Jump to content

secesjonista

Administrator
  • Content count

    26,195
  • Joined

  • Last visited

Posts posted by secesjonista


  1. Jeden z artykułów w "Gazecie Olsztyńskiej" dotyczący Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver (2010) został zilustrowany fotografią na której prezentowano maskotki tej imprezy. Pech chciał, że niespecjalnie sprawdzono co wstawiono, a był to fotomontaż. I tak obok maskotek: Miga, Quatchi i Sumi (patronujący paraolimpiadzie) pojawił się "Pedomiś" (PedoBear).


  2. Powracając jeszcze do emblematycznej i kanonicznej postaci Draculi stworzonej przez B. Stokera... choć jancet twierdzi, że każdy utwór można interpretować "jak się chce", to mnie się wydaje, że pewne interpretacje idą zbyt daleko.

    Otóż w postaci Draculi niektórzy widzą postać Żyda. W skrócie, dowody na taką identyfikację to: przybywa do Londynu na rosyjskim statku, ma zatem uosabiać lęki ówczesnych Brytyjczyków przed żydowską emigracją jaka miała miejsce u schyłku XIX w., głównie związaną z pogromami w carskiej Rosji. Hrabia ma pomocnika w osobie Immanuela Hildensheima ("typ raczej hebrajski", s. 332), osiada w Carfax, które ma się znajdować niedaleko Whitechapel, czyli jednej z dzielnic będącej centralnym punktem na londyńskiej mapie dla nowych emigrantów; co więcej, dzielnicy w której to grasował Kuba Rozpruwacz, przedstawiany często jako wschodni Żyd. Jest obywatelem świata, który nigdzie nie jest zakorzeniony, jak wielu Żydów żyjących w diasporze; posiada w swym zamku wiele monet z różnych krajów ("wszystkie pokryte grubą warstwą kurzu, jak gdyby leżały tu od bardzo dawna", s. 50), czyli jak Żydzi akumuluje kapitał, jest "nomadą" no i oczywiście ma semicki wygląd.

     

    Mikołaj Marcela napisał dwie powieści grozy, magisterium z filozofii poświęcił zombie ("Zombie: Powrót potwora. Próba filozoficznej analizy zjawiska"), może przesadnie na stronie Wydawnictwa Literackiego określa się go, jako: "specjalistę z zakresu literatury grozy", ale faktycznie popełnił kilka pomniejszych tekstów o potworach, współredagował zbiór "Potwory-Hybrydy-Mutanty. Pogranicza ludzkiej natury", wreszcie wydał własne opracowanie "Monstruarium nowoczesne"*.

    W swym artykule zatytułowanym 'Dracula: wampir-Żyd-kapitalista?" (który jest w zasadzie powtórzeniem fragmentu z "Monstruarium..." zatytułowanego: "Vampyre or Vambery?") cytuje ten opis fizjonomiczny tak:

    "Jego twarz ma bardzo, bardzo wyraziste, ostre rysy; wydatny i cienki nos zakończony jest charakterystycznymi łykowatymi nozdrzami; ma wysokie i wypukłe czoło, a jego włosy, choć rzadkie w okolicach skroni, są poza tym bardzo gęste. Ma bardzo wydatne brwi, stykające się niemal ze sobą powyżej nasady nosa, a ich nadzwyczajna gęstość powoduje, że zwijają się w loki. Usta (...) są stale zaciśnięte, co w połączeniu z wystającymi na wargi, bardzo białymi, ostrymi zębami nadaje tej twarzy wyraz okrucieństwa".

    /tegoż "Dracula...", "FA-art", nr 3 (93), 2013, s. 29-30; cyt. za:  B. Stoker "Dracula", przeł. M. Król, Kraków 2009, s.23; skąd i reszta użytych powyżej cytatów/

     

    Chciałbym zwrócić uwagę, że napisałem "cytuje.. tak", jest to o tyle istotne, że Marcela pominął kilka istotnych szczegółów, otóż poskąpił nam w tym fragmencie opisu uszów i ogólnego wrażenia jakie sprawia wygląd zewnętrzny hrabiego. Nie mogę oprzeć się myśli, że przez to nieco zmanipulował ów wygląd, tak by pasował do przyjętej hipotezy. W wydaniu nowojorskim z 1897 r. ten opis prezentuje się tak:

    "His face was a strong—a very strong—aquiline, with high bridge of the thin nose and peculiarly arched nostrils; with lofty domed forehead, and hair growing scantily round the temples but profusely elsewhere. His eyebrows were very massive, almost meeting over the nose, and with bushy hair that seemed to curl in its own profusion. The mouth, so far as I could see it under the heavy moustache, was fixed and rather cruel-looking, with peculiarly sharp white teeth; these protruded over the lips, whose remarkable ruddiness showed astonishing vitality in a man of his years. For the rest, his ears were pale, and at the tops extremely pointed; the chin was broad and strong, and the cheeks firm though thin. The general effect was one of extraordinary pallor.

    Hitherto I had noticed the backs of his hands as they lay on his knees in the firelight, and they had seemed rather white and fine; but seeing them now close to me, I could not but notice that they were rather coarse—broad, with squat fingers".

    I w innym miejscu:

    "... and the red scar on the forehead showed on the pallid skin like a palpitating wound (...) and the fair cheeks".

    /B. Stoker "Dracula", Grosset & Dunlap Publisher, New York 1897, s. 17, s. 285, s. 36; dalej jako: Oryg./

     

    Nie trzeba być anglistą by z łatwością sprawdzić znaczenie terminu: "pale/pallor", pośród wielu znaczeń słownikowych nas zainteresuje:

    "Pale... of a shade of colour approaching white; faintly coloured. Relatively lighter in colour".

    /za: "The Shorter Oxford English Dictionary",Third Ed., prep. W. Little, rev. and ed. C.T. Onions, Oxford 1956, s. 1417/

     

    I w tłumaczeniu Marka Króla ta bladość istnieje:

    "Poza tym ma białe i spiczasto zakończone uszy, szeroką i silną szczękę, a policzki mocne, choć wychudłe. Nad tym wszystkim dominuje ogólne wrażenie nadzwyczajnej bladości".

    /B. Stoker "Dracula", Wyd. Zielona Sowa, Kraków 2005, s. 23/

     

    Innymi słowy, hrabia to osoba o bladych uszach, bladych dłoniach, bladych policzkach, bladej skórze i ogólnie osoba u której wyróżniającą cechą powierzchowności jest wyjątkowa bladość. Dodajmy do tego informację o barwie oczu, które poza chwilami gdy wpadał w krwiożerczy szał były niebieskie:

    "I was conscious of the presence of the Count, and of his being as if lapped in a storm of fury. As my eyes opened involuntarily I saw his strong nad grasp the slender neck of the fair woman and with giant's power draw in back, the blue eyes transformed with fury, the white teeth champing with rage, and the fair cheeks blazing red with passion".

    /Oryg., s. 36/

     

    No i jeszcze ten przymiotnik: "aquiline"... każdy wie, że symboliczny Żyd będzie miał śniadą cerę i haczykowaty nos. Tyle, że w wiktoriańskiej Anglii nieco inaczej postrzegano orli (rzymski) nos. Z zakrzywionym nosem przedstawiano w karykaturach Żydów (por. S. Winkler "The fear of the 'Other' and anti-semitism: Repreentations of the Jews in 'Punch' and Bram Stoker' 'Dracula' in the light of rising English nationalism", "VIDES" University of Oxfrod, , Vol. 5, 2015, fig.1, s. 102) ale mógł on również symbolizować: siłę, wyższość, wreszcie mógł nawiązywać... do aryjskiej rasy.

    "Two other book-lenght studies, Curtis's 'Apes and Angels: The Irishman in Victorian Caricature' (1971) and Cowling's 'The Artists as Anthropologist: The Representation of Type and Cahracter in Victorian Art' (1989), bothe document at lenght the Victorian interest in the 'science' of physiognomy and in caricaturists' purposeful manipulation of specific facial features  to indicate class and character. Whereas, according to Curtis, the poor Irish (Roman Catholic) peasent was frequently simonized with an ape-like face and sloping forehead, the Anglican clergyman, according to Cowling, was supposed to exhibit a large and lofty forehead indicative of his spiritual and intellectual prowess. Thy Aryan type was the most highly favored 'with prominent nose (...) Both the shape of the nose and cheeks indicated, like the forehead's angle, the subject's soial status and level of intelligence. A Roman nose was superior to a snub nose in its suggestion of fimness and power, and heawy jaws revealed a latent sensuality and coarseness".

    /E. McNess "'Punch' and the Pope: Three Decades of Anti-Catholic Caricature", "Victorian Periodicals Review", Vol. 37, No. 1, Spring 2004s. 22/

     

    Dla każdego fana horrorów wizja bladolicego wąpierza, zwłaszcza gdy sobie obficie nie pochłeptał krwi - jest czymś oczywistym. Postać hrabiego, bladolicego z niebieskimi oczami niezbyt jednak pasuje do wyobrażonej figury wschodniego Żyda. Stąd me wrażenie, że pan Marcela trochę "ponaciągał" tekst.

     

    "Jednak wampiry z Żydami w powieści Stokera łączy znacznie więcej. To nie przypadek, że Draculi w ucieczce przed Drużyną Światła pomaga niejaki Immanuel Hildesheim: 'typ raczej hebrajski niż adelficki, z nosem jak owca i w fezie na głowie'".

    /"Dracula: wampir-Żyd-kapitalista", s. 30; cyt za: op.cit. , s. 332/

     

    Skąd autor tych uwag wie, że nie był to przypadek - nie wiemy.

    Wiemy jedynie, że Hildesheim na polecenie listowne, bliżej mu nieznanego, niejakiego pana de Ville z Londynu, miał dopilnować przekazania przesyłki, która przybyłą na pokładzie "Carycy Katarzyny" do Galati, w ręce Piotra Skińskiego, który miał kontakty ze Słowakami prowadzącymi handel i przewóz rzeczny. Jeśli był zatem: pomocnikiem, to nieświadomym. Nie wiadomo dlaczego Marcela nie jest konsekwentny i nie doszukuje się żydowskiego śladu u innych tego typu pomocników, którzy wykonywali podobne czynności związane z transportem skrzyń. Jak przedstawiciel z firmy Samuel F. Billington & Son., pan Carter z Paterson & Co. pan Mitchell z Sons & Candy, czy pracownicy Mackenzie & Steinkoff? A co z Samem Bloxamem, który zawiózł dziewięć skrzyń na Piccadilly czy Thomasem Snellingiem i Josephem Smolletem, którzy rozwozili inne skrzynie po Londynie? No ale z Cartera czy Mackenziego trudno uczynić Żyda, jeszcze od biedy dałoby się pewnie ze Steinkoffa... Najciekawszym w tym wszystkim jest fakt, że to przecież Jonathan Harker no i Peter Hawkins są głównymi aktorami powieściowych wydarzeń współodpowiedzialnymi za przybycie Draculi do Carfax, głucho jednak o tym by nazywano ich "nieprzypadkowymi pomocnikami".

     

    Tak na marginesie, drobiazg o translatorskich potyczkach. W oryginalnym wydaniu Hildesheim został określony jako: "Hebrew of rather the Adelphi Theatre type", co M. Król przełożył jako: "raczej hebrajski niż adelficki", Małgorzata Moltzan-Małkowska oddała to jako: "był w typie hebrajskim czy raczej lewantyńskim" (B. Stocker "Dracula", Vesper, Poznań 2011, s. 371). Jak widać tłumaczom wyszło zupełnie coś innego. Jak się wydaje, Król nie za bardzo zrozumiał co kryje się pod określeniem: "Adelpi Theatre type".

    W kontekście XIX-wiecznego Londynu to po prostu, właśnie - hebrajski typ. Bliższa pierwotnemu sensowi jest raczej pani Molztan-Małkowska, można by powiedzieć, iż był to typ: hebrajski, podtyp: adelphi. Adelphi Theatre wystawiało swe sztuki w dość szczególnym stylu, co zaczęto określać jako "Adelphi screamers". Początkowo odnoszono to do fars i komedii które tam odgrywano, ale już w czasach bliższych życiu Stokera były to dramaty. A w tychże, częstą postacią był Żyd i środowisko żydowskie, przedstawiani w niezbyt pozytywnym świetle. To na deskach tego teatru miały miejsce premiery sztuk według utworów Charlesa Dickensa, który tak często portretował żydowskie środowisko.

    "Leah, Bel Demonio, Manfred Plays performed at London theatres in 1863. Augustin Daly's drama Leah, the Jewish Maiden was produced at the Adelphi. It was phenomenal succes, running for over two hundred nights...".
    /"Victorian Theatrical Burlesques" ed. R.W. Schoch, Burlington 2003, b.p., przyp. 28/

     

    "In 1889 the 'Jewish Chronicle' had objected strongly to Pettit and Sims's 'London Day by Day', which played at the Adelphi Theatre; this play gave 'a sketch of a Jew money-lender' that outshone 'all previous efforts in its offensiveness'. The newspaper noted that one of the dramatic critics who reviewed the drama could not help 'wondering how the Jews, who supply us with managers, actors, lavish patrons of the drama, nad (I believe) one or two dramatic critics, can stand the way in which their race is persistenly libelled on the London stage".

    /"The Complete Works of Oscar Wilde" general ed. I. Small, Vol. 3 "'The Picture of Dorian Gray'. The 1890 and 1891 Texts" ed. J. Bristow, Oxford Univ. Press 2005, s. 382/

     

    "Należy zwrócić uwagę na znaczenie imienia Van Helsinga, bowiem Abraham to tyle, co „kochający ojca”, natomiast zgodnie z przekazami biblijnymi Abraham uznawany jest za ojca narodu żydowskiego, co z kolei wydaje się ciekawe w kontekście „żydowskiego” wątku Draculi oraz gorliwej chrześcijańskiej wiary Profesora".

    /M. Marcela "Monstruarium nowoczesne", Katowice 2015, s. 78, przyp. 153/

     

    Marcela poskąpił informacji skąd zaczerpnął swą wiedzę o takiej etymologii i zapewne słusznie, bo wydaje się, że jest nim polskojęzyczna Wikipedia. Z tym imieniem nie jest taka prosta sprawa. Biblista i hebraista dr Marcin Majewski w swym popularnym opracowaniu "Tajemnice biblijnych imion" objaśnia:

    "To, co jest pewne, to słowo אב aw, które rozpoczyna zarówno wersję krótszą (wcześniejszą) אברם Awram oraz dłuższą (późniejszą) אברהם Awraham. To bardzo ważne słowo biblijne. Wywodzi się od czasownika אבה awa, który oznacza „zgadzać się, zrobić coś z obowiązku, ulegać”. Zakłada więc jakiś autorytet nakazujący. I takie znaczenie ma tytuł aw w Biblii, nadawany znacznie szerzej niż tylko ojcu. Otrzymuje go np. Józef jako główny doradca faraona (Rdz 45,8); otrzymują go starsi miasta (2Krl 2,12), prorocy (2Krl 6,21), mędrcy (Syr 2,1), a wreszcie sam Pan Bóg (Iz 63,16; Oz 11,1). Zatem słowo aw nie jest prostym odpowiednikiem męskiego rodzica, ale określeniem wyrażającym respekt i szacunek wobec osoby cieszącej się autorytetem i władzą (...) Końcówka רם ram w krótszej wersji imienia (Awram) pochodzi od czasownika רום rum, który oznacza „być wysoko, u góry, wywyższać, być wywyższonym, wyniesionym”. Imię Awram oznacza więc Ojciec Wywyższony, Ojciec Wyniesiony (w domyśle: ponad innych ojców) lub po prostu Potężny Ojciec (...)

