Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Past hour
  2. Nie. Wpadła mi kiedyś w ręce książka Puzyriewskiego ale ktoś mi ją pożyczył i bez przerwy domagał się zwrotu tak że w sumie nie mogłem sobie tego na spokojnie strawić.
  3. Archeologiczne Zdjęcie Polski

    Dzięki @secesjonista ale chyba nie o to chodzi. Dla gmin które przejrzałem mamy wzmianki o III okresie (rzadko II) wczesnego średniowiecza a później z rzadka wiek XIII i często XIV. Sugerowało by to zakończenie okresu III w XIII wieku. Ponadto w jednym miejscu do okresu II jest dopisek XI w.
  4. Yesterday
  5. A czytał euklides studium Wacława Tokarza?
  6. Archeologiczne Zdjęcie Polski

    To zależy z jakiego systemu periodyzacji skorzystał autor. Ja spotkałem się z podziałem dotyczącym dziejom Słowian w okresie wczesnego średniowiecza opartym na rozwoju sojcoekonomicznym i politycznym: "... the early Slavic period (sixth-seventh centuries), followed by the old (eventh-eight centuries), middle (c. 800-950), late (950-twelfth century) and final Slavic periods (twelfth century-1250)". /"Medieval Archaeology. An Encyclopedia" " ed. P.J. Crabtree, 2016, s. 20/
  7. Zgadzam się z tym, na co wskazujecie: na niebezpieczeństwo książki nakłada się wiele czynników, od jej treści począwszy, przez jej odbiór i wykorzystanie, po definicję dla kogo książka jest niebezpieczna i z jakich względów. Przytoczony tu np. orwellowski „Folwark zwierzęcy” do dziś ocenzurowany jest w Wietnamie, zabroniony w Korei Północnej i... Zjednoczonych Emiratach Arabskich. O ile w przypadku Korei Pn i Wietnamu można zrozumieć polityczne obawy, o tyle w przypadku Emiratów chodzi o obrazy sprzeczne z nauką islamu w postaci antropomorficznych, mówiących ludzką mową świń. Z podobnego powodu – antropomorfizacji zwierząt – na czarnej liście cenzora w jednej z chińskich prowincji - Hunan - wylądowała w 1931 roku „Alicja w Krainie Czarów”. Trzy dekady później książka stała się ponownie przedmiotem troski, tym razem jednego ze stanów w USA, ze względu na „halucynogenne grzybki”. W Jugosławii w 1937 roku z kolei jedna z przygód Myszki Miki „Mickey and His Double” została ocenzurowana na łamach czasopisma „Polityka”, gdyż przedstawiała historię, w której spiskowiec próbuje obalić króla. „Na zachodzie bez zmian” Remarque'a spotkało się z cenzurą w III Rzeszy i we Włoszech Mussoliniego za swój pacyfistyczny wydźwięk. W 1929 roku zabroniono wydania „Przygód Sherlocka Holmes'a” w sowieckiej Rosji ze względu na przewijający się w lekturze spirytualizm i okultyzm. Jeśli chodzi o aspekty religijne, to w wielu krajach muzułmańskich (ale nie tylko: na liście znajdzie się i Papua Nowa Gwinea, i Singapur) zabronione są „Szatańskie wersety”, w Rosji z kolei od 2013 roku tłumaczenie „Koranu”, a od 2015 „Pismo Święte w przekładzie Nowego Świata” Świadków Jehowy. W Pakistanie zabroniona jest biografia Muhammada Ali Jinnaha – pakistańskiego „Ojca Narodu” - „Jinnah of Pakistan” pióra indologa Stanleya Wolpeta za rozpowszechnianie informacji o upodobaniu Jinnaha do wina i wieprzowiny. Jeśli chodzi o dumę narodową, to znajdzie się i rarytas dla euklidesa: W Maroku zabroniona była od momentu jej ukazania się w 1993 roku (obecnie brak oficjalnych informacji czy zabronione jest jej posiadanie) książka „Mon ami le roi; Hassan II” Gillesa Perrault (tak że podróżowanie po Maroku z książkami pana Perrault może być całkiem interesującym przeżyciem). Z kolei w Arabii Saudyjskiej zabroniona jest napisana w 2008 roku książka „Goat Days” opisująca na faktach losy Najeeba Muhammeda - indyjskiego emigranta zarobkowego poniżonego i poddanego represjom w Arabii Saudyjskiej. Jedyną zakazaną współczesnie książką w Wielkiej Brytanii jest od 1991 roku "Lord Horror". I wreszcie "Mein Kampf" współcześnie zakazana jest jedynie w Rosji, Austrii i Polsce. W Niemczech zalegalizowane zostało wznowione, opatrzone licznymi komentarzami historyków, wydanie Institut für Zeitgeschichte z 2016 roku.
