Jump to content
  • Announcements

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Sign in to follow this  
widiowy7

Korpus dyplomatyczny

Recommended Posts

widiowy7   

Jak wypowiedzenie wojny wygląda od strony przepisów prawa międzynarodowego?

Tzn, domyślam się , że ambasador kraju, który zaczyna wojaczkę, idzie z odpowiednim "kwitem".... no właśnie, do kogo?

Co się dzieje z korpusem dyplomatycznym agresora, wszak cały czas są na terytorium kraju, który jest już wrogiem?

I dodatkowe pytania o real. Ambasador Niemiec 1 września 1939 roku w Warszawie, oraz jego odpowiednik w Moskwie 22 czerwca 1941 roku.

Kim byli ci ludzie i co się z nimi działo po wręczeniu ( o ile takowe było) odpowiednich dokumentów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Idzie do swego odpowiednika, bądź osoby równorzędnej.

Korpus podlega ochronie na zasadzie umów wzajemnych.

Sprawy polskie zabezpieczali dyplomaci szwedzcy.

Edited by secesjonista

Share this post


Link to post
Share on other sites
widiowy7   

Idzie do swego odpowiednika, bądź osoby równorzędnej.

Znaczy się do kogo?

Korpus podlega ochronie na zasadzie umów wzajemnych.

Co to znaczy?

Trudno mi sobie wyobrazić, że ambasador niemiecki, jest z estymą odprowadzany do granicy, powiedzmy mongolskiej :) 1941 Moskwa

Sprawy polskie zabezpieczali dyplomaci szwedzcy i holenderscy.

Znaczy się, ambasador niemiecki dał dyla do Holendrów czy Szwedów?

Czy też powinien być od razu aresztowany?

Edited by widiowy7

Share this post


Link to post
Share on other sites
ciekawy   
Znaczy się do kogo?

1. Notę zawiadamijącą o wkroczeniu RKKA na tereny IIRP usiłował wręczyć naszemu ambasadorowi w ZSRS, Wacławowi Grzybowskiemu zastępca Ludowego Komisarza Spraw Zagranicznych(Ludowym Komisarzem SZ był wtedy Wiaczysław Mołotow) Władimir Potiomkin. Grzybowski jej nie przyjął ...

2. Ambasador W. Grzybowski jako dyplomata miał trudności z opuszczeniem terytorium ZSRS (wiadomo jak Sowieci przestrzegali umowy międzymarodowe). Co ciekawe - na wskutek interwencji (i wstawiennictwu)ambasadora III Rzeszy, Friedricha von Schulenburga udaje mu się opuścić "Nieludzką Ziemię" w październiku 1939r. Umiera na emigracji w Paryżu pod koniec lat 50-tych ub. w.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(...)

Trudno mi sobie wyobrazić, że ambasador niemiecki, jest z estymą odprowadzany do granicy, powiedzmy mongolskiej :) 1941 Moskwa

(...)

Znaczy się, ambasador niemiecki dał dyla do Holendrów czy Szwedów?

Czy też powinien być od razu aresztowany?

Ooo rany... ;) po to istnieje właśnie coś takiego jak immunitet.

Choć trudno to sobie wyobrazić to jednak tak to się odbywało (no może bez estymy), a o żadnym aresztowaniu nie mogło być mowy.

Polskie interesy zabezpieczała na przykład Wielka Brytania (po wrześniu 1939 r.) na Litwie, Łotwie, oraz w Estonii i Finlandii. W Holandii pomagała w 1940 r. w ewakuacji naszej placówki, poselstwo Chile przejęło polskie interesy w Rumunii (po likwidacji tam naszych placówek).

Podobnie po zerwaniu stosunków dyplomatycznych 26 kwietnia nasze interesy w ZSRR przejęło Poselstwo Australii.

A jak to się odbywało w praktyce:

"W przededniu wybuchu wojny w 1939 r. w stolicy III Rzeszy działała Ambasada RP, a ponadto 14 placówek konsularnych. Mieściły się one w dużych ośrodkach miejskich, m.in. Hamburgu i Düsseldorfie, a także w mniejszych, gdzie skupiała się niemiecka Polonia. Polscy konsulowie byli m.in. w Olsztynie, Opolu, Pile, Szczecinie i Wrocławiu. Ponadto polskie placówki o charakterze dyplomatycznym istniały w Wolnym Mieście Gdańsku, gdzie urzędował komisarz generalny RP.

