Jump to content

Granat

Użytkownicy
  • Content count

    861
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Granat

  1. Inne alkohole

    Jest temat o piwie. A ja np. wole pić wino! Dlatego temat o alkoholach innych niż piwo. Co lubicie? Co pijecie?
  2. Sport a Wy?

    Uprawia ktoś jakiś sport może z forumowiczów ? Jeżeli tak, to jak ( amatorsko itp ) Ja uprawiam koszykówkę :] Trenuję na Warszawskiej Polonii. Jesteśmy w naszym roczniku ( '93 ) 4 drużyną w Polsce ( chociaż mogliśmy być wyżej :/ A z Mistrzem Polski przegraliśmy tylko 4 pkt :/ ) i 1 na Mazowszu. Z racji tego gramy też w rocz. '92 ( kadeci ) No i tutaj jesteśmy gdzieś tak w środku stawki na Mazowszu... Trenuję 5 razy w tyg. 1,5-2 h od poniedziałku do piątku, czasem jeszcze sobotę... Jednak cieszę się że zacząłem uprawiać ten sport. Dzięki niemu trzymam linię, jestem odporniejszy i silniejszy :] Naprawdę polecam koszykówkę! Po opanowaniu podstaw ( kozioł, rzut z bliska, dwutakt i reguły :] ) okazuję się że jest to jeden z najlepszych i najszybszych sportów halowych. I wzrost nie ma tu nic do rzeczy ! Niestety w Polsce mało jest promowana koszykówka :/ Do najbliższego boiska do nogi mam 200m a do kosza 1 km :/
  3. Reggae

    Czy słuchacie tej muzyki ? Co o niej sądzicie ? Zapraszam do dyskusji
  4. Wasz ubiór