  8. Archeologiczne Zdjęcie Polski

    Odświeżę trochę temat. Czy ktoś orientuje się jakie ramy czasowe obejmują wpisane w tym dokumencie "II okres wczesnego średniowiecza" oraz "III okres wczesnego średniowiecza" ?
  9. Mnie się po prostu wydawało że tytuł "Rozważania o Morderstwie jako jednej ze Sztuk Pięknych". jest na tyle szokujący że wzbudzi jakieś refleksje, że nie wzbudził to przypisałem to nierozumieniu języka angielskiego i dlatego przetłumaczyłem sam. Ale widzę że nadal nikogo to nie szokuje. A przecież z tego tytułu wynika że autor zalicza sztukę mordowania do Sztuk Pięknych, tak jak malarstwo, rzeźbę itd, zatem utalentowanego mordercę traktuje tak jak każdego innego mistrza Sztuk Pięknych, na przykład Rafaela. Dla mnie to jest szokujące bo dla mnie morderca zawsze będzie podłym, odrażającym nikczemnikiem. Nie chcę utrzymywać że jest to dzieło "istotne" ale zwracam uwagę że tu jest mowa o dziełach niebezpiecznych a do takich to dzieło niewątpliwie należy. Przecież autor opisuje sztukę dokonywania odrażających morderstw a rozpowszechnianie takiej wiedzy przecież grozi wręcz jakimiś konsekwencjami demograficznymi. Przy tym bezwzględnych i nikczemnych morderców traktuje jak godnych podziwu artystów.
  10. Może i tak było. Ale wydaje mi się że podajesz wersję rosyjską, że jednak gwardie stanęły twardo ale fakt że gwardie się wycofały niekoniecznie o tym świadczy. No nie, Skrzynecki ją pewnie akceptował. Oczywiście Prądzyński to raczej sztabowiec ale wykonawcą koncepcji był Skrzynecki. Pewnie że uniknąć tej bitwy było łatwo ale wydaje mi się że polska koncepcja polegała na tym żeby zaatakować Rosjan kiedy ci przeprawią część swoich wojsk przez Narew i tą część rozgromić, to mogło zadecydować o zakończeniu wojny z jakim takim sukcesem . Było to ryzykowne i się nie udało. Z tym że nasi byli chyba na to ryzyko skazani bo Królestwo było jednak za małe żeby prowadzić jakąś dłuższą wojnę z ogromnym carskim imperium.
  11. Przegrać z samym sobą. Przykłady wojen, misji, operacji itp.

    To ja podrzucę coś z wojny krymskiej. W czerwcu 1855 roku sprzymierzeni mieli odnieść pod Sewastopolem spektakularny sukces. Wybrano nawet datę dzienną - 18 czerwca, czyli dokładnie w 40. rocznicę bitwy pod Waterloo. Nie uznałbym może tych działań w pełni za "doskonale przygotowane", nie mniej oczekiwanie spektakularnego sukcesu i pewnego "odczarowania widma Waterloo" ciążącego nad teraz sprzymierzonymi wojskami francusko-angielskim było bardzo silne. Skądinąd - samemu lordowi Raglanowi zdarzało się w czasie tej wojny określać Rosjan mianem Francuzi. Wyszło, jak wyszło - czyli źle i sukcesu nie było. Taka piękna rocznica się zmarnowała, a lord Raglan umarł dziesięć dni później. Dominuje przekonanie, że głównym powodem zgonu było skrajne przygnębienie.
