Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
jancet

Lustracja nauczycieli akademickich za rządów PiS (relacja Janceta)

Rekomendowane odpowiedzi

jancet   

Mógłbym przekopać zasoby Internetu, by posprawdzać daty, ustawy i nazwiska, ale wolę zrelacjonować to tak, jak to zapamiętałem. Żeby zachować autentyzm relacji.

Zima 2006/2007. Prezydentem jest Lech Kaczyński, zaś premierem Jarosław Kaczyński. Jest to pewien mankament w systemie liberalnej demokracji parlamentarno-prezydenckiej, w które prezydent powinien patrzeć "z góry" na poczynania rządu. Ale taki był wynik wyborów - więc to w pełni szanowałem. Ale sam szacunek do demokratycznej decyzji nie oznacza zakazu kontestacji i krytyki. PiS był dla mnie dość obojętny, to na pewno nie było „moje” ugrupowanie, głosowałem na inną partię, ale na jaką, to sam już nie pamiętam. Chyba najpierw na LiD, a potem na Tuska.

Generalnie bliska mi była lewica, miałem tam sporo znajomych (Kwaśniewski, Kaczmarek, Siwiec, Czarzasty, Szamałek to najbardziej rozpoznawalne osoby, z którymi niegdyś byłem „na ty”), należałem do „Ordynackiej”, ale rządy Millera doprowadziły tę formację do takiego poziomu, ze z tego dna do dziś się podnieść nie może i trudno na nią głosować.

Choć PiS zwycięstwo uzyskało niewielką większością, uzyskując wynik na poziomie cca 10% uprawnionych do głosowania, ogłasza swój program "IV Rzeczpospolitej", którego częścią jest plan "odnowy moralnej" społeczeństwa. W ramach tego planu zwalnia się osoby z odpowiedzialnych stanowisk, wysyłając do nich informujący o tym fax, zwykle gdzieś koło północy. Aresztuje się różnych ludzi - a to szefa firmy informatycznej, a to lekarza transplantologa, o którym minister Ziobro na konferencji prasowej powie "ten pan już nikogo więcej nie zabije".

W stosunku do kolejnych osób stosuje się "areszt wydobywczy" - najpierw zamykamy człowieka, a potem zobaczymy, co powie. Aresztowania odbywają się z reguły w świetle kamer, potem są w pokazywane w czołówce reżimowych stacji telewizyjnych (niereżimowych zresztą też). Wkrótce po opisywanej przeze mnie sytuacji w trakcie aresztowania ponosi śmierć była posłanka RP.

Obserwuje się zjawisko „dzikiej lustracji. Kwity z IPN w tajemniczy sposób dostają się do publicznej wiadomości, na ogół poprzez tygodnik, którego tytuł zaczyna się na „W”. Lustruje się żywych i umarłych - np. Herberta czy Kapuścińskiego. W konkursach na ważne państwowe stanowiska nader często się zdarza, że "za 5 dwunasta" ktoś przypadkiem ujawnia dokumenty, świadczące że jeden z kandydatów był tajnym współpracownikiem. Atmosferę podgrzała ujawniona „lista Wildsztajna”, która w sumie nie wiadomo, czym była, ale co popsuła, to popsuła. W sumie głupio znajduje się na takiej liście imię i nazwisko serdecznego przyjaciela, z którym chodziłem po górach, z jednej miski jadłem i z jednego gwinta piłem, który namawiał mnie na chodzenie na spotkania Towarzystwa Kursów Naukowych, które odbywały się w mieszkaniu jego rodziców.

Koncepcja „IV RP” zakładała istnienie wrogów, przede wszystkim beneficjentów „układu”, ale wrogiem mógł okazać się każdy. Praktyka wdrażania tej koncepcji wykazała, że z wrogami PiS się nie patyczkuje, lecz z nimi autentycznie walczy różnymi środkami – od zwolnień, poprzez publiczne oczernianie, po areszt i więzienie.

Sondaże ujawniły fakt, że zwolennikami PiS są głównie osoby z wykształceniem podstawowym lub średnim, osoby z wyższym wykształceniem raczej głosowały na PO. Szczególnie wśród nauczycieli akademickich dominują stanowczo wyrażane krytyczne opinie na temat metod sprawowania władzy przez PiS, choć były wyjątki, jak profesorowie Kransodębski i Legutko. Rektorzy wyższych uczelni, szczególnie tych wielkich, są osobami powszechnie rozpoznawalnymi, a często krytykują władzę wykonawczą i ustawodawczą. A nauczyciele akademiccy są - wg ówczesnych sondaży - najbardziej poważaną grupą zawodową, nawet przed strażakami.

