Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Today
  2. Pakt Ribbentrop-Eden.

    To jest - stworzona przez Janceta - domniemana wypowiedź brytyjskiego ministra spraw zagranicznych ("Edena"). Ten jednak mógł "pozwalać" lub "nie pozwalać" na to, co zdaniem Hitlera było konieczne i niezbędne. Choć oczywiście "Eden" musiał też wiedzieć, czym realnie dysponuje UK, aby w ten sposób grać z Niemcami. Było tego wówczas niewiele: flota i ewentualne podtrzymywanie Francji na duchu, aby nie wymigała się z sojuszu z Polską. Brytyjskie "nie pozwolenie" w realu polegało zatem na próbie powstrzymania konfliktu gwarancjami brytyjskimi dla Polski. Zagrywka - trzeba przyznać - poczciwa i dosyć va banque. Jak się okazało - nieudana. Wywołana przeze mnie dyskusja dotyczy między innymi problemu, czy wówczas możliwe było brytyjskie "pozwolenie". Moralnie wątpliwe, ale dające także Brytyjczykom pewne korzyści,
  3. Yesterday
  4. Pakt Ribbentrop-Eden.

    E: Pozwolimy wam zająć Polskę, a także uzależnić Słowację, Litwę, Węgry, Rumunię i Bułgarię, pod warunkiem, że zaatakujecie ZSRR Po co pozwalać na coś pod warunkiem, który według Mein Kampf i logiki jest pewnością ? (chyba, że chodzi o kolejność).
  5. Nobel z literatury dla Polaka

    To trochę tak jakby ktoś napisał nieco obsceniczną książkę, której akcja toczy się wiejskim środowisku mieszkańców rumuńskiej După Pleșe Mnie się też ten pomysł nie podoba i to wcale nie z powodu pierwszego członu.
  6. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Myślę, że słusznie. W końcu Monachium z czegoś się wzięło. Popieram Gregskiego, że moment, który rozważamy, jest ważny. Przed 39 rokiem sytuacja militarna mocno niepewna. Trudno było przewidzieć, że Niemcy tak szybko rozerwą naszą główną linię obrony, na Narwi, Wiśle i Sanie. Trudno było przewidzieć zachowanie Stalina. Można było całkiem rozsądnie uważać, że połączone siły Francji, Polski i Wielkiej Brytanii, przy neutralności ZSRR, Słowacji (a raczej wschodniej części Czechosłowacji) i Litwy, pokonają wojska hitlerowskie. No, ale bez kolejnych milionów ofiar się nie obejdzie, więc lepiej zastraszyć Hitlera gwarancjami, udzielonymi Polsce. W marcu 39 roku, gdy powstające państwo słowackie jawnie stało się zależnym od Hitlera, do gry włączyły się Węgry, rywalizujące ze Słowacją które z nich jest lepszą ..., a w dodatku i Litwa oddała bez oporu ważną część swego terytorium - bez portu w Kłajpedzie przerzucenie i zaopatrzenie wojsk do Prus Wschodnich byłoby trudne i ryzykowne - sytuacja się mocno zmieniła. Można było się spodziewać wspólnego ataku niemiecko-litewsko-słowackiego, a może nawet węgierskiego na Polskę, a w takich warunkach Polska nie miała szans, nawet przy bierności ZSRR. No ale młyny demokracji mielą powoli, więc gwarancji i tak udzielono. A może było już "po ptokoch" i Wielka Brytania miała wybór: albo udzielimy gwarancji Polsce, choć wiemy, że Polska zostanie pokonana, albo nie udzielimy, Polska zostanie pokonana, i czekamy na decyzję Hitlera, kogo teraz zaatakuje. Na jedno wychodzi. Wówczas kombinacja "jak Niemcom oddamy Polskę, a przy okazji Węgry i Rumunię, to wtedy ruszą na ZSRR" była oparta na bardzo wątpliwych podstawach. Brytyjskiemu wywiadowi na pewno nie umknął fakt dość daleko idącej, ale nie nagłaśnianej współpracy pomiędzy Niemcami a ZSRR. Od sierpnia 39 roku było to już jawne, głośne i oczywiste. Jakie argumenty miałby minister "Eden" w rozmowie z Ribbentropem gdzieś wiosną 39 roku? E: Pozwolimy wam zająć Polskę, a także uzależnić Słowację, Litwę, Węgry, Rumunię i Bułgarię, pod warunkiem, że zaatakujecie ZSRR. R: Polska i tak upadnie, Słowacja już jest od nas zależna, z Litwy wzięliśmy, co nam było potrzebne, zaś zdominowanie Węgier, Rumunii i Bułgarii to żaden problem, nie mają sił, by się nam przeciwstawić. Czyli dajecie nam to, co sami sobie możemy wziąć. Skąd więc ten warunek? E: Jeśli zobowiążecie się do zaatakowania ZSRR, to Wielka Brytania odmówi Francji pomocy w ataku na Niemcy po ataku Niemiec na Polskę, kiedy Francja układem sojuszniczym będzie do tego zobowiązana. Francja bez gwarancji pomocy Wielkiej Brytanii sama was nie zaatakuje. R: Takie warunki jestem gotów przyjąć. I co dalej? Do paktu R-M pewnie nie dochodzi, bo i po co. Niemcy biorą, co im obiecano. Francja i ZSRR pozostają neutralne - przy czym Francji neutralność jest wroga, a neutralność ZSRR - niewiadomego charakteru. Nadal jest co dzielić. W jaki sposób Wielka Brytania może wtedy wymusić na Hitlerze, że wypełni swe zobowiązania i zaatakuje ZSRR? Wszystkie atuty są w jego ręku. Ma dostęp poprzez Włochy do Morza Śródziemnego, a nawet do baz nad Morzem Czerwonym i Oceanem Indyjskim. Poprzez Rumunię ma dostęp do Morza Czarnego. Może zaatakować ZSRR. Te wojnę może wygrać - i wtedy Francja i Wielka Brytania będą następne w kolejce do zaatakowania. Może przegrać - i wtedy będą mieć Armię Czerwoną nad Renem. Może zaatakować Francję i BeNeLux. Może podzielić się sferami wpływów ze Stalinem, a potem zmusić do sojuszu kemalowską Turcję i zaatakować Syrię, Irak, Iran, a potem Egipt i Indie. Taki układ wszystkie atuty oddawałby Hitlerowi, więc nie dziwmy się, że ta opcja w Wielkiej Brytanii nie zwyciężyła. Zupełnie inna kombinacja byłaby przed Monachium, zaraz po upadku Francji, po bitwie o Anglię itd. Chętnie je przeanalizuję, ale już nie dziś.
