Jump to content

secesjonista

Administrator
  • Content count

    26,637
  • Joined

  • Last visited

Posts posted by secesjonista


  1. W dniu 15.11.2020 o 5:42 PM, Tomasz N napisał:

    Fajne OT się zrobiło. Może osobny temat ?

     

    Tylko o czym, o strzelcach drzewnych we wrześniu 1939 r. czy o strzelcach drzewnych w czasie drugiej wojny światowej?

     

    Rosyjskojęzyczna Wiki; jak to rzadko bywa; akurat o fińskich "kukułkach" dość rzetelnie zrelacjonowała tę kwestię. Ani snajperów nie było tak wielu, a tych strzelców z drzew to już jak na lekarstwo, pomijam tych co to mieli się przykuwać (bądź byli przykuwani) bo to już szczyt propagandy radzieckiej. Mit fińskich snajperów, a zwłaszcza tych to mieli strzelać z drzew to poniekąd efekt strat jakie ponosiła armia radziecka. Nie można było ogłosić, że to efekt złej odzieży - utrudniającej poruszanie się w śniegu, efekt tego, że Finowie znacznie częściej sięgali po odzież maskującą. W zasobach Biblioteki Aleksandra S. Gribojedowa, mieszczącej się w Petersburgu, zachowały się pocztówki wykonane ze zdjęć propagandowych wykonanych na początku wojny, ale ukazały się się dopiero podczas wojny kontynuacyjnej. Można na nich zobaczyć całe oddziały Rosjan w stosownie białym kamuflażu, co niezbyt oddawało rzeczywistość.

    Początkowo radziecka armia składała się w dużej części z rezerwistów, gdyż uważano że konflikt nie potrwa zbyt długo. A uzupełnienia tworzono np. z Tatarów, którzy chyba nieszczególnie dobrze mogli się odnaleźć w warunkach fińskiej zimy. Przy tym radzieccy towarzysze strzelili sobie w stopę, oto jeden z wywiadowców Julis Grodis wykonał plany fińskich umocnień. Co z tego skoro został uznany za szpiega i trafił do obozu, a jego plany przepadły w archiwach.

    Współcześnie; w różnych publikacjach rosyjskich; dość powszechnie fińskie "kukułki" traktuje się jako mit, efekt strachu. A strach był tak duży, że powstawały specjalne propagandowe plakaty i odezwy namawiające radzieckich żołnierzy by nie bali się wchodzić do lasu.

    /za: J. Mallinen, P. Korhonen "Näin venäläinen historialehti kertoo talvisodasta: Sota oli perusteltu, koska Suomi ja Natsi-Saksa olivat menossa kimppaan"; gdzie znajdziemy  m.in. omówienie specjalnego numeru radzieckiego pisma "Ваш тайный советник" (nr 7, 2019) poświęconego głownie wojnie zimowej i historii Finlandii; tekst dostępny na stronie: seura.fi/

     

     

    Pani Arja Paananen , stypendystka Fundacji Helsingin  Sanomain na petersburskim Europejskim Uniwersytecie, dzieli się ze swymi fińskimi rodakami różnymi wrażeniami z życia rosyjskiego miasta. W notce "Talvisodan aikana syntynyt legenda suomalaisista kiertää yhä kauhutarinana Venäjällä" przedstawiła pokrótce omówienie trzech rosyjskich wystaw poświęconych wojnie zimowej (z okresu 2019/2020). Największą z nich zlokalizowano w Wojskowo-Historycznym Muzeum Artylerii, Wojsk Inżynieryjnych i Łączności w Petersburgu "К 80-летию со дня начала Советско-финляндской войны", autorka uznała wystawę; jak na warunki rosyjskie; za całkiem obiektywną, co więcej jej autorzy opis zaczynają od konstatacji, że ów konflikt był zapomniany w ZSRR ("В музее открылась выставка, которая позволяет по-новому взглянуть на события военного конфликта, о котором долгое время после его окончания старались не вспоминать и делать вид, как будто ничего не было"), przy czym tytuł wystawy wciąż powiela inne mity, za sprawą cytatu z wiersza Aleksandra Twardowskiego: "Там, за той рекой Сестрою, На войне, в снегах по грудь…". Autorzy wystawy jednoznacznie wskazują na początkowe braki w wyposażeniu, i jego nieodpowiedniości:

    "... в одной из витрин представлен зимний комплект одежды красноармейца, состоящий, в том числе из серой суконной шинели и зимнего шлема, т.н. буденовки образца 1927 г., который все еще использовался в войсках в качестве головного убора.  К сожалению, очень быстро обнаружился вред от такого обмундирования – длинные шинели мешали быстро двигаться, а буденовка не спасала от холода, к тому же шишак не позволял надевать стальную каску.   Помимо этого, советские солдаты в своей темной одежде были хорошо заметны на снегу.

    В финской армии в качестве теплой одежды широко применялись различного вида полушубки и меховые бушлаты на овчине и собачьем меху. Однако, зачастую, финский солдат предпочитал воевать в одном кителе, под который надевался толстый шерстяной свитер, а сверху маскировочный халат. Такая одежда не стесняла движений и была намного практичней многослойного обмундирования красноармейца.  Шинели тоже использовались финнами. Однако посетители сразу обратят внимание, что они были всего лишь чуть ниже колен".

    /tekst dostępny na stronie: is.fi; krótki opis wystawy - artillery-museum.ru/

     

    Wydaje się, że z tymi kukułkami to trochę jak ze znanym obrazem Aleksandra Blinkowa (Александр Александрович Блинков), który namalował jak to 12 marca 1940 Armia Czerwona przejęła centrum Wyborga, to że nie toczyły się tam takie walki a miasto pozostało do końca konfliktu w rękach fińskich - niespecjalnie mu w tym przeszkadzało.

    Mnie zaś zastanawia jedno, skoro termin miał się wziąć od odgłosów jakimi się porozumiewali fińscy snajperzy, to czy nikogo nie zastanowiło skąd wówczas w fińskich lasach kukułki? Bo chyba na zimę to one odlatują w nieco cieplejsze regiony...

     


  2.  

    W dniu 11.01.2009 o 9:29 PM, FSO napisał:

    Toczona bylą w takich warunkach, że nawet wódka zamarzala [qrak: temperatura rzędu -50 C występowala także na południu Finlandii owej zimy]

     

    Tyle, że taka temperatura wcale nie występowała wówczas na południu Finlandii. Najniższa odnotowana temperatura w tym kraju w XX wieku to -51,5 °C, a odnotowano ją w Pokka, wiosce leżącej w gminie Kittilä, czyli na północy w Laponii. Średnie temperatury zimą na południu kraju to ok. od -15 °C do -20 °C, a bardziej w głębi kraju od -25 °C do -35 °C.

    /dane za: "Suomen Maakuntien Ilmasto" ed. J. Kersalo, P. Pirinen, Raportteja No. 2009: 8, Finnish Meteorological Institute, Helsinki 2009/

     

    A jak to było rzeczywiście podczas samej wojny zimowej?

    Fiński Instytut Meteorologiczny zbierał dane o temperaturze na tym froncie, otóż wedle nich temperatury podczas pierwszych trzech tygodni były wyższe niż normalnie w tym regionie. Na Przesmyku Karelskim temperatury wahały się od +2 °C do +5°C, nocą od -2°C do -10°C. W dniach 18 i 19 grudnia odnotowano nawet dodatnie temperatury. W tym okresie w najzimniejszych dniach odnotowano temperatury od -7 °C do -10 °C w ciągu dnia i -15 °C nocą. Także grubość pokrywy śniegu była mniejsza niż na ogół w tym regionie, w grudniu 1939 r. było to np. 15-30 cm (przeciętnie było to od 20 do 40 cm), na północnym brzegu jeziora Ładoga śnieg sięgał 17 cm (przeciętnie - 22 cm). Do końca wojny przeciętnie pokrywa śnieżna utrzymywała się na 20-30 cm.

