Jump to content

Bronek

Użytkownicy
  • Content count

    314
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Bronek

  1. „Manifest Komunistyczny” ujrzał światło dzienne w 1848 roku. Komunizm w założeniu miał być receptą na „uroki” kapitalizmu, nie bez kozery nazywanego wilczym. Czy można wobec tego uznać, że XIX-wieczni przemysłowcy przyczynili się do powstania doktryny komunistycznej w takim samym stopniu jak Marks i Engels? Innymi słowy, czy gdyby nie panujący w XIX-wiecznych fabrykach wyzysk, to czy komunizm jako idea w ogóle by zaistniał?
  2. Jaka przyszłość polskiej lewicy?

    Ad1.No nie. Napisałem, że chodzi mi o pracownika najemnego- czyli takiego, który pracuje za pieniądze. Zatem mówiąc tu o wykonywanej przez niego pracy, mam na myśli pracę za wynagrodzeniem. Ad2.Na to mogę odpowiedzieć argumentem użytym już przez Atrixa oraz wcześniejszymi swoimi, i wrócimy do punktu wyjścia. I znów ani Ty nie przekonasz mnie, ani ja Ciebie. I tak powoli wpadamy w błędne koło.
  3. Jaka przyszłość polskiej lewicy?

    Tomaszu: A gdzież ja tu dostrzegam warianty? Powtórzę: To, czy pracownik najemny jest osobą pracującą, czy bezrobotną, zależy od tego, czy ma pracę, czy nie. Kryterium jest praca. Czy posiadanie kochanki jest pracą? Pytasz, w jakich kategoriach rozpatrywać utrzymywania się z żebractwa, czy to nie jest też swojego rodzaju praca. Otóż nie; żebranie jest to źródło utrzymania żebraka, alternatywne względem pracy. Bo są różne źródła utrzymywania się: praca, żebractwo, bycie utrzymywanym przez kochanki, rodzinę itp. Czyli to, co nazywasz błędnie „wariantami” bezrobocia. Jeżeli na ulicy zaczepi Cię żebrak, to wcale nie wyjmiesz z portfela stu złotych i mu nie dasz, tylko mu powiesz, żeby się wziął do roboty. A tu na forum stawiasz pytanie, czy żebractwa nie należałoby rozpatrywać w kategoriach pracy. Zarzucasz mi, że stale nawiązuję do Korwina. Owszem, nawiązuję, ale dlatego, że od Korwina i sukcesu sondażowego jego formacji rozpoczęła się ta dyskusja. Gdyby się rozpoczęła od Platformy Obywatelskiej, to bym nawiązywał do Platformy. Poza tym celowo unikam wprowadzania kolejnych pojęć w wątku, bo jak np. napiszę, że „partia liberalna w rodzaju Platformy robi to i tamto” to zaraz jakiś zwolennik skrajnego liberalizmu wrzuci jednowierszowy wpis typu: „To platforma jest liberalna? Przecież to same socjalisty!!!” oczekując, że w odpowiedzi będę pisał piętnastostronicowy elaborat pełen rozważań, czy Platforma jest liberalna, czy socjalistyczna, czy może jeszcze jakaś inna. Co do czterdziestoletniego złego spawacza- to mogę odbić piłeczkę pisząc, że ten przykładowy czterdziestoletni spawacz to czterdzieści lat ŻYJE a nie pracuje jako spawacz. Spawać mógł przez pół roku, potem go wyrzucili, i przez pięć lat jest z tych czy innych powodów bezrobotnym. Ale to nie znaczy, że będzie bezkrytycznie wierzył we wszystko, co mu się starają wmówić te czy inne partie. Secesjonisto: Od 1 lutego 2011 r. nieprawdą jest, że "bezrobotny to osoba utrzymująca się z pracy najemnej, nie mająca pracy"? Dlaczego?
  4. Jaka przyszłość polskiej lewicy?