  7. Oliver Cromwell - ocena

    Mam podejrzenie, że bardzo bardzo dawno się tym euklides zajmował zważywszy na to, że źródeł swej wiedzy nie pamięta. Dziwić jednak może, że tak bardzo polega na swej pamięci, że nie zamierza konfrontować tego co zapamiętał z tym co twierdzą różni historycy. Przecież i ja się nie wyrażam źle o euklidesa historykach, choćby z tego powodu, że w kwestiach spornych (roli żony Cromwella w nieprzyjęciu przezeń korony i jej konfesji), do tej pory euklides nie przedstawił nam świadectwa żadnego historyka. Jak na razie euklides zaprezentował nam swoisty rodzaj argumentacji: kiedyś coś takiego przeczytałem, tak zapamiętałem, zatem tak właśnie było i nie muszę już tego sprawdzać. Można powiedzieć, iż lekceważąco odnoszę się do "historyków" piszących rewelacje o katoliczce Elizabeth Bouchier. Tylko skąd euklides wie, że chodzi o historyków? A może przeczytał to euklides w jakiejś powieści, bo przecież już tak bywało, że fabułę traktował na równi z badaniami historyków. A może przeczytał to euklides w zwiastunie jakiegoś filmu, bo przecież już tak bywało, że takie teksty traktował na równi z badaniami historyków. Skłaniam się do myśli, że tak na prawdę nic takiego euklides nie przeczytał i wszystko jest efektem euklidesa złej pamięci bądź niezrozumienia tekstu. A może zacznie euklides stosować inną metodę: wpierw sprawdzi czy to co zapamiętał zgodne jest ze stanem badań i dopiero potem coś zacznie pisać? Ja już zwracałem uwagę euklidesowi, że tego typu formatowanie tekstu to raczej przejaw kultury. W kwestii nihilizmu, to ma euklides pojęcie o znaczeniu tego terminu takie same jak o przedmiocie badań fenomenologii - czyli żadne. To, że ktoś czegoś nie napisał nihilistą go nie czyni, może czas zajrzeć do słownika? Na miejscu euklidesa nieszczególnie bym się chwalił tym co napisał w tej materii, jako że napisał ewidentne głupoty. Już bardziej nihilizm (epistemologiczny) przypisałbym samemu euklidesowi, który chyba wychodząc z założenia, iż nie istnieje wiedza pewna zatem można napisać co się chce. Słów jeszcze kilka o osobie earla Manchester, zarzutach jakie mu postawił Cromwell i przy okazji nieco o bitwie pod Marston Moor. Czy Manchester wykazał się podczas tej bitwy: "niedołęstwem" to kwestia dyskusyjna. Jeśli się porówna raporty napisane tuż po bitwie to są one często zadziwiająco odmienne od tych napisanych w kilka tygodni, podobnie jak z relacjami spisanymi kilka lat później. Przegląd takich raportów (bez weryfikacji krytycznej) znajdziemy m.in. w: "The life and campaigns of Alexander Leslie, first earl of Leven" Charlesa Sanforda Terry'ego, , Petera Younga "Marston Moor" czy "Battle of Marston Moor, 1644" w redakcji Petera Newmana. I to rozbieżne co do takich istotnych kwestii, jak: komu przypisać walne przyczynienie się do zwycięstwa, czy miała miejsce ucieczka trzech generałów bądź ucieczka jednego lub dwóch z nich, jakie oddziały zbiegły z pola walki, a jakie uciekły ale wróciły, kto z dowódców się wyróżnił (w jednych raportach ta sama osoba była przedstawiana jako zbieg czy tchórz by w innych być kreowaną na bohatera). Nieprzychylny Cromwelowi pierwszy baron Holles zapisał w swych memuarach ("Memoirs of Denzil Lord Holles, Baron of Ifield in Sussex, from the year 1641 to 1648" ed. J. Toland) wypowiedź dowódcy brygad piechoty Manchesteru - gen. Lawrence'a Crawforda, wedle której Cromwell podczas tej bitwy zachowywał się jak tchórz ("errant coward") i nie miał udziału w tym zwycięstwie ("neither part nor lotin the business"), Holles dodał od siebie, że i we wcześniejszych bitwach Cromwell potrafił chować się w żywopłocie czy uciekać od miejsca bitwy na dwadzieścia mil. Pytanie: ile w tym wszystkim prawdy? Raczej niewiele, ale pokazuje to temperaturę wzajemnych animozji. Wszystko to efekt rywalizacji propagandowej poszczególnych odłamów religijnych i fakcji politycznych, datującej się na długo przed Marston Moor (o kampanii dezinformacyjnej po bitwie pod Marston Moore: M. Stoule "Soldiers and Strangers: An Ethnic History of the English Civil War"), zarówno szkoccy prezbiterianie (Covenanters) jak i oficerowie związani z Soleman League podnosili, że "Independes" zbyt często ich oczerniali, umniejszając ich zasługi i sugerując tchórzostwo (przykład tego typu skargi znajdziemy w zbiorze opracowanym przez M.A. Richardsona "Reprints of Rare Tracts Imprints of Ancient Manuscripts, Chiefly Illustrative", Vol. II). Kiedy do Londynu zaczęły napływać raporty, korygujące zakres udziału "Sprzymierzonych" w bitwie i zwycięstwie (in plus), Robert Baillie nie mógł powstrzymać irytacji a nawet wściekłości, której dał upust w liście; z 18 lipca 1644 r.; do jednego z "braci" - Roberta Blaire'a: "We were both grieved and angry, that your Independents there should have sent up Major Harrison to trumpet over all the city their own praises, to our prejudice, making all believe, that Cromwell alone, with his unspeakable valorous regiments, had done all that service: that most of us fled: and who stayed they fought so and so, as it might be. We were much vexed with these reports, against which yow were not pleased, any of yow to instruct us with any ansuer, till Lindesay’s