    Z kolei forma רהם (rhm) z imienia dłuższego sprawia pewien kłopot, gdyż nie odnajdujemy jej w języku hebrajskim. SłowoAwraham w świętym języku Biblii nie posiada więc żadnego oczywistego znaczenia. Można za to snuć pewne przypuszczenia. Zmiana imienia oznaczała tak naprawdę dodanie w środku jednej litery: ה „h”. Notabene, przemianowanie żony Abrahama z Saraj na Sarę to również zabieg dodania litery ה „h”. Gdy do wyrazu Awram dodajemy literę „h”, zmieniamy rozkład ciężaru spoczywającego na pojedynczych głoskach i wówczas możliwe jest odczytanie imienia Awraham jako złożenie czasownika אבר awar(latać) i zaimka הם hem (oni). Imię tworzyłoby więc poetycki zwrot „Oni będą latać!”, wieszczący świetlaną przyszłość potomkom Abrahama.

    Jest też możliwa inna interpretacja dodania litery „h” do słowa Abram. Zabieg ten powoduje, że w sercu imienia patriarchy pojawia się czasownik ברה – czasownik, który jest podstawą jednego z najważniejszych słów Biblii: ברית berit, przymierze".

    /z fragmentu książki udostępnionego na stronie: opoka.org.pl/

     

    No ale mniejsze o znaczenie tego imienia, co ma wynikać z faktu, że jeden z przeciwników Draculi ma starotestamentowe imię? Tego typu imiona nie są czymś niezwykłym zwłaszcza w środowiskach protestanckich, a takiego wyznania był właśnie Stoker. Z tych wątków osobowych wynika, że skoro jeden z nieświadomych pomocników hrabiego był Żydem to pozwala w Draculi widzieć "symbolicznego Żyda" i zarazem, skoro jego przeciwnik nosił "żydowskie" imię to pozwala w Draculi widzieć "symbolicznego Żyda". A co wynika z faktu, że ramię w ramię z van Helsingiem walczą np: Jonathan, Quincey, John czy Arthur?

    W Polsce znane było powiedzenie, że każdy ziemianin (szlachcic) miał swego Żyda; takiego właśnie pomocnika; faktora który załatwiał dlań sprawy handlowe a jak było trzeba pomagał uzyskać pożyczkę. Pamiętamy to na ogół za sprawą Henryka Sienkiewicza, który ustami Leona Płoszowskiego (w "Bez Dogmatu") powiadał: "Zauważyłem to już dawno, że w tym kraju, jak każdy szlachcic ma swego żyda". Na szczęście nikt jeszcze nie wpadł na pomysł (chyba?) by z każdego takiego ziemianina uczynić "symbolicznego" Żyda.

     

    Weźmy teraz kwestię lokalizacji głównej siedziby hrabiego w Anglii, czyli Carfax Abbey. To Jimmie E. Caine wskazał na bliskość geograficzną Carfax do Whitechapel i związane z tym żydowskie konotacje:

    "In the villain of his 1897 novel 'Dracula' Bram Stoker apparently incorporates such accounts of the immigrants Jews crowding the dilapidated and poorly drained slums of London's East End. The Count's residence at Carfax, in Purfleet, for instance, is well to the east downtown London, near the Whitechapel district, the epicenter of the London immigrant community. In addtion to its dense Jewish population, whitechapel was also noteworthy as the scene of the murder ascribed to jack the Ripper, a figure often represented in newspapers stories and skatches as an Eastern Jew".

    /"Racism and the Vampire. The anti-Slavic Premise of Bram Stocker's 'Dracula'", w: "Draculas, Vampires, and Other Undead Forms" ed. J.E. Browning, C.J. "Kay" Picart, Lanham, Maryland 2009, s. 128/

     

    Problem w tym, że zupełnie nie wiem jak doszedł do tego związku i takiej lokalizacji. Nieruchomość Carfax to miejsce wymyślone a Whitechapel w książce w ogóle nie występuje. Wiemy, że Jonathan Harker przybył do hrabiego by sfinalizować nabycie Carfax, która to nieruchomość znajdowała się w Purfleet (o poszukiwaniach ew. pierwowzoru por. uwagi Jonathana Cattona z Thurrock Museum: www.thurrock.gov.uk - "Purfleet's Dracula connection"). Tyle że prawdziwe Purfleet leży jakieś dwadzieścia sześć kilometrów na wschód od Londynu.

    A gdzie leży powieściowe Carfax?

    Otóż, gdy Harker znalazł w zamku Draculi atlas były w nim na mapie Anglii zaznaczone kółkami różne miejsca, między innymi jedno z nich w miejscu jego nowej posiadłości; czyli w Carfax; w pobliżu Londynu.

    "Presently, with an excuse, he left me, asking me to put all my papers together. He was some little time away, and I began to look at some of the books around me. One was an atlas, which I found opened naturally at England, as if that map had been much used. On looking at it I found in certain places little rings marked, and on examining these I noticed that one was near London on the east side, manifestly where his new estate was situated; the other two were Exeter, and Whitby on the Yorkshire coast".

    /Oryg., s. 26/

     

    Jak Caine'owi wyszło, że posiadłość leżąca "po wschodniej stronie, w pobliżu Londynu" znajduje się: "we wschodnim centrum Londynu" -to już pozostanie dla nas tajemnicą. Za to pasuje to bardziej do jego hipotezy o żydowskiej figurze Draculi.

    Dla wskazania związku z emigracją żydowskiej biedoty i ich głównych centrów w Londynie o wiele lepiej nadawałoby się inne miejsca gdzie trafiły skrzynie z transylwańską ziemią: Chicksand Street, Mile End New Town czy Jamaica Lane w Bermondsy. Wszystko to miejsca wokół Whitechapel, bądź należące do tej dzielnicy. Tylko należy przecież uwzględnić domniemania wyrażone przez Harkeya, wedle których nie miały być to miejsca docelowe "gniazd" wampira, a raczej miejsca skąd część z nich miała trafić gdzie indziej. A nikt nie jest w stanie udowodnić, że te: "inne miejsca" miałyby ograniczać się do okolic Whitechapel. A przy tym pozostaje kwestia nabycia domu przez Draculę przy Piccadilly, pod numerem 347, jak mniemam nawet Caine nie podjąłby uzasadnienia związku tego miejsca ze slumsami żydowskimi. No chyba, że Dracula szukał sąsiedztwa z pobratymcami w osobie któregoś z Rothschildów , tylko co oni mieli wspólnego z emigrancką biedotą żydowską?

    "There were, he said, six in the cartload which he took from Carfax and left at 197, Chicksand Street, Mile End New Town, and another six which he deposited at Jamaica Lane, Bermondsey. If then the Count meant to scatter these ghastly refuges of his over London, these places were chosen as the first of delivery, so that later he might distribute more fully. The systematic manner in which this was done made me think that he could not mean to confine himself to two sides of London. He was now fixed on the far east of the northern shore, on the east of the southern shore, and on the south. The north and west were surely never meant to be left out of his diabolical scheme—let alone the City itself and the very heart of fashionable London in the south-west and west".

    /Oryg., s. 287/

     

    Nie zauważyłem, by w wielu publikacjach poświęconych tego rodzaju interpretacji postaci Draculi, ktokolwiek wyjaśnił: jak lęk przed biednymi emigrantami, biedotą mającą przynosić choroby, zabierającą pracę prostym robotnikom i rzemieślnikom, ma uosabiać akurat arystokrata??

     

     

     

     

     

     

    * - Tak sobie przy okazji ponarzekam zgryźliwie. "Monstruarium..." wydano w serii Historia Literatury Polskiej Wydawnictwa Uniwersytetu Śląskiego. Niezbadane są powody dla których redaktor tej serii - Marek Piechota, filolog i literaturoznawca, uznał że właśnie ta książka pasuje do profilu takiej serii. Marcela w swym opracowaniu omawia; mniej lub bardziej obszernie; 33 utwory literackie i... 145 filmów, nieszczególnie trafna to proporcja dla książki mającej zaprezentować nam "Historię Literatury". Co więcej, tylko jeden z tych filmów (a właściwie serial) jest polski, a wśród autorów dzieł literackich tylko dwunastu jest Polakami przy piętnastu z zagranicy, co jest proporcją nieszczególnie pasującą do: "Historii Literatury Polskiej".:huh:


  3. W dniu 14.01.2020 o 9:51 PM, saturn napisał:

    Jak wyglądał przepis regulujący taką sytuację?

     

    Co do zasady przepisy były chyba podobne, tak np. wskutek utraty sztandarów, podczas wojny bolszewickiej, rozformowano i skreślono z rejestru 46 i 47 pułk piechoty.

    Co nieco o tej kwestii można znaleźć w piśmie "Mars" (T. 4, 1996), tudzież w książce Włodzimierza Drzewienieckiego "Wrześniowe wspomnienia podporucznika". Może coś będzie w opracowaniu Jerzego Murgrabiego "Symbole wojskowe Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, 1939-1946".


  4. W latach trzydziestych (międzywojnia) toczyła się burzliwa dyskusja w środowisku naszych językoznawców dotycząca reformy ortografii, oczywiście w jej ramach toczył się nieśmiertelny spór względem: "ż" i "rz", "h" i "ch", "u' i "ó", jak również o znaki diakrytyczne (ich liczbę i kształt). Do tej dyskusji przyłączyło się wielu wydawców. Polskie Towarzystwo Wydawców Książek zwróciło się do PAU i MWRiOP z memoriałem w którym postulowano przyjęcie rozwiązań z reform języka czeskiego, a miało to przynieść zmniejszenie kosztów druku jak i wzrost czytelnictwa polskich książek pośród narodów słowiańskich. Szerszej publice kwestię kierunku postulowanych zmian, starał się przybliżyć Stanisław Arct (prezes wspomnianego towarzystwa) na łamach pisma "Świat" w swym artykule "Językowe zbliżenie Słowian" (nr 1, z 7 stycznia 1933). Nie jest to miejsce na omawianie sensu tych poprawek, dla nas interesującym będzie, że na marginesie głównej dyskusji pojawia się litera "ƶ" w kontekście zastosowana jej w druku.

    Kazimierz Nitsch tak to widział:

    "... idzie mi bowiem o grafikę. Z tego zaś punktu vidzenia vchodzi tu v grę żecz dla ogułu obojętna, ale bardzo bolesna dla dbałych o zevnętsznǫ szatę książki redaktoróv i vydavcóv, a czasem navet i szkodzǫca treści. Oto znaczek nad vielkǫ literǫ jest ze vzględóv technicznych tak słaby, (visi ponad 'mięsem' czcionki), że v druku łatvo odpada, i to poza kontrolǫ, bo pszy odbijaniu piervszych arkuszy mógł się jeszcze utszymać, a odpaść choćby pszy tysiǫcznem udeżeniu, vskutek czego v jednej części nakładu jest dobrze, v drugiej z błędem'. jak to może być szkodlive v artykułach językovych, gdzie się często pszytacza formy nie z języka literackiego, a gdzie bardzo zależy na bezvzględnej dokładności, to dla czytelników 'Języka Polskiego' jest jasne. Ogromne trudności mieli z tem Czesi, aż sobie poradzili, vprowadzająǫc ČŠŽ takiej vysokości, że razem z daszkami nie są vyższe od CSZ: v tych czcionkach 'daszek' opiera się już mocno na 'mięsie' czcionki i nie odpada, ale zato estetyczny obraz bardzo stracił".

    Nitsch postulował zatem by w wydawnictwach zamiast znaków "Ó, Ć,Ś, Ź" pojawiały się takie gdzie znak diakrytyczny umieszczony był u góry ale wewnątrz litery "O" czy w przypadku "z" podczepiony od dołu do górnej pionowej kreski.

    I konkluduje:
    "... a zamiast Ż przekreślone Z, czyli Ƶ. Z tem Ƶ rzecz ciekawa: istnieje ono, ale ograniczone tak terytorjalnie, jak i do pewnych tylko rodzajów pisma, mianowicie tylko w b. zaborze rosyjskim i tylko w wykonaniu ręcznych: pisanem i malowanem (np. na wywieszkach sklepowych). Gdy więc w druku mamy ZAKŁAD STRZYŻENIA WŁOSÓW ZYGMUNTA ŻYCHONIA, to napis nad zakłądem wygląda w Warszawie jako ZAKŁAD STRZYƵENIA ZYGMUNTA ƵYCHONIA, co każdy Polak spoza tego b. zaboru przeczyta jako 'Zakład strzyzenia Zygmunta Zychonia'. A gdy naodwrót jakiś krakowiak czy poznańczyk podpisze się jako Ƶawirski, uważając przekreślenie Z za fantazyjną ozdobę litery, bez wartości treściowej, to warszawiak przeczyta jego nazwisko jako Żawirski; znam pozytywne wynikające z tego nieporozumienia (...) Vreszcie jeszcze jedna graficzna bolǫczka: bardzo słabe v vielu typah drukarskih rozrużnienie ż od ź. mówię o tym typie ż, v którym zamiast vyraźnej kropki vystępuje jakiś pszecinek (...) ż ma tu kropkę, ale zato ź ma ten jakiś vężyk, który vprawdzie oddavna jest v użyciu, ale tylko dla ż nigdy dla ź. Rozumiem doskonale konieczność rużnego typu czcionek, ale piervszǫ zasadǫ vinno być vyraźne rozrużnienie liter między sobǫ; vszelkie ź nie z prostǫ kreseczkǫ i vszelkie ż nie z kropkǫ sǫ niedopuszczalne".

    /tegoż "Kilka uwag o graficznej stronie naszej ortografii", "Język Polski", R. XX, nr 1, Styczeń-Luty 1935, s. 12 i n./

     


  5. "Po ustabilizowaniu się sytuacji walutowej zaistniała możliwość realizacji planów. W tym celu rząd zaproponował kilku firmom zagranicznym i Towarzystwu Robót Publicznych w Poznaniu złożenie ofert na budowę portu o zdolności przeładunkowej 2,5 mln ton rocznie. Ofertą zainteresował się kapitał francuski. 4 lipca 1924 r. została w końcu zawarta umowa między rządem polskim a Konsorcjum Francusko–Polskim dla Budowy Portu w Gdyni, w którego skład wchodziły firmy francuskie oraz polskie. Były to: Polski Bank Przemysłowy we Lwowie i firma „Władysław Rummel i inż. Teodor Nosowicz”. Umowa została zawarta na sumę 28 980 050 zł i objęła budowę do końca 1930 głównego portu i pierwszego basenu wewnętrznego. Koszt inwestycji okazał się jednak o wiele większy. Natomiast wykonanie obiektów portu wojennego na Oksywiu objęły inne umowy zawarte przez Służby Techniczne Kierownictwa Marynarki Wojennej w 1926 r. Także i ten port był zaprojektowany przez inż. Wendę. Ostateczną decyzję podjął Sejm po długotrwałych i zaciętych dyskusjach już 23 września 1922 r. Kolejne umowy z Konsorcjum na kontynuowanie prac przy budowie portu wojennego zostały zawarte w 1926, 1927, 1928 i 1929 r. Prace trwały aż do wybuchu wojny".

    /L. Molendowski "Dzieje Ojców Jezuitów i szkolnictwo jezuickie w Gdyni", Kraków 2009, s. 25/

     

    Nad czym konkretnie tak zacięcie dyskutowano?

