Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Yesterday
  2. Myślę, że należy tu doprecyzować: Tomasz N pisze o przebiegu szkolenia wojskowego studentów uczelni "cywilnych" w konkretnych latach. Ja też studiowałem na uczelni "cywilnej" w II połowie lat sześćdziesiątych - i w moim przypadku szkolenie wojskowe wyglądało inaczej. Przez trzy lata - na drugim, trzecim i czwartym roku - mieliśmy szkolenie wojskowe w studium wojskowym jeden dzień w tygodniu. Ponadto po II i po IV roku mieliśmy w czasie wakacji miesięczny obóz wojskowy. W czasie pierwszego obozu wojskowego (po II roku studiów) mieliśmy uroczystą przysięgę wojskową. Pod koniec drugiego obozu wojskowego (po czwartym roku studiów) zdawaliśmy egzamin z nabytej wiedzy wojskowej, a na zakończenie obozu otrzymywaliśmy awans na stopnie podoficerskie z przeniesieniem do rezerwy. Średniacy dostawali stopień: kapral podchorąży rezerwy; wybitnie zaangażowani - plutonowy podchorąży rezerwy; Nadzwyczajny był przypadek mojego kolegi z roku: był największym leserem i za karę dostał stopień: starszy szeregowy podchorąży rezerwy. Dopiero kilka lat później - po ukończeniu studiów, po podjęciu pracy (nierzadko w innym rejonie Polski) absolwent z ustabilizowaną już sytuacją życiową dostawał przydział mobilizacyjny do jednostki, w której później odbywał ćwiczenia. O ile sobie przypominam, warunkiem awansu na stopień oficerski było zaliczenie 21 dni ćwiczeń wojskowych, rozciągniętych na kilka lat: studia ukończyłem w roku 1969, a nominację na stopień oficerski - podporucznik - uzyskałem w roku 1978. Kolega Jasmol - to zupełnie inny przypadek. On studiował na wyższej uczelni wojskowej, kształcącej zawodowych oficerów. Tam przebieg szkolenia i służby musiał być zupełnie inny, niż w opisanym przeze mnie i przez Tomasza N szkoleniu wojskowym studentów uczelni "cywilnych".
  3. Eee tam zaraz egzamin oficerski. Ot wiedza fachowa zdobyta podczas szkolenia. I nikt raczej nie wracał, bo każdy zdawał. Jak by to świadczyło o kadrze szkolącej, gdyby nie wyszkoliła największego głąba. A potem ? A potem miało się urlop i bilet do jednostki czynnej na osiem miechów.
  4. Ocena "nocy listopadowej"

    Co do cenzury, to jednak jakaś istniała i chyba nie tylko: "formalna": "„Senator Nowosilcow był przeciwnym rygorom przeciw dziennikar­stw u zwróconym .. . lecz namiestnik Zajączek opornie się stawiał i prze­prowadził uchwałę, poddającą pod uprzednią cenzurę wszelkie pisma periodyczne“. Na wniosek namiestnika Zajączka na posiedzeniu Rady Administracyjnej w dniu 22 m aja 1819 roku uchwalono haniebny doku­ment ustanawiający cenzurę, która spowodowała ogołocenie gazet z treści politycznych oraz pozbawiła: je myśli społecznej". /A. Słomkowska "Rola 'Gazety Polskiej' w okresie powstania listopadowego", "Rocznik Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego" , 1, 1967, s. 97/
  5. Dlaczego Hitler nie zaatakował Szwajcarii?

    Wszystko to pewnie prawda (choć nie do końca), ale nie wiem co ma Wiki wskazująca jakie są grupy językowe w tym kraju - dziś, do Szwajcarii z roku 1939 czy przełomu 1940-1941? Widać Wiki nie zauważyła, że od 1939 retroromański uzyskał status języka narodowego. Gest względem mniejszości, ale jednak nie zauważony przez Wikipedię. A konkretniej, to w jakich dokumentach niemieckich pojawia się ów dead line październikowy?
  6. A jak się wracało to na ile (czasu) i po co? A jak się zdało to co następowało potem?
  7. Ocena "nocy listopadowej"

