrzeliwac Plac Bankowy wymagalaby przestawienie kata podniesienia lufy do niemal maksimum (trudno przypuszczac, zeby Kaminski zastal ja w takim polozeniu). Nieprawdopodobne, zeby Kaminski potrafil to zrobic w ciagu minuty ( o ile w ogole), namacac amunicje i otworzyc ogien.

To sa trudne sprawy. Patrzymy dzis na uczestnikow, jak na nieskazitelnych bohaterow, a zapominamy przy tym o zwyklych ludzkich slabosciach, jak koloryzowanie faktow, czy zwyczajnie zawodna pamiec. Wiele jest takich relacji, gdzie dwie osoby te sama sytuacje widzialy nawet z tego samego miejsca, a ich wspomnienia roznia sie diametralnie. Do tego dochodza inne czynniki, jak czas, w ktorym cos sie wydarzylo ( czestokroc sekundy), ciemnosc, strach, ludzkie emocje, no i uplyw czasu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Z tą obroną faktycznie sprawa jest ciekawa. We wspomnianej już niepublikowanej relacji "Filipa" (spisana w '72, zastanawia mnie jednak, czy to nie ta, o której mówił "Łata", choć np. kwestia rzekomej obrony w fontannie nie do końca się zgadza, gdyż wg "Filipa" było to zwyczajnie korzystanie z dobrej osłony przed pociskami), znajdujemy coś takiego:

Nieprzewidziany i niekorzystny rozwój wydarzeń, zmusił nas do jawnego działania. Na rozkaz Cedro odskoczyliśmy w stronę ruin, położonych na wschodniej stronie placu i sąsiadujących z budynkiem szpitala Maltańskiego, obrzucając granatami Niemców znajdujących się na skwerze. Przebiegając do wyznaczonych ruin zauważyłem, że Winnicki wychylony z włazu ostrzeliwuje z lkm Niemców, wycofujących się ze skweru na zachodnią stronę placu, skąd posypały się niebawem, w naszą stronę, pociski karabinów i automatów. Winnicki z nieznanych powodów pozostał nie osłonięty we włazie, rażąc krótkimi seriami stanowiska niemieckie. Dla zbadania sytuacji na naszym zapleczu, ppor Cedro rozkazał mnie i Białemu, przesunąć i wzdłuż ruin do narożnika placu z wylotem Senatorskiej a następnie wejść w głąb tej ulicy. Cedro trafnie przewidział skąd może zagrozić nam dodatkowe niebezpieczeństwo, ponieważ w chwili gdy zbliżaliśmy się do figury św. Antoniego, stojącej za narożnikiem na ul. Senatorskiej, z przeciwnego kierunku, od strony szpitala nadchodził esesman.

Dalej następuje dokładny opis likwidacji patrolu niemieckiego. I teraz pytanie. Co rozumiemy pod pojęciem "obrony"? Czy zgrane działania kilku grupek, które z konieczności sytuacji nagle same się wytworzyły, czy jedynie próbę powstrzymania Niemców, pod ogólnym dowodzeniem ppor. Byczkowskiego? To pierwsze, jak już napisał xyxy, jest mało realne. Za duży chaos. W takim razie, wersja druga. Ale kiedy dokładnie zginął "Cedro"? Jeszcze raz wspomnienia "Filipa":

Podczas gdy my wykonywaliśmy jego rozkaz [tj. "Cedry", dotyczący wykorzystania fontanny jako osłony przed ostrzałem niemieckim- A.], Cedro postanowił sam odsunąć z włazu ciężką przykrywę żeliwną, pozbawioną od zewnątrz odpowiednich uchwytów. Po znalezieniu się w zbiorniku fontanny, zajęliśmy pozycje umożliwiające ostrzał placu we wszystkich kierunkach i na razie nie dopuszczaliśmy Niemców, którzy nie znając rzeczywistego stanu i rozmieszczenia w tym czasie naszych sił oraz wobec panującego mroku, niezależnie od ostrzeliwania nas, razili się ogniem wzajemnie.

Gdy Cedro odsunął pokrywę- zamiast wykorzystać okazję ratowania siebie zdecydował dotrzeć do nas. Podczas zbliżania się do fontanny został trafiony pociskiem niemieckim i zdołał tylko krzyknąć: plutonowy Leon do mnie!- Były to ostatnie słowa naszego dzielnego dowódcy.