     

     

     

    Dodam nieco literatury,

    przedwojenna:

    J. Rummel, "Gdynia. Port polski", Toruń 1926

    "Kronika o polskim morzu. Dzieje walk, zwycięstw i pracy", red. C. Peche, Warszawa 1930,

    "Organizacja portów morskich. Ze szczególnym uwzględnieniem Gdyni i Gdańska" red. J. Borowik, J. Nagórski, Toruń 1934

    S. Łęgowski, "Port w Gdyni", w: "XV lat polskiej pracy na morzu", red. A. Majewski, Gdynia 1935

    C. Klarner, "Rola inicjatywy prywatnej w rozbudowie Gdyni", w: "Pamiętnik Instytutu Bałtyckiego. Obrona Pomorza", red. J. Borowik, Toruń 1930

    F. Hilchen, "Porty morskie. Urządzenia przeładunkowe, organizacja eksploatacja", Warszawa 1936

    F. Hilchen, B. Nagórski, "Organizacja portów ze szczególnym uwzględnieniem portu w Gdyni", "Przemysł i Handel" 1929, z. 14

    B. Koselnik, "Administracja portu gdyńskiego", "Sprawy Morskie i Kolonialne" 1936, z. 2

     

    powojenna:

    A. Rudzki, "Administracja portów. Fragmenty zagadnienia", Londyn 1945

    Cz. Klebasz "Port Gdynia 1922-1972", Gdańsk 1977

    "Gdynia. Sylwetki ludzi. Oświata i Nauka. Literatura i kultura", red. A. Bukowski, Gdańsk 1979

    "Dzieje Gdyni", red. R. Wapiński, Wrocław 1980

    M. Odyniec, B. Hajduk "Gdynia w prasie niemieckiej Wolnego Miasta Gdańska 1920— 1939", Gdańsk 1983

    M. Filipowicz, "Ludzie, stocznie i okręty", Gdańsk 1985

    M. Widernik "Główne problemy gospodarczo-społeczne miasta Gdyni w latach 1926-1939", Gdańsk 1970

    tegoż "Polityczne oblicze miasta Gdyni w latach 1926-1939", Gdańsk 1970

    tegoż "Porty Gdyni i Gdańska w życiu gospodarczym II Rzeczypospolitej", Gdańsk 1991

    tegoż  "Życie polityczne Gdyni w latach 1920–1939", Gdańsk 1999

    tegoż "Gdynia – czynnik integracji Pomorza Gdańskiego z pozostałymi ziemiami polskimi w latach 1920-1939", "Zapiski Historyczne", 1976, t. 41, z. 2

    "Gdańsk – Gdynia – Europa – Stany Zjednoczone w XIX i XX wieku. Księga pamiątkowa dedykowana profesor Annie Cienciale", red. M. Andrzejewski, Gdańsk 2000

    D. Duda, Z. Machaliński, R. Mielczarek, "Z dziejów polskiej administracji morskiej. Lata 1918–1928", Gdynia 2008

    B. Kasprowicz, "Problemy ekonomiczne budowy i eksploatacji portu w Gdyni w latach 1920–1939", "Zapiski Historyczne" 1957, z. 1–3

    M. Wieloszewska, "Z zagadnień gospodarki finansowej portów w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie w okresie międzywojennym", "Technika i Gospodarka Morska" 1959, nr 9

    S. Mikos, "Powstanie i rozwój portu gdyńskiego w okresie międzywojennym", Gdynia "Pomorze Gdańskie", nr 5, Gdańsk 1968

    Cz. Jeryś "Budownictwo okrętowe w Gdyni 1920-1945", Gdynia 1980

    M. Gwiazda, "Powstanie i rozwój komunikacji miejskiej w Gdyni", cz. 1 "Lata 1927-1945", "Rocznik Gdyński", 1983, nr 4;

    R. Mielczarek, "Początki administracji morskiej", "Rocznik Gdyński" 1992–1993, nr 11

    tegoż "Budowa portu handlowego w Gdyni w latach 1924–1939", Gdańsk 2001

    D. Płaza-Opacka "Gdynia lat trzydziestych w fotografii Henryka Poddębskiego", Gdynia 1996 

    M. Kadras "Stefan Franciszek Sokół. Komisarz Rządu w Gdyni", Pelplin 2002

    "Wędrówki po dziejach Gdyni", red. D. Płaza-Opacka, T. Stegner, cz. 1 Gdynia 2004, cz. II Gdynia 2007,

    L. Molendowski "Teofil Zegarski (1884-1936). Pedgog, urzędnik, pomorski działacz społeczny i twórca 'Orlego Gniazda' w Gdyni", Gdynia 2011

    J. Tymiński "Administracja morska w Gdyni w okresie Drugiej Rzeczypospolitej. Organizacja, kadry, działalność" (abstrakt), "Dzieje Najnowsze", R. LI, z. 3, 2019.

     


  6. Drobiazg związany z wystawieniem przez króla besztalunku zezwalającemu księciu Januszowi Radziwiłłowi na zaciąg tysiąca piechoty autoramentu cudzoziemskiego i dwustu dragonów:

    "W otoczeniu Krzysztofa Radziwiłła powstały bowiem co najmniej dwa dokumenty, zawierające wyliczenia kosztów zaciągu regimentu księcia podkomorzego. Niewykluczone, że oba, a zwłaszcza „Komput przychodu ze skarbu na cały regiment, to jest na 1000 piechoty a na 200 dragonów i zaś co nań zaraz na początku ważyć trzeba”, zostały spisane przez Kochlewskiego, który zajmował się większością spraw związanych z finansowaniem i organizacją pułku. Z obu memoriałów jasno wynika, że autor (autorzy?) zakładali, iż skarb
    publiczny pokryje koszt żołdu oraz części laufgeldu dla całego regimentu, szacowany w „Kompucie przychodu ze skarbu” na 51 000 zł. O resztę wydatków troszczyć się musiał pułkownik. Należy zatem odnotować, że autor „Komputu przychodu ze skarbu” obok 6 zł laufgeldu wypłacanego ze skarbu królewskiego liczył kolejne 6 zł z tego samego tytułu, tyle tylko, że – jak można się domyślać – wypłacane z kiesy książęcej, co oznacza, że Radziwiłł musiałby dołożyć do zaciągu samych żołnierzy 8400 zł.
    W świetle obu dokumentów musiał zapewnić piechurom sukno (paklak i karazję) na ubranie – brano pod uwagę wyposażenie żołnierzy w kazjaki i pludry, a więc strój niemiecki, a ponadto pasamony, haft ki, buty, pończochy oraz kapelusze. Autor „Komputu przychodu ze skarbu” policzył także koszt uszycia całego stroju, szacowany przezeń na niebagatelną kwotę 3000 zł. Na tym jednak nie koniec, oberszter winien bowiem  – w świetle obu dokumentów  – dostarczyć żołnierzom uzbrojenie: piki, muszkiety oraz broń białą (w tym ostatnim
    przypadku jedynie dla połowy pułku), których koszt określano na 13 200 zł, nie podano natomiast wydatków na zbroje, szyszaki, proch, kule oraz lonty. Oficerowie mieli otrzymać partyzany. Nie zapomniano również o sporządzeniu chorągwi i wyposażeniu kompanii w bębny oraz piszczałki.

    „Komput przychodu ze skarbu” opisał także wydatki na zaciąg dragonów. Obok analogicznego jak w przypadku piechoty stroju, jak również muszkietów, ręcznej broni białej oraz chorągwi należało zakupić dla nich konie (podjezdki), siodła, uzdy i ostrogi. W sumie koszt kwartalnego utrzymania całej jednostki wynieść miał 76 400 zł, czyli 25 400 zł więcej niż gwarantował skarb, przy czym koszt jednego piechura zamknąć się miał – w świetle drugiego z zestawień – w kwocie 42 zł".

    /P. Gawron "Koszty wystawienia regimentu piechoty cudzoziemskiej w Wielkim Księstwie Litewskim w pierwszej połowie XVII wieku", "Rocznik Lituanistyczny", Vol. 5, 2019,  s. 151-152/


  7. W dniu 29.08.2008 o 5:07 PM, ak_2107 napisał:

    Kobiety werbowano we Francji i w Polsce. Poprzez Arbeitsamt. Otrzymywaly 2-5 RM

    od stosunku. Mialy prawo przekazywac miesiecznie do 1000 RM dla rodziny

    w kraju urodzenia. Jak ta rekrutacja przebiegala, czy i jak czesc kobiet zmuszano

    do prostytucji - trudno okreslic. Nalezy wyjsc z zalozenia, ze w warunkach wojennych

    "dobrowolnosc" miala swoisty wymiar.

     

    Odnotujmy kolejną pozycję o tym trudnym temacie, książkę Joanny Ostrowskiej "Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej" (Warszawa 2018, Wyd. Marginesy). W artykule recenzyjnym tej pozycji Jacek Chrobaczyński podaje (za tą publikacją):

    "Kobiety rekrutowano przymusowo. Na początku wykorzystywano prostytutki rejestrowane przed wojną, werbowane za pomocą ogłoszeń. Jednak bardzo niewiele z nich zgłaszało się dobrowolnie. Urządzano więc łapanki, a kobiety podejrzane o nierząd wpisywano do rejestru. Każda otrzymywała nowe dokumenty osobiste – karty w czterech kolorach informujące, czy jest podejrzana o uprawianie nierządu, czy jest rejestrowaną prostytutką albo czy jest (lub była) chora wenerycznie (...) 

    Autorka odpowiedzialnie badawczo porusza się po kwestiach statystycznych, np.: „Razem w dystrykcie warszawskim pracowało więc w tamtym okresie sześć kobiet” (s. 78). A w podsumowaniu dodaje: „W obecnej sytuacji, przy wielkiej ilości wojska w dystrykcie, istniejące domy publiczne nie wystarczają” (s. 78). Zaś w kolejnym okresie okupacji: „W połowie kwietnia 1943 roku na terenie Warszawy przebywało nadal około dziewięciuset prostytutek rejestrowanych, a dziewięćdziesiąt z nich przetrzymywano w domach publicznych na terenie dystryktu” (s. 79). „Przez dwa i pół roku liczba prostytutek legalnych nie zmieniła się praktycznie”. Natomiast „W okresie od 1940 do połowy 1943 setki Polek wykorzystywano w instytucjach przymusowego nierządu w Rzeszy, na froncie wschodnim i w Generalnym Gubernatorstwie” (s. 79)".

    /tegoż "Weiβkarte, Blaukarte, Rotkarte, Gelbkarte", "Dzieje Najnowsze", Vol. 51, nr 3, 219, s. 363, s. 373-374/

     

    I taka istotna konstatacja:

    "Ciekawe, szczególnie dla kontekstu powojennego, że autorka dostrzega wiele uchybień w powojennych przesłuchaniach prokuratorskich oraz w samych procesach ofiar „przemocy seksualnej”. Wypełnia w swej pracy udanie rzetelne „zastępstwo” niedojrzałych i nieodpowiedzialnych prokuratorów i sędziów tamtego czasu, znanych przecież w większości z imienia i nazwiska. Analizuje też wyroki i ich sentencje, także pominięcia i niedopatrzenia prawne, interpretacyjne, złowieszcze kulturowe czy wręcz religijne15. Stereotypy i mity nadal przecież obecne, więcej – utrwalone w postawach i zachowaniach większości ówczesnego społeczeństwa. Stereotyp utrwalany stale – prostytutka, zmuszona przemocą do obecności w puffi e czy burdelu dla żołnierzy nie miała prawa, w świetle także tych powojennych procesów, być ofi arą przemocy seksualnej.
    Pozostawała, a sąd to utrwalał, „elementem aspołecznym”, co zrównywało, i to w niemałym stopniu, wytyczne okupacyjne niemieckie z oceną sądu już powojennego, polskiego
    ".

    /tamże, s. 381382/


  8. A Komar pytał o to osobiście Korotyńskiego?

    Poza tym stosowniejszą osobą co do pytania dlaczego "ƶ" a nie "ż" byłby Wiktor Borowski, to za jego kadencji redaktorskiej miały miejsce te zmiany typograficzne. "Życie Warszawy" rozpoczęło swój gazetowy żywot w 1944 r. z "ƶ", które egzystowało do numeru 56 z 25 lutego 1945 r., ponownie "ƶ" pojawiło się 24 maja tegoż roku w 141 numerze.


  9. Nie sądzę by był przepis regulujący sytuację utraty sztandaru, zwłaszcza że trudno byłoby uwzględnić wszystkie okoliczności. We wrześniu to raczej nie miano czasu na ocenianie stanu ducha i jego związku z utratą sztandaru, a później we Francji czy Anglii też się chyba tym nie zajmowano. A w sytuacji zagrożenia utraty postępowano wedle znanych od lat praktyk, ostatecznie zagrożony sztandar zakopywano, przekazywano zaufanym ludziom na przechowywanie, dzielono na kilka kawałków ostatecznie palono (np. 22 czy 26 Pułku Ułanów).

    Utrata sztandarów w 1939 r. oczywiście miała miejsce, ilu to trudno ocenić. "Zdobyte" (w ten czy inny sposób) sztandary Niemcy eksponowali; pośród innych trofeów wojennych; na wystawie w berlińskim arsenale. Pod koniec wojny zbiory z Zeughausu przeniesiono do Freyburga i na zamek Weidmannsheil. Większość sztandarów nie przetrwała w toku dalszych działań militarnych. Z tego co pozostało władze NRD przekazały Polsce w sumie jakieś 25 sztandarów (w dwóch partiach po 12 i 13 sztandarów). Były to m.in.:

    "Na polecenie dyrekcji Muzeum Historii Niemiec w Berlinie przekazane zostały ambasadorowi Rzeczpospolitej Polski w Berlinie dla Centralnego Muzeum Armii w Warszawie 14 listopada 1967 roku następujące obiekty: sztandar 66 Pułku Piechoty (nr inw. G 51.464), sztandar 2 Pułku Ułanów (Szwoleżerów) (nr inw. G 51.482), sztandar Wojskowego Przygotowania Kolejarzy (nr inw. G 51.489), sztandar Związku byłych Członków Straży Kolejarzy Rzeczpospolitej Polskiej (nr inw. G 51.488).

    Dnia 6 czerwca 1971 roku na ręce ambasadora w Berlinie przekazano: sztandar 14 Pułku Piechoty (nr inw. G 51.483), sztandar 42 Pułku Piechoty (nr inw. G 51.484), sztandar 5 4 Pułku Piechoty ( nr inw. G 51.485), sztandar 62 Pułku Piechoty (nr inw. G 51.486), sztandar 64 Pułku Piechoty (nr inw. G 51.480), sztandar 70 Pułku Piechoty (nr inw. G 51.487), sztandar 8 Pułku Artylerii Ciężkiej (nr inw. G 51.481) , sztanda r Legion u Młodzież y (nr inw. G 51.490). Informacja uzyskana z Muzeum Historii Niemiec w Berlinie".

    /J. Waluś, K. Waluś "4 Pułk Strzelców Konnych Ziemi Łęczyckiej: jego sztandary i ich wojenne losy", "Notatki Płockie", T. 57, nr 3, 2012, s. 20, przyp. 15/

     

    Można zajrzeć do książki Kazimierza Satora "Opowieści wrześniowych sztandarów" (i jej kontynuacji "Na tropie wrześniowych sztandarów"), choć podejrzewam, że bardziej traktuje ona o losach ocalonych i przechowanych sztandarów.


  10. 4 godziny temu, euklides napisał:

    Jego bezlitosne apodyktyczne decyzje na które sobie pozwalał nie tylko na wsiach ale i w miastach budziły opór i sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Drastycznie zaostrzyła się latem 1934 roku kiedy to reorganizowano Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych (NKWD), któremu podporządkowywano dotychczasowe GPU, tajną policję, policje i milicje zwyczajne, straż graniczną, straż pożarną. Poza tym komisariat ten dysponował również własnymi specjalnymi oddziałami wewnętrznymi, no i obozami pracy których główne centrum administracyjne, Gułag, kierowane przez Matwieja Bermana, szybko obciążyło swe sumienie ogromną liczbą ofiar czystek. Ludowym Komisarzem Spraw Wewnętrznych został Jagoda. Przy okazji tej reorganizacji tak się jakoś złożyło że w sierpniu na Uralu wykryto tajne centrum opozycji. Jego ośrodek był w Swierdłowsku a spisek zawiązali sekretarz Komitetu Uralu, Tabakow i jego zastępca Lepa. Nawiązali oni kontakty z analogicznymi tajnymi ośrodkami w Leningradzie, Moskwie, Tyflisie i Kijowie.