  12. Last week
  13. Cieszy mnie, że kogoś zainteresowało to, co mnie fascynuje. Określenia "fatalna" bronić nie będę, ale "klęska" - to już tak. Twój opis wyprawy na Gwardie w miarę trzyma się faktów, ale interpretujesz je nader swobodnie. Celem - jak ja to rozumiem - wyprawy na Gwardie było przede wszystkim rozbicie, albo przynajmniej pobicie tychże i zmuszenie do głębokiego odwrotu za Narew. Liczono przy tym, że w takiej sytuacji Dybicz, który stacjonował w okolicach Siedlec rzuci się na pomoc Gwardiom. Jednak będzie musiał pozostawić znaczne siły nad Liwcem i Kostrzyniem, a część sił rzucić na Białystok, by wspomóc Gwardie bezpośrednio. Spodziewano się, że żołnierze Gwardii, zwykle szlacheckiego pochodzenia, pogardliwie określani jako "paniczyki" będą się kiepsko sprawiać w boju. Dzięki temu gdzieś w okolicach Ostrowi czy Wysokiego miano stoczyć walną bitwę z osłabioną podziałami armią Dybicza, która byłaby znacząco słabsza liczebnie od sił polskich. Taka była z grubsza koncepcja Prądzyńskiego, na ile Skrzynecki się z nią identyfikował - trudno powiedzieć, ale raczej chciał wymusić wycofanie się Rosjan na linię, z grubsza zgodną z granicą KP, niż pobić Dybicza. Niestety żołnierze Gwardii okazali się wyszkoleni, bitni, a nawet charakteryzujący się pogardą śmierci - bardzo trudnym przeciwnikiem, w walce z którym 1:1 nasi raczej przegrywali. Bez większych strat Gwardie wycofały się za Narew przez Tykocin. Dybicz rzeczywiście porzucił swe stanowiska pod Siedlcami i przeprawił się przez Bug pod Nurem, w czym bezskutecznie usiłował mu przeszkodzić korpus Łubieńskiego, dobrze że nie skończyło się to gorzej, bo Łubieński został nawet okrążony, ale się wyrwał. Mimo to niepobite Gwardie były zbyt blisko, by zaatakować Dybicza, więc zarządzono odwrót. Całkiem nie szaleńczy, spokojny, ubezpieczony. Dybicz też zanadto nie napierał. Gwardie mu formalnie nie podlegały (choć współdziałały), a bez nich był słabszy od sił polskich. Nie było też żadnego szaleńczego pościgu, ot takie ostrożne deptanie po piętach. Od momentu, gdy główne siły polskie przeszły na prawy brzeg Narwi, do momentu, gdy Rosjanie pojawili się na przedmieściach Ostrołęki minęło chyba kilkanaście godzin. Czasu było dość, by wszystkie wojska wycofały się za rzekę, następnie trzeba było zrzucić most na palach (najlepiej i pale podpalić) i spuścić most pontonowy, oddzielić się od Dybicza rzeką, wiosną bardzo trudną do sforsowania, i teraz niech on się martwi, co dalej. Cel minimum zostałby osiągnięty - bez trudu można by odzyskać tereny między Liwcem i Kostrzyniem a Bugiem. Niemal całość sił rosyjskich zostałaby stłoczona na małym obszarze między Bugiem a Narwią, cholera pewnie dałaby się im istotnie we znaki. Zaopatrzenie utrudniało powstanie na Litwie, dodatkowo można było mu przeciwdziałać zagonami kawalerii z Łomży i z Ciechanowca. Zapewne musiałby się wraz z Gwardią wycofać w stronę Białegostoku, więc opuścić granice Królestwa. I to można było odtrąbić jako wielki nasz sukces - główną armię rosyjską przegoniliśmy za naszą granicę. Żeby to osiągnąć, trzeba było zrobić jedno - uniknąć bitwy pod Ostrołęką, co było łatwe i proste.
