Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
TyberiusClaudius

Co sądzicie o LARP'ie?

Recommended Posts

Jeśli chodzi o airsoftową odmianę to niezbyt mnie to kręci, lecz mówię to jako osoba która nigdy w czymś takim nie uczestniczyła.

Może gdybym spróbował zmieniłbym zdanie lecz zabawę z ASG cenię bardziej za ciekawy scenariusz walki o coś konkretnego (flagi, punkty itd) gdzie ciągle się coś dzieje, a spędzenie dnia ( bo tyle LARPy zazwyczaj trwają) podczas którego wystrzeliłbym może ze 60 BB raczej by mnie znudziło. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja przede wszystkim nie lubię LARPU, bo reko to nie tylko bieganie po lesie, ale też i czytanie i nauka historii. A jaką wartość dodaną tworzy bieganie po lesie z pistolecikiem jak duże dziecko?

Edited by TyberiusClaudius

Share this post


Link to post
Share on other sites
Furiusz   

Jako dzieciak lubiłem fantastykę i rpg więc tak dla Tyberiusza rozszyfruję skrót LARP - live action role-playing jak sama nazwa wskazuje nie jest to reko (skrót od rekonesansu?) ani nawet rekonstrukcja historyczna a zabawa w odgrywanie ról, dość szybko zaprzęgnięta do gier fabularnych typu D&D.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak mnie się zdaje, Tyberiuszowi chodziło o porównanie rekonstrukcji z grami typu LARP w których włączony jest wątek gry-walki w terenie. W myśl wywodów Tyberiusza to co on praktykuje - czyli bieganie z łukiem i pobratymcami po lesie jest lepsze od wymachiwania "pistolecikami" w takim samym lesie przez uczestników: live action role-playing. A dowodem jest, że on sam przy okazji tego hobby uskutecznia: "czytanie i naukę historii". Co korci by się zapytać jaką książkę o średniowiecznym łucznictwie wreszcie przeczytał nasz cieszyński "Robin Hood"?

Otóż cny specjalisto od dawnego łucznictwa i wierzeń pradawnych Słowian, tego typu gry rozwijają choćby słownictwo i wyobraźnię. Tego typu gry mogą pobudzić zainteresowanie matematyką - kiedy masz do wyboru rzut jednym z wybranych zestawów wielościennych kości (na ogół takich co mają więcej niźli sześć ścian) i próbujesz przypomnieć sobie te wszystkie permutacje i zdarzenia losowe itp. Próbujesz wykombinować jak wybrać ten hipotetycznie lepszy zestaw. Wreszcie tego typu gry, wiele osób prowadzi do zainteresowania skąd się te stwory wzięły, a zapewniam, iż wiele z nich znajduje swój pierwowzór w antycznych, jak i średniowiecznych bestiariuszach i traktatach geograficznych. I byłbym tak śmiały, że stwierdziłbym, że są one tobie zupełnie nieznane, choć występujesz z pozycji znawcy Rzymu czy dawnych słowiańskich mitów. A tego typu zainteresowanie, bywa że rozszerza się na chęć poznania całej epoki, a nie tylko jej nieco fantastycznego wycinka.

Z niezwykłą łatwością Tyberiusz postponuje wszelkie aktywności, rozrywki, których sam nie uskutecznia.

Może przydałoby się trochę więcej skromności i autorefleksji, jak i więcej tolerancji (o którą w innych obszarach tak mocno gardłował) względem wybranych przyjemności przez innych?

No ja też Furiuszu grywałem, pamiętam, że pioruńsko drogie były różnorakie książki-poradniki z osią scenariuszy i opisem świata czy bestiariuszem. Fakt, że na ogół za to z ciekawymi ilustracjami.

Ja sam na ogół byłem "mistrzem" (miało się wówczas jeszcze wyobraźnię i gadane), a za tą niewdzięczną fuchę pobierałem stosowną opłatę w postaci "garnców-kufli" piwa - wiadomo, iż prowadzącemu (mówiącemu) zaschnąć w gardle nie może. Niestety na ogół inni uczestnicy nie stawali na wysokości zadania i nie doceniali odpowiednio mego kunsztu oratorskiego, jak i misternie utkanej fabuły, acz niepozbawionej nieoczekiwanych zwrotów wydarzeń.

