Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Yesterday
  2. Skarbimir

    Janusz Bieniak przypuszczał, że miał on być przedstawiony w 1116 r. a na Boże Narodzenie roku następnego miał zostać uchwalony. Rok 1116 o tyle jest bezpieczniejszy niż 1115 gdyż nie ma pewności co do daty narodzin Leszka (1115? 1116?). Tak czy inaczej daty powstania i ew. zaprzysiężenia nie są znane, wiemy jedynie że Gall Anonim, pod rokiem 1117, zapisał: "Scarbimir palatinus contra ducem Boleslaum insurrexit et cecatur". Słabością tej hipotezy jest - czas i okoliczności około 1115/16 roku. Leszek miałby wówczas jakiś rok, w ówczesnych czasach jego dalsze przeżycie było wielką niewiadomą. Bolesław Krzywousty pochodził z rodu nieszczególnie rozrodzonego, stąd nie było podstaw do przypuszczania by z drugiego małżeństwa miałby dochować się liczniejszego męskiego potomstwa. Wiek jak i stan zdrowia władcy nie nagliły go i jego najbliższych doradców by pilnie zająć się kwestią dziedzictwa. Tak znaczącą decyzję Krzywousty zapewne przedstawił wpierw najbliższym zaufanym doradcom a więc i Skarbimirowi, gdyby ten ostatni wyraził gwałtowny sprzeciw władca miał czas by sprawę odłożyć na później. A wtedy przygotowywał się przecież do podboju Pomorza Wschodniego (a w perspektywie miał te same działania względem Pomorza Zachodniego) i nie był mu zupełnie potrzebny ostry konflikt z tak doświadczonym wojownikiem i dowódcą. Przy tym J. Bieniak podał to jaką jedną z hipotez, według drugiej rzecz była już bardziej skomplikowana, a bunt był wynikiem splotu wielu zdarzeń, często o charakterze losowym. Zmarło kilku znacznych członków rodu Awdańców (m.in. Michał biskup poznański czy Michał fundator Lubinia), sprawa Zbigniewa obniżyła autorytet palatyna, w tym czasie rozeszły się jego drogi z Piotrem Włostowicem przez co ubył mu znaczący sojusznik. Po "rozwiązaniu" sporu ze Zbigniewem część jego stronników powróciła do łask, a więc na dworze pojawili się ludzie darzący niechęcią (jeśli nie nienawiścią) Skarbimira. Przy czym przecież istniała wciąż "stara" opozycja wobec tego możnowładcy. Przy czym w tych krytycznych latach Krzywousty wstępuje w nowy związek małżeński, a jego małżonka szukając wzmocnienia swej pozycji mogła wesprzeć się na Skarbimirze ale mogła też na ludziach stojących w opozycji doń.
  3. Last week
  4. Demokracja szlachecka, klientelizm...

    Otóż poza oczywistym moim błędem to pamiętam jak FSO często zwracał uwagę innym użytkownikom o konieczności stosowania poprawnej pisowni. A w kwestii zasadniczej: ciężar wojsk zaciężnych zwykle padał u nas na szkatułę królewską i dobra duchowne.
  5. Kaiser

    To nie był przydomek i nic nie miał wspólnego z uszczypliwością, a Wilhelm II nie był pierwszym noszącym taki tytuł. "Deutscher Kaiser" przysługiwał stojącemu na czele Bundespräsidium (Präsidium des Bundes) królowi Prus. Tak postanowiono w konstytucji z 1871 r.: "Artikel 11. Das Präsidium des Bundes steht dem Könige von Preußen zu, welcher den Namen Deutscher Kaiser führt. Der Kaiser hat das Reich völkerrechtlich zu vertreten, im Namen des Reiches Krieg zu erklären und Frieden zu schließen, Bündnisse und andere Verträge mit fremden Staaten einzugehen, Gesandte zu beglaubigen und zu empfangen". /tekst całego aktu dostępny na de.wikisource.org, notka: "Verfassung des Deutschen Reichs (1871)"/ Ręka była ni w pełni władna i chyba nie do końca odpowiednio wykształcona (stąd używano specjalnego aparatu mającego rozciągnąć ramię).. Nie chodziło o złamanie, raczej o porażenie i uszkodzenie nerwów. Po pierwsze przyszły cesarz rodził się poprzez poród pośladkowy, w XIX w. taki poród przeżywać miało dwoje dzieci na sto. Eduard Martin ginekolog, szef położnictwa w Charité przy Uniwersytecie Berlińskim, przyjmujący poród początkowo uznał dziecko za martwe ("im hohen Grade scheintodt"), dopiero jedna z akuszerek doprowadziła do do uzyskania jakichś oznak życia, czyli tu - pierwszego płaczu. Jak się wydaje ginekolog przy tym trudnym porodzie ciągnąc za rękę uszkodził nerwy w szyi (odpowiadające za motorykę ręki), dodatkowo by ułatwić poród cesarzowej podano sporysz, co mogło dodatkowo porazić nerwy. Wilhelm miał też lekko skrzywioną szyję, którą próbowano operować i naprostować przy pomocy specjalnego aparatu (Kopfstreckmaschine). Szeroko kwestię medyczną porodu i konsekwencji starał się oświetlić brytyjski historyk John Charles G. Röhl "Wilhelm II. Die Jugend des Kaisers 1859–1888" (wyd. ang. "Young Wilhelm: The Kaiser's Early Life, 1859–1888"). A o jaki konflikt ambicjonalny może chodzić w przypadku cesarza, który uważa, że Bóg ustanowił go na takim stanowisku a kanclerzem, który był niemal wszechwładny?
  6. Najgorszy z Sasów