  14. Euklides coś dziś mało pozytywnie nastawiony do świata? Gdybyś zasugerował, że chcesz, aby ktoś przetłumaczył ten tytuł - ktoś może by spróbował. Prawdopodobnie bez tak fenomenalnych rezultatów, jak w przypadku Twojego tłumaczenia, ale zawsze. Może raczej rozwiń wątek - dlaczego uważasz to akurat dzieło za aż tak istotne? Ja raczej w dyskusji na jego temat z Twoim udziałem angażować się nie będę, ale naprawdę chętnie sobie poczytam.
  15. Liczyłem na wasz angielski ale chociaż stale nim się popisujecie to widzę że was ten język przerasta dlatego tytuł książki Thomas de Quincey pozwoliłem sobie przetłumaczyć sam, brzmi on "Rozważania o Morderstwie jako jednej ze Sztuk Pięknych". Uważacie naprawdę że Tacyt czy jakaś Biblia są książkami naprawdę niebezpiecznymi czy tylko tak sobie piszecie z nadmiaru wolnego czasu?
  16. W Ogniem i mieczem jeśli dobrze pamiętam Skrzetuski będąc jeńcem Chmielnickiego obserwuje bitwę jak się domyślam nad Żółtymi Wodami. Według Wiki trwała ona dwa tygodnie i była ciągiem starć i potyczek w filmie jednak trwa dwa dni i chyba kończy się na jednym starciu.
  17. "Danton" Andrzeja Wajdy to doskonały film oparty na "Sprawie Dantona", dramacie Stanisławy Przybyszewskiej. To nie tyle film historyczny a studium psychologiczne dwóch głównych antagonistów: Dantona i Robespierre'a, zatem nie ma co się czepiać o oddanie realiów historycznych. Zatem jedynie jako ciekawostkę podam - w jednej ze scen Robespierre leży chory w łóżku (i przerażony tym co sam wywołał), przy tym łóżku stoi małoletni brat Elżbiety Dupley, który recytuje tekst Deklaracji Praw Człowieka. Tyle że recytuje ją w brzmieniu z 1789 roku zamiast obowiązującego wówczas tekstu z 1793 roku. Choć Jan Baszkiewicz, konsultant tego filmu, pisał o tej scenie z filmu (w: "Nowy człowiek, nowy naród, nowy świat. Mitologia i rzeczywistość rewolucji francuskiej") nie objaśnił skąd taki błąd historyczny, wydaje się, że po prostu sięgnięto po tekst, który jest bardziej rozpoznawalny.
  18. Wydaje mi się żę widywałem w Polsce w sprzedaży Mein Kampf przypuszczam więc ,że to nie bełkot jest niebezpieczny. Swoją drogą istotnie nie można winić książek za to jak ludzkość z wiedzy w nich zawartej korzysta.
  19. Po namyśle, doszedłem do wniosku, że ta zabawa - to jednak nie dla mnie. Po pierwsze - w istotnej części to nie tyle książki są niebezpieczne, tylko ludzie, którzy je czytają. Jestem człowiekiem z wieloma wadami, ale mnie przeczytanie jakiejkolwiek książki nie skłoni do mordowania innych ludzi. A są tacy, którzy z biednego Darwina wyczytaliby, że należy mordować, czy sprzyjać wymarciu ludzi "ewolucyjnie zacofanych". Po drugie - jak określić "niebezpieczeństwo"? I kogo ma ono dotyczyć. Przykłady dyskusyjne: 1. "1984" i "Folwark zwierzęcy" były niewątpliwie niebezpieczne, bo każdy stalinista (czy nawet ogólnie - zwolennik jakiegokolwiek zamordyzmu) nie pozbawiony mózgu musiał się przynajmniej nad nimi zastanowić. Czyli były niebezpieczne. Ale w tym przypadku to chyba dobrze? 2. Co do "Mein Kampf" nie ma chyba wątpliwości odnośnie do niebezpieczeństwa. Straszna książka i straszna ideologia, prowadząca do zagłady milionów. Ja jednak się zastanawiam, czy to akurat nudny bełkot z "Mein Kampf" był niebezpieczny, czy raczej np. "Hitler nad Niemcami" i jego agresywny bełkot w przemówieniach?