letters came at last, and captain Stewart with his collors. Then we sent abroad our printed relations, and could lift up our face". /"The Letters and Journals of Robert Baillie, 1637-1662" by D. Laing, Vol. 2, Edinburgh MDCCCXLI, s. 209-210/ Sam Baillie, w późniejszym okresie przyznał, że padł ofiarą kampanii dezinformacyjnej ze strony "Niezależnych". Kwestię sprzecznych relacji co do bitwy, pokrótce acz treściwie omówili: Steve Murdoch i Alexia Grosjean w opracowaniu"Alexander Leslie and the Scottish Generals of the Thirty Years' War, 1618–1648". Starcia Cromwella z poszczególnymi dowódcami miały różny charakter i podłoże, z jednej strony był to efekt jego emocjonalności potrafił wybuchnąć, oskarżać by za jakiś czas samemu neutralizować własne poczynania. Spory; jak i wynikające z nich oskarżenia; wynikały z rozbieżności co do tego jakich żołnierzy potrzebuje armia, w tej kwestii była np. rozbieżność pomiędzy Cromwellem a Manchesterem, ten pierwszy stawiał przede wszystkim na odpowiednią postawę religijną i polityczną, a co z tym idzie faworyzował jedne konfesje przed innymi. Baille wspominał, że podobne animozje dzieliły Cromwella ze wspomnianym Crawfordem czy Williamem Wallerem. Cromwell posunął się do tego, że; wbrew oczywistym faktom; w swych oskarżeniach twierdził że pod Marston Moore Crawford nie był generałem a pułkownikiem, co znacząco podważa zasadność jego zarzutów. "After the fall of York, the three parliamentary armies separated. Leven and the Scots turned northwards again to besiege Newcastle, the Fairfaxes remained to capture the royalist strongholds in Yorkshire, and Manchester, taking on his way Sheffield Castle and a few smaller garrisons, returned to Lincoln. All August he remained there idle, declining even to besiege Newark. He was weary of the war, anxious for an accommodation with the King, and shocked at the spread of sectarian and democratic opinions in his army and in the kingdom. Cromwell, as the protector of the sectaries, was at daggers-drawn with Major-General Crawford, who attempted to suppress them; Crawford cashiered an officer on the ground that he was an Anabaptist, and Cromwell and some of his colonels threatened to lay down their commissions unless Crawford was removed. A compromise of some kind was patched up, but Cromwell’s influence over Manchester was at an end". /C.H. Firth "Oliver Cromwell and the Rule of the Puritans in England", New York 1900, s. 110-111/ Jeśli chodzi o earla Manchester, to warto przypomnieć, że starł się on z Cromwellem na długo przed wzmiankowaną bitwą. Obie rodziny (:Montagu'a i Cromwella) rywalizowały politycznie ze sobą w Huntingshire, dość regularnie wymieniając się parlamentarnymi stołkami zdobywanymi w tym okręgu. W styczniu 1642 r., lord Kimbolton (jak go nazywano; w rzeczywistości przysługiwał mu tytuł: Viscount Mandeville) wystąpił w parlamencie z oskarżeniem względem Cromwella, wedle którego administrowanie tego ostatniego w Huntingshire dokonywało się ze szkodą dla pospolitaków ("poor commoners'") zamieszkujących tamtejszy fens. Rzecz potraktowano poważnie i powołano w tej sprawie komisje pod przewodnictwem Edwarda Hyde'a, 1st erla Clarendon, ten w spisanych już znacznie później swych wspomnieniach zrelacjonował, że o ile Manchester wyłuszczył swe stanowisko w sposób skromny ("modestly") to Cromwell zachował się nieparlamentarnie i nieprzyzwoicie, w sposób obraźliwy: "Lord Mandevil [tak w oryg. - secesjonista] desired to be heard, and with great Modesty related what had been done, or explained what had been faid, , Mr Cromwell did answer, and reply upon him, with so much Indency, and Rudeness, and in Language, so contrary, and offensive, that every Man would have thought, that as their Natures, and their Manners were as opposite as it is possible, so their Interest could never have been the fame". /tegoż, "The life of Edward Earl of Clarendon, Lord High Chancellor of England... written by Himself", Oxford MDCCLIX, s. 79-80/ Trochę z tego zderzenia osobowości i charakterów odnajdujemy w oskarżeniach Cromwella o zaniechania w toku kampanii 1644 roku, Cromwell "wybuchnął" by z czasem zacząć temperować ostrość swych wypowiedzi a wreszcie nawet zaczął... bronić niektórych decyzji Montagu'a. "When Cromwell came to reflect on the incidents of the last few months, he attributed the failure to obtain this victory entirely to Manchester. He had failed, apparently, not through accident or want of foresight, but through backwardness to all action. And this backwardness, concluded Cromwell, came “from some principle of unwillingness to have the war prosecuted to a full victory; and a desire to have it ended by an accommodation on some such terms to which it might be disadvantageous to bring the King too low.” On November 25th, Cromwell rose in the House of Commons, told the story of the Newbury campaign, and made this charge against Manchester. Manchester vindicated his generalship in the House of Lords, alleging that he had always acted by the advice of the council of war, and that Cromwell was a factious and obstructive subordinate. Then, leaving military questions alone, he made a bitter attack on Cromwell as a