    Otóż prawdą jest, że większość wymienionych twórców pracowała dla magnatów (a dokładniej: również dla nich, prócz prac dla władcy), za to zupełnie nie jest prawdą, że to magnaci ściągnęli ich przed 1734 rokiem. Przyjrzyjmy się bliżej tym postaciom. Najłatwiej będzie z twórcą, którego Tofik określił jako: "Andrei Pozza", w rzeczywistości to Andrea Pozzo, gdy nastała u nas dynastia saska nadzorował wykonanie według swego projektu ołtarza w transepcie rzymskiego kościoła Il Gesù, w 1702 r. udał się do Wiednia, gdzie też też zmarł w roku 1709. Nigdy nie był w Polsce a tym bardziej nie tworzył w naszym kraju (por. J. Kowalczyk "Andrea Pozzo a późny barok w Polsce" cz. 1 "Traktat i ołtarze", cz. 2 "Freski sklepione", "Biuletyn Historii Sztuki”, nr 2 i 4, 1975). Jan Joachim Daniel Jauch przybył po raz pierwszy do Polski około 1713, gdzieś w 1715 objął stanowisko superintendenta saksońskiego urzędu budowlanego zastępując Jana Krzysztofa Naumanna, na pewno był na tym stanowisku w 1721 r. Jego pierwsze prace zlecone to remont kilku komnat w Zamku Królewskim (m.in. kuchni). Trudno zatem zaliczyć go w poczet osób sprowadzonych przez magnatów (por. "Varsaviana w zbiorach drezdeńskich", Katalog planów i widoków Warszawy oraz rysunków architektonicznych budowli warszawskich okresu saskiego, oprac. katalogu M. Kretschmerowa, J. Lileyko, H. Myszkówna, A. Sokołowska, Warszawa 1965). Jan Henryk ( nie: Zygmunt, Tofik pomylił chyba personalia tego twórcy z Janem Zygmuntem Deyblem, z którym często współpracował) Klemm przybył wraz z nowym władcą, zatem nie został ściągnięty przez naszą magnaterię, choć faktycznie głównie pracował dla Branickich. Karol Antoni Bay (być może tożsamy z Carlo Antonio Baii uczniem Pozza - por. J. Gajewski "Sztuka w prymasowskim Łowiczu", w: "Łowicz dzieje miasta" pod red. R. Kołodziejczyka) nie należał do grupy saksońskich budowniczych, ani tych przybyłych z królem ani tych sprowadzonych przez jakiegoś magnata. Jeśli chodzi o ród Fontanów to w Polsce znany jest on już od XVI wieku, większość jego przedstawicieli zajmowała się architekturą (por. Z. Rewski "Działalność architektoniczna warszawskich Fontanów", "Biuletyn Historii Sztuki i Kultury", R. II, nr 4, czerwiec 1934). Zamieszanie wokół ich historii wynika z faktu, że mniej więcej w tym samym czasie występowało co najmniej dwóch architektów o imieniu: Józef. "Józef Fontana (ur. 1676 - zm. ok. 1741). S. Łoza, o.c. Występuje po raz pierwszy w 1707 r. w Szczuczynie przy budowie pałacu i kościoła (1696, 1700 r.), oraz klasztoru pijarów od 1696 r., za co od podkanclerzyny Konstancji Szczuczyny otrzymał w zastaw folwark świdry pod Szczuczynem. Ponieważ o tym samym imieniu i nazwisku pracuje w Polsce już wcześniej jeden architekt, nazywany jest często Józef Fontana II. Aldona Bartczakowa pisze o nim: 'Badania wileńskich materiałów archiwalnych. prowadzone przez Euzebiusza Łopacińskiego, wykazały, że istniało kilku Fontanów noszących imię Józef i piastujących godność sekretarza i architekta królewskiego. Jeden z nich, działający w Warszawie, Grodnie i Wilnie, syn Dominika Fontany i Tekli z Pereświet-Sołtanów mógł być - według Łopacińskiego - ojcem Jakuba. Czy był to ten sam Józef, który od 1698 r. pracował w Szczuczynie przy budowie kościoła pijarów i następnie mieszkał w Warszawie - na razie nie wiadomo ... Wiadomo jedynie, że Józef był siostrzeńcem pracującego wcześniej w Polsce Jana Chrzciciela Ceroniego (za pośrednictwem którego mógł być ewentualnie sprowadzony do Polski) ... Po raz pierwszy spotykamy Józefa Fontanę w Sżczuczynie w charakterze «magistra» i nadzorcy robót prowadzonych przy budowie rezydencji podkanclerzego St. A. Szczuki, a następni e przy wznoszeniu murów kościoła i klasztoru pijarów - według projektu Józefa Pioli. Robotami tymi kierował on do 1722 r .. Józefa Fontanę można w pewnym sensie nazwać protoplastą rodu Warszawskich Fontanów, bo,wiem od 1715 r. mieszkał stale w Warszawie ... Dzięki otrzymanemu po Ceronim spadku oraz przyjęciu w dzierżawę od Szczuków majątku Świdry (koło' Szczuczyna) mógł urządzić się i rozpocząć pracę zawodową w Warszawie'". /A. Czapska "Rozwój przestrzenny i architektura Szczuczyna od XVII do XIX w.", "Rocznik Białostocki", 10, 1971, s. 168-169, przyp. 9, cyt. za: A. Bartczakowa "Jakub Fontana architekt warszawski XVIII wieku", Warszawa 1970, s. 13-14/ Tak czy inaczej, nie znane są informacje by ów Józef został sprowadzony z Saksonii, a Jakub Fontana urodził się w trzynaście lat po objęciu tronu polskiego przez pierwszego z Sasów, co więcej urodził się w Szczuczynie stąd nijak nie pasuje osoby przybyłej z Saksonii. Louis de Silvestre był nadwornym malarzem obu Sasów, zatem jego przyjazd nie ma związku z mecenatem magnackim. Johann Samuel Mock, pracował dla króla w Dreźnie, przybył na jego dwór do Polski by już od 1731 r. szczycić się tytułem - Der Erste Hofmaler, nie znane są informacje wskazujące by miał być ściągnięty przez naszych magnatów. Wojciech Bernatowicz to w rzeczywistości Bartłomiej Michał Bernatowicz, nie ma żadnych informacji o jego wcześniejszym życiu czy potwierdzających jego przybycie z Saksonii (jak i temu zaprzeczających). Wydaje się, że był zasiedziałym w Warszawie rzeźbiarzem, jeszcze przed Sasami (por. J. Sito "Bernatowicz Bartłomiej Michał", w: "Allgemeines Künstlerlexicon. Die Bildende Künstler aller Zeiten und Völker", Bd. IX, München-Leipzig 1994; Z. Prószyńska "Bernatowicz Barłomiej Michał", w: "Słownik artystów polskich i obcych w Polsce działających (zmarłych przed 1966 r.). Malarze, rzeźbiarze, graficy" t. I, Wrocław–Warszawa, 1971). Jan Jerzy Plersch (Plersz) nie był malarzem, miał dobrze prosperujący warsztat rzeźbiarski (por. "Debiut Johanna Georga Plerscha w „fabryce” pałacowej w Wilanowie", "Studia Wilanowskie", XVIII, 2011), nie ma żadnych informacji mogących powiązać go z przybyciem Sasów do Polski, jak i by był ściągnięty w tym czasie przez jakiegoś magnata. "Niemiec z narodowości, niewiadomego szczepowego i miejscowego pochodzenia, rzeźbiarz Johann Georg Plersch urodził się około r. 1705, umarł w Warszawie 1 stycznia 1774. Był katolikiem, co niekoniecznie wskazuje na przynależność do Niemiec południowych (...) najwcześniejszym szczegółem biograficznym Plerscha jest jego małżeństwo z Marjanną Magdaleną Fontana, zawarte w Warszawie 23 stycznia 1729". /Z. Batowski "Pomnik Tarły w kościele jezuickim w Warszawie i jego twórca", Warszawa 1933, s. 5-6/ Franciszek Antoni Vogt - tu znów niewiele wiemy o dacie i okolicznościach przybycia do naszego kraju: "O życiu Franza Antona Vogta wiemy niewiele, niepomiernie mniej niż o jego rówieśnikach, takich rzeźbiarzach, jak Plersch czy Redler, którym słowniki artystów poświęcają wielostronicowe artykuły. Nie znamy daty ani miejsca jego narodzin, nie wiemy, kiedy przybył do Warszawy. Na pewno był katolikiem, był Niemcem, w tym języku kwitował odbiór pieniędzy. Niemal na pewno pochodził więc z katolickich terytoriów Rzeszy. W warszawskich źródłach archiwalnych Franciszek Antoni pojawia się po raz pierwszy w grudniu 1742 r. trzymając do chrztu w kolegiacie warszawskiej dziecko niejakiego Jana Wilhelmiego". /J. Sito "Franz Anton Vogt rzeźbiarz warszawskiego rokoka", w: "Splendor i fantazja. Studia nad rzeźbą rokokową w dawnej Rzeczypospolitej i na Śląsku", red. P. Migasiewicz, Warszawa 2012/ To chyba nie jest argument za twórczym mecenatem magnaterii? Zwłaszcza, że: "Dalekosiężne plany hamowała... niechęć szlachty polskiej do hojnego szafowania groszem, Sejm uznał bowiem, że Zamek jest własnością Rzeczypopspolitej, a nie prywatną rezydencją monarchy i nie należy wyrzucać pieniędzy na jego osobiste zachcianki, tym bardziej, że nie funkcjonował stale dwór królewski". /S. Suchodolski, D. Stapowicz "Obalanie mitów i stereotypów od Jana III Sobieskiego do Tadeusza Kościuszki", Warszawa 2008, s. 101-102/
  7. Kaiser