    Tomaszu, określenie „ osoba utrzymująca się z pracy najemnej” oznacza, że nie jest ona uczniem, studentem, inwalidą na rencie, emerytem, literatem itp. Innymi słowy, jest pracownikiem najemnym. To, czy pracownik najemny jest osobą pracującą, czy bezrobotną, zależy od tego, czy ma pracę, czy nie, a nie od tego, czy ma rodzinę, czy nie, czy ma odłożone pieniądze, i je powoli przejada, czy może nie ma, bo zarabiał wcześniej na tyle mało, że odłożyć nie miał z czego. To właśnie miałem na myśli. A nie to, że jeżeli bezrobotnego utrzymuje żona, to on nie jest już bezrobotnym. Jeżeli bezrobotny pójdzie żebrać pod kościół, to też przestaje być bezrobotnym? Jeżeli przytakniesz, to chyba tylko z przekory. Twoje drugie pytanie brzmi: „Jak można się znać na gospodarce i być tak długo bez pracy i dochodów ? Jest to możliwe gdy: - Ktoś wybrał nietrafnie zawód lub - Ktoś nie jest dobry w tym co chce robić, ale nie chce się (przez 5 lat) przebranżowić - Ktoś ma tzw. luźne podejście do "dyscypliny pracy" ("zgrany slogan liberałów") Który z nich Twoim zdaniem zna się na gospodarce?” Moim zdaniem – każdy z nich może znać się na gospodarce. Jeżeli ktoś… - wybrał nietrafnie zawód- mieszkając w maleńkiej miejscowości został magistrem historii o specjalności archeologia środziemnomorska -nie jest dobry w swoim fachu- został spawaczem, a nie umie nic przyspawać, i mimo to upiera się, żeby dalej być spawaczem -ma „luźne podejście do dyscypliny pracy” czyli po prostu „ma zbyt długie paznokcie” do pracy …to wprawdzie odniósł porażkę w swoim zawodzie, i dlatego jest bezrobotnym przez pięć lat, ale to nie znaczy, że da się nabrać na wydumane koncepcje Korwina-Mikke. Właśnie nie daje się na nie nabrać, i to dowód, że na gospodarce zna się wystarczająco, aby na Korwina nie głosować. Natomiast piętnastoletni uczeń na takie koncepcje daje się złapać, i na Korwina głosuje. Innymi słowy, można być złym spawaczem, a równocześnie zdobyć w ciągu tych czterdziestu lat życia wystarczająco dużo wiadomości, by wiedzieć, czy koncepcje danej partii mają szanse się sprawdzić w praktyce, czy też nie. I czy warto na tą partię oddać głos, czy nie. I to jest sedno naszych rozważań. Bo pytając, czy bezrobotny z pięcioletnim stażem zna się na gospodarce, rozważamy to w kontekście informacji, że aż 27,19% młodzieży popiera Nową Prawicę, a nie sprzeczamy się o to, czy bezrobotni są z natury geniuszami ekonomii (patrz posty nr 186 i 187).
  5. Jaka przyszłość polskiej lewicy?

    Tomaszu; nie liczyłem, że się „uwikłasz” w Korwina. Stwierdziłem, że Korwin to efekciarz, Ty stwierdziłeś, że nie , więc rozwinąłem swoje stwierdzenie, żebyś mi nie zarzucił, że jestem gołosłowny. Co do odpowiedzi Atrixa, nadal uważam, że jest trafna. Mnie przekonał. A Ty, zamiast uzasadnić, że wypowiedź Atrixa jest bzdurą, odpowiadasz mu postawieniem kolejnego pytania. Taki trochę egzaminator z Ciebie jest, a nie dyskutant. Wracając do postu przedatrixowskiego: Co to znaczy: „być na bezrobociu”? „Być na bezrobociu” to potoczne określenie bezrobotnego („on jest na bezrobociu” = „on jest bezrobotny”). Kto to jest bezrobotny? Bezrobotny to osoba utrzymująca się z pracy najemnej, nie mająca pracy. I nie ma żadnych „wariantów”. Bezrobotny utrzymywany przez żonę to już nie jest bezrobotny? Bo tak chyba należy rozumieć określenie „osoba na czyimś utrzymaniu, nie mająca potrzeby myślenia o szukaniu pracy”. Albo - jak może być „wariantem bezrobotności” praca u kogoś na czarno? Zatrudnianie pracownika na czarno to działalność przestępcza, stojąca poza prawem. Rentier? Rentier nie utrzymuje się z pracy najemnej. „Osoba zarejestrowana jako bezrobotna, ale nie zainteresowana podjęciem stałej pracy”? – zgrany slogan liberałów, mający przekonać społeczeństwo, że bezrobotny to pasożyt, który tak naprawdę wcale nie myśli o podjęciu pracy, ale woli być „zarejestrowany” – więc czemu takim wypłacać zasiłek? (Tomaszu, ja tez czasem czytam prasę i oglądam telewizję). Oczywiście, swoją definicję bezrobotnego mają też urzędy pracy, ale to można pominąć, jako że kryteria są ustalane arbitralnie .
  6. Jaka przyszłość polskiej lewicy?