politician. He had once given great confidence to the Lieutenant-General, but latterly he had become suspicious of his designs, and had been obliged to withdraw it. For Cromwell had spoken against the nobility, and had said that he hoped to live to see never a nobleman in England. He had expressed himself with contempt against the Assembly of Divines, and with animosity against the Scots for attempting to establish Presbyterianism in England. Finally, he had avowed that he desired to have none but Independents in the army of the Eastern Association, “so that in case there should be propositions for peace, or any conclusion of a peace, such as might not stand with those ends that honest men should aim at, this army might prevent such a mischief. (...) But, instead of pressing the charge home, Cromwell drew back". /C.H. Firth "Oliver Cromwell and...", s. 114 i n./ "Although Cromwell, taking advantage of his position in the House of Commons and of the reputation he had won at Marston Moor, made a detailed criticism of his superior's strategy and tactics, he defended Manchester when the Committee of Both Kingdoms censured him for not taking action in the late autumn on the grounds that the men were sick, tired and ill-fed (...) It can be argued nevertheless that 'the quarrel' between Cromwell and Manchester had been exaggerated. After all, in most armies differences of opinion arise about the best strategy. In fact Cromwell acquiesced in Manchester's tactics at Newbury and, like him, agreed it was impossible to go on fighting with exhausted troops late into the autumn (...) He went on to abandon his attack upon Manchester". /M. Ashley "Oliver Cromwell and the Earl of Manchester", "Cromwelliana", 1984-1985, s. 8-9/ W sumie to Cromwell wywołał burzę w szklance wody, całość sporu Robert Baillie podsumował słowami: "The House of Commons in one hour ended all the quarrels which were betwixt Manchester and Cromwell". Złagodzenie postawy Cromwella nie musiała być związana jedynie z jego charakterem. Zręczne zwekslowanie sporu przez earla Manchester na grunt polityczny nie był odlań wygodnym. W tym kontekście można rozpatrywać uwagę Sue Sadler o tym, że ze strony Cromwella był to atak wyprzedzający. Musiał on zdawać sobie sprawę z postawy Szkotów, których przywódcy rozmawiali wówczas o oskarżeniu Cromwella jako podpalacza/podżegacza ("incendiary"), który chciał doprowadzić do zwaśnienia dwóch narodów. Od tych zamiarów odwiedli ich juryści z którymi konsultowali stronę prawną, wskazując na trudność w udowodnieniu tego typu zarzutów, zwłaszcza w kontekście poparcia jakim się cieszył Cromwell w Izbie Gmin. Charles Firth przywołuje słowa Maynarda (zapewne chodziło o Johna Maynarda, piastującego stanowisko Serjeants-at-Law): "Lieutenant-General Cromwell,” said Mr. Maynard, “is a person of great favour and interest with the House of Commons, and with some of the peers likewise, and therefore there must be proofs, and the most clear and evident proofs against him, to prevail with the Parliament to judge him an incendiary". /tamże, s. 116/
  8. Pakt Ribbentrop-Eden.

    W sumie - to mogli po prostu zawrzeć pokój. Mogę sobie wyobrazić, że nawet Hitler byłby w stanie promować (w różny sposób) otoczkę propagandową takiego pokoju, jako układu "równy z równym, dzielny z dzielnym", czyli łatwiejszego dla strawienia przez Brytyjczyków. A nawet pójść na jakieś - przynajmniej symboliczne - ustępstwa. Na przykład - na jakieś formy przynajmniej teoretycznego (no bo raczej nie zagrażającego dominacji niemieckiej) kondominium anglo-niemieckiego w Skandynawii, Beneluksie itp. Na złożenie w ofierze Brytyjczykom jakieś części kolonii francuskich, czy ich floty etc. Dlatego już a priori wskazałem dwa czynniki, które można wykorzystać, krytykując niemiecko-brytyjską wersję historii alternatywnej: 1) tradycyjną, brytyjską politykę promowania (per fas et nefas) równowagi europejskiej, 2) rozczarowanie Hitlerem po złamaniu przez niego ustaleń monachijskich. Natomiast, będę się upierał, że polityka brytyjskiej ugody z Hitlerem też mogła posiadać solidne przesłanki, przemawiające do brytyjskich elit: 1) nadzieję na likwidację ZSRR rękami Hitlera, 2) brak istotnych problemów spornych z Niemcami, 3) tak, czy inaczej proniemiecka wolta dawała nadzieję na odsunięcie konfliktu (przynajmniej czasowe) od słabej w tym momencie dziejowym militarnie i wykrwawionej w pierwszej wojnie Brytanii, wykrwawiać się teraz będą inni (nie tak, jak w pierwszej wojnie, gdy UK pochopnie - dla niektórych - od razu włączyło się do wojny), a lew brytyjski będzie się rozglądał, oceniał, zbroił i rósł w siłę, 4) nadzieja na zachowanie w sojuszu z Niemcami statusu światowego mocarstwa (Europa, szczególnie Wschodnia ich, ale morza nadal nasze), nawet w kontrze do rosnącej potęgi USA. Oczywiście, jak to w historii alternatywnej, niczego nie można być pewnym, szczególnie, że wiele dalszych czynników układanki jest też nieznanych (vide: ZSRR padłby, czy nie?; co zrobiłyby Stany Zjednoczone?; co np. jeszcze nie pokonana Francja?), ale muszę przyznać, że mi osobiście takie posuniecie polityki brytyjskiej nie wydaje mi się jakoś straszliwie nieprawdopodobne.
