Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
Zemh0

Jeńcy w średniowieczu

Recommended Posts

Zemh0   

Witajcie, zastanawia mnie, jak wyglądała sytuacja jeńców w średniowieczu. Czy trafiali do jakichś obozów jenieckich? Jak ich tam traktowano? Z tego, co wiem, jeśli trafił się jakiś ważny jeniec, to można było dać za niego okup. A co się działo z pozostałymi? Mogli się jakoś uwolnić?

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Inna sytuacja była we wczesnym średniowieczu, kiedy to można było jeńców potraktować jak niewolników, a inna w późniejszym okresie. Jeśli chodzi o sytuację u nas, w okresie tak od końca panowania Kazimierza Wielkiego, to co do zasady jeńcy byli we władaniu króla. Po bitwie robiono spisy jeńców, niekoniecznie nazbyt dokładne albowiem skupiano się na tych znaczniejszych. Władca przyznawał jeńców poszczególnym rycerzom (bądź kwotę ich wykupu), zwłaszcza tym którzy osobiście pojmali przeciwnika, wyróżnili się w bitwie, bądź tym których starano się zjednać z politycznych czy innych powodów.

Ogólnie obie strony starały się sprawę jeńców załatwić szybko. Stąd całkiem częste wypuszczanie na parol. Dla jednej strony była to kwestia honorowa i pragmatyczna zarazem, brak zabiegów o wykup znacząco mógł zmniejszyć ochotę kolejnych by "zaciągnąć" pod czyjś sztandar. Dla drugiej strony była to kwestia kosztów, a utrzymanie jeńca, który był znaczącą personą nie było wcale tak tanie. Stąd często wzrastająca kwota okupu, nie była jedynie przejawem pazerności, tylko zwykłej kalkulacji i uwzględnienia wzrastających kosztów utrzymania. W niektórych przypadkach decydowano się na wypuszczenie jeńców bez okupu, to przysparzało władcy splendoru.

Pomijam tu kwestię celowego przetrzymywania niektórych osób - którzy spełniali funkcję niejako zakładników, czy miały być elementem szantażu w przypadku niepożądanych działań strony przeciwnej.

Obozów żadnych nie zakładano, nie licząc oczywiście okresu tuż po samej bitwie. Jeńców starano się rozdysponować pomiędzy rycerzy bądź zarządców (tenutariuszy etc. etc.) domeny królewskiej.

Co do tych których nie było stać na osobisty wykup, czyli całej chmarze czeladzi i ludzi niskiego stanu, część była wykupywana przez swych "panów", czyli tych za którymi pociągnęli na daną walkę. Było to w interesie danego rycerza, nikt nie chciał tracić rąk do pracy czy kolejnej wyprawy. Ci którzy nie mieli takiego szczęścia, stawali się siłą najemną swych nowych panów. Większe i zwarte grupy jeńców osadzano często w jakimś miejscu i w ten sposób powstały wsie jenieckie.

Warto zajrzeć do:

R. Barber "Rycerze i rycerskość"

F. Kusiak "Rycerze średniowiecznej Europy łacińskiej"

K. Modzelewski "Chłopi w monarchii wczesnopiastowskiej"

(m.in.: o wcielaniu brańców w szeregi ludności służebnej)

J. Tyszkiewicz "Jeńcy wojenni i dyplomacja polska w XV-XVI wieku", w: "Balticum. Studia z dziejów polityki, gospodarki i kultury XII-XVII wieku ofiarowane Marianowi Biskupowi w siedemdziesiątą rocznicę urodzin", red. Z.H. Nowak

H. Modrzewska "Osadnictwo jenieckie we wcześniejszym średniowieczu polskim. Uwagi w sprawie obcego elementu etnicznego w toponomastyce polskiej", "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej", R. 17, 1969, nr 3

tejże, "Osadnictwo obcoetniczne i innoplemienne w Polsce wczesnego średniowiecza"

B. Śliwiński "Do kogo należał jeniec-rycerz w średniowiecznej Polsce?", w: "Społeczeństwo Polski średniowiecznej", red. S.K. Kuczyński, t. 7, Warszawa 1996

tegoż, "O niektórych aspektach wykupu z niewoli jeńców-rycerzy w Polsce dzielnicowej i zjednoczonej", w: "Ojczyzna bliższa i dalsza. Studia historyczne ofiarowane Feliksowi Kirykowi w sześćdziesiątą rocznicę urodzin", red. J. Chrobaczyński, A. Jureczko, M. Śliwa

Share this post


Link to post
Share on other sites

A to może zapyta się Tyberiusz autora tego wpisu, skoro go podał to - rozumiem, że ma pewne zaufanie do jego wiedzy?