Trzeba coś z tym zrobić. Jeśli pozwoli się nauczycielom na kontestację IV RP, to i studenci będą ją kontestować, w jakiś sposób trzeba ich złamać. Zaczęło się od lekceważenia „elit”, wspomnianej już lustracji autorytetów, z trybuny sejmowej pada określenie „wykształciuchy”, lekarzy chce się „brać w kamasze”. Ale tu trzeba było mieć lepszy pomysł.

Pomysł polega na przeprowadzeniu lustracji nauczycieli akademickich.

Generalnie prawnie uregulowana lustracja niektórych osób nie była niczym nowym. Jak się ubiegało o niektóre funkcje politycznej natury, to trzeba było złożyć oświadczenie, czy się było, czy też się nie było tajnym współpracownikiem, IPN sprawę badał i albo miał zastrzeżenia co do prawdziwości oświadczenia, albo nie. Jak miał, to można było udowadniać swoje racje przed sądem, co niestety trwało czasem lata i nadziei objęcia tej funkcji trzeba było zrezygnować, albo przynajmniej odłożyć na później, a tymczasem pozostać tym, kim się dotychczas było.

Sprawa była dla mnie osobiście zupełnie nieistotna, bo ani się o takie funkcje ubiegać nie zamierzałem, ani nie miałem wątpliwości, że żadnym TW nie jestem. Owszem, podjęto próbę werbunku latem 1980, odmówiłem, na skutek czego odmówiono mi paszportu na KK i nie mogłem dorabiać na saksach. Więc w sumie to prześladowany byłem, tyle że tą odmowę potraktowałem z odrobiną ulgi, bo z natury leniwy jestem, a w tych KK to trzeba zapieprzać, by coś zarobić. Na „liście Wildsztajna” mnie nie było.

Jednak w przypadku nauczycieli akademickich koncepcja była inna. Po pierwsze lustracja miała objąć wszystkich (może od doktora wzwyż, ale nie jestem pewny), niezależnie, czy wykłada na państwowej, czy prywatnej uczelni, ani czy się o jakąkolwiek funkcję ubiega. Po drugie – stwierdzenie przez IPN fałszywości oświadczenia miało skutkować utratą możliwości wykonywania dotychczasowego zawodu.

Chciałbym podkreślić odmienność potraktowania nauczycieli akademickich od innych grup zawodowych. Mówiąc najprościej, w innych grupach zawodowych, jeżeli w ogóle cię lustrowano, to tylko wtedy, gdy chciałeś awansować na wysokie stanowisko. Negatywny wynik lustracji zmuszał do pozostania na dotychczasowym, nic więcej.

W przypadku nauczycieli akademickich lustracja miała objąć wszystkich, np. kogoś, kto od 35 lat uczył rysunku technicznego i awansować nie pragnął, tylko spokojnie doczekać do emerytury. I w jego przypadku negatywny wynik lustracji oznaczał utratę miejsca pracy. A jak się przez 35 lat uczyło rysunku technicznego, to się już nic innego robić nie umie. Do zwykłej szkoły nikt nie przyjmie kłamcy lustracyjnego, a na kasę do Biedronki nikt nie przyjmie 60-latka z doktoratem. KICHA !!!

Jeżeli chodzi o mnie, to w sumie nie miałem czego mam się bać, skoro współpracy nie podjąłem, ale tu już było pewne ale…

Bo w trakcie rozmowy werbunkowej na TW osoba werbująca poinformowała mnie, że mam w służbach swoją teczkę, a w niej są kwity na mnie. Nie wiem, jakie to mogły być kwity, ale jakoś tak późną zimą 79 roku zostałem wezwany do komendy MO na Malczewskiego, przesłuchany (nie wiem, czy to było formalne przesłuchanie) pod kątem swego wyjazdu do Belgii kilka tygodni wcześniej. Poinformowawszy przesłuchującego, że nikt, poza zapraszającymi, ze mną w Belgii się nie kontaktował ani nie usiłował nawiązać kontaktu, dostałem do podpisania krótki protokół, w którym było napisane dokładnie to, co powyżej. Więc ten protokół podpisałem. Formalnie przesłuchiwał mnie funkcjonariusz MO, nie SB, ale kwit, to kwit, a mając podpis, można stworzyć 100 dalszych kwitów. Należało zasadnie przyjąć, że moja teczka w SB istniała, a co w niej było – to już wielka niewiadoma.

No ale byłem tam wezwany jawnie, na piśmie, listem poleconym, była to placówka MO, a nie SB, więc nadal OK.

