Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
jancet

Łotwa

Rekomendowane odpowiedzi

jancet   

Chyba tego nie było, co nie dziwota, bo destynacja nieco ekscentryczna. Ale stało się - latoś wylądowaliśmy na 2 tygodnie w środku sierpnia na Łotwie.
Pierwszy tydzień w Lilaste, w Vidzeme, czyli Livlandii, na północ do Rygi. Drugi tydzień w Jūrkalne, w Kurzeme, czyli Kurlandii, na zachód od Rygi.

 

Dojazd: Jechaliśmy samochodem. Bez problemów, jeśli się omija "via Baltica", czyli jedzie na Brok, Ostrów, Łomżę. "Via Baltica", czyli trasa na Wyszków, Ostrów, Zambrów wciąż w budowie. Nie sądzę, by w przyszłym roku było inaczej. Drogi w dobrym stanie, ale na Łotwie dość zatłoczone. 

 

Zakwaterowanie: Wynajmowaliśmy całe domy przez booking.com. W Lilaste taki nowoczesny, dizajnerski wręcz, a zarazem taki trochę nieprzyjazny. Czysty, wręcz zdezynfekowany. W Jūrkalne - drewniany, taki domek imprezowy, zaniedbany, brud po kątach, coś działa, coś nie działa, "bo popsuli", za to bardzo przyjazny. 

 

Język: z łotewskim stykałem się rzadko. Dominuje rosyjski.

 

Wyżywienie: Choć siedzieliśmy tam dwa tygodnie, potrafię sobie przypomnieć tylko 5 posiłków w knajpach. Smacznych. Jednak częściej decydowaliśmy się kupić coś fajnego i przyrządzić w domu. Specjalność kraju to niewątpliwie ryby. Z tych, u nas rzadko spotykanych do dzikie jesiotry i sterlety oraz trocie. Czują jakąś miętę do leszczy, to chyba najpopularniejsza u nich ryba, tyle że te leszcze to tak od 2 do 5 kg. Pewnie dlatego dają się zjeść.  Węgorze wędzone oraz kawior łososiowy i pstrągowy w atrakcyjnych cenach, choć nie darmo. Z produktów mięsnych warto zwrócić uwagę na dostępną w każdym sklepiku marynowaną wieprzowinę w kawałkach na szaszłyki. Chyba kochają szaszłyki. Z produktów skrobiowych - kasza, zwana "perlovka". Bardziej podobna do naszego pęcaku, niż perłowej. A z warzyw - kwaszone pomidory.

 

Trunki: ryski balsam klasyczny, w brązowej kamionce - ekstremalnie cierpka ziołowa nastojka, ja lubię takie rzeczy. W czarnej butelce z czerwoną etykietką - nieco złamany miodem. W czarnej butelce z fioletową etykietą - nalewka z czarnej porzeczki, po prostu nadzwyczajna, boska. Innych mocnych trunków nie piliśmy, bo obkupiliśmy się w Kownie. Piw wielka rozmaitość, dobre, ale dość drogie.

 

Klimat: wg tablic klimatycznych średnia maksymalna temperatura sierpnia to +20°C, podobnie jak w Gdańsku. Znaczy, że wczesnym popołudniem może być raz 15°C, raz 25°C, a raz 20°C. Niestety - w trakcie naszego pobytu temperatura raczej rzadko przekraczała 15°C, a jeśli, to niewiele: 16-17°C. Na termometrze samochodowym +20°C zobaczyliśmy raz jeden - w dniu wyjazdu, kilka km od litewskiej granicy. Do tego dużo deszczu (opady w sierpniu wg tablic klimatycznych 3 razy większe, niż w Gdańsku) i wiatru.

 

Krajobraz: falisto-pagórkowaty, zdał mi się bardziej urozmaicony, niż np. na Mazurach. Wyrazisty rys nadają mu rzeki - niby małe i krótkie, ale niosą dużo wody, nie to co nasze Pilice i Bzury. Bardzo dużo lasów, przy czym chyba Łotysze jakoś inaczej oceniają wiek rębny, bo takich sosen u nas nie uświadczysz. W lasach grzyby. Dużo grzybów. Bardzo dużo grzybów.

 

Nie ma wsi. Znaczy w naszym rozumieniu. Żadnych ulicówek itp. Typowa łotewska wieś to sklepik spożywczy, obok którego wbity jest słup, a na nim kierunkowskazy z nazwiskami właścicieli poszczególnych posesji. Od chałupy do chałupy może być i km. Fajnie się jeździ samochodem po takich bocznych drogach, bo nie ma praktycznie terenów zabudowanych, a drogi szerokie, poradzieckie, budowane tak, by dwa czołgi mogły się minąć.