Słabiej była rozbudowana siec polskich placówek dyplomatycznych w Związku Sowieckim. Wynikało to z celowej polityki Kremla, który starał się odciąć swoich obywateli od świata zewnętrznego i uniemożliwić innym krajom uzyskanie wiarogodnych informacji o tym, ci się dzieje w komunistycznym imperium. Rzeczpospolita Polska miała ambasadę w Moskwie, konsulaty generalne w Kijowie i Mińsku oraz konsulat w Leningradzie.

Zagraniczna służba dyplomatyczna wszędzie w cywilizowanym świecie korzysta ze szczególnych uprawnień. Budynki ambasad maja status eksterytorialny, a dyplomaci korzystają z immunitetu, gwarantującego im nietykalność. Sprawy te uregulowane zostały odpowiednimi konwencjami międzynarodowymi.

Chociaż polskie placówki dyplomatyczne w III Rzeszy i Związku Sowieckim korzystały z wszelkich praw zagwarantowanych międzynarodowymi umowami, ich sytuacja w przededniu wojny stawała się coraz trudniejsza. Oba te kraje były państwami totalitarnymi, co sprawiało, iż władze mogły dowolnie ograniczać prawa własnych obywateli, w tym także ich kontakty z obcymi placówkami dyplomatycznymi. Z chwila gdy stosunki pomiędzy Warszawa a Berlinem uległy zaostrzeniu, odbiło się to natychmiast na warunkach pracy polskich dyplomatów. Władze niemieckie nie tylko zaczęły ograniczać urzędowe kontakty z Polakami, ale zabroniły ich także swoim obywatelom. Poczekalnie biur polskiej ambasady i konsulatów nagle opustoszały. Co gorsze, polscy dyplomaci zorientowali się, iż znajdują się pod ciągłą obserwacja niemieckich służb wywiadowczych.

Niewiele lepiej wyglądała sytuacja pracowników polskiej służby dyplomatycznej w ZSRR, chociaż formalnie stosunki z tym krajem pozostawały poprawne aż do 17 IX 1939 r. Polscy dyplomaci byli całkowicie izolowani, a to głównie w wyniku wszechogarniającej atmosfery podejrzliwości i wrogości wobec cudzoziemców, panującej w latach stalinowskiego terroru. Zwykli Rosjanie jak ognia bali się kontaktów z obcymi dyplomatami, obawiając się, iż mogą być podejrzewani o szpiegostwo na rzecz krajów kapitalistycznych.

W centrali polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych zdawano sobie sprawę z pogarszania się warunków pracy polskich dyplomatów w sąsiednich krajach, a zwłaszcza w Niemczech, i postanowiono wyciągnąć z tego wnioski. Przede wszystkim postanowiono wycofać do kraju tych pracowników, którzy nie byli niezbędni na placówkach w III Rzeszy. W miesiącach letnich 1939 r. do kraju wysłano rodziny dyplomatów i wielu pracowników obsługi, zwłaszcza kobiety. Jeszcze rankiem 31 sierpnia wyjechało samochodem z Berlina piec osób z ambasady i konsulatu. Ogółem do wybuchu wojny opuściło Niemcy 107 pracowników dyplomatycznych i konsularnych.

Podjęto również odpowiednie przygotowania celem zabezpieczenia szyfrów i tajnych dokumentów znajdujących się w ambasadach i konsulatach, aby w przypadku wybuchu wojny nie wpadły w ręce Niemców. Było to szczególnie ważne w odniesieniu do materiałów polskiego wywiadu w Niemczech. Chodziło zwłaszcza o bezpieczeństwo agentów ulokowanych w ważnych niemieckich instytucjach wojskowych i cywilnych.