    Tomaszu, proszę nie rozmywać tematu. Jeżeli na każde określenie będziesz stosował swoją własną interpretację, to nie ruszymy naprzód z dyskusją. Atrix udzielił Ci trafnej, zwięzłej odpowiedzi, a Ty proponujesz abyśmy, niczym greccy filozofowie, szukali odpowiedzi na pytanie, czy oprócz bezrobocia, które jest bezrobociem, jest też bezrobocie, które bezrobociem nie jest.
  7. Jaka przyszłość polskiej lewicy?

    Jak można mieć pojęcie o gospodarce i być pięć lat na bezrobociu w kwiecie wieku produkcyjnego? Dlaczego nie? Nie widzę tu żadnej sprzeczności. Zaś co do Korwina, to jednak będę się upierał, że to efekciarz. Zamiast np. napisać zwyczajnie, że uważa demokrację za zły system, to wyraz „demokracja” wykropkowuje niczym jakiś wulgaryzm (D…kracja). Zamiast powiedzieć, że według niego jeżdżenie w zapiętych pasach niesie większe niebezpieczeństwo niż jazda bez pasów, to opowiada, że ma chorobę- tu pada jakaś wymyślona nazwa- która polega na tym, że nie lubi palić się żywcem w rozbitym samochodzie. Itp., itd. Nawet ta jego muszka- kreuje się na osobę z wyższych sfer, przedwojennego hrabiego? Ja to tak odbieram. Teraz dwa słowa wyjaśnień, dlaczego uważam, że Korwin u władzy narozrabiałby jak pijany zając. Kiedy patrzę na gościa, na jego zachowanie, sposób wysławiania się, to moje wrażenie jest jedno- Korwin jest niezrównoważony emocjonalnie (podkreślam: nie – chory psychicznie, lecz niezrównoważony emocjonalnie, to dwie różne sprawy). Widać u niego brak opanowania (np. w którejś tam „Kropce nad I” podczas dyskusji z działaczem PIS-u bodajże) i zbyt częste używanie epitetów (kiedy o politykach, czy urzędnikach mówi: „To są ban-dyci. Ban-dyci. Ban-dyci to są”). On sam chyba wie, że wyskakując z czymś takim publicznie, od razu stawia się na marginesie życia politycznego i na zawsze skazuje się na niszowość. Według mnie on wcale nie myśli na serio o zdobyciu władzy, chce tylko brylować i popisywać się. (Czyli znów wychodzi na to, że to efekciarz…). A gdyby Korwin istotnie wygrał wybory i miał możność wcielić swoje idee w życie to przy jego impulsywności najpewniej- -redukując kadrę urzędniczą (której nie lubi) zwolniłby o te parę tysięcy urzędników za dużo i sparaliżowałby administrację -spowodowałby poważne zamieszki społeczne, -wprowadziłby dyktaturę i zamordyzm -nie oddałby władzy, bo nie lubi demokracji, czyli mielibyśmy drugiego Łukaszenkę. Czyli taki dość czarny obraz. Przynajmniej jak dla mnie.
  8. Jaka przyszłość polskiej lewicy?

    Secesjonisto: Moim zdaniem czterdziestolatek będący „na bezrobociu” od pięciu lat z pewnością wie więcej o gospodarce aniżeli piętnastoletni uczeń. Choćby dlatego, że „uroków” tejże gospodarki doświadczył już na własnej skórze. Piętnastolatek natomiast o gospodarce wie tyle, co usłyszał w telewizji albo od rodziców; sam jeszcze ani nie pracował, ani nie prowadził firmy, ani nie musiał martwić się z czego utrzymać rodzinę lub spłacić kredyt. Tomaszu: Nie uważam, że obecna szkoła manipuluje młodzież „na lewo”, wręcz przeciwnie. Zaś użyte przeze mnie określenie „27% wagarowało” to zwrot retoryczny- miałem tu na myśli, że młodociani zwolennicy Nowej Prawicy nie zdają sobie sprawy, że Korwin na stanowisku premiera czy prezydenta narozrabiałby jak pijany zając. Albo raczej jak ta małpa z bajki. (Wiem, zaraz powiesz, że nieprawda, bo wiele postulatów Korwina jest rozsądnych i słusznych, itp. Ale w tym wątku nie rozważamy, czy Nowa Prawica ma słuszność, czy nie, lecz dyskutujemy na temat przyszłości współczesnej lewicy, zaś o Korwinie i Nowej Prawicy jest już zapewne na tym forum osobny temat).
  9. Jaka przyszłość polskiej lewicy?