Ja niestety nie wiem kim jest ta osoba, kiedy klikam na: "Wyświetl mój pełny profil" czy: "O mnie" dostaję respons: "Мы из СССР!", "Ветераны", "Rodzimowierstwo Słowiańskie". Kto prowadzi ten blog, który Tyberiusz uznał za swe źródło?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż, jak weryfikowane źródła - taka i prezentowana wiedza, przynajmniej wiemy jaki ma Tyberiusz stosunek do tego co pisze.

Ciekawa rzecz miała się z jeńcami w bitwie pod Koronowem.

Wedle przekazu Długosza pomiędzy drugim a trzecim starciem doszło pomiędzy stronami do wymiany jeńców i koni. Po bitwie, jak podaje krakowski kanonik, król wypuścił wszystkich jeńców ("za słowem"), prócz głównodowodzącego - Michała Küchmeistra, wójta Nowej Marchii. W świetle szeregu innych źródeł wiadomo, że rzeczy miały się nieco inaczej, przyjmuje się, że władca uwolnił jedynie rycerzy zaciężnych i rycerzy-dworzan Zygmunta Luksemburskiego.

Z listu wielkiego mistrza Henryka von Plauena do księcia Przemka Opawskiego dowiadujemy się, że wskutek niezadowolenia zaciężnych, po bitwie pod Koronowem musiał podnieść im żołd i dodatkowo zobowiązać się do ich wymiany na schwytanych jeńców polskich. Dodać można , że skrupulatni Krzyżacy potrącali z żołdu za okres przebywania w niewoli. Z drugiej strony Zakon ponosił całkiem spore wydatki na walczących po ich stronie, którzy dostali się do niewoli. Nie tylko ich wykupywali (bądź partycypowali w okupie), często wypłacano też rodzaj odszkodowania, opłacano też koszty podróży do ustalonego miejsca stawienia się z okupem.

Kwestia okupu nie zawsze była prostą umową dwustronną, rycerz Erkinger von Seinsheim miał zostać wykupiony przez wziętego do niewoli w Bratianie - cześnika dobrzyńskiego Jana Kretkowskiego. Jednocześni temu frankońskiemu rycerzowi przekazano grupę polskich jeńców z niejakim Jarandem (ich przywódcą), którzy mieli być zapewne elementem kolejnej wymiany.

Share this post


Link to post
Share on other sites
jancet   

A to może zapyta się Tyberiusz autora tego wpisu, skoro go podał to - rozumiem, że ma pewne zaufanie do jego wiedzy?

Ja niestety nie wiem kim jest ta osoba, kiedy klikam na: "Wyświetl mój pełny profil" czy: "O mnie" dostaję respons: "Мы из СССР!", "Ветераны", "Rodzimowierstwo Słowiańskie". Kto prowadzi ten blog, który Tyberiusz uznał za swe źródło?

Kto prowadzi blog, tego nie wiem, ale pod tekstem podpisany jest Kamil Janicki, i jest to skrót artykułu z "Ciekawostek historycznych".

O autorze i portalu mieliśmy okazję już dyskutować.

Co do samego poławiania i eksportu niewolników w X w. z ziem słowiańskich to zetknąłem się z tym poglądem jako poważnym poglądem zawodowych historyków. Sięgając pod rękę mamy potwierdzenie tej tezy w artykule prof. dr. hab. Sławomira Moździocha (PAN) Krajobraz Prapolaka w: Narodziny Polski. Pomocnik historyczny; red: dr Leszek Będkowski, SW "Polityka", Warszawa 8/2015.

Dość szeroko ujmuje to Jarosław Krysik, nieżyjący już publicysta, w artykule "Sclavus na niewolniczym szlaku" w tym samym zeszycie "Pomocnika historycznego". Z tym, że nie mam tam nic o żadnym zbrodniczym procederze pra-Piastów, jest o powszechnie występującym na całej Słowiańszczyźnie zjawisku. Podobnie jak Moździoch, Krysik powołuje się na źródła archeologiczne, a także kulturowe z krajów, do których niewolnicy trafiali, choć ich nie przytacza w odnośnikach - w końcu to pismo do poduszki, a nie naukowa rozprawa. Ale brzmi to rozsądnie, także dzięki pewnym odwołaniom do analogii z innych epok i obszarów. Po stronie podaży wymienia: "nieurodzaj, banicję, wojnę". Nieurodzaj powodował, że rodzice sprzedawali niektóre dzieci w niewolę, a w skrajnych przypadkach i dorośli się poddawali - lepiej żyć niewolnym, niż umrzeć z głodu. W ustroju plemiennym czy rodowym dość częstą karą za poważny występek było "wykluczenie ze stada". Taka osoba była łatwym łupem. I dopiero na koniec wojna.

Pogląd ten nie jest szczególnie nowy, gdyż red. Jarosław Krysik zmarł trzy lata temu.