  9. Nobel z literatury dla Polaka

    Noo ja akurat wolałbym by Tokarczuk nie zabierała się za pisanie "nowej historii" jakichkolwiek ziem. Związki Tokarczuk ze Śląskiem (bardzo szeroko pojętym) i innymi małymi ojczyznami to faktycznie ciekawa kwestia. Mieszkańcy Nowej Rudzie raczej uznali, że oni i ich miasto zostali potraktowani "niefajnie" w zbiorze zatytułowanym "Dom dzienny. Dom nocny" (zawierającym trzydzieści osiem szkiców których akcja toczy się we wspomnianym mieście bądź jego okolicach), no ale skoro mleko się rozlało to przynajmniej spróbowano uratować śmietankę, stąd włodarze Nowej Rudy jednak wykorzystują jej twórczość (fragmenty jej prozy prezentując na swej oficjalnej stronie) do promocji miasta. Więcej szczęścia mieli mieszkańcy Ziemi Staszowskiej, którzy w "Prawieku i innych czasach" mogli odnaleźć znane im miejscowości. Łatwe do zidentyfikowania; przynajmniej według lokalnych pasjonatów z grupy "Moje miasto moja gra"; pomimo tego, że autorka zmieniła ich nazwy, a które zostały odmalowane w znacznie jaśniejszych barwach. Jakieś szesnaście lat zabrało tamtejszym miłośnikom regionu by odkryć ew. potencjał tkwiący w tej powieści co zaowocowało powstaniem gry terenowej "Szukamy Prawieku", dzięki czemu Tokarczuk została umieszczona; na skromną skalę, ale jednak; na mapie tzw. turystyki literackiej. Również mieszkańcy miasteczka Bardo wydają się być zadowoleni z pojawienia się ich miejscowości w opowiadaniu "Bardo. Szopka" (ze zbioru "Gra na wielu bębenkach"), w efekcie Tokarczuk została zaszczycona tytułem Honorowego Obywatela Miasta i Gminy Bardo. Swoją drogą, ciekawe że w swym feminizmie nie zaprotestowała (chyba?) przeciwko tej maskulistycznej formie tego tytułu. Jest też to opowiadanie przykładem jak literatura potrafi kreować nową rzeczywistość a i przeszłość. Autorka została zaproszona na spotkanie z mieszkańcami miasteczka podczas otwarcia tamtejszego festiwalu szopek. Siedziała sobie tedy na sali i słuchała różnych wystąpień i popadała w coraz większe zdumienie, oto jej fikcja literacka osnuta luźno wokół Barda i tamtejszej szopki została potraktowana jako realność. Jak sama relacjonowała próbowała protestować tłumacząc, że to jedynie artystyczna kreacja - bezskutecznie. Oto wstał jakiś młody mężczyzna i oświadczył, że o szopce opowiadała mu babcia i jest to właśnie "TA" szopka, ta sama co w opowiadaniu, ktoś inny dodał, że pozostałości właśnie "TEJ" szopki można oglądać w lokalnym muzeum. Ostatecznie Tokarczuk zrezygnowała z przekonywania mieszkańców. Przy okazji, od wielkiego święta, w Bardo serwuje się pstrąga w migdałach, którą to potrawę zaadoptowali (z prozy Tokarczuk) mieszkańcy tego miasta jako własny, lokalny specjał - choć tu już raczej w ramach uświadomionej zabawy z literacką fikcją. Swe doświadczenia związane ze splątaniem fikcji i rzeczywistości bardzieńskiej, autorka opisała w eseju "Pstrąg w migdałach" zawartym w zbiorze "Moment niedźwiedzia". Co do mej opinii w kwestiach okołoliterackich dodam: na nie - za uzasadnienie wyboru Bardo na miejsce opowiadanej przez niej historii, nie wiem jak można mieszkać 24 kilometry od tej miejscowości i uznać jej nazwę za na tyle egzotyczną by ujrzeć w niej termin z buddyzmu, gdy tymczasem to po prostu: "wzgórze, góra". To trochę tak jakby ktoś napisał nieco obsceniczną książkę, której akcja toczy się wiejskim środowisku mieszkańców rumuńskiej După Pleșe - bo tak mu się to kojarzyło. No ale różnymi drogami błądzą ludzkie skojarzenia... na tak - za wzięcie na warsztat "Lalki" Bolesława Prusa (tejże "Lalaka i perła"), mnie co prawda nie odpowiada jej interpretacja, którą bym nazwał feministyczno-gnostyczno-jungowską, ale miło, że nawet próbują zająć się taką ramotą. A Tomasz Burek w swym "Dzienniku kwarantanny" miał odwagę nazwać jej twórczość "muchomorem imitującym prawdziwka"... Kilka jej opowiadań (także tych nieco obszerniejszych, jak np. "Bieguni") pojawiało się już na liście lektur dodatkowych dla szkół ponadgimnazjalnych, obecnie na liście Ministerstwa pośród obowiązkowych lektur (dla liceów i techników) jest jej jedna książka - "Profesor Andrews w Warszawie. Wyspa". Trudno się oprzeć wrażeniu, że wydaniu w 2018 r. w odrębnej książce tych dwóch opowiadań ze zbioru "Gra na wielu bębenkach" przyświecał właśnie cel ułatwienia umieszczenia jej twórczości na liście lektur obowiązkowych. Skoro Tokarczuk nie stroni od politycznych wypowiedzi to i my możemy; z pewnym przymrużeniem oka; dodać kilka uwag na tej niwie. Czy się to nam podoba czy nie, Tokarczuk od kilku lat pozostaje w ścisłej czołówce polskich autorów (w kategorii współczesna literatura polska "wysokoartystyczna") po których książki sięgają czytelnicy. Co więcej, jest ona na pierwszym miejscu listy książek, które nauczyciele języka polskiego (a dokładniej to: polonistki, zważywszy na feminizację tego zawodu, w którym mężczyźni stanowią ok. 7%) najchętniej widzieliby na liście lektur (por. np. raport Biblioteki Narodowej "Stan czytelnictwa w Polsce w 2017 roku"). No to z tą popularnością i oczekiwaniami polonistek coś wypadałoby zrobić. Zważywszy na obiekcje podnoszone przez gregskiego, jak i doświadczenia ministra Glińskiego co to nie doczytał, "Księgi Jakubowe" nie mogły wchodzić w grę (a akurat tę książkę najchętniej widziałyby polonistki jako lekturę). No ale skoro Prezes; ponoć; doczytał... no to padło na stosowny objętościowo tomik, raptem jakieś osiemdziesiąt stron. A dla najbardziej leniwych uczniów jest wersja jeszcze bardziej skrótowa (trzydzieści dwie strony) i dodatkowo obrazkowa, komiks "Profesor Andrews w Warszawie" według scenariusza Dominika Szcześniaka, z rysunkami Grzegorza Pawlaka. .
  10. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Brytyjczycy zawsze starali się nie dopuścić do powstania europejskiego supermocarstwa które zachwiałoby równowagą sił. Po czerwcu 1940 roku nie mieli innego wyjścia jak tylko trwać i walczyć. A przed? Zanim ruszyła niemiecka machina na zachodnią i północną Europę i zanim okazała się tak skuteczna to chyba nie mieli powodu by to robić.