    Młodzież szkolna istotnie w większości popiera Korwina. 27,19 % - to dużo. Gdyby to było 1 – 2 %, to można byłoby przejść nad tym do porządku dziennego. Ale przy ponad 27% to już trzeba się zastanowić, dlaczego młodzież tak wybrała. Ano dlatego, że jest – młoda. Niedojrzała, zielona, łatwowierna, podatna na manipulację i łatwo daje się uwieść taniemu efekciarstwu. Dlatego wyciągnięty w przeddzień wyborów z lamusa i otrzepany z politycznego niebytu Korwin jawi im się jako kolorowa, barwna postać, pozytywnie odbijająca od sztywnych, silących się na powagę i dostojeństwo polityków. Dla nieopierzonych gimnazjalistów i licealistów Korwin to coś w rodzaju szeryfa, który jak wpadnie do Saloonu, to zrobi porządek ze wszystkimi łobuzami. Trzeba go tylko do tego Saloonu wpuścić… Tak sobie myślę, że te 27% wagarowało, kiedy na lekcjach języka polskiego przerabiano „Bajki” Krasickiego. W jednej z nich, król zwierząt, Lew, powierzał funkcję ministra po kolei różnym zwierzętom, Aż w końcu wybrał małpę. Efekt był do przewidzenia- „król się śmiał, śmiał minister, płakali poddani”. Konkludując: - smutne jest, że Nowa Prawica cieszy się aż tak dużym poparciem wśród młodzieży, - krzepiące jest, że większość młodzieży z tego wyrośnie, - dyskusyjne jest , czy młodzież, która dopiero sama się uczy, może być uznawana za autorytet w sprawach gospodarki i polityki. W ogóle odsetek zwolenników neoliberalizmu i wyścigu szczurów jest wśród licealistów i studentów nieproporcjonalnie duży już od dawna. Jak trafnie zauważył pewien dziennikarz, dzieje się tak dlatego, że każdy licealista i student jest przekonany, że to właśnie on będzie tym najbardziej bezwzględnym, najszybszym szczurem. Wejdzie do elity, cieszącej się wszelkimi przywilejami, więc co go obchodzi, jaki jest poziom życia reszty społeczeństwa. Przecież reszta to nieudacznicy, zera, które same nie umieją pokierować swoim losem. Dopiero potem, kiedy przyjdzie im wejść w dorosłe życie, rzeczywistość weryfikuje te sny. I procent miłujących Nową Prawicę raptownie spada.
  10. Po upadku Powstania Styczniowego rząd carski z zaangażowaniem przystąpił do zacierania śladów polskości w „przywiślańskim kraju”. Światłe warstwy społeczeństwa starały się temu trendowi przeciwstawić, ale już od indywidualnej postawy każdego Polaka zależało, czy zostaną w tej walce osamotnione, czy też nie. Pokaźną grupę zamieszkującą tereny zaboru rosyjskiego stanowili Żydzi. Dla uściślenia dodam, że chodzi mi tu nie o Polaków pochodzenia żydowskiego, czy też Polaków mających w rodzinie kogoś o tym rodowodzie, lecz o osoby deklarujące się za Żydów, wyznające judaizm, zachowujące ubiór i obyczajowość żydowską. Czy ludzie ci popierali kultywowanie polskości i opór przeciwko rusyfikacji, czy też nie? Za punkt wyjścia do rozważań niech posłuży przypomnienie postaci Wilhelma Feldmana- zasłużonego polskiego historyka pochodzenia żydowskiego. Feldman jako kilkunastoletni chłopiec zabrał głos w synagodze nawiązując do przypadającej właśnie 200 rocznicy odsieczy wiedeńskiej i zasług Jana III Sobieskiego.(nawoływał wówczas do zdecydowanego udzielenia poparcia Polakom w konflikcie z władzami rosyjskimi). Podjęcie niewygodnego tematu sprawiło, że został poturbowany i wyrzucony z synagogi. Zgromadzeni tam starozakonni dali wyraz swoim odczuciom- nie chcieli wchodzić w konflikt z zaborcą. A przecież żyli od pokoleń na ziemi polskiej, uważali to państwo za swoją ojczyznę. Kiedy Rzeczpospolita istniała, cieszyli się przywilejami, a nawet opieką królów, więc kiedy kraj popadł w niewolę, czy nie powinni solidaryzować się z Polakami, zamiast z caratem? Czy też może powinni w tym konflikcie stać z boku?
  11. Obecnie również funkcjonuje odpowiednik przeznaczonych dla wybrańców sklepów „za różowymi firankami” - są to sklepy wielkopowierzchniowe typu „Selgros” czy „Makro” . Placówki te oferują sprzedaż TYLKO osobom prowadzącym działalność gospodarczą. Reszta plebsu nie ma tam wstępu. Ganimy zjawisko sklepów „za różowymi firankami” za komuny – i słusznie- ale tolerujemy analogiczny kwiatek dzisiaj. Natomiast co do kolejek: owszem, były w Polsce Ludowej kolejki. Owszem, było to zjawisko uciążliwe. Z tym, że obecnie również trzeba w kolejkach postać – do kasy w sklepie czy do okienka na poczcie. Dlaczego? Bo sklep (samoobsługowy, o większej powierzchni) czy poczta, żeby zaoszczędzić na etatach, zatrudnia połowę personelu, jaki powinien być w danej placówce, żeby funkcjonowała normalnie. I efekt mamy taki, że np. w sklepie jest pięć kas, a czynne są dwie. Podobnie na pocztach. Wniosek z tego co napisałem powyżej wypływa taki, że dostrzegamy i wytykamy uciążliwości „realnego socjalizmu” a nie widzimy, że takie same zjawiska istnieją i dziś, w naszej świetlanej rzeczywistości.
  12. Książka, którą właśnie czytam to...