    Akurat cenzura jako taka istniała już w polskim wydawnictwie XVIII wieku i od momentu wprowadzenia systemu koncesji mieściła się w zakresie jurysdykcji marszałkowskiej. W lutym 1793 roku owocem była m.in. wydana przez ową "Instrukcja dla drukarzy". Ale udokumentowane są już wcześniejsze kroki cenzury, jak np. działania marszałka wielkiego koronnego wobec Piotra Dufour i jego drukarni. Z drugiej strony kwitło w XVIII wieku też piractwo drukarskie, z zakonem bazylianów w ścisłej czołówce. Chyba więc w dobie powstania ani temat to nowy, ani sposoby niekontrolowanego druku nie nieznane?
  8. Tak, Komarze, o tę instytucję chodzi. Tomaszu N., dobrze to opisałeś, ale nie do końca. Pod koniec tzw. szkółki zdawało się egzamin oficerski. Przynajmniej tak było w przypadku WOSWChem, ale myślę, że była to powszechna zasada. Jeśli by się go nie zdało, to wracało się do szkółki. Dokładnie to pamiętam, bo jakieś 3 tygodnie przed egzaminem wykryto u mnie nowotwór i kwalifikowałem się na operację. Jednak lekarz ze szpitala wojskowego doradził mi, żebym na operację poszedł po zdaniu tego egzaminu, bo inaczej wrócę na Montelupich. Natomiast zdanie egzaminu oficerskiego nie oznaczało, że się dostaje stopień oficerski. To tylko dawało możliwość nadania takiego stopnia. O ile dobrze pamiętam, z zasady miało się go otrzymywać w razie mobilizacji. Do tego, na szczęście, nie doszło. Ale także w przypadku powołania na kilkutygodniowe ćwiczenia poligonowe - do tego też nie doszło, choć gdyby mnie powołali gdzieś tak wiosną 89 roku, to pewnie bym się dobrze bawił. W każdym razie służbę wojskową ukończyłem w stopniu plutonowego podchorążego. Na przeszkolenie chciano mnie powołać w 95 czy 96, ale komisja lekarska orzekła "niezdatny". I wcale nie było fajnie to usłyszeć.
  9. Ocena "nocy listopadowej"

    Zapewne nie. Byłoby to arcydziwne, żeby car, jego administracja czy doradcy, sporządzali dokumenty, w których będą opisywać, jak zmienią obowiązujące prawo w sytuacji, gdy to prawo jest gwarantowane międzynarodową umową. Podobnież zawodowi historycy w swych pracach naukowych zajmują się tym, co się wydarzyło, a nie tym, co wydarzyć się mogło, więc raczej chodzi o jakieś napomknienia czy sugestie. Poza faktem zdecydowanie niechętnego stosunku Mikołaja do tej dziwnej autonomii, którą cieszyło się KP. Mam nadzieję, że podzielasz tę opinię i nie muszę wynajdywać cytatów i innych argumentów. Natomiast moje przekonanie, że gdybyśmy wzięli udział w wojnie przeciw Francji i Wielkiej Brytanii (oraz Belgii) i byłaby ona zwycięska dla cara (i dla nas), to po niej rola gwaranta autonomii KP, przypisywana niebezpodstawnie tym mocarstwom, zapewne nie byłaby ważna w ich polityce. Tym bardziej, że sami byśmy ustanowione zasady złamali, biorąc udział w wojnie agresywnej. Tak pięknie żeś to opisał w poprzednim poście, że nie mam nic do dodania.
  10. W czasach Janceta był to rok szkolenia wojskowego podczas studiów (jeden dzień w tygodniu). A po studiach cztery miesiące szkółki wojskowej dla bażantów i osiem praktyki w jednostce. I nie wychodziło się do cywila oficerem. Najczęściej podoficerem.
  11. Rozumiem, że chodzi o oficerską szkołę wojsk chemicznych, a nie o sąsiednią instytucję... Tak jak napisał Tomasz N, po szkoleniu wojskowym w trakcie wyższych studiów trzeba było odbyć określoną liczbę dni ćwiczeń wojskowych (w moim przypadku były to ćwiczenia zarówno jednodniowe - w jednostce wojskowej, jak i dłuższe, w tym również na poligonie. Brałem udział m. in. w ćwiczeniach Śląskiego Okręgu Wojskowego na terenie od Bolesławca do Żagania). Po uzyskaniu pozytywnej opinii z tych ćwiczeń otrzymywało się najniższy stopień oficerski, czyli: podporucznik.
  12. A gdzie się odbywał ów egzamin, po jakim przeszkoleniu i jaki stopień oficerski uzyskał jancet?
  13. Jak to było z tymi kolejkami?