    Właśnie... Jaki ubiór preferujecie ? Zapraszam do dyskusji
  5. Atol Tarawa

    Desant Amerykanskiej Piechoty Morskiej na Atol Tarawa. Co o tym sądzicie ? Czy było to potrzebne ? Wstęp: Krwawe ladowanie mariens z olbrzymimi stratami dla jankesow. Barki desantowe osiadały na mieliznach a te ktore wplywaly w atol ( taki jakby krag wysepek ? ) byly ostrzeliwane z kmow znajdujacych sie praktycznie wszedzie ( jak sie wydawalo amerykanom ) wiec ktokolwiek wybieg z barki za dlugo nie przetrwal. Walki trwaly caly dzien az zajeto czesc plazy. Japonczycy zdajacy sobie sprawe ze przegrali rozebrali sie do pasa i z katanami ruszyli na amerykanow. Nastala walka wrecz w ktorej o dziwo amerykanie uszanowali poswiecenie wroga i nikt nie wystrzelił. Dowodca japoncow popelnil honorowe samobojstwo
  6. Niedawno spotkałem człowieka, którego ojciec mieszkał na Pradze jeszcze długo przed wojną. Ten człowiek zobowiązał się kultywować "język warsiaski" czyli gwarę na wymarciu... Moje pytanie jest takie : Czy to przypadkiem nie Powstanie dobiło tą jakże ciekawą gwarę ( im więcej ją poznaje tym bardziej mi się podoba - patriotyzm lokalny ? :] ) Bo przecież zanikła ona po '45 kiedy to do Warszawy zjechało się ludzi z każdej strony kraju aby ją odbudowywać... A to w czasie Powstania właśnie wyburzono najwięcej.... Co o tym sądzicie ?
  7. [center:f7549bece8]Piętnaście minut w bloku 24[/center:f7549bece8] W niemieckich obozach koncentracyjnych przez kilka lat funkcjonowały pod zarządem SS domy publiczne dla więźniów. Do niedawna jednak nie wypadało o tym głośno mówić – Na dole stał wyznaczony więzień funkcyjny. Wręczało mu się specjalny talon o wartości dwóch obozowych marek. Taka była cena. Potem szybka kontrola weneryczna i jeżeli wszystko było w porządku, dyżurujący esesman wyznaczał odpowiedni pokój. Dostawało się numerek i szło na piętro. Każda dziewczyna miała tam swoje pomieszczenie –opowiada były więzień Auschwitz, który korzystał z obozowego domu publicznego. Dwie marki kosztowała wówczas paczka papierosów. – Pokoje urządzone były jak w normalnym domu. Łóżko, jakiś stolik, firanki. Dziewczyny były ubrane bardzo ładnie, w cywilne przyzwoite ubrania. Nikt, kto nie spędził kilku lat za drutami, nie zrozumie, jakie wrażenie mógł wywoływać na nas taki widok. Co było dalej? Jak to co? Robiło się swoje. Potem sanitariusz dezynfekował członka jakimś płynem i szło się z powrotem do swojego baraku. Rozkaz o powstaniu obozowych domów publicznych wydał w 1941 roku osobiście Heinrich Himmler. W założeniu prawo wstępu do tych przybytków miało być nagrodą za dobre sprawowanie i wytężoną pracę. W ten sposób SS chciało również zapobiec szerzącemu się wśród więźniów homoseksualizmowi. Ostatecznie domy publiczne powstały w dziesięciu obozach na terenie Trzeciej Rzeszy i okupowanej Polski. Jeden z nich latem 1943 roku został otwarty w Auschwitz. – Umieszczono go w bloku numer 24. Pierwszym budynku po lewej stronie za bramą z napisem „Arbeit macht Frei” – mówi Piotr Cywiński, dyrektor muzeum znajdującego się na terenie byłego obozu. – Pracowało w nim kilkanaście kobiet. Była nawet jedna pani, która była odpowiedzialna za cały przybytek. Zwykły burdel w najstraszliwszej niemieckiej fabryce śmierci? – Uważa pan, że to dziwne? Tutaj był esesman, który zdzierał z więźniów skórę ozdobioną tatuażami i robił z niej abażury. To było dopiero dziwne. W Auschwitz siedzieli ludzie z krwi i kości i działo się tutaj wszystko, co jest związane z ludzką aktywnością – mówi Cywiński. [center:f7549bece8] Kobiety[/center:f7549bece8] Jerzy Bielecki (numer obozowy 243) przybył do Auschwitz pierwszym transportem jeszcze w czerwcu 1940 roku. Doskonale pamięta, jak otwarto dom publiczny. – Na wszystkich zrobiło to wielkie wrażenie. Pamiętam, że jak przechodziliśmy koło tego budynku do pracy, dziewczyny wychylały się z okien. Machały do nas, posyłały nam całusy. Wyglądały bardzo ponętnie. Oczywiście chłopaki odpowiadali tym samym i wkrótce robiło się zbiegowisko – opowiada. Gdy kobiety zostały sprowadzone do bloku numer 24, wydział polityczny obozu kazał zrobić im fotografie. – Przyszły do mnie roześmiane, rozluźnione. Bardzo ładne. Żartowały i piszczały przed obiektywem – opowiada Wilhelm Brasse (numer 3444), słynny fotograf z Auschwitz. Osiem Polek i siedem Niemek. – Rozmawiałem z nimi. Były zadowolone, bo dano im nadzieję. Niemcy obiecali, że jeżeli zgodzą się na pracę w burdelu, po sześciu miesiącach wyjdą na wolność. Poza tym dostały dodatkowe racje żywnościowe, ubrania. Szybko się jednak okazało, że były to obietnice bez pokrycia. Żadnej z nich nigdy nie wypuszczono – opowiada. Kobiety rekrutowano spośród więźniarek. Część z nich do tego zmuszono, część, przeważnie zawodowe prostytutki, zgłosiła się dobrowolnie. – To był wybór między domem publicznym a śmiercią. Wiele z tych kobiet, gdyby nie zdecydowały się na to zajęcie, skazanych byłoby na natychmiastową zagładę – tłumaczy Robert Sommer, niemiecki historyk, który przygotowuje na ten temat książkę. Udało mu się zidentyfikować 230 kobiet, które pracowały w domach publicznych na