    Właśnie co było z jego ręką? Czy jak ktoś wcześniej napisał była złamana podczas porodu , uschnięta. Wiki w tej sprawie podaje: "(lewa ręka Wilhelma była zniekształcona od urodzenia" lecz nic o przyczynach. W jednym z widowisk Wołoszańskiego wcielający się w rolę Wilhelma aktor Jan Nowicki chowa lewą rękę za plecami. Czy naśladował w ten sposób Wilhelma czy to wymysł? Na obrazie Wilhelm z pierwszą żoną Wiktorią Wilhelm opiera lewą rękę na szpadzie(jak sądzę) nie można tam dostrzec jakiegoś jej defektu. Czy to brak wiedzy malarza czy też celowe pominięcie tej wady? Skąd wziął się przydomek: "kaiser"? Czy to nie jest pewnego rodzaju uszczypliwość związana z tym że w swoim przekonaniu Wilhelm uważał się za cesarza lepszego czy też bardziej zaangażowanego w działania dla swojego kraju niż dwaj jego poprzednicy? Spotkałem się z takim określeniem jak "Weltpolitik" (przepraszam jeśli nieprawidłowo napisałem). Czy to określenie pochodzi już z czasów panowania tego cesarza? Czy wiadomo kto jest jego autorem? Co było przyczyną konfliktu z Bismarckiem? Wiki podaje: " na skutek różnicy zdań w polityce wewnętrznej i międzynarodowej, jak również z powodu konfliktu ambicji dwóch polityków ". Zgaduje że Wilhelm widział Niemcy w roli mocarstwa światowego w co wątpił Bismarck? Czy może chodziło tu o stosunek do Rosji i znów zgaduje że Bismarck byłby za zbliżeniem z Rosją zaś Wilhelm był temu przeciwny? O jaki tu konflikt ambicji chodzi? Czym różnili się w polityce wewnętrznej?
  8. Kto sprowadził Krzyżaków do Polski?

    To zależy jak traktować termin: sprowadził i jak pojmować: Polskę.
  9. Kto sprowadził Krzyżaków do Polski?

    Kto sprowadził Krzyżaków do Polski? Henryk Brodaty czy Konrad Mazowiecki? Z tego co wiem, to Henryk Brodaty zrobił to wcześniej niż Konrad Mazowiecki, ale powrzechnie uważa się, że zrobił to ten drugi, czego nie bardzo rozumiem.
  10. Kaiser