Warto zauważyć, że Kamil Janicki też jest autorem kilku tzw. "ramek" w tej publikacji, typu "Mieszko I. Jak mógł wyglądać pierwszy polski książę?". O ile rozumiem logikę tej publikacji, to w "ramkach" redakcja umieszcza teksty interesujące, ale z treścią których redakcja nie do końca się utożsamia. Nie dziwota. Bo co wiemy o wyglądzie Mieszka I? Zapewne miał dwie nogi na dole, jedną głowę na górze oraz pomiędzy nimi ręce dwie. W głowie miał 7 otworów, a poniżej pasa jeszcze dwa. Gdyby coś w tym zakresie było inaczej, może by kronikarze to zapisali. Inne szczegóły to fantastyka.

Choć trzeba przyznać, że Janicki w tym wydawnictwie, choć trochę wodzy wyobraźni popuszcza, to jakoś trzyma się historycznej materii. Jak pisze, że, wbrew Matejce, nie nosił brody, to jakoś to uzasadnia. Choć jak pisze, że "był mężczyzną w sile wieku, energicznym, zdrowym" to trochę poczucie śmieszności mnie ogarnia. Będąc w sile wieku, był w sile wieku. Umierał zapewne trochę po 60-tce, czyli wtedy nie był już "w sile wieku". No i umierając zapewne nie był zdrowym.

Ale to drobiazg.

Na własnym portalu Janicki nie krępował się wcale. Zdaje się, że wcześniej nic mu nie było wiadomo o zjawisku niewolnictwa u Słowian, za to jak dostał do ręki autorskie egzemplarze "Pomocnika historycznego" i przeczytał teksty Moździocha i Krysika, to uznał, że już jest wybitnym specjalistą. No i że to on musi zebrać premię za spopularyzowanie tej tezy - fakt, że historykom nieobcej, ale w podręcznikach pominiętej. Po czym dokonał ekstrapolacji zawartych tam tez na zasadzie eksplozji nuklearnej. Coś, co u nich było zasygnalizowaniem możliwości, u niego jest dowiedzioną prawdą. Ale na tym nie poprzestał, o nie. Wywiódł jakieś dalsze meta-bzdury, o obozach, przesiedleniach, państwie policyjnym - a także, jakoby to przodkowie Mieszka w jakiś szczególny sposób się tym procederem zajmowali.

Dyby smalone, nie mające żadnego odbicia w jakichkolwiek źródłach historycznych czy archeologicznych. Przy czym pełne kompletnych nonsensów.

"Ziemia gnieźnieńska była w tym czasie regionem biednym, słabo zaludnionym i pozbawionym naturalnych surowców. Jej położenie miało właściwie tylko jedną zaletę – w ciągu kilku godzin konnej jazdy dało się dotrzeć do opływających w bogactwa, a jednocześnie pozbawionych silnych fortyfikacji osad i portów Pomorza".

Z Gniezna na Wolin to jest dziś kilka godzin jazdy samochodem. Wówczas, konno to było na pewno powyżej tygodnia. Ale raczej kilka tygodni.

"Na całe lata Piastowie ugrzęźli w walkach z konkurencyjnym, zapomnianym przez historię plemieniem zamieszkującym nad rzeką Obrą. Gdy wreszcie zwyciężyli, swój sukces przypieczętowali w iście barbarzyński sposób.

Palili twierdze swoich wrogów do gołej ziemi i pilnowali, by już nigdy nie osiedlono się w ich miejscu. Spośród około dziewięćdziesięciu wielkopolskich warowni niemal osiemdziesiąt zniknęło z powierzchni ziemi. Na własny użytek Piastowie przejmowali wyłącznie pojedyncze, ulokowane w kluczowych miejscach grody".

No ale ponoć niewolnicy dobrze się sprzedawali? Więc może lepiej byłoby ich sprzedać, a za zarobione pieniądze wynająć o wiele bardziej fachowych i zaangażowanych cieśli. A nie:

"Tysiące osadników zostało brutalnie zagnanych na dopiero co wyrwane puszczy tereny pod głównymi grodami Piastów – Gnieznem, Gieczem i Poznaniem. Zakładali wioski i osady, w których przez resztę życia mieli pracować w niewolniczych warunkach na chwałę swoich nowych panów".

Nonsens.

To się przykleiło z redakcji Ciekawostek Historycznych. Też kłamstwo, bo wcale nie muszę zamieszczać link. Wystarczy jednoznaczne przywołanie źródła. No a zwrot "cytuj, a nie kradnij" trochę mnie obraża. Uważam ten tekst za gorzej niż g****, miałbym coś takiego kraść?

Dodam jeszcze:

"Jak ulał pasuje tutaj zdanie pewnego angielskiego władcy z wczesnego średniowiecza, który twierdził, że grupa licząca do siedmiu zbrojnych to rabusie, a od siedmiu do trzydziestu pięciu – banda. Wszystko powyżej trzydziestu pięciu osób to już jednak wojsko. I właśnie taką zgraję zbirów zebrał wokół siebie protoplasta przyszłych władców Polski".