     

    Byli też w kontakcie z Zinowiewem i Kamieniewem którzy odsiadywali wyrok 5 lat pozbawienia wolności, właśnie w więzieniu na Uralu

     

    Zinowiew nigdy nie odsiadywał pięcioletniego wyroku pozbawienia wolności na Uralu, to była czteroletnia zsyłka od miasta o nazwie Kustanaj (Кустана́й). W 1933 r. pracował w prezydium "spółdzielni konsumenckiej" (Центросоюзе). A w 1934 roku (w lutym) siedział sobie pośród innych towarzyszy na XVII Zjeździe partii, co więcej nawet tam przemawiał chwaląc towarzysza Stalina.

     

    5 godzin temu, euklides napisał:

    Poza tym później udowodniono im że brali udział w przygotowywaniu innych aktów terrorystycznych i że od 1932 roku tworzyli z trockistami blok do którego dołączyła grupa Łominadze (...) Zatem w świetle zeznań i poprzedzających proces wydarzeń można sądzić że w oskarżeniu zinowiewowców o terroryzm coś jednak na rzeczy było.

     

    Udowodniono w świetle przemyśleń A. Brissauda, udowodniono wedle euklidesa, udowodniono wedle większości publikacji naukowych, czy: udowodniono wedle ustaleń ówczesnego sądu?


  11. W naszej Wikipedii zapisano:

    "Pierwsze działania Inkwizycji i późniejsze stosunki z Kościołem.
    Na Galileusza zostały złożone skargi do Świętej Inkwizycji, w której ojcowie Caccini i Niccolo Lorini zarzucili mu dobrowolną interpretację Pisma. Inkwizycja Rzymska odrzuciła zarzuty w lutym 1615 roku. Pomimo tego Kardynał Maffeo Barberini, przyszły papież Urban VIII, zalecił Galileuszowi większą rozwagę w niewykraczaniu poza argumenty, którymi posługiwali się Ptolemeusz i Kopernik...
    ".

    Informacja o tyle błędna, że nie było to: "pierwsze" działanie tej instytucji względem jego osoby, a: pierwsze działanie związane z jego naukowymi koncepcjami. Galileusz w polu zainteresowania inkwizytorów padewskich po raz pierwszy znalazł się (w 1604 r.) za sprawą oskarżeń jego byłego służącego Silvestra Pagnoniego. W tym przypadku zarzuty związane były z nieobyczajnym prowadzeniem się i nieprzestrzeganiem nakazów kościelnych. Pagnoni oskarżał swego byłego chlebodawcę o życie w niesakramentalnym związku z niejaką Marią Gambą, jak i o to, że nie uczęszczał na msze do kościoła (od osiemnastu miesięcy), jak i o to że miał Galileusz utrzymywać, iż układ planet i gwiazd miał determinować ludzki żywot. Na szczęście dla Galileusza, w przypadku tych oskarżeń zadziałali jego wpływowi przyjaciele i cała sprawa raczej nie wyciekła poza granice Republiki Weneckiej.

    Przy okazji tych oskarżeń dotykamy kwestii horoskopów, Kościół z pozycji doktrynalnej wypowiadał przeciw tego typu praktykom astrologicznym, co oczywiście nie przeszkadzało wielu; w tym duchownym; w zamawianiu horoskopów. Gdy Ottavio Piccolomini zwrócił się do swego brata arcybiskupa Sieny Ascanio Piccolominiego o ułożenie horoskopu, ten odpowiedział mu, że w związku pobytem w mieście inkwizytorów mało kto chce się tego podjąć a poza tym poznał on sławnego astrologa; czyli Galileusza; który miał wyśmiewać się z horoskopów zauważając, iż opierają się one na niepewnych jeśli nie fałszywych przesłankach.

    Galileusz swej ogromnej prywatnej bibliotece, liczącej przeszło pięćset woluminów, zgromadził jedynie kilkanaście ksiąg dotyczących astrologii, które w większości dotyczyły technicznej strony tworzenia horoskopów a nie ich interpretacji. Pomimo swego sceptycyzmu, Galileusz nie był od tego by na horoskopach nie zarabiać, w okresie padewskim pobierał za swój horoskop 60 lirów (gdy stawka dzienna robotnika wynosiła wówczas ok. jednej liry), wykonał m.in. horoskop dla syna Ferdynanda I, późniejszego wielkiego księcia Toskanii - Kosmy II Medyceusza. O ile na stawianie horoskopów prywatnym osobom kościół na ogół przymykał oko, to już stawianie ich wobec hierarchów kościelnych mogło być niebezpiecznym zajęciem. Około 1630 r. zaczęły krążyć wieści o rychłej śmierci papieża Urbana VIII a wiadomości te miały mieć źródło w postawionych horoskopach. Tego typu wieści wykorzystywane były w różnych grach politycznych i w konsekwencji papież nakazał zająć się tą sprawą w sposób bardziej zdecydowany. W toku tych działań aresztowano Orazia Morandiego benedyktyńskiego przeora klasztoru przy rzymskim kościele św. Prassedy u którego znaleziono szereg horoskopów wystawionych kardynałom ewentualnym następcom Urbana na piotrowym stolcu. Nieszczęśliwie dla Morandiego; a zapewne szczęśliwie dla wielu innych; przeor zmarł w areszcie. Sprawa ta mogła uderzyć i w samego Galileusza, raz - że utrzymywał wówczas kontakty z tym przeorem, dwa - krążyła plotka, że to właśnie Galileusz miał stawiać horoskopy wieszczące śmierć papieża. W połowie maja 1630 r. Antonio Badelli odnotował:

    "Galileo, who is a famouse matematico and astrologer, is here, trying to get a book published in which he combats many of the opinion upheld by the Jesuits. He left it be understood that Donna Anna [Colonna, wife of Taddeo Barberini] will give birth to a son, that at the end of June we will have peace in Italy, and that soon afterwars, Don Taddeo [Barberini] and the Pope [Urban VIII] will die. This last point has benn confirmed by the Neapolitan Caracciolo, by Father [Tommaso] Campanella, and by many writings, which treat the election of a new pope as if the Holy See were vacant".

    /E. Rivees "Astrology and Literature", w: "A Companion to Astrology in the Renaissance" ed. B. Dooley, Leiden - Boston 2014, s. 314/

     

    W konsekwencji papież wydał bullę "Instructabilis", w której przypomniał m.in. stanowisko Sykstusa V i Pawła V i dodatkowo zakazał stawiania horoskopów osobie papieża i członkom jego rodziny.

     

     

     

    O Galileusza; i nie tylko jego;  związkach z astrologią:

    "Introduction: The Problematic Status of Astrology and Alchemy nad Alchemy in Premodern Europe", w: "Secrets of Nature: Astrology and Alchemy in Early Modern Europe" ed. A. Grafton, W.R. Newman
    B. Dooley "Science and Astrology: A Renaissance Problem”, w: "The Institution of Science and the Science of Institutions: The Legacy of Joseph Ben Davidin" ed.

    L. Greenfeld, M. Herbst
    tegoż "Astrology and the End of Science in Galileo's Italy," w: "A Renaissance of conflicts: Law, religion and culture in late medieval, Renaissance and early modern history" ed. Th. Kuehn, J. Marino
    W. Eamon "The Professor of Secrets: Mystery, Medicine, and Alchemy in Renaissance Italy"
    M.K. Ray "M. Sarrocchi's Letters to Galileo: Astronomy, Astrology, and Poetics"
    N. Kollestrom "Galileo's astrology", w: "Largo campo di filosofare" ed. J. Montesinos, C. Solís
    P.L. Pizzamiglio "L'astrologia in Italia all'epoca di Galileo Galilei (1550-1650)"

    "Scienze, credenze occculte, livelli di cultura" ed. P. Zambelli
    H. Darrel Rutkin "Galileo Astrologer: Astrology and Mathematical Practice in the Late-Sixteenh and Early-Seventeenth Centuries", "Galileiana" 2005
    A. Favaro "Galileo astrologo, secondo documenti editi e inediti: studi e ricerche", estr. "Mente e cuore" (Trieste), 8, 1881, n. 3
    G. Ernst "Aspetti dell'astrologia e della profezia in Galileo e Campanella", w: "Novità celesti e srisi del spere. Atti del convegno nazionale di studi galileiani" ed.

    P. Galluzzi

    W. Shumaker "Natural Magic and Modern Science. Four Treatises, 1590-1657"
    "Science, Culture and Popular Belief in Renaissance Europe" ed. S. Pumfrey, P.L. Rossi, M. Slawinski
    G. Righini "L’oroscopo galileiano di Cosimo II de’ Medici" "Annali dell’Istituto e Museo di Storia della Scienza di Firenze", 1, 1976
    A. Bertolotti "Giornalisti, astrologi e negromanti in Roma nel secolo XVII", "Rivista europea", 5, 1878

    A. Albini "Oroscopi e cannocchiali. Galileo, gli astrologi e la nuova scienza".


  12. W dniu 9.05.2012 o 12:14 PM, lancaster napisał:

    Na co tow.Tomasz chciał Mazurka zamienić , BTW do orła się nie przymierzał by go czymś na miarę "godła "Ludowych Węgier czy innej Rumunii zastąpić ?

     

    Za to w swym prywatnym ekslibrisie miał orła wznoszącego się z gruzów, w domyśle; zapewne; warszawskich. A wykonał go sam Kazimierz Wiszniewski, ciekawe, że ten utalentowany drzeworytnik rzadko wykonywał prace dla polityków, w ten sposób w Bierut stał się posiadaczem ekslibrisu jego autorstwa obok: Józefa Piłsudskiego, Ignacego Mościckiego i Kazimierza Bartla.

     

    W dniu 9.05.2012 o 4:35 PM, Mariusz 70 napisał:

    1953 roku zapada decyzja o zmianie nazwy Katowic na Stalinogrod.Spoleczenstwo niby spontanicznie sie tego domagalo,a w roli usluznego osla wystapil,co bardzo przykre, Gustaw Morcinek.Akurat ten facet na dawny ustroj narzekac nie mial powodu,bo robil za literacka gwiazde i kupa ludzi go na swiecznik,slusznie zreszta dzwigala.Nawet w Zwiazku Szlachty Zagrodowej dzialal,a jaki tam z niego szlachcic.No ale nowe czasy nastaly,wiec sie literat z apelem "popisal" ,smrodu moralnego na cale zycie sobie robiac.Musze jednak pana Morcinka troche tutaj bronic.Poslem ze Slaska zrobiono go na sile,Herling-Grudzinski twierdzi na podstawie odbytej z nim rozmowy,ze zostal do haniebnego wniosku zmuszony (...)

    W kategoriach humoru natomiast nalezy postrzegac ustawe,ktora mowila,ze pierwsze dziecko urodzone w Stalinogrodzie bedzie nosilo imie Jozef.

     

    Wypada jednak przypomnieć, że to nie posłowie zmieniali (mogli jedynie wyrazić taką "wolę"), uczynił to dekretem z dnia 7 marca 1953 r. Przewodniczący Rady Państwa, na podstawie uchwały tejże Rady i Rady Ministrów.

     

    W dniu 8.12.2019 o 7:45 PM, Komar napisał:

    Otóż Bolesław Bierut miał istotny udział w ustaleniu zachodniej granicy Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej. Bierut był członkiem delegacji polskiej zaproszonej na konferencję poczdamską. Oczywiście delegacja była liczniejsza, ale trzej delegaci mieli podczas tej konferencji swoje wystąpienia uzasadniające linię Odry i Nysy Łużyckiej jako granicę między Polską a Niemcami. Byli to: Bolesław Bierut, Stanisław Grabski i Stanisław Mikołajczyk.

     

    O ile wiem wszyscy trzej nie mieli takich wystąpień na forum skupiającym wszystkie trzy mocarstwa. Na spotkaniu z 24 lipca swe wystąpienia mieli: Bolesław Bierut, Wincenty Rzymowski i Stanisław Mikołajczyk, przewodniczący tym obradom sekretarz stanu James Byrnes nie udzielił już głosu Stanisławowi Grabskiemu.Jeśli chodzi o Grabskiego to przygotował on memorandum przekazane 28 lipca rządom trzech mocarstw. I to w zasadzie całość wystąpień naszej delegacji na większym forum podczas tej konferencji. A 31 lipca, na jedenastym posiedzeniu plenarnym, padło: "This settles the Polish question".

     

    W dniu 9.12.2019 o 12:36 AM, Komar napisał:

    To nie jest gdybanie, to są fakty. Szeroko pojęty "obóz londyński" (to znaczy władze RP na uchodźstwie i ich struktury w okupowanym kraju) udowodnił, że polscy politycy mogą ustawić się tak, aby dla Polski załatwić nie "trochę mniej czy trochę więcej", ale aby dla Polski nie załatwić dosłownie NIC. Polscy komuniści (z Bierutem w czołówce) uzyskali dla Polski maksimum tego, co w tamtych warunkach można było uzyskać.

     

    Faktem - to jest ustalony stan naszych granic. To czy ów stan jest bardziej efektem tego co polscy komuniści uzyskali czy może bardziej tego co dostali - to już podlega gdybaniu. Podobnie jak kwestia czy było to maksimum. Gdybaniem jest to czy gdyby się "zaparli" to czy udałoby się im przesunąć np. wschodnią granicę tak daleko jak chcą (zakładając, że chcą) wbrew woli Stalina. I dotyczy to ew. możliwości przesunięcia granicy zachodniej. Podobnie gdybaniem jest: co mógłby uzyskać rząd polski z Londynu gdyby uczestniczył np. w konferencji poczdamskiej. Faktem jest, że charge d‘affaires ambasady USA w Moskwie - George Kennan przekazał zaproszenie do Poczdamu skierowane jedynie do TRJN, a nie zaproszono "londyńczyków".

     

    Stoi na stacji bolszewicka lokomotywa,
    Ciężka, ogromna i krew z niej spływa:

    Krwawa oliwa.
    Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
    Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
    Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
    A jeszcze CeKa dial-mat w nią sypie.


    Wagony do niej podoczepiali
    Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
    I pełno członków kompartii w każdym wagonie,

    A każdy z towarzyszy siedzi na czerwonym tronie
    A w jednym enkawudziści, z malinowym lampasem

    Jak powiesz coś za dużo, to zamkną cię ciupasem
    A w drugim i trzecim siedzą groźne smutasy,
    Zerkając podejrzliwie znad partyjnej prasy
    A czwarty wagon pełen propagandzistów,
    A w piątym siedzi z tysiąc gwardzistów,
    W szóstym specłagier - o! jakiż wielki!
    Pod każdym kołem czerwone jaczejki!
    W siódmym dębowe szafoty i ciężkie pały,
    W ósmym niedobitki z KPP, te co się ostały
    W dziewiątym - marksiści i z Moskwy patrioci
    W dziesiątym, tak zwani - pożyteczni idioci
    A tych wagonów jest pewnie ze czterdzieści,
    Sam nie wiem, kto się w nich jeszcze mieści.


    Nagle - gwizd!
    Nagle - świst!
    Para - buch!
    Kule- w ruch!
    Nagle - bach!
    Palba - trach!