1 września 1939 r. Niemcy bez wypowiedzenia wojny zaatakowały Polskę na całej długości granicy. Ambasador polski w Berlinie Józef Lipski dowiedział się o tym z porannego dziennika radiowego. Co ciekawe, niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie poinformowało polskich placówek dyplomatycznych o rzeczywistym stanie wojny pomiędzy oboma krajami, ograniczając się tylko do zalecenia, aby ambasador i jego personel oraz pracownicy konsulatów pozostali w budynkach placówek lub w swych mieszkaniach. Każdorazowe ich opuszczenie wymagało powiadomienia władz niemieckich. Wkrótce Niemcy poinformowali ambasadora Lipskiego, iż winien wraz z personelem przygotować się do wyjazdu do jednego z krajów neutralnych. Zastrzeżono jednak, ze zależeć to będzie od zapewnienia dyplomatom niemieckim prawa bezpiecznego wyjazdu z Polski. W celu omówienia wszystkich spraw związanych z ewakuacja polskiego personelu doszło do spotkania radcy Ambasady RP księcia Stefana Lubomirskiego z baronem von Dornbergiem, szefem protokołu w niemieckim MSZ. Polak proponował wyjazd do Węgier, ale Niemcy uparli się, aby personel ambasady wyjechał do Danii, nie wykluczali jednak możliwości wyjazdu pracowników konsulatów przez inne kraje.

Po południo 1 września cały personel ambasady polskiej w liczbie 26 osób znajdował się w jej gmachu, oczekując na dalszy rozwój wydarzeń. Z Warszawy nadeszło polecenie ewakuowania ambasady i powierzenia opieki nad budynkiem posłowi szwedzkiemu, co zostało wcześniej uzgodnione pomiędzy rządem polskim a rządem Królestwa Szwecji. Wkrótce zjawił się poseł szwedzki w Berlinie Richert, któremu przekazano klucze do budynku ambasady. Klucze do budynku konsulatu generalnego przejął radca de Post, który towarzyszył polskim dyplomatom i urzędnikom konsularnym w drodze na berliński dworzec Charlottenburg, gdzie podstawiono specjalny pociąg. Wczesnym rankiem 2 września ambasador Lipski i podległy mu personel odjechali w towarzystwie przedstawiciela niemieckiego MSZ w kierunku granicy duńskiej. Dotarli tam wieczorem, ale do przekroczenia granicy nie doszło. Niemcy zatrzymali Polaków w przygranicznej miejscowości St. Peter, czekając aż granice Polski opuści personel placówek niemieckich w Polsce. Przez cały dzień 3 września i część dnia następnego polscy dyplomaci czekali na granicy niemiecko-duńskiej na wyjaśnienie sytuacji. W nocy z 4 na 5 września nadeszła wiadomość, ze niemieccy dyplomaci przekroczyli już granice polsko-litewska i władze niemieckie zgodziły się wreszcie na wyjazd Polaków do Danii. Jednak w ostatniej chwili zatrzymano zastępcę attaché wojskowego kpt. Białego i attaché Szuberta pod pretekstem, iż Polacy zatrzymali dwóch dyplomatów niemieckich. Gdy okazało się to nieprawda, i oni wyjechali do Danii.

O ile personel berlińskich placówek RP hitlerowcy traktowali poprawnie, trzymając się postanowień i zwyczajów cywilizowanego świata, to znacznie gorzej rzecz wyglądała w przypadku niektórych placówek konsularnych. Konsula Edwarda Czyżewskiego z konsulatu RP w Kwidzyniu Niemcy internowali już 25 sierpnia wraz z całym personelem. Zwolniono go jednak, gdy władze polskie w odwecie zamknęły trzy konsulaty niemieckie w Polsce. Już po wybuchu wojny internowano w Lipsku konsula generalnego Feliksa Chiczewskiego i pięciu jego urzędników. Zatrzymani zostali również: konsul generalny Warchałowski z Królewca, konsul Jałowiecki z Olsztyna i attaché konsularny Winiarski. Większość z nich wypuszczono po pewnym czasie. Konsul Bohdan Jałowiecki został jednak oddany w ręce gestapo i zginał potem w obozie koncentracyjnym. Ten sam los spotkał konsula Winiarskiego.