terenie obozów. Zdecydowana większość była Niemkami. Polek było 49. Poza tym kilka Ukrainek, Białorusinki, a nawet Holenderka. W samym Auschwitz pracowało kilkadziesiąt dziewcząt. Z ich usług mogli korzystać tylko Aryjczycy. Żydom wstęp surowo wzbroniony. SS nawet w domach publicznych było wierne ustawom norymberskim. Niemcy mogli spać z Niemkami, Polacy z Polkami lub innymi Słowiankami. – Tak było tylko w teorii. W praktyce więźniowie chętnie wymieniali się przyznanymi im numerkami. Szczególnie chętni na takie wymiany byli Niemcy. Polki były chyba ładniejsze – opowiada Brasse. [center:f7549bece8]Mechaniczny seks[/center:f7549bece8] Funkcjonowanie obozu zostało zaplanowane z iście niemiecką precyzją. – Wszystko odbywało się w mechaniczny sposób. Niemal jak w fabryce. Każdy więzień miał dokładnie 15 minut. Strażnicy podglądali przez judasza, czy wszystko odbywa się zgodnie z przepisami – mówi Robert Sommer. Więźniowie mogli bowiem zaspokajać swoje potrzeby tylko w pozycji klasycznej. Wszelkie odstępstwa od tej zasady traktowane były przez SS – zgodnie ze zdrowym narodowosocjalistycznym światopoglądem – jako seksualne wynaturzenie. Musieli również przed stosunkiem zdjąć buty. Oczywiście nie zawsze można było tego dopilnować, bo więźniowie wszelkimi sposobami starali się dostać do środka. – Nie wszyscy mieli możliwość otrzymać talony wstępu. Dlatego chłopaki kombinowali – wspomina Jerzy Bielecki. – Wszystkie okna na tyłach bloku 24 zostały zaślepione. Ale ludzie oczywiście znajdowali sposoby, żeby odgiąć deski i przedostać się do środka. Pewnego razu kilku kapo, Polacy i Niemcy, wynaleźli skądś długi sznur. Przerzucili go pomiędzy budynkami i w ten sposób wdarli się do środka. Ktoś jednak o tym doniósł i SS zrobiło na nich zasadzkę. Pamiętam, że dostali po dwadzieścia pięć batów na tyłek – dodał. Innym razem w domu publicznym nakryto przebywającego tam nielegalnie głównego pisarza obozowego, a raz nawet głównego kucharza. – Esesmani mieli ścisły zakaz korzystania z usług więźniarek. Ale oczywiście i oni potajemnie zakradali się do dziewczyn – relacjonuje Wilhelm Brasse. Domy publiczne funkcjonowały przez dwie godziny dziennie, po pracy. W niedzielę nieco dłużej. Dziennie przez blok 24 w Auschwitz przewijało się od kilku do150 więźniów. Oznacza to, że kobiety musiały czasami obsłużyć ośmiu mężczyzn w ciągu kilku godzin. Wtedy trzeba było czekać przedpokojami w kolejkach. [center:f7549bece8] Mężczyźni[/center:f7549bece8] Kim byli więźniowie, którzy chodzili do domów publicznych SS? – Przepustka do takiego specjalnego bloku była formą nagrody. A więc w dużej mierze klientami byli więźniowie dobrze żyjący z władzami obozowymi. Rozmaici funkcyjni, kapo, konfidenci – opowiada były więzień Auschwitz Józef Stós (numer obozowy 752). A najbardziej uprzywilejowani byli oczywiście więźniowie niemieccy. – To Niemcy tam łazili. Żaden szanujący się Polak nigdy by się tym nie zhańbił. Uważaliśmy się za więźniów politycznych, którzy są przetrzymywani bezprawnie i cierpią za ojczyznę. Korzystanie z takiego przybytku zafundowanego nam przez wroga uwłaczałoby naszej godności. Traktowaliśmy to jako obrzydliwość – mówi Stós. Inni świadkowie argumentują, że wielu więźniów było tak wycieńczonych katorżniczą pracą i głodowymi racjami żywnościowymi, że nie w głowie im były wizyty w burdelu. – Nieprawda. Chodzili wszyscy. I Polacy, i Niemcy – mówi więzień Auschwitz, który kilkakrotnie odwiedził blok 24. – Człowiek, który od kilku lat siedzi za drutami, nie myśli w takich momentach o ojczyźnie. Zastanawia się natomiast, czy następnego dnia jeszcze będzie żył. W koszmarze bloku 24 rodziły się nawet uczucia. – Jeden z moich kolegów, Polak, pracował w obozowej straży ogniowej. Wszystkie pieniądze wydawał na wizyty u jednej z dziewcząt, Irki. Zakochał się. Po wojnie podobno wzięli ślub i razem wyjechali do Kanady czy Australii – opowiada Jerzy Bielecki. W obozach na terenie Rzeszy również pierwszeństwo w korzystaniu z tak zwanych puffów mieli funkcyjni. – Najbardziej uprzywilejowanymi więźniami, którzy szli na daleko idącą kolaborację z zarządem obozu, byli niemieccy komuniści. I to oni byli najczęstszymi gośćmi w domach publicznych – mówi Insa Eschebach, dyrektor muzeum, które znajduje się obecnie na terenie byłego obozu kobiecego w Ravensbrü ck. To właśnie stamtąd rekrutowano dużą część kobiet. [center:f7549bece8]Zmowa milczenia [/center:f7549bece8] Przez dziesięciolecia obozowe domy publiczne były tematem, o którym głośno nie mówiono. Oczywiście w naukowej literaturze przedmiotu, a szczególnie we wspomnieniach więźniów, pojawiały się wzmianki na ten temat. Mówiono i pisano jednak o tych przybytkach z zażenowaniem. Tak jakby poważnym historykom nie wypadało zajmować się tą sprawą. Od pewnego czasu sytuacja jednak powoli się zmienia. Sprawę bada kilku niemieckich historyków, a w byłym obozie w Ravensbrück otwarto właśnie wystawę poświęconą tym przybytkom. – Jeszcze nigdy żadna ekspozycja nie cieszyła się takim zainteresowaniem. Większość ludzi jest całkowicie zaskoczona i zszokowana, że coś takiego działo się w