Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Today
  2. Rozumiem, że chodzi o oficerską szkołę wojsk chemicznych, a nie o sąsiednią instytucję... Tak jak napisał Tomasz N, po szkoleniu wojskowym w trakcie wyższych studiów trzeba było odbyć określoną liczbę dni ćwiczeń wojskowych (w moim przypadku były to ćwiczenia zarówno jednodniowe - w jednostce wojskowej, jak i dłuższe, w tym również na poligonie. Brałem udział m. in. w ćwiczeniach Śląskiego Okręgu Wojskowego na terenie od Bolesławca do Żagania). Po uzyskaniu pozytywnej opinii z tych ćwiczeń otrzymywało się najniższy stopień oficerski, czyli: podporucznik.
  3. A gdzie się odbywał ów egzamin, po jakim przeszkoleniu i jaki stopień oficerski uzyskał jancet?
  4. Jak to było z tymi kolejkami?

    Max Frisch był raczej lewicowym w swych poglądach, w swych nieco "sennych" dziennikach odnotowywał szkice sztuk, sensualne doświadczenia z pływania, wspomnienia z wizyt w różnych krajach (a podróżował często), konstatacje o Związku Ludzi Starych, o spotkaniach po jednej i drugiej stronie Muru (berlińskiego). W swych peregrynacjach odwiedził kilka razy Polskę. Pięknie napisał jak różnimy się od ZSRR, gdzie miał kłopoty z dotarciem do celu bo nie posiadał "wizy" i dolarów. Jego ogląd ówczesnej Polski, nie tyle o kolejkach a o sklepowych witrynach: "Warszawa. Newiele by się dostało, gdyby się tego domagać, a mimo wszystko wrażenie: oni zyją lepiej niż Rosjanie. mają zmysł autoironii. To, co umieszczają w oknie wystawowym: gust bez towaru, fantazja, wdzięk". ./tegoż, "Dziennik 1946-1949; 1966-1971", Warszawa MMXV, s. 391/
  5. Z tego co pamiętam, egzamin nie dawał stopnia, dopiero po praktyce mógł cię PRP mianować na pierwszy stopień oficerski.
  6. Był jeszcze (przynajmniej za moich czasów - rocznik 1969) rzut "ćwiczebnym granatem", mnie to spotkało w liceum a pamiętam bo była to "okazja" gdzie znów trafiłem do dyrektora. Namówiłem kilka osób by rzucali nie w stronę "piaskownicy" do skoku w dal, która była miejscem celu, a w kierunku nieszczęsnej (wówczas) nauczycielki. Pamiętam z tych samych zajęć przenoszenie "rannego" na noszach, mieliśmy pokonać pagórek (za drugim boiskiem do piłki nożnej) a potem przebyć rów przy płocie liceum, a biegło kilka tandemów i wszystko na czas. Zwycięstwo jest wszystkim... zatem zaordynowałem, że zbędny ciężar jest przeszkodą i wywaliliśmy z noszy "rannego", byliśmy pierwsi na mecie, ale nas zdyskwalifikowano. Na jaki stopień?
  7. Czyją nomenklaturą? Znam opancerzone bądź uzbrojone jednostki pływające w USA, których chyba okrętami nazwać nie możemy, a w innym kraju to i owszem. Jest tu kilka kwestii... Nasza terminologia wojskowa (floty?) i nasz język potoczny. Kolejna kwestia to: tłumacz na język polski, co to musi oddać rolę i znaczenie danej jednostki i uwzględnić niuanse np. czy jednostka pływająca z prefiksem USNS i literą "T" na kadłubie to okręt, a jak nie ma tej litery to tym bardziej okręt? Tak przypomnę, że w latach dziewięćdziesiątych, w Polsce toczyła się mała dyskusja na łamach pism językoznawczych czy można mówić o statku wojennym i statku spacerowym, czy można mówić o okręcie wojennym i okręcie pasażerskim (głównie chodzi o wybitnie duże jednostki). W ówczesnych słownikach i encyklopediach, względem tej nomenklatury występowały dalece idące rozbieżności. Przypomnę jedynie, że jesteśmy w czasach drugiej wojny światowej (taki dział forum, chyba że ktoś zaproponuje rozszerzenie tematu), zatem staramy się docieknąć jak to wówczas było, a nie: jak to onegdaj bywało, jak to było w czasach zimnej wojny, po drugiej wojnie światowej. Choć sam wybiegłem za ramy czasowe tematu, ale starałem się pokazać pewną zmienność historyczną, jak wstęp do dyskursu co do lat 1939-1945.
  8. Jako pierwszego z ministrów to powołałbym tego od praw autorskich itp., jak się wstawia cytat, to wypada podać skąd: internetowa wersja Słownika Języka Polskiego PWN, a może Wikipedia, a może inne jest to źródło. A tak z ciekawości co znaczy: "Vëcpublik"?
  9. Ocena "nocy listopadowej"