    Ponoć pośród władców swej dynastii był tym, który najczęściej przemawiał: "Żaden z władców z rodu Hohenzollernów nie przemawiał tak często i tak bezpośrednio do tak wielkich zgromadzeń swych poddanych co Wilhelm II. Raczył Niemców niemal nieprzerwanym potokiem wypowiedzi publicznych". /Ch.M. Clark "Prusy. Powstanie i Upadek 1600-1947" przeł. J. Szkudliński, Warszawa 2009, s. 514/ Przy czym Mieczysław Szerer, w swym omówieniu tomu wspomnień księcia Bernharda H. von Bülowa, zauważa, iż: "Jego przemówienia brzmiały zawsze, jak z konia. Jego obrazowanie, jego przenośnie i porównania, były zawsze brane z zapasu pojęć militarnych. Gdy chory śmiertelnie ojciec jego obejmował rządy, mające trwać zaledwie trzy miesiące, Wilhelm malował położenie państwa jako chwilę w przejściach pułku podczas bitwy 'Komendant pułku padł, następca w dowództwie - choć sam ciężko ranny - jedzie śmiało na czele';. Po usunięciu Bismarka, chcąc zaznaczyć swą samodzielność w rządzeniu krajem, oświadczył publicznie 'Urząd oficera dowodzącego wartą na okręcie państwowym przypadł mnie. Kierunek pozostaje ten sam. Pełną parą naprzód!';. Z każdej mowy Wilhelma padać musiał strzał oratorski w rodzaju 'opancerzonej pięści', 'lśniącej zbroicy', ;'dłoni na rękojeści', 'prochu trzymanego w suchości'. /tegoż "Książę Bülow II", "Przegląd Współczesny", T. 42, nr 123,-125, lipiec wrzesień, s. 50-51/ Bülow oczywiście zawarł w swych wspomnieniach mnóstwo przeinaczeń, bałamutnych informacji i trzeba traktować jego słowa ze szczególnym krytycyzmem, trudno jednak nie uwzględniać jego spostrzeżeń i opinii. Wybrałem dwa zdarzenia o charakterze anegdotycznym, ale mające wszelkie cechy prawdopodobieństwa, a które łączy kwestia religii czy może raczej - posłannictwa cesarskiego. Kanclerz wspominał jak to oprowadzał cesarza po pokojach Fryderyka Wielkiego, na jednym ze stołów leżała kopia testamentu króla, gdzie miał on napisać, że przypadek urodzenia sprawił, że stał się on dziedzicem korony, ale jedynie przez dzielność, sumienność i poważną pracę można dowieść, że zasłużyło się na taką godność. Cesarz miał zwrócić się do Bülowa ze słowami, że pewnie podziwia ten pogląd, on jednak - dodał - jest innego zdania. By objaśnić swój pogląd przywołał anegdotę o cesarzu Maksymilianie I, ten podczas polowania nocował w chacie myśliwskiej, w nocy ktoś na ścianie wypisał: "Maximilian! Maximilian! Du bist nur ein Mann, wie ein anderer Mann". Gdy cesarz zobaczył ów napis miał dopisać: "Wohl bin ich ein Mann, wie in anderer Mann, nur dass mir Gott hat Ehre angetan". I tak widział swoją osobę jako władcę - Wilhelm II. George Ernst Hinzpeter był preceptorem Wilhelma do uzyskania przezeń pełnoletności. Bülow przywołuje zdarzenie z obiadu uświetniającego bierzmowanie młodszego syna cesarza, Wilhelm miał wznieść toast w który ogniście wyraził wiarę w Pana i Zbawcę. Po obiedzie miał Hinzpeter zwrócić się do Bulowa słowami, w których całkiem zgrabnie połączył wątek militarystyczny z religijnym: "Już myślałem, że toast cesarski skończy się słowami: Nasz Pan Jezus Chrystus - hurra, hurra, hurra!": "Hinzpeter hatte einen bissigen Humor. Anläßlich der Einsegnung eines jüngeren Sohnes des Kaiserpaares fand im kaiserlichen Schloß ein Diner statt, bei dem der Kaiser einen Toast ausbrachte, der mit einem feurigen Bekenntnis zu unserem Herrn und Heiland schloß. Nacht Tisch meinte Hinzpeter zu mir: 'Ich dachte schon, der kaiserliche Toast würde mit den Worten schließen: 'Unser Herr Jesusu Christus, hurra, hurra, hurra!'" /B. von Bülow "Denkwürdigkeiten", T. 1 " Vom Staatssekretariat bis zur Marokkokrises", Hrsg. F. von Stockhammern, Berlin 1930, s. 107/ Szerer potwierdza te zapatrywania władcy: "... ćwiek teorji o łasce Bożej siedział w nim równie głęboko, jeśli nie głębiej, zważywszy że pomiędzy 'romantykiem na tronie' a nim upłynęło blisko pół wieku (...) Wilhelm II był głęboko przekonany, że Bóg go sobie szczególnie upatrzył". /tamże s. 52-53/ Hrabia Philip Eulenburg przez długi czas uchodził za jednego z najbliższych przyjaciół następcy a potem cesarza, gdzieś do 1900 r. był też jednym z najważniejszych doradców władcy. "Eulenburga uznawano powszechnie za architekta tzw. rządów osobistych, czyli neoabsolutystycznego stylu rządzenia Wilhelma II. Zgodnie z tym, co mówiono, Eulenburg nie tylko podszepnął cesarzowi mistycznie zabarwiony ideał samowładcy". /M. Kohlrausch "Homoseksualizm, wielka polityka i media. Skandal wokół Eulenburga 1906-1909", "Przegląd Historyczny", Vol. 98, z. 3, 2007, s. 400/ Samowładca, ustanowiony na tronie za sprawą opatrzności bożej, a jak wyglądała praktyka religijna władcy?
  11. Ostańce

