Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Yesterday
  2. Chyba jest, przynajmniej dla mnie. Choć w jakiś sposób owo pojęcie "rezydenta" należałoby sprecyzować. Rezydent zamieszkiwał w magnackim pałacu, na szlacheckim dworze, a na koniec w inteligenckim domu czy wręcz mieszkaniu, i oczekiwał noclegu, wiktu i opierunku (potem już tylko obiadu), bo z właścicielem łączyły go pewne więzy - pokrewieństwa, przyjaźni, zasług - czasem te dwa ostatnie dotyczyły jego przodków. Z panem domu nie był związany jakąkolwiek umową. W zasadzie robił, co chciał i niby mógł nic nie robić - darmozjad taki. Taki jest stereotyp i pewnie do niego nawiązano w powyższych wypowiedziach. A realia? Nie, w większości przypadków (mówię teraz o XIX i XX wieku) - żaden darmozjad. Ich rola tym się różniła od roli służby, że polecenia zaczynały się od "pan/pani" i kończyły "proszę". Oraz że z państwem jadali przy stole. Za to nie dostawali wynagrodzenia, poza noclegiem, wiktem i opierunkiem. Służba otrzymywała jeszcze jakieś pieniądze. I teraz stosunek inteligenta do kraju był bardzo zbliżony do stosunku, jaki rezydenci dworscy zajmowali wobec dworu. Przepraszam - czyli jaki? Niewiele robię i niewiele mi się należy? Może coś w tym jest, ale chyba wymaga jakiegoś rozwinięcia. To u kogo pracował ten wcześniejszy inteligent? No właśnie? Może był na państwowej posadzie, może miał własne przedsiębiorstwo, może pracował w jakiejś firmie, i może część tych firm była własnością obcego (zagranicznego?) kapitału. Ale nadal nie rozumiem, dlaczego nawet ci inteligenci, zatrudnieni w firmach, należących do obcego kapitału, mieli by być jego rezydentami?
  3. No właśnie. Przynależność do cechu w Średniowieczu była na terenie miast obowiązkowa, podczas gdy przynależność do współczesnych sieci franczyzowych jest dobrowolna, można także z takiej sieci wyjść. Trochę się gubię. Raz Euklides dowodzi, że wyrazu "franchise" używano już w Średniowieczu i franczyzą były średniowieczne cechy, a za chwilę, że w latach 60. XX wieku nikt tego słowa nie używał i że jest to jakaś nowomowa z jakiejś ustawy. Z tego, co wiem, słowa "franchise", "franchising", "franchisee" i "franchisor" upowszechniły się we współczesnym znaczeniu w XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. Głównie za sprawą Coca-Coli. Odnoszę wrażenie, że napój ten był dobrze znany Francuzom w latach 60., zatem i zjawisko franczyzy - we współczesnym rozumieniu tego słowa - powinno być autorowi owej publikacji znane. I zapewne świadomie go nie użył. Choć jak jest to określane we Francji - nie wiem. W Polsce o używaniu słowa "franczyza" zamiast "franchizing" zdecydowała Rada Języka Polskiego w 2001 http://www.rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=648:franczyzna-franczyza-i-inne&catid=44&Itemid=145 . Choć trzeba stwierdzić, że proponowany tam jest także wyraz "franczyzna", który się raczej nie przyjął i w Słowniku Języka Polskiego tego wyrazu brak.
  4. Karabiny maszynowe

    Mam nowe łupy z muzeum w Burgos. Chciałem gdzieś je wstawić i nie znalazłem tematu który by mi pasował. Jest kupa zdjęć karabinów maszynowych rozproszonych na forum ale nie ma jednego zbiorczego tematu . Niektóre typy tej broni były używane w kilku wojnach na przestrzeni niemal 100 lat i jakoś wymykają się forumowej chronologii. Dlatego postanowiłem umieścić ten temat w dziale ogólnym. Na początek trzy zdjęcia gablotek poglądowych z karabinami rozłożonymi na części. Dzięki nim zrozumiałem ideę działania karabinu Lewis. Niestety, mimo, ze spędziłem przed gablotkami z kwadrans nie udało mi się zrobić satysfakcjonującego mnie zdjęcia. Odblaski od lamp prześladowały mnie niezależnie od kąta pod jakim się ustawiałem.