    Czyli, jeśli dobrze zrozumiałem: gańmy rewolucjonistów (czy inicjatorów powstania) za złą jakość planów ale bądźmy ostrożni w ocenie tegoż samego planu - jako całości? W tym jak to przedstawił jancet to de facto alternatywy nie mieli - jeśli chodzi o skutki ew. współdziałania w wojennych zamiarach Imperium czy wywołania powstania. Tylko nie wiem dlaczego tylko takie wyniki widzi jancet? Istnieją jakieś źródłowe przekazy (ze strony administracji carskiej) potwierdzające, iż jakbyśmy walczyli u boku carskiej armii to na pewno czekałoby nas, bądź to utrata autonomii bądź co najmniej jej ograniczenie? A jak ograniczona?
  10. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    W tym przypadku wina: "bezsensu" nie leży po stronie forum a strony na której zostały umieszczone fotki, miałem to samo z "żabą", dla różnych tematów o okupacji wykonałem pieczołowicie szereg tabel w Excelu a potem "buum", i nie ma ich już na forum. i co gorsza nie mam do nich dostępu na tej stronie.
  11. Yesterday
  12. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    Strasznie frustrujące są te zewnętrzne linki. Właściwie cały temat jest bez sensu bo zdjęcia wyleciały. Ja jednak spróbuje podzielić się z Wami fotkami z wycieczki po USS "Interpid". Może chwilę przetrwają... Najpierw z zewnątrz.
  13. Last week
  14. Ocena "nocy listopadowej"

    Była. Formalna dość ograniczona, ale istniała też ta nieformalna. No ale nie z jej powodu zrobiono rewolucję - jak współcześni określali "noc listopadową". Jej twórców czy realizatorów należy ganić za złą jakość planów, jeszcze gorszą ich realizacji, pochopne strzelanie do tych generałów, którzy nie podzielali rewolucyjnego zapału, typu Meciszewski, Blumer, Potocki - i całkowitą bierność wobec faktycznych zdrajców, typu Wincenty Krasiński czy Rożniecki. Nota bene - strzelano także do Żymirskiego, bohatera Olszynki, a bagnetem chciano zabić Sowińskiego - bohatera Woli. Mieli to szczęście, że nie trafiono, co pozwoliło im zginąć od rosyjskiej broni. Natomiast byłbym ostrożny w ocenie samego planu powstania. W listopadzie 30 roku sytuacja polityczno-wojskowa była taka, że car montował koalicję, której armie miałyby zdobyć zrewoltowaną Francję i Belgię. Holandia była za, Prusy były niezbyt chętne, Austria - zdecydowanie niechętna. Zmianę nastawienia potężnych sojuszników car chciał spowodować metodą faktów dokonanych: II Armię przekształcono w Armię Czynną, która już w październiku rozpoczęła marsz ku zachodnim granicom Imperium. Choć konstytucyjnie armia Królestwa Polskiego nie miała brać udziały w zagranicznych bojach (to chyba nie dotyczyło gwardii cesarsko-królewskiej) to zdaje się, że Mikołaj nie zamierzał tej zasady respektować. Pułki polskie miały pójść na zachód - świadczy o tym choćby przetrzymanie żołnierzy ponadterminowych w jednostkach. Nie było alternatywy: - albo robimy powstanie i mamy wojnę z Rosją, którą przegramy, a w konsekwencji autonomia Królestwa Polskiego zostanie ograniczona lub zlikwidowana; - albo siedzimy spokojnie, paradujemy na Placu Saskim i nasza autonomia jest utrzymana. Realna alternatywa to: - albo robimy powstanie i mamy wojnę z Rosją, którą przegramy, a w konsekwencji autonomia Królestwa Polskiego zostanie ograniczona lub zlikwidowana; - albo uczestniczymy w wojnie z Francją i Belgią, którą zapewne nasza strona wygrywa, ale w konsekwencji autonomia Królestwa Polskiego zostanie ograniczona lub zlikwidowana. To trochę taki churchillowsko-chambarlainowski wybór trochę ponad 100 lat później między wojną, a hańbą, która i tak doprowadzi do wojny. Dobrze, że wybraliśmy wojnę bez hańby.
  15. Może to fajne, życzę powodzenia, ale... Sorry, ja chyba jestem z innej bajki.
  16. Zapraszamy do Państwa wirtualnego! Zacznijmy może od tego, czym jest Państwo wirtualne: Republika Banacka Chciałbym przedstawić Banację - jedno z wielu v-państw w Polskim internecie. Miejsce, dla każdego kto interesuje się polityką, historią, wojskowością, biznesem i sportem. Obecnie szukamy: Kierowników Resortów (coś ala Minister) i Burmistrzów miast. W przyszłości będzie możliwość startowania wyborach, zakładania partii oraz stowarzyszeń, zostania żołnierzem i prowadzenia firmy z wirtualną walutą. Wystartuje także liga piłkarska, na platformie xperteleven i mamy nadzieję, że nasza reprezentacja wystartuje na v-Mundialu. Login to wymyślone imię i nazwisko. W moim przypadku to Szymon Uchastok. Dla chętnych odwiedzenia a nawet przyłączenia się: http://banatzeme.y0.pl/ - Strona internetowa http://banatzeme.y0.pl/forum/ - Forum dyskusyjne Serdecznie zapraszamy do rozgrywki!
  17. Wojna hiszpańska 1936-1939