W końcu jednak dostałem do rąk formularz oświadczenia lustracyjnego. Przedtem naiwnie wierzyłem, że w owym dokumencie napiszę:

„Oświadczam, że wiosną 78 roku na Wojskowej Komendzie Uzupełnień byłem przesłuchiwany przez funkcjonariusza nieznanej mi służby, który chciał uzyskać ode mnie informacje na temat organizacji nieformalnych, działających w szkole. Odpowiedziałem, że o żadnych takich organizacjach nic nie wiem – choć wiedziałem sporo. Żadnego dokumentu wówczas nie podpisywałem

Oświadczam, że zimą 78/79 byłem przesłuchiwany w Komendzie Dzielnicowej MO przez funkcjonariusza, który chciał uzyskać ode mnie informacje na temat moich kontaktów podczas mojego pobytu w Belgii na przełomie lat 78/79. Poinformowałem, że żadnych kontaktów, poza tymi z osobami zapraszającymi, nie nawiązałem, co potwierdziłem podpisem na protokole.

Oświadczam, że latem 1980 roku pewna osoba zaproponowała mi podjęcie współpracy z SB, informując zarazem, że jeśli jej nie podejmę, dostanę odmowę wydania paszportu na kraje kapitalistyczne, o który się wówczas ubiegałem, i już nigdy nie dostanę paszportu do KK. Odmówiłem podjęcia współpracy, paszportu nie otrzymałem.

Oświadczam, że jesienią 1986 roku, pełniąc służbę wojskową podchorążego rezerwy w ramach obowiązkowej służby wojskowej w jednostce 1410, zostałem wezwany przez oficera kontrwywiadu, który przedstawił mi instrukcję kontrwywiadowczą, po czym podpisałem dokument, potwierdzający, iż z tą instrukcją się zapoznałem”.

Tak sobie to w głowie układałem i czułem się z tym dość komfortowo.

Jakże byłem naiwny.

Jakże byłem naiwny sądząc, że dążeniem PiS jest poznać – a choćby i ujawnić – kto donosił na kolegów do służb, a kto nie. Żeby – najprościej mówiąc – poznać prawdę. Nie, prawda ich zupełnie nie interesowała. Oni po prostu chcieli hurtem zebrać haki na każdego, a przynajmniej na jak największą liczbę nauczycieli akademickich. Aż tyle i tylko tyle.

Bowiem formularz oświadczenia lustracyjnego, który otrzymałem do wypełnienia, nie przewidywał udzielania informacji. Pytanie było proste:

czy w latach 1944-1989 współpracowałem, jawnie lub tajnie, z takimi służbami jak: SB, MO, kontrwywiad wojskowy i wiele innych.

Nie było miejsca na żadne szczegóły, uwagi, wyjaśnienia. Dwie możliwości – tak/nie.

Zgodnie z tym formularzem najcięższym moim grzechem było, iż:

„w 1969 roku, mając niespełna 10 lat, udzieliłem funkcjonariuszowi MO informacji, na temat zdarzenia, polegającego na tym, że nasz pies, widząc mnie, przechodzącego przez jezdnię, wbiegł na nią, gdzie został potrącony przez samochód marki „Syrena”. Pies nie doznał żadnych obrażeń, nawet się nie przewrócił, natomiast właściciel samochodu twierdził, iż jego pojazd doznał w wyniku tego zdarzenia poważnych uszkodzeń i żądał od moich rodziców odszkodowania w wysokości 2 tysięcy złotych”.

Skoro w wieku 9 lat popełniłem tak straszny czyn, podejmując współpracę z MO, powinienem zakreślić „tak”.

Oczywiście, że każdy lub niemal każdy, kto był profesorem w roku 2007, pracował na uczelni przed 1989 roku. Pracując, miał jawne i oficjalne kontakty ze „służbami”. Polegały one np. na tym, że po służbowym wyjeździe zagranicznym (konferencja, gast-profesura, badania) był wzywany przez takiego smutnego pana (nie wiem, dlaczego SB-ecy zawsze byli smutni) i odpytywany „na okoliczność” co tam robił i czego nie robił. Czasem także przed decyzją o wydaniu paszportu był zapraszany na rozmowę. Więc w zasadzie każdy powinien był zaznaczyć „tak”.

Istotnie, zaznaczenie „tak” było teoretycznie bezpieczne, bo za sam fakty współpracy żadne konsekwencje nie groziły. Podkreślmy – na razie. Jaką ustawę PiS przeforsuje za rok – nie wiadomo. Poza tym akcja była przedstawiana jako wykrywanie tajnych współpracowników i tak społecznie odbierana, a ja nie byłem żadnym współpracownikiem, czemu więc miałem się przyznać do czegoś, czego nie robiłem.