  11. Pakt Ribbentrop-Eden.

    Tytułem wstępu: 1. Od dłuższego czasu weryfikuję swoje własne przekonania o roli Zjednoczonego Królestwa w drugiej wojnie światowej (i stosunku tego państwa do Polski). Pierwotnie moje poglądy były dosyć proste - i chyba dosyć popularne w Polsce - "cynicy, gracze, zostawili nas na lodzie, oszukali, zdradzili w Jałcie itp. itd". Dziś, moje uczucia są zdecydowanie bardziej złożone. Nadal oczywiście dostrzegam brzydkie strony polityki brytyjskiej, krętactwa Churchilla, ale jednocześnie mam świadomość, że w 1939 roku zachowali się przyzwoicie, próbując ratować pokój gwarancjami dla Polski, później przystąpili nieprzygotowani do wojny także z naszego powodu (wojny, której bardzo chcieli uniknąć, pamiętając brytyjskie ofiary pierwszej), a potem poświęcili mocarstwową pozycję dla dobrej sprawy - pokonania Hitlera. Że był moment, kiedy nasz świat zależał tylko od ich determinacji i odwagi. I wody między Calais i Dover. Można powiedzieć, że rzeczony Churchill wygrał wojnę, ale przegrał Imperium. Przegrał mocarstwo. Z wielkomocarstwowej pozycji Zjednoczonego Królestwa, osłabionej już po pierwszej wojnie światowej, po drugiej zostały wióry. Pozostało "zwykłe" państwo europejskie, już dalece nie supermocarstwo, dla osłody z członkostwem w Radzie Bezpieczeństwa, bronią atomową i klubem Commonwealth. Ale z długami, kartkami na różne produkty przez wiele powojennych lat i takim sobie znaczeniem międzynarodowym, które wyraźnie określił los interwencji w Egipcie w 1956 r. A, że nam nie pomogli pod koniec wojny... Przede wszystkim - nie mieli siły. Nastąpiła gigantyczna redukcja znaczenia Wielkiej Brytanii, a drugi rozgrywający Zachodu (USA) nie miał najmniejszego zamiaru przejmować się Polską. 2. To wszystko zaczęło prowadzić mnie do rozważań, czy z ich, egoistycznego, brytyjskiego punktu widzenia ta wojna była w ich interesie? Aby było jasne - pokonanie Hitlera uważam za najważniejszy aspekt polityki światowej tamtego czasu, a z polskiego punktu widzenia - konieczność potrzebną do zachowania naszej egzystencji. Ale ze ściśle brytyjskiego punktu widzenia - może trzeba było jednak dogadać się z Hitlerem? Wiemy, że wielu przedstawicieli elit brytyjskich tak właśnie myślało, dążąc do uniknięcia konfliktu z Hitlerem. Dziś są raczej wspominani z zażenowaniem. Włącznie z "hajlującym" księciem Windsoru (Edwardem VIII). Ale co by było, gdyby historia potoczyła się inaczej? Między UK a Niemcami właściwie nie było kwestii spornych. Poza, kultywowaną przez Anglię przez stulecia polityką równowagi europejskiej (którą Wielkie Niemcy niewątpliwie by zachwiały) i faktem, że po fiasku monachijskiego porządku Hitler został uznany przez wielu Brytyjczyków za tego, który wystrychnął brytyjską dyplomację na dudka. Osobnika pozbawionego zdolności honorowych (i dyplomatycznych). Ale, Hitler nie zagrażał Imperium Brytyjskiemu, pewnie nawet obojętne mu były dawne kolonie niemieckie pod brytyjskim powiernictwem, nie miał wilhelmowskich ambicji konkurowania z Royal Navy. Nie chciał żadnego klejnotu z korony Imperium. A agresja na Wschód (w szczególności rozprawa z bolszewikami), to przecież nie mogło nie podobać się wielu z brytyjskich elit. A, że po drodze zniszczono by pewnie Polskę? Cóż... 3. Nazwiska w tytule wątku są jedynie symboliczne. Nie wnikam (chodzi mi w szczególności o Edena) w cechy osobiste i poglądy oraz to, kiedy był dokładnie ministrem spraw zagranicznych. Ani w dalszy szczegółowy "timing". Po umownym hasłem "Pakt Ribbentrop-Eden" rozumiem po prostu sytuację, w której przed drugą wojną światową, albo w jej pierwszej fazie (do agresji Niemiec na ZSRR) dochodzi do kompleksowego kompromisu między Niemcami Hitlera a Brytyjczykami. W zamian za wolną rękę na wschodzie, Hitler daje gwarancje dla Imperium Brytyjskiego, rodzi się modus vivendi, a może nawet przyjaźń, czy sojusz Niemiec ze Zjednoczonym Królestwem. W mojej ocenie, istnieją bardzo poważne przesłanki, aby zakładać, iż taki właśnie był pomysł Hitlera na politykę zagraniczną. I, że całkiem wielu z elit brytyjskich taki scenariusz było w stanie zaakceptować. Scenariusz oczywiście fatalny dla Polski, która pewnie skończyłaby, tak jak widział to Hitler w "Mein Kampf". Jako - państwo ościenne Rosji - wraz z nią potraktowana, jako część germańskiego Lebensraumu. 4. Zatem - czy możemy rozważać powyższy przebieg historii alternatywnej, opartej o porozumienie hitlerowsko-brytyjskie, czy jest to założenie z gruntu absurdalne?
  12. Nobel z literatury dla Polaka

    Dla mnie jakoś szczególnie sympatyczne jest to, że Autorka jest powiązana z Ziemiami Odzyskanymi. Zawsze z sympatią patrzę na pisanie od nowa polskiej historii tych ziem i wpisywanie się ich w polski krwioobieg. Po Noblu "kresowym" (Miłosz) i "krakowskim" (Szymborska), mamy Nobla "zachodniego". Fajnie.
  13. Last week
  14. Kupiłem na Allegro. Przejrzałem i tak na szybkiego to podoba mi się. Przeczytam na morzu bo książeczka stosunkowo lekka. Teraz czytam cięższe (wagowo) rzeczy.