    Odsyłacz zadziałał. No i mamy jasność. Z tych materiałów wynika, że Belchite po walkach nie odbiegało wyglądem od Warszawy. Większość ruin rozebrano, pozostawiając mocno teatralną resztkę. Nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że większość cegły i kamienia z rozbiórki trafiła do nowego Belchite. Co do wymiarów cegły nie ma się co kłócić. Akurat na zdęciu, na które się powołujesz, jest cegła nówka, wbudowana w ramach konserwacji ruiny. PS. Poznań to Prusy, tam w drugorzędnych budynkach można było stosować ścianę na półtorej cegły.
  18. Wojna hiszpańska 1936-1939

    Tomaszu, pisząc o grubości mam na myśli wartość w centymetrach. Ze zdjęć Speedy'ego z Warszawy nie wynika rownież grubość ścian fasady bliska 60 cm, co miałoby (łącznie z tynkami) odpowiadać 2 cegłom przedwojennym polskim. Ponadto Polska to nie tylko Warszawa. Wykonywałem sporo inwentaryzacji architektoniczno-budowlanych kamienic z przełomu XIX i XX wieku w Poznaniu oraz prace renowacyjne budynków na obszarze Polski zachodniej. Z doświadczenia ponad 50-cio centymetrową grubość w budynkach wznoszonych z cegły w ścisłej tkance miejskiej miały w nadziemiu jedynie ściany parterów. I to jedynie fasady frontowej, czasem też dziedzińcowej głównego budynku. Ale już ściany zewnętrzne pięter jak i wszystkie sciany zewnętrzne oficyn nie przekraczały zasadniczo 45 cm, często oscylując w granicach 40 - 42 cm łącznie z tynkami, co odpowiada zasadniczo grubości 1,5 cegły. I nie były to wypełnienia ceglane konstrukcji szkieletowych, a ściany nośne w pełnym swym przekroju. Oczywiście, mogłem mieć szczęście trafiać tylko na takie obiekty. Ale z takim szczęściem mógłbym spokojnie zacząć grać w totka. Żeby nie było nieporozumień i żeby nie tworzyć dużego OT - ja cały czas odnoszę się jedynie do ogólnego twierdzenia o cieńszych ścianach budynków w Hiszpanii niż w Polsce ze względu na temperatury w obu regionach, a tym samym większej łatwość ich burzenia. Po prostu nie jestem przekonany co do słuszności tego założenia. Hiszpania to pojęcie równie szerokie i zróżnicowane; jeśli nie bardziej; jak Polska. Wracając do zdjęć Gregskiego z Belchite: na zdjęciu z Jesusem widać fajnie format cegły w porównaniu z sylwetką człowieka. Z proporcji i wielkości uważam, że mamy właśnie przykład typu katalońskiego, którego historyczna wielkość oscylowała w granicach 30 x 15 x 4,5 cm, używanego tradycyjnie w Aragonii (przy okazji poszukiwań w temacie dotarłem do informacji o odnotowanych w tej krainie wielkościach 32 x 16 x 3,5 cm czy 35 x 17 x 5 cm). Co do pytania Speedy'ego i stanu dzisiejszego zachowanych ruin, znalazłem ciekawe opracowanie, co prawda w j. hiszpańskim, ale bogate w zdjęcia miasta w trakcie walk, tuż po nich, jak i porównania że stanem dzisiejszym. Widać wyraźnie i uszkodzenia wojenne, i wpływ dalszych 80-ciu lat na budynki tej miejscowość. Opracowanie jest mozliwe do pobrania w formie pdf. Mam nadzieję, że ten odsyłacz do linku zadziała.
  19. Wojna hiszpańska 1936-1939