  5. Last week
  6. Jest jednak pewna różnica między Polską a krajami Dalekiego Wschodu. Ta różnica - to niesamowita pracowitość społeczeństw tych krajów, od Korei przez Japonię i Chiny po Wietnam. Dlatego tak śmieszne było hasło Wałęsy: "Zbudujemy drugą Japonię", rzucone w czasach "karnawału Solidarności". Polecam książkę Osmańczyka pt. "Sprawy Polaków". W tym eseju, napisanym w roku 1945, autor twierdzi, że Polska - występując po stronie zwycięzców - wygrała wojnę. Uzyskała to na drodze militarnej. Ale jest problem, aby teraz wygrać pokój. A żeby wygrać pokój - to trzeba innych pokonać pracą. Autorowi chodziło głównie o Niemcy. Osmańczyk, urodzony jako obywatel Niemiec, dobrze znał umiejętności społeczeństwa niemieckiego w zakresie sprawnej, wydajnej pracy. Dlatego podkreślał, że pokonanie Niemców pracą - to dla Polski wielkie wyzwanie. Czy Polska sprostałaby temu wyzwaniu, gdyby po roku 1945 znalazła się w strefie wpływów mocarstw zachodnich?
  7. Że sprowadza żywność to chyba nic nowego. A cukier musiala sprowadzić bo musi się wywiązać z dostawy do Chin 400 tys ton i trochę im brakło ze względu na słabe zbiory. Z kawą może tak samo.
  8. Można się zorientować na podstawie takiego opisu wziętego z książki Jean Favier "Filip IV Piękny" a dotyczącego produkcji tkanin co było wówczas źródłem bogactwa wielu miast. Jakość produktów opuszczających te miasta [flandryjskie] była dobra były one jednak jednostajne. Tkaniny i ich kolory były stale takie same. Normy korporacyjne były surowe, nie tolerowały jednak u producentów, żadnej pomysłowości. Wykorzystywali to inni, którzy wystawiali na sprzedaż swoje wyroby, były to przeważnie wiejskie warsztaty z Flandrii, Normandii, Langwedocji. Ich wyroby, choć nie tak doskonałe, to jednak urozmaicone i dogadzające gustom klienteli. Produkowali tkaniny lżejsze, co pozwalało na szycie, coraz modniejszych wówczas, obcisłych ubrań. Byli trudnym do zgryzienia orzechem dla mistrzów tkackich z wielkich miast. Trzeba tylko pamiętać że wszyscy rzemieślnicy w miastach flandryjskich byli zrzeszeni w cechach, zwanych inaczej korporacjami a podstawą ich działalności gospodarczej były przywileje nadane im przez miasto czy jakiegoś możnego i spisane na czymś co nazywano również Carte de franchise. Autor nigdzie nie nazywa cechów czy korporacji franczyzami bo książka była pisana chyba w latach 1960-tych a wówczas pewnie nikt takiego słowa nie używał i jest to jakaś nowomowa użyta zapewne przy pisaniu jakiejś ustawy.
  9. To proszę zacytować fragment opisujący średniowieczną Flandrię gdzie napisano, że cechy to to samo co franczyza. Nie musi, ale jest dobrym obyczajem by udowodnić na źródle z epoki takie a nie inne stwierdzenie.
  10. Nie ma odrębnego tematu o Kubie, są o Fidelu Castro i ew. następcy. O tym jakim ten kraj był (ji est) w tychże wątkach i podobnych długo i namiętnie się spieraliśmy. Dziś a dla tego kraju bardzo istotną jet sytuacja w Wenezueli, która w zasadzie subsydiowała kubańską gospodarkę poprzez dostawy ropy i jej pochodnych. Zawirowania, a raczej całkowita destabilizacja sytuacji w Wenezueli spowodowała problemu na wspomnianej wyspie. Oto zaczęto racjonowanie niektórych produktów żywnościowych, a przynajmniej tak stwierdzono w niepodpisanej notatce prasowej w "Polityce" (nr 21, 22.05.-28.05.2019, s. 11). Problemy kubańskie można oczywiście wiązać z sankcjami nałożonymi przez USA na Wenezuelę, ale czy USA blokują też eksport kubańskich produktów do innych krajów? Nie bardzo bowiem mogę zrozumieć jak zaistniała taka sytuacja: "10-milionowa Kuba musi sprowadzać dwie trzecie żywności, w tym nawet cukier i kawę, z których zawsze słynęła"?