Co mnie w tym fragmencie zastanawia. Słowa, które rzekomo miał wypowiedzieć chwilę przed śmiercią "Cedro", podawał już Podlewski [Przemarsz przez piekło, Warszawa 1957, s. 503]. Swoje opisy Podlewski opierał na relacjach uczestników wydarzeń. Nie powiem, ale dużo bym dał za wiedzę na temat tego, czyje wykorzystał pisząc historię desantu. Jeśli była to bowiem relacja inna niż "Filipa", to mamy dwa źródła, traktujące sprawę dość podobnie. Czemu dość? Ano temu, że wg Podlewskiego "Cedro" krzyczał to strzelając spod fontanny. Tymczasem tutaj jest wątek zbliżania się do tejże. Z drugiej strony "Łata" podawał, iż "Cedro" zginął trafiony przez Niemca, do którego sam oddał strzał. Celny. Tutaj muszę posypać głowę popiołem i przyznać, że w artykule na portalu popełniłem błąd, sugerując jakoby z relacji "Łaty" wynikało, iż "Cedro" zginął na początku. Teraz już takiej interpretacji nie jestem wcale pewien. Jeszcze posiłkując się wspomnieniami "Jędrasa" [Od września do września, Warszawa 1989, s. 142]. Według jego słów, "Cedro" zginął chcąc zająć lepszą pozycję. Sam por. Jędrzejewski widzieć tego nie mógł, był w kanale, ale wiedzę skądś czerpać musiał. Zapewne od innych uczestników. Tak czy inaczej, jego przekaz pokrywa się w niewielkim stopniu z opisem Podlewskiego (śmierć w chwili przemieszczania się), i wcale nie wyklucza innych wersji. Tak czy inaczej, będę musiał o to p. Romańczyka zapytać. Ale dziwi mnie motyw otwierania włazu. Skoro z zewnątrz nie było uchwytów do otworzenia włazu, to jak to "Cedro" zrobił? Nie wyobrażam sobie dzisiaj podniesienia pokrywy włazu kanalizacyjnego bez odpowiednich zaczepów/haków. A wtedy pod ogniem (właz miał być wedle części opisów pod ostrzałem), miało się to udać? Mocno wątpliwe. Zwłaszcza, że wedle relacji "Jędrasa" (a tutaj chyba można mu ufać, w końcu chodzi o wydarzenia związane także z pozostajacymi w kanale) zamknięcie włazu przed śmiercią "Cedry" wcale nie jest takie pewne. Więcej, mieli wtedy jeszcze wychodzić kolejni ludzi, ale podmuchy (granatów?) zrzucały ich na dół. Sam "Jędras" miał tego doświadczyć. No i kwestia fontanny. Jak już xyxy wspomniał, trzech uczestników desantu wspomina obecność w fontannie czterech Powstańców. A tutaj nagle pojawia się wersja z wskoczeniem do fontanny, minimum trzech kolejnych ludzi ("Filip", "Błyskawica" i "Leon"). W zapisie spotkania z p. Juliuszem Kuleszą na promocji jego książki, są takie oto słowa p. Romańczyka:

Zorientowaliśmy się, że tylko nas czterech pozostało w fontannie.

Za: http://sppw1944.republika.pl/ [dostęp na: 1.01.2010 r.]

Zastanawia mnie dokładny sens tych słów. Bo jak dla mnie, zrozumieć to można dwojako. Albo że zostali sami w fontannie, bo ktoś jeszcze w niej był, ale już wyszedł, albo chodziło tutaj o cały plac Bankowy. Kolejne pytanie do zadania.

Do tego dochodza inne czynniki, jak czas, w ktorym cos sie wydarzylo ( czestokroc sekundy), ciemnosc, strach, ludzkie emocje, no i uplyw czasu.