    Co prawda po 14 stycznia 1940 r. zaczęły się większe mrozy, a w nocy z 1 na 17 stycznia generał Harald Öhqvist odnotował nawet -50 °C, to mimo tego, że w drugiej połowie konfliktu było zimniej niż zwykle to jedynie wyjątkowo temperatury spadały poniżej -30 °C.
    /V. Huuska "Ruotsalaiset kirjoittavat Talvisotaa uusiksi – ei niin kylmää kuin väitetään"; tekst dostępny na stronie: puheenvuoro.uusisuomi.fi, autor wpisu opierał się na tekście Andersa Perssona; szwedzkiego meteorologa, autora książki o warunkach pogodowych podczas tego konfliktu - "Finlands sak var svår";  "Hur kallt var vinterkriget?", "Överraskande Krigshistoria Fakta", Del 22. August 2014; tekst Perssona dostępny np. na pdfslide.tip/


  3. I taki fragment:

    "Pierwsze przykazanie dekalogu mówi: „Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie i w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie i pod ziemią”. Sugerowało ono protestantom zakaz wykonywania jakichkolwiek przedstawień Boga, do którego odwoływał się współpracownik Lutra, Andreas Bodenstain zw. Karlstadtem10. Luter, analizując przykazanie, nie ganił przedstawień wizerunków Boga, gdyż w samym malowaniu obrazów nie widział nic zdrożnego (...)

    Pewne jest, że Luter był przeciwnikiem obrazoburstwa, nawołując do ostrożnego analizowania i stosowania wizerunków, w przeciwieństwie do Karlstadta i Zwillinga, którzy inicjowali dewastację wnętrz kościelnych, m.in. kościołów parafialnego i zamkowego w Wittenberdze oraz klasztoru augustiańskiego (...)Stosunek Lutra do obrazów miał charakter adiaforyczny. Jego zdaniem sztuka była nośnikiem ważnych treści religijnych, ułatwiających ich popularyzację. W rozprawie Wider die himmlischen Propheten poruszył problematykę związaną z funkcjonowaniem dzieł sztuki. W obrazach świętych i krucyfiksach widział „obrazy lustrzane” i obrazy jawiące się jako „znaki pamięciowe” – „czy chcę czy nie chcę, gdy słyszę imię Chrystusa, to w sercu pojawia się wizerunek człowieka przybitego do krzyża, tak samo w lustrze wody pojawia się moja twarz, gdy w nią spoglądam”.
    Odwołując się do Biblii wykazał, że Bóg przemawiał w Księgach Mojżeszowych, Księdze Jozuego oraz Objawieniu św. Jana za pomocą obrazów. Wzorując się z kolei na średniowiecznych przedstawieniach z napisami, wysunął propozycję komplementarności słowa z obrazem. Dzieła sztuki powinny ilustrować sceny o tematyce biblijnej, kładąc nacisk na tematykę pasyjną. Nic też dziwnego, że w orbicie jego zainteresowań leżała współpraca z Łukaszem Cranachem Starszym, z którym wspólnie opracował teologiczno-artystyczną oprawę Tablicy Prawa i Łaski
    ".

    /B. Niemczyk "Słowo i obraz - sztuka w świecie protestanckim", "ARTykuły" Magazyn Studentów Historii Sztuki KUL, # 1, 2009, s. 26-28/


  4. 18 godzin temu, Tomasz N napisał:

    Jak tak dalej pójdzie w tę stronę, to dojdziemy do portierek w akademikach

     

    W sumie, to obecnie wielu ochroniarzy to w zasadzie tacy dziadkowie będący de facto portierami czy stróżami nocnymi. Portierek w akademiku to bym nie lekceważył, pamiętam taką jedną co to nie dość że była mocno pryncypialna (co do wejścia) to jeszcze miała wąs znacznie bujniejszy ode mnie i moich kolegów.

    Pomiędzy dzisiejszymi dziadkami na stanowiskach ochroniarskich a tymi dawnymi jest pewna różnica, ci ostatni mogli być powołani do zadań ochrony porządku publicznego na takich samych zasadach co ORMO, mogli być skoszarowani itp. itp., tak zdecydował w marcu 1984 r. Prezes RM - Zbigniew Messner. Strach pomyśleć co mogło by się dziać...

     

    W dniu 6.11.2020 o 3:23 PM, saturn napisał:

    Fakt faktem, fragment  dotyczy juz nowego okresu transofrmacji, jednakze owy "wykidajlo" musial byc terminem i zarazem profesja  funkcjonujaca znacznie wczesniej.

     

    Ano niekoniecznie ma to wskazywać na istnienie wcześniej takiej profesji, kiedy zatrudniano portiera czy odźwiernego, który z racji swej postury z łatwością wyrzuci z lokalu klienta co bardziej awanturującego się, to zatrudniano portiera czy wykidajłę? Sam termin to pożyczka z języka rosyjskiego, od: "wykidywat'/wykidat'/wykinut'" -wyrzucać, wyrzucić. W Słowniku Michała Arcta jeszcze go nie było, był jedynie czasownik: "wykidać", w podstawowym słowniku W. Doroszewskiego też go nie uwzględniono, pojawił się dopiero w Suplemencie (T. IX, z przykładem z 1967 r., dotyczącym berlińskiego domu publicznego).


  5. W dniu 29.10.2020 o 9:38 PM, jancet napisał:

    Ergo: w regionie, w którym pojawiły się udomowione psy, ich dziki przodek wyginął lub jest bliski wyginięcia

    Tego akurat nikt nie kwestionuje.

     

    W dniu 29.10.2020 o 9:38 PM, jancet napisał:

    Znaczy błędna jest hipoteza, że to na Bliskim Wschodzie udomowiono "coś", czego potomkowie dziś zwani są psami, czy też błędem jest twierdzenie, że to "coś" można uznać za tożsame z dzisiejszymi wilkami?

     

    To znaczy, że wcześniejsze opinie, iż to Bliski Wschód był głównym miejscem udomowienia były błędne.

     

    W dniu 29.10.2020 o 9:38 PM, jancet napisał:

    To mnie trochę szokuje. Czyli jeśli samiec ogar pokryłby moją ogrzycę, to miałyby pewną pulę genetyczną, nazwijmy ją X. Gdyby samiec bernardyn sąsiada pokrył bernardynicę,  to też miałyby pulę genetyczną X. Jednak gdyby bernardyn sąsiada pokrył moją sukę rasy ogar, to byłby z tego kundel, który miałyby pulę genetyczną Y ???

     

    Chodzi o nieco inną kwestię, jak w wielkim skrócie objaśnił mi prof. Bogdanowicz:

    "W dużym uproszczeniu - psy rasowe to jedna pula genetyczna, zaś kundle to druga pula genetyczna (ewolucyjnie dużo starsza niż w przypadku psów rasowych). Zatem osobniki rodzące się w wyniku krycia osobnika jednej rasy osobnikiem drugiej rasy dalej mają pulę genetyczną psów rasowych (są to mieszańce, nie kundle)".