 

Wyznanie: Tyberiuszowi by tam pasowało. Kraj ocieka i kipi pogaństwem. I to tym prawdziwym, a nie żadnym neo. Na letnie przesilenie (niby św. Jana) mają dwa dni wolnego i ponoć oddają się orgiom na świeżym powietrzu. Stawiają jakieś słupy falliczne przy lada okazji (no może to mi się wszystko z jednym kojarzy). Plaże fajnie położone, bo z widokiem na zachód słońca, więc stawiają bramy, by zachód się lepiej prezentował. Niby drewniane, ale jakoś celtyckie. Jak jakoś na równinie zdarzy się pagórek, to będą na nim 500-letnie dęby i cmentarz. Czasem jakaś mała kapliczka pod dębem. Ewidentnie ważny jest dąb, a kapliczka usiłuje skorzystać z JEGO mocy.

 

No to teraz przejdziemy do zwiedzania.  W kolejności chronologicznej.

 

Bauska, po naszemu Bowsk. Taki zamek u zbiegu dwóch rzek - Memelé i Mūša. Słyszeliście o nich? Ja nie. Nie wiem, czy mają polskie nazwy. Ale jak się patrzy na ich nurt, to wydają się być przeszkodą nie do pokonania. I to w sierpniu, gdy stan wód powinien być najniższy. Sam zamek składa się z dwóch części - z gotyckiej zostały zakonserwowane ruiny, dostępne za opłatą. Do renesansowej można wejść za free, jest tam też niezła knajpa. A z przodu nieźle zarysowane dla bastiony. Generalnie - polecam.

 

Rīga, czyli Ryga. Stare Miasto zwarte i z charakterem. Ale ogólnie nic nadzwyczajnego. Chyba tylko Dźwina. No nie - jeszcze hale targowe, które podczas I wojny światowej były hangarami dla bojowych sterowców, a potem przeniesiono je do Rygi i zmieniono przeznaczenie. Ponoć największe hale targowe w Europie. Na zwiedzanie hal trzeba więcej czasu, niż na resztę miasta. 

 

Sigulda i Turaida. Wg przewodników - najatrakcyjniejsze miejsce na Łotwie. Niby duże nagromadzenie różnorakich atrakcji, ale te atrakcje takie jakieś badziewne, już nawet nie rodem z Hollywood, ale z Bollywood. Dolina rzeki Gauja owszem, głęboka, no ale kanion to nie jest. Trzy zameczki i pałac Krapotkinów. Kolejka linowa nad rzeką, taka kabinówka, dwie godziny czekania, a szanse na dopchanie się do okna i zobaczenie czegokolwiek - znikome. Jakieś groty, ale bardzo płytkie. Może miałem zły dzień, ale generalnie - nie polecam. 

 

Jūrkalne. Wieś, taka w miarę normalna, niby nic nadzwyczajnego, ale jakoś dla Łotyszy ważna. Piękny klif, stromo opadający do morza, a na górze wielkie pole imprezowe, na którym ponoć się zbiera wiele tysięcy osób. Estrady i estradki, miejsce pod namioty, jakieś huśtawki i inne elementy małej architektury, wcale nie wiem, do czego służyć mające. O bramach i fallusach nie wspominając. Niektórzy chyba często tu bywają, po postawili sobie takie stałe budy-szałasy. No i stara karczma, do dziś czynna (restauracja i zakwaterowanie) z fajną atmosferą. Tyberiuszu, powinieneś tam być na letnie przesilenie.

 

Kuldīga, czyli Koldynga nad Ventą (Windą?). Nie myślałem, że coś takiego może jeszcze istnieć. Czas się tu zatrzymał ponad 100 lat temu, zostawiając nam stare miasto, w 90% składające się z zabudowy drewnianej. Budynki wciąż ogrzewane kaflowymi piecami, więc przy każdym domu - drewutnia. Jak jest chyba jedna jedyna 3-piętrowa kamienica, to tuż obok jest 3-piętrowa drewutnia. Wiecie, jak wygląda drewutnia? Dla mnie rok temu to było tylko pojęcie literackie. Gorąco polecam.

 

I spieszcie się. To znika. Jeśli nie znajdą się pieniądze na rewitalizację, to drewno zmurszeje, dachu się zapadną i wśród gnijącego drewna trudno będzie cieszyć się pięknem snycerskiej roboty. Jeśli pieniądze na rewitalizację się znajdą, to będziemy mieć pięknie zachowane atrapy. Ogrzewane gazem, więc znikną drewutnie. I tak źle, i tak niedobrze. 

 

Ventspils, czyli Windawa, też nad Windą. Żywe miasto portowe, parę zabytków się znajdzie. Fajny targ i super knajpa tuz obok, gdzie dają ryby dziś złowione i wędzone na gorąco na miejscu. Eech...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, jancet napisał:

Trunki: ryski balsam klasyczny, w brązowej kamionce - ekstremalnie cierpka ziołowa nastojka, ja lubię takie rzeczy. W czarnej butelce z czerwoną etykietką - nieco złamany miodem. W czarnej butelce z fioletową etykietą - nalewka z czarnej porzeczki, po prostu nadzwyczajna, boska.

 

Zacny trunek sięgający XVIII w., produkt talentu ryskiego farmaceuty Abrahmsa Kunce. Ten z czerwoną etykietą ("Element") prócz kilku sekretnych składników zawiera również rum. Do tego potrójnego zestawu wytwarzają jeszcze krem waniliowo-karmelowy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.