     

    Najpierw - powoli - jak żółw – ociężale,
    Ruszyła - maszyna - po szynach - ospale,
    Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
    I kręci się, kręci, przemoc - koło za kołem,
    I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
    I dudni, i stuka, i strzela, i miażdży i pędzi,

    A dokąd? A dokąd? Na Zachód, Na wprost!
    Po torze, po torze, przez sławny brzeski most,
    Przez tajgę, przez Ural, przez Bug, przez las,
    I spieszy się, by rewolucję dowieźć na czas,
    Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
    Tak to to, tak to to , tak to to, tak to to.
    Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
    Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
    Nie ciężka maszyna, od mordów zziajana,
    Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.

     

    A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
    A co to to, co to to, kto to tak pcha,
    Że pędzi, że strzela, że bucha: buch, buch?
    To wola Generalissimusa wprawiła to w ruch.

    I choćby przyszło tysiąc pepeerowskich atletów
    I każdy zjadłby z tłustego dorsza tysiąc kotletów
    I każdy nie wiem jak się zaparł i mocno wytężał
    To granic nie przesunie, taki to głosu Stalina ciężar
    .

     

     

    Ksiądz Marcin Trąba, w swym artykule podaje:

    "Uroczystości pogrzebowe Bieruta odbyły się 16 marca. Charakterystyczne, że prasa informując o tym wydarzeniu, nie pisała o pogrzebie, ale używała terminu „Zgromadzenie Żałobne”. O godzinie 10.00 przeniesiono trumnę z ciałem prezydenta z gmachu KC na plac Defilad. Tam o godzinie 11.00 przewodniczący Rady Państwa Aleksander Zawadzki swym przemówieniem rozpoczął wiec żałobny".
    /tegoż "Duchowieństwo wobec śmierci i uroczystości pogrzebowych Bolesława Bieruta", "Wieki Stare i Nowe", 2011, T.  3(8), s. 232/

     

    Aż dziw, że ktoś potrafi coś takiego napisać, zważywszy że tak łatwo to zweryfikować. Zatem nieprawdziwym jest stwierdzenie, że w ówczesnej prasie nie pisano o: "pogrzebie", bliższym prawdzie byłaby konstatacja, że najczęściej padały zwroty typu: "uroczystości żałobne", "kondukt żałobny", a dopiero w oficjalnych komunikatach różnych instytucji władzy częściej pojawiał się termin: "Zgromadzenie Żałobne", choć i w nich natrafimy na słowo: "pogrzeb".

    I tak na przykład w "Życiu Warszawy" z 16 marca (nr 64) jedna z notatek nosiła tytuł: "Komunikat KW PZPR i Prezydium st. RN w sprawie dzisiejszych uroczystości pogrzebowych" i dopiero w głównym tekście tej notatki przeczytamy: "Kondukt żałobny z trumną ze zwłokami towarzysza Bolesława Bieruta wyruszy o godz. 10 spod gmachu KC PZPR na PI. Stalina, na którym o godz. 11 rozpocznie się Zgromadzenie Żałobne". Z innych prasowych not z tego numeru: , w nocie pt. "Apel KC PZPR, Rady Państwa i Rządu PRL" pojawia się "Zgromadzenie Żałobne", "przybył do Warszawy przewodniczący radzieckiej delegacji rządowej na uroczystości związane z pogrzebem", "Delegacje społeczeństwa na pogrzeb Bolesława Bieruta", w notatce zatytułowanej: "Uchwała KC PZPR, Rady Państwa i Rządu PRL" przeczytamy: "... postanawiają ogłosić dzień pogrzebu tow. Bolesława Bieruta - 16 marca 1956 r. dniem wolnym od pracy (...) Dla umożliwienia ludziom pracy zorganizowanego udziału w uroczystościach pogrzebowych". W numerze z dnia następnego w notatce pod tytułem "Ostatnie pożegnanie" pojawia się podtytuł: "Setki tysięcy ludzi wzięły udział w pogrzebie Bolesława Bieruta", z innej: "Ostatniej nocy przed pogrzebem...", "W dniu pogrzebu" z podtytułem: "Manifestacje żałobne za granicą", z przemówienia Aleksandra Zawadzkiego (członka Biura Politycznego KC PZPR i Przewodniczącego Rady Państwa; właśnie w takiej kolejności): "Otwieram zgromadzenie żałobne".

     

     


  13. W dniu 19.01.2008 o 11:58 AM, Jarpen Zigrin napisał:

    Kolonie był wyzyskiwane zwłaszcza przez Belgów. Przykłady:

    Dotali nakaz corocznego dostarczania kauczuku i kości słoniowej, a kto nie dał rady to mógł się liczyć z wysłaniem askarisów, którzy lubili przynosić ręce opornych w dowód swojej działalności.

     

    "Prawie wszystkie kolonie afrykańskie były dotowane. Z kolonii niemieckich jedynie Togo było samowystarczalne. Kenia otrzymywała pomoc z Londynu aż do 1911 roku, Uganda do 1914 roku, Nigeria do 1918 roku".

    /W. Mazurczak "Kolonializm i wojna. Brytyjskie Imperium kolonialne w czasie II wojny światowej", Poznań 1999, s. 38, przyp. 68; przywołując dane za: J. Fage "A History of Africa"/

     

    Wychodzi na to, że pod względem ekonomicznym często jakoś tak nieudolnie wyzyskiwano.

    Jeśli chodzi o Kongo to trzeba pamiętać, że ta realna kolonia była niepodległym państwem, de facto: "państwem-własnością" króla. Stąd akurat spisywanie przy przekraczaniu jego granicy o niczym nie świadczy. Co oczywiście nie zmienia tego, że byłą to najbardziej brutalnie wyzyskiwana kolonia w tych czasach.


  14. I jeszcze o tej pierwszej ucieczce Woltera, choć faktem jest że się ukrywał to nie siedział cicho jak mysz pod miotłą. Gdy dotarła doń wiadomość, że jego przyjaciel diuk de Richelieu został ranny w pojedynku z księciem de Lixin szybko doń wyruszył. Niespecjalnie przeszkadzało mu, że wizyta w wojskowym obozie pod obleganym Philippsbourgiem raczej nie sprzyja zachowaniu tajemnicy jego pobytu.

    Jak wiadomo, z czasem Wolter przestał się ukrywać, przyjeżdżał do Paryża, startował w konkursie ogłoszonym przez francuską Akademię. Wydawał swe utwory, wystawiał na scenach paryskich swe sztuki, na salonach rozprawiał o grawitacji, toczył spory z krytykami. Czy dawny nakaz osadzenia został odwołany czy anulowany? A gdzieżby tam, nakaz zatem wciąż istniał tylko nikt go nie zamierzał egzekwować ale wciąż wisiał on nad autorem. Przypomniano o tym Wolterowi po wystawieniu w Paryżu jego sztuki "Mahomet".

    "Wieczorem 9 sierpnia 1742 roku odbyła się premiera, przyjęta owacyjnie przez publiczność. Nie wszystkich jednak zachwyciły aluzje do oszustw popełnianych w imię pobożności (...) Wśród widzów byli panowie z parlamentu, którzy zaczęli natychmiast interweniować u różnych władz. Kardynał de Fleury zaakceptował wcześniej sztukę, ale nie miał ochoty na wojnę z sądownikami. Naczelnik policji Marville przypomniał poecie, że nadal istnieje nakaz jego aresztowania za 'Listy filozoficzne' i że lepiej będzie, jeśli sam wycofa 'Mahometa' z afiszu".

    /J. Kierul "Émilie du Châtelet i Voltaire", Warszawa 2014, s. 204/


  15. W dniu 21.12.2019 o 6:09 PM, Bruno Wątpliwy napisał:

    W każdym razie na pewno miała wersję, że samego mordu nie widziała, jeno - bidulka, zestresowana pewnie żołdackim chamstwem - słyszała strzały gdzieś tam z oddali.

     

    Jak było tego się nie dowiemy, faktem jest, że w kwietniu 1952 r. przewodniczący składu sędziowskiego Trybunału Denazyfikacyjnego - Levinsohn stwierdził, że oskarżenia wysunięte na łamach "Revue" są w całości bezpodstawne.

    "W orzeczeniu napisano: 'Trybunał Denazyfikacyjny uznaje zatem, iż Leni Riefenstahl nie obciążają wżaden sposób wspomniane fotografie". Po trwającym osiem godzin posiedzeniu, przewodniczący sądu ogłosił, iż werdykt Trybunału Denazyfikacyjnego we Fryburgu z dnia 16 grudnia 1949 roku jest prawomocny także w Berlinie".

    /"Pamiętniki", s. 332/

     

    Jej wersję wsparł jako świadek w procesie Max Striese, żołnierz pochodzący z Lipska (wówczas już ze strefy wschodniej), który miał być uczestnikiem tych wydarzeń oraz Heinz Schröter, oficer przy generale Reichenau, w oświadczeniu zawartym w jego liście skierowanym do Riefenstahl. Ciekawe zatem jakimi kontrargumentami posłużył się Jürgen Trimborn?


  16. 13 godzin temu, jancet napisał:

    Mam nadzieję, że nie uważasz, iż wstąpienie w 1973 roku do partii komunistycznej wyklucza pisanie poważnych publikacji i zyskanie poważania

     

    Nie wyklucza, skoro jednak mamy się przyjrzeć wnikliwiej temu co pisali o Wielkiej Czystce ludzie związani (mniej lub bardziej formalnie) z partią komunistyczną to tyczy się to zarówno Brissauda jak Perrulta, i w zasadzie tyczy się różnych innych zagadnień związanych z sytuacją w ZSRR, a które tacy autorzy poruszali. Zaprzeczanie zbrodniom stalinowskim bądź programowe przemilczanie tej kwestii było szczególnie rozplenione pośród francuskich . Ale to już zagadnienie na inny wątek.


  17. Kilka uwag z przypisów zamieszczonych we wspomnieniach wielkiego księcia Aleksandra Michajłowicza Romanowa. Tu taka uwaga, wedle wpisu na stronie redakcyjnej tłumacz - Krzysztof Tur dokonał przekładu z oryginału z 1933 roku i on jest autorem "komentarzy". W oryginale przypisów nie było, książka nie ma redaktora naukowego tylko technicznego, przypis to niekoniecznie to samo co komentarz, ale wychodzi na to, że to Turski jest autorem przypisów. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że pisane są one z perspektywy niejako "rosyjskiej", ale to tylko takie odczucie.

    Generalnie, autor tych przypisów prezentuje nam taką wizję Rasputina i znaczenia jego śmierci. Nie miał on tak dużego wpływu na decyzje cara jak to mu się przypisuje. Nie był uczestnikiem orgii, nie był zainteresowany uzyskiwaniem korzyści materialnych, nie był pijakiem czy hulaką. "Czarny" wizerunek jego osoby był efektem potężnej kampanii oczerniającej, której celem było obalenie cara Mikołaja; a nawet samej monarchii; a przynajmniej jego wymianę na innego członka rodziny cesarskiej (bardziej spolegliwego i liberalniejszego). Za tą kampanią stać mieli głównie masoni.

    O wpływie:

    "W istocie Rasputin nie odgrywał żadnej roli politycznej i wbrew legendzie nie miał wpływu na nominacje państwowe (...) Mit nieograniczonych wpływów Rasputina skłaniał niektórych dygnitarzy do podejmowania prób wykorzystania go do własnej kariery. Czasami przyjaźń Rasputina rzeczywiście pomagała, albowiem caryca wierzyła w jego umiejętność oceny ludzi, choć car miał co do tego wątpliwości: 'zdanie naszego Przyjaciela o ludziach jest czasem bardzo dziwne'. Widząc, iż car jest otoczony przez ludzi niegodnych zaufania i nie potrafi sobie z tym poradzić (Mikołaj miał zaiste wyjątkowego pecha do nominacji), caryca usiłowała nakłaniać go do powoływani na stanowiska państwowe osób, które uważała za lojalne, powołując się na opinię Rasputina. Wybitny historyk Aleksander Bochanow skrupulatnie obliczył, że takich uwieńczonych powodzeniem interwencji Aleksandry Fiodorownej było osiem. Nieskutecznych - znacznie więcej (...) Wprawdzie Rasputin czasami udzielał Mikołajowi rad politycznych, ale po pierwsze bywały to rady rozsądne, a po drugie car puszczał je mimo uszu (...) Poza tym Rasputin rozmawiał z carem tylko o Bogu i duszy".

    /A. Michajłowicz Romanow "Byłem Wielkim Księciem", przeł. K. Tur, Białystok 2004, s. 283-284, przyp. 33/

     

    Faktycznie, Bochanow (w swej książce z 1993 r. "Сумерки монархии") wskazywał na nieliczne przypadki udanych interwencji Rasputina, u innych autorów (także głównie za Bochanowem) możemy napotkać nieco inną ich liczbę, ale ton oceny jest podobny. Choćby u Jana Sobczaka:

    "Największe wpływy Rasputina przypadły na drugą połowę pierwszej wojny światowej, a zwłaszcza na rok 1916, gdy Mikołaj II najwięcej czasu spędzał w Kwaterze Głównej w Mohylewie, w Petersburgu zaś rzeczywiste rządy sprawowała carowa, radząc się bezustannie 'przyjaciela' rodziny, i w tych jego radach, nie zawsze zresztą jasnych, szukała panaceum na wszystkie trapiące ją problemy. Miesiące od marca do listopada 1916 roku to rzeczywiście prawdziwa 'era Rasputina'. I to głównie wtedy, najpierw z konieczności, proszony o to przez carową, a później już z własnej inicjatywy, Rasputin coraz śmielej i bezczelniej zaczyna ingerować w sprawy państwowe, także wojskowe (...) Ale i wówczas radzi tylko to, czego - jak bezbłędnie odgaduje - chce w danym momencie carowa, co z kolei pozwala jej w listach do koronowanego męża powoływać się na rady i modlitwy 'naszego przyjaciela'. Rzeczywisty wpływ i władzę Rasputin mógł więc mieć w istocie tylko wtedy, kiedy nie miała ona własnego zdania, ale zdarzało się to bardzo rzadko i dotyczyło tylko kilku nominacji personalnych. We wszystkich pozostałych wypadkach - konkluduje Radziński [tu autor odwołuje się do książki wskazanej przez amona - secesjonista] - ogłaszał 'opinię Alix jako swoje własne przeczucie, własną przepowiednię, swoje pragnienie'. Jednym słowem, Rasputin mógł osiągnąć tylko to, czego chciała sama carowa. Gra we władzę, prowadzona przez Rasputina, dotyczyła najpierw wyłącznie nominacji cerkiewnych. Dopiero w styczniu 1914 roku, gdy na miejsce Kokowcewa premierem został siedemdziesięcioletni Iwan Goremykin, po raz pierwszy za sprawą Rasputina doszło do nominacji na stanowisku państwowym.
    Ale i wtedy wyraźniej wyolbrzymiany bywa wpływ Rasputina na nominacje rządowe (...) Aleksandr Bochanow, w wydanej przed kilkoma laty wartościowej pracy 'Zmierzch monarchii', analizując rzeczywisty zakres tego wpływu, wylicza skrupulatnie, iż dzięki staraniom i zabiegom Rasputina awansowano jedenaście osób, ani mniej, ani więcej, i przytacza pełną listę tych 'rasputinowskich' nominacji (...) wpłynął na awans dwóch biskupów, kilku ministrów i jednego premiera (Borysa Stürmera), ale większość tych osób to nie byli ludzie przypadkowi, tkwili na ogół już dość długo w środowisku funkcjonariuszy państwowych, choć nieco niższych rangą. Można więc zakładać, że i bez wstawiennictwa Rasputina doczekaliby się awansu. Po otrzymaniu takiego awansu w większości nie pozostawali 'na pasku' u Rasputina i nie byli wykonawcami jego woli, wręcz odwrotnie - to oni chcielii kierować Griszką i dzięki jego kontaktom na dworze uzyskiwać różne korzyści
    ".
    /tegoż "Mikołaj II - ostatni car Rosji. Studium postaci i ewolucji władzy",  Warszawa 2009, s. 511-512/

     

    Pewne wątpliwości budzi Rasputin "odczytujący" zamysły carycy w kwestiach wojskowych o których nie miała pojęcia i ciekawe o jakie to kwestie chodziło, poza ogólnie znaną poradą, że do wojny z Niemcami nie powinno dojść? Przy uznaniu fachowości i dorobku Bochanow, warto zastanowić się czy nieco nie wybiela on cara, zwłaszcza w kontekście tego, że po upadku ZSRR z marksisty szybko przeobraził się w monarchistę.