  20. To pytanie do włoskiego starożytnika, który zasugerował rozważenie by to dzieło Tacyta umieścić na takiej liście, czy do mnie, jako że wyraziłem się co do tej kwestii: "mogę zrozumieć"? Nie jest jakimś odkryciem, że cytaty z "Germanii" przyozdabiały nazistowskie zjazdy a ideolodzy ruchu narodowosocjalistycznego często sięgali po to dzieło znajdując w nim uzasadnienie dla tworzonych przez nich koncepcji rasowych. Literatura tycząca się formułowaniu w III Rzeszy nowej koncepcji Germanentum; i czerpania ze wskazanego dzieła Tacyta; jest bogata (wspomnieć można: "Beiträge zur Verständnis der Germania des Tacitus" eds. H. Jankuhn, D.Timpe, L. Krapf "Germanenmythus und Reichsideologie", J. Ackermann "Heinrich Himmler als Ideologe", A.A. Lund "Germanenideologie und Nationlsozialismus", N. Goodrick-Clark "The Occult Roots of Nazism", L. Poliakov "The Aryan Myth", B. Mees "Htiler and Germanentum", "Journal of Contemporary History", Vol. 39, No. 2, 2004), a niejako wprost tropem wskazanym przez włoskiego badacza poszedł Christopher B. Krebs pisząc "A Most Dangerous Book. Tacitus's Germania from the Roman Empire to the Third Reich". Mogę zrozumieć, że włoski Żyd, który stracił kilkunastu członków swej rodziny w obozach zagłady mógł sugerować rozważenie umieszczenia tej pozycji na takiej liście. Jak wcześniej zauważyłem, Momigliano uczynił taką uwagę niejako na marginesie, zatem nie rozwinął szerzej uzasadnienia dla swego zdania. Stwierdził jedynie, że jest to dzieło, które wzbudziło bezbożne namiętności w ludzkich umysłach. "Richard of Bury, bishop of Durham in the XIV century, wrote in his 'Philobiblon a lament for the ancient books that have not come down to us because of war. How many more interesting books by Aristotle and Seneca we could have read, he suggested, if they had not been destroyed by war (...) If Richard of Bury were living today he would of course have even reasons to lament the books destroyed by war. But perhaps he would have learnt that there is an even greater calamity than books destroyed by war: it is the calamity of books and papers on causes of war, war psychology, war guilt, future wars. To this sad category of papers inspired by war belongs, I am afraid, the paper I am going to inflict upon you now. My only consolation, if it is a consolation, is that there is a third, even worse, category of books and papers: the category of the books that inspired wars and were themselves causes of wars. No international enterprise as yet has taken the initiative in collecting the hundred most dangerous books ever written. No doubt some time this collection will be made. When it is done, I suggest that Homer's 'Iliad' and Tacitus' 'Germania' should be given high priority among these hundred dangerous books. This is no reflection on Homer and Tacitus. Tacitus was a gentleman and, for all that I know, Homer was a gentleman too. But who will deny that the 'Iliad' and the 'Germania' raise most unholy passions in the human mind? It is fortunately not my task to speak here about the influence of Tacitus' 'Germania'. On horror is enough for one day. But if I am going to speak about causes of war in ancient historiography I cannot pass over all the neafarious consequences of that great epic model-the 'Illiad'". //tegoż "Secondo contributo alla storia degli studi classici", "Storia e Letteratura" Racccolta di studi e testi 77, Roma 1984, s. 14-15/ A to pewnie zależy i od osoby i książki, stąd rad bym raczej poznać uzasadnienie w przypadku gdy ktoś już zdecydował się umieścić jakiś tytuł na takiej liście.