Za to coraz bardziej ochoczo zaglądali do własnych garnców. Bezczelnie oznajmiając mi, że to nie żadne piwo, jeno się posilają pożywną zupą chmielową by mieć siły przed kolejnymi walkami z ogrami, hobgoblinami czy lamiami. Jako mistrz byłem wszechwiedzący zatem te ewidentne łgarstwa mocno mnie bolały, ale będąc człowiekiem o anielskiej i niezmierzonej wręcz cierpliwości nie czyniłem im grubiańskich uwag i napomnień.

Jeno chcąc dać stosowny przykład - uśmiercałem co nadto swawolniejszych graczy. Którzy zresztą już wtedy do gry niezbyt byli zdatni, jako że np. zamiast poczęstować groźną bruxę* sztychem srebrnego miecza (w roli bruxy występowała na ogół koleżanka E. - znana z umiejętności mówienie bez końca i to mocno podniesionym i świdrującym głosem*), zaczynali głupawo do niej szczerzyć zęby, łypać na jej figurę, znacząco mrugać jednym ze swych kaprawych ślep. Zamiast wydać stosowny okrzyk wojenny, czyli coś pomiędzy "Aarghh" a "Hrrraah", zaczynali całkiem dowolnie zmieniać tekst, mówiąc np. "Eep, pomogę ci niewiesto z tymi... eep... krakersami... eep, o cholera chyba mnie grawitacja zaatakowała".

Kiedy jednak mój przykład z uśmiercaniem i na innych nie podziałał mobilizująco, tedy sięgałem po najstosowniejszy dla mistrza gry argument. Swą niezwykle cenną magiczną laską (dar samego maga Raistlina), a zarazem całkiem solidnym kijaszkiem - zaczynałem lać po tych pustych i niewdzięcznych czerepach wszystkich tych barbarzyńców i opojów niegodnych obcowania z maestrią mego słowa i wyobraźni. Do czego miałem absolutne prawo - wreszcie to ja wyznaczałem meandry scenariusza.

Niestety i tu ci szubrawcy (a przy okazji moi najbliżsi kumple) nie okazali stosownej uległości należnej wobec swego mistrza, jako że okazało się, iż na święte miejsce toczącej się gry przemycili własne lagi i wziąwszy się do kupy - bezczyściciele i psie syny solidarnie swego mistrza poczynali niemożebnie okładać.

Eh, łza się w oku kręci...

* - Bruxa: "potrafi powalić przeciwnika za pomocą fali dźwiękowej".

Share this post


Link to post
Share on other sites

(...) reko to nie tylko bieganie po lesie, ale też i czytanie i nauka historii. A jaką wartość dodaną tworzy bieganie po lesie z pistolecikiem jak duże dziecko?

Nie wiem czy to ze mną już coś nie tak czy o co chodzi, ale czytam Twojego posta po raz któryś i dalej nie wiem czy dobrze rozumiem co miałeś na myśli.

LARP i rekonstrukcja to dwie rozdzielne rzeczy. Fakt, jakieś cechy rekonstrukcji ma, no ale samo przebranie się we wdzianko z epoki czy mundur to jeszcze nie rekonstrukcja, czyż nie?

Kto powiedział, że LARP z założenia musi uczyć? Przede wszystkim jest chyba formą rozrywki?

ASG również nie jest dyscypliną która wielce ubogaca umysł. Jest po prostu formą rozrywki i ja uczestnicząc w tym ( inna sprawa, że rzadko i z dość prostym wyposażeniem) traktuje to po prostu jako zabawę i aktywną formę spędzenia czasu zazębiającą się z moimi zainteresowaniami.

Edited by Budweiser

Share this post


Link to post
Share on other sites
euklides   

Ten wasz LARP to chyba nic innego jak psychodrama, no może psychodrama z rekwizytami. Przecież nie ogranicza się ona do jakiejś psychicznej terapii jak to można wyczytać tu i ówdzie..

Edited by euklides

Share this post


Link to post
Share on other sites

W tym akurat wypadku porównuje reko z ASG, którego temat rozpoczął nowy kolega.