Zaznaczę „tak” – przyznam się do uczynków, które sam uważam za godne potępienia, i których nigdy nie popełniłem.

Zaznaczę „nie” – umożliwię władzom uznanie mnie za kłamcę lustracyjnego i pozbawienie prawa do wykonywania zawodu, jeżeli tylko uznają, że to dla nich wygodne.

A mogli uznać, choćby ze względu na przynależność do „Ordynackiej”, której – nie wiadomo dlaczego – PiS się bał, choć tak naprawdę było to towarzystwo wzajemnej adoracji osób, które przeżywają kryzys 40-tki i nagle uświadamiają sobie, że już nie będą kimś, kim być chcieli.

Albo ze względu na to, co będę robił w przyszłości, jakie poglądy będę głosił, co kontestował i krytykował.

Od momentu, w którym nauczyciele akademiccy podpisali to oświadczenie lustracyjne, mieli żyć w ciągłym strachu, strachu przed PiS-owską władzą, że albo ujawni, że sami się przyznali, iż byli donosicielami bezpieki – choć nie byli, albo – co gorsza – ujawni, że skłamali, gdy się do tego nie przyznali.

Ustawa, określająca zasady lustracji m. in. nauczycieli akademickich, została oczywiście zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał wyznaczył termin, w którym zbierze się i wyda orzeczenie w sprawie jej konstytucyjności. Termin ten wypadał po dniu, w którym wszyscy nauczyciele akademiccy musieli złożyć oświadczenie lustracyjne do Rektora, ale przed dniem, w którym oświadczenia te miały zostać przekazane wyżej, nie pamiętam, czy do ministerstwa, czy wprost do IPN.

Dzień przed zaplanowanym posiedzeniem Trybunału poseł PiS, nazwiskiem Mularczyk, znalazł się w posiadaniu dokumentów, z których wynikało, że dwóch członków Trybunału Konstytucyjnego jest kłamcami lustracyjnymi i zażądał usunięcia ich ze składu orzekającego. Sędziowie zaprzeczyli, mimo to Trybunał ich usunął, tak jak żądał tego PiS.

Wiało grozą…

Tak jakoś późnym wieczorem Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż ustawa jest zgodna z konstytucją, z wyłączeniem punktów, tworzących naprawdę długą listę. Wśród tych punktów znalazły się także te, dotyczące nauczycieli akademickich. Lustracji mieli podlegać jedynie rektorzy i kandydaci na rektorów.

Byliśmy wolni …

W jakiś czas później okazało się, że dokumenty, przedkładane przez Mularczyka na temat dwóch członków trybunału, to fałszywki. Sędziowie byli czyści.

A Mularczyk? Może komuś przyszło do głowy, że został pozbawiony immunitetu i osądzony za przedstawiane fałszywych dowodów? Ależ skąd, prokuratura, wówczas bezpośrednio sterowana przez ministra Ziobrę, niczego nie zauważyła, PiS Mularczyka, w ramach „moralnej odmowy” nawet awansował w nieformalnej hierarchii tej partii. Także do sejmu obecnej kadencji dostał się z listy PiS. „Moralna odnowa”?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

(...)

A nauczyciele akademiccy są - wg ówczesnych sondaży - najbardziej poważaną grupą zawodową, nawet przed strażakami.

Jakich?

Badania z 2007 r. European Trusted Brands pokazujące zaufanie dla różnych grup zawodowych:

strażacy - 94%

piloci samolotów cywilnych - 84%

farmaceuci - 85%

pielęgniarki - 76%

lekarze - 71%

nauczyciele - 71%

rolnicy - 61%.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Furiusz   

Zima 2006/2007. Prezydentem jest Lech Kaczyński, zaś premierem Jarosław Kaczyński. Jest to pewien mankament w systemie liberalnej demokracji parlamentarno-prezydenckiej, w które prezydent powinien patrzeć "z góry" na poczynania rządu

To jakiś niski przytyk, czy może uwaga, że w warunkach polskich prezydent dość często jest z tej samej partii co premier np Miller i Kwaśniewski, Kaczyński i Marcinkiewicz czy Komorowski i Kopacz?

W ramach tego planu zwalnia się osoby z odpowiedzialnych stanowisk, wysyłając do nich informujący o tym fax, zwykle gdzieś koło północy

Skoro zwykle to zapewne jesteś w stanie podać kilka/kilkanaście przykładów tego typu działań z wyraźnym dowodem, że stało się tak na polecenie ówcześnie rządzących.