obozach. Okazuje się, że w ogóle nie istniało to w świadomości społecznej – opowiada Insa Eschebach, która zorganizowała wystawę. Niemieckie władze zadbały zresztą oto, żeby utrzymać proceder w tajemnicy przed opinią publiczną. Specjalna dyrektywa wydana przez SS surowo zabraniała pokazywania „bloków specjalnych” niemieckim gościom wizytującym obóz (przedstawicielom niemieckiej administracji cywilnej czy wojskowym). – Najgorsze jest to, że dyrektywa ta przetrwała Trzecią Rzeszę. Obowiązywała jeszcze długo po wojnie i turystom nie wolno było pokazywać bloków, w których znajdowały się domy publiczne, ani o nich opowiadać – mówi Eschebach. Dlaczego? – Seks i Zagłada to nie są tematy, które do siebie pasują. Byli więźniowie się nie dziwią, że wokół domów publicznych przez długie lata panowała zmowa milczenia. – A kto miał niby o tym mówić? Kto miał się publicznie skarżyć? Dziewczyny się wstydziły, że tam pracowały, a byli więźniowie, że tam chodzili. To mogłoby zaszkodzić ich martyrologii – mówi Wilhelm Brasse. [center:f7549bece8]Po co?[/center:f7549bece8] Oficjalnie domy publiczne funkcjonowały, aby zintensyfikować pracę więźniów. – To był element straszliwego systemu. SS zależało na jak największej efektywności podlegających mu placówek. Uciekało się więc do najbardziej nawet bezwzględnych metod, żeby skłonić więźniów do zwiększenia wysiłków. Domy publiczne były jedną z nich – tłumaczy Christa Paul, niemiecka pisarka, autorka książki o państwowych burdelach w Trzeciej Rzeszy. Więźniowie odbierają jednak budowę „specjalnych bloków” jako kolejną szykanę. – Nie ma się co łudzić. Obozowe domy publiczne nie były jakimś gestem humanitaryzmu ze strony Niemców. Umieszczając je w obozie, chcieli nas upokorzyć, skłócić. Wyrugować z nas wyższe uczucia i sprowadzić do roli zwierząt, które harują tylko po to, aby zaspokoić swoje pierwotne instynkty – tłumaczy Jerzy Bielecki. Podobnego zdania jest Józef Stós. – Niemcy chcieli nas w ten sposób zdemoralizować. Ja konsekwentnie, choć nie było to łatwe, odmawiałem pójścia do bloku 24. Któregoś dnia nasz kapo stracił cierpliwość i zagroził mi, że jak sam tam nie pójdę, to wyśle mnie siłą. Ja się jednak nie dałem – opowiada. Bielecki dodaje, że domy publiczne były przeznaczone również dla świata zewnętrznego. – Od czasu do czasu do Auschwitz przyjeżdżali różni ludzie. A to Czerwony Krzyż, a to jakiś przedstawiciel państw neutralnych. Niemcy mogli im wtedy powiedzieć: zobaczcie, jak ci więźniowie mają tu dobrze, nawet burdel im zbudowaliśmy – opowiada. Profesor Józef Szajna, numer obozowy 18729: – To nie był przypadek, odstępstwo od reguły. Burdele były elementem niemieckiego planu dręczenia więźniów. Ktoś, kto uzna, że blok 24 był jakimś podarowanym więźniom luksusem, po prostu nie zna Auschwitz. Chodziło o upodlenie ludzi. To kolejny przykład na niemiecki cynizm i perfidię. Obozowe burdele nie są żadną sensacją, to tylko kolejna zbrodnia narodowego socjalizmu. Odszkodowanie się nie należy Największymi ofiarami tej zbrodni były pracujące w domach publicznych kobiety. SS nie przejmowało się specjalnie ich zdrowiem i bezpieczeństwem. Więźniom nie rozdawano prezerwatyw, więc często zdarzały się przypadki zajścia w ciążę. Wtedy kobiety poddawano rutynowym aborcjom. Zabiegi przeprowadzane były byle jak, w prymitywnych warunkach, przez obozowych lekarzy. W efekcie bardzo często kobiety były nieodwracalnie okaleczane. Brutalnie obchodzono się z nimi, również gdy zarażały się od więźniów chorobami. Błyskawiczne leczenie i z powrotem do pracy. I tak w kółko przez kilka lat. – Znamy relację na temat tego, w jakim stanie znajdowały się te kobiety po wyzwoleniu obozów. Były to ludzkie wraki. Zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym – mówi Robert Sommer. Christa Paul podczas pisania swojej książki dotarła do dwóch byłych obozowych prostytutek: – Nawet po kilkudziesięciu latach było im trudno o tym mówić. To, co robiły w obozie, odcisnęło na nich poważne piętno. Po wojnie miały problemy z ułożeniem sobie życia. Żadna nie miała dzieci. Borykały się z rozmaitymi problemami natury psychicznej. Po wojnie część kobiet przełamała wstyd i wystąpiła o odszkodowania za pracę przymusową. Władze powojennych Niemiec uznały jednak, że ze względu na „ochotniczy charakter ich obozowej pracy” żadne pieniądze im się nie należą. Większość zresztą i tak nie mówiła o swoich doświadczeniach. – Kilka lat po wojnie przypadkowo spotkałem jedną z nich w tramwaju w Warszawie – opowiada Wilhelm Brasse. – Piękna, bardzo elegancko ubrana. Była w towarzystwie. Ona też mnie poznała. Zbladła i po chwili położyła wskazujący palec na ustach. Spełniłem jej wolę: nie podszedłem i odwróciłem twarz do okna. Piotr Zychowicz, „Rzeczpospolita”, 21 lipca 2007 r. http://www.auschwitz.org.pl/new/index.php?...tale&id=670 ___________________________________ Przyznaję że nigdy o tym nie słyszałem ( a także że ściągnąłem to z forum cod.cyberdusk.pl ;] )
  8. Wyższośc komunizmu względem czego? Nazizmu? Czyli wyższość komucha nad socjalistą. Fakt, komunista to wyzsze stadium...
  9. Ulubione piwo