    Max Frisch był raczej lewicowym w swych poglądach, w swych nieco "sennych" dziennikach odnotowywał szkice sztuk, sensualne doświadczenia z pływania, wspomnienia z wizyt w różnych krajach (a podróżował często), konstatacje o Związku Ludzi Starych, o spotkaniach po jednej i drugiej stronie Muru (berlińskiego). W swych peregrynacjach odwiedził kilka razy Polskę. Pięknie napisał jak różnimy się od ZSRR, gdzie miał kłopoty z dotarciem do celu bo nie posiadał "wizy" i dolarów. Jego ogląd ówczesnej Polski, nie tyle o kolejkach a o sklepowych witrynach: "Warszawa. Newiele by się dostało, gdyby się tego domagać, a mimo wszystko wrażenie: oni zyją lepiej niż Rosjanie. mają zmysł autoironii. To, co umieszczają w oknie wystawowym: gust bez towaru, fantazja, wdzięk". ./tegoż, "Dziennik 1946-1949; 1966-1971", Warszawa MMXV, s. 391/
  14. Z tego co pamiętam, egzamin nie dawał stopnia, dopiero po praktyce mógł cię PRP mianować na pierwszy stopień oficerski.
  15. Był jeszcze (przynajmniej za moich czasów - rocznik 1969) rzut "ćwiczebnym granatem", mnie to spotkało w liceum a pamiętam bo była to "okazja" gdzie znów trafiłem do dyrektora. Namówiłem kilka osób by rzucali nie w stronę "piaskownicy" do skoku w dal, która była miejscem celu, a w kierunku nieszczęsnej (wówczas) nauczycielki. Pamiętam z tych samych zajęć przenoszenie "rannego" na noszach, mieliśmy pokonać pagórek (za drugim boiskiem do piłki nożnej) a potem przebyć rów przy płocie liceum, a biegło kilka tandemów i wszystko na czas. Zwycięstwo jest wszystkim... zatem zaordynowałem, że zbędny ciężar jest przeszkodą i wywaliliśmy z noszy "rannego", byliśmy pierwsi na mecie, ale nas zdyskwalifikowano. Na jaki stopień?
  16. Czyją nomenklaturą? Znam opancerzone bądź uzbrojone jednostki pływające w USA, których chyba okrętami nazwać nie możemy, a w innym kraju to i owszem. Jest tu kilka kwestii... Nasza terminologia wojskowa (floty?) i nasz język potoczny. Kolejna kwestia to: tłumacz na język polski, co to musi oddać rolę i znaczenie danej jednostki i uwzględnić niuanse np. czy jednostka pływająca z prefiksem USNS i literą "T" na kadłubie to okręt, a jak nie ma tej litery to tym bardziej okręt? Tak przypomnę, że w latach dziewięćdziesiątych, w Polsce toczyła się mała dyskusja na łamach pism językoznawczych czy można mówić o statku wojennym i statku spacerowym, czy można mówić o okręcie wojennym i okręcie pasażerskim (głównie chodzi o wybitnie duże jednostki). W ówczesnych słownikach i encyklopediach, względem tej nomenklatury występowały dalece idące rozbieżności. Przypomnę jedynie, że jesteśmy w czasach drugiej wojny światowej (taki dział forum, chyba że ktoś zaproponuje rozszerzenie tematu), zatem staramy się docieknąć jak to wówczas było, a nie: jak to onegdaj bywało, jak to było w czasach zimnej wojny, po drugiej wojnie światowej. Choć sam wybiegłem za ramy czasowe tematu, ale starałem się pokazać pewną zmienność historyczną, jak wstęp do dyskursu co do lat 1939-1945.
  17. Jako pierwszego z ministrów to powołałbym tego od praw autorskich itp., jak się wstawia cytat, to wypada podać skąd: internetowa wersja Słownika Języka Polskiego PWN, a może Wikipedia, a może inne jest to źródło. A tak z ciekawości co znaczy: "Vëcpublik"?
  18. Ocena "nocy listopadowej"