    Nazwa w sumie nie jest zbyt oryginalna - skrobak (rzadziej - skrobaczka, tę stosowano częściej do przyrządów ręcznych) czy czyścik. Francuzi nazywają to "décrottoir" (przy czym w XIX w. zaczęto rozróżniać décrottoir -żelazne skrobaki i décrottoire - rodzaj szczotek), a Anglicy "boot-scraper". Pojawiać zaczęły się w XVIII w., ale szczyt popularności przypada na wiek XIX. W wielu miastach tego typu przyrząd umieszczany był początkowo nie tylko przy wejściu do mieszkań czy w bramie wejściowej do jakiejś kamienicy, stały one na chodnikach. Z czasem, w wyniku przepisów o bezpieczeństwie zaczęto przenosić te przyrządy na fasady budynków. Belgowie szczycą się tym, że w ich kraju zachowało się w Europie najwięcej tego typu urządzeń, zorganizowali nawet wystawę prezentującą 1000 zachowanych takich obiektów. Kustosz muzeum w Toul Michel Hachet poświęcił skrobakom rozprawę "Réflexions archéologico-philosophiques inspirées par la progressive raréfaction des décrottoirs (communication du 19 janvier 1996)", ("Mémoires de l'Académie Stanislas", Nancy, vol. 11,‎ 1995-1996). "W poradniku dla zakochanych z 1903 roku czyta - my: „przed wejściem do domu panny, starannie wytrzyj buty z błota i kurzu” Absztyfikant z brudnym obuwiem skazywał sam siebie na klęskę. Jak mógł się go pozbyć przed wejściem do domu wybranki serca? Pomagał w tym skrobak do podeszw zamieszczany zwyczajowo przed drzwiami do bramy kamienicy. Przybierał różne kształty. Czasem było to półkole na nóżce (jak przy wejściu do dzisiejszej szkoły podstawowej nr 1 przy ul. Nowowiejskiej, lub kilkaset metrów dalej przy kamienicy nr 52). Innym razem były to bardziej fantazyjne formy parawanu wspartego na dwóch podporach lub kształtem przypominającym zwierzęta: krokodyla, jamnika. Często montowany był przy obiektach użyteczności publicznej: szkołach, ośrodkach zdrowia, ale także kamienicach czynszowych i wolnostojących willach". /J. Kobyłt "Uważaj złotko, bo wpadniesz w błotko", "ZIN OŁBIN", nr 2, Wrocław / Ołbin 2018, s. 16/ A autorka tego artykułu, jakoś współgra z myślami Bruno gdyż dalej konstatuje: "Dziś jednak nie użyjemy skrobaka tak chętnie jak kratki do wytarcia podeszw. Dlaczego? Może dlatego, że nie ma już takiej potrzeby. Wstydliwy, jak haniebna spluwaczka, znika z przestrzeni miejskiej stając się reliktem błotnistej historii naszych miast". /tamże/ Tu przykład bardzo prostego skrobaka: /joemonster.org - "44 zdjęcia, które mogą cię zainteresować"/ A tu skrobaka nieco bardziej artystycznego, choć i tak nie umywa się do wielu skrobaków z Francji czy Belgii: www.kamienicewpolsce.pl - "Wrocław secesyjny skrobak w kształcie ryby". Skrobaki umieszczone przy wejściu do Żeńskiego Katolickiego Gimnazjum Humanistycznego przy ul. S. Staszica w Bydgoszczy (stan na 2018 r.) są elementem gry turystycznej "Bydgoskie kobiety".
  12. Jakieś okruchy można znaleźć w opracowaniu Marka Andrzejewskiego "Schweizer in Polen. Spuren der Geschichte eines Brückenschlages" (Basel 2002), jakieś cząstkowe wspomnienia Zofii Kalinowskiej (de domo Caluori).
  13. Ostańce

    Nie był pierwszym, umieszczenie medalionu poświęconemu Piłsudskiemu to luty 1927 roku. Podczas gdy np. pomnik w Nieszawie miał być odsłonięty już w październiku 1921 r. /według informacji zawartych na stronie: /www.pilsudski.jcom.pl/ W Zegrzu Południowym powstał pomnik w 1925 r., umieszczony był opodal głównej bramy koszar i przed kasynem oficerskim. Wykorzystano jakiś stary cokół na którym umieszczono popiersie i opatrzono to napisem: "Pierwszemu Żołnierzowi i Marszałkowi Polski w dniu Święta Żołnierza Polskiego, Zegrze 15 VIII 1925 r. Drużyna Dowódcy 1 P. Łącz.". /za: J. Załęczny "Budowanie legendy Józefa Piłsudskiego w społeczeństwie powiatu warszawskiego w okresie międzywojennym", "Rocznik Mazowiecki", R. 24, 2012, s. 7/
  14. "Kierunek Berlin"

    Tu bym zdecydowanie polemizował. "Ardeny" (o ile chodzi o "Bitwę o Ardeny"/"Battle of the Bulge", a nie belgijski film z 2015 roku) są dla mnie wzorcowym przykładem "umowności historycznej na filmie". Jak już, kiedyś pisałem na forum: Pattony robiły za Tygrysy, a za Ardeny jakieś hiszpańskie, obszerne, górskie pustacie. Na tym tle "Kierunek Berlin" to realizm i doskonałość warsztatu filmowego w najczystszej postaci.
  15. Ostańce

    Zacząłem zastanawiać się nad jednym (w sumie brakuje mi słowa - przedmiotów, urządzeń, gadżetów, akcesoriów, udogodnień?) z przeszłości, które już właściwie wyginęło. Ale nie tak definitywnie, jak chociażby "klasyczna" spluwaczka, bo nadal je można znaleźć. W sumie - to dosyć często. Szczególnie w starych, obskurnych, ale i urokliwych dzielnicach. Nie rzuca się w oczy, po prostu jest, nie budzi żadnych emocji (chyba, że ktoś się o to coś potknie). Spokojnie sobie dogorywa. Chodzi mi o metalowe "urządzenie", montowane niedaleko drzwi domu od zewnętrznej strony, służące do wycierania butów ze śniegu, czy z błota. W skrócie - kawałek metalu. Przeważnie na dwóch nóżkach. I znowu brakuje mi słowa - jak to coś się nazywa??? Kiedy się pojawiło, kiedy wyginęło (no dobra, nie całkiem)? I dlaczego? Ma to coś swoje historyczne fankluby, prace naukowe, kolekcje?
  16. Historia prześladowań homoseksualistów

    Zainteresowanym tematyką nie tylko prześladowań, ale ogólnie także losami londyńskiej społeczności LGTB przez stulecia, polecam: P. Ackroyd, Londyn miasto queer. Historia od czasów rzymskich po dzień dzisiejszy, Poznań 2018. Zresztą, pewnie każda - a już na pewno "londyńska" - książka Ackroyda zasługuje na przeczytanie.
  17. Kaiser