  15. Nie wiem czy zawrotne to było tempo i na czym jechali, w tekście jest, że dojechali a wedle janceta bajką jest, że mogli dotrzeć przed kapitulacją. Czy dotarli do przedmieść czy na Stare Miasto to już inna bajka, ja wskazałem jedynie, że logistyczne uwagi janceta nie do końca są słuszne.
  16. Rzeczywiście, 15 czerwca to zawrotne tempo. No może na bryczkach jechali. Tego nie wziąłem pod uwagę. Tyle, że jechali, ale do powstańców nie dojechali. No bo ich cesarscy wcześniej rozbroili. Czyli jednak bajki.
  17. Oliver Cromwell - ocena

    Wolę posłuchać. ...niby nihil novi, a ja wciąż daję się zaskoczyć.
  18. Nobel z literatury dla Polaka

    To się ludzie porobili leniwi, raptem trochę ponad 900 stron i już jest to kłopot. "Nędznicy" Wiktora Hugo, w wydaniu anglojęzycznym (wyd. New American Library w serii Signet Classic) liczą prawie 1500 stron, a "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta wydane po francusku przez Éditions Gallimar liczy stron przeszło 3000, i nie są to wcale najobszerniejsze powieści z naszego kręgu kulturowego. A taki Sōhachi Yamaoka, laureat nagród: Noma i Yoshikawa Eiji (Noma Bungei Shō i Yoshikawa Eiji Shō) machnął powieść "Ieyasu Tokugawa", liczącą bagatela: 40 tomów i zawierającą około 10 milionów japońskich znaków (kanji). Tak przy okazji, zauważył ktoś jak bardzo rzadko "osiemnastu" wskazywało na konkretną książkę za którą przyznało swą nagrodę (bądź przynajmniej o jakiejś wspomina się w uzasadnieniu), w zasadzie dotyczy to jedynie siedmiu (: T. Mommsena, C. Spittelera, K. Hamsuna, W. Reymonta, T. Manna, J. Galsworthy'ego, E. Hemingwaya) spośród stu trzynastu nagrodzonych.
  19. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    Toć przecie to Kòscérzëna! Muzeum kolejnictwa na Towarowej 7.
  20. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    Trudno powiedzieć o jaką parowozownię (w jakiej miejscowości) chodziło autorowi, ale mamy Kościerzyn (niedaleko Sieradza) ale i miejscowość o nazwie Kościerzyna (niedaleko Gdańska).
  21. Oliver Cromwell - ocena

    Ja trochę dawno temu się zajmowałem tą sprawą i nie bardzo mam czas żeby sobie dokładnie wszystko przypomnieć, chociaż ogólnie o co tam chodziło wiem. Przecież możesz sam sprawdzić. Nie tylko ja posługiwałem się maszynowym tłumaczeniem, tyle że, jeśli o mnie chodzi to rzadko. Natomiast z maszynowym tłumaczeniem trzeba uważać bo czasem wypacza ono sens o 180 stopni. Ja się źle nie wyrażam o historykach Szanownego Secesjonisty. Będę miał czas to poszukam. Teraz to najlepiej krótko to wszystko podsumować, czyli: Ja napisałem że powodem tego że Cromwell nie został królem tylko lordem protektorem był katolicyzm jego żony, itp... , nie mam zamiaru się powtarzać. Wy zaś, a szczególnie Szanowny Secesjonista, napisaliście że to nieprawda przytaczając iście imponującą bibliografię. TYLKO ŻE JA NAPISAŁEM DLACZEGO NIE ZOSTAŁ A WY NIE. Wiecie jak taka postawa się nazywa? Nihilizm. Jesteście nihilistami.
  22. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    Kościerzyna?
  23. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    A nawet i dłużej, w 1987 r. w nowosądeckiej lokomotywowni uroczyście oddano do ruchu (po rewizji) TKt48 o nr. 139 (jako ciekawostkę można podać, że wykonano to dla uczczenia rocznicy Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej), a w regionie obsługiwanym przez Nowy Sącz: "Ostatnia czynna TKt48-166 była zatrudniona w ruchu pasażerskim do marca, a w pracy manewrowej do maja 1989". /L. Zakrzewski "Ostatnie sądeckie parowozy", "Zeszyty Naukowo-Techniczne SITK RP", Oddział w Krakowie, Ser. Materiał konferencyjne, nr 1 (108), 2016, s. 159/ "Co prawda lokomotywy spalinowe i elektryczne coraz bardziej wypierały parowozy, ale nic nie zapowiadało rychłego końca. Według zestawienia zamieszczonego w numerze 2/91 "Parowozika" na koniec marca tego roku na inwentarzu PKP znajdowało się jeszcze 435 lokomotyw parowych (z tego czynnych co prawda niecała setka)... Masowe zamknięcia lokalnych linii kolejowych, które miały miejsce w tymże roku drastycznie ograniczyły zapotrzebowanie na pracę lokomotyw parowych. Jedną po drugiej zamykano kolejne ostatnie parowozownie - Jarocin, Żagań, Korsze, Sierpc, Kościerzyna. Jedno z ostatnich poddało się Kępno - ruch planowy tamtejsze TKt48 obsługiwały aż do wiosny 1992". /M. Ciesielski "Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły?", "Świat Kolei", 1 maja 2014, s. 12/
  24. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    Radykalna zmiana środka lokomocji! Parowóz TKt48. Tendrzak o masie 78 ton, długości 14.2 m, dopuszczalna prędkość 80 km/h, zapas węgla w tendrze 6 ton. W latach 1950 - 57 zbudowano 199 takich lokomotyw a pracowały one aż do połowy lat 80-tych. Egzemplarz rozbebeszony by publika mogła zobaczyć konstrukcję kotła. Będzie więcej fotek. A wiecie gdzie je zrobiłem?