    Nie wiem kto wspomniał Koźlaka, ale jestem mu bardzo wdzięczny. Co prawda butelka spoglądała na mnie z wysokiej (niestety cenowo) półki od jakiegoś czasu i nęciła ciekawym opakowaniem, ale postanowiłem spróbować po rekomendacji tutaj. Ach, ach, jakaż ambrozja. Dominuje goryczka, ale nie nakrywa na siłę owoców i karmelu... mmm... Kolor super rubin mmm.... piana mmm.... no i po dniu ciężkiej pracy te 6.5% mocy (nie czuć zupełnie) potrafi troche ruszyć
  10. Czy grozi nam dezalfabetyzacja?

    Zmiany programu w jakimś (zazwyczaj ledwo dostrzegalnym) są dokonywane co roku. I tak, są pewne rzeczy odejmowane, pewne dodawane. Ja np. posiadam książkę z 2005 roku i są w niej zadania związane z granicami ciągu, a myśmy to robili tylko jako klasa która zasuwała jak dobrze naoliwiona maszyna - po prostu rozszerzono nam "rozszerzony" materiał
  11. Przykurcze

    Z doświadczenia sportowego, mogę doradzić maść rozgrzewającą (bengay o niesamowicie intensywnym zapachu kamfory) i rozciąganie... ale przykurcz to jest stan bierny, nie tak jak skurcz... Więc to może nie pomóc. Polecam lekarza.
  12. Czego teraz słuchasz?