    Postać Wilhelma II raczej nie obfituje w hagiograficzne biografie. Bo i w sumie - choć przecież trudno go dziś przedstawiać jako potwora z pierwszo-wojennej propagandy Entente cordiale - to także trudno go za cokolwiek chwalić. Był to człowiek z niewątpliwymi problemami psychicznymi, pewnie wynikającymi w istotnym stopniu z niedowładu ręki i sposobów jego "leczenia" w dzieciństwie. Dramat i koszmar, który przeżył w młodości, gdy niezbyt oględnie uświadamiano mu, że w czasach, gdy monarcha powinien być okazem krzepy - on jest "niepełnowartościowy", ewidentnie wpłynął na jego świadomość także w wieku dojrzałym. Wybujałe ego, któremu pewnie towarzyszył skrywany kompleks niższości, impulsywność, słowna agresja, bufonada, konieczność przebywania zawsze w centrum uwagi, multum zachcianek i kaprysów, przekonanie o własnej wszechwiedzy, tudzież o niedocenianiu i krzywdzeniu przez innych, ocierająca się o śmieszność chęć bycia "silnym i znaczącym", branie marzeń (i skrytych obaw) za rzeczywistość, wreszcie - bieg myśli i pomysłów (i w efekcie gadulstwo polegające na zdecydowanym wyprzedzaniu mózgu przez język) - podobne cechy (raczej mało pozytywne) Wilhelma II można mnożyć. No i z oczywistych względów nie zapisał się dobrze w polskiej pamięci. Per saldo można mu jednak pamiętać i to, że - mimo pozerstwa - nie działał już w warunkach monarchii w pełni absolutnej, zatem nie może "odpowiadać za wszystko", a za słowotokiem jego gróźb, pogróżek, ogólnej słownej krwiożerczości kryła się jakaś forma tchórzostwa (czy - mówiąc delikatniej - łagodności). Jego armia, flota itp. miały być środkami szantażu, prowadzącymi do tego, aby świat uznał go wreszcie za "odpowiednio ważnego", ale raczej nie środkami rzezi. Jak wiadomo, cokolwiek nie wyszło... I jakby w poszukiwaniu "lepszej" twarzy Wilhelma II cytat z prof. Golo Manna, który przecież nie należał do wielbicieli niemieckiego szowinizmu i militaryzmu, którego uosobieniem (w wariancie z okresu Belle Époque) był Wilhelm II: "Na temat tego cesarza napisano tyle niemiłych rzeczy, że waham się, czy jeszcze coś do tego dodać. Nie był złym człowiekiem. Pragnął, aby go kochano; nie chciał niczyich cierpień. [...] brutalna przemoc nie leżała w jego charakterze. Był leniwy i żądnych uciech, świętował, podróżował, pokazywał się ludziom, kierował manewrami z wysokości siodła swojego rumaka, podczas bankietów wymieniał toasty z równymi sobie, zasiadał w loży dworskiej nadęty jak paw, spoglądał na publiczność, podkręcał wąsa - to był jego styl. I w ten właśnie sposób spędziłby najchętniej całe życie: nieustanny publiczny pokaz przepychu i mundurów z nim samym w centrum powszechnej uwagi". Cytowane za: A. Szwarc, Wilhelm II [w:] A. Szwarc, M. Urbański, P. Wieczorkiewicz, Kto rządził Polską?, Warszawa 2007, s. 590.
  18. Earlier
  19. W ferworze walki z z "Londynem" Wolf zapomniał, że już wcześniej identyczny temat założył: forum.historia.org.pl - "Memorandum rządu Mikołajczyka z 7 X 1943 na konferencję w Moskwie". Ten zatem zamykam. secesjonista
  20. Podobna symbolika państwowa (i miejska)