  6. 5 godzin temu, gregski napisał:

    Zastanawiam się ilu takich emerytów "robiło za" strażników

     

    Ilu emerytów to nie wiem, z racji tego że płace w Straży Przemysłowej (bo do niej należał ów dziadek z przywołanego filmu) były niskie (W 1956 r. wynagrodzenie w Straży to 546 zł przy średniej płacy 1100 zł), była w tej służbie duża rotacja pracowników a znaczna część funkcjonariuszy traktowało zatrudnienie w SP jako dodatkowe źródło dochodu. Zatem wielu było w niej takich dziadków co to sobie chcieli dorobić.

    /za: K. Madej "Przed złodziejami, szpiegami i pożarem... działalność Głównego Inspektoratu Przemysłu MSW w latach 1656-1970", "Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej", 2002, nr 6 (17)/

     

    W dniu 2.11.2020 o 5:16 PM, saturn napisał:

    Moze nie jest to najlepsza baza porownawcza, ale przypomina mi sie jeden z odcinkow - "07 zglos sie", gdzie pewien potentant hodowlany, zyjacy w wielkiej willi na wsi, jezdzil do miejskich, nocnych lokali rozrywkowych w obstawie swoich tzw goryli, ktorzy chronili od intruzow jego barowy stolik, regulowali rachunki, czy zamawiali panienki

     

    W zasadzie to tylko jeden "goryl" (gościnnie Bruno O'Ya), przykład Eugeniusza Makowieckiego - jednego z bogatszych badylarzy doby PRL wskazuje, że zatrudnianie ochroniarzy osobistych nie było częstą praktyką.


  7. Bonaparte's ribs - żebra Bonapartego... przy czym nie chodzi o potrawę mięsną tylko o słodkości, rodzaj lizaków jakie pojawiły się w Anglii w pierwszej połowie XIX wieku. Wymienia je John Fisher Murray w swym przewodniku po Londynie "The World of London" (pierwotnie składające się nań teksty publikowane były na łamach "Blackwood's Magazine") pośród innych słodyczy sprzedawanych na ulicach.

    Tylko dlaczego "żebra"?

    Shannon Selin, autorka powieści "Napoleon in America", przywołuje objaśnienie z "Puncha", nazwa miała być związana z rozwodem i z nowym małżeństwem Bonapartego, które miały wieszczyć jego upadek:

    "We were next taken over the Bonaparte’s Ribs department, and received the instructive information that this sweetmeat dates as far back as the divorce of the Emperor from Josephine and his marriage with Marie-Louise, which suggested the idea of Bonaparte’s Ribs, and as the repudiation of his first partner was generally regarded as the commencement of his downfall, this popular lollipop was struck in commemoration of an event that promised so much for English interests. Bonaparte himself being in everybody’s mouth at that time, it was very naturally supposed that his ribs might get into the same position, and thus a large sale would be ensured for the new sweetmeat. The original inventor was not mistaken, for he retired on the ribs in less than three years from the time of their being first manufactured".

    /tejże "Sweetbreads, Sweetmeats and Bonaparte's Ribs"; cyt. za: "Punch, or the London Charivari", Volume 13 (July-December, 1847), p. 222; tekst dostępny na stronie shannonselin.com/

     


  8. Cóż - jak zwykle niewiele konkretów pamięta euklides a to co zapamiętał nijak się ma do rzeczywistości.

    W latach dziewięćdziesiątych nie był dostępny żaden "Wielki Słownik Języka Polskiego", można było skorzystać z dziesięciotomowego wydania "Słownika języka polskiego" pod red. Witolda Doroszewskiego (Warszawa 1958-1968) bądź trzytomowego "Słownika języka polskiego" pod red. Mieczysława Szymczyka (1978-1981). Realizacja "Wielkiego słownika języka polskiego" (tzw. PAN) pod red. Piotra Żmigrodzkiego zaczęła się w roku 2007 a "Wielkiego słownika języka polskiego" (tzw. PWN) - w 2018 roku. Faktem jest, że w dwóch pierwszych słownikach terminu "stacz kolejkowy" nie uświadczysz, podobnie jak: pociąg przyjaźni czy praca chałupnicza. Czy był to zamierzony zabieg damnatio memoriae - nie wiem, euklides - wie.

    Tak czy inaczej, chyba nieszczególnie zrozumiał euklides w jakim kontekście pojawiła się "kolejka" i "komitet kolejkowy" w tym wątku, bo to nie jest temat o kolejkach. I proszę czytać uważniej - nikt nie napisał, że: "kolejka to przejaw społeczeństwa obywatelskiego". Na tym może skończmy ów poboczny wątek.


  9. W dniu 30.10.2020 o 12:01 PM, euklides napisał:

    W latach 1980-tych można było jeszcze udawać wariata i pisać że kolejki to przejaw społeczeństwa obywatelskiego bo słowo stacz było zakazane. W każdym razie w Wielkim Słowniku Języka Polskiego go nie było, chociaż są tam wszystkie bluzgi

     

    Tak z  ciekawości, a do jakiego to Wielkiego Słownika Języka Polskiego zajrzał euklides?


  10. W dniu 30.04.2013 o 9:48 AM, secesjonista napisał:

    Ciekawe, że większość kojarzy ordalia z Kościołem Rzymskim, nie wiedzieć czemu. Bywa i tak, że przeciwstawia się zacofane chrześcijańskie średniowiecze bujnemu rozwojowi kultury w państwach arabskich. Zapominając o tym, że ordalia to nie jest wymysł kultury chrześcijańskiej.

     

    I jeszcze taki drobiazg:

    "Początek stosowania próby pławienia oraz powód, dla którego była wykorzystywana w związku z oskarżeniami o czary, niknie w pomroce dziejów. Wiadomo jednak, że już w najstarszym znanym nam spisanym i zachowanym zbiorze prawa, tzw. Kodeksie Ur-Nammu, sporządzonym ok. 2100 r. p.n.e. w Mezopotamii, jeden z paragrafów (nr  13) stwierdzał, że aby udowodnić komuś winę, można użyć próby pławienia w rzece (...) 

    Natomiast już w tzw. Kodeksie Hammurabiego, władcy Mezopotamii w latach 1792– –1750 p.n.e., próba wody była wymieniona w związku z przestępstwem czarów. W kodeksie tym bowiem zapisano, że gdy osoba oskarżająca nie mogła przedstawić namacalnych dowodów winy, to wówczas oskarżona osoba była poddawana próbie pławienia przeprowadzanej w rzece. W przypadku, gdy próba wypadła pomyślnie dla oskarżonego, oskarżyciel zostawał zabity, a jego majątek przejmowała osoba niesłusznie pomówiona. W sytuacji, gdy próba wypadła po myśli oskarżyciela, to on z kolei przejmował majątek".

    /J. Wijaczka "Klio. Czasopismo poświęcone dziejom Polski i powszechnym", "Próba zimnej wody (pławienie) w procesach o czary we wczesnonowożytnej Europie", s. 21-22/

     

    Formalnie ordalia były zakazane od 1234 r. kiedy to papież Grzegorz IX włączył do zbioru praw Liber Extra dyrektywy papieża Honoriusza III wydane pierwotnie dla ziem zakonu krzyżackiego w Inflantach.

    Choć oczywiście praktyka sądowa odbiegała od tego zapisu...