Większość polskiego personelu konsularnego z północnej i środkowej części Rzeszy przewieziono do Hamburga, a z części południowej - do Wiednia. Niemcy uzależniali pozwolenie na ich ewakuacje do krajów neutralnych od wyjazdu z terytorium Polski niemieckiego personelu konsularnego. Trwało to prawie dwa tygodnie, gdyż na skutek zniszczeń na szlakach komunikacyjnych trudno było szybko przetransportować niemieckich konsulów do granic państwa. Dopiero 13 i 14 września, gdy władze niemieckie były pewne, iż ich ludzie z placówek w Polsce są bezpieczni, przetransportowali grupę internowanych w Hamburgu do granicy duńskiej, a przetrzymywanych w Wiedniu - do granicy węgierskiej.

Wyjątkowo brutalnie potraktowali hitlerowcy personel Komisariatu Generalnego RP w Wolnym Mieście Gdańsku, który również chroniony był immunitetem dyplomatycznym. Wbrew międzynarodowemu prawu wszyscy zostali aresztowani, a w wiezieniu poddani torturom. Wypuszczono ich wprawdzie po kilku dniach i odstawiono do granicy litewskiej, ale gdy przybyli do Kowna na ich twarzach były jeszcze ślady po biciu. Dodać należy, ze 20 listopada Niemcy dopuściły się jeszcze jednego naruszenia prawa międzynarodowego. Otóż powiadomiły rząd Szwecji, iż państwo polskie przestało istnieć i wobec tego dyplomaci szwedzcy w Niemczech nie mogą dłużej sprawować opieki nad budynkami polskich przedstawicielstw i nad polskimi obywatelami.

Dyplomaci z placówek w Niemczech starali się wrócić do Polski, gdzie MSZ miało przydzielić im nowe zadania. Klęska armii polskiej i zajęcie kraju przez wojska niemieckie, a potem i sowieckie, w większości przypadków przekreśliły te plany. Wyjątek stanowił ambasador Lipski, który gdy tylko znalazł się w Kopenhadze, zdecydował się na szybki powrót do kraju. Przez Szwecję, Estonię i Łotwę dotarł do Polski i ruszył na poszukiwanie swego szefa, ministra spraw zagranicznych płk. Józefa Becka. Udało mu się z nim spotkać dopiero 15 września w Kutach w pobliżu granicy polsko-rumuńskiej. Było już wówczas jasne, ze kampania jest przegrana, a po wkroczeniu Armii Czerwonej nie pozostało mu nic innego jak wyjechać do Rumunii. Stad Lipski przedostał się do Francji, gdzie - choć niemłody już - wstąpił ochotniczo do Polskich Sil Zbrojnych.

Agresja sowiecka na Polskę w dniu 17 września oznaczała likwidacje działających tam polskich placówek dyplomatycznych i konsularnych. W nocy z 16 na 17 września ambasador Waclaw Grzybowski zostal nagle poproszony o przybycie do sowieckiego MSZ, gdzie przyjal go Wladimir Potiomkin, zastepca Molotowa. Odczytal on Polakowi note, gdzie znalazlo sie stwierdzenie, ze "panstwo polskie przestalo istniec" i w zwiazku z tym wojska sowieckie wkroczyly do Polski, aby wziac w opieke ludnosc ukrainska i bialoruska. Zaskoczony ambasador zaprotestowal przeciwko tym klamliwym stwierdzeniom, odmowil przyjecia noty i oswiadczyl, ze w tej sytuacji jest zmuszony poprosic swoj rzad o nowe instrukcje. Nadeszly one nastepnego dnia. Minister Beck nakazywal polskim dyplomatom opuscic terytorium ZSRR. 19 wrzesnia ambasador Grzybowski poinformowal Potiomkina, ze jego misja dobiegla konca, ale zarazem poprosil o troche czasu na przekazanie ochrony polskich interesow jednemu z panstw neutralnych i sciagniecie do Moskwy calego polskiego personelu konsularnego.