  11. Wystukiwanie anonimowych informacji z sieci nic nie da. I nie wiadomo czy tego określenia nie użył jakiś [ciach] by lepiej i mądrzej wyglądał napisany przez niego tekst. To co napisałem wyżej jest wzięte ze średiowiecznej historii Flandrii. Zresztą jest pewnie dość charakterystyczne również i dla naszej historii bo przecież takie słowa jak partacz, tandeta, cech, korporacja są w naszym języku dobrze zakorzenione. Słownik też musi mieć jakieś źródła?
  12. A tak dla poszerzenia wiedzy i ze zwykłej ciekawości. To żart? A jakiż to historyk stwierdził, że średniowieczna "franczyza" to cech? Tak z przykładami wypowiedzi tych historyków... czy to znów efekt wystukania anonimowych informacji z sieci? Ano tak napisano, ale nie podano żadnego objaśnienia użycia źródłowego, a ten z chęcią byśmy poznali.
  13. Nie wiem po co wam ta historia. I nie wiem też czy w średniowieczu rozumiało się słowo franczyza inaczej. Przecież w podanej wyżej definicji, czyli że franczyza to jest zgoda: niezależnych przedsiębiorstw na działanie wg jednego, narzuconego przez franczyzodawcę, modelu i pod jedną marką . Wystarczy zamienić słowo przesdsiębiorstwo na warsztat a zgoda na porozumienie, franczyzodawcą na powiedzmy władcę to mamy: Franczyza jest to porozumienie (zgoda) niezalenych warsztatów (przedsiębiorstw) wg jednaego narzuconego przez władcę (franczyzodawcę)modelu pod jedną marką. Przecież to jest nic innego jak definicja średniowiecznej korporacji zwanej również cechem. Zatem franczyza jest synonimem cechu, korporacji, a i pewnie licencji. Tak była korporacja rozumiana na przykład w średniowiecznej Flandrii (stamtąd mamy arrasy). Władca nadawał przywilej (carte de franchises) na mocy którego pozwalał określonym rzemieślnikom na prowadzenie, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, działalności gospodarczej ale korporacja miała narzucony również model produkcji. To znaczy mogła produkować określone wyroby, z określonego materiału i w określony sposób. Oczywiście poszczególny rzemieślnik produkował pod marką korporacji. To wszystko było to narzucone troską o jakość produkcji. Normy jakościowe w korporacji były wyśrubowwanee. Jednak miało to swoje wady bo na przykład nie było tam miejsca na jakiś postęp techniczny. Ograniczenie asortymentu produkcji zapobiegało konfliktom z innymi korporacjami ale powodowało jednostajność. Oczywiście nie wszyscy rzemieślnicy byli zrzeszeni w korporacjach. Tam gdzie nie sięgała władza franczyzodawcy, gdzieś daleko z murami miejskimi, czy wręcz na wsi, pracowali rzemieślnicy niezrzeszeni, zwani partaczami produkującymi tandetę. Jednak te określenia nie miały takiego pejoratywnego znaczenia jak dzisiaj bo owi partacze, nieskrępowani narzuconym modelem korporacyjnym, produkowali tańsze i atrakcyjniejsze wyroby, chociaż nie tak solidne. Na przykład w butach kupionych u partacza nie chodziło się na przykład 10 lat jak w tych kupionych u korporacyjnego rzemieślnika a powiedzmy 2 lata ale były tańsze i ładniejsze. Zresztą między korporacyjnym modelem produkcji a, partackim (nazwijmy to tak) trwał konflikt i podczas Rewolucji Francuskiej wprowadzona została ustawa Allarda znosząca korporacje. Przecież tam pisze że etymologia słowa jest z XII wieku.
  14. Tylko że podobne głosy padały już przed wybuchem drugiej wojny światowej i to z bardzo różnych stron: od badaczy do polityków. W jakiejś mierze taki ogląd inteligencji mieli i Florian Znaniecki i Zygmunt Wasilewski, Stanisław Grabski, Roman Dmowski czy Zygmunt Łempicki. Tylko przecież nikt tego nie postulował. To u kogo pracował ten wcześniejszy inteligent? Chyba jest zrozumiałym, iż ten termin: "rezydent" trzeba traktować w mniej dosłowny sposób, jako próbę przedłużenia stosunków z czasów szlachecko-folwarcznych i magnaterii, przedłużenie w realiach tworzących się nowych stosunków gospodarczych. To raczej nie chodzi o utylitaryzm, a o to kto zaczął grać pierwsze skrzypce, czyli czy polska inteligencja próbowała być pionierem kapitalizmu w naszych zaborczych częściach?