    I ostatnie zdjęcia. Wieża zegarowa.
  20. Wojna hiszpańska 1936-1939

    Jeżeli warszawskie przepisy przewidywały dla przeniesienia obciążeń z dwóch najwyższych kondygnacji grubość ściany 2 cegieł, to grubość ścian w Belchite wiele od tego nie odbiega. Ale na zdjęciach Grega nie widać ścian na dwie cegły.
  21. Wojna hiszpańska 1936-1939

    Oczywiście Tomaszu, masz rację. Ja odniosłem się natomiast jedynie do ogólnego stwierdzenia: Z dostępnej mi analizy budynków w Valladoid wynika, że ściany kondygnacji powyżej parteru miały grubość 2 cegieł przy budynkach o wysokości 3 do 5 kondygnacji. W Valladoid, poza nielicznymi wyjątkami, odsadzkę w kondygnacjach nadziemnych stosowano wyłącznie w ścianach parteru. W analizowanych budynkach zastosowane były generwlnie 3 typy formatów cegieł, stąd różnice między grubosciami ścian różnych budynków. U jednych w kond. nadziemnej 45 cm (2 x 22 cm), u innych 55 cm (2 x 26,5 cm), choć w obu przypadkach grubość dwóch cegieł. W Hiszpanii istniały też formaty większe, np. w typie z Katalonii długość wozowki wynosiła 30 cm. Oczywiście, sięgam po te przykłady jako przykłady dla Hiszpanii. Natomiast w konkretnym przypadku: myślę, że decydującą jest skala budynków. Zachowane ruiny kamienic w Belchite to 2 - 3 kondygnacji nadziemnej, podczas gdy w Warszawie mówimy o 5. Jeżeli warszawskie przepisy przewidywały dla przeniesienia obciążeń z dwóch najwyższych kondygnacji grubość ściany 2 cegieł, to grubość ścian w Belchite wiele od tego nie odbiega.
  22. Wojna hiszpańska 1936-1939

    znalazłem przepisy warszawskie z końca XIX w. Przy zatwierdzaniu projektów Wydział budowlany warszawskiego Rządu Gubernialnego wymaga następujących grubości murów: W dwóch najwyższych piętrach 2 cegły, w każdych zaś dwóch następnych, niższych piętrach o 1/2 cegły większą. Ściany w piwnicy o 1/2 cegły grubsze od przypoziomowych. W budynku czteropiętrowym grubości ścian byłyby zatem: na IV i III piętrze .... 2 cegły na II i l „.........................2,5, w przyziomie.....................3 w piwnicy..........................3,5 cegła polska miała wymiar 27 x 13 cm
  23. Wojna hiszpańska 1936-1939

    Pogrubianie murów nie wynika z klimatu, a z wzrostu obciążeń ścian stropami. Kiedyś pogrubiano ścianę o pół cegły co kondygnację, potem dla wyższych budynków rzadziej, bo ściany na dole wychodziły absurdalnie grube. I to obowiązuje i w Polsce i w Hiszpanii. Ale ja porównuję Warszawę i Belchite i na zdjęciach Grega nie widzę odsadzek na pół cegły na wewnętrznej stronie ścian pod stropami.
  24. Wojna hiszpańska 1936-1939