Aresztuje się różnych ludzi - a to szefa firmy informatycznej

Chodzi o Janusza J. z Wrocławia - on był wiceprezesem dodajmy - miał ciekawe hobby - wręczał ludziom łapówki.

a to lekarza transplantologa, o którym minister Ziobro na konferencji prasowej powie "ten pan już nikogo więcej nie zabije".

Słowa Ziobry były nie na miejscu to fakt, przyjmowanie "dowodów wdzięczności" przed i po też.

Czym to się różni od sytuacji obecnej gdzie też się przecież aresztuje łapowników, by daleko nie szukać w 2012 aresztowano paru ludzi dających łapówki przy projekcie informatyzacji MSWiA ówczesnego.

W stosunku do kolejnych osób stosuje się "areszt wydobywczy" - najpierw zamykamy człowieka, a potem zobaczymy, co powie.

Czego najlepszym przykładem niejaki "Staruch" a nie czekaj to nie te lata, to obecnie. Jakieś przykłady?

]w czołówce reżimowych stacji telewizyjnych (niereżimowych zresztą też)

Ta nachalną i dość prostą formę "upupiania" pozwolę sobie pominąć.

Wkrótce po opisywanej przeze mnie sytuacji w trakcie aresztowania ponosi śmierć była posłanka RP.

Dodajmy - samobójczą, ale fakt zgadzam się, to, że jej nie zakuto w kajdanki od razu a pozwolono przejść się po mieszkaniu i sięgnąć po broń to bardzo, bardzo duży brak profesjonalizmu, za co chyba odpowiedzialni ponieśli nawet konsekwencje.

Lustruje się żywych i umarłych - np. Herberta czy Kapuścińskiego.

Lub też pisze się o postaciach historycznych sprawdzając wszystkie elementy ich życia. Dziś gdyby ktoś napisał o Kapuścińskim, że współpracował dalej byś uważał to za "dziką lustrację"?

Atmosferę podgrzała ujawniona „lista Wildsztajna”, która w sumie nie wiadomo, czym była, ale co popsuła, to popsuła.

Warto sprawdzać co się pisze, bo ponoć opisujesz sytuację na przełom 2006/07 - lista Wildsteina to styczeń 2005 roku - przypomnijmy wybory parlamentarne które wygrało pis odbyły się pod koniec września 2005 roku.

z trybuny sejmowej pada określenie „wykształciuchy”

Hmm na określenie kogo tak przypomnij mi? Bo czekaj wedle Dorna który to użył tego określenia są to widzowie programu "natargetowanego" na grupę wykształciuchów tudzież, warstwa wykształconych która nie ma wiele wspólnego z inteligencją. Miał rację sądząc po reakcji bo nagle okazało się, że wszyscy inteligenci z dyplomami poczuli się obrażeni i zapomnieli, że ot użył słowa obrazującego pewien typ ludzi z wyższym wykształceniem jedynie formalnym, tak jak zrobił to autor określenie - Sołżenicyn. Ba większość pewnie nawet nie wiedziała, że słowo pochodzi od tegoż (a w zasadzie tłumacza), część zaś mogła nie wiedzieć kim był Sołżenicyn. Wybacz, to, że istnieje w Polsce grupa ludzi którą spokojnie da się określić tym terminem - to zwyczajnie fakt.

Ale tu trzeba było mieć lepszy pomysł
.

Masz na myśli profesora UJ Stanisława Sz. skazanego za kradzież inkunabułów? To 2006 rok, czy może marka G. archeologa skazanego za korupcję przy budowie autostrad, też 2006 rok?

Po pierwsze lustracja miała objąć wszystkich (może od doktora wzwyż, ale nie jestem pewny),

Z tego co ja pamiętam sytuację, to jednak ten nawias jest prawdziwy.

Po drugie – stwierdzenie przez IPN fałszywości oświadczenia miało skutkować utratą możliwości wykonywania dotychczasowego zawodu.

Nie. Dalej miał obowiązywać skarga do odpowiedniego sądu, jednym z argumentów przeciw było to, że procesy będą trwać latami bo oto pojawia się nowa duża grupa ludzi mogących składać zażalenia. Rzeczywiście to jedna z wielu niedoróbek tej ustawy.

Do zwykłej szkoły nikt nie przyjmie kłamcy lustracyjnego

Spokojnie, w liceum mojej znajomej w Warszawie przyjęto do pracy kobietę skazaną za morderstwo, lustracja to pikuś.