    Tworzenie nowej pseudohistorii na feministyczną modłę. Nie polecam.
  13. Zatem "stanie na szatni" jest ujmą dla honoru. A tyle się opowiada, że ponoć żadna praca nie hańbi...
  14. Uwarzam Rze Historia

    W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie.
  15. L. Kowalski "Pamiętnik byłego komunisty"

    Jestem przekonany, że po przeczytaniu tej książki wszyscy jej czytelnicy dojdą do tego samego wniosku: lepiej jest być profesorem fizyki w bogatych i demokratycznych Stanach Zjednoczonych niż szarym zjadaczem chleba w ubogim i totalitarnym Związku Radzieckim. Tylko czy trzeba aż czytać wspomnianą książkę, aby do tego dojść? Niewątpliwie interesujący jest opis wewnętrznych przeżyć i przemyśleń człowieka, który miał możność skonfrontować ze sobą dwa światy – zamożny świat zachodu i siermiężny komunizm, czy tam realny socjalizm, jak kto woli. Ja jednak sądzę, że dużo ciekawsze byłoby, gdyby Autor trafił ze stalinowskiego ZSRR nie do Francji i Stanów Zjednoczonych, a np. do Chile epoki Pinocheta. I gdyby te dwa kraje -ZSRR i Chile- ze sobą porównał i jeszcze to opisał, to konkluzja takiej książki byłaby, jak podejrzewam, bardziej złożona niż proste stwierdzenie, że USA są przyjemniejszym krajem niż Stalinland.
  16. Amnestia

    W latach 80-tych skazano pewną ilość przestępców na najwyższy wymiar kary, czyli krótko mówiąc, na karę śmierci. To właśnie te wyroki miałem na myśli pisząc, że zapadły, ale ich nie wykonano. (A na mocy amnestii ZMIENIONO je później na karę 25 lat pozbawienia wolności).
  17. Amnestia

    Nie mogę się z Tobą zgodzić. Odbyły się procesy, zapadły wyroki, ale ich NIE WYKONANO. Amnestia, czyli perspektywa wypuszczenia na wolność tych zbrodniarzy, to bodajże pierwszy „prezent” jaki otrzymało społeczeństwo od solidarnościowego rządu.
  18. No cóż, w swoim poście sam sobie odpowiedziałeś na pytanie, co warta jest książka pana profesora. Żyjemy w świecie poprawności politycznej i przyklaskiwanie wojującemu feminizmowi jest jedyną dopuszczalną interpretacją dziejów ludzkości. „Pisząc w ten sposób autor dopasowuje materiał do swojej tezy” – trafnie to ująłeś. Mogę Cię tylko pocieszyć, że u nas pod tym względem nie jest jeszcze tak najgorzej – w niektórych innych krajach w księgarniach zalegają całe tony podobnych „arcydzieł”. A od siebie dodam dla wszystkich jedną dobrą radę: życie jest takie krótkie, więc nie marnujcie czasu na czytanie podobnych bzdetów.
  19. Polacy i ich odpowiedzialność za zagładę Żydów