  15. Polskie Kobbeny

    Pojawiła się całkowicie niespodziewana okazja na rynku wtórnym. Brazylia pozbywa się aż pięciu okrętów podwodnych. Ze względów oszczędnościowych. Racjonalność, a przede wszystkim skala tej operacji jest dla mnie dyskusyjna, ale to już ich sprawa. Okazja byłaby niezła: roczniki od 1989 do 2005, z - szeroko rozumianej - niemieckiej rodziny projektowej 209. Czyli - dosyć logiczni następcy już definitywne wycofywanych, naszych "Kobbenów". Tyle, że - niestety - za darmo ich nie oddadzą... Zob.: https://www.altair.com.pl/news/view?news_id=28107
  16. Polecam książkę Bohdana Cywińskiego "Rodowody niepokornych" wydaną w roku 1971. Opisuje losy radykalnej inteligencji polskiej w XIX i na początku XX wieku. Oczywiście radykałowie nie stanowili większości polskiej inteligencji. Ale Chałasiński był spadkobiercą tych radykałów - i dlatego krytycznie oceniał inteligencję polską jako całość.
  17. Moim zdaniem poglądy, wyrażane przez przedstawicieli polskiej przedwojennej inteligencji w drugiej połowie lat 40. należy trochę "brać w nawias". Były formułowane pod wpływem gigantycznego szoku poznawczego, wywołanego faktem, że nasza "dobra" przedwojenna Polska rozleciała się pod ciosami hitlerowskiej armii w kilka czy kilkanaście dni, a "źli" Sowieci ciosy wytrzymali, atak odparli i na koniec doszli do Berlina. Pewne znaczenie miały też naciski polityczne, chęć przypodobania się aktualnej władzy, kontynuowania kariery etc., ale decydującym - w moim przekonaniu - czynnikiem było to, że ich świat rozpadł się tak szybko. I to wkrótce po tym, kiedy - zdawało się - odzyskanie niepodległości zapewnia mu trwały rozwój. Rozpaczliwie szukano przyczyny, czemu żeśmy nie dali rady. Pesymiści uważali, że geopolityka, że znajdując się między Rosją/ZSRR a Niemcami tak musi być i tak będzie zawsze. Optymiści szukali przyczyny w nas samych, w naszych wadach i błędach, tak jak w powyższym przykładzie - w wadach polskiej inteligencji. Na ile pogląd ten się broni dziś? Wcale. Polski międzywojenny, a także wcześniejszy inteligent z żadnym obcym kapitalistą nawet kontaktu nie miał, jak zatem miałby być jego rezydentem. Rozróżnienie pomiędzy pracą utylitarną a pracą nie-utylitarną wydaje się być dość abstrakcyjne. Dlaczegóż praca nauczyciela, lekarza, aptekarza, księgowego, poczmistrza, inżyniera, kupca miałaby nie być utylitarną? A że ów inteligent chłopską, czyli zapewne fizyczną, pracą się nie parał, no to chyba słusznie robił.