  11. W dniu 7.02.2010 o 4:35 PM, Qrosava napisał:

    Inni Polacy związani z Libanem

    Stanisław Kościałkowski w kwietniu 1945 roku znalazł się w Libanie. Kościałkowski, który był jedną z najważniejszych osób w Towarzystwie Studiów Irańskich, przeniósł swą naukową działalność do Libanu, gdzie TSI zmieniło nazwę na Instytut Polski w Bejrucie. Instytut znajdował się pod opieką Polskiego Instytutu Naukowego w Nowym Jorku, lecz niedługo potem przeszedł "w ręce" UNRRA. Kościałkowski był dyrektorem Instytutu, a w skład jego rady wchodzili Machalski, Kantak, Tyszkiewicz, Romański, Zalemba, Markowski, Samolewicz i Czosnowski. Kościałkowski otworzył przy Instytucie studium polonistyczne z siedzibą w AUB, które zakończyło swą działalność 10 czerwca 1948 roku.

     

    Faktem jest, iż Instytut stał się kontynuacją Towarzystwa a większość członków TSI zasiliła szeregi Instytutu Polskiego w Bejrucie, ale  już informacja, że TSI zmieniało nazwę na Instytut Polski w Bejrucie nie jest ścisła. Ostatnie formalne zebranie TSI miało miejsce 28 czerwca 1945 r. i w zasadzie przestało ono działać jesienią tegoż roku, choć formalnie dzieło Stanisława Kościałkowskiego w Iranie kontynuował Franciszek Machalski od 10 kwietnia do grudnia 1945 r., kiedy to zlikwidowano ostatnie polskie obozy w Persji. W tym czasie już w Bejrucie zaistniał Polski Instytut Studiów Bliskiego Wschodu w Bejrucie (kwiecień 1945 r.), który potem został przemianowany na Instytut Polski w Bejrucie. Wymienione osoby to raczej członkowie pierwszego zarządu a nie: rady i nie było pośród nich Michała Tyszkiewicza - ówczesnego sekretarza Poselstwa RP, z ramienia poselstwa w radzie zasiadał Leon Czosnowski. Wspomniany: "Zalemba" to w rzeczywistości Stanisław Zaremba - matematyk i taternik.

     

     

     

    Z literatury:

    J. Pietrzak "Polscy uchodźcy na Bliskim Wschodzie w latach drugiej wojny światowej: ośrodki, instytucje, organizacje"
    "W kraju cedrów" oprac. D. Abramciów, M. Zielińska-Schemaly
    "Pod cedrami Libanu" red. B. Redzisz, H. Adamiak-Wagner
    S. Kościałkowski "Polacy a Liban i Syria w toku dziejowym"
    tegoż "Polonica bibliograficzne libańskie z lat 1942-1949", "Teka Bejrucka", Bejrut 1949, z. B
    tegoż "Studium Polonistyczne przy Instytucie Polskim w Bejrucie (1946—1948)","Nauka Polska na Obczyźnie 1939—1960", Londyn 1955, z. 1
    K. Kantak "Dzieje uchodźstwa polskiego w Libanie 1943–1950"
    tegoż "Studenci polscy w Bejrucie", "Wiadomości Polskie", Paryż-Londyn, nr 401, 1959

    J.W. Sienkiewicz "Polscy artyści plastycy w Libanie 1942–1952"

    tegoż "Cedr i orzeł: plastycy polscy w Bejrucie: 1942-1952", "Sztuka Europy Wschodniej - Искусство Bосточной Европы - Art of Eastern Europe", T. 3, 2015
    M. Zielińska-Schemaly "Cedr i Orzeł. Polacy w Libanie, niezwykłe współistnienie"
    J. Kielewicz "Uchodzstwo [sic!] Polskie w Libanie", "Parada", R. IV, nr 1 (71), 1 stycznia 1946

    (w większości opracowań podawany jest błędny tytuł i błędny numer: nr 4)
    K. Eichler "Polscy studenci w Libanie 1942-1952", "Archiwum Emigracji: studia, szkice, dokumenty", z. 56, 2002/2003
    M. Murkociński "Polska emigracja niepodległościowa w Libanie 1943-1950 na tle uchodźstwa polskiego czasów II wojny światowej", "Studia Historyczne", R. IX, 2017, z. 1 (237)
    J. Gałęzowski "Libańczycy' i ich losy w perspektywie biograficznej", "Wrocławski Rocznik Historii Mówionej", R. V, 2015
    F. Machalski "Działalność Towarzystwa Studiów Irańskich w Teheranie
    (1942—1945) i Instytutu Polskiego w Bejrucie (1945—1947)", "Życie Nauki. Miesięcznik Naukoznawczy
    ", t. VI, Kraków 1948, nr 33—34"
    J. Draus "Polskie ośrodki naukowe na Bliskim i Środkowym Wschodzie w latach 1941-1950", "Rozprawy z Dziejów Oświaty", T. 29, 1986

    O.S. Czarnik "Stanisław Kościałkowski jako współorganizator polskiej działalności naukowej na Wschodzie w latach 1941–1949", "Przegląd Polsko-Polonijny", 2013, nr 5/6
    A. Dyson "Stanisław Frenkiel: Beirut Drawings 1944-47"
    M. Zielińska-Schemaly "Le cèdre et l’aigle. Les Polonais au Liban, une coexistence singulière"

    J. Knopek, Z. Danielewicz "Poland's Cultural Relations with Middle-Eastern Arab Countries", "Polish Political Science Yerbook", Vol. 49 (1), 2020


  12. W dniu 14.06.2008 o 7:17 PM, Pancerny napisał:

    Macie taki piękny zamek królewski, macie swój hejnał grany codziennie, zabytkowe bramy pozostałe po murach obronnych, archikatedrę, najstarszy budynek teatralny w Polsce

     

    To nie jest najstarszy budynek teatralny w Polsce, choć oczywiście kwestia zasadnicza to - jak traktować termin: "budynek":

    architektura.info - A. Kuligowska-Korzeniewska "Polska architektura teatralna na przestrzeni wieków".


  13. W dniu 11.12.2015 o 11:45 PM, secesjonista napisał:

    Wprowadzona godzina policyjna (Sperrstunde) niewątpliwie rodziła szereg problemów.

    A tu taka; dla mnie zaskakująca informacja; przy okazji relacji z remontu i przygotowywania teatru miejskiego w Warszawie (w gmachu dawnego Teatru Polskiego), zamieszczonej w "Nowym Kurierze Warszawskim" (nr 235, 5/6 października 1940 r.) podano tam do informacji, że bilet na przedstawienie będzie "automatycznie nocną przepustką".

    Czy rzeczywiście tak je traktowano? A jeśli tak to czy ktoś z konspiracji korzystał z takiej furtki?

     

    Coś podobnego opisywał Wiesław Wiernicki, tylko dotyczyło to biletu uprawniającego do wejścia do kasyna (zorganizowanego ponownie przez Niemców) w al. Szucha, co ciekawe był to przybytek nur für Polen.

    "... bilet wejścia do Kasyna był równocześnie nocną przepustką po godzinie policyjnej".

    /tegoż "Wspomnienia o warszawskich knajpach", Warszawa 1994, s. 86/


  14. W dniu 26.10.2020 o 9:51 PM, jancet napisał:

    A słynne "komitety kolejkowe"? Przecież żadna władza za nimi nie stała, ani żaden prawny przepis. A ludzie się podporządkowywali.

     

    Jak najbardziej stała władza, to społeczeństwo (społeczność kolejkowa) samo je wyposażało w nią. Właśnie na zasadzie nie wnikania w podstawę prawną i zarazem w wyniku praktyki społecznej: jak ktoś zarządza/każe/nakazuje - to ma władzę i lepiej jej się jest poddać, przynajmniej oficjalnie.