Nie było miejsca na żadne szczegóły, uwagi, wyjaśnienia. Dwie możliwości – tak/nie

Czyli generalnie jak rozumiem nie kwestionujesz sensu samej lustracji a jedynie formę, niewłaściwą, co wskazał TK, jej przeprowadzenia.

Dzień przed zaplanowanym posiedzeniem Trybunału poseł PiS, nazwiskiem Mularczyk, znalazł się w posiadaniu dokumentów, z których wynikało, że dwóch członków Trybunału Konstytucyjnego jest kłamcami lustracyjnymi i zażądał usunięcia ich ze składu orzekającego. Sędziowie zaprzeczyli, mimo to Trybunał ich usunął, tak jak żądał tego PiS.

I bardzo dobrze zrobili, jak to mawiał Cezar co do jego żony nie może być żadnych podejrzeń.

Wiało grozą…

No dokładnie tak jak mnie wiało gdy w 2002 aresztowano Kluskę za nic i w dodatku skazano go na areszt. Ot zwykła, bardzo bolesna i niedobra, ale jednak pomyłka, jakoś nikt nie bije piany, że oto SLD jako pogrobowcy PZPR znów walczą z prywaciarzami i chcą ich mordować, pozbawiać prawa do życia.

A Mularczyk? Może komuś przyszło do głowy, że został pozbawiony immunitetu i osądzony za przedstawiane fałszywych dowodów? Ależ skąd, prokuratura, wówczas bezpośrednio sterowana przez ministra Ziobrę, niczego nie zauważyła, PiS Mularczyka, w ramach „moralnej odmowy” nawet awansował w nieformalnej hierarchii tej partii. Także do sejmu obecnej kadencji dostał się z listy PiS. „Moralna odnowa”?

Prosze Cie, jesteś starszy ode mnie i nie zauważyłeś jeszcze, ze wszystkie ale to wszystkie partie bronią swoich kolegów? PO robi coś innego zamiatając pod dywan kolejne afery? SLD robiło inaczej? Chyba aż taki naiwny nie jesteś.

Generalnie jak dla mnie kolejna, nie pierwsza i nie ostatnia, wadliwa ustawa w Polsce.

Znalazłem to wrzucę

uzasadnienie wyroku TK

uzasadnienie wyroku wersja czytelna

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gregski   
W stosunku do kolejnych osób stosuje się "areszt wydobywczy" - najpierw zamykamy człowieka, a potem zobaczymy, co powie.

Właśnie! Na przykład w stosunku do zarządu Stoczni Szczecińskiej.

Aaaaa!

Nie! to było nieco wcześniej... wróć... zły przykład.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Wywód oderwany od rzeczywistości, choć wiało grozą rzeczywiście. Szczególnie wśród różnych tam takich "biznesmenów". Jak zapewne zauważyliście, odniesienie się do długiego wywodu wymaga czasu. Zadajcie sobie jednak pytanie: czy idea IV RP itd nie została wymyślona i wylansowana przez Tuska?

Sprawa Blidy jest rzecz jasna dziwna. Tj. nie udało się wyklarować klarownych zarzutów wobec funkcjonariuszy. Czy chodzi tu o zastrzelenie Blidy i upozorowanie samobójstwa czy o nadmierna swobodę? Nigdy się tego nie dowiedziałem.

Ale mamy tu przejaw świadomości postkomunistyczno-nomenklaturowej: przynależność do nomenklatury oznacza faktyczny immunitet i przyzwolenie na wszelaki występek. I o to chodzi. To tak syntetycznie o licznych przykładach. Przypominam, że na podstawie tych samych zeznań na podstawie których aresztowano Blidę skazali kilka osób.

Ów znany Chirurg zainkasował ile? 50 000 w 3 miesiące?

Edytowane przez Smok Eustachy

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
poldas   

Ad. Smok;

wyklarować klarownych zarzutów
Co na to Klara?
Przypominam, że na podstawie tych samych zeznań na podstawie których aresztowano Blidę
Bardziej rozsądnym sformułowaniem by tu była próba zastosowania aresztu, co się nie powiodło. Edytowane przez poldas

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

"Choć PiS zwycięstwo uzyskało niewielką większością, uzyskując wynik na poziomie cca 10% uprawnionych do głosowania, ogłasza swój program "IV Rzeczpospolitej", którego częścią jest plan "odnowy moralnej" społeczeństwa".

Jak rozumiem gdyby wynik był znacznie lepszy to jancet uznałby, że PiS ma prawo do realizacji tego "programu"?