     

    Co do tego:

    W dniu 12.07.2008 o 1:02 PM, Vissegerd napisał:

    a parokrotnie czytałem, słyszałem i oglądałem (film) wersję o ciastkach, strzelaniu i utonięciu. Pierwszy raz opowiadano nam to na lekcji historii w szkole średniej. Wyglądało to dokladnie tak (za "Rosja XX wieku" Brian'a Moynahana) (...)

    Dodam też, że Rasputin był strasznym chamem i brudasem, cuchnął wręcz, a jednak niektóre rosyjskie damy za nim szalały. Włosy zmierzwione, czarne zniedbane zęby, długa, tłusta broda, nierzadko z resztkami jedzenia

     

    Wypada pamiętać o swoistych przejawach życia religijności w ówczesnej Rosji. Staricy, jurodiwi czy strannicy cieszyli się autorytetem nierzadko większym niż członkowie instytucjonalnego kościoła prawosławnego. Programowa niechlujność; a często także chutliwość; wskazywała na nieprzywiązywanie się do ziemskich ograniczeń a wręcz ich kontestowanie. Upraszczając, jak śmierdział to znaczy że był "autentyczny", i nie należy tego rozpatrywać w kontekście estetycznym. Podobnie z "chamstwem", bezceremonialne postępowanie nawet z osobami z wyższych sfer ukazywało taką osobę jako będącą ponad ziemskimi podziałami.

    "Sama obecność przy dworze 'ciemnego' chłopa, półanalfabety, który poczuł się ważny i do wszystkich zwracał się protekcjonalnie na 'ty', była wystarczającym powodem, by go w 'towarzystwie' nienawidzono i wierzono bez zastrzeżeń i elementarnej refleksji w najbardziej absurdalne brednie na jego temat. Zabawne, że w te brednie nadal wierzy cywilizowany Zachód: jakiś Brian Moynahan (...) pisze dosłownie: 'Rasputin całe życie bardzo lubił łaźnie, choć jego ciało wydzielało ostry chłopski zapach, 'wywołujący dreszcze światowych dam'. Rzeczywiście, wielu Rosjan z wyższych sfer szczerze wierzyło, że chłopi rosyjscy śmierdzą nie dlatego, że się nie myją, tylko z natury. Że ten aromat 'wywoływał' dreszcze' dam, jest już chyba płodem podejrzanej fantazji seksualnej tego Moynahana. W Rosji uważano, że je hipnotyzował".

    /"Byłem Wielkim...", s. 284/

     

    Nieco dziwi ten mocno emocjonalny atak i próba dezawuowania Moynahana (: "niejaki..."), wreszcie w 2004 r. nie było czymś szczególnie trudnym sprawdzenie kim on był. Książka Moynhana obliczona była chyba na Zachodniego czytelnika i miała dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców, stąd zapewne duży akcent na treści sensacyjne i uwypuklenie wątków erotycznych. Książka raczej popularna niż naukowa w dużej mierze oparta na wtórnych opracowaniach z rzadka w niej sięgnięto po materiały archiwalne. Choć książka zyskała dość przychylne recenzje, to raczej za żywy język, jego soczystość i formę, a nie za wnikliwą pracę historyka. Moynhan nie zdecydował się na napisanie wprost o erotycznych związkach z carycą, a jedynie ostrożnie sugerował tego typu możliwość ( ) więcej miejsca poświęcił jego ekscesom z innymi damami z arystokracji. Najpoważniejszy atak dotyczył jego koncepcji, według której caryca od razu była pod wpływem Rasputina a jego "udane interwencje" w przebieg choroby syna i związany z tym wzrost tego wpływu był wtórny. Autorką tego ataku (na łamach "New York Timesa") była Suzanne Massie, która wskazywała, że "koncepcja hemofilii"  jest obecnie obowiązująca. Skądinąd to właśnie jej mąż Robert Kinloch Massie mocno przyczynił się do uzasadnienia tejże koncepcji w swej książce "Nicholas and Alexandra", przy stworzeniu której Suzanne była aktywną współpracowniczką.

    Powracając do kwestii: "dreszczy", to niekoniecznie musi to być wytwór fantazji seksualnych Moynahana, nie jest niczym niezwykłym dla tej epoki (jak i innych) np. udawanie się przez arystokrację do co bardziej podejrzanych dzielnic by w "zakazanych" knajpach zażyć; właśnie; dreszczyku ekscytacji w kontakcie z ludźmi z nizin społecznych (z ich perspektywy), światkiem apaszowskim. I nie jest tajemnicą, że tego typu wypady kończyły się czasem przygodnym seksem.

     

    Co do roli Jusupowa:

    "Przemilcza się fakt, iż "mózgiem" zamachu na Rasputina był Wasilij Makłakow (sprytniejszy brat mądrzejszego Mikołaja, monarchisty), jeden z liderów partii kadeckiej i zagorzały mason. Zeznając w 1920 r. przed sędzią śledczym Mikołajem Sokołowem, przyznał on, widocznie nie zdążywszy jeszcze przemyśleć swojej ostatecznej wersji, że spisek zaczął się do spotkania z nim Juspowa, i że zanim inni uczestnicy zostali wciągnięci , plan zamachu został opracowany na tych spotkaniach. Wprawdzie Makłakow przypisywał inicjatywę Jusupowi, ale biorąc pod uwagę stopień rozwoju umysłowego i emocjonalnego księcia, który zabawiał się pokazywaniem w miejscach publicznych w przebraniu kobiety lekkiego prowadzenia i podobnie, jest to zupełnie niemożliwym".

    /tamże, s. 286/

     

    Cóż, wedle mej opinii by w towarzystwie bliskich osób forsować myśl: "zabijmy starca" nie potrzeba zbyt wielkich kompetencji emocjonalnych czy intelektualnych. To czy ktoś się przebierał i z jakich powodów nie wpływa na stopień inteligencji, niezależnie od oceny takiego zachowania. A sam przebieg zabójstwa Rasputina - mocno dyletancki co do jego przebiegu; aż dziw, że w ogóle spiskowcom się to udało; pokazuje, że nie trzeba być szczególnie kompetentnym by jednak to uczynić.

     

    I jeszcze taka złośliwość, autor przypisów w rzeczonej książce podaje historię jak to Jusupow wystąpił przeciwko producentom z wytwórni Metro-Goldwyn-Mayer, którzy w filmie "Rasputin and the Empress" (reż. R. Boleslawski) przedstawili w niekorzystnym świetle jego żonę. Sprawia trafiła do londyńskiego sądu (ostatecznie Jusupow sprawę wygrał, a w USA zgodził się na ugodę pozasądową), później ów casus analizowany był w różnych opracowaniach prawniczych ze względu na wywodzącą się od tego czasu formułę: "all persons fictitious disclaimer". Autor relacjonując skrótowo te perypetie podał: "Nawiasem mówiąc, panowie Goldwn, Mayer (...) byli najbardziej zaskoczeni, tym że postacie o których kręcili filmy, istnieją naprawdę - usiłowali nawet przekonać sąd..." (s. 282, przyp. 30). Samuel Goldwyn do niczego nie musiał przekonywać sądu na tej rozprawie, gdyż już w 1922 r. odszedł z Goldwyn Pictures Corporation i nie miał żadnego udziału (i udziałów) w powstaniu koncernu MGM w 1924 roku.:B):


  18. 5 godzin temu, jakober napisał:

    Wyczuwam tu jakiś dysonans. I stąd moje pytanie: jakie było znaczenie i prawo do noszenia purpury w Imperium Rzymskim

     

    Właściwszym pytaniem byłoby: jak wyglądało prawo do noszenia purpury w Judei? Czy arcykapłan musiał zrezygnować z takiej barwy, bo przecież wedle biblijnej tradycji jego szaty miały być ze złota i purpury.


  19. W dniu 10.01.2020 o 8:48 PM, jancet napisał:

    Ale mieści się w ramach czasowych - i tylko tyle na razie stwierdziłem. Ale o tym chętnie podyskutuję, choć to trudny temat

     

    Proponuję tę kwestię szerzej omawiać w temacie: forum.historia.org.pl - "Wielki Głód na Ukrainie nie może być uznany za ludobójstwo".

     

    3 godziny temu, jancet napisał:

    To już było, Secesjonisto. Już się o to pytałem. Nie tylko autora, ale i cenę sprawdziłem.

     

    Przeoczyłem to zupełnie, zresztą w przypadku lektur euklidesa lepiej się dwa razy upewnić zważywszy, że się pomylił, a wcześniej sam się "zdezorientował" i nie wiedział czy przekazuje nam swą lekturę Perraulta czy Margerita.

     

    4 godziny temu, jancet napisał:

    Autor, bądź redaktor naukowy trzytomowej pracy Les grandes purges André Brissaud, wydanej w 1973 roku

     

    Brissaud był autorem trzeciego i czwartego tomu serii. Seria Les Grandes purges de l'Histoire, którą wydawało Éditions De Crémille, liczyła w sumie cztery tomy z których każdy poświęcony był innemu wydarzeniu: noc św. Bartłomieja (aut. Henri Noguères), masakra janczarów (Jean Mabire), czystki moskiewskie i noc długich noży (obie: André Brissaud).

     

    4 godziny temu, jancet napisał:

    Wzmiankowany przezeń Perrault to raczej poważany publicysta historyczny (...)

    Autor, bądź redaktor naukowy trzytomowej pracy Les grandes purges André Brissaud, wydanej w 1973 roku, jest mi postacią zupełnie nieznaną, lecz rok wydania książki wskazuje, że mógł być zwolennikiem silnej wówczas francuskiej partii komunistycznej

     

    Wiesz jancecie, w 1973 r. Perrault opuścił szeregi socjalistów i wstąpił do partii komunistycznej.:B): Tak dla porządku to właścicielem wydawnictwa, które wydało tę serię był Jean-Pierre Mouchard. Nie jest tajemnicą, że w latach siedemdziesiątych był związany z Jeanem-Marią Le Penem.


  20. W dniu 14.10.2013 o 1:36 PM, euklides napisał:

    No zgadza się. Wygląda na to, że otrzymał tytuł lorda za zasługi.

    Faktycznie z tego co pisze w internecie trochę trudno się zorientować i po prostu nieuważnie przeczytałem. Skądinąd wiem, że od 1915 roku był ministrem skarbu Wielkiej Brytanii a w 1919 podał się do dymisji. W 1941 roku został ponownie ministrem skarbu i funkcję tę pełnił aż do śmierci w 1946 roku. Myślałem, że to jest oczywiste.

     

    W dniu 8.03.2014 o 12:44 PM, euklides napisał:

    We francuskim czasopiśmie „Histoire” znalazłem krótki życiorys Keynesa, oto on (w skrócie):

    Urodził się w 1883r w Cambridge. W tym samym roku umarł Karol Marks. Po studiach został kierownikiem wykładów nauk ekonomicznych na uniwersytecie w Cambridge. Równocześnie jest dyrektorem Economic Jurnal, najbardziej znaczącego pisma ekonomicznego. W 1915 roku został ministrem skarbu. W 1919r jest doradcą Lloyd George na konferencji pokojowej. Był przekonany, że wymagania zwycięskich aliantów będą miały opłakane skutki. Podaje się do dymisji z ministerstwa skarbu i wypowiada swe poglądy w książce „Ekonomiczne Skutki Pokoju”. W 1923 roku publikuje „Traktat O Reformie Monetarnej”, gdzie napisał słynne z danie „W końcu i tak wszyscy umrzemy”. W styczniu 1936 roku publikuje swą słynną „Teorię Ogólną o Zatrudnieniu, Procencie i Walucie”. Po wybuchu II Wojny Światowej zostaje ponownie ministrem skarbu. Negocjuje z Amerykanami pożyczki. Reprezentuje Wielką Brytanię w Bretton-Woods. Szkicuje projekty Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Umiera na atak serca w Kwietniu 1946r.

    Pisałem to jakiś czas temu i na własny użytek (czyli sobie a muzom) dlatego mogłem coś niedokładnie zrozumieć. Objął tresor, czy wszedł do tresor to można było w tym przypadku różnie interpretować: że był ministrem albo że był co najmniej człowiekiem nr. 1 w tym ministerstwie. Nie mam już tego czasopisma i nie mogę dokładnie się temu przyjrzeć, w każdym razie zanotowałem sobie nazwisko autora tego artykułu - J. Marseille.

     

    Powracając jeszcze do zmagań euklidesa z faktami, powtórzę - jest to oczywiste jedynie dla euklidesa. Dla porządku wypada przypomnieć, że w 1915 nie został ministrem skarbu tylko w tymże ministerstwie został początkowo asystentem George'a Paisha. W 1917 r. został szefem nowo powstałego "Działu A" (Division A), w którym to dziale miano się zajmować wszystkim aspektami zewnętrznych finansów Zjednoczonego Królestwa. Keynes miał podlegać bezpośrednio kanclerzowi skarbu i stałemu sekretarzowi skarbu (Permanent Secretary), którymi wówczas byli: Andrew Bonar Law i Robert Chalmers.

    Tak zwany drugi okres współpracy Keynes'a z ministerstwem skarbu rozpoczął się w 1941 r. (a nie w 1940 r.) i oczywiście wówczas nie objął on ponownie stanowiska ministra skarbu tylko został członkiem wspomnianego komitetu doradczego.

     

    W dniu 8.10.2013 o 4:54 PM, euklides napisał:

    W czasie I-szej WŚ był bardzo zaangażowany w niesłychanie ważną dla Anglii debatę o przymusowym poborze do wojska. Bierze udział w szeregu narad, które przygotowują ekonomiczne warunki traktatu pokojowego. Później utworzył kilka klubów w których co jakiś czas zbierali się politycy, finansiści, dziennikarze i akademicy. Wydaje dziennik itp.

    Można sobie zresztą wystukać hasło John Maynard Keynes i przeczytać jego życiorys. Widać wyraźnie że jednak należał do „rządzących”, przynajmniej w dziedzinie ekonomii, chociaż może nie do pierwszoplanowych

     

    Otóż, jeśli chodzi o wkład Keynesa w ekonomiczne aspekty związane z traktatem pokojowym to jest z tym taki problem, że premier brytyjski większość jego pomysłów zignorował i kształt ostatecznych rozwiązań daleki był od tego co Keynes chciał osiągnąć. Emma Margaret Asquith, żona podówczas byłego już premiera Herberta H. Asquitha, złośliwie; acz raczej trafnie; stwierdziła, że Brytyjczycy mieli wówczas najbardziej kompetentną delegację, ale zważywszy na to jak premier wykorzystywał ich pomysły to równie dobrze mogliby tam mieć idiotów ("we might have been idiots"), tę opinię hrabiny Oxfordu przywołuje Robert Jacob Skidelsky w swej trzytomowej biografii "John Maynard Keynes" (Vol. I "Hopes Betrayed, 1883-1920", s. 367). ostatecznie największy wkład Keynes miał w pracach nad "klauzulą winy wojennej" (art. 231), który opracowywał wraz Johnem Fosterem Dullesem.