    Czyli, jeśli dobrze zrozumiałem: gańmy rewolucjonistów (czy inicjatorów powstania) za złą jakość planów ale bądźmy ostrożni w ocenie tegoż samego planu - jako całości? W tym jak to przedstawił jancet to de facto alternatywy nie mieli - jeśli chodzi o skutki ew. współdziałania w wojennych zamiarach Imperium czy wywołania powstania. Tylko nie wiem dlaczego tylko takie wyniki widzi jancet? Istnieją jakieś źródłowe przekazy (ze strony administracji carskiej) potwierdzające, iż jakbyśmy walczyli u boku carskiej armii to na pewno czekałoby nas, bądź to utrata autonomii bądź co najmniej jej ograniczenie? A jak ograniczona?
  19. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    W tym przypadku wina: "bezsensu" nie leży po stronie forum a strony na której zostały umieszczone fotki, miałem to samo z "żabą", dla różnych tematów o okupacji wykonałem pieczołowicie szereg tabel w Excelu a potem "buum", i nie ma ich już na forum. i co gorsza nie mam do nich dostępu na tej stronie.
  20. Last week
  21. Byłem w Rio, byłem w Bajo

    Strasznie frustrujące są te zewnętrzne linki. Właściwie cały temat jest bez sensu bo zdjęcia wyleciały. Ja jednak spróbuje podzielić się z Wami fotkami z wycieczki po USS "Interpid". Może chwilę przetrwają... Najpierw z zewnątrz.
  22. Ocena "nocy listopadowej"

    Była. Formalna dość ograniczona, ale istniała też ta nieformalna. No ale nie z jej powodu zrobiono rewolucję - jak współcześni określali "noc listopadową". Jej twórców czy realizatorów należy ganić za złą jakość planów, jeszcze gorszą ich realizacji, pochopne strzelanie do tych generałów, którzy nie podzielali rewolucyjnego zapału, typu Meciszewski, Blumer, Potocki - i całkowitą bierność wobec faktycznych zdrajców, typu Wincenty Krasiński czy Rożniecki. Nota bene - strzelano także do Żymirskiego, bohatera Olszynki, a bagnetem chciano zabić Sowińskiego - bohatera Woli. Mieli to szczęście, że nie trafiono, co pozwoliło im zginąć od rosyjskiej broni. Natomiast byłbym ostrożny w ocenie samego planu powstania. W listopadzie 30 roku sytuacja polityczno-wojskowa była taka, że car montował koalicję, której armie miałyby zdobyć zrewoltowaną Francję i Belgię. Holandia była za, Prusy były niezbyt chętne, Austria - zdecydowanie niechętna. Zmianę nastawienia potężnych sojuszników car chciał spowodować metodą faktów dokonanych: II Armię przekształcono w Armię Czynną, która już w październiku rozpoczęła marsz ku zachodnim granicom Imperium. Choć konstytucyjnie armia Królestwa Polskiego nie miała brać udziały w zagranicznych bojach (to chyba nie dotyczyło gwardii cesarsko-królewskiej) to zdaje się, że Mikołaj nie zamierzał tej zasady respektować. Pułki polskie miały pójść na zachód - świadczy o tym choćby przetrzymanie żołnierzy ponadterminowych w jednostkach. Nie było alternatywy: - albo robimy powstanie i mamy wojnę z Rosją, którą przegramy, a w konsekwencji autonomia Królestwa Polskiego zostanie ograniczona lub zlikwidowana; - albo siedzimy spokojnie, paradujemy na Placu Saskim i nasza autonomia jest utrzymana. Realna alternatywa to: - albo robimy powstanie i mamy wojnę z Rosją, którą przegramy, a w konsekwencji autonomia Królestwa Polskiego zostanie ograniczona lub zlikwidowana; - albo uczestniczymy w wojnie z Francją i Belgią, którą zapewne nasza strona wygrywa, ale w konsekwencji autonomia Królestwa Polskiego zostanie ograniczona lub zlikwidowana. To trochę taki churchillowsko-chambarlainowski wybór trochę ponad 100 lat później między wojną, a hańbą, która i tak doprowadzi do wojny. Dobrze, że wybraliśmy wojnę bez hańby.
  23. Może to fajne, życzę powodzenia, ale... Sorry, ja chyba jestem z innej bajki.
  24. Zapraszamy do Państwa wirtualnego! Zacznijmy może od tego, czym jest Państwo wirtualne: Republika Banacka Chciałbym przedstawić Banację - jedno z wielu v-państw w Polskim internecie. Miejsce, dla każdego kto interesuje się polityką, historią, wojskowością, biznesem i sportem. Obecnie szukamy: Kierowników Resortów (coś ala Minister) i Burmistrzów miast. W przyszłości będzie możliwość startowania wyborach, zakładania partii oraz stowarzyszeń, zostania żołnierzem i prowadzenia firmy z wirtualną walutą. Wystartuje także liga piłkarska, na platformie xperteleven i mamy nadzieję, że nasza reprezentacja wystartuje na v-Mundialu. Login to wymyślone imię i nazwisko. W moim przypadku to Szymon Uchastok. Dla chętnych odwiedzenia a nawet przyłączenia się: http://banatzeme.y0.pl/ - Strona internetowa http://banatzeme.y0.pl/forum/ - Forum dyskusyjne Serdecznie zapraszamy do rozgrywki!
  25. Wojna hiszpańska 1936-1939