    Tomaszu, nie do końca się z tym zgodzę. Na pewno w przypadku środkowej Hiszpanii mamy do czynienia z innym klimatem, niż na polskim Mazowszu, jednak hiszpańskie ściany ceglane nie muszą być wcale z tego powodu cieńsze niż polskie. W Hiszpanii nie muszą one być może chronić w takim stopniu jak w Polsce przed chłodem, za to w większym stopniu niż w Polsce przed upałem. Materiałem bądź grubością. Przeglądam analizę ścian ceglanych kamienic z przełomu XIX/XX wieku w Valladoid. Grubość ceglanych fasad partnerów oscyluje między 60 - 70 cm. Kolejne piętra (kamienice od dwu- do czteropiętrowych) -45 do 55 cm. 10 centymetrowe rozbieznosci wynikają z trzech typów stosowanych cegieł: Borgoña, España, Castilla (22 do 26,5 cm po długości wozówki, 11 do 13 cm po długości główki). A zatem mury w parterze grubości 2,5 cegły, na piętrach: 2 cegły. Praktycznie - tak samo jak w Polsce przy powszechnym wiązaniu gotyckim (polskim) albo krzyżowym (weneckim). Oczywiście w osadzie o charakterze wiejskim na początku XX wieku gabaryty budynków będą inne niż w metropolii typu Warszawa. Nie można też nic powiedzieć o jakości murów, po których nie ma już śladu. Jednak patrząc na zdjęcia Gregskiego i obraz tego, co się zachowało, widać dość dobrze grubość zachowanych ścian fasad kilku domów (kościół czy klasztor to inna kategoria). Moim zdaniem nie różnią się grubością od ścian kamienic polskich miasteczek.
  25. Dzięki. Są tu ludzie, na których można polegać. A mogę pomęczyć Cię jeszcze trochę? Nie wiem skąd - może to kompletna bzdura - ale miałem takie przekonanie, że "vessel" to określenie najbardziej ogólne. Znaczy wszystko, co pływa. Bez względu, czy pływa dla walki (warship), dla zysku (ship) czy dla przyjemności (yacht). Może mi się to wzięło ze skrótu s/v - "sailing vessel". Swoją drogą rozróżnienie, co to jest "yacht" też bierze się z przeznaczenia, a nie z wielkości. Jak pokocham grę w tenisa na morzu, to se kupię tankowiec, na pokładzie zrobię se korty tenisowe i to będzie yacht. Tak mnie przynajmniej uczono na kursie sternika jachtowego - którego nie zaliczyłem. Prawda to, czy nie?
  26. Zważywszy na miejsce i czas wydania dwóch pierwszych pozycji - to raczej chodzi o pierwszą wersję. Swoją drogą - czyżby to od imienia Neoptolemos wzięło się określenie "neptek"?
  27. Wojna hiszpańska 1936-1939

    Dzięki za te zdjęcia. Jak rozumiem, zrobiłeś je, nie zwiedzając tego miejsca . 33 lata mieszkałem w domu ze śladami po kulach, wzór 1. Jeszcze zdążyłem zobaczyć gruzy getta, no może raczej jakieś warsztaty, prowizoryczne sklepiki, zbudowane na tych gruzach i częściowo z tych gruzów. Dodał bym jeszcze wzór 3., który też zaobserwowałem na Bałkanach, na pograniczu chorwacko-serbskim (czy bośniackim). Wypalona czeluść. Dziwnie to wyglądało, bo blok, jak blok, ślady wzór 1., i kilka okien/mieszkań kompletnie wypalonych, czarna dziura. Moim zdaniem to pociski kumulacyjne, typu bazooka czy RGPPANC. W zasadzie nie przeznaczone do ostrzału budynków, ale wysoka temperatura wywoływała pożar. Pożar ten był dość łatwo gaszony przez sąsiadów, bo to przecie nie pocisk zapalający, nie było materiału palnego. Ci, którzy mieszkali w trafionym mieszkaniu, zapewne nie przeżyli. Dlatego nikt tego mieszkania nie remontował. Oczywiście w Hiszpanii nie było takiej broni. Ale dołączam się do przedmówców, podkreślających upływ czasu. Gdybyś zwykły, murowany budynek, porzucił na 80 lat, też byłaby to ruina. Może klimat hiszpański trochę łagodniejszy, ale 80 lat to dużo.
  28. Ja zaś ze swego dzieciństwa (pomijając okres, z którego nic pamiętać nie mogę, to od roku 1968) niczego takiego nie pamiętam. To znaczy pamiętam, że mieliśmy w podstawówce sprawdziany z pływania, biegu na 60 m, podciągania na drążku, rzutu piłką do palanta i chyba także ze strzelania kbks (to może jednak było dopiero w liceum), ale żeby przyznawano za to jakieś oznaki - ни хуху , żeby pozostać w klimacie epoki. Czyli: 1) albo uchwała była martwa od początku, 2) albo działała w latach 50., ale w 20 lat po jej podjęciu - już nie, 3) albo tak bardzo mnie to nie interesowało, że zapomniałem. To ostatnie wcale by mnie nie dziwiło, bo w dwóch z wymienionych dyscyplin miałem wynik ZERO. Po mym rzucie piłką do palanta wuefista jęknął "O Jezu !!!". Tylko strzelanie poszło by mi w miarę dobrze, szkoda że pomyliłem tarcze. Kolega dostał 50 punktów na 30 możliwych, czyli co najmniej 20 było moje. A może 30? Nie przeszkodziło mi to w roku 1986 zdać egzamin oficerski na Montelupich z wyróżnieniem.
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.