  21. No nie, ale fatalną to ta klęska chyba nie była. Kiedyś mnie ta bitwa zainteresowała ale to było dawno i musiałbym sobie dużo poprzypominać. W każdym razie, o ile pamiętam, to zaczęło się od wyprawy Skrzyneckiego na Gwardie. Zrobił to celowo by sprowokować Rosjan do ataku i istotnie to mu się udało bo Rosjanie na niego wyruszyli. Wówczas Skrzynecki rzucił się do szaleńczego odwrotu, co było celowe bo Rosjanie zaczęli równie szaleńczy pościg i obie armie się w czasie tego manewru zdezorganizowały co było po myśli Skrzyneckiego bo miał nadzieję że sprawę rozstrzygnie wówczas większa przedsiębiorczość organizacyjna naszych niższych dowódców na którą liczył (zresztą był to dość typowy manewr napoleoński). Pod Ostrołęką się gwałtownie zatrzymał i stąd ta trochę chaotyczna bitwa. Trudno mówić o klęsce ale dla naszych przebieg tej bitwy był fatalny bo wojsko rosyjskie nie przegrało co było rozstrzygające zważywszy na różnice potencjału Królestwa Polskiego (przeliczeniowo 4 gubernie) i cesarstwa Rosyjskiego (chyba 22 gubernie). Po prostu Królestwo wyczerpało swoje zasoby i dalsze prowadzenie wojny było już niemożliwe.
  22. Dam przykłady z 1831 roku. Ostrołęka. Ponieśliśmy fatalną klęskę, podczas gdy tej bitwy w ogóle być nie powinno. Pozostawiono grupę Bogusławskiego na lewym brzegu nie wiadomo po co. Żeby mogła się wycofać już bezpośrednio atakowana, nie zniszczono mostów, po których zaczęli przeprawiać się Rosjanie. Jeśli była to planowana zasadzka, to planu tego nawet nie próbowano wcielić w życie. Łysobyki. Cel był skromny i nawet pełny sukces strategiczne położenie niewiele by poprawił, ale wydawał się pewny. No i w decydującym momencie Jankowski się zawahał, rozkazu do natarcia nie wydał. Żeby nie było, że to tylko po naszej stronie, podam przykład trzeci. Lutowa ofensywa na Pragę. Wojska aż nadto wystarczające, artylerii tyle, że 1/3 armat pozostawiono w Białymstoku, żeby koni do transportu pozostałych było więcej. Zaopatrzenie w amunicję, żywność i furaż zapewnione. I chociaż siły polskie były większe, niż się spodziewano, a wola walki też, to w końcu opór armii polskiej został na polach Grochowa złamany. Szturm na praskie przedmoście i obóz umocniony - to polowe obwarowania, nie forteca - zwieńczyłby kampanię. Ale rozkazu do szturmu nie wydano. Wojna, miast skończyć się w lutym, przeciągnęła się do października. Można też egzemplifikować sytuacje przeciwne - operacje, które nie miały szans się udać, a jednak się udały. Jak marsz korpusiku Prądzyńskiego na Iganie, czy Paskiewicza na Płock.
  23. Rewolucja lutowa 1917

    "Ogromną rolę Dumy Państwowej jako centrum rewolucji doskonale charakteryzuje prywatne posiedzenie jej członków, które rozpoczęło się 27 lutego o 2:30 w Sali Półkolistej Pałacu Taurydzkiego. Zebrani posłowie postanowili „wybrać Tymczasowy Komitet spośród członków zebrania i przedstawicieli frakcji z każdego ugrupowania (z wyjątkiem grup prawicowych) należącego do bloku progresywnego”. Skład Tymczasowego Komitetu ustalono między 5:00 a 5:30 27 lutego 1917 r. (...) Do pierwszych działań TKDP należały negocjacje, które odbyły się w Pałacu Maryjskim wieczorem 27 lutego między delegacją Dumy (M. W. Rodzianko, N. W. Niekrasow, I. I. Dmitrukow i N. W. Sawicz) a wielkim księciem Michałem Aleksandrowiczem i przewodniczącym Rady Ministrów księciem N. D. Golicynem". /A.B. Nikolaev "Rewolucja parlamentarna: Piotrogród, 27 lutego - 3 marca 1917 roku", "Przegląd Wschodnioeuropejski", T. 10, nr 3, 2019, s. 60-61/