A od ilu % uzyskuje się takie prawo?

"Sondaże ujawniły fakt, że zwolennikami PiS są głównie osoby z wykształceniem podstawowym lub średnim, osoby z wyższym wykształceniem raczej głosowały na PO. Szczególnie wśród nauczycieli akademickich dominują stanowczo wyrażane krytyczne opinie na temat metod sprawowania władzy przez PiS,

(...)

Trzeba coś z tym zrobić..."

"Mówiąc najprościej, w innych grupach zawodowych, jeżeli w ogóle cię lustrowano, to tylko wtedy, gdy chciałeś awansować na wysokie stanowisko".

Rektor Uniwersytetu Warszawskiego to zdaniem janceta - niskie stanowisko?

"W przypadku nauczycieli akademickich lustracja miała objąć wszystkich, np. kogoś, kto od 35 lat uczył rysunku technicznego i awansować nie pragnął, tylko spokojnie doczekać do emerytury. I w jego przypadku negatywny wynik lustracji oznaczał utratę miejsca pracy. A jak się przez 35 lat uczyło rysunku technicznego, to się już nic innego robić nie umie. Do zwykłej szkoły nikt nie przyjmie kłamcy lustracyjnego, a na kasę do Biedronki nikt nie przyjmie 60-latka z doktoratem. KICHA !!!".

Zadziwiająca argumentacja: nie lustrujmy bo chłopina nie znajdzie pracy.

No to nie powinniśmy lustrować zawodowych posłów - bo jak taki chłopina odnajdzie się na rynku pracy (jeśli wykluczymy nepotyzm)?

Nie wiem czemu jancet zakłada, że ów nauczyciel rysunku popełni kłamstwo lustracyjne? Aż tak czarno widzi kondycję moralną

pracowników szkolnictwa wyższego?

"Zaznaczę „nie” – umożliwię władzom uznanie mnie za kłamcę lustracyjnego i pozbawienie prawa do wykonywania zawodu, jeżeli tylko uznają, że to dla nich wygodne.

A mogli uznać, choćby ze względu na przynależność do „Ordynackiej”, której – nie wiadomo dlaczego – PiS się bał, choć tak naprawdę było to towarzystwo wzajemnej adoracji osób, które przeżywają kryzys 40-tki i nagle uświadamiają sobie, że już nie będą kimś, kim być chcieli.

Albo ze względu na to, co będę robił w przyszłości, jakie poglądy będę głosił, co kontestował i krytykował".

Nie bardzo rozumiem charakter tych obaw, jancet zostanie oskarżony o kłamstwo lustracyjne bo należał do Ordynackiej?

"Od momentu, w którym nauczyciele akademiccy podpisali to oświadczenie lustracyjne, mieli żyć w ciągłym strachu".

Fakt, zapanowała ogólna trwoga w świecie akademickim. Pracownicy uczelni tak się bali, że nader głośno wypowiadali się publicznie, że żadnych oświadczeń nie wypełnią. Rektorzy niektórych uczelni wprost mówili, że nie zamierzają egzekwować tego obowiązku od podległych im pracowników.

Mnie się zdawało, że większość średnio inteligentnych ludzi z łatwością potrafi stwierdzić: "czy współpracowała". Mnie się zdawało, że na uczelniach pracują głównie ludzie o trochę wyższej inteligencji niźli ta średnia. Zdawało mi się, że charakter pracy na uczelni wymaga od pracowników naukowych umiejętności czytania ze zrozumieniem w stopniu przynajmniej podstawowym.

Nie wierzę, że zapoznawszy się z ustawą, jancet miał dylemat co wpisać, jako, że charakter kontaktów w przypadku których można mówić o współpracy jest dość jasno opisany. Sprowadzanie tej kwestii do absurdu, czyli rozpatrywania swej współpracy, kiedy to jancet pacholęciem był i zwrócił się do milicjanta - wypada pominąć milczeniem.

Czy politycy też mieli takie problemy interpretacyjne z wypełnieniem swoich oświadczeń?

Ustawa była bublem - to fakt, wypada się zastanowić, czy fakt, że np. wspomniany nauczyciel rysunku technicznego był kapusiem ma jakieś znaczenie dla jego pracy. Z drugiej strony, pracownicy naukowi (różnego szczebla) bywają zapraszani do telewizji gdzie ze swadą wypowiadają się na szereg tematów, o lustracji, jakości życia politycznego, o normach i zasadach. Czasem możemy się zdziwić kto nas poucza w tym względzie i jakie ma ku temu prawo.