    Dla tych którym wydaje się że Bob Marley i reszta Jamajczyków, to tacy hipisi którzy jarają trawkę i mówią "pokój". Zupełnie co innego
  13. Chwila prawdy

    Widze że temacik taki trochę ekshibicjonistyczno-samopochwalny, ale co mi tam. II Liceum Język Polski 4 Historia 4 (aj waj!, skucha na jednym sprawdzianie i dupa ) Biologia 5 Fizyka 3 Chemia 4 WOS 4 WF 5 Religia 4 Język Angielski 5 Geografia 4 Matematyka 2 (klasa mat-fiz, naprawdę na 2 trzeba się napracować) Informatyka 4 Język Niemiecki 4 PO 5 Podstawy Przedsiębiorczości 5 Nieobecności łącznie mam 70 godzin W tym semestrze 12 (egzaminy na prawko) Wszystko legalnie usprawiedliwiane, a nie jakieś wykręty ;] Nienawidzę krętactwa Przodownik pracy, jak coś robić - to na poważnie. Hej, za rok matuuuuraaaaaaaaaaaaa...
  14. Czy grozi nam dezalfabetyzacja?

    Albinos, ale nie mów mi że Gombrowicz nie miał racji. Fajne przygodówki, ale na jedno kopyto i z jednym słuszną opcją. Jakaż tam większa filzofia?
  15. Czy grozi nam dezalfabetyzacja?

    Uwaga, będzie głos "od środka" bo ja mam kontakt ze szkołą jak na razie ścisły. Otóż dodawanie lektur nie ma sensu, bo i tak nauczyciele muszą stawać na głowie żeby zdążyć je "przerobić" (mam na myśli omówienie, wyjaśnienie - bo trzeba, inaczej 60% nie rozumie przesłania powieści). Poza tym, lektury to nie tylko książki. Lekturą jest każdy wiersz, każdy artykuł. A propos Pana Tadeusza, akurat to jest tylko pokazanie świetnego języka... cała historia jest naiwna i banalna. Ale niech to zostanie. Jednak niepotrzebne są wg mnie książki Sienkiewicza, które są po prostu przygodowe. Po co nakazywać czytać coś takiego!? Gombrowicz mówił że Sienkiewicz to pierwszorzędny pisarz drugorzędny. To jest mniej wiecej poziom Trzech Muszkieterów, tylko we Francji ksiązka Dumasa nie jest lekturą - na pewno nie na poziomie liceum. Generalnie, w moim przekonaniu jest za dużo romantyzmu, za dużo takich Sienkiewiczów. To tylko utrzymuje patos Polski jako ofiary, męczennika, Winkelrieda, Chrystusa, że dobry to Polak, że zły to obcy lub innej wiary... Więcej pozytywizmu! Powieści realistycznych! No i więcej radości... co 4 wiersz czytany w szkolę mogę nazwać w miarę radosnym, nastrajającym pozytywnie, lub chociaż nie wpędzającym w rozpacz. Potem sie dziwią, że Smoleńsk takie żniwo po kraju zebrał...
  16. Ulubione piwo

    Na szczeście Ciechany są w Warszawie nawet w małych sklepach osiedlowych... tylko cena zaporowa jak dla mnie. Ja natomiast odkryłem nowe piwo godne hmm... zakupu. Piwa z browaru Jabłonowo (chociaż sam browar jest starszy o rok ode mnie ). Piwo na miodzie gryczanym wyprzedza Ciechana o 2 długosci, jest też trochę tańsze. Robią też miodowe mocne, które jest już gorsze od Ciechana ale za to kosztuje 1,89. A hitem grilla musi być Pilsener z tegoż miejsca. W smaku jest dobry, zostawia taki lekki kwaskowy smieszny posmaczek, kosztuje... 1,45 (!) Niech się chowają Żywce i inne masówki. Niech żyją regionalne browary!
  17. Czego teraz słuchasz?