  24. Kiedy widzę jak dla kogoś artykuł z "FiM" jest wiarygodnym źródłem wiedzy o tym jak konkordat wygląda z punktu widzenia prawa, to trudno nie zatroskać się nad stanem polskiej edukacji i deficytem zwykłego zdrowego rozsądku. No ale spójrzmy jak to wygląda z punktu widzenia "FiM-u", którego dziennikarze posiedli prawdę. W tym artykule stoi: "Przyjmując za punkt wyjścia w sprawach finansowych instytucji i dóbr kościelnych oraz duchowieństwa obowiązujące ustawodawstwo polskie i przepisy kościelne Układające się Strony stworzą specjalną komisję, która zajmie się koniecznymi zmianami. Nowa regulacja uwzględni potrzeby Kościoła biorąc pod uwagę jego misję oraz dotychczasową praktykę życia kościelnego". Wprost z tego artykułu nie wynika, że musi dotować, choć swoją drogą dlaczego by nie? Faktycznie nie ma w tym artykule nic o przestrzeganiu norm sanitarnych, co więcej nie ma nic o tym, że budynki podlegające kościołowi, w których prowadzi on działalność np. w postaci opieki paliatywnej, podlegają normom i przepisom polskiego prawa budowlanego. W efekcie tego, kolejne rządy nie zrywające takiego konkordatu biorą na siebie winę za ewentualne katastrofy budowlane w takich budynkach. Zadziwiające, jak skądinąd całkiem inteligentne osoby w swym zacietrzewieniu potrafią sięgać po takiego rodzaju argumenty, których waga nieco podważa tę inteligencję. Można to pociągnąć dalej i zgłaszać pretensje, że skoro stroną konkordatu jest państwo, którego głowa ma mieć szczególne kontakty z Wszechmocnym to w takiej umowie powinny być artykuły zabezpieczające nasz kraj przed powodzią, suszą, szarańczą i gradobiciem. A gdyby jednak takie katastrofy nawiedziły nasz kraj, strona polska miałaby prawo do stosownego odszkodowania. Na wszelki wypadek nikt nie wspomni o art. 26: "Kościelne osoby prawne mogą zakładać fundacje. Do fundacji tych stosuje się prawo polskie". Polscy biskupi grekokatoliccy nie podlegają i w momencie podpisywania konkordatu nie podlegali żadnemu metropolicie z siedzibą we Lwowie. Zwierzchnik tego kościoła w Polsce, w tym przypadku metropolita warszawsko-przemyski podlega (i podlegał) bezpośrednio Rzymowi. Żadna część naszego terytorium nie należy do diecezji czy prowincji mającej swą stolicę poza granicami naszego państwa. To są kwestie elementarne gdy chce się coś napisać o organizacji tego kościoła. Polski Kościół Greckokatolicki jest częścią Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, ale nie: pod względem administracyjno-terytorialnym, prawnym czy w zakresie zwierzchnictwa. Autor z "FiM-u" być może w swym mniemaniu posiadł wiedzę o prawdziwej naturze regulacji tkwiących w konkordacie, za to nie posiadł wiedzy w zakresie organizacji hierarchicznej konfesji greckokatolickiej na Ukrainie. Gdyby cokolwiek sprawdził to wiedziałby, że gdy pisał swój artykuł od trzech lat głową tego kościoła był arcybiskup (większy) kijowsko-halicki a nie: lwowski. O ile mi wiadomo w strukturze greckokatolickiego kościoła ukraińskiego nie ma czegoś takiego jak "Krajowa Konferencja Episkopatu" stąd trudno polskim biskupom do niej należeć, ale może się mylę w tej kwestii? Nic takiego tam nie ma, chyba że ktoś w ten sposób nad interpretuje zapis: ""Kapłani przeniesieni do rezerwy mogą być powołani do odbywania ćwiczeń wojskowych tylko w celu przeszkolenia do pełnienia funkcji kapelana wojskowego na wniosek właściwego przełożonego kościelnego". I tu faktycznie wiele można zarzucić zapisom konkordatowym. To szukanie mogło by się przeciągnąć... do wieczności. Jak dotąd nic w tym zakresie nie zmieniło się w nauce kościoła