    To jeszcze o wielbłądzie, co prawda nie w herbie miejskim czy państwowym, ale to ciekawy przypadek warty przywołania. Zwierzę to często trafiało na tarczę herbową różnych rodów, których jeden z członków w przeszłości brał udział w wyprawie krzyżowej, w przypadku rodów mieszczańskich czy gildii kupieckich umieszczenie takiego zwierzęcia w "herbie" mogło wskazywać na prowadzenie handlu z krajami ze Wchodu czy Afryki Północnej. I oto w Zurychu istniała gildia kupiecka - Gremplerzunft, w której herbie widnieje złoty (żółty) wielbłąd na błękitnym polu (który jest jednym z kolorów herbu miasta Zurych, jak tego kantonu). Tymczasem, by być w zgodzie z historycznym pochodzeniem tego elementu widnieć powinna w tym herbie... koza. Otóż w tej gildii (powstałej w XIV w.) początkowo zrzeszano głównie sprzedawców warzyw, pestek czy nasion (Gartner) i innych drobnych sprzedawców i kupców (Grempler), z czasem w jej składzie pojawili się sprzedawcy soli (Salzlüten/ Houw) czy ludzie związani z różnymi pracami w winnicach (pracownicy rozlewające wino do beczek, woźnice itp.). Gildia jednak nie miała żadnych handlowych kontaktów z produktami z krajów gdzie występują "garbate" zwierzaki. Skąd zatem ów wielbłąd? W Zurychu istniały Stubengesellschaft (potem znane jako - Trinkstubengesellschaft)- rodzaj stowarzyszeń (giełd) skupiających zarówno szlachtę jak i co zamożniejszych mieszczan, miejsce podejmowania rozmów o charakterze handlowym jak i politycznym. Stowarzyszenia te wynajmowały na spotkania lokale czy nawet całe domy. Oto w tym samym mieście istniała inna gildia - Gerwe, ta założyła stowarzyszenie mające miejsce spotkań w Haus zum Kämbel (Kürschnerhaus zum Kämeltier). Z czasem Gerwe przeniosła miejsce swych spotkań gdzie indziej a ich pierwotne miejsce spotkań przejęła nasza gildia. Gerwe - skupiała głównie ludzi zajmujących się wyrobami z wełny kozy angorskiej, którą dawniej nazywano Kamelziege. Z czasem pochodzenie nazwy domu spotkań zatarło się, a sama nazwa zrosła się z nowym cechem, który ostatecznie zaakceptował ten fakt i Gremplerzunft zmieniła nazwę na: Zunft zum Kämbel i zdecydowano wówczas by wielbłąda umieścić w godle samej gildii.
  21. Cóż, pozostaje mi się - przynajmniej w swoim imieniu - zgodzić odnośnie do spraw oczywistych. Antyradzieckie działania podziemne, na zapleczu ważnego sojusznika i przyszłego kolegi "policjanta" odpowiedzialnego za ładny kawałek globu ziemskiego, nie mogło się podobać innym kandydatom na policjantów. Oczywiście, do czasu, gdy główni policjanci się definitywnie nie poróżnili i zachodnia część z nich zaczęła kochać antyradzieckie podziemie wszelakie. Które wszakże już było wówczas na etapie zaniknięcia lub przejęcia (jak V Komenda WiN).
  22. USA chodziło także o szybsze pokonanie Japonii, koncepcję Czterech Policjantów i sprawę powołania ONZ. Według ustaleń prof. Eugeniusza Duraczyńskiego Departament Stanu USA 28 lutego 1945 roku oficjalnie poinstruował ambasadora USA w Moskwie Harrimana aby domagał się od Rządu Tymczasowego RP(z którym USA nie miały oficjalnych relacji)zawieszenia postępowania sądowego wobec osób, które tenże uznał za swoich przeciwników, za wyjątkiem cytuję: " Winnych przestępstw wobec prawa lub przeciw Armii Czerwonej".
  23. Owszem. Poza tym nikt z aliantów nie tolerował na swoich tyłach działalności partyzantki, wrogich zbrojnych wystąpień czy samego istnienia konspiracji wojskowej. Tego żadna armia w czasie wojny nie toleruje. Niezależnie od tego czy dotyczyło to działań IRA, majowego powstania w Algierii 1945, wrogich wystąpień Burów(po partyzantkę włącznie)w ZPA, działalności Irgunu i Lehi w Palestynie czy ELAS w Grecji.
  24. Wolfie, jak rozumiem chcesz podyskutować na temat, wywołany przez Ciebie na dws.org.pl (i tam zamknięty zob. https://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=9&t=142080&start=0&st=0&sk=t&sd=a&hilit=Dlaczego+jedyną+w+okresie+DWŚ+panstwową+siłą+wspierającą+antyradzieckie+i+antykomunistyczne+podziemie+zbrojne+na+tyłach+frontu+A ) także u nas. Cieszymy się, że wróciłeś i witamy po przerwie. Natomiast: 1. Jakbyś mógł spróbować usunąć niebieskie tło w Twoim cytacie (bo zdecydowanie utrudnia ono czytanie). 2. Nie oczekuj raczej jakieś wyrafinowanej dyskusji, bo chyba odpowiedź na zadane pytanie jest oczywista (i chyba zresztą już padła na dws-sie). "Zachód" nie miał w tym momencie historycznym kompletnie żadnego interesu w tym, aby niezwykle cenny, wschodni sojusznik się (poniżej można sobie wybrać określenie i ewentualny kierunek gdybania): a) "zbiesił", b) "obraził", c) zmienił front, d) utrudniona mu została ostateczna rozprawa z Hitlerem. Pomoc jakiemukolwiek podziemiu walczącemu z owym sojusznikiem mogła prowadzić do skutków wyżej określonych, zatem...
  25. W X 1943 emigracyjna ekipa premiera Stanisława Mikołajczyka przygotowała stanowisko jakie zgodnie z jego oczekiwaniami mieli zaprezentować Anglosasi (Brytyjczycy i Amerykanie) m.in na zbliżającej się konferencji szefów dyplomacji 3 alianckich mocarstw w Moskwie (odbytej 19-30 X 1943 r.) 7 X 1943 premier Mikołajczyk przesłał A.Edenowi (ministrowi spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii) memorandum , które stwierdzało że polski rząd emigracyjny :1. Może polegać na całkowitym poparciu ze strony ludności w kraju oraz Polaków za granicą.2. Obserwuje z głębokim zadowoleniem rozwój współpracy pomiędzy Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi i wierzy , iż oba te mocarstwa pomogą Polsce w obronie jej słusznych interesów i praw.3. Gotów jest nawiązać stosunki dyplomatyczne ze Związkiem Sowieckim bez podejmowania jakiejkolwiek dyskusji na temat sporu granicznego.4. W interesie przyszłych przyjaznych stosunków polsko-sowieckich przeciwny jest okupacji-nawet chwilowej lub częściowej -terytorium polskiego przez wojska sowieckie. Wejście Armii Czerwonej do Polski powinno być poprzedzone przywróceniem stosunków dyplomatycznych. Zwraca się też do Rządów Brytyjskiego i Amerykańskiego o gwarancje niepodległości i nienaruszalności [[w granicach z 1 IX 1939]]ziem polskich oraz bezpieczeństwa jej mieszkańców.5. Pragnie przystąpić do rozmów z Rządem Brytyjskim w sprawie udziału Polski w okupacji Niemiec.6. Obstaje przy swoim programie organicznej współpracy państw Europy Środkowej i przeciwny jest okupacji tych państw przez Związek Sowiecki.7. Proponuje ustanowienie specjalnego między-alianckiego sztabu generalnego dla projektowania strategii w Europie z udziałem Polski.Dodatkowo premier Mikołajczyk 5 X 1943 oznajmił ministrowi Edenowi, iż jest przeciwny podejmowaniu jakichkolwiek rozmów na temat granic wschodnich Polski.Memorandum to(gdzie powtarzano m.in. emigracyjne wizje generała Sikorskiego o współdecydowaniu Polski