Dlatego też odnoszę przykre wrażenie, że wątek desantu pozostanie już dla nas jednym wielkim zbiorem tajemnic i niedopowiedzeń.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Udało mi się dzisiaj dopaść najnowszą publikację autorstwa Panów Juliusza Kuleszy i Edmunda Baranowskiego [Bankowe szańce, Warszawa 2009]. Ku mojej niezmiernej radości, cała jedna strona poświęcona jest desantowi kanałowemu. Radość ta z gatunku tych masochistycznych, bowiem wprowadza kolejne znaki zapytania, w zasadzie niewiele wyjaśniając, ale czy może być coś przyjemniejszego, niż szukanie odpowiedzi na kolejne pytania? To lecimy. Po raz kolejny natykam się na informację, że kolumna do kanału weszła około 22. I znowu brakuje mi tutaj informacji, czy o tej godzinie oddział zaczął wchodzić, czy już ruszał w drogę? Jeśli wierzyć relacjom "Filipa" i "Jędrasa", samo dostanie się wszystkich do kanału, zajęło sporo czasu (możliwe, że nawet do 40-50 min.). Tym niemniej, jest to już kolejna taka informacja. Kompletnie nie pasuje mi ta 22 do koncepcji, ale co poradzić. Upierać się nie będę. Dalej. Kto przeprowadził rozpoznanie? Panowie Kulesza i Baranowski odpowiedzi na to nie dają. Ale tak. Z relacji "Jędrasa" wynika, że mógł to być ppłk "Florian" (taką wersję przyjął bodajże whatfor), z kolei "Filip" podaje, iż od ppor. Byczkowskiego dowiedział się, iż mjr "Sosna" przekazał mu informacje o pustym placu. Ale dlaczego mjr Billewicz miał to robić? Z tego co wiem, na odprawie u "Wachnowskiego" nie było "Cedry". O "Sośnie" nic nie wiem. Ale nawet jeśli był tam, to informacje powinien przekazać "Cedro" albo "Witold", albo ktoś z dwójki "Motyl"-"Jędras". Więc być może to nie "Florian", ale "Sosna" przeprowadzał rozpoznanie? Kolejne pytanie do zadania, zwłaszcza generałowi. Prowadzenie kolumny, wałkowane na każdy możliwy sposób. Ciągle za mało. Otóż we wspomnianej pracy [s. 159], mamy coś takiego:

Kolumnę w kanale prowadził por. "Piotr" (Zdzisław Zołociński).

Jako pierwszy miał iść wedle mojej wiedzy "Cedro". Taką też chyba wersję przedstawiał p. Romańczyk. Jednak wersja z "Piotrem" zgadza się z relacją "Filipa":

Będąc na czele kolumny zdołałem rozróżnić jak za przewodnikiem zniknął w czeluściach kanału por Piotr a bezpośrednio za nim ppor Cedro.

I teraz pytanie, czy "Piotr" faktycznie szedł na początku, czy tylko wchodził jako pierwszy, a potem przesunął się w kanale? Tak czy inaczej, będzie o czym rozmawiać. I w końcu to [Kulesza J., Baranowski E., Bankowe szańce, Warszawa 2009, s. 159]:

Przez kilka godzin uszczuplony oddział desantowy przebywał w kanale, na wysokości zbiegu ulic Krakowskiego Przedmieścia i Królewskiej, oczekując daremnie na dalsze rozkazy.

Potwierdza się wersja z oczekiwaniem pod Królewską przy Krakowskim Przedmieściu (Niżyński w monografii "Miotły" podał zbieg Trębackiej z Krakowskim Przedmieściem, Podlewski z kolei aż zbieg Miodowej z Krakowskim Przedmieściem). Wersja z Królewską ma jak na razie chyba najwięcej relacji za sobą, dlatego też skłonny jestem przyjąć ją bez większych wątpliwości. Ale już fragment o daremnym czekaniu na rozkazy, jest lekko dziwny dla mnie. Mamy przecież relacje potwierdzające, że ppor. "Igor" był z meldunkiem zarówno u "Witolda", "Radosława" jak i "Wachnowskiego", i od tego ostatniego odebrał rozkaz powrotu kolumny na Starówkę. Tak czy inaczej, znowu mam wrażenie, że za bardzo mieszam. Ale ciągle nie dają mi te kwestie spokoju. A tu trzeba czekać co najmniej do poniedziałku...