    Ach KSU dobre... Świetnie też się to gra ;] Chociaż ja najbardziej lubię chyba "Nikt Cię nie broni Polsko" Ja natomiast: ;] O! I jeszcze to: Nawet jak ktoś nie lubi reggae(co mnie niezmiernie dziwi, ale może są ponuraki z wyboru), to warto posłuchać - wystąpienie live bez zadnych upiększaczy lepsze od studyjnego
  18. No właśnie. Co by było gdyby... Śląsk odłączył się od Rzeczpospolitej. Wiem że był temat w którym była mowa o 1945. Jednak co z innymi datami? Co w obecnej chwili? Jakie prognozy? ;]
  19. Inne alkohole

    Jeżeli chodzi o eksport, to moim zdaniem najbardziej niedocenionym produktem jest... miód pitny. No ludzie! Taki smak, tak długie tradycje wyrobu... gdyby zainwestować w marketing tego to ruszylibyśmy z kopyta! Wszyscy kojarzą dobrą whisky ze Szkocją - dlaczego mają nie kojarzyć miodu z nami? Dodam, że za granicą miód pitny schodzi szybko - ale jest go strasznie mało. Co wiecej, gdyby zwiększył się popyt podsycany reklamą - zmniejszyłyby się ceny, a wtedy taki nieborak jak ja, mógłby sobie zakupić częściej butelczynę chociaż trójniaka...
  20. Pogrzebać Lenina?

    A może gdy nadal jest w gestii władz państwowych po prostu ogłosić przetarg na mauzoleum? Po prostu sprywatyzować ten bajzel... a jak nie bedzie chętnych to zakopać? ;] Mam wstręt do lewicowego myślenia więc najchętniej bym nie oglądał tego pana, ale jeśli ktoś będzie mi w stanie zapłacić za pokazanie mu trupka starego komunisty to dlaczego nie... Ale w życiu bym nie dotował!
  21. Inne alkohole

    Oż Ty w mordę! Ja jak przywiozłem 16letnią single malt z UK to byłem kontent! I jeszcze że tak tanio, jedynie 20 funtów... A tutaj 18 lat! Ja ju chyba na dzisiaj mam dość wina i luksusowej z colą (nie mój pomysł - ale ładnie idzie) bo coraz więcej literek musze poprawiac...
  22. Ja mam opowieści z pierwszej ręki po babci, ze wsi. Na wsiach bandyckie grupy podszywały się pod partyzantkę (tak samo partyzantów nazywali Niemcy). Często najpierw pukali jak partyzanci pytając czy gospodarz jest w domu. Jeżeli był to wywoływali go przed dom. Tam ukazywała mu się grupa uzbrojonych mężczyzn i... różnie bywało. Czasem udanie podszywając się pod partyzantkę dostali trochę jedzenia, napitków, tytoniu czy siodeł/koni, czasami wymuszali to na gospodarzach. Dlatego w niektórych wsiach po przejściu takiej "partyzantki" prawdziwe jednostki AK nie mogły niczego dostać - ludzie byli potem strasznie nieufni i nie chcieli nawet drzwi otworzyć. Ponadto szła wieść po wsi że Niemcy robili akcje prowokacyjne. Po prostu przebierali się za partyzantów i pukali do gospodarstw aby sprawdzić czy dana rodzina była skłonna pomóc. Jak była - to niestety w najlepszym wypadku traciła sporo majątku... Brzeska, Szwedzka nie ma siły Do teraz nie ma Patrolu policji nie uświadczysz, chyba że wezwiesz
  23. Inne alkohole

    Akurat Tyskie przejdzie, ale Lech to szczoch jak dla mnie (podobno ludzie dzielą się na tych co uważają za siki albo za lubiących ), co do Bourbona z Lidla to faktycznie dobry... Jednak ja tam młody leszcz jestem, 18 to pijam i jabole - na to czas ;] A dzisiaj miałem okazję skosztować butelki greckiego Imiglykos - różowe półsłodkie - tak pięknie smakuje truskawkami... ach! ;] Świetne półsłodkie wino (przypasuje każdej kobiecie) za 16 zł ;]
  24. Jak ocet balsamiczny to nieźle, chyba że na tej liście są losowe przedmioty żeby jakoś opisać to co "sobie poszło". No i jakie "komplety"?
  25. Czego teraz słuchasz?

    Kto twierdzi że lubi Reggae i nie zna tego utworu... w tym wykonaniu! Niech się schowa!
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.