  15. Po pierwsze - nie trafił do lochu, choć wielu współczesnych jak i dzisiejszych badaczy uważało, że Karol V ze swym więźniem nie postępował odpowiednio do jego statusu, to jednak Franciszek I cieszył się pewnymi przywilejami. Zanim trafił do Madrytu, miał kilka innych "przystanków". 
    Pierwsze główne więzienie było w Pizzighettone (Pisighitòn), a dokładniej umieszczono go w Rocca di Pizzighettone w wieży zwanej del Guado. Spędził tam około trzech miesięcy i cieszył się stosownymi przywilejami i pewną swobodą.
    "François Ier est rapidement conduit à la forteresse de Pizzighettone, où il reste captif pendant trois mois. Il profite, durant cette période, d'une suree liberté dans ses mouvements et, bien que ses «appartements» dans la Torre del Guado soient très sobres, il jouit d'un traitement digne de sa royauté”.
    /V. Allaire "Les images” italiennes ” de François Ier entre 1515 et 1530: l'attente, la crainte, la célébration et la déception chez les hommes de culture de la péninsul”, Normandie Université, Français 2018, s. 258/

    Podobnie James Reston Jr.:
    "Partly out of respect for his royal person, aprtly from admiration for the heroic manner in which he had fallen captive, his captors accorded Francis the dignity and some privileges of a reigning monarch. To be sure, he was deprived of his favorite avocations, hunting and the company of elegant women. There was no tennis court at Pizzighettone. Still, in his suite of rooms he was allowed visitors...".
    /tegoż "Defenders of the Faith: Christianity and Islam Battle for the Soul of Europe, 1520-1536", New York 2009, b.p. ed. elektron./

     

    Antonio Grumello pochodził ze starej lombardzkiej rodziny szlacheckiej mającej swoje gniazdo we Lomellina, wraz ze swymi dwoma braćmi walczył dla Sforzów, pozostawił po sobie rodzaj wspomnień tyczących się głównie wojskowości i wydarzeń o charakterze militarnym (obejmujące okres 1494-1529). Z jego relacji możemy się dowiedzieć, że osadzony w Pizzighettone władca np. zabawiał się grą w piłkę:
    "Dimorato il re Gallicho nel castello de Pizleone da giorni 28 di Febraro adi 18 Magio facendo epso re Gallicho bona ciera con li capittanei Cexarei de giochare każdego giorno a uarij giochi et maxime al ballono et ala pilotta sino ali di supradetti di 18 di Magio ali di supradetti supradetti littere di Cexare che epso re Gallicho fusse condutto in lo regno Neapolitano ...".
    /"Cronaca di Antonio Grumello pavese dal MCCCCLXVII al MDXXIX”, publ. G. Müller, w: "Raccolta di cronisti e documenti storici lombardi inediti", t. I, Milano 1856, s. 378 /

     

    Idźmy dalej, czas - oczekiwania na odpłynięcie do Hiszpanii ...

    Franciszka zaokrętowano na galerze dowodzonej przez admirała Rodriga Portundo (gdzie miał oczekiwać na przypłynięcie francuskich galer), nie został przecież uwięziony gdzieś pod pokładem. Przekazano mu kabinę, której podłogę, którą udekorowano dla niego, za bagatela - 1000 dukatów. Fernando Marín z Santa María de Nájera (abad comendatario - opat dowódczy) pełnił wówczas w Lombardii; z rozkazu Karola V; stanowisko komisarza do spraw wojskowych z władzą administracyjną, zwłaszcza co do dyplomatów. Jak donosił Karolowi V z Genui, pod datą 31 maja, król francuski nie był zadowolony z tej wyprawy do Hiszpanii ale ukrywał to i jak zwykle bawił się i żartował: 
    "The French King is not at all pleased with this voyage, although he tries to hide his discontent, playing and joking as usual".
    /"Spain: May 1525. 21-31", w: "Calendar of State Papers, Spain", Vol. 3 Part 1, 1525-1526, ed. P. de Gayangos, Londyn, 1873/

     

    Pobyt już na ziemi hiszpańskiej (do czasu dotarcia do Madrytu) też w tej kwestii niewiele zmienił. W Walencji np. witany jest przez co znaczniejszych notabli, na czele których stał gubernator Jerónimo Cabanillas, Franciszek mógł sobie pozwolić na odwiedzenie różnych osób, w tym hrabiego Serafina de Centellesa czy wicekrólową Walencji, którą była Germana de Foix, a z którą łączyły go więzy rodzinne.

    Jak podaje López de Meneses Amada:
    "Por segunda vez salieron los valencianos notables a darle la bienvenida (el gobernador D. Jerónimo de Cabanillas, señor de Algiüet y el bayle al puente en que desembarcó y hasta« la casa de Perot Sellés »los jurados) mientras un verdadero enjambre de espectores se agolpaba en la marina (...) Después de recibir la visita de D. Serafín Centelles, conde de Oliva, se retiró a descansar. A las cinco de la tarde salió para la capital, largemente custodiado. Iban con él a más de los jurados, los oficiales reales (...) Al otro día se dirigió al palacio episcopal a saludar a la reina Germana, con quien le unían lazos de parentesco". 
    /tegoż "Francisco I en Valencia", "Bulletin Hispanique", tom 40, nr 3, 1938, s. 269-270/

     

    Z marszruty wynikało, że jednym z przystanków władcy francuskiego winien być zamek w Játiva, gdzie często osadzano co znaczniejszych więźniów, tymczasem trafił do pałacu w Benisanó. Stąd wielu autorów zbyt pochopnie uznało, że na pewno był tam osadzony w trakcie swej podróży (choćby Julia Pardoe w swej książce "The Court and Reign of Francis the First, King of France”, Philadelphia 1849). Tam odwiedził go poseł francuski zdążający do cesarza - Jean de Selve, prezydent parlamentu paryskiego. W swej relacji do regentki francuskiej relacjonował , że w okolicach Walencji są może trzy miejsca gdzie można tak dobrze zjeść jak u Franciszka, że jest on dobrze traktowany - po ludzku i z szacunkiem. I dodaje; chyba z pewną przesadą; że nic więcej mu nie brakuje prócz wolności.
    "... à trois lieus près Vallence faisant aussi bonne chère qu'il n'est possible, tant et si humainement traicté et honoré de ses gardes par la vollonté de l'empereur qu'il n'est possible de plus hormis la liberté".
    /A. Champollion-Figeac "Captivité de François Ier”, Paryż, 1847, s. 253; o więźniach w  Játiva: C.C. Sarthou "Los egregios prisioneros del castillo de Játiva", "Boletín de la Real Academia de la Historia", tomo 88, 1926 /

     

    Robert Jean Knecht:
    "At Guadalajara, he was lavishly entertained by the duke of Infantado, one of the principal Spanish grandees. Banquets, bullfights and other entertainments were staged in his honour, and among the gifts he received was a horsse with trappings worth more than 5,000 cucats. Francis also visited the famous university of Alcalá de Henares… ”.
    /tegoż "Francis I", Cambridge 2005, s. 175 /

     

    Po umieszczeniu Franciszka w madryckim Alkazarze kontrola nad nim stała się ściślejsza, jego jedyną rozrywką poza miejscem przetrzymywania miała być jazda na mule w towarzystwie eskorty. W Madrycie również nie trafił do lochów. Louis de Rouvroy (duc de Saint-Simon) był jedną z ostatnich osób mogących zwiedzać Alkazar - przed jego zniszczeniem, jeśli go Hiszpanie nie oszukali to pokój, w którym przetrzymywano królewskiego więźnia nie był zbyt duży ale nie było to jakaś ciemnica. Pokój wyposażono w stoły, łóżko , krzesła - skromne ale normalne wyposażenie. W tymże miejscu, król francuski przyjmował wizyty: emisariuszy cesarskich, posłów z Francji, członków rodziny, papieskich wysłanników jak i osoby nieszczególnie odwiedzające go w związku z bieżącą polityką. Takie, które chciały zobaczyć utytułowanego więźnia, i takie które chciał widzieć Franciszek dla przyjemności i rozwiania nudy.