    Skoro podczas okupacji Polacy nie mogli działać w sposób zorganizowany, to na jakiej podstawie oskarżasz ich o współudział w zorganizowanym przeprowadzeniu zagłady Żydów ? (holocaust = zorganizowana eksterminacja) Dostrzegam tu logiczną sprzeczność w Twoim rozumowaniu.
  20. Polacy i ich odpowiedzialność za zagładę Żydów

    Widłobrody, jak rozumiem, oskarżasz Polaków o współudział w realizowaniu HOLOKAUSTU. Podkreślam, holokaustu, czyli planowej i zorganizowanej eksterminacji CAŁEJ NACJI żydowskiej. Lecz jakoś nie dostrzegasz faktu, że masowe mordy na Żydach bynajmniej nie miały miejsca w niepodległej Drugiej Rzeczypospolitej, lecz w czasie okupacji, kiedy kraj był we władzy Niemców. (Podszepnę Ci, bo może tego nie wiesz, że w świetle prawa to okupant bierze na siebie odpowiedzialność za to, co dzieje się na terenach przez niego opanowanych). Skoro według Ciebie Polacy aż tak się palili do unicestwiania Żydów, to czemu czekali z tym aż do niemieckiej okupacji? (Zresztą, kiedyś już chyba podałem taki argument, gdybyś poszukał, to pewnie byś znalazł).
  21. Swego czasu rozwinęła się na forum dyskusja na temat orła bez korony – czy jest to symbol narodowy, czy komunistyczny. Zdania były podzielone. Myślę, że równie ciekawe może być analogiczne pytanie dotyczące miasta Warszawy, a mianowicie: Czy dzisiejszą Warszawę można uważać za spadek po epoce komunizmu? Niby wiadomo, że Warszawa od dawien dawna była stolicą Polski itp., ale fizycznie Warszawa dzisiejsza i Warszawa sprzed wojny to dwa różne miasta. Warszawa obecna została postawiona po wojnie na gruzach starej, różni się od swojej poprzedniczki nie tylko zabudową, ale także rozkładem ulic. Poza tym decyzję o jej odbudowie podjęły i przeprowadziły władze komunistyczne, można więc pokusić się nawet o postawienie bardziej śmiałego pytania, a mianowicie, czy neo-Warszawa zasługuje na zaszczyt bycia stolicą niepodległej Polski? Co o tym myślicie?
  22. Nowomowa w III RP

    Niewątpliwym przykładem nowomowy jest tworzenie żeńskich form dla niektórych określeń, np. „psycholożka” zamiast „pani psycholog”. Stosowanie podobnych językowych dziwadeł jest niczym innym jak zachwaszczaniem języka, bo wyrazu „psycholożka” słownik języka polskiego nie zawiera. Poza tym sfeminizowanie określeń występujących jedynie w rodzaju męskim sprawia komiczne wrażenie – jak na przykład nazywać w wojsku paniusię- sapera? Saperka? Czy saperkini? Zresztą nawet same feministki podświadomie odczuwają śmieszność swojego żargonu. Kiedyś w telewizji leciała rozmowa z osobą, która przedstawiona została jako „socjolożka” , ale równocześnie wymagała, aby zwracano się do niej jako do „pani doktor” a nie do „doktorki”. A przecież chcąc być konsekwentną, powinna swój tytuł naukowy podawać w rodzaju żeńskim – „doktorka” . Zwyrodnieniem lingwistycznym jest też słówko „posłanka” stosowane na określenie kobiety – posła, podczas gdy dużo bardziej polskie brzmienie miałoby określenie „poślica”. Przynajmniej mnie bardziej się podoba. Osobiście sądzę też, że nieuzasadnione przerabianie wyrazów z rodzaju męskiego na żeński jest gorszym złem niż wtrącanie czysto angielskich słów. Bo przejmowania cudzoziemskich określeń chociażby w technice czy medycynie jest dość naturalne, natomiast kiedy pewna grupa osób „tworzy” własny język i wywiera presję na ogół, żeby uznał ich kalekie pseudosłowa za poprawne, wcale nie ubogaca tym polszczyzny, lecz przeciwnie – czyni ją mało komunikatywną i bełkotliwą.
  23. Szczecin do Niemiec

    Mecklenburg-Vorpommern? To jest w Polsce takie województwo?
  24. Szczecin do Niemiec

    To Szczecin leży na Śląsku? von schlesien chyba jest trochę na bakier z geografią...
  25. Może zalegał ze składkami?
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.