Share this post


Link to post
Share on other sites
grzegorz   

Cytat

P.S. Wyzej ktos pisal, ze w Torpedzie nie bylo 3 lkm. W momencie akcji na Bankowym byly. I przyjmijmy nazwe karabiny maszynowe, bo faktycznie, przyjmujac wlasciwa nomenklature - lkm-ów trzech nie bylo, ba, nawet jednego

Fotografie P. Jerzego Tomaszewskiego przedstawiające m.in. pluton Torpedy po wyjściu z kanałów

na ul.Wareckiej dają dowód na istnienie co najmniej dwóch karabinów maszynowych. MG-42 nosi

Tygrys- Bogdan Ostrowski i tylko na jednym zdjęciu ( to dla wytrwałych w szukaniu) widać MG-34.

Trzeci MG-15 był na wyposażeniu plutonu od początku Powstania i można tylko przypuszczać, że

znalazł się w grupiie desantowej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
grzegorz   

Trzy relacje uczestników desantu kanałowego powinny różnić się drobnymi szczegółami.

Różnią się natomiast w podstawowych sprawach np. miejsce i czas śmierci ppor. Cedry.

Jeżeli wszyscy twierdzą , że znależli się w fontannie , tylko żaden z tej trójki tam sie

nie spotkał to zaczyna to być komiczne i nasuwają się wnioski i pytanie . Która z tych

relacji jest prawdziwa? Dwóch autorów już nie żyje więc raczej nie otrzymamy zadawalającej

każdego z nas odpowiedzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
xyxy   
Trzeci MG-15 był na wyposażeniu plutonu od początku Powstania i można tylko przypuszczać, że

znalazł się w grupiie desantowej.

Lub tez mozna zapytac "Jura" Baranowskiego, ktory o samym desancie raczej niewiele moze powiedziec, (podobnie jak J. Kulesza), bo w nim nie uczestniczyl, ale za to moze powiedziec cos o stanie uzbrojenia, jaki zostal na pozycjach, jako ze zostal dowodca odcinka. Wedle jego relacji, nie dysponowali zadna bronia automatyczna, ktora w calosci poszla do kanalow.

Edited by xyxy

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   
Różnią się natomiast w podstawowych sprawach np. miejsce i czas śmierci ppor. Cedry.

Trzeba brać jednak drobną poprawkę na te wspomniane relacje. Z tego co pisał "Filip" wynika, że śmierć swojego dowódcy mógł widzieć. Nie wiem jak "Łata", ale podejrzewam, że także. Będę musiał zapytać i o to. Z kolei "Jędras" dysponował jedynie informacjami, które otrzymał od innych uczestników akcji, dlatego też wydaje się być w tym miejscu najmniej wiarygodny. W związku z tym, osobiście skłaniałbym się do wersji, które przedstawiali "Filip" i "Łata", z tym, że te różnią się najbardziej. Co do czasu, osobiście wielkich różnic nie widzę. Jeśli chodzi o miejsce, tutaj faktycznie można się zastanawiać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
xyxy   

Moesz wziac kopie tych wspomnien "Filipa", zeby "Lata" sie mogl z nimi zapoznac? Przy okazji, wyjasni sie, czy to o tym byla wczesniej mowa.

Bedzie tez "Jur" - Baranowski i przynajmniej jeden od Torpedy, ktory byl w kanale i nie wyszedl ( "Kubinski" - Gabrysiak).

Edited by xyxy

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Ależ oczywiście:) Nawet myślałem, żeby wziąć te wspomnienia.

Bedzie tez "Jur" - Baranowski i przynajmniej jeden od Torpedy, ktory byl w kanale i nie wyszedl ( "Kubinski" - Gabrysiak).