Do LARPu nie mam absolutnie nic.

Secesjonisto - a praca Gieysztora czy Łowmiańskiego, to nie książki? To jest reko, a nie łucznictwo tradycyjne, jeśli rozumiesz różnicę... Bo widzę, że między sesją RPG, a LARP'em różnicy nie widzisz...

LARP i rekonstrukcja to dwie rozdzielne rzeczy. Fakt, jakieś cechy rekonstrukcji ma, no ale samo przebranie się we wdzianko z epoki czy mundur to jeszcze nie rekonstrukcja, czyż nie?

Oczywiście, do tego dochodzi wiedza historyczna.

PS. w 2 poście miało być "Nie lubię ASG". To przez to zrobiło się to zamieszanie.

Edited by TyberiusClaudius

Share this post


Link to post
Share on other sites
Oczywiście, do tego dochodzi wiedza historyczna.

Oponowałbym na rzecz stwierdzenia, że to do wiedzy historycznej dochodzi przebranie się w mundur a nie na odwrót.

Rekonstrukcja historyczna to przede wszystkim odtwarzanie konkretnych wydarzeń z historii.

"Odtwarzanie różnorodnych aspektów życia w wybranym okresie historycznym" (to właśnie LARP jak dobrze rozumiem?), mimo że wynika z definicji średnio mnie przekonuje.

Reasumując. Rekonstrukcja jako widowisko : jak najbardziej. Jako forma rozrywki, czy nauki i spędzenia czasu, przeżycia dnia w stroju historycznym tak po prostu dla samego siebie? Nie, stanowczo nie dla mnie.

Edited by Budweiser

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie twierdzę, że takich aspektów nie można rekonstruować, ale tak jak mówię interesujące staje się to gdy jest to formą widowiska dla osób trzecich, widzów, gdy oni poznają dzięki temu historię.

A robienie tego dla samych siebie? Ok, jeśli komuś sprawia to przyjemność - dobrze. Na mnie to stety, niestety nie działa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W tym akurat wypadku porównuje reko z ASG

A temat nie jest ani o "reko" ani o ASG, zatem po co te porównania?

Secesjonisto - a praca Gieysztora czy Łowmiańskiego, to nie książki? To jest reko, a nie łucznictwo tradycyjne, jeśli rozumiesz różnicę...

Gdzieżbym tam śmiał myśleć, że rozumiem różnicę.

Zadałem proste pytanie: jakie to książki przeczytał Tyberiusz co do średniowiecznego łucznictwa... odpowiedzi nie uzyskałem.

Tak na marginesie, wspomnianych autorów to Tyberiusz raczej nie czytał - tylko przejrzał; pobieżnie i bez zastanowienia się nad tym na ile zawarte tam treści zostały dawno zweryfikowane.

Bo widzę, że między sesją RPG, a LARP'em różnicy nie widzisz...

Poważnie?

Prowadziłem jedne i drugie nawet na ogólnopolskich konwentach, a było to, jakoś tak kiedy Tyberiusz nosił pieluchy, mógłby zatem objaśnić mi znawca: co mylę? I skąd wie Tyberiusz w czym uczestniczyłem, bo chyba nie opiera się tylko na żartobliwym mym wpisie.

LARP i rekonstrukcja to dwie rozdzielne rzeczy. Fakt, jakieś cechy rekonstrukcji ma, no ale samo przebranie się we wdzianko z epoki czy mundur to jeszcze nie rekonstrukcja, czyż nie?

Oczywiście, do tego dochodzi wiedza historyczna.

A ta wiedza apriorycznie przypisana jest li tylko do rekonstruktorów?

Jakkolwiek nie wiem czym się różni LARP od RPG, w swym zadufaniu i myśli (fakt, że: nieopartej na reprezentatywnej próbie) sądzę, iż osoby mające za sobą LARP czy RPG nijak nie ustępują pod względem wiedzy historycznej z osobami od rekonstrukcji. Za to niektórzy z tych ostatnich (patrząc na ich reprezentację na tym forum) mocno są zadufani i przekonani o swej wiedzy. Mocno na wyrost - jak sądzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.