katolickiego, nie było żadnego papieża, który zaaprobował swym dekretem środki antykoncepcyjne, zatem nie było też reakcji polskiego Episkopatu, który miał głoszenia tegoż dekretu zabronić. Cała ta historyjka zbudowana jest na pogłoskach o wynikach prac komisji z czasów Soboru Watykańskiego II. "Istnieją świadectwa, że papież Jan XXIII w czasie trwania II soboru watykańskiego powołał wieloosobową grupę ekspertów, zrzeszających kapłanów i osoby świeckie (żonate i bezżenne), które miały przygotować dokument na temat kwalifikacji moralnej antykoncepcji. Wnioskiem komisji był pogląd o moralnej dopuszczalności stosowania środków antykoncepcyjnych. Kolejny papież, Paweł VI, powołał jednak swoją komisję składającą się tylko z osób duchownych, kardynałów i biskupów Kościoła katolickiego". /E. Wejbert-Wąsowicz "Teraźniejszość - Człowiek - Edukacja", T. 18, nr 4, 2015, s. 69/ Pani Wejbert-Wąsowicz napisała: "istnieją świadectwa", tworząc atmosferę jakby odkrywała ciemne sekrety z "tajnego archiwum" watykańskiego, tymczasem nie jest żadną tajemnicą powołanie (w marcu 1963 r.) przez Jana XXIII Komisji do spraw Zaludnienia, Rodziny i Rozrodczości, a o tejże komisji wspomina papież Paweł VI w swej encyklice. Nie jest prawdą, że ów papież powołał nową komisję, tylko dwukrotnie uzupełnił jej skład: w 1963 i 1964 roku, i nie jest prawdą, że ostatecznie składała się tylko z osób duchownych. Obrady tejże komisji były tajne i jak wiemy jej członkowie podzielili się na dwie grupy, większą mieli stanowić zwolennicy złagodzenia polityki kościoła w kwestii antykoncepcji. Część z materiałów przygotowanych przez liberalniejszych członków komisji wyciekło do prasy w 1967 r. (czyli rok po tym jak końcowe stanowiska zostały zaprezentowane papieżowi), dzięki czemu można było poznać uzasadnienie ich stanowiska a pośrednio stanowisko ich adwersarzy. Ostatecznie, papieska encyklika "Humanae vitae" rozwiała nadzieje bądź obawy jednych i drugich. /szerz: R.B. Kaiser "The Politics of Sex and Religion", J. E. Smith "'Humanae Vitae': A Generation Later", "Why 'Humanae Vitae' Was Right: A Reader" red. J.E. Smith, B.Häring "La crisi dell'encíclica", "Mensaje" 17, 1968, tegoż "Nuevas dimensiones de la paternidad resposnable", "Razón y Fe", Vol. 193, 1976, K. Rahner "Riflessioni sull'enciclica 'Humanae vitae'"/ I tyle w zakresie ukrywania papieskiego dekretu... Jak najbardziej, jak najbardziej... choć odnoszę wrażenie, że odnosi się ta uwaga głównie do tych co kontestują regulacje zawarte w tym dokumencie.
  25. Przegrać z samym sobą. Czyli jakie znamy z historii przykłady wojen, misji, operacji itp., które na pozór były doskonale przygotowane i gdyby nie błędy własne, nawet niewymuszone przez przeciwnika, odniosłyby zapewne sukces. Jednak ze względu na serię błędów lub jednostkowe błędy skończyły się katastrofą. Mimo, iż gdyby je wyeliminowano z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zakończyłyby się inaczej.
  26. Książka, którą właśnie czytam to...

    Aktualnie czytam Akwarium Suworowa. Fantastyczna, bardzo interesująca książka, która ukazuje jak działa agentura naszych sąsiadów. Napisana tak, że budzi nawet niepokoje; zaczynasz się rozglądać i uważniej obserwować to co dzieje się w okolicy czy na świecie - doszukując się działalności agentów. Którzy dla niewprawnego oka, mogą być sąsiadem, szefem, nikim nie wyróżniającym się z otoczenia. [... ciach] Nie sądzę by szacowne polskie wydawnictwo potrzebowało aż tak prostackich reklam. secesjonista
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.