Czyli nie pozostaje mi nic innego, jak wziąć ze sobą książkę Pana Baranowskiego...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Co prawda rozmowa z panem Staniewskim z racji tego, iż w desancie nie uczestniczył, tylko w niewielkiej części dotyczyła interesujących nas w tym miejscu wydarzeń, to jednak parę spraw wyjaśnił, jako osoba przez wiele lat zajmująca się historią "Miotły", a i związek z desantem pewien miał. O tym jednak kiedy indziej, na razie muszę spisać wywiad na czysto (jakby ktoś był chętny przeczytać transkrypcję, proszę tylko dać znać, prześlę jak już będzie gotowa). Odniosę się tylko do kilku spraw. Ilość km-ów. Sam p. Staniewski wspominał o dwóch. Tutaj wyżej też była mowa o dwóch, na zdjęciach. Jednak z tych, o których wspominał p. Staniewski, jeden miał pozostać na placu Bankowym. W tym momencie nie kojarzę, czy wcześniej spotkałem się z jakąkolwiek relacją, w której byłaby o tym mowa, ale jeśli wierzyć na słowo, to kwestia km-ów wyjaśnia się. Sprawa granatnika i "Kamińskiego". Jak to ujął p. Staniewski: nie było takich szans. O granatniku miał wspominać sam "Kamiński", dopiero od niego przejęli to inni. I jeszcze "peemy naprzód", ale to już z krótkiej rozmowy z p. Jędrzejewską "Sławką" (czeka mnie jeszcze dłuższe spotkanie, ale też za jakiś czas). Otóż w kanale możliwość przejścia dwóch osób obok siebie była, choć miało to być szalenie trudne. Na moją sugestię, czy też raczej pytanie, czy możliwe było, aby to sama broń została podana do przodu, zareagowała jasno: taka sytuacja była niemożliwa, broń nigdy nie była tak przekazywana, to ludzie z tymi peemami mieli pójść do przodu.

Jeśli ktoś jest ciekaw, co to za związek z desantem miał p. Staniewski, jako krótkie wyjaśnienie mogę na razie podać to, że miał dostarczyć kabel dla desantu. Reszta smaczków później;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Relacja p.Stachowiaka,,Bogdan" ukazała się w książce ,,Żołnierze KG AK wspominają" .Książka została wydana przez ,,Oficynę wydawniczą Pomost " w 1994.Relacja z desantu na pl. Bankowy p.Stachowiaka została spisana i potwierdzona w 1979 r. przez uczestnika tych walk Marka Gadomskiego ,,Romana".Relacja ta nie odbiega od artykułu z ,,Życia warszawy" 177/81przedstawiona przez Grzegorza. W relacji tej na dowódcę oddziału desantowego został wyznaczony przez mjra ,,Witolda" por.,,Motyl" , a jego zastępcą został por. ,,Piotr" .Kolejność w kanale: przewodnik, por.,,Cedro, zanim jego pluton ( II drużyna kurierska dca plut.pdch ,,Roman", za nią I drużyna sierż.pdch,,Winnickiego"- ok. 22-25 ludzi).Za plutonem ,,Cedry" idą,,Piotry" prowadzeni przez ,,Jędrasa" a dalej pluton ,,Torpedy".Żołnierze wchodzili do kanału ok.21.00 odchodząc w głąb kanału , by poczekać na zejście wszystkich żołnierzy.Obie drużyny plut.,,Cedro" miały po karabinie maszynowym MG-42.Pod pl. Bankowy dotarli 30 minut przed rozpoczęciem akcji.por.,,Piotr przeprowadził krótka rozmowę z por.,,Cedro".Por.,,Cedro wydał rozkaz- peemy do przodu ( zebrało sie ok.10 żołnierzy),którzy mieli wyjść za nim, potem obsługa kaemu drużyny kurierskiej za nią drużyna ,,Winnickiego".Na plac bankowy wyszli

w/g kolejności: przewodnik, ,,Cedro", ,,Roman", 6 czy 7 ,,Bogdan".Wyszli też kpr ,,Józek", strz. ,,Jurek" (Jerzy Kmiecik ?)st.strz ,,Kuba", st.strz.Mułek",st.strz.,,Mat".Z plut.,,Cedry" nie wyszedł z kanału plut.,,Leon" NN pod pozorem zacięcia peemu.

Pdch ,,Makina" to Stanisław Sommer- walczył w Kompanii Warszawskiej w 27 Dywizji wołyńskiej AK, w lipcu wrócił na urlop zdrowotny do Warszawy. Został włączony do batalionu ,,Czata 49", autor zdjęć z Woli i Starego Miasta

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Problem z tą relację jest taki, że według tego, co mówił nie raz p. Jan Romańczyk, jest w niej sporo nieprawdy. Pytanie, komu wierzyć.