    Reasumując, król jak najbardziej miał możliwości flirtowania, zwłaszcza że kapitan de Alarcón trzymający nad nim straż często często pozostawiał go z jego gośćimi sam na sam. Nie wiem skąd Williama Urban wziął tę "habsburską torturę" (to z jego książki pt. "Bayonets For Hire: Mercenaries at War, 1550-1789" pochodzi ów passus), chodziło chyba nie tyle o torturowanie władcy francuskiego odmawianiem mu skonsumowania flirtu tylko o zmiękczenie go uświadamiając mu co każdego dnia traci nie zgadzając się na warunki traktatu.


  16. W dniu 22.10.2020 o 10:55 PM, jancet napisał:

    Będę popierać tych dyskutantów, którzy twierdzą, że kiedyś było inaczej. 40 lat temu poczucie przyzwoitości było nader ważne. "Nie zrobię tego, bo tego robić nie należy". Nawet po pijaku to nieźle działało, choć nie bez wyjątków. A także "skoro rozrabiałem, to mnie wywalili" - i nikt nie wnikał, na jakiej podstawie prawnej.

     

    Trudno się nie zgodzić z pierwszą częścią tej wypowiedzi, faktycznie czterdzieści lat temu było inaczej, a jeszcze kolejne czterdzieści lat wcześniej - też było inaczej, zgodzę się również z ostatnią częścią wypowiedzi (: "i nikt nie wnikał, na jakiej podstawie prawnej"). Problem w tym, że rzadko wnikano również gdy: nie narozrabiałem. W PRL nie było możliwości powstania firmy zajmującej się ochroną mienia czy osób. To państwo miało monopol na tego typu działalność. Oczywiście, że byli ochroniarze i selekcjonerzy w szeregu klubach i podobnych przybytkach, niezależnie na jakich etatach tam byli zatrudnieni. 

    W zakładach szczególnie ważnych dla gospodarki mieliśmy Straż Przemysłową (która też była w różnych budynkach mieszczących różne instytucje państwowe), potem doszły do niej Straż Portowa czy Straż Bankowa, była Straż Pocztowa, no i wreszcie największa "firma" ochroniarska - ORMO. Dziś widok ochroniarzy nie jest niczym dziwnym w biurowcu, sklepie, zakładzie przemysłowym, banku, na parkingu, w klubie nocnym itd. itd. Po części przejęli zadania wspomnianych służb czy jak to wtedy nazywano: specjalistycznych formacji ochronnych. Jak wskazał sam jancet dość powszechny charakter sklepów doby PRL skutecznie utrudniał drobne kradzieże. Obecnie zatrudnianie ochroniarzy przez firmy często związane jest z kwestiami ubezpieczeniowymi i asekuracyjnymi.

    Trudno mi się jednak zgodzić, że ochroniarze nie byli tak potrzebni wówczas gdyż ludzie byli bardziej przyzwoici. Co prawda, jestem zdania że ludzkość coraz bardziej schodzi na psy, zarówno pod względem intelektualnym jak i etycznym, to jednak w czym innym bym upatrywał różnicę. W charakterze władzy. Jak milicjant walnął pałą (wcale nie mocno, ot tak by zaznaczyć kto jest kim) to mało kto decydował by się skarżyć u odpowiedniego komendanta. A przecież można było, tak jak dziś. Konia z rzędem kto pamięta choćby kilka doniesień z czasów PRL (w gazetach czy telewizji) o funkcjonariuszach milicji stających przed sądem za nadużycie siły czy z podobnymi zarzutami. Można się było poskarżyć, sądzić, napisać list do komitetu czy jakiejś redakcji, zwrócić się d komórki partyjnej, jakiejś struktury terenowej władzy. A jednak rzadko to robiono. Bo władza; pomimo prawa; była w zasadzie nieograniczona i zdawano sobie z tego sprawę.

     

    W dniu 22.10.2020 o 10:55 PM, jancet napisał:

    W zwykłych sklepach żadnej ochrony nigdy nie widziałem, ale trzeba pamiętać, że dominowała sprzedaż "zza lady". Może kiedyś usłyszałem od sprzedawczyni "jak się Państwo nie uspokoicie, to ja nie będę sprzedawać", co absolutnie wystarczało.

     

    A charakter tej władzy spływał też na dół, zatem pani ze sklepu też dzierżyła pewną władzę, w ekonomii wiecznych niedoborów (a tak było w PRL) co i rusz różnorakich produktów, to była całkiem spora władza. Po co pani w sklepie ochroniarz skoro mogła kontrolować ludzi w inny sposób? W kraju gdzie istnieje znacząca kontrola społeczeństwa i gdzie jest mniej wolności o wiele trudniej zaistnieć np. zorganizowanym grupom przestępczym, nie potrzeba też tylu ochroniarzy. Gdy w barze "Po wazonem" wykidajło walił w pysk nadto namolnego gościa to ten na ogół przyjmował to bez większych oporów. Bo wykidajło też był; na swym małym poletku; władzą. A z doświadczenia wiedziano wówczas, że z władzą się nie dyskutuje a jej działaniom nie opiera. No chyba, że się chce mieć prawie na bank poważne kłopoty.

     

    Co do ochrony typu BOR, to w czasie wizyt różnych oficjeli; zresztą tak jak dziś; wcześniej ustalano kto przejmuje ciężar podstawowej i bezpośredniej ochrony gościa - jego ludzie czy gospodarza. Andrzej Zaćmiński przeanalizował kwestię ochrony osobistej podczas dwóch wizyt Josipa Broz Tito w naszym kraju (w 1972 i 1975 r.). I tak, podczas pierwszej wizyty całość działań ochronnych realizowano na podstawie planu o kryptonimie "Avala"; trochę niezbyt kamuflującym - dodajmy. Co do szczegółów:

    "Otóż w 1972 r. ochronę osobistą otrzymało aż siedmiu członków delegacji jugosłowiańskiej: Tito i jego małżonka, Jakov Blazevic - przewodniczący Parlamentu Związkowego Republiki Chorwacji, Sergej Krajger - przewodniczący Parlamentu Związkowej Republiki Słowenii, Angel Ćemerski - przewodniczący КС ZK Macedonii, Stevan Doroniski - członek Biura Wykonawczego Prezydium ZKJ i Mirko Tepavac - Związkowy Sekretarz do Spraw Zagranicznych. W sumie do ochrony osobistej przydzielono 12-osobową grupę oficerów BOR, w tym adiutanta dla Tity, który był odpowiedzialny za jej działanie. Występował on w mundurze oficera Wojska Polskiego. Dla potrzeb grupy ochrony osobistej przekazano trzy samochody wyposażone w środki łączności, lekarza ze sprzętem medycznym oraz dokumentalistę filmowego i fotograficznego. Dla głównego gościa przeznaczono samochód marki Ził, zaś dla członków delegacji samochody Czajka i fiaty 125 p. Samochód marki Czajka otrzymała również żona prezydenta Tity, Jovanka Broz, dla której opracowano odrębny program.
    Każde z miejsc, w którym przebywali jugosłowiańscy goście, poza ochroną osobistą, zabezpieczały wyodrębnione siły i środki działające według wcześniej opracowanych planów. Były one niezwykłe liczne w przypadku tzw. miejsc publicznych. I tak na przykład 21 czerwca 1972 r., w czasie zwiedzania Domów Towarowych „Centrum” w Warszawie, które pracowały „normalnie”, użyto 892 funkcjonariuszy, z czego 447 znajdowało się wewnątrz budynku. Do ochrony osobistej Tity przydzielono aż 11 funkcjonariuszy, zaś 50 pozostawało w tzw. odwodzie operacyjnym.