Okazalo sie jednak, ze strona sowiecka nie zamierzala respektowac ani prawa miedzynarodowego, ani dobrych obyczajow obowiazujacych w swiecie dyplomacji. Potiomkin zlozyl polskiemu ambasadorowi oswiadczenie, ze strona sowiecka uznajac, iz rzad polski nie istnieje, odmawia przywilejow dyplomatycznych jego przedstawicielom. Oznaczalo to ni mniej ni wiecej, ze polscy dyplomaci i konsulowie, nie mowiac juz o personelu pomocniczym, moga byc objeci rygorami sowieckiego prawa. Oczywiscie ambasador Grzybowski odrzucil z oburzeniem taka interpretacje stanu rzeczy w stosunkach polsko-sowieckich jako sprzeczna z normami prawa miedzynarodowego. Stalo sie jednak jasne, iz nad nim osobiscie i nad podleglym mu personelem zawislo ogromne niebezpieczenstwo. Gdyby Moskwa wprowadzila w czyn swa zapowiedz, polscy dyplomaci wkrotce mogliby znalezc sie w sowieckich wiezieniach i lagrach. Na szczescie ambasadorowie mocarstw zachodnich interweniowali w tej sprawie u Molotowa, a ambasador brytyjski sir William Seeds zgodzil sie przejac opieke nad sprawami polskimi po opuszczeniu terytorium Rosji przez ambasadora RP. Ponadto za Polakami ujal sie wicedziekan korpusu dyplomatycznego w Moskwie, ambasador Wloch Augusto Rosso. Grzybowski wolal sie z nim kontaktowac niz z samym dziekanem korpusu dyplomatycznego, ktorym byl ambasador III Rzeszy Friedrich Werner von Schulenburg.

Interwencja Augusto Rosso i zaprzyjaznionych dyplomatow panstw zachodnich odniosla pozytywny skutek, ale Rosjanie uzalezniali zgode na wyjazd Polakow od ewakuacji personelu sowieckiego z Polski. Paradoksalnie, w sprawie tej pomogl Polakom von Schulenburg, ktory usilnie domagal sie od wladz sowieckich wywiazania sie wobec polskich przedstawicielstw z obowiazkow wynikajacych z przepisow prawa miedzynarodowego. Interweniowal ponadto w dowodztwie Wehrmachtu, aby pomoglo w ewakuacji sowieckich dyplomatow z Polski. Warto w tym miejscu przypomniec, ze Schulenburg nie byl zwolennikiem agresywnej polityki Hitlera, a w kilka lat pozniej znalazl sie w gronie spiskowcow zmierzajacych do odsuniecia nazistow od wladzy. Po nieudanym zamachu hrabiego Stauffenberga w lipcu 1944 r. zostal z rozkazu Hitlera zamordowany.

Gdy 25 wrzesnia 1939 r. grupa 62 sowieckich dyplomatow i urzednikow konsularnych znalazla sie w Krolewcu, Kreml zgodzil sie na ewakuacje Konsulatu Generalnego RP w Minsku. Ambasador Grzybowski liczyl, ze bez przeszkod uda sie ewakuowac rowniez konsulat w Kijowie. Niestety, 30 wrzesnia konsul generalny Jerzy Matusinski zaginal w Kijowie. Wladze sowieckie obludnie twierdzily, iz nie wiedza, co sie z nim stalo. Pomimo interwencji zyczliwego Polakom Rosso i samego Grzybowskiego, ktory grozil, ze nie wyjedzie bez konsula z Kijowa, nic sie nie udalo osiagnac. Matusinskiego nie odnaleziono. Najprawdopodobniej zostal uprowadzony i zamordowany przez NKWD w odwecie za to, ze kierujacy polska placowka wywiadowcza na Ukrainie mjr Slowikowski z polecenia konsula przekroczyl 16 wrzesnia granice polsko-sowiecka, aby ostrzec wladze polskie o przygotowywanym wkroczeniu Armii Czerwonej.