    Odsyłacz zadziałał. No i mamy jasność. Z tych materiałów wynika, że Belchite po walkach nie odbiegało wyglądem od Warszawy. Większość ruin rozebrano, pozostawiając mocno teatralną resztkę. Nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że większość cegły i kamienia z rozbiórki trafiła do nowego Belchite. Co do wymiarów cegły nie ma się co kłócić. Akurat na zdęciu, na które się powołujesz, jest cegła nówka, wbudowana w ramach konserwacji ruiny. PS. Poznań to Prusy, tam w drugorzędnych budynkach można było stosować ścianę na półtorej cegły.
  26. Wojna hiszpańska 1936-1939

    Tomaszu, pisząc o grubości mam na myśli wartość w centymetrach. Ze zdjęć Speedy'ego z Warszawy nie wynika rownież grubość ścian fasady bliska 60 cm, co miałoby (łącznie z tynkami) odpowiadać 2 cegłom przedwojennym polskim. Ponadto Polska to nie tylko Warszawa. Wykonywałem sporo inwentaryzacji architektoniczno-budowlanych kamienic z przełomu XIX i XX wieku w Poznaniu oraz prace renowacyjne budynków na obszarze Polski zachodniej. Z doświadczenia ponad 50-cio centymetrową grubość w budynkach wznoszonych z cegły w ścisłej tkance miejskiej miały w nadziemiu jedynie ściany parterów. I to jedynie fasady frontowej, czasem też dziedzińcowej głównego budynku. Ale już ściany zewnętrzne pięter jak i wszystkie sciany zewnętrzne oficyn nie przekraczały zasadniczo 45 cm, często oscylując w granicach 40 - 42 cm łącznie z tynkami, co odpowiada zasadniczo grubości 1,5 cegły. I nie były to wypełnienia ceglane konstrukcji szkieletowych, a ściany nośne w pełnym swym przekroju. Oczywiście, mogłem mieć szczęście trafiać tylko na takie obiekty. Ale z takim szczęściem mógłbym spokojnie zacząć grać w totka. Żeby nie było nieporozumień i żeby nie tworzyć dużego OT - ja cały czas odnoszę się jedynie do ogólnego twierdzenia o cieńszych ścianach budynków w Hiszpanii niż w Polsce ze względu na temperatury w obu regionach, a tym samym większej łatwość ich burzenia. Po prostu nie jestem przekonany co do słuszności tego założenia. Hiszpania to pojęcie równie szerokie i zróżnicowane; jeśli nie bardziej; jak Polska. Wracając do zdjęć Gregskiego z Belchite: na zdjęciu z Jesusem widać fajnie format cegły w porównaniu z sylwetką człowieka. Z proporcji i wielkości uważam, że mamy właśnie przykład typu katalońskiego, którego historyczna wielkość oscylowała w granicach 30 x 15 x 4,5 cm, używanego tradycyjnie w Aragonii (przy okazji poszukiwań w temacie dotarłem do informacji o odnotowanych w tej krainie wielkościach 32 x 16 x 3,5 cm czy 35 x 17 x 5 cm). Co do pytania Speedy'ego i stanu dzisiejszego zachowanych ruin, znalazłem ciekawe opracowanie, co prawda w j. hiszpańskim, ale bogate w zdjęcia miasta w trakcie walk, tuż po nich, jak i porównania że stanem dzisiejszym. Widać wyraźnie i uszkodzenia wojenne, i wpływ dalszych 80-ciu lat na budynki tej miejscowość. Opracowanie jest mozliwe do pobrania w formie pdf. Mam nadzieję, że ten odsyłacz do linku zadziała.
  27. Wojna hiszpańska 1936-1939

    I ostatnie zdjęcia. Wieża zegarowa.
  1. Load more activity
×

Important Information

Przed wyrażeniem zgody na Terms of Use forum koniecznie zapoznaj się z naszą Privacy Policy. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.