    Kiedy Keynes zapoznał się z ostatecznymi warunkami traktatu pokojowego wysłał notatkę do Austena Chamberlaina (czyli kanclerza skarbu) i głównego delegata brytyjskiego w Komisji Reparacyjnej - Johna Swanwicka Bradbury'ego, w której zakwestionował w zasadzie brzmienie wszystkich warunków finansowych tam zawartych. Ostatecznie swój wkład w kształt podjętych tam rozwiązań podsumował słowami: "I can do no more good here ... The battle is lost" (tamże, s. 469).

     

    Cytuj

    W czasie I-szej WŚ (...) Wydaje dziennik itp.

    Cytuj

    Równocześnie jest dyrektorem Economic Jurnal najbardziej znaczącego pisma ekonomicznego

     

    Redaktorem, a pismo nie było dziennikiem tylko kwartalnikiem z czterema numerami (do 1983 r., kiedy to dodano piąty numer "Supplement: Conference Papers") wychodzącymi zawsze w cyklu: Marzec/Kwiecień/Wrzesień/Grudzień. Oczywiście wydawcą było Royal Economic Society, dla którego to pismo wydawało Oxford University Press.

     

    W dniu 17.09.2013 o 8:39 AM, euklides napisał:

    W wyniku jej działania powstał Bank Odbudowy i Rozwoju, w skrócie BIRD, zwany powszechnie Bankiem Światowym

     

    Oficjalny skrót, co może być szokiem dla euklidesa, nie jest oddawany w języku francuskim tylko angielskim, zatem: IBRD bądź: MBORD. Może i powszechnie ale błędnie, oficjalnie od 1975 r. termin "World Bank" przynależy do dwóch instytucji: International Bank for Reconstruction and DevelopmentInternational Development Association.

    /por. "A Guide to the World Bank", Washington D.C. 2003, s. 11/

     

    A jeśli chodzi o kształt tych nowych instytucji finansowych i przyjętych rozwiązań w kwestiach zadłużenia, to jak wiadomo plan Keynesa (tzw. International Clearing Union) nie przeszedł i przyjęto w większości założenia zawarte w planie Harry'ego Dextera White'a.

    "Keynes i White określili bardzo różny definicyjny zakres w pojmowaniu powiązań dłużników i wierzycieli w stosunkach państw w międzynarodowej polityce gospodarczej (...) 

    Opierając się w przeważającej mierze na pomysłach White’a, podczas obrad Konferencji utworzono ostatecznie dwie międzynarodowe instytucje31: Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju (ang. International Bank for Reconstruction nad Development- IBRD, MBOR), zwany „Bankiem Światowym”32 oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy (ang. International Monetary Found, IMF, MFW). Podstawowym założeniem Banku stało się finansowanie i wsparcie w odbudowie powojennej Europy, a celem Funduszu- dążenie do zastąpienia funkcjonującego systemu waluty złotej. Koncepcja Keynesa była oryginalna i niekonwencjonalna, mimo to została uznana jako nierealna do wprowadzenia w życie i ostatecznie odrzucona".

    /I.E. Wakuluk praca doktorska "Reform instytucjonalne Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju", promotor dr hab. M. Zdanowicz, Uniwersytet w Białymstoku, Wydział Prawa, Białystok 2016, s. 14-15/

     

    "While visionary in many aspects, Keynes’ Plan never attracted support from the US Treasury, which prepared for the Bretton Woods Conference by producing its own plan under the direction of Harry Dexter White. White’s paper advocated the creation of a Bank of Reconstruction and an Exchange Rate Stabilization Fund, with the task of stabilizing exchange rates. Based on different assumptions, the two plans presented three key differences. Firstly, White’s plan did not feel it was necessary to challenge the customary approach of putting the burden of adjustment on debtor countries and did not suggest mechanisms to encourage adjustments by creditor countries. Secondly, while the Stabilization Fund made loans out of the subscribed capital (as the current IMF does) in national currencies, the ICU had the ability to create overdrafts in Bancor, acting if needed as lender of last resort. Thirdly, while 1941 Keynes’ Plan was not a truly multilateral arrangement (the ICU would have first be funded by the US and UK only, with possible extension to other countries at a later point), it provided a system for multilateral clearing. White’s 1944 plan, on the contrary, while based on a truly multilateral agreement, kept a design for a world of bilateral payments arrangements: a country could borrow from the Stabilization Fund only to cover a deficit with the country whose currency is being borrowed. In the frenetic months that preceded the Bretton Woods Conference, White’s proposal came to dominate the discussions. The negotiations took a pragmatic turn, so that much of the visionary work of Keynes was not even reflected in the final round negotiation in Bretton Woods, New Hampshire".

    /N.F. Piffaretti (The World Bank Development Economics Vice Presidency) "Reshaping the International Monetary Architecture. Lesson's from Keynes' Plan", "Policy Research Working Paper", 5034, August 2009, s. 9-10; podkreślenie - moje/

     

    Cytuj

    Objął tresor, czy wszedł do tresor to można było w tym przypadku różnie interpretować: że był ministrem albo że był co najmniej człowiekiem nr. 1 w tym ministerstwie

     

    Nie wiem jak można niedokładnie zrozumieć dość proste w sumie stwierdzenia, ale z tego wynika, że jak euklides przeczyta, że ktoś wszedł w skład rządu to dlań będzie to oznaczać, że został premierem. Formalnie w tymże ministerstwie człowiekiem numer 1 był kanclerz i było to stanowisko polityczne, a najważniejszą pozycję urzędniczą zajmował sekretarz - Permanent Secretary, które to stanowisko tradycyjnie uznawane jest w hierarchii służby cywilnej w Zjednoczonym Królestwie za drugie (od 1916 r.) co do ważności, po sekretarzu gabinetu (Cabinet Secretary). Keynes zostając doradcą w czerwcu 1941 r. nie wszedł w skład kadry urzędniczej ministerstwa skarbu, nie wiem gdzie i co sobie wystukał euklides, ale wystarczy zajrzeć do biogramu pióra Aleca Cairncrossa w "kanonicznym" dla Brytyjczyków wydawnictwie - Dictionary of National Biography, gdzie można przeczytać: "He was then free to take a hand in any problem that interested him and at any level with no formal position in the administrative machine".

     

    Cytuj

    We francuskim czasopiśmie „Histoire” znalazłem krótki życiorys Keynesa, oto on (w skrócie): Urodził się w 1883r w Cambridge. W tym samym roku umarł Karol Marks.

    (...) Nie mam już tego czasopisma i nie mogę dokładnie się temu przyjrzeć, w każdym razie zanotowałem sobie nazwisko autora tego artykułu - J. Marseille.

     

    Skoro Bruno postanowił pomóc euklidesowi w poszukiwaniu cytatów (https://forum.historia.org.pl/topic/17540-wielki-terror-zsrr-1917-1991-pomoc/?do=findComment&comment=281001) to i ja też postanowiłem być w tym zakresie bardziej użytecznym. To był pierwszy artykuł jaki Jacques Marseille opublikował na łamach "L'Histoire". Powody ukazania się artykułu zapewne były dwa, ukazał się on w czerwcowym wydaniu z 1983 r. (: mensuel 57, daté juin 1983), zatem w ten sposób uczczono okrągłą setną rocznicę urodzin Keynesa (co zresztą autor wskazał w zdaniu otwierającym), a przy okazji Marseille mógł zareklamować książkę "Vive la crise et l'inflation!", jaką napisał wraz z Alainem Plessisem, a która została wydana właśnie w tym samym roku. Artykuł nosił tytuł "Keynes mérite bien son succès !", Marseille na początku zadaje kilka pytań na zasadzie: "kim był ten, który napisał...", potem sam odpowiada; w zdaniu, które brzmi tak jak u euklidesa: "Il s'appelait John Maynard Keynes. Il était né en 1883, l'année même de la mort de Karl Marx".

    I na tym kończą się podobieństwa.

    Marseille w ogóle nic nie napisał o stanowiskach jakie zajmował Keynes, a tym bardziej takich głupot jakoby był kanclerzem skarbu, nie napisał też nic o jego rezygnacjach z tego stanowiska jak i w ogóle o jakichkolwiek rezygnacjach, nie ma nic o tym by był numerem 1 w jakiejkolwiek instytucji. Innymi słowy, przez jakiś czas euklides pohasał sobie na koszt pana Marseille'a zapisując na jego konto banialuki, które chyba sam wymyślił. Banialuki; i jest to eufemizm; gdyż skoro euklidesowi wskazuje się, że mija się z faktami a ten uporczywie trwa przy swoim odwołując się do argumentacji: "bo on tak kiedyś przeczytał" to inaczej tego już nie można nazwać. A nie mówimy tu o jakichś zagmatwanych szczegółach z przeszłości, tylko o kwestiach które można zweryfikować w kilka minut.

    "Keynes mérite bien son succès !

    John Maynard Keynes mérite bien qu'on célèbre le centième anniversaire de sa naissance, le 5 juin 1883. L'économiste anglais n'a-t-il pas accompli, aux yeux de Jacques Marseille*, une « formidable révolution » en découvrant que le capitalisme pouvait se nourrir de la dépense des... pauvres ?

    Qui donc a écrit en 1931 : « Comment puis-je accepter la doctrine communiste qui exalte comme une bible, au-dessus de toute critique, un modèle démodé dont je sais qu'il est non seulement scientifiquement erroné mais encore inintéressant et inapplicable dans le monde moderne ? Comment puis-je adopter une doctrine qui, préférant la vase au poisson, exalte le prolétariat crasseux au détriment de la bourgeoisie et de l'intelligentsia qui, en dépit de tous leurs défauts, sont la quintessence de l'humanité et sont certainement à l'origine de toute oeuvre humaine ?»

    Qui dont écrivait en 1935 : « Il faut savoir que je suis en train d'écrire un livre de théorie économique qui va en grande partie révolutionner, pas immédiatement je suppose, mais dans les dix années qui viendront, la façon dont le monde conçoit les problèmes économiques » ?

    Qui était enfin cet auteur însup-portablement réactionnaire, illisible et prétentieux ? Il s'appelait John Maynard Keynes. Il était né en 1883, l'année même de la mort de Karl Marx.

    Comment expliquer dès lors le succès d'un théoricien que tout le monde trouve génial sans l'avoir vraiment jamais lu et que les socialistes vénèrent quoiqu'il ait toujours proclamé sa qualité d'« économiste bourgeois » ?

    Par l'originalité de sa pensée ?... Pas vraiment. Comme tous les économistes, Keynes a beaucoup « emprunté ». Et, bien évidemment, il a « oublié » de citer ses principaux inspirateurs. A N. Johannsen, économiste américain d'origine allemande, il a pris l'idée fondamentale que l'épargne et l'investissement sont des actes distincts et qu'il n'est pas fatal qu'ils s'égalisent automatiquement, comme le prétendait la théorie classique alors dominante. Keynes reprendra presque mot pour mot cette formule de Johannsen : « Ce que l'on décrit simplement comme le processus de l'épargne est formé, en réalité, de deux éléments séparés, d'une part ce qui constitue vraiment le processus de l'épargne, c'est-à-dire le fait de mettre de l'argent de côté, et, d'autre part, le processus de l'investissement, au moyen duquel le nouvel équipement est construit [...] »

    Enoncée en 1908, cette constatation bouleversait la pensée économique puisqu'elle soutenait que l'équilibre n'était pas chose naturelle.

    Un spécialiste des emprunts

    Keynes « empruntera » aussi à un professeur de Cambridge, R.F. Kahn, une formule qui assurera ensuite sa glorieuse postérité dans les facultés de sciences économiques : l'effet multiplicateur. Potion magique dont se nourriront pendant plus de trente ans les gouvernements des pays occidentaux pour amortir les effets des récessions économiques.

    Dans un article publie en juin 1931 dans la revue britannique Economie Journal, R.F. Kahn démontrait que des investissements dans des travaux publics, en provoquant une distribution de revenus, pouvaient, par ricochet, résorber le chômage et assurer la reprise de la croissance générale. Ainsi, par la grâce de l'effet multiplicateur, l'investissement initial impulsé par l'État allait entraîner un accroissement du revenu national bien supérieur à la mise de fonds initiale. De combien ? De cinq, estimait Keynes qui illustrait sa démonstration par cette boutade :

    « Si le ministère des Finances remplissait de vieilles bouteilles avec des billets de banque, les enterrait à une profondeur convenable dans des mines de charbon désaffectées qu'on remplirait ensuite d'ordures ménagères, et s'il laissait aux entreprises privées le soin, selon les principes bien établis du laissez-faire, de retrouver ces billets [...], // n'y aurait plus de chômage et les répercussions seraient telles que le revenu réel de la communauté serait sans doute plus élevé qu'il ne l'est actuellement. Il serait certainement plus raisonnable de faire construire des maisons ou quelque chose d'analogue ; mais si cela se heurtait à des difficultés pratiques, on pourrait recourir au moyen cité au-dessus et ce serait toujours mieux que rien. »

    Keynes « empruntera » enfin à un économiste suédois, Knut Wicksell, sa réfutation de la théorie classique. Dans un ouvrage publié en 1898, Wicksell démontrait, en effet, contrairement aux classiques, que des déséquilibres pouvaient parfaitement durer, voire s'aggraver et qu'aucun mécanisme naturel n'était apte à restaurer l'équilibre général. Seule une politique monétaire volontariste pouvait rétablir l'équilibre entre l'épargne et l'investissement. Idée fondamentale qu'on retrouvera chez Keynes.

    Keynes n'a donc rien « inventé ». Il n'a fait que systématiser beaucoup moins clairement ce que d'autres avaient déjà pressenti. L'origine de sa gloire devient donc problématique. Est-elle due aux conseils qu'il a formulés pour sortir de la grande crise des années 1930 ? Pas vraiment non plus. L'idée de réaliser des grands travaux pour débourber l'économie en crise est une très vieille pratique des États « libéraux » et même de l'Ancien Régime. En Grande-Bretagne, c'est Lloyd George qui proposa dès 1924 un plan de grands travaux et Keynes ne fit que soutenir ses propositions. On aurait tort aussi de définir le New Deal comme une application des théories keynésiennes. Même si l'illustre théoricien a pris le thé avec Roosevelt en mai 1934, il ne semble guère avoir fait une grande impression sur un président qui détestait toutes les théories et plus encore les économistes auxquelles il ne parvenait jamais à s'intéresser.

    En France, l'idée de relancer la consommation par une augmentation des salaires - que mettra en œuvre le Front populaire - doit plus à la théorie marxiste des crises qu'à l'enseignement de Keynes, que Léon Blum, au demeurant, n'avait jamais lu même s'il en avait entendu parler par deux de ses conseillers, Boris et Mendès France.

    La source de la réputation de Keynes est ailleurs. Peut-être simplement dans le fait que cet aristocrate aimait la vie, la dépense et la facilité. A une époque où la plupart des patrons voyaient dans le « besoin de se détendre, de jouir de la vie » un « bouillon de culture tout préparé » pour les théories révolutionnaires, à l'époque où E. Motte, un fabricant de tissus, déplorait « l'aguichage exercé par les vitrines des magasins » et la « coquetterie des ouvrières », à une époque où les industriels de Meurthe-et-Moselle estimaient que les « ouvriers doivent restreindre leurs dépenses, car la classe bourgeoise a fait depuis longtemps le sacrifice des pâtisseries, poulets, etc. », Keynes achetait des gilets très chics, buvait du Champagne, se passionnait pour les tableaux de Corot, de Delacroix et de Gauguin, gérait un fonds de placement, dirigeait les finances d'une compagnie d'assurances sur la vie et épousait une danseuse de ballet. A une époque où les économistes croyaient l'économie capitaliste au bord de l'abîme et redoutaient les prophéties inquiétantes de Karl Marx, Keynes faisait passer sa fortune personnelle de 58 000 à 506 000 livres sterling en treize ans.