  18. Zapewne nie zawsze będą to proste konkluzje, ale spróbuję. Musiałby oszaleć. Nie, los Polski został przesądzony przed Jałtą. Gdyby w lutym 1945 roku Armia Czerwona forsowała Dniepr, to byłoby o czym gadać. Jednak była już za Wisłą. Granica wschodnia zapewne byłaby gdzieś między przedwojenną a dzisiejszą. Oczywiście Stalin musiał dostać terytorialną nagrodę - może zadowoliłby się np. "pribaltiką", Finlandią i rumuńską Mołdawią aż po Karpaty Wschodnie i dolny Dunaj. No i może Kłajpedą jako wisienką na torcie. Terytoria radzieckie niejako okrążałyby wchodnią Polskę od północy, wschodu i południa. Granica zachodnia i północna byłaby zapewne skorygowana. Np. przez przyłączenie Gdańska i dawnych terenów plebiscytowych. Chyba włączono by także Królewiec, by pozbyć się problemu "korytarza". Opole i Słupsk w strefie marzeń (raczej niemądrych), Wrocław czy Szczecin w strefie absurdu. Związek Radziecki byłby Związkiem Radzieckim i jego stosunek do nas mógłby być nieco bardziej przyjazny, niż przed wojną. W końcu wspólnie pokonaliśmy hitlerowskiego gada. Spodziewam się, że na zachodzie nie powstałyby zjednoczone Niemcy, lecz szereg republik, o granicach zbliżonych do granic dzisiejszych landów. Graniczylibyśmy z Brandenburgią, a może i Saksonią - Brandenburgii należałoby odebrać Dolny i Opolski Śląsk i sensownym rozwiązaniem było wcielenie tych terenów do Saksonii. Trudno byłoby uwierzyć w przyjaźń z Brandenburgią, ale z Saksonią - jak najbardziej. Od południa mielibyśmy znów Czechosłowację. Gdybyśmy utrzymali granice z 39 roku, stosunki z tym państwem byłyby nieprzyjazne. Problem w tym, że gdybyśmy utrzymali jakimś cudem granicę wschodnią sprzed wojny, a na zachodzie zyskali Gdańsk, Prusy Wschodnie i Górny Śląsk, to ja nie wiem, czy Polska nie składałaby się z samych mniejszości. Nie za bardzo wydaje mi się możliwe wysiedlenie wszystkich Niemców, z pewnością wysiedlono by członków NSDAP i SS oraz ich rodziny. Wątpię, by to wystarczyło, by ludność polska była większością. Udzielenie odpowiedzi na te pytania to już raczej "fantasy" niż historia alternatywna.
  19. Istnieje coś takiego jak wiedza o kowalstwie? Pewnie że można na ten temat robić wykłady które jednak nic nie dadzą bo tu potrzebna jest nie wiedza a wprawa. Tej natomiast nie nabywa się poprzez słuchanie słów a poprzez wykonywanie pewnych czynności. Zatem ten kto się chce nauczyć kowalstwa idzie do terminu i tam naśladuje po prostu ruchy i nie sofisty a mistrza. Jak można wskazać wielu? Można wskazać jednego wśród wielu. Co do mnie to kiedyś przeglądałem w necie co tam pisze o Sokratesie i zapamiętsałem że byli tacy co go uważali za sofistę i tyle.
  20. Chyba ma. Mogła zostać napisana w 1113 roku ale skoro nie została zartwierdzona przez papieża to był to dokument bez mocy prawnej, coś w rodzaju brudnopisu. Oficjalnie to chyba chodziło o zebranie się najważniejszych mnichów z Citeaux ale kto dokładnie na nim był w 1116 roku nie wiem. Możliwe że wybrano na nim opata Citeaux. To znaczy został nim dotychczasowy, Harding. Natomiast Kapituła Generalna Wszystkich Klasztorów mogła się zebrać po grudniu 1119 roku, po zatwierdzeniu Carta Caritatis przez papieża. Ponieważ z jakichś powodów nawiązano do tradycji zebrania się Kapituły Generalnej Citeaux która miała miejsce 14 września 1116 roku to zebranie się Kapituły Generalnej Wszystkich klasztorów wyznaczono co roku na 14 września. Pewnie chodziło o to że Zgromadzenie Kapituły Citeaux w 1116 roku było pierwszym na którym wybrano opata. Dotąd opatów mianowała chyba władza zwierzchnia, czyli papież albo opat wiodącego klasztoru. Może i tak. Z tym że nie bardzo wiem co tu mają do rzeczy prawa parlamentarne. Bo co roku 14 września zbierała się w Citeaux (chyba) Kapituła Generalna Wszystkich Klasztorów. Gwoli ścisłości byli to opaci tych klasztorów, nie wszystkich, bo opaci tych najodleglejszych nie mieli obowiązku przybywać a na czele zakonu stał przewodniczący tego zgromadzenia. Nie wiem czy takie zgromadzenie opatów, przecież funkcjonariuszy zakonnych, można nazwać parlamentem. Bo określenie parlament sugeruje przedstawicielstwo wszystkich mnichów a ci nie zawsze musieli się zgadzać ze swymi przełożonymi, czyli opatami, chociaż wybieralnymi, przynajmniej w teorii. Natomiast opaci-parlamentariusze mogli się znaleźć w konflikcie interesów między nakazami z góry a interesami swych mandatariuszy, czyli zwykłych mnichów którzy ich wybrali, ze wszystkimi tego konsekwencjami.