  25. "Szukał prawdy, lecz jej nie znalazł; konkluzji, którą uważał za główną zdobycz swych badań, nie dowiódł. Pragnął goić rany chwili obecnej i lepszą fundować przyszłość, nic jednak nie zabliźnił, niewiele zbudował, albowiem nie zdołał pochwycić prawdy... Życzyć należy literaturze polskiej i jak najwięcej głów takich i talentów, jak Walerian Kalinka, lecz najmniej zwolenników jego historiografii". /W. Smoleński "Stanowisko Waleriana Kalinki w historiografii polskiej", w: "Wybór pism" wyb. i wstęp . C. Bobińska, Warszawa 1954, s. 554/ Taką "laurkę" wystawił przedstawiciel szkoły warszawskiej nestorowi szkoły krakowskiej, tyle że Kalinka niejedno miał imię... jeśli szkoła warszawska upadek naszego państwa widziała w państwach ościennych, to warto przypomnieć opinię późnego Kalinki, który twierdził, że nowe pokolenie doby Sejmu Wielkiego dojrzało politycznie i dzięki temu państwo miało okazać się: "zdolne do poprawy, zdolne stać o swoich własnych siłach, byleby mu nie przeszkadzali sąsiedzi". /tegoż, "Sejm Czteroletni", T. I Kraków 1880, s. 664, także w T. III, s. 101/
  26. Oliver Cromwell - ocena

    O ile dobrze pamiętam, wcześniej euklides nie miał problemu z posługiwaniem się maszynowym tłumaczeniem i na takiej podstawie wywodzeniem swych racji. To zmartwię euklidesa, nie tylko nie jest to "rzecz powszechnie znana", ale wręcz jest to bałamutna informacja i żaden poważny badacz tych wydarzeń nigdy nic takiego nawet nie zasugerował. Zatem nie mógł przeczytać w kolejne książce, że osoba Joan miałaby wzbudzić obawy przed prześladowaniem protestantów. Skądinąd, wychodzi na to, że pod wpływem żony-katoliczki Lord Protektor musiałby prześladować samego siebie. Informacja o żonie katoliczce jest zatem efektem kiepskiej pamięci euklidesa albo wytworem fantazji kolejnego "prawdziwego", tym razem "historyka", ma euklides jakąś nieszczególnie szczęśliwą rękę do źródeł, gdyż często to co prezentuje jako rzecz uznaną przezeń za powszechnie znaną okazuje się zupełnie nieznaną. Niestety nie da się zweryfikować, kto tu zawinił bo; to kolejna przypadłość euklidesa; znów jest to źródło bezimienne. To proszę nie omieszkać podzielić się z nami informacjami jacy to autorzy i co takiego konkretnie w tej kwestii napisali. Tak dla porządku przypomnijmy kilka osób, które wzmiankowały o ew. przyjęciu korony przez Cromwella. Coraz częstsze pogłoski o tym pojawiły się np. po bitwie pod Worcester (wrzesień 1651 r.), wspominali o tym John Milton (por. "John Milton and the Oldenburg Safeguard" ed. L. Miller) i Edmund Ludlow (por. C.H. Firth "The Memoirs of Edmund Ludlow"), wspominał o tym kilkukrotnie Bulstrode Whitelocke (por. tegoż "Memorials of the English Affairs" czy "The Diary of Bulstrode Whitelocke, 1605-1675" ed. R. Spalding) czy sekretarz stanu John Turloe (choćby w liście, z grudnia 1656 r., do Henry'ego Cromwella; por. "A Collection of the State Papers of John Thurloe, Esq" ed. T. Birch czy P. Aubrey "Mr. Secretary Turloe: Cromwell's Secretary of State 1652-1677"). Z perspektywy rojalistycznej pisał o tym pierwszy earl Clarendon (por. tegoż "History of the Rebellion and Civil Wars in England: Begun in the Year 1641"; "Calendar of the Clarendon State Papers preserved in the Bodleian Library" ed. O. Ogle, W.H. Bliss, W.Dunn Macray, F.J. Routledge) czy John Evelyn (choć ten nie był jakimś zawziętym zwolennikiem króla) w swych dziennikach por. "Diaries and Correspondence" ed. W. Braya; które nieco niesłusznie zostały przyćmione przez zapiski Samuela Pepysa). Wzmianki o tym znajdujemy w relacjach zagranicznych dyplomatów, u: Allarta Pietera van Jongestalla (por. "A Collection... Thurloe, Esq") czy Lorenza Paulucciego (w liście do Giovanniego Sagredo z grudnia 1653 r., por. "Calendar of State Papers Relating To English Affairs in the Archives of Venice", Vol. 29, 1653-1654, ed. A.B. Hinds). Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, iż jakoś nie wspominają oni by główną przeszkodą na drodze do korony było zadzieranie nosa przez małżonkę Cromwella, by już nie wspomnieć o jej katolickiej konfesji. Kwestia przyjęcia bądź sięgnięcia po koronę stała się (w większym czy mniejszym stopniu) przedmiotem zainteresowania historyków. Wymieńmy kilka przykładów: Benjamin Woodford "Perceptions of a Monarchy withhout a King; Reactions to Oliver Cromwell's Power", Kevin Sharpe "Image Wars: Promoting Kings and Commonwealths in England, 1603-1660", Seith D. Rodger "Protector or Monarch: Images of Kingship 1656-1657", Roy Sherwood "Oliver Cromwell King In All But Name 1653-1658", Laura L. Knoppers "Constructing Cromwell: Ceremony, Portrait, and Print 1645-1661", David Underdown "Royalist Conspiracy in England: 1649-1660", Jonathan Fitzgibbons "Hereditary Succession and the Cromwellian Protectorate: the Offer of the Crown Reconsidered" ("The English Historical Review", Vol. 128, 2013), Charles Firth "Cromwell and the Crown" ("The English Historical Review", LXVII, July 1902, John Morill "King Oliver?" ("Cromwelliana", 1981-82). Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, iż jakoś nie wspominają oni by główną przeszkodą na drodze do korony było zadzieranie nosa przez małżonkę Cromwella, by już nie wspomnieć o jej katolickiej konfesji.
  27. Nobel z literatury dla Polaka

    No właśnie obawiam się, że jeśli chodzi o lektury to pani Tokarczuk może być Orzeszkową-bis. "Księgi Jakubowe" to chyba ponad 900 stron. Przyznam się, że nie czytałem. Moja żona zaś przeczytała kilka książek autorstwa Olgi Tokarczuk i podobały się jej ale jak mówi to jednak nie ta liga co Miłosz czy Szymborska.
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.