    La théorie de Keynes, c'est en fait la justification de sa conduite. « Dans les conditions contemporaines, écrivait-il, la croissance de la richesse, loin de dépendre de l'aisance des milieux aisés, comme on le croit en général, a plus de chance d'être contrariée par elle. » Mieux valait, de son point de vue, distribuer de meilleurs salaires aux pauvres qui, eux, au moins, les dépenseraient. En somme, Keynes avait « découvert » que le capitalisme pouvait très bien s'accommoder et même se nourrir de l'aisance des miséreux. N'est-ce pas la plus formidable révolution du XXe siècle ? Rien que pour elle, Keynes méritait bien son succès !

    Jacques Marseille

     

    Encadré:

    John Keynes (1883-1946)

    Le nom de Keynes (John Maynard, premier baron), les mots keynésien et key-nésianisme sont redevenus quelque peu à la mode depuis le début de la nouvelle crise économique - même si c'est pour dire que les idées du célèbre économiste britannique sont devenues périmées. Cet ancien élève de Cambridge, né en 1883 et mort en 1946, s'était fait connaître, en 1919, par une critique sévère du traité de Versailles : Les conséquences économiques de la paix. Au lendemain de la crise économique de 1929, deux livres rendirent célèbres ses attaques contre l'économie politique classique : en 1931, son Traité de la monnaie et, en 1936, sa Théorie générale de l'emploi, de l'intérêt et de la monnaie. Tout en restant fidèle aux principes du libéralisme, Keynes défendait l'idée de l'intervention des pouvoirs publics en faveur des investissements et de la consommation. Devenu prophète en son pays, Keynes devint sous-gouverneur de la Banque d'Angleterre et élevé à la pairie. Il contribua, à la fin de la guerre, à la création du Fonds monétaire international".

     

    Gdyby euklides zadał sobie minimalny trud odwiedzenia francuskojęzycznej Wiki to przeczytałby:

    "Le 6 janvier 1915, sur proposition d’Edwin Montagu qui avait déploré son départ de l’Indian Office, il est engagé au Trésor pour la durée de la guerre. Lorsque McKenna succède à Lloyd George aux finances, il devient vite son principal conseiller et, à la même époque, il est affecté à la division du Trésor chargée du financement de la guerre (...) Le 6 décembre 1916, le conservateur Andrew Bonar Law devient le nouveau ministre des finances en remplacement de Mc Kenna. Le nouveau ministre maintient de bonnes relations avec Keynes et, en mai 1917, il est nommé chef de la division A chargé des financements extérieurs et décoré de l’ordre du Bain".

    /podkreślenia - moje/

     

    Tego nie da się źle zrozumieć, po prostu euklides nie widzi potrzeby sprawdzania faktów, skoro ważniejsze jest to co on "zapamiętał". Wychodzi na to, że w zakresie szczegółów biograficznych tego ekonomisty źródłem euklidesa jest jedynie: "Skądinąd wiadomo...".

     

    W dniu 8.03.2014 o 12:44 PM, euklides napisał:

    Z tego co wiem, to w 1931 roku nastąpiła dewaluacja funta, czyli by wynikało, że był nadal wymienialny na złoto

     

    A od kiedy z możliwości dewaluacji waluty wynika by musiała być ona wymienialną złoto? 


  21. Wydaje się, że i Niemcy używali tego terminu w podobnym sensie (czyli: woda wlewająca się, wdzierająca, zalewająca) co anglojęzyczni autorzy:

    "What Dönitz said about this at the time we do not know, but it may be imagined. When he came to write his memoirs nearly twenty years later, he was markedly restrained and sought for reasons which would excuse the bad Italian performance. He singled out lack of trining over the bad Italian performence. He singled out lack of training over a period of years in the kind of mobile warfare which he had taught to his U-boats. He noted design faults in the submarines themselves: conning towers that were unnecessarily high, making the boats conspicuous, lack of an air supply mast for the diesels, which meant that the conning tower hatch had to be open when running on the surface - in the Atlantic that could mean green water pouring in and probably playing havoc with the electrical equipment. One thing was clear - it was no use trying to conduct joint operations with these allies; the Italians were allocated zones of their own, where they did somewhat better in their own way. The reason for this, he concluded, lay".
    /J. Terraine "Business in Great Waters. The U-Boat Wars 1916-1945", Barnsley 2009, s. 273/

     

    "Further, these Italian submarines had no Diesel air supply mast in the conning-tower. This meant that when running on the surface, the conning-tower. This meant that when running on the surface, the conning-tower hatch had always to be left air for combustion purposes. This, admittedly, presented no problem in the ordinary weather conditions to be met in the Mediterranean; but it was no good in the Atlantic where, in bad weather poured in through the open hatch and did extensive damage to the vessel's interior, particulary to the very important electrical equipment".
    /K. Donitz "Memoirs. Ten Years and Twenty Days", transl. R.H. Stevens, D. Woodward, London 2012, s. 147/

     

    Werner von Langsdorff  w rozdziale pt.: "Erinnerungen eines Kriegs-U-Boot-Fahrers von Karl Dönitz" relacjonuje:
    "Wir fuhren einmal im Malta-Kanal. Schnelltauchen vor englischen Fliegern, die sich sehr gesischt in der Sonne ganz herangepirscht hatten und schon fast über dem Boot standen. (...)
    Hoch klingt das Lied vom braven Mann - singen will ich es hier meinem Kommandanten Kapitänleutnat Forstmenn von U39! Er hatte 400000 Tonnen versenkt, als einer der ersten den 'Pour le merite' bekommen und hatte vor allem stets ein warmes Herz für seine Männer. Einen Mann von uns im Stich lassen - nein, das gibt es nicht, - auch nicht in dieser Gefahr für das ganze Boot! - Das war unseres Kommandanten Wille und blitzschnell gefaßter Entschluß: 'Preßluft auf alle Tanks - Auftauchen!' Jetzt muß doch die Turmdecke bald über Wasser sein! - Turmluk auf - und herein fällt mit einem breiten Strahl grünen Meerwassers ein armes verschüchtertes Heizerlein, der brave Hausotte, und ruft nur im schönsten Sächsisch: 'Runter, runter, Fliecher, Fliecher!' Das wußten wir ja nun schon lange, du Guter! Bis wir nun wieder unten waren mit dem halbangeblasenen Boot - eine Ewigkeit - und schon längst waren die Bomben fällig - endlich waren wir auf 20 Meter, und da krachten auch die ersten Bomben, aber ohne zu treffen
    ".
    /tegoż "U-Boote am Feind: 45 deutsche U-Boot-Fahrer erzählen", 2013, s. 69; podkreślenie - moje/


  22. 3 godziny temu, gregski napisał:

    Zastanowiła mnie też „zielona woda” zawarta we wspomnieniach admirała Donitz’a jaka miała się dostawać do wnętrza włoskich jednostek

     

    Początkowo wydawało mi się, że  "zielona woda" to po prostu woda, przecież dla jednych toń morza może być niebieską a dla innych zieloną, ja przynajmniej często widzę zielone morze gdy ma kobiełka określa je jako niebieskie. Przygotowałem nawet kilka potwierdzających to przykładów:

    "ll record begins with the gleaming new tanker San Demetrio, shoving through the ocean 700 miles west of Cape Clear, Ireland, one in a thirty-eight-ship convoy, HX 84 (...) her Kincaid 8-cylinder engine chugging on, plowing through the sea. Finally, during the morning, the Kincaid broke down, so she had to drop out of the convoy on the open, broad Atlantic and come to a stop on the blank face of the ocean for engine repairs. She slipped out of drive, steadily, slowly lost way, and drifted to a halt on the trackless ocean expanse. The San Demetrio sat as the engineers went below to the engine. They tinkered, worked on the engine -- burning oil, not coal. The repairs took sixteen hours; after that, she got underway, her big propellers biting into the deep green water, and she picked up head, rejoining the convoy that night".

    /D.F. White "Bitter ocean: the Battle of the Atlantic, 1939-1945"; New York 2006; fragment udostępniony przez Library of Congress na stronie: catdir.loc.gov/

     

    "Subs Ride Out Rough Weather in Exercises.
    As in actual war, U.S. submarines played a vital role in the Argentia exercises, firing training torpedoes at surface craft to lend a touch of realism. Mother Nature joined in to add her realistic touch, blowing up two sharp gales which tossed green water over submarine bridges on many occasions. The sturdy submarines, however, rode out the storms with no serious casualties. The keen attention to duty and high morale characteristic of the submarine service were exhibited by all hands. Missions were well-executed and the exercises were considered an excellent test of submarine personnel and material (...)

    Days before the attack-transports were scheduled to appear for the attack, the underwater demolition team aboard their APD had been working under theoretical gunfire support from ships off shore, in the early dawn and during nights to clear the sections of shoreline chosen for assault. In wartime most of the likely beaches are apt to be mined, barbed-wire entangled and frequently spiked with iron and concrete barriers. The Navy’s “frogmen” solved the problem of clearing these theoretical obstacles from the cold waters of the North Atlantic.
    After plowing through heavy seas in which the small auxiliary ships with the big transports took green water from stem to stern, the Second Task Fleet lay-to off Newfoundland in a cold morning in November
    ".

    /"Target Argentia", "All Hands", The Bureau of Naval Personnel Information Bulletin, number 371, January 1948, s. 17/

     

    Jednakże "pogrzebawszy" nieco głębiej natknąłem się jednak na taki termin w angielszczyźnie, ogólnie oznacza to wodę zalewającą np. pokład przy dużym sztormie mogącą go nawet uszkodzić czy zatopić. Znalazłem takie objaśnienia doktora Bastiaana Buchnera, prezydenta Maritime Research Institute Netherlands, który zresztą doktoryzował się pracą "Green Water Loading on Ship Type Offshore Structures":

    "In heavy storms, the waves and ship motions can become so large that water flows onto the deck of a ship. This problem is generally known as ‘green water loading’. On ship-type offshore structures green water loading can result in risk for the ship, its crew and its sensitive equipment. Therefore, it should be taken into account in the design of such structures. Based on a historical overview of green water research it was concluded that there is limited insight in the physics of the complex green water problem, which results in a wide range of assumptions in prediction methods. Existing research was also not focussed on moored offshore structures in extreme environmental conditions (‘100 year storms’) and there is very limited insight in the loading process on structures on the deck. Finally, the important problem of green water loading from the side of the vessel has not been studied before. Therefore, the main objective of this study was to develop methods for the evaluation of green water on ship-type offshore structures based on a clear description of the green water physics. To achieve this objective, first the physics of the green water process on the bow were studied using two series of initial model tests. Based on these tests this process was described in the following phases: 1. Motions and relative wave motions 2. Water flow onto the deck 3. Water behaviour and loading on the deck 4. Green water impact on structures It was concluded that in all phases of the green water problem non-linear and highly complex phenomena occur. Consequently, the green water problem cannot be predicted with existing linear prediction methods. New numerical methods still need significant further development, integration and validation before they can be used to predict the green water as a whole within a reasonable timeframe. Therefore, a semiempirical design evaluation method was proposed, to predict the green water problem from the input (extreme relative wave motions) to the output (predicted load levels) based on a clear description of the green water physics. This semi-empirical design evaluation method has been developed using a systematic series of model tests. The building blocks of the method and their relations are presented in detail in the thesis and based on the phases in the green water process. The problem of green water loading from the side of the ship is taken into account as well. The development of the method is completed with a review, together with recommendations for its application in relation with metocean (wind, wave and current) data and structural response analysis. Finally, the numerical prediction of green water loading is discussed. A number of methods have been evaluated based on the specific requirements related to the physics of green water loading. A numerical method for the prediction of green water loading should be able to deal with: • Water entry of a flared bow structure. • Complex flow onto the deck, including the discontinuity at the deck edge. • ‘Hydraulic jump’-type shallow water flow on a moving ship deck. • Meeting water flows on the deck. • Short duration water impact on a structure. • Overturning flow after run-up of the water in front of the structure...".

    /tegoż "Green water on ship - type offshore strutures"; tekst dostępny na stronie - marin.nl/

     

     

    A tak na marginesie, termin "green water" jak najbardziej egzystuje w terminologii wojskowości morskiej, ale nie chodzi o samą wodę:

    "The general pattern of naval classification turns to linking geography with these mission types. Specifically, the geographical criteria can be divided into two categories namely, operational environment and what is commonly reffered to as 'reach', the distance from home that a navy can effectively operate. Operational environment can be broken down into the broad categories of 'blue water' and 'non-blue water'. The latter category can be broken down further into 'green water' and 'brown water', the former reffering to offshore, coastal waters and the latter to the waters of inland rivers. The norm is to associate power-projection navies with blue water, coastal and territorial defense navies with either green or brown water, and constabulary navies with green water".

    /M. Lindberg, D. Todd "Brown-, Green-, and Blue-water Fleets. The Influence of Geography on Naval Warfare, 1861 to the Present", Westport 2002, s. 196/

     


  23. 45 minut temu, euklides napisał:

    No i przy okazji, jak zwykle, jest tu poprzestawiana chronologia wydarzeń, bo masakry wrześniowe miały miejsce przed thermidorem

     

    Żadna chronologia nie została przestawiona, odnoszę wrażenie, że euklides po prostu nie zna języka francuskiego tak jak mu się zdaje i nie za bardzo potrafi z sensem przeczytać cudzy tekst w tym języku.

     

    47 minut temu, euklides napisał:

    A co do owych wymienionych przez Ciebie pozycji to mnie zaskoczyłeś. Przecież określenie terror, terroryzm mają raczej charakter prawniczy a język używany w naszych aktach prawnych nie pokrywa się z tym słownikowym

     

    Dlatego euklides zdefiniował terror/terroryzm i represje nie za pomocą słownika, nie za pomocą jakiegoś kodeksu, nie za pomocą książki prawniczej, a za pomocą powieści.


  24. 23 godziny temu, jakober napisał:

    Ale u Jana kolejność jest inna, dlatego zwróciłem na ten zapis uwagę.

    Rzymski namiestnik wyprowadza ubranego w purpurę oskarżonego przed tłum, a potem mówi: „Nie znajduję w nim winy.” „Oto człowiek.”

     

    Tylko trzeba zwrócić uwagę na fragment wcześniejszy, który pośrednio potwierdza sens komentarza L. Morrisa.

    Chronologia janowa wygląda przecież tak: Żydzi przyprowadzają do pretorium Chrystusa, tam Piłat go przesłuchuje, po słynnym "Królestwo moje nie jest z tego świata" następuje dalsza indagacja i znów pada pytanie: "A więc jesteś królem?" i odpowiedź: "Tak, jestem królem". Piłat wychodzi do Żydów oznajmia, że nie znajduje w Jezusie winy, zgromadzeni optują za uwolnieniem Barabasza. Piłat nakazuje biczowanie Jezusa, "A żołnierze uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym. Potem podchodzili do Niego i mówili: 'Witaj, Królu Żydowski!' I policzkowali Go". Ja tu widzę w przydaniu tych dwóch atrybutów jedynie sens szyderczy. Wyprowadzenie go przed tłum w koronie i płaszczu to już chyba jedynie logiczna konsekwencja przebrania.

     

    A jeśli chodzi o zastrzeżoną barwę czy ew. pomyłkę, to czyż w wielu słownikach biblinej greki przy terminie "χλαμύς " nie przywołuje się Appiana, który napisał o żołnierzu odzianym w purpurę (choć nie wiem w jakim kontekście):

    χλαμύς - Appian, Bell. Civ. 2, 90, § 377 [χ. of the Roman soldier's cloak=2, 150 ἡ πορφύρα].

×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.