o militarnych działaniach strategicznych Anglosasów)było całkowicie sprzeczne m.in. z planem brytyjskiego Foreign Office z sierpnia 1943 zakładającym iż Linia Curzona będzie nową wschodnią granicą Polski w zamian za co otrzyma ona rekompensaty na zachodzie -Gdańsk, Prusy Wschodnie oraz cały Górny Śląsk. Stanowisko Foreign Office popierał premier Churchill, także prezydent F.D.R podzielał ten pogląd Brytyjczyków. W realu odmówiono rzekomemu emigracyjnemu mocarstwu miejsca w sztabie SHAEF oraz rozmów z Wielką Brytanią w sprawie udziału Polski w okupacji Niemiec, Anglosasi nie zagrodzili Armii Czerwonej drogi do państw Osi- Rumunii, Bułgarii, Węgier, Słowacji, ani nie udzielili oczekiwanych gwarancji ..Na konferencji w Moskwie w dniach 19-30 X 1943 r. sprawa Polski była (marginalnie) poruszona tylko raz, sprawy tego memorandum w ogóle nie poruszono. Eden nie chciał jej wtedy omawiać licząc na uzyskanie ustępstw polskich władz emigracyjnych w sprawie granicy wschodniej - później.Jak wiadomo na konferencji teherańskiej w XI-XII 1943 r. Anglosasi zajęli stanowisko skrajnie odmienne od oczekiwań polskiego rządu emigracyjnego i podległych mu struktur. Dla uniknięcia zbytecznej aliantom histerii i utrudnień w kampanii wyborczej FDR na wniosek prezydenta USA postanowienia teherańskie czasowo utajniono. Tekst tego memorandum- za prof. J. Ciechanowskim.Jak oceniacie to memorandum rządu Mikołajczyka z dnia 7 X 1943 i jakimi realnymi możliwościami (oraz motywacją) do wprowadzenia jego deklaracji w życie/wyegzekwowania realizacji kluczowych punktów tego memorandum dysponowali Anglosasi( UK i USA) jesienią 1943 r. i później ?
  26. Jak w tytule Dlaczego jedyną w okresie DWŚ siłą wspierającą antyradzieckie i antykomunistyczne podziemie zbrojne na tyłach Armii Czerwonej była III Rzesza wraz z jej akolitami? Przykłady -np. wsparcie/w tym zrzuty i zaopatrzenie w środki walki i łączności/ dla OUN- UPA aż po niemieckich emisariuszy, tzw. spadochroniarze BŚ NSZ(kilka przerzuconych drogą powietrzną i lądową ekip wyszkolonych, uzbrojonych i zadaniowanych przez służby niemieckie), Zaznaczam, że chodzi o okres trwania DWŚ, a zwłaszcza lata 1941-1945. Dlaczego jedyną siłą wspierającą wówczas (np. zrzuty, broń, radiostacje, pieniądze, szkolenie dywersantów itd.) antyradzieckie i antykomunistyczne podziemia zbrojne istniejące na tyłach Armii Czerwonej była III Rzesza wraz z akolitami(Węgry, Rumunia do czasu ich wypadnięcia z Osi) zaś Anglosasi, Francja i pozostali członkowie koalicji antyhitlerowskiej żadnego wsparcia (choćby tylko dyplomatycznego czy propagandowego)takiemu zbrojnemu podziemiu działającemu na tyłach Armii Czerwonej nie okazywali. Wie ktoś może dlaczego? , iż jedynym państwem(pałacyk użyczony przez Brytyjczyków w Chelsea ani jego ówczesny lokator państwem nie był) gotowym wtedy aktywnie wspierać bojkot, sabotaż i dywersję na tyłach RKKA okazała się III Rzesza wraz z niektórymi jej akolitami/sojusznikami z Osi. ">Anglosasi(ani inni członkowie koalicji antyhitlerowskiej) nikomu w okresie istnienia tejże Wielkiej Koalicji 1941-1945 nie gwarantowali ani nie obiecywali wsparcia dla antyradzieckiego podziemia zbrojnego działającego za liniami Armii Czerwonej. Dlaczego jedynymi grupami spadochroniarzy walczącymi u boku np. oddziałów NSZ(jak oddział Jaremy czy oddział Cichego) czy oddziału AK (oddział Komara) na tyłach radzieckich byli spadochroniarze przerzuceni i zadaniowani przez Niemców(odpowiednio -z ekip wydzielonych z BŚ NSZ i z batalionu spadochronowego Dalwitz), zaś jedyna zrzucona w Polsce spadochronowa misja brytyjska natychmiast po przetoczeniu się frontu zgłosiła się do Armii Czerwonej zdając całą broń i radiostacje? Dlaczego lotnik RAF i porucznik AK (a po wojnie pracownik służb brytyjskich) John Ward natychmiast po nawiązaniu łączności po przetoczeniu się frontu wysłuchał od nie-akowskich przełożonych reprymendy że jeszcze się nie ujawnił i dostał rozkaz zgłoszenia się celem powrotu do kraju? Tytułem przykładu do postawionego pytania tematu: radiostacja przez którą nadawano rozkazy dla poakowskiego podziemia zbrojnego w Polsce nadawała z piwnicy poselstwa polskiego rządu emigracyjnego przy Watykanie(mało znany fakt) -ponieważ Brytyjczycy najpierw ograniczali i cenzurowali(aż po nienagłaśniane szerzej supozycje (m.in. niektórych oficerów łączności AK) o celowym manipulowaniu przez odpowiednie służby brytyjskie za pośrednictwem swoich aktywów operacyjnych datami deszyfrowania niektórych depesz(celowym opóźnianiu ich deszyfrażu) i prawdopodobnymzniknięciu , a w końcu -zakazali utrzymywania wszelkiej łączności radiowej z podziemiem poakowskim w Polsce. Brytyjczycy namierzyli tę radiostację, lokalizując miejsce jej nadawania. Ze zrozumiałych jednak przyczyn akurat tej namierzonej radiostacji zamknąć nie mogli. Notabene -jeśli relacja płk Leona Mitkiewicza tj. oficera w Połączonym Sztabie Sojuszniczym (ang. Combined Allied Staff) przy Połączonym Komitecie Szefów Sztabów (ang. Combined Chief of Staff) w Waszyngtonie jest wierna(ścisła) to Anglosasi niedwuznacznie spisali wszelkie zbrojne podziemie antyradzieckie na tyłach wojsk radzieckich już przedtem, zanim na dawne ziemie II RP w pogoni za Niemcami weszło 5 radzieckich frontów. Spuścili je wówczas z wodą niezależnie od narodowości tegoż, haseł czy metod którymi próbowało prowadzić działalność na tyłach frontu Armii Czerwonej. Niezależnie od tego czy chodziło o pozostałe w lesie czy konspiracji na tyłach radzieckich oddziały AK czy NSZ, działalność podziemia banderowskiego, czetników w Jugosławii, czy konspirację Żelaznej Gwardii w Rumunii, lub bandy chunchuzów na Dalekim Wschodzie.
  27. Podobna symbolika państwowa (i miejska)

    Skoro się o hybrydach gdzie indziej zgadało. Trochę hybryd na herbach znajdziemy. Hybryd między realnymi zwierzakami, ale także z udziałem mitycznych. Poniżej ciekawostka z Dolnego Śląska. Hybryda lisa z wiewiórką (albo czegoś innego z czymś innym) rodem z Chełmska Śląskiego. W tle legenda, o tym, jakoby w średniowieczu ktoś coś takiego upolował. Zob. np.: http://chelmskoslaskie.blogspot.com/p/herb.html
  28. O wprowadzaniu (i usuwaniu) gatunków.

    O "kokainowych hipopotamach" w Kolumbii była już mowa w temacie o Pablo Escobarze: https://forum.historia.org.pl/topic/4104-pablo-escobar-ocena/ Mimo, że są ewidentnym gatunkiem inwazyjnym, to mają nie tylko swoich krytyków, ale i zwolenników (nawet wśród naukowców): https://www.nationalgeographic.com/animals/2018/09/colombia-cocaine-hippos-rewilding-experiment-news/ https://www.theguardian.com/environment/2020/mar/24/pablo-escobars-cocaine-hippos-show-how-invasive-species-can-restore-a-lost-world-aoe
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.