Kolejność w kanale: przewodnik, por.,,Cedro, zanim jego pluton ( II drużyna kurierska dca plut.pdch ,,Roman", za nią I drużyna sierż.pdch,,Winnickiego"- ok. 22-25 ludzi).Za plutonem ,,Cedry" idą,,Piotry" prowadzeni przez ,,Jędrasa" a dalej pluton ,,Torpedy".Żołnierze wchodzili do kanału ok.21.00 odchodząc w głąb kanału , by poczekać na zejście wszystkich żołnierzy.

No i znowu, według tego co mówił mi p. Staniewski na podstawie rozmów z uczestnikami desantu, ludzie "Torpedy" byli tuż za oddziałem "Cedry". Co do wchodzenia. O tej 21 zaczęli wchodzić, czy już weszli? Relacja "Jędrasa" jako godzinę rozpoczęcia wchodzenia podaje 20, o 21 mieli już iść. Z kolei Niżyński przesuwa to aż na 22. Ale o godzinie rozmawialiśmy nie raz.

Obie drużyny plut.,,Cedro" miały po karabinie maszynowym MG-42.

Akurat kaemy miały być pod opieką ludzi "Torpedy". Wśród ludzi "Cedry" znalazły się ze względów czysto praktycznych. Chodziło o jak największą siłę ognia na początek.

Pod pl. Bankowy dotarli 30 minut przed rozpoczęciem akcji.

Tutaj też relacje wahają się od godziny do pół.

Z plut.,,Cedry" nie wyszedł z kanału plut.,,Leon" NN pod pozorem zacięcia peemu.

Według relacji p. Stachowiaka. Bo już opis Podlewskiego jak i relacja "Filipa" przekonują nas, że wyszedł.

A tak już na marginesie, powoli coraz bardziej jestem przekonany, że ta dyskusja jest w zasadzie sporem o... no właśnie, o co? Sama p. Halina Jędrzejewska "Sławka" ostatnio przyznała mi, że jak tylko podczas spotkań dochodzi do tematów powstańczych, to nagle się okazuje, że 3-4 osoby, które uczestniczyły w jednym wydarzeniu, nie raz stojąc pół metra od siebie, opisują całość kompletnie inaczej. Początkowo dziwiła się, że tak jest. Teraz traktuje to z przymrużeniem oka. Więc skoro sami kombatanci mają problemy z ustaleniem prawidłowego przebiegu, to my mamy szanse równe zeru na to, aby dojść do prawdy. Smutne, ale prawdziwe. Może żeby powoli zacząć porządkować temat, bo na razie mamy lekki misz-masz, zbierzmy te relacje i opracowania, które wykorzystaliśmy dotąd:

Relacje uczestników:

Zbigniew Ścibor-Rylski "Motyl"

Tadeusz Stachowiak "Bogdan"

Stanisław Ożóg "Filip"

Zygmunt Jędrzejewski" Jędras"

Halina Jędrzejewska "Sławka"

Jan Romańczyk "Łata"

Relacje osób, które w desancie udziału nie brały, ale ich opisy z różnych względów są przydatne:

Tadeusz Świątkowski "Borsuk" (3. kompania "Wkra" baonu "Łukasińskiego")

Anna Wyganowska Eriksson (pluton pancerny "Wacek")

Edmund Baranowski "Jur" (baon "Miotła)

Roman Staniewski "Stanisław Kwiatkowski" (baon "Miotła")

Tadeusz Komorowski "Bór"

Felicjan Majorkiewicz "Iron"

Opracowania:

Podlewski S., Przemarsz przez piekło, Warszawa 1957;

Borkiewicz A., Powstanie Warszawskie 1944. Zarys działań natury wojskowej, Warszawa 1964;

Kirchmayer J., Powstanie Warszawskie, Warszawa 1959;

Niżyński L., Batalion "Miotła", Warszawa 1992;

Stachiewicz P., Starówka 1944, Warszawa 1983;

Śreniawa-Szypiowski R., "Czata 49", "Więź" 10 (1961), s. 132-137;

Śreniawa-Szypiowski R., Batalion "Czata 49" w Powstaniu Warszawskim, "Kronika Warszawy" 1/2 (1994), s. 159-190;

Bartoszewski W., Powstanie Warszawskie, Warszawa 2009;

Duchowski T., Powałkiewicz J., Warszawskie Termopile 1944: Kanały, Warszawa 2003.