Wyjazd polskiego personelu ze Zwiazku Sowieckiego nastapil 10 pazdziernika 1939 r. Na moskiewskim dworcu manifestacyjnie zegnali polskich dyplomatow szefowie wszystkich ambasad i poselstw akredytowanych w stolicy ZSRR. Nie bylo tylko ambasadorow Niemiec i Wloch. Pociag ewakuacyjny zawiozl Polakow do granicy finskiej, ktora przekroczono nastepnego dnia. Wkrotce polski personel wyjechal przez Szwecje i Norwegie do Francji. Ambasador Grzybowski otrzymal nowy przydzial sluzbowy: mianowano go przedstawicielem polskiego rzadu na uchodzstwie w Miedzynarodowej Komisji Badania Niemieckich Przestepstw Wojennych."

/J. Wróbel "Wrześniowe losy polskich dyplomatów", "Przegląd Polski - on line" z 31 sierpnia; pisownia oryginalna/

Edited by secesjonista

Share this post


Link to post
Share on other sites
widiowy7   

Dzięki secesjonisto cdeoihiuy36

A przepraszam, kotka mi przelazła po klawiaturze. Zostawiłem to dla potomnych :)

Jak Ty znajdujesz takie dane?

Pozdrawiam serdecznie. :thumbup:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po tym jak personel ambasady niemieckiej opuścił Polskę (przez Litwę do Prus), pieczę nad obywatelami niemieckimi w Polsce przejęła ambasada Holandii.

Warto zajrzeć do:

A. Skrzypek "Wrzesień 1939 r. w relacjach dyplomatów – Jana Szembeka, Anthony’ego Drexel – Biddle’a, Leona Noela i innych"

A. Polończyk "Traktowanie polskich placówek dyplomatycznych i konsularnych od września 1939 roku przez okres drugiej wojny światowej", "Studenckie Zeszyty Historyczne" UJ, z. 15, 2008

Share this post


Link to post
Share on other sites

O polskich placówkach w Niemczech:

E.J. Pałyga "Stosunki konsularne Drugiej Rzeczypospolitej"

H. Batowski ""Losy polskich konsulatów w Niemczech po 1 września 1939 r.", "Przegląd Zachodni" 1989, nr 5-6, s. 121-129;

R. Gelles "Dom z białym orłem. Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej we Wrocławiu (maj 1920-wrzesień1939)",

W. Skóra "Likwidacja konsulatu polskiego w Szczecinie w 1939 roku", "Przegląd Zachodniopomorski" 2000, z. 4

tegoż, "Polskie placówki konsularne w Niemczech we wrześniu 1939 roku", w: "Z morza i Pomorza. Spojrzenie na wrzesień1939. Polityka i wojna" red. Andrzej Drzewiecki, Bartłomiej Siek

W.T. Drymmer "W służbie Polsce"

R. Wodzicki "Wspomnienia 1928-1939. Gdańsk-Warszawa-Berlin"

M. Szostakowska "Konsulaty polskie w Prusach Wschodnich w latach 1920-1939"

R.Nowicki "Wspomnienia konsula", "Polityka" 1970, nr 35

R. Chwaliszewski "Z działalności Konsulatu Rzeczpospolitej Polskiej w Pile w latach 1922-1939"

S. Schimitzek "Drogi i bezdroża minionej epoki. Wspomnienia z lat pracy w MSZ 1920-1939"

J. Meysztowicz "Czas przeszły dokonany. Wspomnienia ze służby w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w latach 1932-1939"

J. Małęczyński "Moja praca w Konsulacie Generalnym Rzeczypospolitej Polskiej w Opolu" oprac. W. Lesiuk

M. Budny "Epilog polskiej służby zagranicznej (w czterdziestą rocznicę)", "Zeszyty Historyczne" 1985, z. 73,

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dodać można:

"Wrzesień 1939 r. w relacjach dyplomatów Józefa Becka, Jana Szembeka, Athony’ego Drexel-Biddle’a, Leona Noёla i innych", oprac. A. Skrzypek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

I z trochę innej strony:

Ēriks Jēkabsons "Wrzesień 1939 roku w Warszawie: sprawozdania Poselstwa Łotwy", "Europa Orientalis" Studia z Dziejów Europy Wschodniej i Państw Bałtyckich, nr 5, 2014.

/dostępne w sieci, na: apcz.umk.pl/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.