Angielscy władcy są raczej trochę późniejsi. Chyba że chodzi o jakiegoś władcę Anglów. Przyznaję, że nie znalazłem tego cytatu. Może ktoś z kolegów wie?

Dla jasności - uważam publicystykę takich osobników, jak Kamil Janicki, za bardzo, bardzo szkodliwą dla poznawania historii. Deklaruję się jasno jako zażarty wróg autora i redaktora. Będę walczył z nim i na czele moich hufców, i kompletnie sam, konno, pieszo, na czworaka i czołgając się. HOWGH.

A Ty, Tyberiuszu, przestań czytać te bzdury.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   
Co do samego poławiania i eksportu niewolników w X w. z ziem słowiańskich to zetknąłem się z tym poglądem jako poważnym poglądem zawodowych historyków.

Myślę, że Secesjonista nie podważa samego handlu niewolnikami. Al-Bakri, Księga dróg i królestw - bo to z tej pracy znamy relacje Ibrahima ibn Jakuba, podaje wprost, że Praga była wielkim targiem niewolników.

Podobnie jak Moździoch, Krysik powołuje się na źródła archeologiczne,

Z źródłami archeologicznymi jest ten problem, ze o ile ładnie mogą potwierdzać przesiedlenia ludności o tyle mają problem z niewolnikami, tzn status prawny jest dość niematerialny ale przesiedlenia - ok potwierdzają.

Cały problem polega na tym by zorganizować handel niewolnikami trzeba mieć dobrze zorganizowane państwo - jak jesteśmy w ciągłym stanie wojny, bez zaplecza - nie ma co raczej zakładać, że kupcy będą się do nas pchali. Stąd Czechy jako państwo silne i zorganizowane handlowało ludźmi zaś w przypadku polski Mieszka nic o tym nie wiadomo (przynajmniej na taką - masową - skalę).

Share this post


Link to post
Share on other sites
euklides   

(...)

"Jak ulał pasuje tutaj zdanie pewnego angielskiego władcy z wczesnego średniowiecza, który twierdził, że grupa licząca do siedmiu zbrojnych to rabusie, a od siedmiu do trzydziestu pięciu – banda. Wszystko powyżej trzydziestu pięciu osób to już jednak wojsko. I właśnie taką zgraję zbirów zebrał wokół siebie protoplasta przyszłych władców Polski".

(...)

Też to gdzieś czytałem ale trochę inaczej. Słowo bande znaczy obrzeże czegoś. W tym znaczeniu dzisiaj mówimy banda np. na obrzeże lodowiska. W średniowieczu tak nazywano żołnierzy działających na obrzeżu armii, poza jej trzonem. Możliwe że były to np. 7-35-cio osobowe oddziałki działające poza okiem głównych dowodców. Ich zadaniem było ubezpieczanie armii przed niespodzianym atakiem. W razie napotkania nieprzyjaciela nie walczyli z nim ale uciekali z ostrzeżeniem do sił głównych. Gdy nieprzyjaciela nie było widać to nie będąc pod kontrolą żadnego odpowiedzialnego dowódcy zajmowali się rabunkami i gwałtami stąd pejoratywne znaczenie tego określenia. Owe gwałty, rabunki mordowanie i palenie to były czasem celowe działania by na przykład niszczyć wrażą ziemię czy sprowokować przeciwnika do ataku.

Edited by euklides

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

Mówisz o polszczyźnie czy o angielszczyźnie? W polskim banda i bandyta to słowo pochodzenia włoskiego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proponuję wskazać średniowieczne angielskie źródło gdzie użyto terminu "bande" (band) na określenie takiej grupy żołnierzy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
euklides   

Proponuję wskazać średniowieczne angielskie źródło gdzie użyto terminu "bande" (band) na określenie takiej grupy żołnierzy.

Tu nie chodzi o angielskie źródło. Ów hipotetyczny średniowieczny władca angielski był z pewnością frankojęzyczny. Przecież powszechnie wiadomym jest że po 1066 roku angielska szlachta i arystokracja mówiły tylko po francusku. Ten stan rzeczy trwał gdzieś do końca XIV wieku. Innego języka używał w tym czasie w Anglii tylko prosty lud.

W każdym razie słowo bande było używane w takim znaczeniu w jakim je podałem wyżej.

Mówisz o polszczyźnie czy o angielszczyźnie? W polskim banda i bandyta to słowo pochodzenia włoskiego.

Ściśle biorąc to o francuszczyźnie (patrz wyżej). Możliwe że we włoskim i francuskim funkcjonuje, czy może funkcjonowało, to samo słowo, przecież oba te języki są romańskie.

Edited by euklides

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.