    Znacznie mniejsze siły absorbowało zapewnienie bezpieczeństwa w zakładach pracy. Na przykład w czasie wizyty delegacji jugosłowiańskiej w Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu wykorzystano 78 osób: 6 oficerów BOR, 12 funkcjonariuszy Wydziału II Komendy Stołecznej MO, 30 funkcjonariuszy operacyjnych Komendy Dzielnicowej MO, 20 członków ORMO oraz 10 osób na podjeździe. Oczywiście, liczba ta dotyczy tylko i wyłącznie obiektu, jakim był zakład. Nie obejmowała ona natomiast funkcjonariuszy ochraniających trasy przejazdu i towarzyszącej temu profilaktyki operacyjnej"

    /tegoż "Organizacja i zabezpieczenie wizyt Josipa Broza Tity w Polsce w latach 70. XX w.", w: "Polska i Jugosławia w XX wieku. Polityka - społeczeństwo - kultura", red. M. Pavlović, P. Wawryszuk, A. Zaćmiński, Bydgoszcz 2018, s. 213/

     

    Dla porównania, gdy wizytę Tity w Stoczni Gdańskiej na terenie samego zakładu zabezpieczało 260 osób, w tym m.in.: 120 pracowników SB, 60 - z ORMO i 50 członków aktywu społecznego, to podobna wizyta w tej stoczni szachinszacha Iranu - Rezy Pahlaviego zabezpieczana była przez 72 osoby, w tym 30 funkcjonariuszy SB, 30 członków ORMO i 12 straży przemysłowej.


  17. W dniu 13.12.2018 o 11:06 PM, jancet napisał:

    1. Pies

     

    Ponoć to pierwsze zwierze - przyjaciel człowieka. Udomowiono go 17-12 tys. lat temu, albo i wcześniej. Kto był jego przodkiem - przed laty toczono o tym zajadłe dyskusje. Może wilk, może szakal, może likaon, a może hiena. A za oceanem pojawiał się kojot.

     

    Badania genetyczne dają dziś nowy pogląd i jednoznaczne dowodzą, że pies jest blisko spokrewniony ze współczesnym wilkiem, a z innymi wymienionymi gatunkami słabo lub wcale. I do powszechnego obiegu przeszła informacja, że pies jest udomowionym wilkiem.

     

    Tymczasem wystarczy uważnie przeczytać wiki, nawet tą pl, żeby zobaczyć, że naukowcy wcale nie są co do tego zgodni, a nawet - w nauce jest to pogląd raczej odosobniony, o ile w ogóle istnieje. Dominuje pogląd, że psy jako podgatunek lub gatunek wyodrębniły się od wilka (a może od jakiegoś gatunku prawilka, który się rozdzielił na psy i wilki współczesne) wiele (może nawet ponad 100 tysięcy, może tylko kilka tysięcy) lat wcześniej, niż nastąpiło jego udomowienie

     

    Wiki jak to Wiki...

    jednak właśnie dominującym poglądem jest pochodzenie psów od wilków. Obecnie naukowcy skłaniają się do koncepcji wedle której nastąpiło udomowienie wilków w dwóch różnych obszarach geograficznych: w Azji i w Europie. Przy czym te europejskie znikły wyparte przez azjatyckie. Dzisiejsza populacja kundli w Europie to mają być psy z Azji, z drugiej fali migracyjnej. Przy czym populacja kundli; wbrew obiegowym opiniom; to nie mieszańce pod tym względem iż mają odrębną pulę genetyczną.

    Problemem jest zdefiniowanie pojęcia udomowienie, tu różne są koncepcje stąd i różne datacje. Rozsądek podpowiada, że nie ma jakiejś ostrej granicy tu były wilki a tu są psy i są to psy udomowione. Ścieżki wilka "dzikiego" i tego który coraz bardziej wiązał swą egzystencję z przebywaniem w pobliżu siedzib ludzkich rozchodziły się ewolucyjnie i bez wątpienia trwało to długi czas.

     

    W dniu 13.12.2018 o 11:06 PM, jancet napisał:

    I ten prapies już dziś dziko nie żyje. Często się podejmowano próby udomowienia wilka w czasach historycznych, także spontaniczne. Raczej nic z tego nie wychodzi. Nawet z literatury pięknej nie znam opisu sytuacji, w której ktoś oswoił wilka i wilczycę, następnie doczekał się tej pary potomków, które pilnowały jego obejścia

     

    I tylko nie wiem co ma wynikać z faktu, że prapies dziko nie żyje? Nie wiem też co ma wynikać z faktu, że na ogół nie udaje się oswoić wilka, otóż by cokolwiek udowodnić trzeba by taki eksperyment prowadzić przez tak długi czas jak szacowne jest rozejście się prawilka i prapsa. Schwytane dzikie lisy też na ogół nie staną się zwierzątkami domowymi, a jednak długotrwałe badania Dmitrija Bielajewa udowodniły, że można lisy udomowić. Przy czym ta socjalizacja zmieniała nie tylko zachowanie lisów (np. merdały ogonami na widok człowieka) ale też ich eksterier: częściej występowało i takich lisów: oklapłe uszy, ubarwienie w mieszanych kolorach, łaciatość. Przy czym np. zmiany w umaszczeniu pojawiały się w ósmym pokoleniu. Oczekiwanie by z wilków otrzymać w jednym pokoleniu całkowicie "udomowione" zwierzęta jest nieco niepoważne. Podobnie było z psami, tak przynajmniej twierdził np. Brian Hare zajmujący się badaniami nad inteligencją różnych zwierząt, autor książki "The Genius of Dogs", przy czym uważa on że np. hipoteza o udomowieniu wilków np. poprzez coraz ściślejsze współdziałanie podczas polowań nie jest prawdziwa, przy czym uważa on, że to nie człowiek udomowił wilka (czy prapsa), a raczej to wilk się niejako udomowił.

    "'Te pierwsze 'wiejskie psy' mogły być - jak to ma miejsce w wielu współcześnie żyjących społecznościach - ignorowane, od czasu do czasu zjadane, a niekiedy nawet traktowane za młodu jak domowi pupile. To nie ludzie postanowili udomowić wilki - wilki udomowiły się same. Pierwsza rasa psów nie powstałą w wyniku ludzkiej selekcji czy hodowli, lecz była skutkiem doboru naturalnego' - pisze Hare".

    /M. Rotkiewicz "Psi geniusz", Polityka", nr 22, 27.05.-2.06.2020, s. 53/

     

    Wiesław Bogdanowicz, kierownik Pracowni Technik Molekularnych i Biometrycznych MiLZ PAN, który kierował międzynarodowym zespołem zajmującym się badaniem genetycznym kundli na świecie:

    "Nie wiemy dokładnie, kiedy wyginęła populacja pierwszych psów, biorących swój początek bezpośrednio od wilków (...) Długo nie było wiadomo, gdzie znajduje się centrum pochodzenia psów. Różne hipotezy wskazywały na różne części świata: Azję, Europę lub Bliski Wschód. To dlatego, że by dwie fale migracji, w rezultacie których doszło do wymieszania się psów pochodzących z różnych okresów i miejsc. Najnowsze badania wskazują, że najprawdopodobniej udomowienie wilka miało miejsce zarówno w Europie, jak iw Azji. Oprócz tego ciągle mamy do czynienia z krzyżowaniem się wilków z psami. Na podstawie naszych badań ustaliliśmy, że hipotez dotycząca Bliskiego Wschodu jako centrum udomowienia wilków jest błędna, ponieważ pomijano w fakt dużego dopływu (na poziomie kilkunastu procent) wilczej krwi do miejscowej populacji psów (...) W naszych badaniach pokazaliśmy również, że ta druga fala migracji (od której wywodzą się nasze kundle) w którymś momencie rozeszły się: z Azji Wschodniej do Europy oraz na Bliski Wschód".