Całego tego lamentu nie bardzo rozumiem, wydaje się, że ów strach nie tyle tyczył się samej lustracji, a swoistego trybu funkcjonowania pracowników szkół wyższych. Hermetyczne środowisko, dla którego autonomia uczelni równoznaczna jest z tym, że w zasadzie nikt nie może się wtrącać w tryb ich pracy. Bo abstrahując od wad ustawy najciekawsze były głosy różnych osób zajmujących się pracą naukową, którzy oświadczali (przed wyrokiem TK), że żadnych oświadczeń nie będą składać, a ich przełożeni sekundowali im w tym.

Wychodzi na to, że mamy klasę, która głosami swych niektórych przedstawicieli potrafi perorować o standardach, o przestrzeganiu prawa itp., ale uznaje, że jeśli to ich coś dotyczy - to oni sami będą ustalać w jakim zakresie i czy w ogóle.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
poldas   

Ależ jak najbardziej;

To są również lekarze, prawnicy, adwokaci... Zapomniałem o jakiejś "speszyl" profesji?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gregski   
Mnie się zdawało, że na uczelniach pracują głównie ludzie o trochę wyższej inteligencji niźli ta średnia.

Nie demonizowałbym. Po przestudiowaniu dwóch kierunków na WSM w Gdyni muszę powiedzieć, że spotkałem kilku świetnych gości ale też zdarzały się tam takie "perełki" że lepiej zasłonę milczenia spuścić.

Z resztą tu nie chodzi o brak inteligencji a raczej o wadę postawy przejawiającej się kręgosłupem z plasteliny.

No bo na czym się problem zasadza?

Jak już kiedyś się zborsuczyło (taki eufemizm do mocniejszego i bardziej popularnego określenia) to wyjścia były co najmniej trzy.

-Zmienić robotę na taką w której nie trzeba składać oświadczeń.

-Złożyć prawdziwe oświadczenie, powstydzić się i poprosić o wybaczenie.

-Wykazać się po raz kolejny "brakiem jaj". Skłamać, a jak prawda wyjdzie na jaw obrazić się i grać pokrzywdzonego.

Bez większego zdziwienia skonstatowałem, że trzecia opcja jest najpopularniejsza. Zgadza się to z tym co mawiał jeden bosman z którym pracowałem lata świetlne temu (nie zacytuję bo wyczerpałem kwartalny limit mocnych sformułowań).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
poldas   
-Wykazać się po raz kolejny "brakiem jaj". Skłamać, a jak prawda wyjdzie na jaw obrazić się i grać pokrzywdzonego.
W tym aspekcie prawda jest względna. Vide Agent(?) "Bolek".

Że odbiegam od tematu, to ja wiem. Ale;

Historię "agenturalnej" działalnośći Wojciecha Mazura vel WOJ znacie?

To już przypadek akademicki.

Oczywiście dałem mu znać o tym wątku.

Edytowane przez poldas

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W tym aspekcie prawda jest względna. Vide Agent(?) "Bolek".

Że odbiegam od tematu, to ja wiem. Ale;

Historię "agenturalnej" działalnośći Wojciecha Mazura vel WOJ znacie?

To już przypadek akademicki.

Oczywiście dałem mu znać o tym wątku.

Znamy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gregski   

Ja akurat nie i nie wiem co to ma do rzeczy.

A tak z ciekawości zastanawiam się jak przebiegało wybieranie "nicków" dla kapusiów? Teraz w dobie komputerów sprawa jest łatwa. Wklepujesz że chcesz się zwać na przykład Zorro a tu komputer wyrzuca, że nick jest zajęty. Jak to robiono w erze przed-informatycznej? Przecież gdyby było dwóch albo trzech TW Feliks Edmundowicz to by się w papierach bajzel robił! Mieli Centralne Biuro Nicków?

Edytowane przez gregski

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
poldas   

Zgadzam się z tym, za wyjątkiem jakiegoś niezrozumiałego sformułowania - "kablarstwa".

Ahhha - Toż towarzysz Bolek był elektrykiem (stąd i te kable).

Czy była instytucja koordynująca, co by nie powtarzały się pseudonimy osób zainteresowanych?

Była. Ale nie odnośnie pseudonimów, lecz danych osobowych.

Takich Bolków to se mogło być i z pięćset.

To w niczym służbom nie przeszkadzało.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gregski   
Była. Ale nie odnośnie pseudonimów, lecz danych osobowych.

A tego nie rozumiem. Dane osobowe są jakie są. Co tu koordynować?

Smoku, na "boazerię coś ostatnio nie zaglądam (korniki na mnie przełażą).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×