  21. Imię słowiańskie

    Kalendarz IKC-a
  22. Imię słowiańskie

    O jakiej publikacji z 1939 r. wspomina tu Tomasz N?
  23. Według kogo zostali wysłani, tak z cytatem poproszę. I dla kogo karczowali? Winnicę też karczowali? A istnieje jakiś historyk co w ten sposób nazywa to zgromadzenie? I gdzie tu logika? Carta Caritatis Priori jest rzeczywiście zatwierdzona w 1119 przez papieża, ale jej najstarsza część datowana jet na 1113 rok , tylko co to ma do rzeczy? Może nam objaśnić euklides na czym polegało zgromadzenie mnichów, w ramach kapituły generalnej w jednym zgromadzeniu?? /por. I. Rogusz "Święty Stefan Harding (1059 – 1134) - trzeci opat Cîteaux i fundator zakonu cystersów", "Cistercium Mater Nostra: tradycja, historia, kultura" R. 3, 2009/ A kto się zjawił w 1116 roku na tej kapitule? Mógłby nam to przybliżyć euklides? "Drugą zasadą odróżniającą ich od innych zakonów mniszych był centralizm , tj. podporządkowanie wszystkich klasztorów lokowanych na różnych terytoriach Europy jednej centralnej władzy, którą stanowiła Kapituła Generalna, jako organ centralny i kontrolny, działający na prawach parlamentarnych. W jej ręku była władza ustawodawcza i sądownicza. Instytucja ta zapobiegała supremacji pojedynczych klasztorów, przyczyniając się jednocześnie do stworzenia spójnej formacji religijnej z władzą centralną, w której poszczególne klasztory zachowały pewien stopień autonomii przy całkowitej karności i posłuszeństwie wobec instancji wyższych, tj. m. in. macierzy i Kapituły Generalnej. System ten, do początku XV w., zapewnił cystersom dużą zwartość wewnętrzną...". /A.M. Wyrwa "Powstanie zakonu cystersów w świetle "Exordium Parvum"...", "Nasza Przeszłość", T. 90, 1998s. 21-22/ Zadałem kilka pytań, na część euklides nie odpowiedział a kiedy odpowiadał nie był w stanie wesprzeć się żadnym opracowaniem historycznym. Dla większości historyków nie istniała kolonia karna, dla większości historyków nie istniał profos Alberyk. Czy wie euklides jak brzmi IX rozdział wspomnianego Exordium? Mógłby nam objaśnić euklides który to z przełożonych tego zgromadzenia był opatem a nie profosem i dlaczego?
  24. Pisałem z pamięci i źle zapamiętałem ponieważ nie wydawało mi się to ważne. Ważnym jest natomiast że Robert podlegał opatowi Cluny. Szanowny Secesjinisto. Tu potrzebna jest jakaś minimalna znajomość prawa kanonicznego. Prawo kanoniczne nie zna takich pojęć jak na przykład profos. Zatem jakim sposobem mogłoby się ono znaleźć w dokumentach koscielnych dotyczących Citeaux. Choćby według logiki. Przecież zredagowana przez Hardinga Carta Caritatis, gdzie było o zwoływaniu Kapituły Generalnej wszystkich klasztorów, została przyjęta 23 grudnia 1119 roku. Szanowny Secesjonisto. Sekwencja wydarzeń była taka: - w Molesme wybuchają jakieś rozruchy. - Niedlugo potem grupa mnichów z Molesme jest wysłana do karczowania lasu we wrednej okolicy. To jak to zinterpretować? Można oczywiście tak że do Citeaux udała się grupa rozmiłowanych w ascezie osobników. Ja jednak w to nie wierzę, Zatem poszli karczować las za karę. Pewnie że żaden dokument nie nazwie tego kolonią karną bo takiego pojęcie nie ma w prawie kanonicznym. Stąd pojawiają się teorie o miłośnikach ascezy którzy dobrowolnie udali się do Cireaux i z radością karczowali las.
  25. To jak było z tym psałterzem, nie mieli, bo nie lubili się modlić, czy nie mieli, bo nie było ich stać?
  26. Po prostu pisałem z pamięci i źle zapamiętałem bo to mniej istotne. Ważnym jest że Robert był członkiem ordre de Cluny (czyli zakonu Cluny) i podlegał opatowi Cluny.
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.