    /tegoż "Kundel brzmi dumnie", "ACADEMIA" Magazyn PAN, ,1/49/2017,  s. 23-24/

     

     


  18. 22 godziny temu, kszyrztoff napisał:

    Wiadomo co było  powodem operacji?

     

    Prawdopodobnie rak jelit.

     

    22 godziny temu, kszyrztoff napisał:

    Rzekomo miał on swoje źródło w tym że Składkowski miał odbić a następnie ożenić się z kobietą która wcześniej była narzeczoną Andersa.  Czy to prawda?

     

    Ja się jedynie spotkałem z informacją, że obaj o nią rywalizowali, nie znam przekazu by Petit Gosse (bo to chyba o nią chodzi?) była narzeczoną pułkownika Andersa.


  19. W dniu 2.10.2020 o 11:33 AM, Gryfon napisał:

    Niech kolega chwile pomyśli: jeśli ktoś bezzasadnie podważa ze coś zostało w danej książce napisane to co innego można zrobić niż go do niej odesłać?

     

    To, że: "bezzasadne" to chyba Gryfon powinien udowodnić, na razie mamy: bo tak napisał Ziemkiewicz. Dla mnie to za mało.

     

    W dniu 2.10.2020 o 11:33 AM, Gryfon napisał:

    Poza tym przecież nie każe w tym celu czytać nikomu całej książki a jedynie ostatni rozdział!

     

    Fakt.

    To powinien być nowy trend wydawniczy, bardzo to ekologiczne i jakaż oszczędność czasu - wydawane są  tylko ostatnie rozdziały, czytamy podsumowanie i wszystko wiadomo.

    Tak przy okazji, czy w szkole nie uczono Gryfona o czasownikach osobowych? W życiu codziennym Gryfon też powiada: ja piere, ja robie...?

    Czas może podciągnąć się w używaniu języka polskiego by nie być na bakier z regulaminem.

     

    W dniu 14.10.2020 o 3:19 PM, Gryfon napisał:

    Jest jedna rzecz która sprawia że teoria Ziemkiewicza jest dla mnie bardzo przekonywująca. Jest to wysokość strat które poniosły obie walczące strony podczas kampanii Wrześniowej:  Niemcy straciły w tedy 16 tysięcy żołnierzy, a Polacy jedynie 70 tysięcy poległych. Tak niskie straty mogą świadczyć tylko o jednym:  Armia Polska wcale nie została pokonana w walce, ona została jedynie wymanewrowana przez o wiele bardziej zmechanizowany Wermacht

     

    A jak liczył Gryfon te straty: w liczbach bezwzględnych czy w proporcjach?

    Nie bardzo rozumiem co napisał Gryfon, polska armia; jeśli wierzyć tym liczbom; straciła przeszło cztery razy tyle co armia niemiecka, ale to nie w bitwach a w wyniku wojny manewrowej?

    A co to za różnica, dla tych zabitych i dla możliwości dalszej obrony?


  20. Nie.

    Pomijając wątpliwości czy faktycznie dochodziło wówczas do szerokiego społecznie zatrucia i jak miałoby to się przełożyć na upadek państwa, to nie jest to dowód na empiryczność nauk historycznych. Na podstawie doświadczenia; jak najbardziej empirycznego w rozumieniu dosłownym a nie filozoficznym; można stwierdzić, że ołów ma negatywny wpływ na zdrowie człowieka. Na podstawie znalezisk archeologicznych wiemy, że dawni Rzymianie używali m.in. ołowianych elementów w swej infrastrukturze wodociągowej. Można zatem domniemywać, że miało to wpływ na ich zdrowie. I tyle. Nie jesteśmy w stanie empirycznie badać społeczności starożytnej bo ta nie istnieje, zatem nie istnieje przedmiot badań. W naukach historycznych możemy wykorzystywać badania empiryczne co nie zmienia charakteru samych nauk historycznych. Nie należy mylić narzędzi z charakterem danej nauki.


  21. W dniu 15.06.2008 o 9:25 PM, Paweł1 napisał:

    Ponoć cenzura wstrzymała Sławojowi pierwsze wydanie, dzień po tym jak książka była już w sklepach.

    Słyszałem również, że Sławoj prowadził skrupulatny dziennik (...)

     

    W dniu 15.06.2008 o 12:10 PM, Paweł1 napisał:

    W sumie Gnomie to nic dziwnego. Sławoj faktycznie spektakularnych zasług na swym kącie nie posiada

     

    Tak po prawdzie nie wiadomo czy to "cenzura" wstrzymała sprzedaż, faktem jest że książkę początkowo wycofano z księgarń i faktem jest jest również, że w 1936 r. książka miała co najmniej trzy dodruki. W informacjach prasowych z tego okresu Agencja "Press" podawała, iż wycofanie nastąpiło po protestach koła legionistów Pierwszej Brygady, którzy mieli uznać, że książka jest... "nie na czasie". kolejne dodruki oznaczają, że książka ostatecznie była jednak w sprzedaży, a całemu temu zdarzeniu pikanterii dodaje fakt, że wydawcą książki był Instytut Józefa Piłsudskiego Poświęcony Badaniu Najnowszej Historii Polski.

     

    Tak przy okazji pewna kwestia językowa, otóż "Sławoj" to nie człon nazwiska tylko jedno z imion, zatem gdy ktoś napisał np.: "Sławoj prowadził..." to tak jak by w temacie o Piłsudskim ktoś napisał: "Józef prowadził...". Już zupełnym horrendum jest napisać: "Sławoj-Składkowski", co zdarzyło się nawet na tym forum niejakiemu secesjoniście... :(


  22. 1 godzinę temu, euklides napisał:

    Przecież historia opisuje zjawiska społeczne, polityczne, ekonomiczne, prawne, ustrojowe, problemy zarządzania, sztukę i to pewnie nie koniec. A to nie są zjawiska empiryczne?

     

    Nie są.

    Proszę na podstawie empirycznej metodologii udowodnić i opisać upadek Rzymu.

     

    Tak w punktach - za każdym razem posługując się empirycznymi dowodami.


  23. W dniu 18.10.2020 o 12:57 PM, euklides napisał:

    Jeżeli już bawimy (jak to nazwałeś) się historią to trzeba pamiętać że jest to jednak nauka empiryczna

     

    Nauki historyczne nie są empiryczne, skąd to wziął euklides?

     

    W dniu 18.10.2020 o 12:57 PM, euklides napisał:

    Zatem musimy się opierać na realiach z niej wynikających. I choć nic o tym nie wiadomo to można założyć że ktoś w Starożytnym Rzymie wynalazł czcionki bo ani intelektu im do tego nie brakowało ani zmysłu technicznego (przecież znali ołów, lutowanie itp)

     

    I opierając się na tych realiach do jakiego wniosku empirycznego dochodzimy?

     

     

     

     

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.