O czymś zapomniałem?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Albinos   

Na próbę uporządkowania tematu odzewu brak, więc mieszam dalej. Już od dłuższego czasu chodziło mi to po głowie. W relacji "Jędrasa" znajdujemy coś takiego [Od września do września, Warszawa 1989, s. 138]:

Cała grupa pod dowództwem kpt. "Motyla" (mjr "Witold", ranny, nie mógł brać udziału w operacji) (...).

Ale już w relacji samego "Motyla" czytamy [ http://www.1944.pl/index.php?a=site_archiw...=414&page=2 , dostęp na: 22.01.2010 r.]:

"Wachnowski" zarządził 29 sierpnia odprawę. Na tą odprawę poszedł "Radosław", major "Witold", Zygmunt Jędrzejewski i ja, we czwórkę. Plan był taki, że zrobimy desant na Plac Bankowy. Wywiad, który poszedł na Plac Bankowy kanałami, stwierdził, że obok ustępów ogrodzonych blachą są dwa włazy i tymi włazami wyjdziemy z kanału, zaatakujemy Niemców, jeżeli tam będą. Wywiad "Wachnowskiego" stwierdził, że bardzo mało Niemców jest na Placu Bankowym. Doskonale pamiętam słowa majora "Witolda": "Ja poprowadzę, kiedy sam poślę swój zwiad, który stwierdzi, jakie tam są warunki wyjścia". "Wachnowski" wtedy troszkę się oburzył, mówi: "Jak to?! Rozpoznanie mieli!". Ja powiedziałem: "W takim razie, panie pułkowniku, to ja pójdę, poprowadzę ten desant".

I teraz mam zgryz. Czemu właściwie to nie "Witold", ale "Motyl"/"Piotr" poprowadził/-li desant? Wedle Jędrzejewskiego, chodziło o stan zdrowia majora (faktycznie, był dwukrotnie ranny do tego czasu). Jednak relacja gen. Ścibor-Rylskiego wprowadza nutkę niepewności. Gdyby mjr Runge istotnie był na tyle poważnie ranny, że nie mógł iść, nie proponowałby osobistego dowodzenia na odprawie. Oczywiście, nie przyjmowałbym bez chwili wątpliwości tego, co mówił "Motyl" za pewnik. Raz, że po latach mógł coś pomylić, a dwa, nawet jeśli faktycznie takie słowa padły na odprawie, to mogło to być jedynie efektem ambicji/poczucia odpowiedzialności za ludzi, samego d-cy "Czaty". Z drugiej strony, jeśli wierzyć słowom "Motyla", które już tutaj przytaczałem [dokładnie 8.11.2009 r., 16:12], on sam był ranny idąc na akcję. Jeśli to istotnie prawda, to nagle stajemy przed dość interesującą kwestią. Jak wiemy, zadaniem mjra "Witolda" na noc 30/31.08 było utrzymanie wydzielonego fragmentu północnej linii obrony, a następnie cofnięcie się na plac Krasińskich (dopiero po sukcesie desantu na placu Bankowym). I tutaj pytanie, czy to nie z tego powodu "Witold" został na Starówce? Z drugiej strony, "Motyl" powinien był spokojnie sobie poradzić z tym zadaniem, wszak wedle opinii mjra "Bolka" z dn. 18.08, był najlepszym kandydatem na zastąpienie "Witolda" na stanowisku d-cy baonu. Mamy więc następującą sytuację. Albo i "Witold" i "Motyl" byli ranni, albo tylko jeden z nich. W pierwszym przypadku możemy jedynie domyślać się, czemu nastąpił taki podział. W drugim, zależy od wariantu. Jeśli "Witold", wszystko jest jasne. Jeśli "Motyl", to znowu można spekulować.

Tak na marginesie, tekst wywiadu dt. desantu już spisany. Jedną kopię wysłałem, jeśli jeszcze ktoś jest chętny, zapraszam:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
grzegorz   

Na Starówce pozostała grupa rannych , resztki sanitariatu i drużyna gospodarcza. Według mojej oceny mjr.Witold pozostał na Starówce właśnie dla nich. Jego udział w desancie kanałowym był zbyteczny.

Tam znależli się jego najlepsi oficerowie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.